Kotołaki? Słyszałam o nic… Wyjrzałam przez okno. Było jeszcze ciemno. W sumie chyba mogę się jeszcze chwilę przespać. Stwierdziłam i rozsiadłam się wygodniej na fotelu. Gdy się obudziłam (a raczej zostałam obudzona) było już jasno.
-Wyjazd. Już dzień.-Zostałam poinformowana.
-Idę, już idę… Zaspana zwlokłam się z fotela i ruszyłam w kierunku drzwi. Padał deszcz. Naciągnęłam kaptur na głowę. Tak w ogóle to ciekawe na co mu ten kotołak… Może ma fetysz kotów?? No co!? Czytałam takiego fanfika gdzie jakiś gościu znalazł sobie takowego i zrobił z niego seks-niewolnika…- Stop! Muszę ograniczyć Internety! Zganiłam siebie w myślach. Przeszłam obok kawiarnio-piekarni. Przytknęłam głowę do szyby i zobaczyłam mnóstwo smakowicie wyglądających wypieków. Włożyłam rękę do kieszeni w poszukiwaniu jakiś pieniędzy. Za dużo tego nie było… Ale na bułkę starczy! Weszłam do środka i kupiłam sobie jedzenie. Miła pani zza lady spakowała mi to w taką fajną torbę z babeczka. Z uśmiechem na ustach ruszyłam w dalszą drogę przed siebie. W pewnym momencie zauważyłam, że rozwiązał mi się but więc postawiłam torbę z jedzeniem na murku i schyliłam się by zawiązać niepokorne sznurówki. W tym Momencie prawię nad głową przeleciała mi postać w szarej bluzie z kapturem, i porwała moje śniadanie.
-Hej! Oddawaj! -Krzyknęłam i rzuciłam się w pogoń za złodziejem. Poruszał się nad zwyczajnie szybko… Zamieniłam się w wilka by mieć jakie kolwiek szanse na złapanie go. Goniliśmy się tak z dobre piętnaście minut. Na szczęście większość drogi przez jakieś wąskie uliczki (Ludzie mogli by dziwnie reagować na zakapturzoną postać gonioną przez kolorowego wilka...)Nie wątpliwie próbował mnie zgubić ale marnie mu to szło. Przez chwilę zastanawiałam się czy jednak opłaca się biec przez pół miasta jak głupi tylko po to żeby odzyskać bułkę ale skoro już zaczęłam to go złapię! Tajemniczy nieznajomy chyba się zmęczył i stracił koncentracje bo przez przypadek wleciał w kosz na śmieci. Przewrócił się prosto w resztki zgniłego jedzenia i innych ohydnych rzeczy które się z niego wysypały. Wróciłam do postaci człowieka i podeszłam do niego.
-Widzisz. Nie ładnie kraść.-Zrzuciłam mu kaptur z głowy. Zdziwiłam się bo moim oczom ukazała się dziewczynka (na oko jakieś 14 lat)z krótkimi rudymi włosami i kocimi oczami. Najdziwniejsze było to że z jej głowy sterczała para, również kocich, uszu… Kotołak. Wpatrywała się we mnie ze strachem.
-Byłam głodna… Wymamrotała.-Nie mam domu… Ani jedzenia… Spuściła głowę.
Westchnęłam i spojrzałam na nią z politowaniem.
-To wystarczyło poprosić. Podzieliła bym się! Oszczędziła byś nam tego porannego joggingu.- Wyszczerzyłam się do niej. W sumie to dopiero teraz mnie olśniło. Kotołak! Przecież właśnie ich szukam! Ale jak by ją tu przekonać, żeby za mną poszła….
-Hej, mam pomysł… Dam ci już tą bułkę a ty pójdziesz ze mną w pewne miejsce, co?- Byłam świadoma, że ta propozycja brzmi przynajmniej tak dziwnie jak ‘’Chodź pokaże ci małe kotki w piwnicy” No ale co miałam zrobić!?
Dziewczyna nie wyglądała na zbyt przekonana tą propozycją.
-A-ale nic mi nie zrobisz?- Zapytała po chwili.
Ehh i co ja mam jej teraz odpowiedzieć… W sumie Raven nie zdradził mi żadnych szczegółów tego co zamierza zrobić… Równie dobrze może ją pokroić i wrzucić do małych słoiczków… Nie, żebym miała coś mocno przeciwko mordowaniu niewinnych ludzi ale jakoś tak było mi jej żal…
-Ehh … To nie do końca zależy ode mnie… -Odparłam zgodnie z prawdą .- Wiesz co? Nie ważne, jak nie chcesz, to znajdę kogoś innego…- Stwierdziłam beztrosko. Skoro znalezienie jednego kotołaka poszło tak łatwo to drugiego pewnie też w końcu znajdę!
Dziewczyna wstała. Byłam pewna, zamierza uciec ale jednak nic takiego się nie stało.
-Pójdę z tobą… -Powiedziała cicho- Nie mam dokąd wracać …Nie mam rodziny…. Więc nie mam też nic do stracenia- Uśmiechnęła się smutno.
-Yaay! Nawet nie wiesz jak bardzo ułatwiłaś mi robotę!- Rzuciłam się jej na szyje i po czym pociągnęłam ją za rękę w stronę mieszkania.
-Tak w ogóle to Lily jestem, a ty? Masz jakieś imię?- Wyszczerz wciąż nie znikał z mojej twarzy.
-Sara…
Powłóczyłyśmy się jeszcze z Sarą parę godzin po mieście (Raven raczej by się chyba nie ucieszył gdybym wbiła mu z nią na chatę o 14:00) więc trzeba coś było do wieczoru ze sobą zrobić. Zdążyłyśmy się nawet zakolegować. Gdy zaczęło się ściemniać powoli skierowaliśmy się w stronę docelowego punktu naszej wesołej wycieczki. Gdy dotarliśmy do celu, bezceremonialnie otworzyłam drzwi i pociągnęłam za sobą dziewczynę do środka.
-Nikt cię nie nauczył, że się puka?!-Usłyszałyśmy wkurzony głos Ravena. Sara schowała się lekko za mnie.
-Też, miło cię widzieć. Znalazłam kotołaka! Poznaj Sarę!- Uśmiechnęłam się szeroko.
-Wyjazd. Już dzień.-Zostałam poinformowana.
-Idę, już idę… Zaspana zwlokłam się z fotela i ruszyłam w kierunku drzwi. Padał deszcz. Naciągnęłam kaptur na głowę. Tak w ogóle to ciekawe na co mu ten kotołak… Może ma fetysz kotów?? No co!? Czytałam takiego fanfika gdzie jakiś gościu znalazł sobie takowego i zrobił z niego seks-niewolnika…- Stop! Muszę ograniczyć Internety! Zganiłam siebie w myślach. Przeszłam obok kawiarnio-piekarni. Przytknęłam głowę do szyby i zobaczyłam mnóstwo smakowicie wyglądających wypieków. Włożyłam rękę do kieszeni w poszukiwaniu jakiś pieniędzy. Za dużo tego nie było… Ale na bułkę starczy! Weszłam do środka i kupiłam sobie jedzenie. Miła pani zza lady spakowała mi to w taką fajną torbę z babeczka. Z uśmiechem na ustach ruszyłam w dalszą drogę przed siebie. W pewnym momencie zauważyłam, że rozwiązał mi się but więc postawiłam torbę z jedzeniem na murku i schyliłam się by zawiązać niepokorne sznurówki. W tym Momencie prawię nad głową przeleciała mi postać w szarej bluzie z kapturem, i porwała moje śniadanie.
-Hej! Oddawaj! -Krzyknęłam i rzuciłam się w pogoń za złodziejem. Poruszał się nad zwyczajnie szybko… Zamieniłam się w wilka by mieć jakie kolwiek szanse na złapanie go. Goniliśmy się tak z dobre piętnaście minut. Na szczęście większość drogi przez jakieś wąskie uliczki (Ludzie mogli by dziwnie reagować na zakapturzoną postać gonioną przez kolorowego wilka...)Nie wątpliwie próbował mnie zgubić ale marnie mu to szło. Przez chwilę zastanawiałam się czy jednak opłaca się biec przez pół miasta jak głupi tylko po to żeby odzyskać bułkę ale skoro już zaczęłam to go złapię! Tajemniczy nieznajomy chyba się zmęczył i stracił koncentracje bo przez przypadek wleciał w kosz na śmieci. Przewrócił się prosto w resztki zgniłego jedzenia i innych ohydnych rzeczy które się z niego wysypały. Wróciłam do postaci człowieka i podeszłam do niego.
-Widzisz. Nie ładnie kraść.-Zrzuciłam mu kaptur z głowy. Zdziwiłam się bo moim oczom ukazała się dziewczynka (na oko jakieś 14 lat)z krótkimi rudymi włosami i kocimi oczami. Najdziwniejsze było to że z jej głowy sterczała para, również kocich, uszu… Kotołak. Wpatrywała się we mnie ze strachem.
-Byłam głodna… Wymamrotała.-Nie mam domu… Ani jedzenia… Spuściła głowę.
Westchnęłam i spojrzałam na nią z politowaniem.
-To wystarczyło poprosić. Podzieliła bym się! Oszczędziła byś nam tego porannego joggingu.- Wyszczerzyłam się do niej. W sumie to dopiero teraz mnie olśniło. Kotołak! Przecież właśnie ich szukam! Ale jak by ją tu przekonać, żeby za mną poszła….
-Hej, mam pomysł… Dam ci już tą bułkę a ty pójdziesz ze mną w pewne miejsce, co?- Byłam świadoma, że ta propozycja brzmi przynajmniej tak dziwnie jak ‘’Chodź pokaże ci małe kotki w piwnicy” No ale co miałam zrobić!?
Dziewczyna nie wyglądała na zbyt przekonana tą propozycją.
-A-ale nic mi nie zrobisz?- Zapytała po chwili.
Ehh i co ja mam jej teraz odpowiedzieć… W sumie Raven nie zdradził mi żadnych szczegółów tego co zamierza zrobić… Równie dobrze może ją pokroić i wrzucić do małych słoiczków… Nie, żebym miała coś mocno przeciwko mordowaniu niewinnych ludzi ale jakoś tak było mi jej żal…
-Ehh … To nie do końca zależy ode mnie… -Odparłam zgodnie z prawdą .- Wiesz co? Nie ważne, jak nie chcesz, to znajdę kogoś innego…- Stwierdziłam beztrosko. Skoro znalezienie jednego kotołaka poszło tak łatwo to drugiego pewnie też w końcu znajdę!
Dziewczyna wstała. Byłam pewna, zamierza uciec ale jednak nic takiego się nie stało.
-Pójdę z tobą… -Powiedziała cicho- Nie mam dokąd wracać …Nie mam rodziny…. Więc nie mam też nic do stracenia- Uśmiechnęła się smutno.
-Yaay! Nawet nie wiesz jak bardzo ułatwiłaś mi robotę!- Rzuciłam się jej na szyje i po czym pociągnęłam ją za rękę w stronę mieszkania.
-Tak w ogóle to Lily jestem, a ty? Masz jakieś imię?- Wyszczerz wciąż nie znikał z mojej twarzy.
-Sara…
Powłóczyłyśmy się jeszcze z Sarą parę godzin po mieście (Raven raczej by się chyba nie ucieszył gdybym wbiła mu z nią na chatę o 14:00) więc trzeba coś było do wieczoru ze sobą zrobić. Zdążyłyśmy się nawet zakolegować. Gdy zaczęło się ściemniać powoli skierowaliśmy się w stronę docelowego punktu naszej wesołej wycieczki. Gdy dotarliśmy do celu, bezceremonialnie otworzyłam drzwi i pociągnęłam za sobą dziewczynę do środka.
-Nikt cię nie nauczył, że się puka?!-Usłyszałyśmy wkurzony głos Ravena. Sara schowała się lekko za mnie.
-Też, miło cię widzieć. Znalazłam kotołaka! Poznaj Sarę!- Uśmiechnęłam się szeroko.
<Raven? Xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz