niedziela, 21 lutego 2016

Od Leny C.D. Vestarii

Zamrugałam kilka razy więcej się nie odzywając. Niby teraz to już nie moja sprawa co zrobi ta dziewczyna, zrobiłam co miałam zrobić i skoro nie ma już bezpośredniego zagrożenia życia to może równie dobrze dalej się upierać przy swoim i iść gdziekolwiek chce, chociaż szczerze wątpię że zajdzie daleko. Westchnęłam ciężko siadając na ziemi w tym samym miejscu gdzie stałam masując palcami skroń. Jestem zdecydowanie zbyt zmęczona by się z nią kłócić, ale to nie znaczy że pozwolę jej gdziekolwiek iść.
- S-słuchaj, jeśli chcesz m-możesz iść, a-ale wiesz dobrze że to b-bez sensu i... i nigdzie d-daleko nie d-dojdziesz- wymamrotałam gapiąc się w podłogę. W odpowiedzi dostałam tylko zdenerwowane prychnięcie. Niektórzy potrafią być strasznie uparci i nie potrafią się przyznać że przyda im się pomoc. Westchnęłam po raz enty tego dnia zerkając na nieznajomą i zastanawiając się czy ryzykować i podejść do niej. W najgorszym wypadku co może się stać? Uderzy mnie? Mówiąc szczerze trochę w to wątpię. Podniosłam się i podeszłam do dziewczyny zatrzymując się kilka kroków od niej. Rzuciła mi mordercze spojrzenie zaciskając pięści. Okej, załapałam. Chce mnie posiekać na kawałki. Wyciągnęłam do niej rękę chcąc pomóc jej wstać. Przecież mnie nie pobije... Chyba.

<Vest? Sorry że krótkie>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz