niedziela, 16 października 2016

Od Caireann CD. Alissy



Zastanowiłam się poważnie nad tym pytaniem.
- Pewnego dnia do mojego rodzinnego miasta zawitał Bartain… To jest… Bard, który mnie zafascynował. Można powiedzieć, że dzięki jego cierpliwemu odpowiadaniu na moje pytania doszłam tu, gdzie jestem teraz. Dzięki niemu poznałam, że tego cały czas mi brakowało i właśnie to powinnam robić. – oznajmiłam możliwie jak najsprawniej, by Alis mogła zrozumieć co do niej mówię. Mimo iż zapewne nie było trzeba tak mówić.
- Ot, poczułaś, że chcesz wyruszyć w świat i pojechałaś? – spytała, lustrując mnie uważnym spojrzeniem szarych oczu. Nie pytała z uprzejmości. Ona naprawdę chciała wiedzieć. Uśmiechnęłam się miło i odpowiedziałam:
- No, nie do końca tak to było. Rodzice nie chcieli mnie wypuścić w świat. Musiałam poczekać aż dorosnę, by móc samodzielnie zadecydować. Nie chcieli dla mnie źle, dobrze o tym wiem, ale nie potrafili zrozumieć, że moje miejsce jest gdzieś tam na świecie. Na drogach i bezdrożach, między jednym, a drugim miastem.  Na trawiastej równinie oddzielającej ogromne puszcze od lodowatej północy i wśród mieszkańców południa, tam gdzie wschód styka się z zachodem…
- Ale finalnie ci się udało, prawda? – dopytywała dalej. Rozłożyłam ręce w geście mającym na celu zaprezentowanie się dziewczynie.
- A jak sądzisz…? – spytałam śmiejąc się cicho.
 -Udało ci się. – odpowiedziała na swoje własne pytanie. Na chwilę przeniosła wzrok na jezioro intensywnie się nad czymś zastanawiając. Ja też spojrzałam w tym samym kierunku.
Ptaki śpiewały gdzieś za naszymi plecami, a łagodny wiatr marszczył wodę na jeziorze. Słońce grzało przyjemnie mimo rzadkich białych obłoczków przesuwających się po błękicie nieba. W powietrzu unosił się subtelny zapach dzikich kwiatów. Krzewy po lewej od nas zaszeleściły, gdy z lasu wyłonił się wspaniały rogacz. Jeleń przystanął na skraju bezpiecznego lasu i rozejrzał się czujnie, nie zauważywszy jednak zagrożenia ruszył w stronę wody i pochylił łeb, by ugasić pragnienie. Śledziłam jego poczynania z niemałym zainteresowaniem dopóki jeleń nie wrócił do lasu i nie zniknął mi z oczu. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie to, że ja też zostałam takim rogaczem. Cóż poradzić, że w oczach Alis muszę uchodzić za równie fascynujący twór odbiegający od znanej codzienności. Nie mam o to najmniejszych pretensji, a co więcej, nawet mi to schlebia. Przywykłam do zainteresowania wokół mnie.
- Mogę cię o coś zapytać…? – zaczęła dziewczyna.
- Właśnie to zrobiłaś. – odparłam, śmiejąc się, po chwili jednak dodałam – Oczywiście. Pytaj o co chcesz.
- Umm… Skąd masz… - wykonała nieokreślony gest ręką wskazując na moją twarz.
- Bliznę…? Niezbyt miły wpadek w podróży. To była długa i niebezpieczna noc, ale wiele mnie nauczyła. Ta blizna, mimo iż nie wygląda zbyt łanie wiele mnie nauczyła i nigdy się jej nie wstydziłam. – stwierdziłam wstając i otrzepując ręce z drobnych grudek ziemi, piasku i patyczków – Przejdziemy się może?
- Okej. I tak nie mam nic ciekawszego do roboty. – odparła moja nowa znajoma również podnosząc się z ziemi.
Pochodziłyśmy nieco po terenie watahy. Muszę przyznać, że miło było pozwiedzać okolicę słuchając tego, co Alis miała o opowiedzenia o każdym z miejsc, a jeśli nie mijałyśmy akurat żadnych ważniejszych punktów starałam się zapamiętać jak najwięcej szczegółów z tego, co Alissa opowiadała mi o zwyczajach Watahy Apokalipsy. Z uwagą słuchałam też o członkach watahy. W głowie się nie mieści jak wiele różnych, na pozór niczym nie związanych ze sobą istnień może połączyć się w jedną spójną całość. Choć słyszałam, że są tacy, którzy wcale nie chcą się dogadywać z innymi lub zwyczajnie stronią od kogokolwiek. Tereny zamieszkiwane przez watahę też nie należały do typowych. Niewiele było miejsc gdzie las byłby nietknięty, przez znaczną część zwiedzania widziałam ruiny pozostałe po wielkich cywilizacjach, o których dorobek upomniała się natura. Widać wataha mieści się na terenie na którym w latach swojej świetności znajdowało się ludzkie miasto.
- No. To by było na tyle. Nie mam pojęcia gdzie jeszcze mogłybyśmy pójść. – stwierdziła w końcu Alis, zatrzymując się na pełnej kwiatów polanie w pobliżu jaskiń.
- To była wspaniała wycieczka. Dziękuję. – odpowiedziałam.
- Taaak… Tylko co teraz? Do wieczora jeszcze daleko.
- Hmm… - zastanowiłam się, siadając na trawie. Zerwałam kilka stokrotek i zaczęłam splatać je ze sobą. – Umiesz robić wianki…?
- Kiedyś próbowałam, ale to było dawno temu. – dziewczyna usiadła obok mnie i też zerwała kilka kwiatów. Przyjrzała się moim palcom i z nieco mniejszą pewnością powtórzyła moje ruchy.
Niedługo później oba gotowe wianki spoczywały obok nas. Sięgnęłam do torby szukając szczotki. Wydobyłam przedmiot i uśmiechnęłam się miło do Alis.
- Zrobić ci fryzurę?
Szarowłosa potaknęła również się uśmiechając. Już po parunastu minutach jej głowę ozdabiał wianek i kilka wymyślnych warkoczy splecionych ze sobą w niemniej wymyślny sposób. Odsunęłam się podziwiając swoje dzieło.
- No. I gotowe. Wyglądasz jak księżniczka.

<Alis? Babski wieczór? XD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz