sobota, 31 października 2015

Od Snowbird CD. Ehrendila

- Znałam już wiele osób, które składały przysięgi i je łamali. Dlaczego z tobą miałoby być inaczej?
- Już ci to mówiłem.
Zmierzyłam go wzrokiem. Może i nie miał złych intencji, ale nie zamierzam mu ufać. Za dużo razy zostałam oszukana i przez to miałam problemy.
- Mogę poznać twoje imię? - spytał
Spuściłam wzrok. Dlaczego ja jeszcze z nim rozmawiam? Dziś miał być spokojny dzień, który spędzę sama, tak jak każdy inny. Powinnam siedzieć w ciemnej jaskini, odcięta od reszty świata...
- Więc......? - nie odpuszczał
- Namida - powiedziałam.
Na razie nie ufam mu na tyle, aby zdradzać swoją prawdziwą tożsamość. Zresztą po co mu ona? I tak pewnie sobie zaraz pójdzie. Tak jak każdy. Tak jest zawsze.

<Ehrendil?>

Od Zera DO Toxic'a

Kiedy wstałem słońce stało już wysoko na niebie. Przeciągnąłem się i wolnym krokiem wyszedłem z jaskini. Postanowiłem zapolować. Oczywiście przy moich rozmiarach na jeden posiłek składały się średnio dwie sarny. W miarę szybkim krokiem ruszyłem w stronę gdzie najczęściej udawało mi się złapać sarnę. Liście pode mną szeleściły gdzieś z góry spadały na mnie kolejne. Gdzieś z lewej z drzewa na drzewo przeskoczyła wiewiórka. Nagle usłyszałem kroki kogoś innego. Zatrzymałem się rozglądając dookoła. Po chwili między drzewami zauważyłem wilka.
- Cześć Toxic - schyliłem się, żeby gałęzie nie zasłaniały mi widoku.

<Toxic?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

- Wiem, że nie masz powodów mi zaufać. Ja tobie również jeszcze nie ufam, ale nie musisz uciekać na sam mój widok - powiedziałem spokojnie - Ponadto przysięgam na Jasne Królestwo, że świadomie nie zrobię ci krzywdy.
Specjalnie użyłem najpoważniejszej przysięgi jaką może dać elf.
- Skąd mam mieć pewność, że nie złamiesz przysięgi? - spytała
- Przysięga na Jasne Królestwo to przysięga na wieki, pani. A elfy zawsze dotrzymują danego słowa. - odpowiedziałem szczerze. Nie spuszczałem z niej czujnego spojrzenia dopóki się nie odezwała.

<Snowbird?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

Spojrzałam na niego nieufnie.
- Nie jesteś wilkiem - odpowiedziałam
- Nie, nie jestem.
- Więc jak możesz należeć do watahy?
- To długa historia.
Cofnęłam się do tyłu i rozprostowałam skrzydła.
- Znów zamierzasz uciekać? Nic ci nie zrobię - powiedział
- Tego jeszcze nie wiem - odpowiedziałam cicho.

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Sorrow

Dziwny ze mnie elf. Należę do watahy wilków. A te reagują naprawdę dziwnie - uciekają, warczą, a nawet atakują... No cóż. Być może z czasem się przyzwyczają.
Dywan kolorowych liści cicho szeleścił mi pod stopami kiedy przedzierałem się przez las. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego gdzie idę, dopóki nie usłyszałem warczenia. Przystanąłem na skraju polany i rozejrzałem się. Niedaleko pod drzewem stała wadera. Nastroszyła sierść i warczała na mnie. Westchnąłem cicho i podniosłem ręce w geście kapitulacji.
- Dane mi będzie poznać twoje imię zanim mnie zaatakujesz? - spytałem

<Sorrow?>

Od Sorrow DO Ehrendila

Był środek dna ale wydawało sie ze bedzie padać, przez te pochmurne niebo kture zasłaniało slonce całkowicie. Wyszłam z jaskini i skierowałam sie w stronę polany, gdzie zazwyczaj ktoś jest. Podczas gdy tam szłam to kopałam pzednimi łapami wszystkie opadnięte liście o rożnych barwach pomiędzy czerwonym i zielonym. Wydawało sie ze to trwało wieki dotrzeć do celu. Jak juz byłam na skraju polany to zauważyłam ze ta też była pełna jesiennych liści. Lekki powiewający wiatr pozwalał liściom latać tam i spowrotem tworząc dosc głośnie szeleszczenie. Postanowiłam sie położyć pod jednym z pobliskich drzew zeby poobserwować polanę o tej porze roku.
-Tyle sie zmienia pomiędzy każdą z pór roku że możliwe jest zauważyć nawet te najmniejsze zmiany.
Myślałam na głos. Mój glos był dosc cichy, prawie ze nie słyszalny przez samą siebie. Leżałam tam i podziwiałam krajobraz tej oto dosc sporej polany. Gdzie nie gdzie było jeszcze widać zielone plamy trawy, ktura sie ujawniała pomiędzy szybujacymi liściami. Nie wiele po tym jak sie położyłam, to zobaczyłam ze krzaki na przeciwko mnie sie ruszają. Nie wyglądało to na sprawke wiatru więc skupiłam święceń uwagi na to miejsce. Chwile pózniej ujawnił sie tam człowiek, z dosc długimi włosami. Na dodatek to chyba był mężczyzna. Napięcie wstałam na równe łapy i zjeżyła mi sie sierść. Zaczęłam lekko warczeć w stronę merczyzny, będąc gotowa na walkę. Walkę kturej tak na prawde nie chciałam, bo przyszłam tylko żeby odpocząć.

<Ehrendil?>

piątek, 30 października 2015

Od Ehrendila CD. Snowbird

Owa postać odbiegła. Postanowiłem pobiec za nią. Zabrałem płaszcz i torbę i wspiąłem się na drzewo. Po gałęziach dogoniłem wilka. Jednak postanowiłem nie opuszczać kryjówki. Przynajmniej na razie. Już po chwili zorientowałem się, iż jest to wadera. Po dłuższej chwili zeskoczyłem na ziemię niedaleko niej. Pewnie znowu się wystraszy. Zdaję sobie sprawę z tego jak wyglądam.
Długi czarny płaszcz z obszernym kapturem do tego również czarna chusta zakrywająca dolną część twarzy. Proste kawałki pancerza ze smoczej skóry rozmieszczone w strategicznych miejscach... No i uzbrojenie. Miecz z elfiej stali połyskujący przy boku, cztery sztylety plus dwa serafickie ostrza. Kusza na plecach, a tuż pod nią wekiera. Tak. Z całą pewnością można się mnie było przestraszyć.
- Zaczekaj... Nie bój się mnie - odsłoniłem twarz i odrzuciłem kaptur odsłaniając spiczaste uszy - Jestem Ehrendil z Watahy Apokalipsy.

<Snowbird?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

Nieznajomy mnie zauważył. Niedobrze. Poza tym, był to człowiek. Człowiek! Nie powinno go tu być.
- Kim jesteś? - ponowił pytanie.
Położyłam po sobie uszy i skuliłam się. Przestraszyłam się. Rozejrzałam się dookoła. Nie powinno mnie tu być już od początku. Zaczęłam uciekać w głąb lasu.Nie zwracając uwagi na drogę, więc, jak to było do przewidzenia, po dość niedługim czasie zgubiłam się.
Świetnie - pomyślałam - ten dzień nie mógł być lepszy...
Nerwowo przenosiłam wzrok z jednego drzewa na drugi. Starałam się uchwycić każdy szczegół, w nadziei, że coś będzie wyglądać znajomo. I jak można się domyślić, nic nie rozpoznałam. Westchnęłam. Wolnym krokiem ruszyłam przed siebie. W końcu kiedyś będę musiałam gdzieś dojść.

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

Szukałem odpowiedniego miejsca na trening. Nie mogę sobie pozwolić na spadek formy. Mój ojciec z całą pewnością by tego nie pochwalał. Tak więc w końcu zatrzymałem się w lesie. Widziałem stąd jakąś polanę, ale nie wchodziłem na nią. Zdjąłem z ramienia swoją skórzaną torbę i odwiesiłem ją na gałąź drzewa. Tak samo potraktowałem mój płaszcz. Wykonałem kilka ćwiczeń rozciągających i wyciągnąłem miecz. Cięcie, blokada, wypad, sztych, powrót, znowu cięcie... Powtarzałem całe sekwencje i większość znanych sobie kombinacji. Nagle usłyszałem trzask pękającej gałązki. Zamarłem w bezruchu patrząc w kierunku dźwięku. Jakaś postać przyglądała mi się zza drzew.
- Kim jesteś? - spytałem

<Snowbird?>

Od Snowbird DO Ehrendila

Dziś zapowiadał się piękny dzień. Wstałam o świcie, zbudzona pierwszymi promieniami słońca. Wstałam i przeciągnęłam się. Było jeszcze wcześnie, więc postanowiłam się przejść po terenach watahy. Ostatnio zaobserwowałam, że o tej porze praktycznie żaden wilk nie wychodzi z jaskini, co działa na moją korzyść. Ja codziennie, z tego właśnie powodu, budziłam się o świcie.
Wyszłam z jaskini i rozejrzałam się dookoła. Świat zaczął budzić się do życia. Pierwsze ptaki zaczęły nucić swoje symfonie, pąki kwiatów rozwijać się, a wiatr zbudzony powoli dawał o sobie znać, nawołując, aby o nim nie zapomnieć. Ruszyłam przed siebie, myśląc nad celem mojej podróży. Może nad jakieś jezioro? Nie..... dziś będzie tam pełno wilków. Albo jakaś polana? Nie, to też nie? Góry? Nie.
Westchnęłam. Naprawdę nie ma miejsca, gdzie mogłabym spokojnie przesiedzieć cały dzień ciesząc się tylko towarzystwem samotności?
Już wiem! Może powinnam udać się do lasu. Jest tam jedno zaciszne miejsce. Trzeba zboczyć trochę z drogi. Przejście jest praktycznie niewidoczne, na moje szczęście. Sama trafiłam na nie przez przypadek.
Droga prowadziła do niewielkiej polanki, z trzech stron otoczonej lasem, a z jednej ogromną, skalną górą, z której, do niewielkiego jeziorka, wpadał malutki wodospad.
To chyba było moje ulubione miejsce.
Tak więc postanowiłam trochę poćwiczyć zaklęcia. Ostatnio to zaniedbałam. I właśnie na tym minęły mi dwie godziny. Resztę dnia spędziłam nad przy niewielkim jeziorku, przyglądając się wodospadowi. Tak. Naprawdę było tu pięknie.
I właśnie wtedy usłyszałam jakiś hałas. Ktoś tu idzie? Ale jak? Przecież.... przecież to niemożliwe. Choć nie, z moim szczęściem to jest bardzo prawdopodobne. Zmieniłam więc swoją postać na Szamankę. Miałam nadzieje, że jeżeli ów nieznajomy mnie zobaczy, stwierdzi, iż nie ma tu czego szukać i sobie pójdzie.

<Ehrendil?>

sobota, 17 października 2015

Od Petera - Historia

Co by tu opowiadać...matkę zamknięto w więzieniu i nie miałem dokąd iść.
Długo się błąkałem nie mając co ze sobą zrobić.
Pewnego dnia zdesperowany zauważyłem sporą grupkę wilków.
Podszedłem do nich i się przedstawiłem :

- Witajcie, jestem Peter...czy to jest jakaś wataha? - spytałem pewny w głosie
- Tak to Wataha Apokalipsy - oznajmił nieco ponad 3 metrowy wilk
- Czy mógłbym tu dołączyć? - spytałem lekko niepewnie
- Oczywiście, że tak - powiedział basior i lekko się uśmiechnął
- Dziękuję - kiwnąłem z uznaniem i usiadłem

Tak właśnie znalazłem swój nowy dom, zobaczymy co będzie dalej.

Peter

  

,,Nie odkładaj na jutro tego, co trzeba zniszczyć dzisiaj."


https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/01/fd/30/01fd30ee8f5f80002203dd3b9883f675.jpg

Imię: Peter
Skróty: -
Przezwisko: -
Głos
Płeć: Basior
Wiek: 4 lata, jako człowiek : 18 lat
Charakter: Peter jest dosyć odważny jak i również pewny siebie. Lubi towarzystwo,a tym bardziej kobiet. Jeśli się z kimś zwiąże jest wierny. Uwielbia ryzyko i walkę. Bardzo często miewa ,,prorocze" sny.
Cechy szczególne: -
Status: Omega
Stanowisko: Morderca
Partnerka: Szuka
Rodzina: Matka - Lynda
Przyjaciele: Na razie nikt...
Rasa: Wilk Księżyca
Żywioł: Powietrze
Moce:
- tworzy potężne huragany
- włada wiatrem
- i wszystko co związane z jego żywiołem
- zmiana w człowieka
Inne: -
Lubi: Palić,pić,dobrą zabawę.
Nie lubi: Męczących wilków,
Historia: [link]
Sterujący: MROW
Galeria:
Miecz

Ekwipunek: mały miecz
Sakwa: 150 ZM
Umiejętności: Szybkość: 30
                        Siła: 20
                        Zwinność: 10 
                       Wytrzymałość: 40
Punkty Awansu: 20 / 200
Upomnienia: 0/3

Od Ehrendila - Historia

Cóż tu mówić... Urodziłem się w Królestwie. Od siódmego roku życia potrafię posługiwać się nożem, od dziesiątego - strzelać z łuku. Ojciec mnie nie oszczędzał. Należał do Gwardii Królewskiej i dbał o to by jego syn potrafił o siebie zadbać. Matka zmarła krótko po moich 13 urodzinach. Była dobrą kobietą. Naturalnie po jej śmierci nie miał się kto mną zajmować. Ojca pochłaniały obowiązki, a ja zamieszkałem w pałacu. Można powiedzieć, że "przygarnęła" mnie Królowa. Dorastałem z jej córką. Codzienne treningi pochłaniały większość mojego czasu, a noce spędzałem na nauce. Mimo niewielkiej ilości wolnego czasu czułem się w pałacu jak intruz. To nie był mój dom. Postanowiłem odejść. Pójść w świat. Takie rzeczy się zdarzają. Oczywiście bez zawodu byłbym nikim. Więc jestem Łowcą. Poluję na potwory. Apokalipsa mnie ominęła, bo właśnie wtedy cudownym zrządzeniem losu przebywałem pod ziemią. Podziemne miasta zamieszkiwane przez podobne do mnie, lecz nieco inne elfy. Tamte, w przeciwieństwie do mnie, żyją tylko pod ziemią. Niestety, stąd też musiałem odejść. Jakkolwiek piękne były owe miasta nie potrafiłem w nich żyć. Brakowało mi wiatru i tęskniłem za słońcem. Jednak gdy wyszedłem na powierzchnię... Powiedzmy, że dużo się zmieniło w ciągu tych kilku miesięcy...

****

Naciągnąłem kaptur na głowę chowając się przed niechcianymi spojrzeniami. I deszczem. Ulewa trwała już od trzech dni zamieniając drogi w grząskie bagno. Mój czarny płaszcz, teraz ciężki od wody łopotał na wietrze. Ale ja szedłem dalej nie zwracając uwagi na błoto oblepiające moje buty. Przy pasie czułem ciężar miecza. Zabawne jak ten zimny, twardy metal dodawał mi otuchy przed tym co miało się stać. Niejako spartaczyłem robotę. Owszem zabiłem demona terroryzującego miasto. Niestety nie uratowałem pewnej dziewczynki - córki radcy miasta. A teraz mam się spotkać z tym człowiekiem. To nie będzie przyjemne spotkanie...

I miałem rację. Już po kilku minutach uciekałem konno mając za sobą pół miasta strażników. Nie mieli szansy mnie złapać, co nie zwalniało mnie od myślenia. Jedyny plus, że przestało padać. A szybki galop pomógł wysuszyć ubranie. Co prawda nie wiem czyj to koń, ale jest szybki. Odjechałem jeszcze spory kawałek od miasta zanim zatrzymałem konia. Zeskoczyłem na ziemię i przeciągnąłem się. Wyłuskałem z kieszeni kilka złotych monet - moje ostatnie oszczędności - i wsunąłem je do juki przy siodle. Jedna, druga, trzecia, czwarta, piąta... W ten sposób pozbyłem się całego złota. Odesłałem konia z powrotem w stronę miasta. Znajdzie drogę do stajni. Do zachodu słońca szedłem pieszo wzdłuż drogi. A potem oddaliłem się nieco od głównego traktu i rozpaliłem ogień. Chyba mam gdzieś tu jeszcze jakieś jagody... Przeszukałem sporą skórzaną torbę i znalazłem to czego szukałem. A potem zmorzył mnie sen.

Obudził mnie hałas. Ognisko wygasło, a na mnie kropił właśnie chłodny deszcz. Niedaleko mnie zauważyłem parę ślepi. Powoli podniosłem się z ziemi i sięgnąłem po sztylet. Wilk, bo z całą pewnością były to wilcze ślepia, zbliżył się nieco.
- Idź stąd... - syknąłem w stronę zwierzęcia
- Nie - odpowiedział mi damski głos. Przesłyszałem się? Czy ten wilk coś właśnie powiedział?
- No nie patrz na mnie jak na ósmy cud świata - prychnęła wadera
Odwróciłem wzrok. Więc dobrze... Wadera mówiła. Wziąłem głębszy oddech.
Przez resztę nocy rozmawiałem z wilkiem. Shira, bo tak nazywała się owa wadera stwierdziła, że nie zabije mnie przynajmniej na razie. Za to ja zgodziłem się dołączyć do Watahy Apokalipsy. Teraz przynajmniej mam swoją jaskinię.

Ehrendil


"Nie ma czegoś takiego jak uczciwa walka. W walce wykorzystuje się każdą przewagę i każdą sposobność, jaka się nadarza."

Imię: Ehrendil
Skróty: Nie toleruje żadnych skróceń, a wręcz są dla niego obraźliwe. Taka kultura i cóż poradzić.
Przezwisko: Łowca albo zwyczajnie Elf.
Głos
Płeć: Basior, czy bardziej trafnie - Mężczyzna.
Wiek: Jest jeszcze młody jak na elfa. Ma dopiero 246 lat. I jeszcze przez co najmniej 200 lat będzie wyglądał na 20-latka.
Charakter: Ehrendil ma problem z publicznym wyrażaniem uczuć. Wygląda to tak jakby się wstydził, ale tak nie jest. On po prostu nie potrafi się zdobyć na poufałości w towarzystwie. Jest powściągliwy i raczej większość myśli zachowuje wyłącznie dla siebie. Na co dzień jest surowy i poważny, zdaje się nawet, że bez jakiegokolwiek poczucia humoru. Na szczęście to tylko pozory, bo przy pewnej pani Elf okazuje się być dziecinny. Tylko przy owej kobiecie szczerze się śmieje i żartuje. Jest fatalnym przykładem bycia wegetarianinem z potrzeby, a nie wyboru. Mdli go na samą myśl o tym, że ktoś może zabić i zjeść zwierzę. Bierze się to stąd, że jako elf czystej krwi ma "zakodowaną" w genach miłość do wszelkich istot żywych. Zamiast polować na jelenie czy króliki woli się z nimi zaprzyjaźnić. Tak już ma, co paradoksalnie nie przeszkadza mu w wykonywanej przez niego pracy. Ehrendil dosłownie ma licencję na zabijanie, ku szczęściu wilków, ludzi i całej reszty Bogu ducha winnych istot na zabijanie potworów. Taką profesję sobie wybrał i oczyszcza świat z całego tego bałaganu jaki robią chimery, olbrzymy, mantykory i cała reszta stworzeń którymi straszy się dzieci. Lubi swoją pracę. Tak naprawdę nic innego nie robił przez całe swoje dość już długie życie. W wieku 6 lat umiał już walczyć i rzucać nożem, a od 10.roku życia przestał chybiać strzelając z łuku. Potem było już tylko lepiej. Teraz ma swoją prywatą zbrojownię w której można zaleźć znakomitą większość rodzajów broni. Elf preferuje jednak broń białą. Szczególnym uczuciem darzy błękitny sztylet na demony o pięknie brzmiącym imieniu "Nakir" i miecz typu półtorak z elfiej stali, który nie zasłynął jeszcze na tyle, by nosić imię. Trudno trafić do grona jego znajomych, jeśli nie odkupuje się od niego towarów lub ma się pecha popełnić na początku kilka nieetycznych gaf. Jest bardzo wyczulony na zachowanie innych. I mimo że sam nie świeci idealnym przykładem w każdej dziedzinie potrafi się przyzwoicie zachowywać. Ma też nieco staroświecki sposób mówienia teraz już lekko uwspółcześniony przebywaniem w towarzystwie zwykłych ludzi. Ogólnie rzecz biorąc jest po prostu inny niż reszta. Ma inną kulturę i tradycję, wyznaje inną religię i przestrzega kanonów obowiązujących w Królestwie - kraju elfów. Na pewno pozostanie wiernym jednej, jako iż jest kompletnie nieczuły na starania innych kobiet i nie pozwoli im na dużo. Elf jest pewny siebie, ale są sytuacje w których najchętniej schowałby się z pola widzenia. Nigdy nie ucieknie od walki i nie zawaha się. Jest pewny swoich umiejętności, a o broń dba z niemal pedanterią. Nie dziwne więc, że gdy widzi kogoś kto nie potrafi sobie poradzić czy też należycie zadbać o swój oręż nie potrafi się powstrzymać od uwagi na ten temat. Bywa w tym wyniosły czym nie zaskarbi sobie raczej sympatii upomnianego. W gruncie rzeczy to jednak całkiem uprzejma osoba.
Cechy szczególne: Poza tym, że wilkiem jest tylko w ostateczności, ma sięgające poniżej kolan najczęściej zaplecione w prosty warkocz połączony z charakterystyczną dla niego fryzurą siwe włosy. Innym szczegółem w wyglądzie bez wątpienia przyciągającym uwagę są jego spiczaste uszy przyozdobione kolczykami. Godny podkreślenia jest też fakt, iż Ehrendil nie rozstaje się ze swoimi ulubionymi przedmiotami w postaci kilku sztyletów, miecza, kuszy lub łuku czy innych zasilających jego zbrojownię rzeczy. Na zewnątrz praktycznie zawsze ma też lekki pancerz ze smoczej skóry i elfiej stali i nieodłączny czarny płaszcz swojej kasty. No i jest szczupłej, lecz bardzo dobrze umięśnionej (dzięki ponad 200-letniemu treningowi) budowy ciała. W wilczej wersji wyróżnia się jedynie szczupłą sylwetką.
Status: Epsilon
Stanowisko: Łowca
Partnerka: Sorrow
Rodzina: Jego ojciec jest Kapitanem Królewskiej Gwardii, ale obecnie nie wie nawet czy jego syn żyje czy nie... Matka już od dawna nie oddycha, a rodzeństwa nie posiada.
Przyjaciele: Erytrea, córka Królowej. Wychował się z nią w pałacu i jest jedyną taką osobą na świecie. Na jego sympatię trzeba zasłużyć...
Rasa: Elf
Żywioł: Natura
Moce:
- Jego głos ma moc. Kiedy nuci zwierzęta z okolicy zbierają się dookoła, trawa i drzewa nachylają się ku niemu, kwiaty rosną... Wtedy to on ma nad nimi kontrolę, ale nie nadużywa tego przywileju.
- Lepiej niż ktokolwiek inny rozumie zwierzęta, zna mowę wiatru i ziemi. Dzięki temu jest w stanie dowiadywać się naprawdę przydatnych rzeczy.
- Ma dar uzdrawiania kosztem własnej energii. Znaczy to też tyle, że usiłując uleczyć kogoś kto właściwie już umiera może sam umrzeć.
- Jest pod każdym względem fizycznie lepszy niż jakikolwiek człowiek będzie.
- Dawno temu nabył umiejętność bezszelestnego poruszania się w każdym terenie, więc nie robi mu różnicy czy skrada się przez piaski pustyni, las jesienią czy też po gałęziach drzew.
- perfekcyjnie włada przeróżnymi rodzajami broni, preferuje jednak broń białą.
Inne:
- Jest przedstawicielem jednego z nielicznych zawodów niegodnych - Łowcą Potworów. Z tego powodu nie wolno mu przebywać w mieście dłużej niż to konieczne. Ma też dostęp wyłącznie do "Księżyca Łowcy", czyli domu w którym zbierają się inni z jego kasty, żeby handlować, jeść i spędzać czas poza polowaniami.
- Jego jaskinia jest przystosowana do życia w niej w ludzkiej postaci i zawsze panuje w niej nienaganny porządek. Nawet jeśli dzięki temu, że Sorrow mieszka razem z nim ma dwa razy więcej sprzątania.
-Nikt nigdy, przenigdy i w żadnym wypadku nie ma prawa dotykać jego ukochanych "zabawek". Oczywiście jest pewna pani która jest wyjątkiem od tej reguły, chociaż dzięki jej wspaniałomyślności tego nie robi.
- Ma dość specyficzny sposób ubierania się i raczej kiepsko się czuje w koszulkach i dżinsach. Ogólnie raczej nie dopuszcza do siebie nowości (nawet do kanapy ledwo się przekonał). Żyje sobie spokojnie z dala od "nowoczesności" i jest z tego bardzo zadowolony.
- Ma dwóch przyjaciół w postaci zwierząt. Zazdrosną o niego wiewiórkę o imieniu Ezreal i jelenia - Wędrowca.
Lubi: - Nie przesadzę twierdząc, że treningi to całe jego życie. Mowa tu przecież o kimś kto bez problemu jest w stanie zrobić szpagat czy podniesie grubo ponad 100 kg. Kocha ćwiczyć i prawdopodobnie będzie to robił aż do samej śmierci.
- Jego ulubionym kolorem jest jasna zieleń. Kocha od wschody i zachody słońca, no i ma słabość do kwiatów.
- Z całą pewnością też szczególne miejsce w jego sercu zajmuje pewien pokój w którym mieści się cały jego arsenał.
- Przyjemność sprawia mu też zdobywanie wiedzy. Zna już na pamięć calutki bestiariusz.
Nie lubi: - Nieproszonych gości. Nikt nie irytuje go bardziej.
- W zasadzie nie toleruje też chamskich, ograniczonych umysłowo czy sprzedających swoją godność osób.
- Oczywiście wszelkie uszczerbki na zdrowiu odniesione w skutek mordowania potworów też nie leżą w gronie miłych dla niego rzeczy. Trudno cieszyć się z wybitego barku czy rozpłatanego uda...
- Stroni od alkoholu. Za powód podaje fakt, że ma nieprzyzwoicie słabą głowę.
Historia: [LINK]
Sterujący: Apocalypse Rider

Ekwipunek: Na stałe (pomijając tonę broni) nosi ze sobą Triskelion na łańcuszku - znak przynależności do Królestwa. Pomimo że tak naprawdę nie musi i nie powinien go już nosić, ale nie potrafi się z nim rozstać. Zawsze ma też przy sobie starą i nieskończenie pojemną magiczną torbę. W środku trzyma różne pomoce do polowania typu bełty do kuszy, trucizny, specjalne olejki, Flamma Ferax (- czyli wieczny ogień w butelce), trochę jedzenia oraz piersiówkę z winem Radhika, które jest bardzo mocne i szybko rozgrzewa. Wśród tych wszelkich przedmiotów szczególny sentyment czuje do zniszczonej, dość brzydkiej z wyglądu książki. Bestiariusza uzupełnionego jego prywatnymi notatkami.
Sakwa: 380 ZM
Umiejętności:  Szybkość: 35
                        Siła: 25
                        Zwinność: 30
                        Wytrzymałość: 30 
Punkty Awansu: 150 / 400

czwartek, 8 października 2015

Od Shiry CD. Jethro

Gdy pizza się skończyła usiadłam wygodniej w fotelu pijąc jeszcze zimne pepsi. Rozglądałam się po ludziach. Jakieś dziecko zaczęło płakać, ktoś upuścił kawałek pizzy, jeszcze inni głośno o czymś dyskutowali. Za oknem zrobiło się ciemniej, chmury całkowicie zasłoniły słońce a deszcz zaczął bębnić o parapety.
- Lubię burzę.-stwierdziłam patrząc przez okno i bawiąc się kroplami deszczu spływającymi po drugiej stronie szyby. Jeth się dołączył i zamarażał niektóre z nich. Powstawały w ten sposób całkiem ładne wzorki i szybko większość szyby była oszroniona. Zebrałam kilka większych kropli i zaczęłam jeździć nimi w tę i z powrotem powiększając jeszcze kulę wody. Za oknem jakiś facet przechodził szybko koło budynku, zatrzymał się gdy zobaczył okno przy którym siedzieliśmy. Uśmiechnęłam się do niego i zmieniłam wodę na szybie tak że wyglądała trochę jak ręka i nią pomachałam. Facet gapił się na mnie chwilę i uciekł a ja parsknęłam śmiechem.
- To jest aż smutne- powiedziałam odwracając się do Jetha
- Co? Że go wystraszyłaś?
- Nie, to jak potrafią uciekać przed taką niewinną sztuczką...- w tym momencie do pizzerii wpadła około dziewięcioletnia dziewczynka. Rozejrzała się po pomieszczeniu a gdy nas zobaczyła uśmiechnęła się i podbiegła do mnie
- Znaleźliśmy to pudełko!- zawołała dumna z siebie i podała mi mały przedmiot owinięty starą szmatą. Zerknęłam na Jetha który chyba nic nie ogarnął i uśmiechnęłam się do dziecka chowając zawiniątko w torbie.
- Dobra robota. To dla was -podałam dziewczynce kilka monet na co ta uśmiechnęła się jeszcze szerzej i wybiegła. Jeth patrzył na mnie pytająco podnosząc brew
- Nic ważnego- machnęłam ręką- idziemy gdzieś?

<Jeth? xd sry że tyle to trwało ... xd >