Otworzyłam oczy. Byłam w jakimś miejscu, którego nie znałam. Było zimno i ciemno. A ja kompletnie nic nie pamiętałam. Wiedziałam, że mam na imię Alis. I to wszystko. Nie miałam kompletnie żadnych wspomnień. Wiedziałam, jak polować. Jednak poza tym nie wiedziałam nic. To… było dziwne uczucie. Wędrowałam przez pustkowia kilka dni. Polowałam, odkryłam, że patrzenie w nocy na gwiazdy to fascynujące zajęcie i starałam się cokolwiek sobie przypomnieć. Wreszcie któregoś wieczora zobaczyłam z daleka blask ogniska. Siedziało przy nim kilka wilków. Podeszłam do nich ostrożnie, żeby podsłuchać o czym rozmawiają.
-… kolację. Dobra robota.- powiedział jeden z nich. Był gigantyczny. I to dosłownie. Dobre trzy razy większy od swoich towarzyszy. Nagle stąpnęłam na gałązkę. Ten cichy trzask wystarczył. Wszyscy spojrzeli w moim kierunku. Instynktownie rzuciłam się do ucieczki. Jednak nie zdążyłam. Ogromny basior zastąpił mi drogę. Z tyłu stanęła jedna z wader. Uświadomiłam sobie, że jestem otoczona. Pisnęłam ze strachu i się skuliłam.
- Kim jesteś i co tutaj robisz?- spytał szorstko wilk- gigant. Chyba był ich przywódcą. Zebrałam się i w końcu powiedziałam.
- Jestem Alis. Obudziłam się parę dni temu w jakimś obcym miejscu. Nic nie pamiętam. Zaczęłam po prostu… iść przed siebie…i…- Chyba zobaczył, że się wystraszyłam, bo jego spojrzenie jakby złagodniało.
- Dobrze… Alis. Jestem Zero. Jeżeli faktycznie nic nie pamiętasz, możesz dołączyć do naszej watahy.
-Dziękuję- odparłam słabo. Tak poznałam moją watahę. Moją rodzinę. Od tamtego czasu próbuję odzyskać moje wspomnienia. I wierzę, że kiedyś mi się to uda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz