niedziela, 28 lutego 2016

Od Raven'a CD. Alissy

Na polanę weszły cztery czarne postaci. Były nienaturalnie wysokie, ale efekt ten nie rzucał się w oczy, przez nieludzko wykrzywione sylwetki odziane w czarne, podarte szmaty. Twarze mieli ukryte w cieniu kapturów i nawet ja nie widziałem szczegółów. Postaci zbliżyły się do ogniska nie wydając żadnych dźwięków. Skrzywiłem się czując mdły odór rozkładu. Nie miałem szans ich usłyszeć. Co innego z wyczuciem ich. Otworzyłem usta, żeby nie oddychać przez nos. Trochę pomogło. Jedna z postaci wydobyła ze szmat kończynę wyglądającą jak obleczone skórą kości z długimi cienkimi szponami w miejscu palców. Przeciągnęła nimi po śniegu w miejscu gdzie siedziała wcześniej Alis, zostawiając w śniegu długie bruzdy. W tym czasie druga z postaci przyjrzała się miejscu gdzie został ślad po mnie. Pozostała dwójka już szła pod drzewo na którym siedziałem.
- A oto i Łowcy Koszmaru - mruknąłem wspinając się na wyższą gałąź i podałem dziewczynie rękę, żeby ją do siebie wciągnąć.
- Co? - spytała. Przymknąłem oczy starając się zignorować jej przyspieszone bicie serca.
- Łowcy Koszmaru - powtórzyłem - Nie chcesz ich znać.
- Pewnie tak.
Podsadziłem dziewczynę do następnej gałęzi i po chwili siedziałem obok niej. Cholera. Kończy nam się miejsce do uciekania.
Weszliśmy tak wysoko jak tylko się dało. Tutaj drzewo, chłostane lodowatym wiatrem, kołysało się na boki. Zacisnąłem dłonie na gałęzi pod sobą, żeby nie zlecieć na dół. W razie czego byłem gotowy chwycić też Alis.
- To co teraz? - spytała cicho patrząc w dół. Podążyłem wzrokiem za jej spojrzeniem. Jedna z postaci już odkryła gdzie należy uderzyć, żeby znaleźć swój cel. W powietrzu rozniósł się nieprzyjemny skrzeczący dźwięk. Zaraz zlecą się wszystkie... I przewrócą to drzewo z nami. A z dołu nie uciekniemy. Odchyliłem głowę do tyłu. Ten smród... Jak mam myśleć w takich warunkach? Myśl Azeroth. Po prostu się stąd ulotnijcie i będzie po sprawie. Tylko jak?
- Możemy polecieć.
- Ale wiesz, że nie mam skrzydeł?
- Ja mam. To wystarczy.
Zdjąłem swoją skórzaną kurtkę i podałem ją dziewczynie.
- Ubieraj. Tam będzie jeszcze zimniej niż tutaj.
- A ty nie zmarzniesz? - spytała ubierając się.
- Zmarznę. Ale inaczej się stąd nie ruszymy do cholery - warknąłem ściągając koszulę.
- Co ty robisz? - popatrzyła na mnie jak na chorego psychicznie. Przeszedł mnie dreszcz. Rozłożyłem skrzydła.
- Uwierz mi, że to jedyne wyjście. Przypilnuj mi koszuli - wcisnąłem ubranie w ręce dziewczyny - I trzymaj się mocno.
Balansując na gałęzi wziąłem dziewczynę na ręce i odbiłem się od drzewa. Spadliśmy jakieś dwa metry zanim udało mi się w miarę ustabilizować lot. Z takimi skrzydłami to i bez dodatkowego obciążenia jest dość trudne.
- Chyba nam się udało - rzuciłem drżąc - Ale daleko nie polecimy,
- Czuję - odpowiedziała - Zachorujesz na 1000%
- Zdziwisz się, jeśli tak się nie stanie?
- Oczywiście.
Mocniejszy podmuch wiatru rzucił mną na lewo, ale utrzymałem w miarę stabilny tor lotu. Czułem się jakby w skórę wbijało mi się miliony cholernie lodowatych igieł. Po kilku minutach wylądowałem niedaleko ludzkiego miasta.
- Dlaczego tutaj? - spytała dziewczyna. Wyciągnąłem w jej stronę rękę.
- Najpierw ubrania, potem pytania.
Już kompletnie ubrany wytrzepałem z włosów kryształki lodu.
- No więc? Dlaczego?
- Tu nas nie złapią - wzruszyłem ramionami - Poza tym idę do domu się rozgrzać.
- Mieszkasz tam? - spytała zdziwiona
- To właśnie powiedziałem. A ty masz jakieś plany?
- Sama nie wiem...
- Radziłbym poczekać kilka dni. Bo przypadkiem trafiliśmy na czarną listę Łowców, a oni jeszcze nam nie odpuścili. Ale rób co chcesz - machnąłem niedbale ręką i odwróciłem się, żeby odejść do siebie.

<Alis?>

sobota, 27 lutego 2016

Od Alissy CD. Raven'a

Prychnęłam. A niech spada na to swoje drzewo. Wróciłam do ogniska. Ułożyłam się wygodnie i obserwowałam trzaskające wesoło iskry. Lubię ogień- zawsze wydaje się taki radosny i pełen życia. No ale cóż... Ile można się gapić na ognisko? Stwierdziłam, że muszę sobie znaleźć zajęcie. Z braku lepszego pomysłu pomyślałam, że może urządzę sobie małą wspinaczkę. Zmieniłam się w człowieka i podeszłam do drzewa na którym siedział Raven. Obeszłam je dookoła, szukając jak najniższej gałęzi. Na moje nieszczęście, było dość wysokie. W końcu znalazłam jakąś która nie wydawała się aż tak bardzo przekraczać moich możliwości. Skoczyłam. Brakowało mi z dobre pół metra. Spróbowałam jeszcze raz, tym razem wcześniej biorąc rozbieg. Nadal nie sięgałam.
-Chyba trochę za wysokie progi, co?- usłyszałam. Raven brzmiał jakby bawiła go ta sytuacja. Tak, to bardzo zabawne... Uniosłam głowę i wystawiłam język. Nie widziałam go, ale śmiech dochodzący z góry upewnił mnie, że ja z kolei jestem doskonale widoczna. Zacisnęłam pięści. Dobra, wejdę na to cholerne drzewo choćby nie wiem co! W końcu, po wypróbowaniu kilku innych sposobów, udało mi się wdrapać na pierwszą gałąź. Dalej szło już łatwiej. W końcu, z triumfalną miną, usiadłam koło Raven'a.
-Za wysokie progi, hm?- uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
-Uparta jesteś, wiesz?- stwierdził chłopak.
-Często to słyszę- odparłam.- Ale to najlepszy sposób żeby osiągnąć cel.- Raven nic nie odpowiedział. Patrzył gdzieś w przestrzeń.
-Poza tym... No cóż, tak już mam. Podobno jestem też wścibska i zadaję za dużo pytań. Po prostu wychodzę z założenia, że kto pyta nie...
-Mogłabyś przez chwilę być cicho?- przerwał mi, dalej patrząc gdzieś w dal i marszcząc brwi. Skrzywiłam się.
-Nie znoszę jak się mnie ucisza.
-Po prostu nic nie mów, ok?
-Będę mówić tyle ile mi się podo...- urwałam, bo Raven przycisnął mi dłoń do ust.
-Zamknij się, głupia!- syknął. Wskazał palcem coś w dole. Spojrzałam w tamtym kierunku i otworzyłam szeroko oczy...

<Raven?>

piątek, 26 lutego 2016

Od Lilith - Historia

No tak, co ja miałam??? A! Historia....Czy jak powiem że siostrę porwali mi kosmici, matkę przejechał walec, a ojca zjadł potwór z Loch Ness to uwierzycie? Nie? No to cóż, wasz problem...Czasami prawda jest zła i trzeba ją urozmaicić!...Więc pomińmy ten temat... Jedziemy dalej !
Ostatnio postanowiłam wybrać się na pole biwakowe. Tam zawszę jest zabawa, bo są harcerze i inne wycieczki. Było ok.18:00, przy namiocie zauważyłam grupkę nastolatków siedzących nad planszą Ouija. Ojj wy N.I.C nie wiece...załamałam się. Duchy przecież nie wychodzą w ciągu dnia!! No to może ich postraszymy? Odezwał się głos w mojej głowie[ Lucy]. Ehhh same durne pomysły idź się lepiej zabij[Charlie]. OHHH Charlie ty zawsze tylko przynudzasz!!!!.... idź sie utop...Gdy już stoczyłam pogawędkę z moimi "przyjaciółmi" stwierdziłam że pomysł Lucy jest fajny a Charlie się nie zna i idę ich nastraszyć!!! Zamieniłam się w cień i podeszłam do nich. Jak byście widzieli ich miny!!! To było po prostu bezbłędne! Zaczęli uciekać piszcząc przy tym tak śmiesznie, no i ja wzbogaciłam się o planszę Ouija! No co! Znalezione nie kradzione. Przybrałam znowu formę człowieka śmiejąc się histerycznie i postanowiłam pozwiedzać las! Drzewo, drzewo...drzewo...O! Drzewo!!! Kto by pomyślał że w lesie jest tyyyyle drzew. Ehhh super się bawię...usiadłam znudzona tymi drzewami i lasem na ziemi. Było już trochę po 22:00. Nie wiedziałam co robić więc wyciągnęłam sobie moją zdobycz. Chciałam spróbować coś wywołać ale przypomniało mi się że według reguł nie można samemu tego używać a Charlie i Lucy nie chcieli ze mną grać...No to trzeba poszukać jakiegoś towarzystwa! Szłam tak jeszcze parę godzin [no dobra...nie całe trzydzieści minut...] Ale znudzona i zmęczona bezlitosną wędrówką przez gąszcze i knieje [Jak poetycko... ]poszłam spać w najbliższej jaskini jaką znalazłam...
I co się okazało!? A co mogło się okazać! [spokojnie nie zamordowałam nikogo...jeszcze....] Okazało się że wlazłam komuś do jaskini, i że jest tu jakaś wataha i tak dalej, a idąc moim rozumowaniem wataha =towarzystwo =zabawa =Lil szczęśliwa![#te równania matematyczne]. Więc ! Postarałam się podczas pierwszego wrażenia wyglądać w miarę normalnie i w ogóle. I wiecie co?! Udało się!!! Przyjęli mnie! No po prostu cieszę się bardziej niż dziecko na święta! Będzie dużo zabawy!

czwartek, 25 lutego 2016

Od Aidy CD. Scarlett

Ruszyliśmy, droga nie trwała długo. Był już widać budynki należące do miasta. Przy rynku zauważyłam budkę z goframi i gorącą czekoladą. Posłałam im tęskne spojrzenie. Ehh szkoda że wydałam wszystkie pieniądze...No cóż trzeba chyba w końcu znaleźć pracę...Ale praca jest taaaka nudna...
-O ! jesteśmy! Poinformowałam moją towarzyszkę z uśmiechem.
Stałyśmy przed dużym marmurowym budynkiem z wielkimi szklanymi drzwiami. Ściany od środka były obite czerwonym aksamitem, dookoła kręciło się dużo pań wykonujących swoją robotę i ich klientów.
-No dobra...Chodźmy, chcę mieć to już z głowy. Rzuciła dziewczyna
Weszłyśmy do środka, powiem szczerze to było większe niż mi się zdawało! Nieźle się ten Willey dorobił. Nagle napatoczył się jakiś facet i zaczął się do nas obleśnie uśmiechać.
-SZczeeeśść foczkii!!! Chodzciee szię zabafić na pierterko!!! Zataczał się. Spróbował sięgną nas swoją łapą. Odsunęłam się odruchowo. Gdy postanowił złapać Scarlett ta popatrzyła na niego morderczym wzrokiem i kopnęła go w miejsce w które nie powinno się kopać facetów. Gość zwinął się ,ale po chwili jeszcze bardziej agresywnie rzucił się na mnie. Zakryłam twarz rękami i pewnie by mnie złapał gdyby nie czyjeś silne ramiona odsuneły i odepchnęły go. Spojrzałam na tą osobę ....Przecież to był mój stary kumpel Bob! 
-Bob! Co ty tu robisz? Zapytałam go z radością.
-Aida! To ty?! Ile myśmy się nie wydzieli! Odpowiedział donośnym głosem i uśmiechną się życzliwie. -Czego wy szukacie w takim podłym miejscu? Zapytał
-Willeya. Rzuciłam krótko.
-Oooo...Wiecie...On się trochę zmienił. Uważajcie na niego... Jego twarz przybrała poważniejszego wyrazu.- Ja muszę już niestety iść...powodzenia. 
-Na pewno powinnyśmy do niego iść? Zapytała mnie dziewczyna.
-T-tak...przecież nic nam nie zrobi....Chyba...Uśmiechnęłam się żeby ukryć nie pewność
Staliśmy już blisko jego pokoju. Zapukałam
-Otwarte! Usłyszałyśmy krzyk.
Powoli weszłyśmy do środka. Mój były przyjaciel w ogóle nie przypominał takiego jak go zapamiętałam...Siedział na dużym kolorowym krześle, jego niegdyś długie aż do ramion włosy , miał ostrzyżone w kolorowego irokeza, mnóstwo kolczyków w różnych częściach ciała i skórzaną czarną kurtkę.
-No nie wierze, że to ty Aida...A ja myślałem że już dawno się zaćpałaś na śmierć. Zaśmiał się złośliwie, a ja spuściłam głowę. No a to kto? Kolejna koleżanka, którą wciągniesz w kłopoty? Spojrzał na mnie z tym samym wrednym uśmiechem. Co mu odwaliło! Przecież się przyjaźniliśmy....
-To jak? Raczysz się przedstawić? Powiedział do Scarlett z ironią w głosie.


<Scarlett?>

Od Nirvany CD. Zero

- Skoro tak twierdzisz...ale ja mam pomysł - stwierdziłam
- Tak? - zapytał z uśmiechem
- Tak. Może by tak, przejść się na kręgle? - zapytałam z atrakcyjnym uśmiechem na twarzy.
- Dobry pomysł - uśmiechnął się i delikatnie ucałował moje usta.
- To, może ja się pójdę przebrać? - zaśmiałam się i poszłam do naszej sypialni, ubrałam jakieś rurki i ładną granatową bluzkę, którą dostałam od ukochanego. Po chwili byłam już gotowa do wyjścia. Weszłam do salonu i zobaczyłam siedzącego tam Zera.
- To co,jesteś gotowy? - zapytałam i usiadłam obok niego i czule go pocałowałam. Jeszcze chwile nie mogłam się od niego oderwać. Po chwili powiedział :
- Jasne! - puścił do mnie oczko i wstał.
Ubraliśmy się odpowiednio do pogody i wyszliśmy z jaskini.
Szliśmy przed siebie trzymając się za ręce, nagle coś przemknęło mi przed oczami. Zaniepokojona stanęłam jak wryta. Spojrzałam na Zera i widocznie doskonale wiedział o co mi chodzi.
- To znowu one... - stwierdził - Zostań tu, ja zaraz wrócę - powiedział i ucałował mnie po czym zmienił się w wilka i rzucił się w pogoń za demonem.
- Zero! - krzyknęłam próbując go zatrzymać, zmartwiłam się.
Nagle poczułam obecność jakiegoś demona za sobą, przeszły mnie dreszcze, nie miałam pojęcia co robić, czy stać w bezruchu czy zaatakować...oby dwie czynności nie mają większego sensu więc przemieniłam się w wilkołaka. Zaczęłam biec przed siebie, szybciej niż kiedykolwiek, jednak po chwili poczułam jak coś wbija się w moją łapę odwróciłam się, był to jakiś pręt? Nie wiem...padłam na ziemię jednak zostały mi siły by biec dalej, podniosłam się napięcie i uciekałam dalej.
Znalazłam się w miarę bezpiecznym miejscu i usiadłam przemieniając się w człowieka, wyciągnęłam pręt z nogi i położyłam się na chwile. Zauważyłam Zera biegnącego w moją stronę więc podniosłam głowę, która po chwili opadła.

<Zero?>

Od Zero CD. Toxic'a

Zmrużyłem oczy patrząc na kobietę powoli idącą w moja stronę. Gdzieś tam w tle Toxic walczył z dwoma pieskami tej całej lady, ale byłem pewny, że sobie sam poradzi. Wziąłem głębszy oddech i znowu się się skrzywiłem.Po tym upadku na pewno zostały siniaki.

- Jakim cudem? - spytała tylko. Zmierzyłem ją wzrokiem zastanawiając się o co chodzi.

- O czym rozmawiamy? - uniosłem brew

- O twoim nienaturalnym wzroście.

- Aaaa... No cóż. Apokalipsa była łaskawa. Chcesz żebym ci pokazał z bliska do czego jestem jeszcze zdolny? - uśmiechnąłem się drwiąco.

Zabawne. Uciąłem sobie 'przyjazną' pogawędkę z kobietą która wyraźnie nie życzy mi za dobrze.

- To nie będzie konieczne. Ale chciałabym, żebyś za mną poszedł.

- Nie. Mam najlepszą dziewczynę na ziemi i nie byłaby zadowolona gdybyś mnie gdzieś zabrała.

W odpowiedzi kobieta spoliczkowała mnie.

- Auć... - mruknąłem podchodząc do niej bliżej. Byłem nieco od niej wyższy - Zrób tak jeszcze raz to obiecuję, że rozsmaruję cię na ścianie.

- Uroczo - uśmiechnęła się do mnie groźnie.

Warknąłem na nią. Kobieta chwyciła mnie za mój T-shirt i pociągnęła w dół, tym samym zmuszając mnie żebym schylił się na tyle, żeby moje oczy znalazły się na poziomie jej. Przeszedł mnie dreszcz. Ona nie miała oczu. Dwa czarne, martwe tunele które kiedyś pewnie były jej oczami. Z bliska wyglądało to jeszcze gorzej.
- Czego ode mnie chcesz?
- Egoista z ciebie. Nie chcę nic od ciebie tylko od was obu, Synowie Apokalipsy...
- Zejdź mi z oczu - wyrwałem się jej. Jedna eksplozja. I tak jestem już poobijany. Mogę się jeszcze do kompletu poparzyć. Uniosłem do góry jeden kącik ust i chwyciłem kobietę za rękę. Wyciągnąłem ją z pokoju i wepchnąłem do tego na przeciwko. A potem powietrze w całym pomieszczeniu zalała fala gorąca. Jak zwykle, kiedy zdażyło mi się wypuścić więcej energii niż byłem w stanie opanować zaczęły drżeć mi mięśnie. Po pokoju rozeszła się jeszcze gorsza fala gorąca. Przymknąłem oczy. 'Niech się dzieje wola nieba...'. Po chwili cały pokój szczelnie wypełniała przejrzysta, migocząca energia. Kobieta stała na środku tego z zaskoczeniem przyglądając się wszystkiemu.
- Tyle tego... - szepnęła tylko. Nagle cała energia sprężyła się do kuli po środku pomieszczenia i eksplodowała. Ale nie towarzyszył temu huk. O dziwo nie wydobył się, żaden dźwięk. Wszystko poszło w ciepło i światło. Cofnąłem się pod same drzwi zasłaniając twarz rękami. Po kilku sekundach wszystko ucichło. Pokój został spopielony, ale kobiety nie było. Przeczesałem dłonią włosy żeby odkleić je sobie od czoła. Idę o zakład, że teraz sterczały na wszystkie strony. Oparłem się plecami o drzwi. Po drugiej stronie drzwi usłyszałem wołanie Toxic'a. Sięgnąłem do klamki. Była gorąca, więc natychmiast cofnąłem rękę. Kopnąłem w drzwi.
- Tu jestem! - zawołałem do blondyna jeszcze raz kopiąc w drzwi.

<Toxic?>

środa, 24 lutego 2016

Od Vestarii CD. Leny

- Dzięki - rzuciłam niechętnie - A tak w ogóle to jestem Vest.
- L-lena - odpowiedziała tamta.
Zmrużyłam oczy. W zasadzie uratowała mi życie, nie? Powinnam być nieco milsza. Cóż, jednak nie. I tak jestem wredną suką, więc żadna różnica. Odwróciłam się gotowa odmaszerować w swoją stronę. Nie zagrzeję miejsca w tej obcej jaskini. Nie ma takiej opcji. Pokuśtykałam do wyjścia. Zatrzymałam się opierając dłonią o chłodną ścianę.
- Jakbyś czegoś potrzebowała daj mi znać... - rzuciłam przez ramię i wyszłam na zewnątrz.
No dobrze, wszystko świetnie, ale którędy do domu? Rozejrzałam się i na chybił trafił wybrałam kierunek. Oby właściwy. Po kilku krokach zdjęłam z siebie iluzję swojej ludzkiej postaci. Zabawne... Niby iluzja, a jednak paradoksalnie prawdziwa. Wyprostowałam skrzydła i odleciałam. Wolę oszczędzać nogę. I tak daleko bym nie zaszła. No i z góry zobaczę więcej.
Swoją jaskinię wypatrzyłam dopiero po dłuższym czasie. Tam u góry było sporo zimniej, więc zdąrzyłam zmarznąć.
- Super... Przeziębisz się i tyle z tego będziesz mieć - mruknęłam do siebie lądując w wejściu do swojej jaskini. Wszystko zostało w takim samym rozpiździelu jak kiedy wychodziłam. Ciuchy walały się dosłownie wszędzie. To samo tyczyło się jakichś kartek, kubków i talerzy. Westchnęłam. Porządek nigdy nie należał do moich mocnych stron. Widać zresztą. Nagle zaburczało mi w brzuchu. Znowu zmieniłam formę na człowieczą i polazłam do czegoś co służyło mi za kuchnię. Nie żebym była uzdolnioną kucharką. Na szybko zrobiłam sobie kanapkę uważając żeby nie poobcinać sobie palców i siadłam na stołku barowym przy ladzie oddzielającej "kuchnię" od reszty syfu. Jedząc sięgnęłam do kieszeni. Tam powinien być mój telefon. Powinien... Teraz go tam nie było. Szybko skończyłam jeść i zabrałam się za szukanie go w swoim zagraconym mieszkanku. Nie mam pojęcia gdzie był, ale tu go nie było. Na 100% nie. Musiał zostać u tej całej... Laury? Nie... Leny. Musi tam być! Ale dzisiaj jakoś już nie mam ochoty błądzić po watasze. Tamta i tak go nie odblokuje, a nawet jeśli i tak niczego nie zrozumie. To może poczekać do jutra. A tymczasem może ciut posprzątam...

<Lena?>

Od Leny CD. Vestarii

Pozwoliłam sobie odpłynąć na kilka chwil, czasem tracę poczucie rzeczywistości... czasem. Co poradzę, lubię fantazjować. Ocknęłam się gdy dostrzegłam kątem oka jak nieznajoma nagle poderwała głowę do góry próbując wyrwać się z ogarniającego ją snu. Sekundę później rzuciła mi zdenerwowane spojrzenie, jakby nie podobało jej się, że widzę jej nierówną walkę z sennością. Mi samej chciało się spać, wyjęłam jednak mój stary dziennik. Lata świetności to on już ma za sobą. Powinien wieki temu wylądować w koszu, ale ja wprost uwielbiam kolekcjonować stare rupiecie, do tego są tu wszystkie moje notatki i bezcenne informacje. Szybko nabazgrałam kilka słów, muszę zawsze wpisywać nawet najmniejsze zmiany w zasobach medycznych, na wypadek jakbym zapomniała że muszę uzupełnić zapasy. Gryząc ołówek (ponoć paskudny nawyk) przyglądałam się liście. Niewiele tego, w zasadzie prawie nic w porównaniu z asortymentem jakim kiedyś dysponowałam. Będę musiała uzupełnić zapasy. Gdy znów spojrzałam na dziewczynę wyglądało na to, że ta już śpi. Westchnęłam i z powrotem schowałam dziennik. 
Nie jestem pewna ile czasu siedziałam pod tą ścianą zanim zasnęłam, gdy się obudziłam tamta już nie spała. Podniosłam się i poszłam po nowy opatrunek dla dziewczyny. Przyda się, zwłaszcza że pewnie za moment znowu będzie chciała gdzieś iść. Gdy tylko podeszłam do łóżka spotkałam się z wściekłym spojrzeniem.
- T-tylko zmienię o-opatrunek i dam ci s-spokój. S-słowo. 
- Nie. Trzeba.- serio... Znowu będziemy się w to bawić? 
- P-potem m-możesz iść i więcej n-nie będę ci zawracać g-głowy - Nie jestem pewna czy chciałam słyszeć co nieznajoma warknęła pod nosem, grunt że pozwoliła mi zmienić ten opatrunek.
- S-skończyłam, z-za kilka dni wszystko p-powinno znów być w porządku z t-twoją nogą. - Pomogłam dziewczynie wstać- P-przy okazji p-posmarowałam ranę m-maścią znieczulającą, w-więc nie p-powinno cię już tak b-boleć- uśmiechnęłam się niepewnie.


<Vest?>

Od Sorrow CD. Ehrendil

Drogę do naszej jaskini nie trwała tak długo jak mi się wydawało. No ale czas szybko spłyną pewnie temu że cały czas o czymś gadaliśmy. Jak już dotarliśmy do celu, to położył Ehrendil Mantykore na ziemie i przygotowaliśmy się do 'przygotowywania' zdobyczy. Bo przecież nie sprzedamy Mantykory w całości! Jeżeli można ją pięknie poćwiartować, i sprzedać kawałkami. W tedy można zarobić dwa albo trzy razy tyle, oczywiście jeżeli towar jest dobry. Wlicza się w to że na przykład czaszka nie jest zmiarzdżona, albo flaki porozrywane. Postanowiłam w końcu zacząć więc zaostrzyłam mój sztylet i czakałam na Ehrendila, ktury mi powie co powinnam zrobić. Bo nie pamiętam żebym kiedyś patroszyła Mantykore, w przeciwięstwie do niego.

<Ehrendil?>

Lilith

''I'm not crazy my reality is just different than yours''

Imię: Lilith
Skróty: Lily,Lil
Przezwisko: Poltergeist
Płeć: Wadera
Wiek: 3
Charakter: Na pierwszy rzut oka może wydawać się normalną może trochę szaloną osobą, ale tak nie jest, Nazwanie Lil normalną jest mniej więcej taką bzdurą jak stwierdzenie że Nicki Minaj jest Francuską uczoną. Lubi robić ludziom żarty a jej bezcielesność i umiejętność przemiany w prawie wszystko tylko jej to ułatwia. Uśmiech prawie nigdy nie znika z jej twarzy. Jest trochę zboczona. Miewa problemy z zachowaniem w towarzystwie np: Potrafi na pogrzebie dyskutować o tym że zmieniły się te lody w Macu lub zapytać swojego pracodawcę czy uprawiał kiedyś seks analny...Nie jest do końca zdrowa psychicznie ale nie przeszkadzają jej "przyjaciele" w swojej głowie. Mimo wszystkich wad ma też zalety! Jest bardzo kreatywna , świetnie maluje i gra na gitarze, niestety logika ma się gorzej...Spróbuj spytać Lily ile jest 8 x 9...Popatrzy tylko na ciebie jak na kosmitę i stwierdzi że ma to gdzieś. Wszystko co robi jest spontaniczne. W jej słowniku nie ma czegoś takiego jak porządek, liczy się tylko dobra zabawa! Na ogu jet typową ekstrawertyczką ale czasami musi pobyć sama, nie dlatego że ona tego chce tylko dla bezpieczeństwa towarzyszy...Uwierz wiem co mówię...Jej psychopatyczne zapędy i wahania nastroju których nie kontroluje w znacznej mierze utrudniają jej życie. Głosy w swojej głowie nazwała Charlie i Lucy. Uwielbia broń białą. Nie lubi pistoletów, bo uważa że wszystko dzieje się za szybko i nie można się pobawić, więc używa noża. Da radę się z nią zaprzyjaźnić na tyle żeby mieć pewność że nie zamorduje cię we śnie by zrobić z twojej aorty obrazek, ale to wymaga czasu, musisz jej zaimponować inaczej jesteś potencjalną ofiarą.a028c9060196414e17a489b218ca0aa3.jpg (564×824)Podsumowując! Jeśli kiedykolwiek spotkasz dziewczynę/waderę , która szczerzy się do ciebie niczym Joker, Uciekaj...No chyba że lubisz trochę zaszaleć...z nożem i piłą mechaniczną....
Status: Omega
Stanowisko: morderca
Partner: Hmmmm Lil nie pogardzi kolejnym towarzyszem zabaw...
Rodzina: To dłuuuuga historia...
Przyjaciele: Lucy![prawdziwi...] Aha...to...Dużo ich było! No właśnie...Było...
Rasa: wilk przemiany
Żywioł: Przemiana
Moce:
-Zmiana postaci
-Potrafi mieszać ludziom w głowach i wywoływać halucynacje
Inne:
- Cierpi na schizofrenie ale przyzwyczaiła się do tego. Rozmawia ze swoimi wyimaginowanymi przyjaciółmi prawie cały nie zdając sobie sprawy że to tylko wymysł jej chorej wyobraźni
Lubi: Robić dowcipy, towarzystwo, cydr jabłkowy, świeczki
Nie lubi: Nudy, kawy, Charliego [to jeden z jej "przyjaciół"]
Historia: [LINK]
Sterujący: the-psycho-artist
Galeria:

Ekwipunek: Plansza do Oujia [że tak powiem "zapożyczona" od pewnych harcerzy, no co! nie jej wina że uciekając w popłochu o niej zapomnieli], świeczki! [duuuużo świeczek]. Nóż! [Noże są faaaajne...] A to co?...*wyciąga wibrujący podłużny przedmiot*[************* RESZTA ZAWARTOŚCI TORBY ZOSTAŁA PODDANA CENZURZE!]
Sakwa: 210 ZM
Umiejętności: Szybkość: 40
                     Siła: 15
                     Zwinność:30
                    Wytrzymałość: 15
Punkty Awansu: 130 / 200
Upomnienia: 0/3

Od Venom'a DO Kogoś

Znów spędzałem sam czas. Uwielbiam mieć towarzystwo, ale  niestety jedyną osobę którą znam był Zero. Trochu mało jeżeli o tym nie pomyśleć. Więc postanowiłem stworzyć własne zadanie na dziś, mam poznać co najmniej jedną osobę. I koniec kropka. Czas się wyrwać z tej ciszy. Słysząc od Zera że to jest bardzo prawdopodobne kogoś spotkać na polanie. Na szczęście zwiedziłem okolicę dzień wcześniej, więc bez problemu skierowałem się w stronę miejsca spotkań. Nie trwało to wiele czasu nim znalazłem się na zaśnieżonej polanie. Wygląda dość ładnie. Postanowiłem się rozglądnąć po niej, może bym kogoś znalazł? Normalnie o wilku mowa, gdzieś po drugiej stronie stała jakaś postać. Postanowiłem się z nią przywitać, więc podążyłem w jej stronę. A czy to był on czy ona, tego nie wiedziałem.

<Ktosiek?>

Od Venom'a DO Kogoś

Znów spędzałem sam czas. Uwielbiam mieć towarzystwo, ale  niestety jedyną osobę którą znam był Zero. Trochu mało jeżeli o tym nie pomyśleć. Więc postanowiłem stworzyć własne zadanie na dziś, mam poznać co najmniej jedną osobę. I koniec kropka. Czas się wyrwać z tej ciszy. Słysząc od Zera że to jest bardzo prawdopodobne kogoś spotkać na polanie. Na szczęście zwiedziłem okolicę dzień wcześniej, więc bez problemu skierowałem się w stronę miejsca spotkań. Nie trwało to wiele czasu nim znalazłem się na zaśnieżonej polanie. Wygląda dość ładnie. Postanowiłem się rozglądnąć po niej, może bym kogoś znalazł? Normalnie o wilku mowa, gdzieś po drugiej stronie stała jakaś postać. Postanowiłem się z nią przywitać, więc podążyłem w jej stronę. A czy to był on czy ona, tego nie wiedziałem.

<Ktosiek?>

poniedziałek, 22 lutego 2016

Od Zero CD. Nirvany

- Wszystko dla mojej królowej - mruknąłem - A wracając do pytania... Sprawdzałem coś.
- Co takiego? - spytała patrząc na mnie z uwagą.
- Po pierwsze prowadzimy watahę, więc jest sporo obowiązków, a po drugie staram się nie dopuścić do inwazji demonów na nasz teren.
- Aż tak źle? - w oczach dziewczyny zobaczyłem troskę.
- Mhm... Ale opanuję to. Nie ma innego wyjścia.
- Całkiem sam?
- Taak...
Pocałowałem ją żeby uniknąć następnego pytania. Oderwałem się od niej dopiero po chwili.
- Kocham cię - szepnąłem.
- Ja ciebie bardziej...
- Niemożliwe...
- Możliwe.
- Nie.
- Tak.
Wstałem i podniosłem dziewczynę z ziemi i przerzuciłem ją sobie przez ramię.
- Co ty robisz?! - spytała śmiejąc się.
- Realizuję kolejny genialny pomysł.
- Czyli?
- Porywam swoją królową - oznajmiłem wesoło wchodząc do jaskini i skierowałem się do tej części jaskini przystosowanej do ludzkiego życia. Odstawiłem ją dopiero na kanapę.
- Zero... - popatrzyła na mnie rozbawiona - Zachowujesz się jak dzieciak.
- Nic nie poradzę. Co masz ochotę porobić?
- To ty mnie porwałeś. Ty decydujesz.
- Mój wspaniały plan nie sięga tak daleko...

<Nir?>

Od Toxic'a CD. Zero

Trochę się ucieszyłem że Zero w końcu powstał, ale i tak nie wyglądał najlepiej. Nie było to trudne dostrzec jego ran, a jednak tak stał opierając się o futrynę. Wiedźma spojrzała na niego poirytowana. Uśmiechnąłem się pod nosem widząc jej minę. Następnie  usłyszałem lekkie warczenie ze strony jednego z jej piesków. Widocznie dostrzegł mój uśmiech, albo po prostu mnie nie lubił. Tą wspaniałą atmosferę przerwał głos kobiety.
-To może przejdźmy do rzeczy?
Kompletnie zignorowała słowa Zera, i spojrzała na mnie. Nic nie rozumiałem, ona czegoś chciała?
-Ale o co chodzi?
Zapytałem w prost, wiedząc że to może nie być najlepszy wybór.
-Zagrałeś tym gramofonem?
-No raczej tak..
-W takim razie wezwałeś mnie, a jak mnie wezwałeś to powiedz czego chcesz, albo się staniesz pokarmem moich zwierzątek
Jej głos był pewien siebie, z lekką irytacją. Ja natomiast nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Spojrzałem na Zera a ten wpatrywał się we mnie, jak by nie wierzył że włączyłem gramofon.
-Więc?
Morgana traciła cierpliwość, a mi czas się kończył.
-No to może nam powiesz jak się ciebie pozbyć?
Zadałem pierwsze pytanie, które mi w tej chwili przyszło do głowy. Ta sekunda zdziwienia na jej twarzy była bezcenna. Jak bym mógł to bym zrobił jej fotkę. Po zdziwieniu nadeszła kolei na szalony śmiech.
-Jak mnie pokonać?
Powiedziała pomiędzy śmiechem.
-Mnie się nie da pokonać!
Znów pstryknęła palcami, a te dwa stworki się na mnie rzuciły. Jak najprędzej skoczyłem za gramofon, omijając szczęki bestii kilkoma milimetrami. Prędko odskoczyłem od następnego ataku, dostrzegając że Morgana podeszła do Zera i z nim o czymś gadała. Nie byłem pewien o czym, bo moje skupienie było wypełnione myślami jak się pozbyć tego czegoś. Kontynuowałem unikanie, do czasu gdy w końcu udało mi się wydostać mój sztylet. Stałem w rogu, a bestie stały po obu moich stronach. Gdy jedna skoczyła postanowiłem się zgiąć tak by dobiła do ściany, a żeby było jeszcze lepiej to wbiłem jej sztylet do chudego brzucha. Czarna krew spływała mi po dłoni. Następnie uniknąłem atak drugiego pieska, przy okazji przecinając brzuch jego poprzednika tak że wypłynęły mu flaki i inne wnętrzności. Dostrzegłem szafkę stojącą w pobliżu więc skoczyłem za nią, a gdy bestia znalazła się na jej szczycie, wywaliłem ją. Znajdowałem się teraz we wnętrzu mebla. Przyznam że bycie szczupłym nie jest czasami takie złe. Słyszałem i widziałem jak pazury i kły przebijały się przez drewnianą powierzchnie znajdującą się nade mną. Znów postanowiłem użyć mój sztylet. Przebiłem się przez drewno tworząc dziurę, ale niestety tylko lekko drasnąłem łapę potwora. Przez jedną z dziur mogłem dostrzec że Zera już nie było przy wejściu. Zdecydowałem się zająć tym potem. Teraz odłożyłem moją broń, i zdecydowałem się za użycie moich mocy. Moje oczy stały się żółte i świecące, a na rękach spływał kwas siarkowy. Oczywiście mi nic nie zrobił, i dbałem o to by nie uszkodzić moich ubrań, ani broni. Jedną ręką sięgnąłem po tylną łapę stwora, gdy on próbował sięgnąć po moją rękę jego pyskiem, to go złapałem. Stworzenie wydało z siebie ryk pełen bólu. Nie przestawałem mu niszczyć pysku. Ten natomiast nie chciał się za nic poddać, więc zaczął mi drapać rękę pazurami od przedniej łapy. Nie puszczałem jego mordy, w ręcz przeciwnie. Drugą ręką złapałem go za klatkę, gdzie powinno leżeć jego serce. Jak myślałem tak się stało. Nie trwało to długo nim zwierze padło. Skończyłem używać mojej mocy, bo po dłuższym czasie się to zaczyna robić męczące i mniej kontrolowane. Za pomocą sztyletu stworzyłem dziurę dość wielką by móc się wydostać ze szafy. Stojąc w pokoju z dwoma trupami, gramofonem i mną ubrudzonym czarną krwią. Skierowałem się w stronę drzwi, trupy potworków mogę potem przestudiować. Bo dziwnym trafem były żywymi istotami, a nie jakimiś cieniami czy demonami jak mi się zdawało. Stojąc w korytarzu hotelu, nie pozostało mi wiele innych opcji niż znalezienie Zera. Więc moim pierwszym podejściem było to:
-GDZIE JESTEŚ ZERO!!!!!???
Oto krzyk którego pewnie bez trudu można było usłyszeć w całej tej okolicy. A taki krzyk to coś nie często spotykane. Wiedząc że to pewnie i tak wiele nie da postanowiłem się zacząć rozglądać, przy okazji próbując pozbyć się krwi z moich ubrań, broni i twarzy.

<Zero? W końcu coś napisałam!>

Od Vestarii CD. Leny

Rzuciłam okiem na wyciągniętą rękę dziewczyny i znowu na nią. Korciło mnie żeby ją kopnąć, ale niestety bym jej nie sięgła. Nie zdrową nogą.
- Zostaw mnie - warknęłam.
- D-daj spokój - westchnęła tamta nie cofając ręki.
Posłałam jej mordercze spojrzenie.
- Nie potrzebuję litości!
- M-może i n-nie, ale pomocy t-tak.
Przewróciłam oczami. Tak trudno dać mi spokój?! Tak ciężko to zrobić?! No cóż... Pewnie i tak nie da mi żyć. Jeszcze raz zmierzyłam wzrokiem jej rękę. Vest, idiotko... Nie zachowuj się jak osaczone zwierzę, zganiłam się w myślach z wahaniem wyciągając rękę w stronę ręki dziewczyny. Drgnęłam kiedy nasze dłonie ledwo się zetknęły. Dziewczyna pomogła mi wstać, a ja, kiedy już w miarę stabilnie stałam na własnych nogach, wyrwałam rękę z jej uścisku i schowałam ją za plecami.
- I-idź usiąść na ł-łóżku - poleciła tamta.
Pokuśtykałam w stronę mebla i opadłam na w miarę miękki materac. Jak widać dziewczyna miała rację. Jeden jedyny raz. Oblizałam się. Byłam słaba. A do tego chciało mi się pić.
- P-przynieść ci wody?
Powoli skinęłam głową wbijając wzrok w ziemię. Po chwili w moim polu widzenia pojawiła się szklanka z wodą. Szybkim ruchem zabrałam szklankę, łypiąc na dziewczynę groźnie. Na wszelki wypadek gdyby nagle chciała mi zabrać. Duszkiem opróżniłam szklankę i odstawiłam ją na ziemię. A potem cofnęłam się w najdalszy kąt łóżka i oparłam się o ścianę. Obserwowałam dziewczynę siedzącą pod ścianą po drugiej stronie. Myślała nad czymś. Po kilku, a może kilkunastu minutach poczułam, że znowu zaczynają mi się zamykać oczy. Ale teraz się nie poddam. Nie mogę. Zamrugałam próbując odstraszyć senność, ale i tak miałam świadomość, że tylko odwlekam nieuniknione.

<Lena?>

Od Scarlett CD. Aidy

-Przepraszam, gdzie pracuje ten Willey!? - podniosłam głos, z niedowierzaniem wytrzeszczając oczy na uśmiechniętą, pełną zapału dziewczynę.
- Nooo...w burdelu. Nie wiesz? To takie miejsce, gdzie... - zaczęła mi tłumaczyć, lecz ruchem ręki jej przerwałam. Musiałam pomyśleć. Z jednej strony potrzebuję tych rzeczy, a ona jest mi winna zniszczoną pułapkę i naprawdę stara się mi wynagrodzić straty, co bardzo doceniam. Zniżka na przyszłość byłaby gwarantowana, a i od dawna szukałam, sklepu z przyrządami łowieckimi. Poza tym, jeżeli odmówię, zapewne nie odpuści i przytoczy kolejny pomysł, który może okazać się dla mnie gorszy i mniej opłacalny. Jednak wejście do domu publicznego nie uśmiechało mi się. Gardzę ludźmi, którzy tam pracują, jak i korzystającymi z usług prostytutek. Mam złe doświadczenia z seksem i alkoholem, dlatego też staram się omijać takie miejsca. Ciężko mi o tym mówić, ale traumę z przeszłości nadal mam, lecz chyba nie jest tak źle, skoro rozważam nad zgodzeniem się. Ponieważ czegóż to nie robi się dla nauki? Pewne rzeczy w końcu wymagają poświęceń.
Popatrzyłam na koleżankę. Wydawała się być nieporuszona tym faktem, ba, wyglądała, jakby było to normalne. Ten Willey...na jej miejscu wstydziłabym się takich znajomości...
-No to co? Idziemy? - zapytała niewinnym głosikiem, który sugerował bardziej zaproszenie na kawę, a nie pójście do burdelu. Wzięłam głęboki oddech i wymusiłam na twarzy uśmiech.
-T-tak. Chodźmy... - powiedziałam powtarzając w myślach zdanie"To dla nauki.".
- Tak z innej beczki, Aida jestem. - rzekła dziewczyna wyciągając rękę w przyjaznym geście. Niepewnie ją ujęłam i rzuciłam krótkim, chłodnym "Scarlett".
Zostawiwszy pułapkę w zniszczonym stanie, ruszyłyśmy wąską ścieżką w kierunku drogi głównej, która prowadziła prosto do miasta.

<Aida?>

niedziela, 21 lutego 2016

Od Nirvany CD. Zero

- No dobrze, teraz jestem twoja - odparłam i wtuliłam się w jego potężną,włochata łapę.
Zasnęłam, poczułam się przy nim dużo lepiej i ból zaczął ustawać.
Obudziłam się nad ranem,lecz Zera nie było, zmartwiona tym faktem postanowiłam się ubrać i wyjść na dwór.
Usiadłam na kamieniu przed naszą jaskinią i czekałam, nagle poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu więc uśmiechnęłam się odwracając głowę, oczywiście był to Zero.
- Gdzie byłeś kochanie? - zapytałam zaniepokojona
- Mam coś dla ciebie - odpowiedział i mrugnął do mnie podając mi bukiet róż.
Ucałowałam go i podziwiałam piękno blado niebieskich różyczek, w tym czasie Zero usiadł obok obejmując mnie.
- Dziękuje skarbie - powiedziałam mu z ciepłym uśmiechem do ucha.
<Zero?>

Od Raven'a CD. Scarlett

- A nawet jeśli to co? - spytałem dalej przyglądając się srebrnemu, misternie wykonanemu teleskopowi, Wyglądałby cudownie w Ombre del Passato. W mojej willi w Hadesie. Tylko, że byłby bezużyteczny. Tam nie ma gwiazd. Westchnąłem cicho żegnając się ze swoim genialnym planem.
- To mógłbyś mi pożyczyć pieniędzy?
- Zależy ile - odpowiedziałem.Wyciągnąłem z kieszeni kurtki elegancki, skórzany portfel. Sięgnąłem do karteczki z ceną. Cóż... Nie było tragicznie. Podałem dziewczynie odliczoną kwotę.
- Dzięki. Oddam ci kiedy już wrócę do domu - powiedziała.
- Po prostu zapomnij, dobra? Nie jesteś mi nic winna.
- Ale...?
- Zapomnij. Ja mam dość pieniędzy i bez tego. A teraz idę załatwić swoje sprawy. O ile dalej chcesz iść ze mną na ciastko to widzimy się w gospodzie "Rogacz" za jakiś czas.
Odwróciłem się i odszedłem nie czekając na żadne słowa dziewczyny. Wyszedłem ze sklepu i szybkim krokiem ruszyłem w stronę biedniejszej części miasta. Verum nie będzie wiecznie czekać, prawda?

<Scarlett?>

Od Leny C.D. Vestarii

Zamrugałam kilka razy więcej się nie odzywając. Niby teraz to już nie moja sprawa co zrobi ta dziewczyna, zrobiłam co miałam zrobić i skoro nie ma już bezpośredniego zagrożenia życia to może równie dobrze dalej się upierać przy swoim i iść gdziekolwiek chce, chociaż szczerze wątpię że zajdzie daleko. Westchnęłam ciężko siadając na ziemi w tym samym miejscu gdzie stałam masując palcami skroń. Jestem zdecydowanie zbyt zmęczona by się z nią kłócić, ale to nie znaczy że pozwolę jej gdziekolwiek iść.
- S-słuchaj, jeśli chcesz m-możesz iść, a-ale wiesz dobrze że to b-bez sensu i... i nigdzie d-daleko nie d-dojdziesz- wymamrotałam gapiąc się w podłogę. W odpowiedzi dostałam tylko zdenerwowane prychnięcie. Niektórzy potrafią być strasznie uparci i nie potrafią się przyznać że przyda im się pomoc. Westchnęłam po raz enty tego dnia zerkając na nieznajomą i zastanawiając się czy ryzykować i podejść do niej. W najgorszym wypadku co może się stać? Uderzy mnie? Mówiąc szczerze trochę w to wątpię. Podniosłam się i podeszłam do dziewczyny zatrzymując się kilka kroków od niej. Rzuciła mi mordercze spojrzenie zaciskając pięści. Okej, załapałam. Chce mnie posiekać na kawałki. Wyciągnęłam do niej rękę chcąc pomóc jej wstać. Przecież mnie nie pobije... Chyba.

<Vest? Sorry że krótkie>

Od Scarlett CD. Raven

Ciepło otuliło mnie, gdy wchodziłam do przytulnego sklepiku, gdzie wreszcie mogłam spokojnie odetchnąć i ogrzać się. Zdjęłam rękawiczki i spojrzałam na moje dłonie, dokładniej na czerwone, lekko opuchnięte z zimna palce. Na szczęście nie wyglądało to na odmrożenie, ale gdybym postała na tym zimnie jeszcze przez parę godzin, to kto wie? Widocznie sytuacja u stóp wyglądało to podobnie, gdyż każde stąpnięcie wywoływało nieprzyjemne mrowienie. Otrzepałam drobinki śniegu z ubrań i włosów i porządnie wytarłam buty o wycieraczkę, które mimo to cały czas zostawiały mokre, brudne ślady na posadzce.
Rozejrzałam się wokół. Pomieszczenie było dość sporych rozmiarów. Pomimo nowoczesności urządzeń, same lokum utrzymane zostało bardziej staroświecko, że tak to ujmę. Drewniana podłoga skrzypiała pod moim ciężarem, a w niektórych miejscach widoczne były pęknięcia. Ściany pomalowano na odcień jasnego pomarańczu przeplatany białym marmurem. Sufit był wysoki na tyle, aby zawisnął tam kryształowy żyrandol. Na dodatek kręte schody, które prawdopodobnie prowadziły do magazynku, dodawały uroku jemu miejscu. Powinna znajdować się tutaj jakaś stylowa kawiarenka, albo restauracja, a nie sklep astronomiczny. Poza tym, zważywszy na to, że po apokalipsie nie pozostało praktycznie nic, ten tu oto sklep stoi sobie, jakby go żywcem wyciągnięto z epoki baroku. Naprawdę nie wiem co projektant sobie myślał.
Zaczęłam rozglądać się za arkuszem. Po mojej lewej stronie mieściły się starannie poukładane książki, wszelakie atlasy, mapy, przewodniki, tematyką zbliżoną do astronomii. Na przeciwko mnie stały elegancko ułożone teleskopy, każdy z nich był innych rozmiarów, budowy i pewnie zasięgu. Pomyślałam, że fajnie by było mieć takie urządzenie na własność, lecz gdy zerknęłam na metkę z ceną, załamałam się. Z tyłu, za teleskopami gromadziły się na drewnianych półkach różnego rodzaju obiektywy, okulary, szkiełka do obserwowania słońca i inne tego typu rzeczy. Dopiero, gdy spojrzałam na prawo dostrzegłam mały dział z potrzebnymi artykułami. Skierowałam się w tę stronę, licząc, że znajdę to, co chcę. Zobaczyłam tam liniuszki, notesiki do notowania faz księżyca, zestawy dla dzieci w stylu "Zrób to sam!" z zawartością małego teleskopu lub lornetki, specjalne ołówki i wielkie linijki, a także masa kartek i arkuszy przeróżnych rozmiarów do przeróżnych celów. Nie mogłam sobie przypomnieć, o jaką wielkość prosiła Alis, ani jak takowy arkusz wygląda, dlatego wzięłam jeden z większych, który w pewnym sensie przypominał niebo. Włożyłam rękę do kieszeni w poszukiwaniu drobnych, lecz jedyne co znalazłam to parę nic niewartych grosików. Pokręciłam głową z niedowierzaniem i jeszcze raz przetrząsnęłam ubranie. Nic. No nie wierzę, zapomniałam portfela? Kątem oka zerknęłam na towarzysza, który aktualnie przyglądał się jednemu z teleskopów.
-Eee... masz pożyczyć pieniądze?

<Raven?>

sobota, 20 lutego 2016

Od Aidy C.D. Scarlett

Złapałam sznur, który zrzuciła mi dziewczyna i niezdarnie wspięłam się na górę. Gdy już udało mi się wczołgać wstałam i popatrzyłam na nią wzrokiem dziecka, które właśnie przez przypadek zbiło swojej mamie najlepszą doniczkę z storczykiem od babci.
- Naprawdę przepraszam...Nie chciałam spłoszyć ci tego yyy...no, jak on się tam zwał? Powiedziałam próbując sobie przypomnieć tą trudną nazwę.
- Wielobarwnego Lemura... 
-No tak, właśnie tego. Odpowiedziałam i zaczęłam się zastanawiać co powinnam teraz zrobić. Popatrzyłam na nieszczęsną siatkę, którą zepsułam wbiegając na nią.
-Wiem! Brat mojego znajomego ma sklep z takimi różnymi artykułami dla myśliwych! Tylko nie wiem gdzie go znaleźć...,ale Willey będzie wiedział, on wie wszystko! Jak chcesz to cię zaprowadzę! Z tego co pamiętam założył burdel w mieście więc chyba łatwo będzie go odnaleźć. Uśmiechnęłam się do niej .


<Scarlett? Tak bardzo nie mam pomysłu xD >

piątek, 19 lutego 2016

Od Vestarii C.D. Leny

Ocknęłam się. Było miękko i ciepło. Zupełnie inaczej niż wtedy gdy odpłynęłam. Umarłam? W końcu? Powoli otworzyłam oczy. Nic nie widziałam, no poza sufitem jakiejś jaskini. Czyli to tak wygląda piekło. Cudownie.
Spodziewałam się czegoś, no nie wiem...? Bardziej piekielnego.

Nagle poczułam rwanie w nodze. Syknęłam sięgając tam obiema rękami. Zdziwiłam się kiedy poczułam jakiś materiał.
- Nie umarłam... -szepnęłam cicho, zaciskając zęby. Mimo że bolało jak cholera było poniekąd przyjmne. Tak troszeczkę.
- J-jeszcze n-nie - usłyszałam damski głos. Zerwałam się na równe nogi i zaklęłam kiedy oparłam się na zranionej nodze. Cofnęłam się pod ścianę. Na przeciwko mnie pod ścianą siedziała postać. Widziałam jak powoli wstaje i robi krok w moją stronę.
- Nie podchodź! - wrzasnęłam wyciągając przed siebie rękę. Jeden jej niebezpieczny ruch i wpadnie prosto w iluzję gęstej mgły. Widziałam jak tamta zatrzymuje się.
- N-nic ci n-nie z-zrobię - powiedziała niepewnie.
- Nie znam cię - warknęłam - Więc wal się.
Zrobiłam krok w stronę wyjścia. Pociemniało mi przed oczami. -Dalej Vest, dasz radę - mruknęłam robiąc następny krok. Cały czas opierałam się o ścianę, ale nic to nie dawało. Po kilku krokach się poddałam. Zsunęłam się po ścianie na ziemię i podciągnęłam kolana do klatki piersiowej. Znowu zauważyłam, że dziewczyna robi mały krok w moją stronę.
- Jeszcze krok i ci jebne - warknęłam.
- B-boli cię? - usłyszałam.
- Nie kurwa, łaskocze.

<Lena?>

Od Leny C.D. Vestarii

Niecodziennie zdarza się znaleźć postrzeloną osobę w środku lasu, to pewne. A mnie się to udało. Dziewczyna siedziała oparta o drzewo i już przestawała kontaktować z rzeczywistością. Miała ranę postrzałową uda. Nie wyglądało to najlepiej. Szybko obmyśliłam plan działania, na dobry początek zatamować krwawienie, wyjęłam z torby pas białego płótna i owinęłam nim zranioną nogę. Dobra, teraz ta trudniejsza część. Złapałam nieznajomą za nadgarstki i pociągnęłam ją do góry. Efekt był taki, że praktycznie cały ciężar ciała dziewczyny spoczywał na moich plecach. Oczywistym jest że nieprzytomne osoby są jakby cięższe niż zazwyczaj, a ja też do silnych nie należę. Muszę ją stąd zabrać, to będzie dłuuuga droga.
"Jeszcze tylko chwila, nie wywal się. Nie wywal, bo się nie podniesiesz" zostało kilka metrów. Zdążyłam sobie urządzić pogawędkę z moją pasażerką. Nie, nie oszalałam po prostuu.... lubię rozmawiać z nieprzytomnymi osobami ok? To nie jest dziwne. 
Nieznajoma dostała do dyspozycji moje łóżko. Musiałam zrobić sobie kilka minut przerwy przed zajęciem się nią. Jeszcze chyba nigdy kolana mi się tak bardzo nie trzęsły.
- To nie powinno długo potrwać- mruknęłam zabierając się do oczyszczania rany.
Miałam rację, nie było tak źle. Pocisk wciąż tkwił w ranie i częściowo tamował krwawienie, po wyjęciu przez chwilę było nieciekawie ale szybko sobie z tym poradziłam. Można powiedzieć że dziewczyna miała szczęście. Założyłam jej świeży opatrunek. Pewnie jeszcze trochę sobie tak poleży, jednak straciła trochę krwi. Usiadłam sobie pod ścianą. Sprzątnęłam większość bałaganu który narobiłam przy tej małej "operacji", ale zupełnie nie miałam już siły by zmyć z siebie krew. Mam jeszcze co najmniej dwie godziny zanim moja nowa znajoma się obudzi, więc nie zaszkodzi jak na pół godzinki pozwolę odpocząć oczom co nie?


<Vest?>

Od Ehrendila C.D. Sorrow

Zabawa, zabawą, ale nie dlatego poluję. W zasadzie ja tylko reguluję stan potworów na danym obszarze. Nie poluję na zwierzęta i zdecydowanie nie lubię przedłużać nieuniknionego. Wyszedłem z krzaków i wyciągnąłem miecz. Bezszelestnie podkradłem się do bestii i zamachnąłem się. Jednym czystym cięciem odrąbałem potworowi łeb. Wyciągnąłem worek i schowałem do niego odciętą część ciała. W końcu, o ile Sorrow nie uszkodziła zbytnio czaszki to dodatkowe pieniądze.
- To co teraz? -spytała wesoło
- Teraz zaniesiemy to do domu. - odpowiedziałem - Musimy przygotować towar na sprzedaż.
- Brzmi nieźle - odpowiedziała dziewczyna przestając być cieniem. Uśmiechnąłem się do niej, wyciągając linkę. Skrępowałem nią łapy bestii i podniosłem ją z ziemi. Ułożyłem sobie truchło na barkach i w miarę możliwości swobodnym krokiem ruszyłem w kierunku domu. Mantykora ciężka nie była. A w każdym razie, nie bardzo.
- Silny jesteś - zauważyła Sorrow.
- Na pewno silniejszy od człowieka. Poza tym dużo ćwiczę, prawda?
- Ostatnio mniej...
- Nic nie poradzę na to, że zabierasz mi większość czasu.
Sorrow tylko się uśmiechnęła.
- Przecież wiesz jak bardzo cię kocham. Jesteś ważniejsza niż forma którą budowałem 240 lat -zaśmiałem się cicho - Chociaż przyznam, że i jednej i drugiej nie chciałbym stracić...
Poprawiłem martwą bestię, żeby łatwiej było ją nieść. Jeszcze minimum 15 minut drogi do domu...


<Sorrow?>

czwartek, 18 lutego 2016

Od Vestarii DO Kogoś

24601... 24601. 2 4 6 0 1 Nosz cholera by to wzięła! 24601! Gdzie jest ta pieprzona teczka kiedy jej potrzebuję?! Zaraz ktoś wejdzie i całą akcję diabli wezmą! 24601.
Jeszcze raz przebiegłam wzrokiem po opisach kolorowych segregatorów. Nie, nie, nie i nie! Zaklęłam pod nosem siłą powstrzymując się przed wywaleniem zawartości szafki na ziemię. Cofnęłam się na środek pokoju. Przymknęłam oczy i miarowo oddychając przez nos zaczęłam liczyć. Jeden... Dwa... Trzy... Cztery... Pięć... Wystarczy. Otworzyłam oczy i jeszcze raz rozejrzałam się po biurze. Wielkie dębowe biurko - sprawdzone. Szafki - sprawdzone. Gablotki - sprawdzone. Stos papierów w kącie - sprawdzony. Gdzie jeszcze mogą być dokumenty? Rozejrzałam się dookoła. Nic. Nigdzie nie było niczego, czego bym już nie przeglądała. Naprawdę potrzebuję tej teczki! Rozłożyłam bezradnie ręce. Gdziekolwiek ją schowali tu jej nie było. Wzięłam z biurka pęk kluczy i podeszłam do drzwi. Przyłożyłam do nich ucho uważnie nasłuchując. Cisza. Chwyciłam za gałkę i już prawie otworzyłam drzwi, kiedy po drugiej stronie coś usłyszałam. Znowu przycisnęłam ucho do drzwi. Kroki. Ktoś idzie. Odskoczyłam od wejścia i rzuciłam się w kierunku okna. Otworzyłam je i usiadłam na parapecie. Przerzuciłam nogi na drugą stronę i chwyciłam się brzegu, a potem lekko się z niego zsunęłam. Zawisłam na parapecie cztery piętra nad ziemią. Cudownie. Nad sobą usłyszałam otwieranie drzwi. Zaraz odkryją, że mieli gościa. Trzeba się zbierać. Sięgnęłam do rynny obok i mocno ją złapałam, a potem puściłam się parapetu chwytając rynnę drugą ręką. Jak najszybciej zsunęłam się po niej na ziemię. Spojrzałam do góry na okno z którego się ewakuowałam. W samą porę by zobaczyć tam strzelca. Padł strzał. Odskoczyłam. Za późno. Rozrywający ból przeszył moją nogę. Zachwiałam się czując na policzkach gorące łzy. Bardzo bolało. Ale to nie pora na takie rzeczy. Zacisnęłam zęby i utykając odbiegłam w stronę dziury w płocie. Padłam na ziemię i przeczołgałam się pod siatką. Dźwignęłam się na nogi i jak najszybciej zniknęłam z pola widzenia.
Biegłam truchtem przyciskając dłoń do rany w udzie. Moja krew powoli przeciekała mi przez palce. Z minuty na minutę czułam się słabsza i coraz bardziej senna. W końcu zaczęłam drżeć. Niedługo potem upadłam na ziemię. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej i odczekałam chwilę aż miną najgorsze zawroty głowy. A potem usiadłam oparta o drzewo. Wyciągnęłam z kieszeni prezent od kumpla - w miarę nową komórkę i wybrałam numer Cato.
"Czwórka czysta. Oberwałam kulkę. Jestem w lesie, nie szukajcie"
Nacisnęłam "wyślij" i poświeciłam sobie ekranem na ranę. Wyglądała paskudnie. Po krótkiej chwili otrzymałam wiadomość. Odczytałam ją.
"Boże, Vest! Nie zabij się. Znajdź pomoc. Wyliżesz się z tego! Musisz!"
Uśmiechnęłam się do ekranu.
"Jak zawsze szefowo ;) Dam znać kiedy będę jak nowa. Bez odbioru."
Wysłałam wiadomość i schowałam telefon. Westchnęłam. I kogo ja oszukuję? Wykrwawiam się w lesie do cholery jasnej! W zimie! Nie mam szans przeżyć. Czułam się wyczerpana. Na tyle, że kiedy głowa bezwładnie poleciała mi na bok nawet nie próbowałam jej podnieść. Wydawało mi się nawet, że wyraźnie czułam jak oczy zachodzą mi mgłą. Żegnaj świecie. I tak nie będę tęsknić. Ostatnie co zobaczyłam to, czyjaś sylwetka w ciemności. A potem oczy same mi się zamknęły i nastała ciemność.
<Ktoś? :3 >

Od Scarlett CD. Aidy

-No wielkie dzięki, przez ciebie zmarnowałam kilka godzin mojego życia! - warknęłam, w sumie trochę za ostrym tonem do wadery.
-Przepraszam... - spuściła głowę wbijając wzrok w ziemię, a mnie przez chwilę zrobiło się jej żal. Ale tylko przez chwilę, bo przypomniało mi się, ile straciłam.
Dwa dni temu zobaczyłam piękny okaz zwierzęcia przypominającego wielobarwnego, dużego lemura, który bardzo rzadko występuje w tych rejonach. Zainteresowałam się nim i chciałam na chwilę przetrzymać go w wcześniej przygotowanej klatce, by się czegoś o nim dowiedzieć, może poeksperymentować. Kilka godzin spędzonych nad przygotowaniem pułapki, i kilka następnych na wyczekiwaniu zwierzęcia to dość dużo jak na mnie. Bardzo rozczarowałam się więc na widok siedzącej tam dziewczyny, która tylko robiła niepotrzebny hałas tym swoim "Ratunku!" i prawdopodobnie przepędziła mój obiekt badań. I na co mi było te pracochłonne kopanie dziury?
-Eeeee....pomożesz mi? - zapytała moja prowizoryczna "zdobycz". Przewróciłam oczami i głośno wypuściłam powietrze nosem. Najchętniej zostawiłabym ją tam na pastwę losu, niech sobie radzi, ale potrzebuję tego dołku do przyszykowania kolejnej pułapki, chociaż szanse na złapanie lemura malały. Wyciągnęłam zatem długą linę z nieodłącznej torebki i przymocowałam do najbliższego drzewa zawiązując specjalnym, sprawdzonym sposobem. Drugi koniec rzuciłam do dziury, by tamta mogła się wydostać.

<Aida?>

Od Aidy DO Kogoś

-No do jasnej [tu padły różne nie cenzuralne słowa] stój że w miejscu!!!! krzyknęłam zirytowana, odkładając moją prowizoryczną procę z patyków i gumki recepturki, do królika, który właśnie chamsko zwiał mi w krzaki. A prawie go trafiłam!!! -Muszę zainwestować w jakąś porządniejszą broń ...-pomyślałam. Zrezygnowana trwającym już ponad godzinę nieudanym polowaniem ruszyłam dalej na poszukiwanie kolacji. 
-O! Jagody... Zauważyłam czarne owoce i przystąpiłam do jedzenia.-Dobre i to powiedziałam sama do siebie...Nagle zza rogu wyłonił się jakiś dziwny jeleń. Poruszał się powoli więc wydało mi się że jest wolniejszy od królika i może uda mi się go złapać...Niestety tylko mi się wydawało..Gdy spróbowałam go gonić to wredne zwierze zaczęło zwiewać szybciej niż porządny królik. Po jakimś czasie bezsensownej gonitwy zaczęłam zdawać sobie sprawę że nie do końca wiem gdzie się znajduje, zwierze wciąż wyprzedzało mnie o sporą odległość ale nie chciałam się poddawać , przecież musi się kiedyś zmęczyć ! Niestety moje polowanie zakończyło sie szybciej niż myślałam. Była to jakaś pułapka na zwierzęta albo...W sumie nie wiem co to było! Nie zauważyłam tego! Wyglądało jak liście , ale z liści była tylko siatka, więc po wbiegnięciu na to wpadłam w jakiś duł waląc głową o piasek...Gdy się otrząsnęłam popatrzyłam w górę. Siedziałam w jakiejś na ok 4 metry wysokiej dziurze! -W sumie cud że sobie niczego nie złamałam...Stwierdziłam i spróbowałam wdrapać się po ściance lecz bez skutku... Na dodatek zaczęło się ściemniać .Taa ja to mam talent do pakowania się w kłopoty ... Usiadłam zrezygnowana na ziemi zła na siebie. No to chyba zostało mi tylko jedno wyjście... -Ratuuunkuu !! - Wydarłam się na cały głos mając nadzieje że ktoś mnie usłyszy...
<Ktoś? >

środa, 17 lutego 2016

Od Sorrow CD. Ehrendil

Przygląda się stworzeniowi jak filmowi w kinie. Ciekawa zmierzyła w stronę cienia bestii, ale jak się mu przyglądnełam dokładniej to nie wyglądał zbyt kuszonco. Jeżeli by to było możliwe, to by jego cień mnie zaatakował. Bez problemu można było dostrzedz złość i ból w jego oczach. Ten widok dał mi pomysł. Postanowiłam stać się cieniem drzewa stojącego przed pyskiem Mantykory. Pojawiłam się w formię człowieka za drzewem i wyciągnełam moją broń palną. Uśmiechnełam się do Ehrendila i szybkim, zwinnym ruchem strzeliłam w oczy potwora. Następnie znów zmieniłam się w cień i zaczęłam śmiać. Powruciłam do Ehrendila a ten spojrzał na mnie jak na przedszkolaka, ktury nie umie ktury nigdy nie słucha. Mantekora natomiast zaczeła się wściekać a krew wypływała z jej dawnych oczu. Była ślepa a trucizna ją powoli zabijała. Stworzenie zaczeło atakować wszystko stojące mu w drodze.
-Teraz coś się dzieje!
Przyglądałam się potworowi zadowolona moim działaniem. Widząc po twarzy mojego towarzysza to nawet jemu się trochu podobał fakt żze coś się dzieje.

<Ehrendil? Sry że krutkie>

poniedziałek, 15 lutego 2016

Od Vestarii - Historia

Moja historia? Hmmmm... Zlepek przypadkowych wydarzeń. Na początku nic szczególnego. Szczęśliwe dzieciństwo, dobra rodzica. Miałam wszystko. Normalny raj na ziemi. A potem umarła mi matka. Zrobiło się przykro. Ojczulek zamknął się w sobie i z leksza olał i mnie i moje młodsze rodzeństwo, ale nie miałam mu tego za złe. Jakoś sobie radziliśmy i znowu było dobrze, dopóki ojciec nie przyprowadził sobie nowej osoby która miałaby zostać naszą prawie-matką. To była istna demonica. Głodziła, biła, wyzywała, traktowała jak śmiecia. Mnie w szczególności. Jako ta najstarsza robiłam co mogłam, żeby oszczędzić rodzeństwo. I to poniekąd mnie zniszczyło. Wkrótce moi bracia mieli spokój. Mnie natomiast obrywało się za wszystko. Dosłownie wszystko. Idealne warunki, żeby się zbuntować. Z przyjemnością to zrobiłam. Na początku tylko uciekałam do miasta żeby żyć jak człowiek. Z czasem jednak uległam do końca. Farba na włosach, kolczyki, ubrania, imprezy, dragi... Przykłady można mnożyć. Chwytałam się wszystkiego co było nielegalne lub chociaż niewłaściwe. Pociągnęło to za sobą całą masę uzależnień. No i konflikty z prawem.

Wyprowadziłam się z domu, żeby zamieszkać na swoim. Bez zakazów i nakazów. Nie dbałam o nic z wyjątkiem siebie. Liczyła się tylko dobra zabawa. Pokochałam chaos i co za tym idzie znienawidziłam porządek i prawo. W mojej ocenie dalej są to tylko ograniczenia dobrej zabawy. Zwykły bełkot. Kto by się nim przejął? No właśnie. Na pewno nie ja. W ten cudowny sposób dałam się złapać służbie porządkowej jednego z miast.

Trafiłam do miejsca gdzie giną marzenia - więzienia zwanego przez nas pieszczotliwie Mordownią. Jedno z cięższych w okolicy. Dostałam numer "24601" i pod tą właśnie cyfrą istniałam 5 lat. W mojej celi mieszkali też Rey - niebieskooki blondyn o niesamowitej budowie i Cato - dziewczyna jak ja, lecz czarnowłosa i pokryta tatuażami. Byliśmy do siebie bardzo podobni. Oczywiście nie fizycznie. Tak bardzo że uciekliśmy z Mordowni. Nie zgraliśmy się jednak i każde z nas poszło w świat na własną rękę. Dobrze się stało. Teraz ciężej znaleźć Cudowną Trójkę z Mordowni. Może już nigdy im się to nie uda.

Zabawne jak dużo można stracić siedząc w celi. Przegapiłam apokalipsę. Nie narzekam. Mogłam przypadkiem zmutować. A nie uśmiecha mi się naśladowanie Alphy watahy. A właśnie. Znalazłam watahę która jakoś przetrwała. Witaj Wataho Apokalipsy!

niedziela, 14 lutego 2016

Od Raven'a CD. Alissy

Jako człowiek kucnąłem przy waderze i spojrzałem jej w oczy usiłując coś z nich wyczytać. Widziałem tam tylko lekkie zmieszanie i być może zaskoczenie. Przewróciłem oczami. No tak... Przecież moje tęczówki żarzą się jak dwa węgle w ognisku.
- Tak się teraz będziesz na mnie patrzeć? - spytałem z wyrzutem - Słyszałaś, że to niegrzeczne?
Spuściła wzrok.
- Słyszałam. Przepraszam - rzuciła cicho.
Usiadłem ciężko na śniegu.
- Czemu za mną polazłaś co?
- Sama nie wiem. Wydawało mi się to właściwe - odpowiedziała po chwili namysłu.
- Masz spaczony instynkt samozachowawczy - oznajmiłem siląc się na obojętny ton - Nie powinnaś za mną iść - powiedziałem nieco fałszywie miękkim tonem.
- Dlaczego? Przecież jest śnieżyca. Mogłeś potrzebować pomocy.
Parsknąłem śmiechem, ale natychmiast się opanowałem. Pozwoliłem sobie tylko na drwiący półuśmiech.
- Zaręczam, że nie potrzebowałbym ratunku.
- Skąd mogłam wiedzieć...? A tak w ogóle czemu tak szybko odszedłeś i gdzie?
Zgromiłem ją wzrokiem od którego aż się skuliła.
- Nie twój interes. - warknąłem na nią. Poczułem pieczenie w dziąsłach, więc zacisnąłem szczękę. Tylko nie kły. Nie teraz. Posłałem waderze rozdrażnione spojrzenie i wstałem. Otrzepałem się ze śniegu i wszedłem na drzewo. Muszę mieć ją na oku, żeby nie zrealizowała kolejnego genialnego planu, ale nie mam ochoty z nią siedzieć. Nie ważne czy zmarznę czy nie.

<Aliss?>

sobota, 13 lutego 2016

Od Alissy CD. Toxic'a

-Ja tak samo- odparłam.
-No to... może miałabyś ochotę się gdzieś przejść?- spytał Toxic.
-W sumie i tak nie mam nic lepszego do roboty więc... Czemu nie- uśmiechnęłam się.
-To gdzie idziemy?- spytał basior.
-Może do miasta?- zaproponowałam.
-Może być- stwierdził Toxic i ruszyliśmy w kierunku miasta, w ludzkich postaciach. W końcu dotarliśmy na rynek. Nagle dostrzegłam sklep ze słodyczami.
-Możemy tam wejść?- spytałam, czując się jak mała dziewczynka. Toxic się roześmiał.
-Jasne. - Wręcz wbiegłam do tego sklepu. Było tam pełno kolorowych lizaków, cukierków, czekoladek i żelków. Chciałabym wziąć wszystko.
-I co, wiesz już na co masz ochotę?- spytał Toxic.
-Na wszystko! Ale chyba wezmę te żelki. A ty?

<Toxic? >

Od Alissy CD. Raven'a

-No gdzie ty idziesz?!- krzyknęłam, jednak Raven był już na zewnątrz. Zastanawiałam się co robić.  Po chwili wahania powoli ostrożnie wyszłam na dwór. Zadrżałam z zimna. Ledwo widziałam w oddali sylwetkę białego wilka. Ruszyłam za nim. Bardzo starałam się go nie zgubić. "Po co ja  to  w ogóle robię?" zastanawiałam się. Biegłam za Raven'em jeszcze spory kawałek ale okazał się zbyt szybki i w końcu zupełnie straciłam go z oczu. Rozejrzałam się. Jak okiem sięgnąć dookoła były tylko pokryte białym puchem drzewa. Nie miałam pojęcia gdzie się znajduję.
Cholera. Nie byłam nawet w stu procentach pewna czy dobrze idę kiedy postanowiłam zawrócić. Po godzinie bezcelowego marszu wciąż nie wiedziałam gdzie jestem. Trzeba być idiotą żeby się zgubić dwa razy w ciągu doby... Jak ja to zrobiłam? No jak?! Stwierdziłam że przeczekam noc w lesie a rano coś się wymyśli. Przemieniłam się w człowieka i rozpaliłam ognisko. Potem znów przybrałam wilczą postać, licząc, że będzie mi cieplej. Ułożyłam się wygodnie koło ogniska. Już prawie przysypiałam kiedy usłyszałam znajomy głos.
-Nie no, nie wierzę, ty naprawdę za mną polazłaś...

<Raven?>

piątek, 12 lutego 2016

Vestaria

Miss Zimy 2016

"... można wska­zać wiele różnic między azy­lem i więzieniem...
... lecz ważna jest tyl­ko jed­na różni­ca... mały obrót klucza..."

Imię: Na imię jej Vestaria,
Skróty: Vest, Vesta, Vi,Vestra, Aria, Ria, Star, Stari i tak dalej... Pełna dowolność.
Przezwisko: Dorobiła się numerku 24601. Czasem ktoś powie do niej Bellum, Zaraza, Shogart (historii tej ksywki i tak nie zrozumiesz) czy "Wyjdź stąd". Ewentualnie w jej stronę lecą jakieś wulgaryzmy. Znacznie rzadziej zdarza się Kociak (tego też nie dane ci ogarnąć) i Złodziejka. Ostatnio jeszcze trafiło jej się miano "Cyferki".
Płeć: Wadera
Wiek: Kobiet się o wiek nie pyta! No dobrze... Bellum i tak ma to gdzieś... Pełne 3 lata.
Charakter: Vi to trudna wadera, która unika bliskich kontaktów z innymi jak ognia. Chociaż nie... Do ognia ciągnie ją zdecydowanie bardziej. Nie lubi obcych. Dopiero przy bliższym poznaniu Vest potrafi trochę wyluzować. Jednak jej okazywanie przyjaźni równa się tonie wyzwisk zaadresowanych do rzekomego "przyjaciela". Będzie się śmiać z tej nieszczęsnej osoby i obrażać ją. Dlaczego? Bo tak. Jedna prosta odpowiedź na wszystko w dodatku nagminnie stosowana przez ową waderę. Oczywiście do kompletu z "Bo nie". Nie jest łatwo się do niej zbliżyć. Tym bardziej niewłaściwe jest dotykanie jej wbrew jej woli i bez żadnego ostrzeżenia. Wtedy można dostać za swoje, bo dziewczyna lubi i umie się bić - uważa to nawet za swoje hobby. Bywa chamską suką i doskonale o tym wie. Jednak podoba się to jej na tyle, że prędzej ryby nauczą się latać niż ona się zmieni. Często słyszy jaka to jest arogancka i wyniosła, ale prawdę powiedziawszy ma to głęboko w poważaniu. Zdecydowanie nie dba o czystość języka - krótko mówiąc - lubi kląć, czasem zabawiając się w wymyślanie nowych, kreatywnych zwrotów, których raczej tu nie przytoczę. Mimo wszystko potrafi się zabawić. Potrzeba jej do tego tylko zaufanej ekipy. Vestaria to dość kreatywna osoba, która kocha siać spustoszenie i chaos. Ma świetne pomysły na to jak uprzykrzyć komuś życie i z przyjemnością je realizuje. To urodzona liderka, która nienawidzi gdy ktoś poza nią rządzi. Każ jej coś zrobić - z uporem maniaka wykona czynność dokładnie przeciwną, ale pozwól jej samej zadecydować - prawdopodobnie rozsądnie przystanie na twoje warunki. Tylko pytanie na jak długo? Ma całkiem uzasadnioną opinię niezrównoważonej psychicznie psychopatki, która przez swój głupi upór nieraz ryzykuje życiem. Walczy o swoje nawet w sytuacjach kiedy nie musi. Zazdrośnie strzeże wszystkiego co jej wpadnie w łapy - takie przyzwyczajenie z więzienia, gdzie o każdy przedmiot czy jakieś ochłapy jedzenia musiała walczyć z nieraz dużo większymi od siebie typami i typkami. Bywa rozgadana, ale to zależy od jej humoru, w większości przypadków to po prostu zimna zołza. Nie należy do grzecznych dziewczynek. Uzależniona od ryzyka i całej masy innych "dających szczęście" tworów, bezlitosna, mała jędza. Nie cofnie się przed niczym. Jeśli będzie mieć taki kaprys z uśmiechem skręci kark twojemu chomikowi, a jego ciałko powiesi ci nad łóżkiem, by cichutko zaszyć się w szafie i obserwować twoją reakcję i jeszcze mieć z tego ubaw. Z natury nie ufa nikomu, ani niczemu. Jest jednoosobową armią przystosowaną do działania w pojedynkę lub w niewielkiej grupce podobnych jej indywidualistów. Każde krzywe spojrzenie czy źle rzuconą uwagę interpretuje jako atak na siebie i broni się, a że twierdzi iż "najlepszą obroną jest atak" oddaje ze zdwojoną siłą. Psychicznie czy fizycznie nie ma dla niej znaczenia, więc możesz skończyć albo ze zranioną dumą albo połamanym nosem. To intrygantka. Wie kiedy nie osiągnie swojego celu siłą, co w jej rozumowaniu równa się temu, że układa starannie przemyślaną i zrealizowaną intrygę. Wszechstronnie rozwinięty umysł analizujący wszystko w swoim otoczeniu. Mimo opinii większości błędem jest nazywać ją głupią. Vi prawie non stop kombinuje jak polepszyć swoje życie, nie raz kosztem innych. Nigdy nie przejmowała się nikim poza sobą i jej przyjaciołom-współwięźniom z którymi dzieliła celę. Jest bardzo czujna i nie da się podejść. W szczególności gdy jest ranna lub chora, wtedy tym bardziej stara się, by nikt jej nie widział i tym samym nie skrzywdził. Z całą pewnością jest osobą agresywną i nie rzuca swoich pogróżek na wiatr. Przysięgła, że trafisz do szpitala - tak będzie. Nie ma żadnych skrupułów, a jej sumienie leży uśpione gdzieś w kącie jej świadomości przykryte kurzem i pajęczynami. Tak czy siak nie ma go, a nawet gdyby było i tak Vest nie dopuściłaby do siebie żadnych jego wyrzutów. Nie obce jej zabawy z nożem i z miłą chęcią coś by ci wycięła gdyby nie groziła jej za to kolejna odsiadka. Chociaż za ucieczkę z Mordowni i tak ma dożywocie, ale póki w pobliżu nie ma tych miejskich, pilnujących porządku kundli niegodnych nawet by stąpać po jednej ulicy razem z nią jakoś się tym nie przejmuje.
Cechy szczególne: To chuda, lecz puchata wadera czasem nienawidząca swojej przydługiej sierści. Według niej ma za długi ogon, który non stop się zaplątuje i przeszkadza w bieganiu, za długie ozdobniki na łapach, które zbyt szybko się brudzą, za długa grzywka i sierść na szyi... Przykłady mogłaby mnożyć, a mimo to nie zamierza jej ścinać, bo ta kompletnie nieprzydatna ilość sierści ma szczególne czerwono-czarno-brązowe zabarwienie i jest niezwykle miękka. Po prostu wyjątkowa. Poza tym Vest dysponuje przeszywającym duszę spojrzeniem ogniście pomarańczowych oczu. Jej pysk i długie uszy ozdobione są kolczykami. No i ma dwa pierzaste skrzydła uzbrojone w pojedyncze "szpony". Jako człowiek Vi nie grzeszy wzrostem, ani posturą, dzięki czemu wygląda mniej groźnie niż jest w rzeczywistości. To drobna, nieco koścista dziewczyna posiadająca proporcjonalne dla jej sylwetki krągłości i twarz uważaną za dość ładną. Ma długie do pasa i wycieniowane czerwone włosy, które często spina w wysoki kucyk i wiecznie pomalowane na czarno, długie paznokcie. Jej ulubionym stylem jeśli chodzi o ubieranie się są wszystkie wyzywające rzeczy plus skóra i ćwieki.
Status: Omega
Stanowisko: Skrytobójczyni
Partner: Teoretycznie nie szuka...
Rodzina: 34609 i 16734 lepiej znani jako Rey i Cato.
Przyjaciele: Tylko Rey i Cato.
Rasa: Wilk Iluzji
Żywioł: Nie jest to bardzo skomplikowane, a sama Vest z bólem stwierdza, że los poskąpił jej zdolności, ponieważ jej jedynym talentem jest Iluzja.
Moce: - Ograniczona jedynie mocą jej wyobraźni i polem zasięgu jej wzroku umiejętność tworzenia niematerialnych, lecz realistycznych przedmiotów, postaci i zjawisk.
- Oszukiwanie zmysłów istot żywych. Niezwykle przydatne, chodź wymaga skupienia i nieco za dużo czasu, by dało się tego używać w sytuacji bezpośredniego zagrożenia.
- Potrafi "ukryć się" przed wzrokiem innych, a mimo że jej nie widać nadal słychać dźwięki które wydaje.
- Podświadomie przeczuwa jakie są lęki osoby, co daje jej możliwość zamknięcia jej ofiary w iluzji jej największych koszmarów. Intensywnie powtarzane doprowadza ofiarę do obłędu, a ją do wyczerpania, jednak swego czasu często z tego korzystała.
- W sytuacji zagrożenia tworzy od kilku do kilkunastu swoich idealnych kopii zaprogramowanych na sianie chaosu i odwracaniem uwagi od jej osoby.
- Nadal poznaje swoje umiejętności, więc możliwe, że wymyśli coś jeszcze.
- No i lata, co jest logiczne, bo ma skrzydła.
Inne: -Ma zadatki na bycie alkoholiczką. Zresztą już jest od tego uzależniona, tak samo jak od palenia. Wie, że robi źle, ale wcale nie zamierza z tym zrywać.
- W ludzkiej postaci ma na lewym nadgarstku wytatuowany numer "24601", a nieco poniżej bliznę dookoła ręki. Drugi taki numer ma na obojczyku. Głównie dlatego, że próbowała amputować sobie dłoń, żeby pozbyć się tatuażu.
- Straciła 5 lat ludzkiego życia siedząc w więzieniu. Jej wyrok wynosił 25, ale uciekła w związku z czym gdyby dała się złapać tym razem siedziałaby dożywocie.
- Cierpi na cudowną chorobę psychiczną zwaną psychopatią. I o ile u większości ludzi jest to niemal niezauważalna przypadłość u niej nie trzeba być geniuszem, by to stwierdzić.
- Jest ateistką.
- Pociągają ją zarówno dziewczyny jak i chłopcy. Tak już ma i tyle.
Lubi: - Ból. Jest masochistką, a to jej jej sprawdzony i skuteczny sposób jak na chwilę odciąć się od świata.
- Kocha krew i dźwięk łamanych kończyn... Co jest tak dziwne, że publicznie się do tego nie przyznaje. Tak samo jak do tego, że ubóstwia ostre przedmioty i zawsze nosi przy sobie żyletkę.
- Ma słabość do czerwieni. Uwielbia też noce, zwłaszcza te gdy świeci księżyc lub kropi deszcz, wtedy robi się nieco romantyczna, ale nie przyzna tego głośno i sama sobie stara się zaprzeczyć.
- Uważa, że niegrzeczni chłopcy są bardzo uroczy i mają u niej większe szanse niż reszta społeczeństwa.
Nie lubi: - Szczerą nienawiścią darzy ludzi w mundurach. Zarówno wojskowych jak i lekarzy czy strażaków. Po prostu nienawidzi porządku i prawa oraz tych którzy go wprowadzają.
- Z nie do końca jasnych przyczyn czuje wstręt do koloru żółtego.
- Nie lubi też zbyt jasnego światła.
- No i poczucia, że ktoś chce nią rządzić albo w jakikolwiek sposób skrzywdzić.
Historia: [LINK]
Sterujący: Apocalypse Rider
Galeria: Jako człowiek X

Ekwipunek: Nie posiada absolutnie nic... W więzieniu niczego nie pozwolili jej mieć, a w trakcie jej ucieczki też niczego ważnego się nie dorobiła. Ma zeszyt w którym zapisuje jakieś swoje złote myśli i psychiczne wierszyki.
Sakwa: 310 ZM
Umiejętności: Szybkość:  40
                        Siła:  15
                        Zwinność: 25
                        Wytrzymałość: 20
Punkty Awansu: 160 / 200
Upomnienia: 0/3

czwartek, 11 lutego 2016

Od Venoma - Historia

Od moich szczenięcych lat wiedziałem że jakoś się wyróżniam od większości wilków. Niestety nie byłem pewien czy to była prawda czy nie, do czasu gdy stałem się młodym wilkiem. Dowiedziałem się że moja orientacja seksualna się trochu rożni od orientacji przeciętnego wilka, w przeciwieństwie do wielu innych ja kochałem własną płeć. Jak się moi znajomi dowiedzieli, to praktycznie od razu zerwali ze mną kontakt. A skoro taka treść informacji łatwo się rozprzestrzenia, to nie minęła nawet doba zanim wszyscy w watasze wiedzieli. Mój ojciec był zawiedziony i kazał mi sobie znaleźć inną rodzinę. Wszystkie wilki które znałem zaczęły mnie przezywać i robili wszystko by mnie unikać. Znalazłem sobie jaskinie na skraju terenów watahy, tak bym miał spokój. Nawet osoba tak towarzyska jak ja wolała unikać świata zewnętrznego, niż widzieć jak wszyscy dookoła ciebie unikają. Kiedy nadeszła apokalipsa, to nadeszła dla mnie szansa na nowe życie. Skoro jako jedyny przeżyłem apokalipsę w mojej watasze to postanowiłem kontynuować naukę alchemii i tworzenia eliksirów. No ale ta nauka nie trwała długo, bo po jakimś czasie skończyły mi się zapasy i musiałem ich poszukać. Znając się na zieleninie przez bycie wegetarianinem, wiedziałem co jest użyteczne a co nie. Niestety nigdy nie powróciłem do dawno zamieszkiwanych przeze mnie terenów. Wyruszyłem w podroż. Aż dotarłem do miejsca w którym zamieszkiwało dużo ludzi. Bez problemu wtapiałem się w tłum, oczywiście gdy miałem formę człowieka. Raz na czarnym rynku usłyszałem jak kilka ludzi mówiło o watasze wilków, które zamieszkały w lesie nie daleko to postanowiłem to sprawdzić. Nie czekając ani chwili, zmieniłem kierunek w stronę lasu o którym ci dwaj mężczyźni wspominali. Zmieniłem się w wilka jak już wiedziałem że jestem poza zasięgiem widzenia ludzi z miasta. Następnie zacząłem biec. Byłem zbyt ucieszony by tak na prawdę patrzeć pod nogi. Dla tego nie trwało to długo zanim się wywaliłem. Wstałem z cichym jękiem, następnie otrzepałem białą sierść z ziemi. Za mną usłyszałem śmiech więc się odwróciłem i dostrzegłem sylwetkę wilka. Był on dość spory, ale nie wydawał się groźny. Lekko się uśmiechnąłem i przyglądałem mu się dokładnie.
-Co tutaj robisz?
Zapytał kiedy ominął go atak śmiechu. Jeżeli się nie mylę to potknąłem się o jego łapy, to pewnie stąd ten śmiech.
-Szukam watahy wilków, do której pewnie ty należysz.. prawda?
Wilk przytaknął i bez słowa zmienił się w człowieka, a moim oczom ukazał się mężczyzna. Było z niego ciacho. Żebym nie wyglądał na jakiegoś dziwaka, który się w niego wpatruje też się zmieniłem w człowieka.
-Wolę rozmawiać z innymi kiedy nie muszę odgarniać gałęzi głową.
Uśmiechnął się do mnie lekko. Wyglądał zabójczo, ale ogarnij się Veno!! Chcesz dołączyć do watahy, musisz to dokonać teraz. Też się lekko uśmiechnąłem żeby nie było.
-Skoro jesteś w tutejszej watasze, chciałbym dołączyć
-W takim razie witam w Watasze Wilków Apokalipsy, jestem alfą tej watahy, Zero
-Dziękuje za przyjęcie! I nazywam się Venom
Po zakończeniu rozmowy mężczyzna znów zmienił się w wilka i poszedł dalej. A ja przez chwilę myślałem co ze sobą zrobić, zanim zmieniłem się w wilka i zacząłem szukać sobie jakiejś jaskini. Bo mieszkanie w mieście teraz jako członek nowej watahy nie brzmi najlepiej. Tak oto powstała moja nowa życiowa podróż.

Fenrir

 "Zabij ich sukcesem i pochowaj z uśmiechem" 



Imię: Fenrir
Skróty: jak kto wymyśli
Głos
Płeć: Basior
Wiek: 4 lata
Charakter: Fenrir jest dosyć wycofany w kontaktach. Owszem, lubi towarzystwo ale tylko ludzi/ wilków, których dobrze zna. Nie lubi zwracać na siebie uwagi, chyba, że bardzo mu na czymś zależy. Bywa też agresywny w stosunku do natrętów i osobowości, których nie lubi. Z czasem jednak przyzwyczaja się do wszelkich nowych okoliczności
Cechy szczególne: Złote znaki na futrze świadczące o jego pochodzeniu
Status: Omega
cup of drama by FukariStanowisko: Kat
Partnerka: powiedzmy, że szuka...
Rodzina —
Przyjaciele —
Rasa: wilk śmierci
Żywioł: śmierć? xd
Moce:
-potrafi pozbawić sił witalnych niemal każdy żywy organizm (łącznie z roślinami)
-tak jakby wyczuwa kto jaką śmiercią umrze( w skrajnych wypadkach również kiedy to sie stanie)
-widzi duchy, ale to zależy od obecnego stanu psychicznego
-itp..
Inne: Pochodzi ze szlachetnej i czystokrwistej (pod względem rasy) rodziny – stąd złote symbole na futrze
Lubi
*nocne spacery
*spędzać czas na trenowaniu jako człowiek
Nie lubi:
*alkoholu
*natrętów, idiotów
*tłumów
Historia: BRAK
Sterujący: mismis001
Galeria: -

Ekwipunek: kilka sztyletów, miecz obusieczny i inne takie sprzęty
Sakwa: 100 ZM
Umiejętności
                 szybkość 20
                 siła 30
                 zwinność 25
                 wytrzymałość 20
Punkty Awansu 0/200
Upomnienia 0/3

Od Zero CD. Toxic'a

Zmieniłem się w człowieka i skuliłem się. Genialny pomysł... Już nigdy więcej nie zamierzam tego powtarzać. Zamknąłem oczy i zacisnąłem zęby starając się to wszystko przeczekać. Bolało mnie absolutnie wszystko. W końcu uznałem, że jednak nie będzie mi lepiej. Czyli nie ma też sensu zostawać na tej brudnej ziemi jeszcze dłużej. Podniosłem się z cichym jękiem i usiadłem. Zakręciło mi się w głowie, więc znowu zamknąłem oczy. Poczułem coś mokrego na skroni. Odruchowo sięgnąłem tam ręką i przyjrzałem się czerwonemu śladowi na mojej dłoni. Krew. Pewnie rozciąłem sobie skroń. Nic poważnego. Poruszyłem barkami krzywiąc się lekko kiedy chrupnęło mi w stawach. No dobrze... Siedzę na ziemi. Jest dobrze, ale do stania jeszcze mi brakuje. Chociaż w sumie dobrze mi się siedzi. Może tu zostanę... Nie mogę. Westchnąłem cicho i zgiąłem się w pół kiedy moje żebra przeszył ból. Po chwili znowu leżałem na boku na ziemi.
- Auć... - mruknąłem. Jeszcze raz spróbowałem się podnieść. Tym razem jednak starałem się ograniczyć swoje ruchy do minimum. Żadnego głębokiego oddychania czy gwałtownych ruchów. Powolutku... Wylądowałem na czterech i ostrożnie podpełznąłem do jakiegoś mebla przy ścianie. Z jego pomocą stanąłem na nogach i rozejrzałem się.
Dookoła leżało pełno połamanych desek, jakieś gruzy czy tynk ze ścian. No i gruba warstwa kurzu. A gdzie Toxic? Rozejrzałem się po raz kolejny i zauważyłem ślady na podłodze. Przygryzłem wewnętrzną stronę policzka mentalnie przygotowując się do drogi. Odepchnąłem się od mebla i powoli ruszyłem śladem towarzysza. Szedłem sztywno, zaciskając pięści. Każdy mój krok wywoływał drobne iskierki bólu, które uparcie ignorowałem.
Na ścianie wisiało brudne lustro przez którego środek biegło długie pęknięcie. Zatrzymałem się przed nim i przyjrzałem się swojemu odbiciu. Na lewym policzu prawie prostopadle do tatuażu biegła szara brudna smuga. Moje włosy zmieniły kolor na lekko siwy i wyglądały jakbym zaplątał się w pajęczynę. Cholerny kurz. Wytrzepałem z włosów tyle ile było możliwe i starłem, czy raczej, roztarłem smugę na twarzy. A potem ruszyłem dalej zaglądając do pokoi. Dopiero pod koniec korytarza znalazłem Toxica. Sterczał przy gramofonie w towarzystkie demonicznej kobiety i jej piesków.
- Bawicie się beze mnie? - spytałem opierając się o futrynę drzwi.

<Toxic?>

Od Ehrendila CD. Sorrow

Bezszelestnie wyciągnąłem kuszę i ostrożnie ją naciągnąłem. Sięgnąłem do tyłu i z podłużnej sakwy wyciągnąłem bełt. Miałem ich dużo więcej, bo cała ta sakwa przy moim pasie była nimi wypełniona, ale liczyłem, że nie spartaczę roboty. Jeden czysty strzał. Otworzyłem torbę i wygrzebałem z niej buteleczkę z czerwoną gęstą cieczą.
- Co to? - spytała Sorrow
- Olej z pewnej szczególnej rośliny. Trucizna.
Odkorkowałem buteleczkę i zanurzyłem cały grot bełtu w cieczy, a potem ostrożnie ułożyłem bełt na miejscu i zatkałem buteleczkę. Podniosłem kuszę i wycelowałem. Nacisnąłem na spust i bełt ze świstem poleciał do celu. Wbiła się dokładnie w szyję bestii, a ta nagle obudzona zerwała się na łapy. Skorpioni ogon ze świstem przeciął powietrze, po to by zatrzymać się u góry gotowy do ataku. Potwór uważnie rozejrzał się dookoła węsząc. Zamarłem czekając co będzie dalej.


<Sorrow?>

Venom

"Każdy ma prawo marzyć inaczej"



Imię: Venom
Skróty: Ven, Vena, Veno, Enom, nawet się zdarzyło samo V
Przezwisko: Flecor (oznacza 'Zatrute Serce'), Erratum ('błąd')
Płeć: Basior
Wiek: 3,5 lat
Charakter: Jest to wilk który jest tak zwanym optymistą, ale nie do końca bo nawet jemu zdarzają się czasy kiedy staję się prędzej pesymistą. Jest energiczny, przez co nie którzy myśleli że ma ADHD ale nie. Jest całkiem zdrowy tylko nie umie wysiedzieć w jednym miejscu. Zawszę na jego pysku będziesz widział uśmiech, nawet gdy jest zły lub nie ma humoru na nic. Wszystko po to by inni nie zadawali zbędnych pytań. Przez to że jest wilkiem yin-yang to jego charakter jest także podwójny. Stwierdzając można jego osobowość podzielić na dwa. Pozytywna i negatywna. Więc idąc dalej, jest to otwarta osoba. Nic nie kryje bo nie ma po co, ale nie zmienia to faktu że jest lojalny. Możesz mu zaufać, nie wyda albo opuści przyjaciela w potrzebie. Jest zawsze do pomocy. jest też ciekawski, i lubi eksperymentować. Jak ma szansę odkryć coś nowego to to robi bez wahania. Odkrywanie nowych rzeczy to dla niego zabawa. A wszystko co niebezpieczne jest dla niego przeznaczone, uwielbia niebezpieczeństwo i uczucie adrenaliny płynącej przez jego żyły. W ogóle zabawa to to, jak jest impreza lub podobne to jest jedną z pierwszych osób które tam zobaczysz. Ogólnie próbuje się trzymać z daleka od wszystkiego co negatywnie na niego wpływa, bo inaczej obejmie nim jego mroczna strona. W tedy jest nieogarniętym psychopatą, który ma zimną krew i cały czas się uśmiecha. W ogóle czasami ponoszą go emocję a w tedy lepiej pomóc mu powrócić do siebie. Jest dodatkowo bardzo mało odpowiedzialny, i jest też dziecinny. Ma też łatwo do trafienia na niezręczne sytuację, dodatkowo jest trochu niezdarny.. no może i bardzo niezdarny. Może jest to dziwne jak na dusze towarzystwa, ale też jest bardzo nieśmiałą osobą.
Cechy szczególne: Jego pupil zdarzył się być biały, nie czarny. Na tylnych łapach ma po jednym większym pazurze. Na przedniej prawej łapie ma bandaż a na ogonie i uszach ma po trzy kolczyki. No i w nosie ma jeden. Dodatkowo ma tatuaż na lewej tylnej łapie.
Status: Omega
Stanowisko: Znachor
Partner: Jak znajdzie to będzie cud
Rodzina: Zapomnijcie
Rasa: Wilk Yin-Yang
Przyjaciele:  Pewnie tak
Żywioł: Czarna Magia
Moce:
-Ogólnie magia
-Ma też możliwość posługiwania się cieniami
-Może komunikować się z ciemnymi istotami
-Zmiana w człowieka
Inne:
-Jest wilkiem homoseksualnym
-Uwielbia słodkości, jak jakieś zobaczy to nie oczekuj że coś dostaniesz
-Jest bardzo dobrym alchemikiem
-Jest uczulony na większość mięsa(nie wliczając ryb), więc jest wegetarianinem
-Wszelki ekstrawertyk
-Kiedyś potrafił dość dobrze kontrolować jego mroczną stronę, ale przez nie udany eliksir stracił ją
Lubi: Słodycze, towarzystwo, zagrożenie, kiedy nikt się go o nic nie czepia
Nie lubi: Być samym, jego przemiany, kiedy narzekają, jak jest nudno
Historia: [LINK]
Sterujący: Mini84
Galeria:

Ekwipunek: Kocie Oko (pozwala się zmienić w rysia). Rożne eliksiry i składniki, ma też rożne rośliny i inne dziwne przedmioty, jako broń ma sztylet, no a żeby to przenosić ma torbę
Sakwa: 480 ZM
Umiejętności: Szybkość: 32
                 Siła: 20
                 Zwinność: 35
                 Wytrzymałość: 33
Punkty Awansu: 110 / 200
Upomnienia: 0/3