niedziela, 28 lutego 2016
Od Raven'a CD. Alissy
- A oto i Łowcy Koszmaru - mruknąłem wspinając się na wyższą gałąź i podałem dziewczynie rękę, żeby ją do siebie wciągnąć.
- Co? - spytała. Przymknąłem oczy starając się zignorować jej przyspieszone bicie serca.
- Łowcy Koszmaru - powtórzyłem - Nie chcesz ich znać.
- Pewnie tak.
Podsadziłem dziewczynę do następnej gałęzi i po chwili siedziałem obok niej. Cholera. Kończy nam się miejsce do uciekania.
Weszliśmy tak wysoko jak tylko się dało. Tutaj drzewo, chłostane lodowatym wiatrem, kołysało się na boki. Zacisnąłem dłonie na gałęzi pod sobą, żeby nie zlecieć na dół. W razie czego byłem gotowy chwycić też Alis.
- To co teraz? - spytała cicho patrząc w dół. Podążyłem wzrokiem za jej spojrzeniem. Jedna z postaci już odkryła gdzie należy uderzyć, żeby znaleźć swój cel. W powietrzu rozniósł się nieprzyjemny skrzeczący dźwięk. Zaraz zlecą się wszystkie... I przewrócą to drzewo z nami. A z dołu nie uciekniemy. Odchyliłem głowę do tyłu. Ten smród... Jak mam myśleć w takich warunkach? Myśl Azeroth. Po prostu się stąd ulotnijcie i będzie po sprawie. Tylko jak?
- Możemy polecieć.
- Ale wiesz, że nie mam skrzydeł?
- Ja mam. To wystarczy.
Zdjąłem swoją skórzaną kurtkę i podałem ją dziewczynie.
- Ubieraj. Tam będzie jeszcze zimniej niż tutaj.
- A ty nie zmarzniesz? - spytała ubierając się.
- Zmarznę. Ale inaczej się stąd nie ruszymy do cholery - warknąłem ściągając koszulę.
- Co ty robisz? - popatrzyła na mnie jak na chorego psychicznie. Przeszedł mnie dreszcz. Rozłożyłem skrzydła.
- Uwierz mi, że to jedyne wyjście. Przypilnuj mi koszuli - wcisnąłem ubranie w ręce dziewczyny - I trzymaj się mocno.
Balansując na gałęzi wziąłem dziewczynę na ręce i odbiłem się od drzewa. Spadliśmy jakieś dwa metry zanim udało mi się w miarę ustabilizować lot. Z takimi skrzydłami to i bez dodatkowego obciążenia jest dość trudne.
- Chyba nam się udało - rzuciłem drżąc - Ale daleko nie polecimy,
- Czuję - odpowiedziała - Zachorujesz na 1000%
- Zdziwisz się, jeśli tak się nie stanie?
- Oczywiście.
Mocniejszy podmuch wiatru rzucił mną na lewo, ale utrzymałem w miarę stabilny tor lotu. Czułem się jakby w skórę wbijało mi się miliony cholernie lodowatych igieł. Po kilku minutach wylądowałem niedaleko ludzkiego miasta.
- Dlaczego tutaj? - spytała dziewczyna. Wyciągnąłem w jej stronę rękę.
- Najpierw ubrania, potem pytania.
Już kompletnie ubrany wytrzepałem z włosów kryształki lodu.
- No więc? Dlaczego?
- Tu nas nie złapią - wzruszyłem ramionami - Poza tym idę do domu się rozgrzać.
- Mieszkasz tam? - spytała zdziwiona
- To właśnie powiedziałem. A ty masz jakieś plany?
- Sama nie wiem...
- Radziłbym poczekać kilka dni. Bo przypadkiem trafiliśmy na czarną listę Łowców, a oni jeszcze nam nie odpuścili. Ale rób co chcesz - machnąłem niedbale ręką i odwróciłem się, żeby odejść do siebie.
<Alis?>
sobota, 27 lutego 2016
Od Alissy CD. Raven'a
piątek, 26 lutego 2016
Od Lilith - Historia
I co się okazało!? A co mogło się okazać! [spokojnie nie zamordowałam nikogo...jeszcze....] Okazało się że wlazłam komuś do jaskini, i że jest tu jakaś wataha i tak dalej, a idąc moim rozumowaniem wataha =towarzystwo =zabawa =Lil szczęśliwa![#te równania matematyczne]. Więc ! Postarałam się podczas pierwszego wrażenia wyglądać w miarę normalnie i w ogóle. I wiecie co?! Udało się!!! Przyjęli mnie! No po prostu cieszę się bardziej niż dziecko na święta! Będzie dużo zabawy!
czwartek, 25 lutego 2016
Od Aidy CD. Scarlett
Od Nirvany CD. Zero
- Tak? - zapytał z uśmiechem
- Tak. Może by tak, przejść się na kręgle? - zapytałam z atrakcyjnym uśmiechem na twarzy.
- Dobry pomysł - uśmiechnął się i delikatnie ucałował moje usta.
- To, może ja się pójdę przebrać? - zaśmiałam się i poszłam do naszej sypialni, ubrałam jakieś rurki i ładną granatową bluzkę, którą dostałam od ukochanego. Po chwili byłam już gotowa do wyjścia. Weszłam do salonu i zobaczyłam siedzącego tam Zera.
- To co,jesteś gotowy? - zapytałam i usiadłam obok niego i czule go pocałowałam. Jeszcze chwile nie mogłam się od niego oderwać. Po chwili powiedział :
- Jasne! - puścił do mnie oczko i wstał.
Ubraliśmy się odpowiednio do pogody i wyszliśmy z jaskini.
Szliśmy przed siebie trzymając się za ręce, nagle coś przemknęło mi przed oczami. Zaniepokojona stanęłam jak wryta. Spojrzałam na Zera i widocznie doskonale wiedział o co mi chodzi.
- To znowu one... - stwierdził - Zostań tu, ja zaraz wrócę - powiedział i ucałował mnie po czym zmienił się w wilka i rzucił się w pogoń za demonem.
- Zero! - krzyknęłam próbując go zatrzymać, zmartwiłam się.
Nagle poczułam obecność jakiegoś demona za sobą, przeszły mnie dreszcze, nie miałam pojęcia co robić, czy stać w bezruchu czy zaatakować...oby dwie czynności nie mają większego sensu więc przemieniłam się w wilkołaka. Zaczęłam biec przed siebie, szybciej niż kiedykolwiek, jednak po chwili poczułam jak coś wbija się w moją łapę odwróciłam się, był to jakiś pręt? Nie wiem...padłam na ziemię jednak zostały mi siły by biec dalej, podniosłam się napięcie i uciekałam dalej.
Znalazłam się w miarę bezpiecznym miejscu i usiadłam przemieniając się w człowieka, wyciągnęłam pręt z nogi i położyłam się na chwile. Zauważyłam Zera biegnącego w moją stronę więc podniosłam głowę, która po chwili opadła.
Od Zero CD. Toxic'a
Zmrużyłem oczy patrząc na kobietę powoli idącą w moja stronę. Gdzieś tam w tle Toxic walczył z dwoma pieskami tej całej lady, ale byłem pewny, że sobie sam poradzi. Wziąłem głębszy oddech i znowu się się skrzywiłem.Po tym upadku na pewno zostały siniaki.
- Jakim cudem? - spytała tylko. Zmierzyłem ją wzrokiem zastanawiając się o co chodzi.
- O czym rozmawiamy? - uniosłem brew
- O twoim nienaturalnym wzroście.
- Aaaa... No cóż. Apokalipsa była łaskawa. Chcesz żebym ci pokazał z bliska do czego jestem jeszcze zdolny? - uśmiechnąłem się drwiąco.
Zabawne. Uciąłem sobie 'przyjazną' pogawędkę z kobietą która wyraźnie nie życzy mi za dobrze.
- To nie będzie konieczne. Ale chciałabym, żebyś za mną poszedł.
- Nie. Mam najlepszą dziewczynę na ziemi i nie byłaby zadowolona gdybyś mnie gdzieś zabrała.
W odpowiedzi kobieta spoliczkowała mnie.
- Auć... - mruknąłem podchodząc do niej bliżej. Byłem nieco od niej wyższy - Zrób tak jeszcze raz to obiecuję, że rozsmaruję cię na ścianie.
- Uroczo - uśmiechnęła się do mnie groźnie.
Warknąłem na nią. Kobieta chwyciła mnie za mój T-shirt i pociągnęła w dół, tym samym zmuszając mnie żebym schylił się na tyle, żeby moje oczy znalazły się na poziomie jej. Przeszedł mnie dreszcz. Ona nie miała oczu. Dwa czarne, martwe tunele które kiedyś pewnie były jej oczami. Z bliska wyglądało to jeszcze gorzej.
- Czego ode mnie chcesz?
- Egoista z ciebie. Nie chcę nic od ciebie tylko od was obu, Synowie Apokalipsy...
- Zejdź mi z oczu - wyrwałem się jej. Jedna eksplozja. I tak jestem już poobijany. Mogę się jeszcze do kompletu poparzyć. Uniosłem do góry jeden kącik ust i chwyciłem kobietę za rękę. Wyciągnąłem ją z pokoju i wepchnąłem do tego na przeciwko. A potem powietrze w całym pomieszczeniu zalała fala gorąca. Jak zwykle, kiedy zdażyło mi się wypuścić więcej energii niż byłem w stanie opanować zaczęły drżeć mi mięśnie. Po pokoju rozeszła się jeszcze gorsza fala gorąca. Przymknąłem oczy. 'Niech się dzieje wola nieba...'. Po chwili cały pokój szczelnie wypełniała przejrzysta, migocząca energia. Kobieta stała na środku tego z zaskoczeniem przyglądając się wszystkiemu.
- Tyle tego... - szepnęła tylko. Nagle cała energia sprężyła się do kuli po środku pomieszczenia i eksplodowała. Ale nie towarzyszył temu huk. O dziwo nie wydobył się, żaden dźwięk. Wszystko poszło w ciepło i światło. Cofnąłem się pod same drzwi zasłaniając twarz rękami. Po kilku sekundach wszystko ucichło. Pokój został spopielony, ale kobiety nie było. Przeczesałem dłonią włosy żeby odkleić je sobie od czoła. Idę o zakład, że teraz sterczały na wszystkie strony. Oparłem się plecami o drzwi. Po drugiej stronie drzwi usłyszałem wołanie Toxic'a. Sięgnąłem do klamki. Była gorąca, więc natychmiast cofnąłem rękę. Kopnąłem w drzwi.
- Tu jestem! - zawołałem do blondyna jeszcze raz kopiąc w drzwi.
<Toxic?>
środa, 24 lutego 2016
Od Vestarii CD. Leny
- Dzięki - rzuciłam niechętnie - A tak w ogóle to jestem Vest.
- L-lena - odpowiedziała tamta.
Zmrużyłam oczy. W zasadzie uratowała mi życie, nie? Powinnam być nieco milsza. Cóż, jednak nie. I tak jestem wredną suką, więc żadna różnica. Odwróciłam się gotowa odmaszerować w swoją stronę. Nie zagrzeję miejsca w tej obcej jaskini. Nie ma takiej opcji. Pokuśtykałam do wyjścia. Zatrzymałam się opierając dłonią o chłodną ścianę.
- Jakbyś czegoś potrzebowała daj mi znać... - rzuciłam przez ramię i wyszłam na zewnątrz.
No dobrze, wszystko świetnie, ale którędy do domu? Rozejrzałam się i na chybił trafił wybrałam kierunek. Oby właściwy. Po kilku krokach zdjęłam z siebie iluzję swojej ludzkiej postaci. Zabawne... Niby iluzja, a jednak paradoksalnie prawdziwa. Wyprostowałam skrzydła i odleciałam. Wolę oszczędzać nogę. I tak daleko bym nie zaszła. No i z góry zobaczę więcej.
Swoją jaskinię wypatrzyłam dopiero po dłuższym czasie. Tam u góry było sporo zimniej, więc zdąrzyłam zmarznąć.
- Super... Przeziębisz się i tyle z tego będziesz mieć - mruknęłam do siebie lądując w wejściu do swojej jaskini. Wszystko zostało w takim samym rozpiździelu jak kiedy wychodziłam. Ciuchy walały się dosłownie wszędzie. To samo tyczyło się jakichś kartek, kubków i talerzy. Westchnęłam. Porządek nigdy nie należał do moich mocnych stron. Widać zresztą. Nagle zaburczało mi w brzuchu. Znowu zmieniłam formę na człowieczą i polazłam do czegoś co służyło mi za kuchnię. Nie żebym była uzdolnioną kucharką. Na szybko zrobiłam sobie kanapkę uważając żeby nie poobcinać sobie palców i siadłam na stołku barowym przy ladzie oddzielającej "kuchnię" od reszty syfu. Jedząc sięgnęłam do kieszeni. Tam powinien być mój telefon. Powinien... Teraz go tam nie było. Szybko skończyłam jeść i zabrałam się za szukanie go w swoim zagraconym mieszkanku. Nie mam pojęcia gdzie był, ale tu go nie było. Na 100% nie. Musiał zostać u tej całej... Laury? Nie... Leny. Musi tam być! Ale dzisiaj jakoś już nie mam ochoty błądzić po watasze. Tamta i tak go nie odblokuje, a nawet jeśli i tak niczego nie zrozumie. To może poczekać do jutra. A tymczasem może ciut posprzątam...
<Lena?>
Od Leny CD. Vestarii
Od Sorrow CD. Ehrendil
<Ehrendil?>
Lilith
Podsumowując! Jeśli kiedykolwiek spotkasz dziewczynę/waderę , która szczerzy się do ciebie niczym Joker, Uciekaj...No chyba że lubisz trochę zaszaleć...z nożem i piłą mechaniczną....Od Venom'a DO Kogoś
Od Venom'a DO Kogoś
poniedziałek, 22 lutego 2016
Od Zero CD. Nirvany
- Wszystko dla mojej królowej - mruknąłem - A wracając do pytania... Sprawdzałem coś.
- Co takiego? - spytała patrząc na mnie z uwagą.
- Po pierwsze prowadzimy watahę, więc jest sporo obowiązków, a po drugie staram się nie dopuścić do inwazji demonów na nasz teren.
- Aż tak źle? - w oczach dziewczyny zobaczyłem troskę.
- Mhm... Ale opanuję to. Nie ma innego wyjścia.
- Całkiem sam?
- Taak...
Pocałowałem ją żeby uniknąć następnego pytania. Oderwałem się od niej dopiero po chwili.
- Kocham cię - szepnąłem.
- Ja ciebie bardziej...
- Niemożliwe...
- Możliwe.
- Nie.
- Tak.
Wstałem i podniosłem dziewczynę z ziemi i przerzuciłem ją sobie przez ramię.
- Co ty robisz?! - spytała śmiejąc się.
- Realizuję kolejny genialny pomysł.
- Czyli?
- Porywam swoją królową - oznajmiłem wesoło wchodząc do jaskini i skierowałem się do tej części jaskini przystosowanej do ludzkiego życia. Odstawiłem ją dopiero na kanapę.
- Zero... - popatrzyła na mnie rozbawiona - Zachowujesz się jak dzieciak.
- Nic nie poradzę. Co masz ochotę porobić?
- To ty mnie porwałeś. Ty decydujesz.
- Mój wspaniały plan nie sięga tak daleko...
<Nir?>
Od Toxic'a CD. Zero
-To może przejdźmy do rzeczy?
Kompletnie zignorowała słowa Zera, i spojrzała na mnie. Nic nie rozumiałem, ona czegoś chciała?
-Ale o co chodzi?
Zapytałem w prost, wiedząc że to może nie być najlepszy wybór.
-Zagrałeś tym gramofonem?
-No raczej tak..
-W takim razie wezwałeś mnie, a jak mnie wezwałeś to powiedz czego chcesz, albo się staniesz pokarmem moich zwierzątek
Jej głos był pewien siebie, z lekką irytacją. Ja natomiast nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Spojrzałem na Zera a ten wpatrywał się we mnie, jak by nie wierzył że włączyłem gramofon.
-Więc?
Morgana traciła cierpliwość, a mi czas się kończył.
-No to może nam powiesz jak się ciebie pozbyć?
Zadałem pierwsze pytanie, które mi w tej chwili przyszło do głowy. Ta sekunda zdziwienia na jej twarzy była bezcenna. Jak bym mógł to bym zrobił jej fotkę. Po zdziwieniu nadeszła kolei na szalony śmiech.
-Jak mnie pokonać?
Powiedziała pomiędzy śmiechem.
-Mnie się nie da pokonać!
Znów pstryknęła palcami, a te dwa stworki się na mnie rzuciły. Jak najprędzej skoczyłem za gramofon, omijając szczęki bestii kilkoma milimetrami. Prędko odskoczyłem od następnego ataku, dostrzegając że Morgana podeszła do Zera i z nim o czymś gadała. Nie byłem pewien o czym, bo moje skupienie było wypełnione myślami jak się pozbyć tego czegoś. Kontynuowałem unikanie, do czasu gdy w końcu udało mi się wydostać mój sztylet. Stałem w rogu, a bestie stały po obu moich stronach. Gdy jedna skoczyła postanowiłem się zgiąć tak by dobiła do ściany, a żeby było jeszcze lepiej to wbiłem jej sztylet do chudego brzucha. Czarna krew spływała mi po dłoni. Następnie uniknąłem atak drugiego pieska, przy okazji przecinając brzuch jego poprzednika tak że wypłynęły mu flaki i inne wnętrzności. Dostrzegłem szafkę stojącą w pobliżu więc skoczyłem za nią, a gdy bestia znalazła się na jej szczycie, wywaliłem ją. Znajdowałem się teraz we wnętrzu mebla. Przyznam że bycie szczupłym nie jest czasami takie złe. Słyszałem i widziałem jak pazury i kły przebijały się przez drewnianą powierzchnie znajdującą się nade mną. Znów postanowiłem użyć mój sztylet. Przebiłem się przez drewno tworząc dziurę, ale niestety tylko lekko drasnąłem łapę potwora. Przez jedną z dziur mogłem dostrzec że Zera już nie było przy wejściu. Zdecydowałem się zająć tym potem. Teraz odłożyłem moją broń, i zdecydowałem się za użycie moich mocy. Moje oczy stały się żółte i świecące, a na rękach spływał kwas siarkowy. Oczywiście mi nic nie zrobił, i dbałem o to by nie uszkodzić moich ubrań, ani broni. Jedną ręką sięgnąłem po tylną łapę stwora, gdy on próbował sięgnąć po moją rękę jego pyskiem, to go złapałem. Stworzenie wydało z siebie ryk pełen bólu. Nie przestawałem mu niszczyć pysku. Ten natomiast nie chciał się za nic poddać, więc zaczął mi drapać rękę pazurami od przedniej łapy. Nie puszczałem jego mordy, w ręcz przeciwnie. Drugą ręką złapałem go za klatkę, gdzie powinno leżeć jego serce. Jak myślałem tak się stało. Nie trwało to długo nim zwierze padło. Skończyłem używać mojej mocy, bo po dłuższym czasie się to zaczyna robić męczące i mniej kontrolowane. Za pomocą sztyletu stworzyłem dziurę dość wielką by móc się wydostać ze szafy. Stojąc w pokoju z dwoma trupami, gramofonem i mną ubrudzonym czarną krwią. Skierowałem się w stronę drzwi, trupy potworków mogę potem przestudiować. Bo dziwnym trafem były żywymi istotami, a nie jakimiś cieniami czy demonami jak mi się zdawało. Stojąc w korytarzu hotelu, nie pozostało mi wiele innych opcji niż znalezienie Zera. Więc moim pierwszym podejściem było to:
-GDZIE JESTEŚ ZERO!!!!!???
Oto krzyk którego pewnie bez trudu można było usłyszeć w całej tej okolicy. A taki krzyk to coś nie często spotykane. Wiedząc że to pewnie i tak wiele nie da postanowiłem się zacząć rozglądać, przy okazji próbując pozbyć się krwi z moich ubrań, broni i twarzy.
Od Vestarii CD. Leny
- Zostaw mnie - warknęłam.
- D-daj spokój - westchnęła tamta nie cofając ręki.
Posłałam jej mordercze spojrzenie.
- Nie potrzebuję litości!
- M-może i n-nie, ale pomocy t-tak.
Przewróciłam oczami. Tak trudno dać mi spokój?! Tak ciężko to zrobić?! No cóż... Pewnie i tak nie da mi żyć. Jeszcze raz zmierzyłam wzrokiem jej rękę. Vest, idiotko... Nie zachowuj się jak osaczone zwierzę, zganiłam się w myślach z wahaniem wyciągając rękę w stronę ręki dziewczyny. Drgnęłam kiedy nasze dłonie ledwo się zetknęły. Dziewczyna pomogła mi wstać, a ja, kiedy już w miarę stabilnie stałam na własnych nogach, wyrwałam rękę z jej uścisku i schowałam ją za plecami.
- I-idź usiąść na ł-łóżku - poleciła tamta.
Pokuśtykałam w stronę mebla i opadłam na w miarę miękki materac. Jak widać dziewczyna miała rację. Jeden jedyny raz. Oblizałam się. Byłam słaba. A do tego chciało mi się pić.
- P-przynieść ci wody?
Powoli skinęłam głową wbijając wzrok w ziemię. Po chwili w moim polu widzenia pojawiła się szklanka z wodą. Szybkim ruchem zabrałam szklankę, łypiąc na dziewczynę groźnie. Na wszelki wypadek gdyby nagle chciała mi zabrać. Duszkiem opróżniłam szklankę i odstawiłam ją na ziemię. A potem cofnęłam się w najdalszy kąt łóżka i oparłam się o ścianę. Obserwowałam dziewczynę siedzącą pod ścianą po drugiej stronie. Myślała nad czymś. Po kilku, a może kilkunastu minutach poczułam, że znowu zaczynają mi się zamykać oczy. Ale teraz się nie poddam. Nie mogę. Zamrugałam próbując odstraszyć senność, ale i tak miałam świadomość, że tylko odwlekam nieuniknione.
Od Scarlett CD. Aidy
- Nooo...w burdelu. Nie wiesz? To takie miejsce, gdzie... - zaczęła mi tłumaczyć, lecz ruchem ręki jej przerwałam. Musiałam pomyśleć. Z jednej strony potrzebuję tych rzeczy, a ona jest mi winna zniszczoną pułapkę i naprawdę stara się mi wynagrodzić straty, co bardzo doceniam. Zniżka na przyszłość byłaby gwarantowana, a i od dawna szukałam, sklepu z przyrządami łowieckimi. Poza tym, jeżeli odmówię, zapewne nie odpuści i przytoczy kolejny pomysł, który może okazać się dla mnie gorszy i mniej opłacalny. Jednak wejście do domu publicznego nie uśmiechało mi się. Gardzę ludźmi, którzy tam pracują, jak i korzystającymi z usług prostytutek. Mam złe doświadczenia z seksem i alkoholem, dlatego też staram się omijać takie miejsca. Ciężko mi o tym mówić, ale traumę z przeszłości nadal mam, lecz chyba nie jest tak źle, skoro rozważam nad zgodzeniem się. Ponieważ czegóż to nie robi się dla nauki? Pewne rzeczy w końcu wymagają poświęceń.
Popatrzyłam na koleżankę. Wydawała się być nieporuszona tym faktem, ba, wyglądała, jakby było to normalne. Ten Willey...na jej miejscu wstydziłabym się takich znajomości...
-No to co? Idziemy? - zapytała niewinnym głosikiem, który sugerował bardziej zaproszenie na kawę, a nie pójście do burdelu. Wzięłam głęboki oddech i wymusiłam na twarzy uśmiech.
-T-tak. Chodźmy... - powiedziałam powtarzając w myślach zdanie"To dla nauki.".
- Tak z innej beczki, Aida jestem. - rzekła dziewczyna wyciągając rękę w przyjaznym geście. Niepewnie ją ujęłam i rzuciłam krótkim, chłodnym "Scarlett".
Zostawiwszy pułapkę w zniszczonym stanie, ruszyłyśmy wąską ścieżką w kierunku drogi głównej, która prowadziła prosto do miasta.
niedziela, 21 lutego 2016
Od Nirvany CD. Zero
Zasnęłam, poczułam się przy nim dużo lepiej i ból zaczął ustawać.
Obudziłam się nad ranem,lecz Zera nie było, zmartwiona tym faktem postanowiłam się ubrać i wyjść na dwór.
Usiadłam na kamieniu przed naszą jaskinią i czekałam, nagle poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu więc uśmiechnęłam się odwracając głowę, oczywiście był to Zero.
- Gdzie byłeś kochanie? - zapytałam zaniepokojona
- Mam coś dla ciebie - odpowiedział i mrugnął do mnie podając mi bukiet róż.
Ucałowałam go i podziwiałam piękno blado niebieskich różyczek, w tym czasie Zero usiadł obok obejmując mnie.
- Dziękuje skarbie - powiedziałam mu z ciepłym uśmiechem do ucha.
Od Raven'a CD. Scarlett
- To mógłbyś mi pożyczyć pieniędzy?
- Zależy ile - odpowiedziałem.Wyciągnąłem z kieszeni kurtki elegancki, skórzany portfel. Sięgnąłem do karteczki z ceną. Cóż... Nie było tragicznie. Podałem dziewczynie odliczoną kwotę.
- Dzięki. Oddam ci kiedy już wrócę do domu - powiedziała.
- Po prostu zapomnij, dobra? Nie jesteś mi nic winna.
- Ale...?
- Zapomnij. Ja mam dość pieniędzy i bez tego. A teraz idę załatwić swoje sprawy. O ile dalej chcesz iść ze mną na ciastko to widzimy się w gospodzie "Rogacz" za jakiś czas.
Odwróciłem się i odszedłem nie czekając na żadne słowa dziewczyny. Wyszedłem ze sklepu i szybkim krokiem ruszyłem w stronę biedniejszej części miasta. Verum nie będzie wiecznie czekać, prawda?
<Scarlett?>
Od Leny C.D. Vestarii
- S-słuchaj, jeśli chcesz m-możesz iść, a-ale wiesz dobrze że to b-bez sensu i... i nigdzie d-daleko nie d-dojdziesz- wymamrotałam gapiąc się w podłogę. W odpowiedzi dostałam tylko zdenerwowane prychnięcie. Niektórzy potrafią być strasznie uparci i nie potrafią się przyznać że przyda im się pomoc. Westchnęłam po raz enty tego dnia zerkając na nieznajomą i zastanawiając się czy ryzykować i podejść do niej. W najgorszym wypadku co może się stać? Uderzy mnie? Mówiąc szczerze trochę w to wątpię. Podniosłam się i podeszłam do dziewczyny zatrzymując się kilka kroków od niej. Rzuciła mi mordercze spojrzenie zaciskając pięści. Okej, załapałam. Chce mnie posiekać na kawałki. Wyciągnęłam do niej rękę chcąc pomóc jej wstać. Przecież mnie nie pobije... Chyba.
Od Scarlett CD. Raven
Rozejrzałam się wokół. Pomieszczenie było dość sporych rozmiarów. Pomimo nowoczesności urządzeń, same lokum utrzymane zostało bardziej staroświecko, że tak to ujmę. Drewniana podłoga skrzypiała pod moim ciężarem, a w niektórych miejscach widoczne były pęknięcia. Ściany pomalowano na odcień jasnego pomarańczu przeplatany białym marmurem. Sufit był wysoki na tyle, aby zawisnął tam kryształowy żyrandol. Na dodatek kręte schody, które prawdopodobnie prowadziły do magazynku, dodawały uroku jemu miejscu. Powinna znajdować się tutaj jakaś stylowa kawiarenka, albo restauracja, a nie sklep astronomiczny. Poza tym, zważywszy na to, że po apokalipsie nie pozostało praktycznie nic, ten tu oto sklep stoi sobie, jakby go żywcem wyciągnięto z epoki baroku. Naprawdę nie wiem co projektant sobie myślał.
Zaczęłam rozglądać się za arkuszem. Po mojej lewej stronie mieściły się starannie poukładane książki, wszelakie atlasy, mapy, przewodniki, tematyką zbliżoną do astronomii. Na przeciwko mnie stały elegancko ułożone teleskopy, każdy z nich był innych rozmiarów, budowy i pewnie zasięgu. Pomyślałam, że fajnie by było mieć takie urządzenie na własność, lecz gdy zerknęłam na metkę z ceną, załamałam się. Z tyłu, za teleskopami gromadziły się na drewnianych półkach różnego rodzaju obiektywy, okulary, szkiełka do obserwowania słońca i inne tego typu rzeczy. Dopiero, gdy spojrzałam na prawo dostrzegłam mały dział z potrzebnymi artykułami. Skierowałam się w tę stronę, licząc, że znajdę to, co chcę. Zobaczyłam tam liniuszki, notesiki do notowania faz księżyca, zestawy dla dzieci w stylu "Zrób to sam!" z zawartością małego teleskopu lub lornetki, specjalne ołówki i wielkie linijki, a także masa kartek i arkuszy przeróżnych rozmiarów do przeróżnych celów. Nie mogłam sobie przypomnieć, o jaką wielkość prosiła Alis, ani jak takowy arkusz wygląda, dlatego wzięłam jeden z większych, który w pewnym sensie przypominał niebo. Włożyłam rękę do kieszeni w poszukiwaniu drobnych, lecz jedyne co znalazłam to parę nic niewartych grosików. Pokręciłam głową z niedowierzaniem i jeszcze raz przetrząsnęłam ubranie. Nic. No nie wierzę, zapomniałam portfela? Kątem oka zerknęłam na towarzysza, który aktualnie przyglądał się jednemu z teleskopów.
-Eee... masz pożyczyć pieniądze?
sobota, 20 lutego 2016
Od Aidy C.D. Scarlett
piątek, 19 lutego 2016
Od Vestarii C.D. Leny
Ocknęłam się. Było miękko i ciepło. Zupełnie inaczej niż wtedy gdy odpłynęłam. Umarłam? W końcu? Powoli otworzyłam oczy. Nic nie widziałam, no poza sufitem jakiejś jaskini. Czyli to tak wygląda piekło. Cudownie.
Spodziewałam się czegoś, no nie wiem...? Bardziej piekielnego.
Nagle poczułam rwanie w nodze. Syknęłam sięgając tam obiema rękami. Zdziwiłam się kiedy poczułam jakiś materiał.
- Nie umarłam... -szepnęłam cicho, zaciskając zęby. Mimo że bolało jak cholera było poniekąd przyjmne. Tak troszeczkę.
- J-jeszcze n-nie - usłyszałam damski głos. Zerwałam się na równe nogi i zaklęłam kiedy oparłam się na zranionej nodze. Cofnęłam się pod ścianę. Na przeciwko mnie pod ścianą siedziała postać. Widziałam jak powoli wstaje i robi krok w moją stronę.
- Nie podchodź! - wrzasnęłam wyciągając przed siebie rękę. Jeden jej niebezpieczny ruch i wpadnie prosto w iluzję gęstej mgły. Widziałam jak tamta zatrzymuje się.
- N-nic ci n-nie z-zrobię - powiedziała niepewnie.
- Nie znam cię - warknęłam - Więc wal się.
Zrobiłam krok w stronę wyjścia. Pociemniało mi przed oczami. -Dalej Vest, dasz radę - mruknęłam robiąc następny krok. Cały czas opierałam się o ścianę, ale nic to nie dawało. Po kilku krokach się poddałam. Zsunęłam się po ścianie na ziemię i podciągnęłam kolana do klatki piersiowej. Znowu zauważyłam, że dziewczyna robi mały krok w moją stronę.
- Jeszcze krok i ci jebne - warknęłam.
- B-boli cię? - usłyszałam.
- Nie kurwa, łaskocze.
<Lena?>
Od Leny C.D. Vestarii
Od Ehrendila C.D. Sorrow
czwartek, 18 lutego 2016
Od Vestarii DO Kogoś
Od Scarlett CD. Aidy
-Przepraszam... - spuściła głowę wbijając wzrok w ziemię, a mnie przez chwilę zrobiło się jej żal. Ale tylko przez chwilę, bo przypomniało mi się, ile straciłam.
Dwa dni temu zobaczyłam piękny okaz zwierzęcia przypominającego wielobarwnego, dużego lemura, który bardzo rzadko występuje w tych rejonach. Zainteresowałam się nim i chciałam na chwilę przetrzymać go w wcześniej przygotowanej klatce, by się czegoś o nim dowiedzieć, może poeksperymentować. Kilka godzin spędzonych nad przygotowaniem pułapki, i kilka następnych na wyczekiwaniu zwierzęcia to dość dużo jak na mnie. Bardzo rozczarowałam się więc na widok siedzącej tam dziewczyny, która tylko robiła niepotrzebny hałas tym swoim "Ratunku!" i prawdopodobnie przepędziła mój obiekt badań. I na co mi było te pracochłonne kopanie dziury?
-Eeeee....pomożesz mi? - zapytała moja prowizoryczna "zdobycz". Przewróciłam oczami i głośno wypuściłam powietrze nosem. Najchętniej zostawiłabym ją tam na pastwę losu, niech sobie radzi, ale potrzebuję tego dołku do przyszykowania kolejnej pułapki, chociaż szanse na złapanie lemura malały. Wyciągnęłam zatem długą linę z nieodłącznej torebki i przymocowałam do najbliższego drzewa zawiązując specjalnym, sprawdzonym sposobem. Drugi koniec rzuciłam do dziury, by tamta mogła się wydostać.
Od Aidy DO Kogoś
środa, 17 lutego 2016
Od Sorrow CD. Ehrendil
-Teraz coś się dzieje!
Przyglądałam się potworowi zadowolona moim działaniem. Widząc po twarzy mojego towarzysza to nawet jemu się trochu podobał fakt żze coś się dzieje.
<Ehrendil? Sry że krutkie>
poniedziałek, 15 lutego 2016
Od Vestarii - Historia
Moja historia? Hmmmm... Zlepek przypadkowych wydarzeń. Na początku nic szczególnego. Szczęśliwe dzieciństwo, dobra rodzica. Miałam wszystko. Normalny raj na ziemi. A potem umarła mi matka. Zrobiło się przykro. Ojczulek zamknął się w sobie i z leksza olał i mnie i moje młodsze rodzeństwo, ale nie miałam mu tego za złe. Jakoś sobie radziliśmy i znowu było dobrze, dopóki ojciec nie przyprowadził sobie nowej osoby która miałaby zostać naszą prawie-matką. To była istna demonica. Głodziła, biła, wyzywała, traktowała jak śmiecia. Mnie w szczególności. Jako ta najstarsza robiłam co mogłam, żeby oszczędzić rodzeństwo. I to poniekąd mnie zniszczyło. Wkrótce moi bracia mieli spokój. Mnie natomiast obrywało się za wszystko. Dosłownie wszystko. Idealne warunki, żeby się zbuntować. Z przyjemnością to zrobiłam. Na początku tylko uciekałam do miasta żeby żyć jak człowiek. Z czasem jednak uległam do końca. Farba na włosach, kolczyki, ubrania, imprezy, dragi... Przykłady można mnożyć. Chwytałam się wszystkiego co było nielegalne lub chociaż niewłaściwe. Pociągnęło to za sobą całą masę uzależnień. No i konflikty z prawem.
Wyprowadziłam się z domu, żeby zamieszkać na swoim. Bez zakazów i nakazów. Nie dbałam o nic z wyjątkiem siebie. Liczyła się tylko dobra zabawa. Pokochałam chaos i co za tym idzie znienawidziłam porządek i prawo. W mojej ocenie dalej są to tylko ograniczenia dobrej zabawy. Zwykły bełkot. Kto by się nim przejął? No właśnie. Na pewno nie ja. W ten cudowny sposób dałam się złapać służbie porządkowej jednego z miast.
Trafiłam do miejsca gdzie giną marzenia - więzienia zwanego przez nas pieszczotliwie Mordownią. Jedno z cięższych w okolicy. Dostałam numer "24601" i pod tą właśnie cyfrą istniałam 5 lat. W mojej celi mieszkali też Rey - niebieskooki blondyn o niesamowitej budowie i Cato - dziewczyna jak ja, lecz czarnowłosa i pokryta tatuażami. Byliśmy do siebie bardzo podobni. Oczywiście nie fizycznie. Tak bardzo że uciekliśmy z Mordowni. Nie zgraliśmy się jednak i każde z nas poszło w świat na własną rękę. Dobrze się stało. Teraz ciężej znaleźć Cudowną Trójkę z Mordowni. Może już nigdy im się to nie uda.
Zabawne jak dużo można stracić siedząc w celi. Przegapiłam apokalipsę. Nie narzekam. Mogłam przypadkiem zmutować. A nie uśmiecha mi się naśladowanie Alphy watahy. A właśnie. Znalazłam watahę która jakoś przetrwała. Witaj Wataho Apokalipsy!
niedziela, 14 lutego 2016
Od Raven'a CD. Alissy
- Tak się teraz będziesz na mnie patrzeć? - spytałem z wyrzutem - Słyszałaś, że to niegrzeczne?
Spuściła wzrok.
- Słyszałam. Przepraszam - rzuciła cicho.
Usiadłem ciężko na śniegu.
- Czemu za mną polazłaś co?
- Sama nie wiem. Wydawało mi się to właściwe - odpowiedziała po chwili namysłu.
- Masz spaczony instynkt samozachowawczy - oznajmiłem siląc się na obojętny ton - Nie powinnaś za mną iść - powiedziałem nieco fałszywie miękkim tonem.
- Dlaczego? Przecież jest śnieżyca. Mogłeś potrzebować pomocy.
Parsknąłem śmiechem, ale natychmiast się opanowałem. Pozwoliłem sobie tylko na drwiący półuśmiech.
- Zaręczam, że nie potrzebowałbym ratunku.
- Skąd mogłam wiedzieć...? A tak w ogóle czemu tak szybko odszedłeś i gdzie?
Zgromiłem ją wzrokiem od którego aż się skuliła.
- Nie twój interes. - warknąłem na nią. Poczułem pieczenie w dziąsłach, więc zacisnąłem szczękę. Tylko nie kły. Nie teraz. Posłałem waderze rozdrażnione spojrzenie i wstałem. Otrzepałem się ze śniegu i wszedłem na drzewo. Muszę mieć ją na oku, żeby nie zrealizowała kolejnego genialnego planu, ale nie mam ochoty z nią siedzieć. Nie ważne czy zmarznę czy nie.
sobota, 13 lutego 2016
Od Alissy CD. Toxic'a
-No to... może miałabyś ochotę się gdzieś przejść?- spytał Toxic.
-W sumie i tak nie mam nic lepszego do roboty więc... Czemu nie- uśmiechnęłam się.
-To gdzie idziemy?- spytał basior.
-Może do miasta?- zaproponowałam.
-Może być- stwierdził Toxic i ruszyliśmy w kierunku miasta, w ludzkich postaciach. W końcu dotarliśmy na rynek. Nagle dostrzegłam sklep ze słodyczami.
-Możemy tam wejść?- spytałam, czując się jak mała dziewczynka. Toxic się roześmiał.
-Jasne. - Wręcz wbiegłam do tego sklepu. Było tam pełno kolorowych lizaków, cukierków, czekoladek i żelków. Chciałabym wziąć wszystko.
-I co, wiesz już na co masz ochotę?- spytał Toxic.
-Na wszystko! Ale chyba wezmę te żelki. A ty?
Od Alissy CD. Raven'a
piątek, 12 lutego 2016
Vestaria
... lecz ważna jest tylko jedna różnica... mały obrót klucza..."
czwartek, 11 lutego 2016
Od Venoma - Historia
-Co tutaj robisz?
Zapytał kiedy ominął go atak śmiechu. Jeżeli się nie mylę to potknąłem się o jego łapy, to pewnie stąd ten śmiech.
-Szukam watahy wilków, do której pewnie ty należysz.. prawda?
Wilk przytaknął i bez słowa zmienił się w człowieka, a moim oczom ukazał się mężczyzna. Było z niego ciacho. Żebym nie wyglądał na jakiegoś dziwaka, który się w niego wpatruje też się zmieniłem w człowieka.
-Wolę rozmawiać z innymi kiedy nie muszę odgarniać gałęzi głową.
Uśmiechnął się do mnie lekko. Wyglądał zabójczo, ale ogarnij się Veno!! Chcesz dołączyć do watahy, musisz to dokonać teraz. Też się lekko uśmiechnąłem żeby nie było.
-Skoro jesteś w tutejszej watasze, chciałbym dołączyć
-W takim razie witam w Watasze Wilków Apokalipsy, jestem alfą tej watahy, Zero
-Dziękuje za przyjęcie! I nazywam się Venom
Po zakończeniu rozmowy mężczyzna znów zmienił się w wilka i poszedł dalej. A ja przez chwilę myślałem co ze sobą zrobić, zanim zmieniłem się w wilka i zacząłem szukać sobie jakiejś jaskini. Bo mieszkanie w mieście teraz jako członek nowej watahy nie brzmi najlepiej. Tak oto powstała moja nowa życiowa podróż.
Fenrir
Imię: Fenrir
Skróty: jak kto wymyśli
Głos
Płeć: Basior
Wiek: 4 lata
Charakter: Fenrir jest dosyć wycofany w kontaktach. Owszem, lubi towarzystwo ale tylko ludzi/ wilków, których dobrze zna. Nie lubi zwracać na siebie uwagi, chyba, że bardzo mu na czymś zależy. Bywa też agresywny w stosunku do natrętów i osobowości, których nie lubi. Z czasem jednak przyzwyczaja się do wszelkich nowych okoliczności
Cechy szczególne: Złote znaki na futrze świadczące o jego pochodzeniu
Status: Omega
Partnerka: powiedzmy, że szuka...
Rodzina —
Przyjaciele —
Rasa: wilk śmierci
Żywioł: śmierć? xd
Moce:
-potrafi pozbawić sił witalnych niemal każdy żywy organizm (łącznie z roślinami)
-tak jakby wyczuwa kto jaką śmiercią umrze( w skrajnych wypadkach również kiedy to sie stanie)
-widzi duchy, ale to zależy od obecnego stanu psychicznego
-itp..
Inne: Pochodzi ze szlachetnej i czystokrwistej (pod względem rasy) rodziny – stąd złote symbole na futrze
Lubi
*nocne spacery
*spędzać czas na trenowaniu jako człowiek
Nie lubi:
*alkoholu
*natrętów, idiotów
*tłumów
Historia: BRAK
Sterujący: mismis001
Galeria: -
Ekwipunek: kilka sztyletów, miecz obusieczny i inne takie sprzęty
Sakwa: 100 ZM
Umiejętności
szybkość 20
siła 30
zwinność 25
wytrzymałość 20
Punkty Awansu 0/200
Upomnienia 0/3
Od Zero CD. Toxic'a
Zmieniłem się w człowieka i skuliłem się. Genialny pomysł... Już nigdy więcej nie zamierzam tego powtarzać. Zamknąłem oczy i zacisnąłem zęby starając się to wszystko przeczekać. Bolało mnie absolutnie wszystko. W końcu uznałem, że jednak nie będzie mi lepiej. Czyli nie ma też sensu zostawać na tej brudnej ziemi jeszcze dłużej. Podniosłem się z cichym jękiem i usiadłem. Zakręciło mi się w głowie, więc znowu zamknąłem oczy. Poczułem coś mokrego na skroni. Odruchowo sięgnąłem tam ręką i przyjrzałem się czerwonemu śladowi na mojej dłoni. Krew. Pewnie rozciąłem sobie skroń. Nic poważnego. Poruszyłem barkami krzywiąc się lekko kiedy chrupnęło mi w stawach. No dobrze... Siedzę na ziemi. Jest dobrze, ale do stania jeszcze mi brakuje. Chociaż w sumie dobrze mi się siedzi. Może tu zostanę... Nie mogę. Westchnąłem cicho i zgiąłem się w pół kiedy moje żebra przeszył ból. Po chwili znowu leżałem na boku na ziemi.
- Auć... - mruknąłem. Jeszcze raz spróbowałem się podnieść. Tym razem jednak starałem się ograniczyć swoje ruchy do minimum. Żadnego głębokiego oddychania czy gwałtownych ruchów. Powolutku... Wylądowałem na czterech i ostrożnie podpełznąłem do jakiegoś mebla przy ścianie. Z jego pomocą stanąłem na nogach i rozejrzałem się.
Dookoła leżało pełno połamanych desek, jakieś gruzy czy tynk ze ścian. No i gruba warstwa kurzu. A gdzie Toxic? Rozejrzałem się po raz kolejny i zauważyłem ślady na podłodze. Przygryzłem wewnętrzną stronę policzka mentalnie przygotowując się do drogi. Odepchnąłem się od mebla i powoli ruszyłem śladem towarzysza. Szedłem sztywno, zaciskając pięści. Każdy mój krok wywoływał drobne iskierki bólu, które uparcie ignorowałem.
Na ścianie wisiało brudne lustro przez którego środek biegło długie pęknięcie. Zatrzymałem się przed nim i przyjrzałem się swojemu odbiciu. Na lewym policzu prawie prostopadle do tatuażu biegła szara brudna smuga. Moje włosy zmieniły kolor na lekko siwy i wyglądały jakbym zaplątał się w pajęczynę. Cholerny kurz. Wytrzepałem z włosów tyle ile było możliwe i starłem, czy raczej, roztarłem smugę na twarzy. A potem ruszyłem dalej zaglądając do pokoi. Dopiero pod koniec korytarza znalazłem Toxica. Sterczał przy gramofonie w towarzystkie demonicznej kobiety i jej piesków.
- Bawicie się beze mnie? - spytałem opierając się o futrynę drzwi.
<Toxic?>