poniedziałek, 22 lutego 2016

Od Toxic'a CD. Zero

Trochę się ucieszyłem że Zero w końcu powstał, ale i tak nie wyglądał najlepiej. Nie było to trudne dostrzec jego ran, a jednak tak stał opierając się o futrynę. Wiedźma spojrzała na niego poirytowana. Uśmiechnąłem się pod nosem widząc jej minę. Następnie  usłyszałem lekkie warczenie ze strony jednego z jej piesków. Widocznie dostrzegł mój uśmiech, albo po prostu mnie nie lubił. Tą wspaniałą atmosferę przerwał głos kobiety.
-To może przejdźmy do rzeczy?
Kompletnie zignorowała słowa Zera, i spojrzała na mnie. Nic nie rozumiałem, ona czegoś chciała?
-Ale o co chodzi?
Zapytałem w prost, wiedząc że to może nie być najlepszy wybór.
-Zagrałeś tym gramofonem?
-No raczej tak..
-W takim razie wezwałeś mnie, a jak mnie wezwałeś to powiedz czego chcesz, albo się staniesz pokarmem moich zwierzątek
Jej głos był pewien siebie, z lekką irytacją. Ja natomiast nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Spojrzałem na Zera a ten wpatrywał się we mnie, jak by nie wierzył że włączyłem gramofon.
-Więc?
Morgana traciła cierpliwość, a mi czas się kończył.
-No to może nam powiesz jak się ciebie pozbyć?
Zadałem pierwsze pytanie, które mi w tej chwili przyszło do głowy. Ta sekunda zdziwienia na jej twarzy była bezcenna. Jak bym mógł to bym zrobił jej fotkę. Po zdziwieniu nadeszła kolei na szalony śmiech.
-Jak mnie pokonać?
Powiedziała pomiędzy śmiechem.
-Mnie się nie da pokonać!
Znów pstryknęła palcami, a te dwa stworki się na mnie rzuciły. Jak najprędzej skoczyłem za gramofon, omijając szczęki bestii kilkoma milimetrami. Prędko odskoczyłem od następnego ataku, dostrzegając że Morgana podeszła do Zera i z nim o czymś gadała. Nie byłem pewien o czym, bo moje skupienie było wypełnione myślami jak się pozbyć tego czegoś. Kontynuowałem unikanie, do czasu gdy w końcu udało mi się wydostać mój sztylet. Stałem w rogu, a bestie stały po obu moich stronach. Gdy jedna skoczyła postanowiłem się zgiąć tak by dobiła do ściany, a żeby było jeszcze lepiej to wbiłem jej sztylet do chudego brzucha. Czarna krew spływała mi po dłoni. Następnie uniknąłem atak drugiego pieska, przy okazji przecinając brzuch jego poprzednika tak że wypłynęły mu flaki i inne wnętrzności. Dostrzegłem szafkę stojącą w pobliżu więc skoczyłem za nią, a gdy bestia znalazła się na jej szczycie, wywaliłem ją. Znajdowałem się teraz we wnętrzu mebla. Przyznam że bycie szczupłym nie jest czasami takie złe. Słyszałem i widziałem jak pazury i kły przebijały się przez drewnianą powierzchnie znajdującą się nade mną. Znów postanowiłem użyć mój sztylet. Przebiłem się przez drewno tworząc dziurę, ale niestety tylko lekko drasnąłem łapę potwora. Przez jedną z dziur mogłem dostrzec że Zera już nie było przy wejściu. Zdecydowałem się zająć tym potem. Teraz odłożyłem moją broń, i zdecydowałem się za użycie moich mocy. Moje oczy stały się żółte i świecące, a na rękach spływał kwas siarkowy. Oczywiście mi nic nie zrobił, i dbałem o to by nie uszkodzić moich ubrań, ani broni. Jedną ręką sięgnąłem po tylną łapę stwora, gdy on próbował sięgnąć po moją rękę jego pyskiem, to go złapałem. Stworzenie wydało z siebie ryk pełen bólu. Nie przestawałem mu niszczyć pysku. Ten natomiast nie chciał się za nic poddać, więc zaczął mi drapać rękę pazurami od przedniej łapy. Nie puszczałem jego mordy, w ręcz przeciwnie. Drugą ręką złapałem go za klatkę, gdzie powinno leżeć jego serce. Jak myślałem tak się stało. Nie trwało to długo nim zwierze padło. Skończyłem używać mojej mocy, bo po dłuższym czasie się to zaczyna robić męczące i mniej kontrolowane. Za pomocą sztyletu stworzyłem dziurę dość wielką by móc się wydostać ze szafy. Stojąc w pokoju z dwoma trupami, gramofonem i mną ubrudzonym czarną krwią. Skierowałem się w stronę drzwi, trupy potworków mogę potem przestudiować. Bo dziwnym trafem były żywymi istotami, a nie jakimiś cieniami czy demonami jak mi się zdawało. Stojąc w korytarzu hotelu, nie pozostało mi wiele innych opcji niż znalezienie Zera. Więc moim pierwszym podejściem było to:
-GDZIE JESTEŚ ZERO!!!!!???
Oto krzyk którego pewnie bez trudu można było usłyszeć w całej tej okolicy. A taki krzyk to coś nie często spotykane. Wiedząc że to pewnie i tak wiele nie da postanowiłem się zacząć rozglądać, przy okazji próbując pozbyć się krwi z moich ubrań, broni i twarzy.

<Zero? W końcu coś napisałam!>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz