czwartek, 27 sierpnia 2015

Od Twelve'a CD. Zera

Czyli granie dobrego narratora nie wyszło ze względu na brak chęci współpracy drugiego narratora. Ewidentnie wracamy do samotnego trybu życia.
Twelve przytaknął na słowa basiora, po czym zaczął szukać czegoś w swojej torbie. Po kolei wyrzucał dziwne przedmioty typu latające ryby, kotwica statku, nawet tęczowy schab, który znalazł gdzieś po apokalipsie. Poszukiwał nowego pióra, gdyż to, którego używał, złamało się.
- Jak to możliwe, że nie mam żadnego pióra, ołówka ani niczego innego?! - warknął do siebie i w końcu westchnął ciężko, porzucając poszukiwania. Wstał z miękkiego, zielonego mchu. Wolnym ruchem skierował się ścieżką w głąb lasu. Zniknął w cieniach drzew.
Miał zamiar wybrać się do miasta po nowe przybory do pisania. Nie pojmował jak to jest, że ma latające ryby w torbie, a nie znalazł żadnego innego pióra. I skąd się tam te ryby wzięły?! Je też wyniósł z laboratorium? Ech... Bóg jeszcze wie co on tam skrywa.
Minęło może zaledwie dwadzieścia minut spacerku, a znalazł się na skraju lasu. Dalej prowadzi kręta ścieżka aż do miasta, jego dawnego domu. Przybrał pierwotną postać, z którą obudził się po raz pierwszy na tym świecie i zniknął pośród wysokiej trzciny.

<Zero? Wybacz, że takie beznadziejne, spieszyłam się... ;-; >

Od Alissy CD. Zera

- W sumie... Czemu nie.- Zerknęłam na Nirvanę.
-A ty idziesz?- spytałam.
-Jasne!- odparła wadera. Przez chwilę szliśmy w milczeniu. Po chwili nie wytrzymałam i odezwałam się:
-Co to właściwie było? To, co nas zaatakowało? Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam takich zwierząt...- Próbowałam sobie przypomnieć czy kiedykolwiek miałam do czynienia z tymi agresywnymi stworzeniami. Doszłam do wniosku, że chyba nie.
-To były Argale. Naprawdę ich nigdy wcześniej nie widziałaś?- odparł Zero, wyraźnie zdziwiony. Nir też wyglądała na zaskoczoną.
-No... Nie przypominam sobie.
-To masz szczęście- usłyszałam w odpowiedzi. Uświadomiłam sobie, ile jeszcze rzeczy muszę się dowiedzieć, nauczyć, przypomnieć sobie... Tak bardzo chciałabym odzyskać wspomnienia. Tylko jak się do tego zabrać? Pogrążona w myślach nawet nie zauważyłam kiedy dotarliśmy na miejsce.

< Nirvana? Zero? >

środa, 26 sierpnia 2015

Od Zera CD. Twelve'a

Wbiłem wzrok w horyzont zastanawiając się ile mogę na ten temat powiedzieć. Na pewno nie przyznam się, że mam na imię Araxsjel... Minęło już tyle czasu odkąd ktoś tak się do mnie zwracał, że nie jestem pewny czy pamiętam jak brzmi to słowo wypowiedziane na głos. No i zostaje kwestia Zera. W zasadzie znaczy to dokładnie tyle ile zostało mi z mojego normalnego życia. Ale po co mam się chwalić tym jaką sentymentalną osobą jestem? W zasadzie mogę mu powiedzieć o...
- Nie zawsze byłem taką otwartą na innych osobą. Zero idealnie opisywało moje relacje z grupą z którą podróżowałem przez jakiś czas. Myślę, że stąd się to wzięło.
Wyjaśniłem. Nie lubię mówić o sobie. Wstałem i odszedłem kawałek dalej. Może to i niekulturalne, ale położyłem się plecami do Twelve'a. Zamknąłem oczy. Muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie, bo inaczej będę wracał wspomnieniami w takie miejsca do których już więcej nie chcę zaglądać.

<Twelve? Trzy zdania. Szaleję XD >

Od Twelve'a CD. Zera

Twelve zabrał swoje kartki i dokładnie ułożył je według zaplanowanej wcześniej kolejności. Perfekcjonista jak się patrzy, uwielbiał poprawiać krzywo leżące, stojące przedmioty, a każdy drobny, nieplanowany szczegół przyprawiał go o mękę i cierpienie. Niestety był pełen nawyków, których można się nabawić obejmując stanowisko naukowca. Przestawał sypiać, jeść, a jedynym pożywieniem, jaki zażywał to resztki z polowań oraz napój zwany kawą. Stresował się w momentach popełnienia błędu teoretycznego. Popadał w izolatkę z własnej psychiki, zamykał się w sobie, liczył tylko na samotność. Doprowadzał się do granic życia i śmierci, długo tak nie pociągnie, więc jako narratorka mam zamiar mu pomóc narzucając dane czynności.
Twelve zirytowany błędnym wynikiem, odłożył kartki na bok i zerknął na liczbowego "kolegę".
- A tak właściwie dlaczego masz na imię "Zero"? - spytał unosząc brew. Być może jest jednym z ludzkich dzieci, które trafiły do tego paskudnego laboratorium, w którym Twelve otrzymał wilczą twarz?

<Zero? Jest pierwsze zdanie, sukces!>

wtorek, 25 sierpnia 2015

Od Zera CD. Nirvany

Uśmiechnąłem się i zanurzyłem w wodzie. Obserwowałem jak niewielkie czerwone strużki unoszą się ze mnie i rozpływają.
- Zero? Czy to krew? Jesteś ranny? - nie do końca usłyszałem która to powiedziała
- Nic mi nie będzie. To tylko niewielkie zadrapania - stwierdziłem.
- Na pewno?
- Taaaa...
Wyszedłem z wody i otrzepałem się. W zasadzie poszedłbym do siebie.
- Idziecie ze mną do jaskini? - spytałem ziewając.

<Alissa? Nirvana?>

Od Zera CD. Twelve'a

Potrząsnąłem łbem, żeby uwolnić się od zapisków drugiego wilka.
- Domyśliłem się - mruknąłem oddając mu notatki.
- Dzięki - mruknął w odpowiedzi
- Dobrze pamiętam, że ty jesteś Twelve? - spytałem nagle.
- Mhm... - odwrócił się żeby odejść.
Parsknąłem pod nosem. Twelve posłał mi zdziwione spojrzenie.
- Ciekawe. Bo ja jestem Zero - wyjaśniłem nie patrząc na niego.
Twelve wrócił na swoje miejsce i zajął się tym czym wcześniej. Idę o zakład że coś liczył albo planował. Najpewniej jedno i drugie. W zasadzie chciałbym zobaczyć co on tam tworzy, ale nie interesuje mnie to na tyle, żeby coś z tym zrobić. Wbiłem wzrok w dno strumienia. Zaczynało być ciepło. Nie tak ciepło jak w środku lata, ale mimo wszystko. Niby do jesieni jeszcze daleko, ale już można późnym wieczorem lub wczesnym ranem wyczuć że się zbliża. Jeszcze trochę i doczekam się mgieł i deszczu. Noce stają się coraz dłuższe i jest coraz chłodniej. Tak, powoli nadchodzi jesień. Będę czekał z niecierpliwością. Widać że się nudzę skoro zacząłem analizować pogodę i pory roku...
No ale w zasadzie co mi pozostało?

<Twelve? Nie bij za jakość. Gorączka utrudnia mi zadanie>

Od Nirvany CD. Zera

Gdy było już po wszystkim ja i Alis odetchnęłyśmy z ulgą i podziękowałyśmy Zerowi.
- No to co teraz robimy? - zapytała Alis
- Nie wiem - odpowiedziałam
- Hmm...może by tak pobiegać? - zaproponowała Alis
- Czemu by nie... - odpowiedział Zero
Biegaliśmy sobie po polanie aż Zero zaproponował berka.
To była gonitwa...biegaliśmy tak do zmęczenia...oczywiście Zero miał nadal dużo energi ale ja z Alis już nie.
Postanowiłyśmy, że dla ochłody wejdziemy jeszcze trochę do wody.
Wtedy Alis wepchnęła mnie do wody gdy już się wynurzyłam zrobiłam z nią to samo teraz kolej na Zero.

<Zero? Alis?>

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Od Jethro CD. Snowbird

Wadera chyba nie jest do mnie przekonana... No cóż, ja też pewnie bym się siebie wystraszył. Nie codziennie spotyka się gości z metalową ręką....
-Od dawna tu jesteś? – próbuję zagadać.
-N-nie...- nadal odpowiada jakbym miał ją zaraz zjeść. Nie mam pewności czy dalsze próby rozmowy mają sens, więc podchodzę do jeziora i na chwile zanurzam w nim łeb. W takie upały woda naprawde jest zbawieniem... Czuję na plecach wzrok Snowbird, aczkolwiek nie zwracam na to uwagi. Po chwili słysze jak coś bardzo cicho mówi.
-Hmm?
-A t-ty...od dawna tu jesteś? – duka głośniej niż przed chwilą. Przez chwilę zastanawiam się co właściwie jej powiedzieć, żeby przestała się mnie bać. Przecież nie jestem taki znowu straszny....W końcu mówię tylko:
-Nie. Od niedawna.
Zmieniam się spowrotem w człowieka. Nawet polubiłem swoją drugą postać. Nabrałem w ręce troche wody i przemyłem sobie twarz, po czym wstałem i skierowałem się w stronę watahy.
-Idziesz też?

<Snowbird?>

Od Shiry

Mam dziś dość wszystkich... Nie wiem czemu, to jest po prostu fakt. Gdy rano spotkałam Nir tylko na nią warknęłam, Zero unikałam jak ognia, bo wiem jakby się to mogło skończyć, Toxicowi i Alis omal się do gardeł nie rzuciłam... A nawet się do mnie nie odezwali... Coś jest dziś nie tak... Pognałam przed siebie próbując w ten sposób wyładować wściekłość, pędziłam naprawdę szybko ale niewiele to pomagało. W pewnym momencie przebiegłam nawet przez stado jakichś stworzeń na złych ziemiach, słyszałam zaskoczone piski, jęki i kwiki ale nic mnie nie goniło... A szkoda... Bo przynajmniej miałabym powód by je rozszarpać. Przede mną nagle wyrosła przepaść. "cudownie" pomyślałam i spróbowałam się jeszcze bardziej rozpędzić i skoczyłam. Zatrzymałam się z poślizgiem po drugiej stronie, spojrzałam za siebie na chwilę z uznaniem i pognałam dalej. W zasięgu wzroku były mury miasta ludzi, daleko zaszłam... Nie myślałam o tym że z każdym krokiem głośniej szumi krew, że ślady moich pazurów nad przepaścią były tak głębokie. Kocham prędkość, nienawidzę kiedy ktoś mnie zatrzymuje ale niektórzy tego nie rozumieją... Pędząc przez miasto większość jego mieszkańców przede mną uciekała, słyszałam też krzyki przerażenia. Orzed bramą którą zamierzałam opuścić to miasto dostrzagłam lśniące w słońcu ostrza pik. Zabawne, myślałam że mnie tu nie chcą. Pochyliłam głowę i spróbowałam przyśpieszyć jeszcze trochę. Próby przeskoczenia nad strażnikami byłyby samobójstwem, więc zagram z nimi w "kto pierwszy stchórzy", co więcej mam zamiar wygrać. Byłam tuż przed nimi, zgrabnie uniknęłam broni i zanim z wściekłym warkotem dopadłam gardła strażnika dostrzegłam białka jego oczu błyskające w przerażeniu. Kolejne krzyki zagłuszone przez krew szumiącą w moich żyłach. Pobiegłam dalej, chyba gdy byłam zajęta robieniem sobie przejścia któryś z kumpli mojej ofiary zadrapał mnie tym żelastwem w bok. Czuję krew kapiącą mi z pyska, ale też ściekającą powoli z mojego boku. Nie mamsię po co zatrzymywać, rozchodzi się... Po chwili znów zobaczyłam znajome miejsca watahy, pędząc minęłam kogoś siedzącego nad notatkami, ciekawe czy mu je zachlapałam? Nieważne, wparowałam na polanę ku zaskoczeniu zgromadzonych,  powiodłam po nich szaleńczym wzrokiem, ciężko dysząc. Ktoś coś mówi? Nie wiem, nic nie słychać przez ten chałas... To moja krew tak głośno szumi, czy słyszę szept tuż przy moim uchu?
<Ktoś? Opo powstało w całości dzięki mojej flustracji i furii, więc... Jest takie a nie inne>

Od Twelve'a CD. Zera

Twelve nie patrząc na kogo też wpadł, zniknął gdzieś pośród chaszczy i dalej zagłębiony w odwetach wyobraźni oraz logiki poszukiwał wypaczonego z hałasu miejsca, które spełni jego wymagania i pozwoli mu pracować nad dosyć ciężkim projektem. Ostatnio podjął się wynalezienia machiny pozwalającej latać nieuskrzydlonym. Musiał zasięgnąć do wynalazków z dalekiej przyszłości, bo jak na te czasy taka maszyna to nie lada wyczyn. Oczywiście istnieją balony, które unoszą się pod wpływem gorącego powietrza, ale Twelve'owi marzyła się konstrukcja niewielka, podręczna, będąca na wyciągnięcie ręki. Nie, nie skrzydła... A zresztą co ja, narratorka, będę się tu produkować skoro moje matematyczno-fizyczno-chemiczne pojęcie nie dosięga wiedzy Twelve'a? Jak zbuduje to zbuduje.
Po dosyć długiej tułaczce znalazł wreszcie miejsce godne odpoczynku. Usiadł pod drzewem tuż koło wody i zajął się liczeniem ignorując cały świat. Kiedy popada w wir tych swoich maszyn włącza się jakiś dziwny stan, który polega na dezaktywowaniu nerwów zbierających bodźce z otoczenia. Żyje we własnej wyobraźni zapominając o wielu realnych sprawach. Typowy introwertyk nie lubiący spędzać czasu w licznym towarzystwie, ogólnie najlepiej czuje się w gronie liczącym tylko jedną osobę, ewentualnie dwie.
Dopiero gdy do jego uszu dotarło kilka odgłosów pochodzących zapewne od oddychającej istoty, raczył zwrócić uwagę na swoje otoczenie.
Rzeczywiście ktoś tu jeszcze był, niewiarygodnej wielkości wilk, któremu z pewnością Twelve dosięgnąłby ledwo do połowy łap. Był to dosyć niecodzienny widok, bo chyba nie spotyka się takich wielkoludów co pięć minut. Ale z drugiej strony Twelve widział gorsze kreatury, którymi przeważnie stawali się jego kumple z jednej szkoły, wróć, laboratorium. Właściwie było zaledwie pięć procent szansy na sto, że nie dojdzie do żadnych mutacji kodu DNA, ale nikt już nie raczył o tym poinformować obiektów tych męczarni.
Myśląc o dziwnych przypadkach i dosyć sporym wzroście ów wilka, nie zauważył, że spod łapy uciekły mu wszystkie papierki. Większość zdążył złapać, jednak kilka jak na złość wpadło prosto na pysk wielkoluda, jakby wiedziały, że Dwanaście nie lubi rozmawiać z innymi.
- Przepraszam, to moje szkice - podszedł bliżej osobistości.

<Zero? Oddawaj! >.> Btw, sorry, że takie marne, ale nie chce mi się pisać xddd>

niedziela, 23 sierpnia 2015

Od Zera CD. Twelve'a

Popatrzyłem za wilkiem.
- Nic się nie stało - mruknąłem zastanawiając się cóż też może tu robić bladym świtem. Po raz kolejny rozciągnąłem się i ziewnąłem. Z braku lepszego zajęcia polazłem nad strumień. Tam jest takie ciche miejsce. Lubię tam być. Z daleka od problemów, na dystans od ciekawskich spojrzeń i niepewnych szeptów. Od tego całego zgiełku. Tylko ja i moje myśli. Tak, to dobre miejsce. Niespiesznym krokiem, uchylając się przed co niżej rosnącymi gałęziami ruszyłem na miejsce. Jakże ja się zdziwiłem kiedy zobaczyłem tam tego wilka. Widać nie ja jeden pożądam osamotnienia. Wyszedłem zza drzew i podszedłem do wody. W spokoju ignorując drugiego wilka napiłem się wody, odszedłem kawałek dalej i położyłem się  na trawie.

<Twelve?>

Od Twelve'a

Rozbudzony przez wnerwiające podśpiewywanie ptaszków otworzył zmęczone powieki, pozwoliwszy wpaść światłu prosto w jego krwiste oczy wypełnione jeszcze snem. Po całej skalnej półce, na której nocował walała się tona kartek z liczbami, znakami i gryzmołami rozpoznawalnymi tylko dla tego lenia zwanego przez wszystkich Twelve. Jak zwykle jutrzenka nie pozwalała mu porządnie się wyspać po całej nocy liczenia, dodawania, odejmowania, pierwiastkowania i kij wie czego jeszcze. Oczywiście mógł sobie zrobić dwunastogodzinną przerwę na sen, bo chyba noc jest od spania, nie? Ale oczywiście stwierdził, że najlepiej skrócić odpoczynek do dwóch godzin, a resztę przesiedzieć nad piórem i kartkami papieru. Zdrowie mu się zacznie łamać, o ile już się nie łamie. Właściwie to tylko odliczać jego dni do zgonu w piachu. Mało mu brakuje.
Leniwie wyciągnął się aż do granic elastyczności jego ciała i powoli zebrał latające papierki. Wsadził wszystkie swoje akcesoria naukowe do naramiennej torby, którą zgarnął uciekając z akademii. Dzięki Bogu nie trafił na żadnego naukowca, przynajmniej żyjącego. Inaczej znowu wylądowałby za kratami izolatki. Prawie nabawił się klaustrofobii i o mało nie oszalał. Mogli się nad nim zlitować i przynajmniej jakiegoś fikusa mu tam postawić, żeby nie był taki samotny. Co z tego, że zacząłby gadać z kwiatkami? Miałby kumpla pośród tych czterech, żelaznych ścian.
Martwym, sztywnym krokiem wyszedł na zewnątrz jaskini. Rozprostował ogromne skrzydła, po czym ruszył truchtem przed siebie. Miał w zamiarze znaleźć jakieś spokojne, ciche miejsce odpowiednie do pracy, bo nienawidził hałasu i zbyt głośnych rozmów. To potwornie irytujące, kiedy próbujesz się skupić na prawidłowym podaniu wyniku. A tu z lewej, prawej, dołu i góry nadają jakieś stworzenia, wilki, ludzie, ptaki i inne popaprańce. Inni nie rozumieją jak ważna dla zagorzałego matematyka jest cisza. Albo to matematycy nie rozumieją jak ważny jest kontakt głosowy dla innych.
Twelve skręcił w prawo na rozstaju dróg i zamyślony wpadł na kogoś.
- Przepraszam - mruknął lakonicznie. Nie należał do rozmownych stworzeń, więc nie ciągnęło go do wyjaśniania, że się zamyślił, nie uważał, nie zauważył i innych dupereli. Grunt, że przeprosił. Uznał, że już po problemie więc okrążył ów przeszkodę kierując się tam, gdzie łapy go poniosą.

<Ktoś ma ochotę popisać? C: >

Od Zero CD. Nirvany

- Więc co teraz? - spytałem przeciągając się. Nagle do moich uszy dotarł dziwny odgłos. Coś jakby szuranie. Zacząłem nasłuchiwać.
- Zero? - spytała Alis - Coś nie tak?
- Ciii... - syknąłem uważne obserwując krzaki.
Nagle z lasu dookoła polany wyszły Argale. Duże stado Argali, które właśnie nas otoczyło. Zakląłem.
- Na środek - warknąłem do dziewczyn. Szczerząc kły i warcząc, powoli chodziłem w kółko za każdym razem ustawiając się pomiędzy dziewczynami a podchodzącym Argalem. Za dużo ich... Nagle jeden z tych po drugiej stronie rzucił się do ataku. Przeskoczyłem nad dziewczynami i zagrodziłem mu drogę. Zderzyliśmy się. Udało mu się chwycić moją łapę i szarpnąć. Syknąłem z bólu. Poderwałem go z ziemi i odrzuciłem poza krąg jego towarzyszy. Dwa kolejne skoczyły na mnie. Jeden uczepił się grzbietu, drugi wgryzł się w moją zranioną łapę. Usłyszałem, że dziewczyny też szykują się do walki. Strząsnąłem z siebie napastnika przy okazji łapą miażdżąc tchawicę drugiego. Zawarczałem nisko.
- Jeśli zobaczycie okazję uciekajcie - rzuciłem do wader - Za dużo ich tutaj.
- Mhm - usłyszałem w odpowiedzi.
Kolejny napastnik wybił się w powietrze, ale wczepiłem zęby w jego gardło zanim zdążył mnie choćby drasnąć. Potrząsnąłem nim jak szmacianką lalką i rzuciłem o drzewo. Korzystając z faktu, że przez chwilę miałem spokój wypuściłem falę uderzeniową.
- Uciekajcie! - rzuciłem do dziewczyn obserwując oszołomionych przeciwników.
- A ty? - spytała Nir
- Ja będę z tyłu.
Skinęła głową.
- Chodź Alis - lekko trąciła towarzyszkę i odbiegły.
Zaczekałem chwilę. i sam też odbiegłem. Nie zabiegłem daleko gdy poczułem czyjeś zęby na karku i w boku. Rzuciłem się na bok i uderzyłem w drzewo. Usłyszałem trzask pękających kości i poczułem że Argal odrywa się ode mnie i spada na ziemię. Potrząsnąłem głową uwalniając się z uchwytu kolejnego. Posłałem kolejną falę uderzeniową.

<Nirvana? Alissa?>

Od Nirvany CD. Zero

- Zero...no to gdzie teraz idziemy? - zaśmiałam się gdy już oby dwie zakończyłyśmy deser.
- No nie wiem...może jeszcze się przejść kawałek...? - zapytał Zero
- Czemu nie... - odpowiedziałam po czym spojrzałam na Alissę która przytaknęła i ruszyliśmy w drogę.
Wybraliśmy się nad polankę.
Było bardzo...przyjemnie...po paru minutach Zero wstał i powiedział :
- ...

<Zero? Alissa? xd>

Od Twelve'a - Historia

Twelve naprawdę nazywał się Romeo Gabriel Baskerville, urodził się jako człowiek w dosyć zamożnej rodzinie. Ojciec chłopca jako jeden z pierwszych biznesmenów otworzył fabrykę ze słodyczami, zaś matka była skromną krawcową, która pomimo niskiego pochodzenia budziła zachwyt oraz szacunek wśród samej monarchii. Należała do niezwykle urodziwych kobiet. W ten sposób młody arystokrata miał zapewnione względy u mieszczan i szlachty, a także wypisaną przyszłość wśród pieniędzy i luksusu. Ogromna posiadłość, rodzina, młodsza siostra, rozległe tereny uprawne, ogrody, stadnina, służący, jedzenia więcej niż zdołał przełknąć, stroje z najprzedniejszych materiałów, czego chcieć więcej? Raj nad rajem i tylko idiota narzekałby na taki los.
Mógł mieć wszystko, lecz zamiast takiego ludzkiego, normalnego życia dostał nadnaturalne moce i dziwne przypadłości, które objawiły się zaledwie cztery lata po przyjściu na świat. Niespełna nacieszył się dzieciństwem, a za sprawą decyzji rodzicieli wylądował w pseudo akademii dla uzdolnionych, w rzeczywistości było to paskudne laboratorium pełne łez, śmierci oraz cierpienia. Zrozpaczony oczywiście zamieszkał w tym miejscu. Stracił swoje pierwotne imię, a uzyskał nic nie wartą godność "Twelve", która nie różniła się specjalnie od innych, gdyż wszystkie dzieci trafiające do "akademii" nazywane były po numerach. Wprawdzie niektórzy wymyślali sobie nowe imiona albo zostawały przy tych pierwszych i tak się do siebie zwracali, jednak on został przy imieniu, jakie dostał wraz z przybyciem, a z czasem przywykł do niego, podobnie jak do otoczenia. Uczynił je swoim domem na najbliższe kilkanaście lat. Na początku nie przeszkadzało mu życie tutaj, właściwie twierdził, że mu wszystko jedno i tak nie ma sensu, aby dalej trwać. Regularnie poddawał się najboleśniejszym zabiegom marząc tylko i wyłącznie o zbawiennej śmierci. Nie bał się jutra, bo wiedział, że będzie takie samo jak wczoraj czy dziś. Nie był szczęśliwy, jednak nie buntował się. Chciał tylko umrzeć, ewentualnie dalej cierpieć, bo to taka żywa śmierć.
Nic nie było w stanie sprawić, aby na nowo zaczął się śmiać jak na dziecko przystało, ale nikt z jego towarzystwa nie był radosny. Wszyscy tkwili w jednym odrętwieniu żalu. Życie ich zraniło, a nikt nie odważył się sprzeciwić naukowcom i chociaż spróbować uciec, rozpocząć nowe życie, walczyć o swoje. Byli tylko ofiarami swojej własnej słabej woli. Nie widziano nadziei. Aż nadszedł dzień przełomu dla Twelve'a. Do akademii przybyła drobna, dziewczęca istota, której nowe imię miało brzmieć "Twenty Five", jednakże sama potem zadecydowała, iż chce, aby jej godność wzbudzała pozytywne emocje, stąd się wzięło "Art". Była to osoba pełna życia, radości, energii i żadna przeszkoda nie pozwalała przezwyciężyć jej szczerego szczęścia. Od razu zaprzyjaźniła się z Twelve'm, a wkrótce dowiedzieli się, że są rodzeństwem. Chłopiec widząc jej nadzieję, odzyskał całą chęć do życia i postanowił działać. Za każdym razem próbował , uczył się nowych sztuczek, praktykował moce oraz uważnie słuchał na lekcjach wykładowców, aby wkrótce obrócić jego zdolności przeciwko nim i zabrać stąd siostrę. Stale ćwiczył nie tylko psychicznie, ale fizycznie. Wylewał siódme poty dążąc do tego jednego marzenia. Nawet udało mu się zebrać grupę rebeliantów, która składała się z czterech, również uzdolnionych magicznie młodych chłopaczków - Nice'a, Three, Sun'a oraz Birthday'a. W piątkę knuli przeciwko chlebodawcom. Wprawdzie codziennie poddawali się operacjom, jednak w ukryciu spiskowali i stawiali kolejno daty dnia, w którym wszystko miało się zmienić, tak dla większego efektu nazwali to wydarzenie "Freemium". Słowo to jest mieszanką "free" i "mium". Jak zapewne wiadomo "free" to po angielsku wolność, zaś "mium" to z łaciny "nagroda". Chcieli zdobyć tą nagrodę i wolność wraz z nią.
Lecz plany pokrzyżowała ostateczna operacja Twelv'a, która spowodowała zniekształcenie jego kodu DNA. Naukowcy robiąc kilka błędów stworzyli bestię na wzór lycana. Chłopak stał się wilkiem i ze strachu o większą liczbę mutacji zamknęli go w izolatce. Przyjaciele z Freemium sami musieli podjąć inicjatywę i jak obiecali uwolnić Art. Dla nich również natrafiła się przygoda. Nastąpiła apokalipsa wybijająca większość ludzi, eksperymenty wydostały się na zewnątrz, naukowcy umarli, a młodzież będąca obiektami całego zachodu... nie wiadomo co się z nią stało. Freemium oraz Art zaginęli. Jedyny Twelve przeżył, a wszystko dzięki szczelnym pomieszczeniom dla mutujących. Wydostał się z krat mając cztery wilcze lata. Zbiegł z placówki i zaszył się w lesie. Wędrował kilka miesięcy przymierając głodem, ale mimo wszystko przeżył. Znalazł Watahę Apokalipsy. Oczywiście został przyłączył się do niej, lecz w głębi duszy wciąż czuje się tu obcy. Planuje podróż, aby odnaleźć jego siostrę i przyjaciół, bo wierzy, że jeszcze stąpają po tym świecie żywi.

Twelve


"Nie mam zielonego pojęcia kiedy będzie koniec świata, ale kiedy już będzie to pewnie go przegapię."



Imię: Nie pytaj, bo nikt Ci nie powie. Słuchaj, a sam się dowiesz. Wiatr ma niezwykłe pojęcie o świecie, wie wszystko i niczego nie zatai, więc wycisz się i wyłap cichy szept niosący godność tego, który żył pomiędzy kratami. Twelve... Proste imię nieprawdaż? Dwanaście, łatwe do zapamiętania.
Skróty: Jego imię jest już wystarczająco krótkie. Wszelkie zdrobnienia są zbędne.
Przezwisko: Na co mu? A zresztą mów do niego jak chcesz.
Głos
Płeć: Ta przystojna, czyli basior
Wiek: Cztery wilcze lata
Charakter: Twelve to dziwne, humorzaste stworzenie, którego zachowania nie można przewidzieć, bo a to dzieli patelnią, a to zignoruje, a to rzuci kwiatkiem z parapetu, w ten sposób wiele storczyków siostrzyczki straciło życie. Lecz wbrew pozorom nie jest niezrównoważony, wręcz przeciwnie, odwrotnie, do góry nogami, jak tam chcecie. Spokojny, cichy gość jakich mało, czasem można go wziąć za martwego. Raz tak się zdarzyło, koledzy z laboratorium pomyśleli, że umarł, ponieważ położył głowę na ławce i nic nie mówił, ale nie każdy jest gadułą z niewyparzoną gębą. To typowy introwertyk, który odzywa się wtedy, kiedy ma coś ważnego do przekazania albo został zapytany, ewentualnie uznał, iż jego rozmówca jest godzien uwagi i zdecydował się otworzyć na towarzystwo drugiego człowieka, aczkolwiek ostatnia opcja wymaga czasu. Głównie ze względu na kruche zaufanie. Ciężko je zdobyć, a bardzo łatwo stracić. Może gdyby w dzieciństwie tak nie grano na jego uczuciach i nie wykorzystywano jego zbyt wielkiego, gołębiego serduszka, zachowywałby się inaczej. Jednak taki już jest, paskudny altruista. Najpierw pomyśli o innych, a dopiero potem powalczy o własny zysk, a jeśli miałby komuś zaszkodzić to nie kiwnie nawet palcem. Po prostu zrezygnuje z planów dla dobra innych. Ewentualnie przemyśli dokładnie każdy krok i ułoży staranną strategię, a potem i tak wychodzi na to, że działa na żywioł. No kompletny baran, robi co mu się żywnie podoba pomimo planu. Udaje idiotę i knoci przy okazji wszystko za co się zabierze, jednakże często są jakieś pożytki z jego lekkomyślności. Taki urok, jego głupota bywa celowo przemyślana, dziwnie to brzmi, ale tłumaczyć nie trzeba, bo czasem logika to zbędna rzecz.
Bezpośredni, szczery do bólu i bezlitosny. Nie będzie się zastanawiał ani owijał w bawełnę, tylko walnie prosto w twarz najboleśniejszą prawdą i nawet się nie zająknie. Przez te cechy niektórzy uważają go za wrednego, bezdusznego ulicznego szczura bez uczuć, ale to bujda na całego. Nie jest sadystą i nie rajcuje go pogrywanie na emocjach innych, on po prostu nie lubi kłamać. Ale jeśli będzie trzeba to tak zgrabnie ominie prawdę, że się nawet nie zorientujesz. Ba! Potrafi świetnie udawać i grać, ha! Doskonale maskuje uczucia, a to wszystko dzięki towarzystwu samych rebeliantów, którym nie pasowało życie pod kloszem, dzięki temu nabrał doświadczenia w oszukiwaniu, aby tylko uciec i osiągnąć swoje. Nosi tak zwaną "maskę obojętności" nie przepuszczającą niczego z wewnątrz. Wiecznie poważny, lecz nie myśl sobie, że to kompletny sztywniak, oczywiście umie się śmiać, problem tkwi w tym, że nie ma z czego. Jakoś specjalnie nie podobają mu się te typowe zabawy i żarty.
Nie obchodzi go zdanie ludzi o jego osobie, sam doskonale wie ile jest wart i nie potrzebuje opinii innych. I kij z pozorami. Nienawidzi, gdy ktoś patrzy tylko na pierwsze wrażenie. Sam woli najpierw poznać daną osobę, spędzić z nią trochę czasu, ewentualnie wtedy wydać własny arbitraż. A jeśli komuś zachce się obrażać kogoś po jednym, jedynym spotkaniu, to może się pożegnać z ząbkami. Najwyżej zostanie pogrzebany żywcem albo poleci na Marsa. Ostatecznie oberwie storczykiem siostry. Kiedy chodzi o takie chamstwo to Twelve nie będzie stał jak słup soli, wkroczy do akcji z piąstkami, jeśli cięta riposta nie da rady. Modlić się o tego idiotę, wpakuje się kiedyś w jakieś kłopoty i już nie wróci. Ja Wam to mówię! Konformista, mądrala i idiota w tych sprawach!
A gdyby był taki energiczny w wielu innych przypadkach to już w ogóle. Dzięki Bogu panuje nad wybuchami, inaczej nie byłby w stanie skradać się po zamkniętych terenach. On to jak wielka mucha, upierdliwy i denerwujący, wszędzie wlezie. Wykopie wszystkie wytyczne, na których mu zależy, chociaż mieliby go wsadzić do pudła i zabarykadować na pięć spustów.
Cechy szczególne: Twelve sam w sobie jest dosyć oryginalny. Oczywiście nie mówię tu o kolorystyce sierści, gdyż to bardzo pospolite czarno-białe umaszczenie. Inaczej jest ze skrzydłami, których Twelve posiada aż dwie pary. Umieszczone najniżej cechują się czarnymi piórami, zaś te wyżej białymi, które czasem wypadają tworząc ciekawy efekt przypominający nieco biały ogon unoszący się tuż za wilkiem. Kolejnym dosyć istotnym znakiem szczególnym jest aureola tuż nad jego głową, której pochodzenia niestety nie zidentyfikowano. Oraz nie można przeoczyć krwistoczerwonych oczu, ich barwa jest uważana za niezwykle tajemniczą i usłaną zagadkami. Samo spojrzenie przypomina idealnie naostrzony nóż przenikający przez każdy zakątek duszy niczym promienie Roentgena.
Status: Omega
Stanowisko: Wynalazca
Partnerka: Osiem planet, dwieście cztery kraje, osiemset dziewięć wysp, pięć oceanów, plus sześć miliardów ludzi oraz stworzeń... i jest singlem
Rodzina: Nie pamięta rodziców, oddali go i jego młodszą siostrę, Art, do laboratorium w bardzo wczesnym wieku.
Przyjaciele: Siostra Art i upierdliwa paczka kumplów z jednego laboratorium - Nice, Three, Sun oraz Birthday. Tutaj jeszcze nie zdążył znaleźć sobie sojuszników.
Rasa: Wilk Umysłu
Żywioł: Umysł, no ludzie?! Logika!
Moce:
- Umysłowy chaos, tak Twelve nazywa swoją ukochaną zdolność, która polega na wdarciu się do podświadomości przeciwnika i zamieszaniu mu w głowie. Takim prostym ruchem potrafi zamordować nie byle jakiego dryblasa.
- Inna perspektywa - jego lewa półkula mózgowa połączona z prawym okiem wykształciła intrygujący nerw odpowiadający za umiejętność "skanowania". Zniekształcona na korzyść siatkówka w oku dostrzega słabe punkty ciał żywych i martwych. Dzięki temu zawsze wie gdzie uderzyć, aby osłabić przeciwnika bądź przeszkodę. Często korzysta z tej zdolności do pomagania innym, całkiem niezły z niego lekarz.
- Teleportacja - przenoszenie, ściąganie przedmiotów i to nawet z bardzo odległych miejsc bez strat czasowych, zjawisko występujące na seansach mediumistycznych.
- Telekineza, nic dodać, nic ująć.
- Metamorfoza w człowieka, co raczej nie należy do żywiołu, to taki po prostu bonus powiązany z "mutacją".
- Czuje niezwykłe powiązanie z liczbami. Potrafi doskonale wszystko obliczyć i wypraktykować wzory, prawa, fizykę, chemię, matematykę. Poniekąd jest to przekleństwo. Czasem nieco się przegrzewa w związku z natłokiem cyfr, które widzi dosłownie w każdym calu świata. Ewidentnie nie jest to nadprzyrodzona moc, tylko przypadłość towarzysząca mu od młodzieńczych lat.
Inne:- W rzeczywistości "Twelve" to nie jest jego prawdziwe imię. Został ochrzczony "Dwanaście" przez naukowców, którzy się nim zajmowali.
- "Nie będę jeść słodyczy, nie będę jeść słodyczy, nie będę jeść słodyczy! ...O! Ciasteczko!"
- Uwielbia pić herbatę.
- Jest jak upierdliwy szczur, wszędzie wlezie, na każde drzewo, każdy płotek i słup.
- Lubi obserwować wszystko, co można obserwować.
- Jest biseksualny.
- Ma fotograficzną pamięć.
- Urodził się jako człowiek i dalej ma problemy z wilczą formą, na przykład gorzej się czuje na czterech łapach. W sumie jest kimś w rodzaju lycana, czyli inaczej zwanego wilkołaka. Tylko, że on nie reaguje na pełnię i nie jest żądnym krwi potworem. Zwykła istota ludzka z psią formą.
- Straszny z niego kurdupel. Kompletny brak siły, ale za to ma ponadprzeciętną inteligencję i nie jest znowuż taki wolny. Wręcz przeciwnie, szybkości oraz zwinności mu nie brakuje.
Lubi: Ciszę, spokój, książki, naukę, muzykę, samotność
Nie lubi: Hałasu, nietolerancji, bezpodstawnego osądzania, zbyt licznego towarzystwa
Historia: [link]
Sterujący: Angelique1234
Galeria: Jako człowiek: X X X X X
Wizualny przykład użytkowania mocy "innej perspektywy"

Ekwipunek: Liczny zbiór książek i cyrkiel, który czasem służy za śmiercionośną broń, ewentualnie miecz przypominający wyglądem tradycyjne, japońskie tachi.
Sakwa: 100 ZM
Umiejętności: Szybkość: 20
                       Siła: 10
                       Zwinność: 40
                       Wytrzymałość: 30
Punkty Awansu: 30 / 200

sobota, 22 sierpnia 2015

Od Snowbird CD. Jethra

Odwróciłam się gwałtownie na dźwięk obcego głosu. Przede mną stał wysoki człowiek o czarnych włosach. Przyjrzałam się jego lewej ręce. Była mechaniczna.
Przestraszona zaczęłam się cofać do tyłu. Dopóki nie brakło mi gruntu pod łapami i nie wpadłam do wody.
- Spokojnie. Nic ci nie zrobię - uśmiechnął się i zmienił się w wilka. - jestem Jethro.
- Ja....ja jestem Snowbird - przedstawiłam się niepewnie.

< Jethro ? >

czwartek, 20 sierpnia 2015

Od Zera CD. Alissy

Wyskoczyłem w powietrze w chwili gdy sporych rozmiarów Harrel przelatywał nad nami. Zacisnąłem szczęki na szyi zwierzęcia i razem spadliśmy na ziemię. Dobiłem Harrela.
- A taki był piękny - stwierdziła Aliss patrząc na moją ofiarę.
- Tak, ale teraz zostanie naszym deserem.Poza tym możesz sobie zabrać kilka piór.
Przez chwilę obserwowałem obie dziewczyny. Wygląda na to że się polubiły.

<Nirvana? Aliss? Wybaczcie że krótko ale nie mam weny>

Od Jethra CD. Snowbird

Odkąd dołączyłem do watahy...no cóż... Trochę się działo. Ktoś co chwilę się kłóci, Zero wybucha a Shira zmieniła się w dziecko. Ale nie mogę narzekać. Przynajmniej nie jest nudno. No i nie muszę się już szwędać po świecie....
***
Pod postacią człowieka zachciało mi się iść na spacer. Nie do końca jeszcze znając teren postanowiłem iść tuż przy lini lasu. Nic jednak ciekawego nie zauważyłem. Wchodząc odrobine w las poszukałem wzrokiem jakiegoś wysokiego drzewa. Kiedy takowe znalazłem, wspiąłem się na prawie sam szczyt wspomagając się lewą ręką. Czasem naprawde była przydatna, ułatwiała wiele rzeczy no i była dużo silniejsza niż normalna ręka. Z tego miejsca było widać wszystko w dosyć sporej odległości. Zauważyłem jezioro nad którym byłem już kilkakrotnie więc i tym razem postanowiłem właśnie tam pójść. Zmieniając się spowrotem w wilka pobiegłem przed siebie.
Kiedy wreszcie dotarłem, ktoś już tam był. Powoli podchądząc zastanawiałem się kim jest ten 'ktoś'. Nigdy wcześniej jej nie widziałem.
-Hej - powiedziałem i zmieniłem się w człowieka

<Snowbird? Xd>

wtorek, 18 sierpnia 2015

Od Snowbird DO Kogoś

Minęło już kilka dni, odkąd dołączyłam do watahy. Przez te kilka dni nikogo nie poznałam. Kto by się tego spodziewał ? Spacerując widziałam wszystkich, rozmawiali, śmiali się razem. Zaś ja trzymałam się na uboczu, w cieniu.
Udałam się na spacer po lesie. Było tu cicho i spokojnie. Słychać było tylko piękną symonię śpiewaną przez ptaki.
Idąc dalej leśną drogą natknęłam się na niewielkie jeziorko. Z racji tej, że nikogo tam nie było, postanowiłam tu chwilę zostać.

< Ktoś ? >

Od Alissy CD. Nirvany

Świetnie się bawiłam, pływając z Nirvaną i Zero. Poczułam, że naprawdę należę do tej watahy, że znalazłam dom. Potem położyliśmy się na brzegu rzeki, żeby trochę odpocząć.
-Nie wiem jak wy, ale ja bym to kiedyś chętnie powtórzyła- odezwała się wadera.
-Może powinniśmy tu przyprowadzić resztę, co wy na to?- zaproponowałam.
-Dobry pomysł! Co o tym sądzisz, Zero?- odparła Nir. Po chwili namysłu Zero stwierdził:
-Możemy, ale innym razem.- Zerknął na mnie i Nirvanę.- Wy chyba już trochę się zmęczyłyście.-
Przytaknęłam. I wtedy to zobaczyłam. Wielkie, majestatyczne zwierzę, zmierzające prosto w naszą stronę...

< Nirvana? Zero? >

Od Nirvany CD. Zero

- Dziękuję - powiedziałam po czym zabrałam się do jedzenia - a jeśli chodzi o pływanie to z chęcią - uśmiechnęłam się.
Była też Alissa bardzo fajne towarzystwo.
Gdy oby dwie zjadłyśmy ruszyliśmy w drogę razem z Zero.
Bardzo miło spędzało mi się z nim czas no i oczywiście z Alis.
Gdy byliśmy już na miejscu czym prędzej rzuciłam się do wody rozchlapując wodę dookoła.
- No dalej na co czekacie? - zaśmiałam się i dałam nura pod wodę...nagle poczułam,że ktoś wskakuje był to Zero a za nim Alisa.
- Nirvana nurkujemy razem? - zapytała Alisa
- No pewnie a ty Zero przyłączysz się? - uśmiechnęłam się
- Czemu nie... - powiedział po czym zanurkował razem z nami

<Zero?Alissa?>

Od Zera CD. Alissy

Z mojego śniadania została tylko sterta kości. Oblizałem się. Dziewczyny jeszcze jadły, więc postanowiłem poczekać. Położyłem się w cieniu pod drzewem.
- Może pójdziemy popływać? - spytałem kiedy już skończyły

<Nirvana? Alissa? Wybaczcie, że tak krótko, ale nie jestem w formie>

Od Jethra - Historia

Mieszkałem na Północy, gdzie przez większość czasu panowała zima, a lata były chłodne. Moja rodzina była szczęśliwa, pomimo faktu że w watasze byliśmy jedynie zwykłymi omegami. Miałem trójkę rodzeństwa; dwie siostry i brata. Szkoliłem się–chciałem zostać zwiadowcą. Mój żywioł miał się niedługo objawić tak jak zawsze się działo w tradycji mojej rodziny. Wszystko potoczyłoby się pięknie, ale cóż... Cała zła passa zaczęła się od mojego wypadku. Chociaż ja nie jestem pewien czy rzeczywiście można to wypadkiem nazwać. Byłem wtedy w górach, szukałem różnych roślin które mogły by się do czegoś przydać. Chodziłem w pobliżu ogromnego kanionu kiedy ktoś zepchnął mnie w jego czeluści. Spadając zachaczałem o różne wystające skały. Cud że wogóle przeżyłem. Jednak straciłem łapę. Przez długi czas leżałem bez ruchu kiedy ktoś zabrał mnie do jakiejś jaskini. Potem pamiętam jak się obudziłem i jaki zszokowany byłem patrząc na ową mechaniczną łapę. Mojego wybawcy jednak nie dane mi było poznać. Potem zorientowałem się, że już nie będe mógł być zwiadowcą, łapa robi za dużo chalasu. Ucząc się korzystać z nowej łapy zacząłem iść bardziej w strone południa. Nie miałem pojęcia gdzie byłem i dokąd szłem ale wtedy nadeszła apokalipsa. Zdołałem się przed nią uchronić ale wszystko dookoła zaczęło mutować. Nie miałem pewności co mozna było zjeść a co nie. Wtedy ujawniła się moja moc, która bardzo mi pomogla. Dzięki niej nie musiałem się martwić o wodę.
Długi czas spędzony na wędrówkach zakończył się kiedy natknąłem się na małą watahe która z chęcią mnie przyjęła. Watahę wilków które przeżyły apokalipse...

Jethro



"Wolność to największe z kłamstw"


Taking A Stand by X88B8
Imię: Jethro (czyt. Dżefro)
Skróty: –
Przezwisko: Winter
Głos
Płeć: Basior
Wiek: 3 lata
Charakter: Zazwyczaj jest spokojny i opanowany, chociaż potrafi sie wkurzyć a wtedy zdarza mu się zamrażać przedmioty w otoczeniu. Lubi dobre towarzystwo, ale lubi też od czasu do czasu posiedzieć sam. Bywa niecierpliwy. Stara sie nie pakować w żadne kłopoty ani ich nie tworzyć, no chyba że coś będzie z tego miał. Jes rozważny, ale czasem zdaża mu sie działać pochopnie. Zdarza sie też, że lubi sie schlać, ale na szczęście zdarza sie to rzadko.
Cechy szczególne: Lewa, przednia łapa zrobiona z metalu
Status: Omega
Stanowisko: Łowca
Partnerka: Shira
Rodzina: Być może nadal mieszka na Północy a może już nie żyje
Przyjaciele: Toleruje wszystkich, lubi większość xd
Rasa: Wilk lodu
Żywioł: Lód/Śnieg
Moce:
-Zamiana wody w lód i na odwrót
-Kontrolowanie śniegu, może go wywołać
-Obniżanie temperatury ciała wszystkiego co żywe
-I troche innych mniej istotnych
Inne: Stracił lewą łapę jeszcze przed apokalipsą w wyniku 'wypadku' ale zastąpioną ją zmechanizowaną łapą. W jej wnętrzu znajduje sie lodowaty kamyk.
Lubi: Zime, lody, dobre towarzystwo, cisze i spokój
Nie lubi: Gadatliwych i aroganckich wilków, ciepła
Historia: [link]
Sterujący: mismis001
Galeria:
Jako człowiek
Hipsterska wersja

Ekwipunek: Dwa sztylety- uzywa tylko jednego.
Sakwa: 210 ZM
Umiejętności: Szybkość 20
                        Siła 30 
                        Zwinność 40 
                        Wytrzymałość 10
Punkty Awansu: 0 / 200

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Od Toxica - Historia

Żyłem w bardzo zgranej watasze. Jedyne co mi sie nie podobało to to że wszyscy mi robili za złość. Tylko przez to że nie miałem żadnych mocy i rodziców. Czułem sie przez to jak ktoś kto do tej watahy nie należy... Jak ktoś kto nie powinien istnieć. Ale wszystko się zmieniło po apokalipsie. Wszyscy dręczyciele umarli wraz z reszta watahy.. Troszkę mi ich szkoda ale nie koniecznie. W mojej watasze były wielkie ślady po apokalipsie.. Wszystko zostało zmiecione z powierzchni ziemi, krutko mówiąc. Ja jakimś dziwnym cudem przeżyłem. Skoro nic tam już nie było postanowiłem wyruszyć w drogę, tak jak zawsze chciałem. Podeuzowalem kilka dni.. Czułem jak przez głód mnie brzuch boli ale nic żeby to zmienić nie robiłem. Szłem tylko w prost, aż poczułem deszcz. Znalazłem w poblirzu kałuże i nie zwracając uwagi na to że padało dziwnym sielonym czymś to sie z tej kałuży na piłem. Jak już skosztowalem tego czegoś przypomniałem sie ze nie dawno była apokalipsa.. Wiec to... To były padające toksyny. Dziwnym cudem nic mi nie było, w ręcz przeciwnie czułem sie na siłach. Popatrzyłem do kalurzy i ujrzałem swe odbicie. Widziałem tak chudego wilka któremu wyrosły zielono-neonowe plamy po ciele. Byłem bardzo zdziwiony, ale i tez postanowiłem żyć. Jak ju coś znalazłem do jedzenia zauważyłem że straciłem formę. Już nie byłem puchaty, w ręcz przeciwnie byłem szczupły.. Szczuplejszy od przeciętnego wilka. Też zauważyłem że szybciej sie najadam więc tez i mniej jadłem.
---
Rok pózniej znalazłem miejsca z jakaś roślinnością. Zaczęłem tam mieszkać i wiedziałem że w koncu kogoś znajdę. Kilka dni po tym jak znalazłem to miejsce spotkałem Shire ktura następnie mnie przeprowadziła do Zera. Moja pierwsza reakcja była dziwna. Bałem się że mi coś zrobi ale w tym samym czasie cieszyłem się że ich znalazłem.

Od Alissy CD. Zero

Polowałam w lesie, gdy nagle usłyszałam czyjeś głosy. Kiedy podeszłam bliżej, okazało się, że to Nirvana i Zero. Podeszłam do nich.
-Cześć. Widzę, że polujecie- zagadałam.
-Mhm. Chcesz też?- odparł Zero, wskazując na leżącego przed nim daer'a. Poczułam burczenie w brzuchu.
-No... miło by było coś zjeść.- Nie chciałam się przyznać, że już od kilku godzin nic nie udało mi się upolować. Basior wstał i podbiegł do stadka daer'ów stojącego niedaleko. Chwycił jednego w zęby, zanim zwierzę zdążyło się zorientować, po czym położył zdobycz przede mną.
-Proszę- mruknął.
-Dzięki.- Nic więcej nie mówiąc, zabrałam się do jedzenia.

< Zero? Nirvana? >

Od Zera CD. Nirvany

- Jasne, czemu by nie - wyciągnąłem przed siebie przednie łapy. Rozciągnąłem się i poszedłem za Nirvaną. Musiałem iść bardzo wolno, żeby iść tempem wadery.
- Nooo... Więc na co zapolujemy? - spytała po dłuższej chwili milczenia
- Pewnie na Daer'y - odpowiedziałem krótko
- Mhm...
I znowu cisza. Ja czułem się z nią dobrze, jak się czuła Nirvana - pojęcia nie mam. Tak dotarliśmy na spora polankę na której pasło się stado Daer'ów.
- Jaki mamy plan ataku?
- Przyniosę ci coś do jedzenia.
- Jak?
- Zastanów się jak szybko biegam. Te biedne sarenki nie mają szans - rzuciłem przez ramię. W jednej chwili dopadłem do stada i łapą przewróciłem trzy sarny na raz. Jedną chwyciłem zębami niemal przegryzając ją na pół, dwie kolejne zostały zmiażdżone. Przyniosłem zdobycz waderze.
- Smacznego. Jedna dla ciebie i dwie dla mnie - rzuciłem.

<Nirvana?>

Od Nirvany CD. Zero

- No witaj... - powiedziałam po czym zaczęłam pić wodę
- Co u ciebie? - pyta  z lekkim uśmiechem
- U mnie? dobrze - odwzajemniłam tym subtelnym uśmiechem
Przez chwilę piłam jeszcze wodę a następnie odeszłam...
Dzisiaj nie mam humoru ani radości z życia...no cóż...
- Hej Zero...czekaj...masz ochotę na polowanie? -

<Zero?>

Od Zera Do Kogoś

A więc mam watahę. Dobrze w końcu znaleźć dom. Otworzyłem oczy i ziewnąłem. Przeciągnąłem się i wyszedłem ze swojej jaskini. Postanowiłem iść na spacer. Wiła chłodny wiatr, słońce przebijało się przez cienką zasłonę chmur, jakieś dziwne ptaki śpiewały. Ogólnie było bardzo spokojnie. Na ślepo wybrałem kierunek i wolnym krokiem poszedłem przed siebie. Dotarłem nad jakąś rzekę. Napiłem się wody, a potem zanurzyłem w niej głowę. Wynurzyłem się rozchlapując wodę dookoła.
- Witaj - rzuciłem. Już wcześniej zorientowałem się że ktoś jest za mną.

<Ktoś?>

niedziela, 16 sierpnia 2015

Od Shiry - Historia

W mojej watasze apokalipsa była niemal nieodczuwalna, nasze tereny zawsze obfitowały w zwierzynę i były z dala od ludzkich siedlisk. Dla nas zwyczajnie jedne zwierzęta zastąpiły inne, pojawiły się nowe rasy z nowymi zdolnościami i w zasadzie żyło nam się nawet jeszcze lepiej. Wilki Zarazy nie dopuszczały do rozprzestrzeniania się wirusów, wilki wojny, chaosu i zniszczenia pilnowali granic lub urządzali sobie walki ku ogromnej radości całej reszty watahy. Byliśmy bardzo dużą i dobrze zorganizowaną rodziną. Nawet przedstawiciele różnych ras, zwykle walczących ze sobą dobrze się u nas dogadywali. Co można powiedzieć? Istny raj. Rzecz w tym, że byłam już tym rajem znudzona, a kiedy nowe rasy się pojawiły zapragnęłam zobaczyć co jeszcze się zmieniło. Moich nielicznych przyjaciół też interesowała reszta świata. Wspólnie postanowiliśmy wyruszyć we wszystkie strony świata, zobaczyć jak najwięcej i być może kiedyś po latach znów się spotkać. Alphy zaakceptowały naszą decyzję i bez przeszkód mogliśmy wyruszyć. Po kilku dniach wędrówki dotarłam do miejsc zniszczonych przez  apokalipsę. Nie spodziewałam się że to tak wygląda, spalone drzewa, toksyczne odpady, dziwne stwory. Jednak nie przerażało mnie to. Cały ten ponury krajobraz był zupełnie inny niż wszystko co do tej pory widziałam w mojej watasze. To było fascynujące. Oczywiście wszystko ma też swoje minusy... Jedzenie rozmaitego ścierwa pachnącego co najmniej niezachęcająco (dodam że w smaku było często stokrotnie gorsze niż wskazywałby na to smród). Zwiedziłam wiele ludzkich miast i wsi, spotykałam czasem nieliczne grupy. Kilku mężczyzn chciało nawet zrobić ze mnie gulasz, ale jak się okazało panicznie przeraził ich widok latających wokół mnie kamieni i kości. Spotkałam nawet małą dziewczynkę która twierdziła że jestem jej koteckiem i przyczepiła się do mnie na jakiś czas. Nie zawsze było przyjemnie, ujawnił się mój dar do pakowania w kłopoty z których czasem ledwie zdołało mi się wybrnąć. Któregoś dnia natrafiłam na coś dziwnego, ślady, wielki ślady wilka. Były one większe niż ślady niedźwiedzia. To trzeba zobaczyć! Po śladach dotarłam do sporej jaskini w której gigant spał. Gdyby udało mi się w jakiś sposób wyrwać mu jeden ząb albo chociaż kawałek pazura. Przecież nikt mi nie uwierzy że spotkałam takiego wielkiego wilka... Podkradłam się do niego i przyjrzałam...
- Czemu nie mogłeś być trupem?- spytałam bardzo cicho. Wilk poruszył się i otworzył oczy. Mimowolnie cofnęłam się. Zdążyłam już się zorientować że lepiej pozostać poza zasięgiem kłów i pazurów wszystkich nieznanych stworów. A ten tylko się przeciągnął i gapił na mnie.
- No hej... Powiedz... Potrzebne ci są wszystkie pazury?- spytałam wprost. Tak, był to całkiem spory basior ale w razie czego miałam nadzieję że jednak ja jestem szybsza, poza tym pewnie mogłabym spokojnie schować się w jakiejś wnęce czy czymś...Okazało się jednak że Zero, bo tak kazał się nazywać wcale nie ma ochoty mnie zabijać, niestety potrzebował obecnie wszystkich pazurów i kłów... I innych części ciała. Ale zgodził się żebym została w jego watasze i poczekała aż nie będą mu potrzebne.


xDDD Nie umiem wymyślać zakończeń xDDD

Od Snowbird - Historia

Urodziłam się w niewielkiej watasze. Niestety..... prawie jej nie pamiętam. Prawie nie pamiętam rodziców....
Zapamiętałam to, że byli alfami watahy. Zapamiętałam, że bardzo ich kochałam. Spędzaliśmy razem czas, gdy nadszedł koniec świata. Zaatakowała nas inna wataha. Pamiętam, że się bardzo się bałam, gdy ogromny wilk skoczył na mnie. Pamiętam również pustkę i samotność jaką poczułam po tym, jak zobaczyłam moich rodziców leżących na ziemi w kałuży krwi. Poświęcili się dla mnie. Miałam wtedy dwa miesiące. Z całej watahy tylko ja przeżyłam. W sercu noszę ból i poczucie winy. Przecież..... to przeze mnie zginęli. Gdyby nie ja, dalej by żyli. Gdybym się gdzieś schowała, nie przeszkadzała, siedziała cicho, nie musieli by mnie ratować. Nie musieliby się poświęcać. 
Nie wiem, ile leżałam przy ciałach moich rodziców, kiedy nadeszły obce wilki. Powiedzieli, że mi pomogą i mnie przygarną. 
I tak znalazłam nową watahę i nową rodzinę. Inni na moim miejscu by się ucieszyli. Przyznam, że i ja na początku się ucieszyłam. To była moja szansa na dom i choć kawałek czegoś, co zwie się rodziną. Jedak myliłam się.
Nigdy nie byłam traktowana jak prawowity członek watahy. Gdy wszyscy spali w jaskiniach, ja musiałam spać na zewnątrz. Nie ważne czy szalała burza, czy śnieżyca. Takie były zasady. Nikt nigdy ze mną nie rozmawiał. Nie potrafię powiedzieć dlaczego. Po prostu tak było. A ja się do tego dostosowałam. Oni ze mną nie rozmawiali, więc ja nic do nich nie mówiłam. Czasami się zastanawiałam czy ja potrafię cokolwiek powiedzieć. Gdy powinna zacząć się nauka magii, polowania, walki i takich tam, zakazano mi udziału w lekcjach. Nie wiem dlaczego. Wtedy myślałam, że to było konieczne, że nie bez powodu mi tego zabronili 
Myliłam się. 
Dopiero później zrozumiałam, że jest mi to potrzebne i sama, w tajemnicy, zaczęłam się uczyć. 
Na moje szczęście nikt nigdy mnie nie przyłapał na nauce. Miałabym wtedy spore problemy. 
Przestałam ufać wilkom. Chyba nie ma konkretnej przyczyny dlaczego.
Może to po tym, jak Shuu twierdząc, że chce iść po prostu na spacer oddał mnie kłusownikom. Na szczęście uciekłam. 
Albo gdy wymyślili nową zabawę. Rzucali we mnie kamieniami. 5 punktów za trafienie w brzuch, 10 punktów za ogon, 15 za łapę, 20 za szyję, a 100 punktów za głowę. Plus punkty bonusowe za odległość. Przez miesiąc codziennie się tak bawili.
Gdy miałam tego wszystkiego dość nadeszła Apokalipsa. Z znów jako jedyna z całej watahy przeżyłam. Przyznam, że trochę mnie to ucieszyło. I właśnie za to siebie znienawidziłam. Jeszcze bardziej, niż wcześniej. 
Okazało się, że zmutowałam. Moje łapy zmieniły się. Zaczęły wyglądać jak u jakiegoś smocza, czy coś w tym rodzaju. Nie potrafiłam tego określić. Moje oczy stały się całe niebieskie. Od czasu do czasu nad moją głową zaczęła się pojawiać złota aureola i nie wiem, co to ma oznaczać. Nie zasłużyłam na nią. Bo jestem potworem. Okazało się, że mam również trzy różne postacie. Mogłam się zmieniać w coś, co przypominało Wilka Ognia oraz coś podobnego do Wilka Lodu. Ale nie zyskałam żadnych mocy, które były charakterystyczne dla tych ras wilków. Pojawiła się również postać, która przypominała Wilka - Szamana. To chyba było najbardziej przydatne, ponieważ zauważyłam, że wilki wtedy rzadko do mnie podchodziły. Zaczęłam się przedstawiać wtedy jako Namida, aby w razie czego, nie zdradzać swojej prawdziwej postacie. W sumie nie wiem dlaczego. Może tak mi było łatwiej. Może tak po prostu zapominałam, kim jestem. Jakim jestem potworem. 
W ten sposób dowiedziałam się, że nie mogę być Wilkiem Ognia czy Lodu. Przez trzy lata nie widziałam jakim jestem wilkiem. Dopiero gdy przemierzałam jałowe ziemie zniszczone przez Apokalipsę dowiedziałam się, że jestem Wilkiem Księżyca. Odkryłam to dopiero podczas jednej z pełni księżyca. Wtedy moja postać się zmieniła. I mimo tego, że chciałam, nie mogłam się odmienić. Mój normalny wygląd pojawił się dopiero po wschodzie słońca. Widocznie Apokalipsa wpłynęła również i na to. 
Podróżowałam przez wiele miesięcy, zastanawiając się czy dołączyć do jakiejś watahy. Co prawda ciężko było coś znaleźć. Większość stworzeń zginęła. Wszystko się zmieniło. Niegdyś bujnie zielone lasy zniknęły. Stoją tam tylko połamane pnie drzew, lamentując. Zaś te stworzenia, które przeżyły - zmutowały, tak jak ja. Widziałam konia z sześcioma nogami, wróbla wielkości kota, a raz nawet wilka z dwiema głowami. Wszystko się zmieniło. 
I tak podróżując, pewnego dnia natknęłam się na grupkę wilków. Powiedzieli, że dopiero co utworzyli watahę i spytali czy chciałabym dołączyć. Po długim namyśle kiwnęłam głową.
Znalazłam nowy dom i zaczęłam nowe życie. Mam nadzieję, że będzie inne, lepsze, niż poprzednie.

sobota, 15 sierpnia 2015

Od Nirvany - Historia

Przed apokalipsą moje życie było normalne i w miarę udane.
Miałam rodzinę...przyjaciół ale teraz, teraz to już nie istotne.
Błąkałam się osamotniona miałam wrażenie, że już nikt poza mną nie przeżył...
Po 2 latach błąkania się jedzenia jakiś padlin nie wiadomo czy nie zatrutych... życie było ciężkie i męczące.
Pewnego dnia zauważyłam w oddali trójkę wilków.
Podbiegłam do nich z entuzjazmem, przywitałam się i okazało się, że mamy wiele wspólnego.
Przyjęli mnie do watahy a razem spędzamy teraz dosyć przyjemne chwile.
Bardzo mi się tutaj podoba i czuję, że zostanę tutaj jeszcze na wiele,wiele lat.

Snowbird


Lotus- auction [Closed]+extra headshot added by ZerkWolf"Dobrze widzi się tylko sercem. To, co ważne jest niewidoczne dla oczu"


Imię: Snowbird
Skróty: Snow
Przezwisko: Ice
Płeć: Wadera
Wiek: 3 lata
Charakter: Snowbird jest zamknięta w sobie. Zawsze unika towarzystwa i prawie z nikim nie rozmawia. Jeżeli już - to z konieczności. Wszystkie swoje uczucia trzyma dla siebie, pod maską obojętności. Przynajmniej tak myśli, choć zazwyczaj jej uczucia zdradzają oczy. Nigdy nie była dobra w chowaniu swoich myśli i uczuć. Nie lubi nachalnych wilków, które w nadmiarze zadają jej pytania. Jeżeli Snowbird nie chce ci czegoś powiedzieć, to nie powie. Jest skryta i nie ufa nikomu. Nie licz więc, że od razu się przed tobą otworzy. Uwielbia ciche i samotne miejsca, ponieważ tylko tam może spokojnie pobyć bez innych Wtedy wracają bolesne wspomnienia, ale to właśnie one przypominają jej, dlaczego jest samotna i dlaczego nikomu ma nie ufać. Choć w głębi serca czuję potrzebę bliskości drugiej osoby, jednak nigdy się do tego nie przyzna. Bardzo często zmienia swoją postać w szamankę. Przedstawia się wtedy jako Namida. Wtedy rzadko kto jej przeszkadza.
Evilina. Anticipation. by Helga-HelleborusCechy szczególne: trzy złote pierścienie na ogonie. A jeżeli się przyjrzysz, czasami możesz dostrzec złotą aureolę nad jej głową. Jednak nie wie ona, skąd się wzięła
Status: Omega
Stanowisko: Arcymag
Partner: szuka, ale wątpi czy kiedykolwiek kogoś znajdzie.
Rodzina: prawdziwa rodzina zginęła, ratując ją, gdy miała dwa miesiące. O przybranych rodzicach woli nie mówić
Przyjaciele: na razie nie ma i prawdopodobnie nigdy nie będzie miała
Rasa: Wilk Księżyca
Żywioł: Magia
Moce: przepowiadanie przyszłości, może innym zabrać moce i sama ich używać ( może je też oddać ), rozmowa z duchami, przesuwanie przedmiotów myślami, teleportacja
Inne: Ma trzy postacie, w które może się zmienić. Wilka Ognia, Wilka Lodu i Szamankę. Tej ostatniej przemiany używa najczęściej, aby uciec od innych.
Lubi: Samotność, śpiew.
Nie lubi: Kłamstwa, fałszywych i namolnych wilków.
Historia: [LINK]
Sterujący: Pieseczek1998
Galeria:

Ekwipunek: Amulet Magii
Sakwa: 210 ZM
Umiejętności: Szybkość:20
                        Siła: 35
                        Zwinność: 20
                        Wytrzymałość: 25
Punkty Awansu: 190/ 200
Upomnienia: 1/3

Od Zero - Historia

Urodziłem się w małej watasze. Rodzice byli Gammami, a ja miałem przejąć ich obowiązki. Nie było tego dużo. Jako jedynak miałem szczęśliwe dzieciństwo i nigdy niczego mi nie brakowało. A potem poznałem ją... Miksę. Wiedziałem, że ona jest tą jedyną. Gdy dorośliśmy zostaliśmy parą. Kochałem ją tak bardzo jak kochałem trójkę naszych dzieci: Avro, Sean'a i Lao. Jakże byłem wtedy szczęśliwy. Miałem dom, rodzinę, pozycję, moje złe oblicze co prawda regularnie psuło mi nastrój, ale to też byłem w stanie przeboleć...

 Do czasu apokalipsy. Naszą watahę dosłownie zmiotło z powierzchni ziemi. Zginęli wszyscy.Wszyscy poza mną. Mogę powiedzieć, że zmutowałem w Wilka Zniszczenia. Wraz z nowymi możliwościami zyskałem też swój obecny wzrost. Naturalnej wielkości wilki sięgają mi do połowy łap. Na tym nie koniec zmian. Niegdyś obfite w roślinność i zwierzynę tereny mojej watahy stały się jałową pustynią. Z popiołów wygrzebałem medalion Miksy. Jedyną rzecz która ocalała. To moja jedyna namacalna pamiątka po niej. Zrozpaczony wyruszyłem w nieznane.Nie było już niczego co trzymałoby mnie w tym miejscu.

Dwa lata minęły od katastrofy, a ja nadal nie potrafiłem sobie poradzić z tym co straciłem. Moje nowe umiejętności może i ratowały mi życie, ale też bardzo je utrudniały. Pewnego dnia znalazłem jaskinię dość dużą by móc w niej odpocząć. Przerwała mi jednak pewna wadera. Koniecznie chciała dostać pazur takiego dziwactwa jak ja. Nazywała się Shira. Udało mi się jednak namówić ją do tego, żeby została ze mną w nowej watasze. Watasze Apokalipsy.

Kolejnym wilkiem który do nas dołączył był Toxic. Shira trafiła na niego i przyprowadziła go do mnie. Spodziewałem się jego reakcji na mój widok, ale i tak mieszanka zaciekawienia i niepokoju na jego pysku wywołała u mnie ukłucie bólu. No ale cóż ja poradzę... Muszę się przyzwyczaić. Z tego co zdążyłem zobaczyć wydaje mi się, że Toxic może stwarzać problemy. Strasznie ciężko jest mu przyjąć fakt, że od teraz ktoś jest nad nim w hierarchii...

Następna dołączyła Nirvana. Dotarła do nas na skraju Złych Ziemi. I co ciekawsze zdawała się zupełnie nieporuszona naszym widokiem. Widać są gdzieś na świecie takie widoki, że przy nich gigantyczny wilk wygląda normalnie. Cieszyliśmy się, bo coraz więcej wilków wchodziło w skład naszej małej rodziny. Wtedy też postanowiliśmy ustanowić Radę Najwyższą ze mną na czele pełniącym zaszczytną funkcję Alphy. Mimo wszystko jakoś nie czuję się lepszy. Rada Najwyższa i Alpha powinny być sobie równe.

Ostatnią Członkinią Rady była Alissa. Wadera bez wspomnień której postanowiliśmy dać szansę. Myślę, że spodoba jej się u nas. Wydaje się być miłą waderą i jeśli tylko poprosi pomogę jej odzyskać wspomnienia.

Tak narodziła się Wataha Apokalipsy. A co do dalszej części historii - nawet ja jej jeszcze nie znam. Czas pokaże co przyniesie nam los. Jestem jednak pewny, że Wataha przetrwa. Musi przetrwać...

Toxic

"Nie bierz życia na serio, bo i tak nie wyjdziesz z niego żywy!"



Imię: Toxic
Skróty: -
Przezwisko: Britney, Romeo (tylko Zero ma pozwolenie do użytku)
Płeć: Basior
Wiek: 4 lata
Charakter: Jest dość zażarty i nie łatwo jest się z nim dogadać. Wszystko robi po swojemu i tylko czasami się słucha zasad Alf, często też się sprzeciwia Alfie. Zazwyczaj lubi być w towarzystwie nie ważnie jakim, ale czasami woli być sam. Momentami może też być poważny. W jego słowniku słowo szacunek nie istnieje, krotko mówiąc.. nie szanuje nikogo. Jest bardzo kreatywny i zawsze znajdzie jakieś rozwiązanie. Przez to że przed Apokalipsą nie miał żadnego żywiołu to miał i ma bardzo wyczulone zmysły, a gdy dostał wilkiem toksyn to miał małe problemy z nauką używania jego mocy. Na szczęście szybko się uczy i zazwyczaj dopracowuje swe umiejętności. Jeżeli trzeba to potrafi kogoś zabić w biały dzień, i przy tym zachować zimną krew. Jest też troszku zboczony, ale próbuje tego nie ujawniać za bardzo. Kiedy trzeba to pomoże znajomemu w potrzebie. Ma dziwne poczucie humoru, a jak się czuje wesoło to trudno mu ten nastrój zniszczyć. Często robi innym na złość.
Cechy szczególne: Ma zielono-neonowe cętko-kropki na grzbiecie, trochę na łapach i na pysku, Jego język i oczy są niebieskie, ale oczy się świecą
Status: Członek Rady Najwyższej
Stanowisko:Członek Rady Najwyższej / Morderca
Partner: Może ktoś tam jest..
Rodzina: Nigdy nie znał
Przyjaciele: Zero, Nirvana, Alissa
Rasa: Wilk Toksyn
Żywioł: Kiedyś żaden, teraz toksyny
Moce:
-Związane z rasą
-Jest odporny na wszelkie choroby i toksyny
-Potrafi też leczyć inne wilki, ale tylko trochę jeżeli ma wyleczyć kilku na raz
-Ma możliwość zmiany w człowieka
Wciąż je dopracowuje i odnajduje nowe
Inne:
-Był pierwszym wilkiem toksyn
-Nigdy nie znał swojej rodziny bo go odrzucono po porodzie przez to że nie miał żadnych mocy, następnie przyjęła go inna wataha
-Jego prawdziwym imieniem nie było Toxic, ale je zmienił po zdobyciu jego żywiołu
- Jest biseksualny
- Jest chudszy od przeciętnego wilka
-Ma towarzysza węża o imieniu Abaddon. Jego oczy są czerwono-fioletowe, a ciało jest zielone z czarnymi kropko-cętkami
-Większość czasu spędza w formie człowieka
-Jako człowiek uwielbia używać soczewki różnokolorowe
-Jeżeli go zobaczysz w krawacie to dokonasz czynu niemożliwego
Historia: [LINK]
Lubi: Oglądać gwiazdy, noc, przeżywać ciekawe rzeczy, zwiedzać dziwne miejsca i odkrywać nowe rzeczy, szkicować
Nie lubi: Małych rozdartych szczeniąt, strasznego chaosu/zamieszania
Sterujący: Mini84
Galeria: X, X, X, X, X

Ekwipunek: Notatnik, przedmioty do pisania i torba
Sakwa: 340 ZM
Umiejętności: Szybkość: 75
                       Siła: 40
                       Zwinność: 35
                       Wytrzymałość: 50
Punkty Awansu: max.
Upomnienia: 0/3

Alissa



"Jeśli życie jest zbyt proste, to zrobiłeś coś źle”



Imię: Alissa
Przezwisko: Alis, Ali, Lissa ( dwóch ostatnich prawie nikomu nie pozwala używać)
Głos
Płeć: Wadera
Wiek: prawdopodobnie około 3
Charakter: Alis jest uparta. Zawsze dąży do celu i nie obchodzą ją konsekwencje. Straciła wszystkie wspomnienia z wyjątkiem tego, jak się nazywa. Pragnie je odzyskać. Praktycznie na nowo uczy się życia, dlatego często zachowuje się wręcz dziecinnie. Co wcale nie oznacza, że kompletnie o niczym nie ma pojęcia. Przeciwnie, jest bystra i inteligentna. Ma dobre serce, jest wrażliwa na krzywdę innych. Żyje we własnym świecie. Strasznie gadatliwa, wszędzie jej pełno. Lubi być w centrum zainteresowania, choć nie zawsze. Z powodu niskiego wzrostu szybciej ją usłyszysz niż zobaczysz. Jest ciekawa świata i uwielbia patrzeć na niebo nocą. Niepoprawna romantyczka. Na ogół przyjacielska i miła, ale gdy ma zły humor lub coś ją rozzłości, lepiej uciekać.
Cechy szczególne: Alis jest dużo mniejsza niż zwyczajny wilk.
Status: Członek Rady Najwyższej
Stanowisko: Członek Rady Najwyższej / Biały mag
Partner: Szuka
Rodzina: Nieznana
Przyjaciele: Zero, Nirvana, Toxic
Rasa: Wilk Wszechświata
Żywioł: Biała Magia
Moce:
- związane z żywiołem
- zamiana w człowieka
Inne:
- Jak przystało na wilka wszechświata, zna na pamięć całą mapę nieba.
- Uwielbia patrzeć na gwiazdy.
Lubi: Polować w nocy, dobre mięso, zamieniać się w człowieka
Nie lubi: Kłamstwa, idiotów, powtarzania jej, że ma być cicho
Historia: [LINK]
Sterujący: sMiLe
Galeria: 


Ekwipunek: wisiorek w kształcie księżyca
Sakwa: 210 ZM
Umiejętności: Szybkość: 30
                        Siła:10 
                        Zwinność:40 
                        Wytrzymałość:20
Punkty Awansu: max.

Nirvana

"Umiesz liczyć? licz na siebie"

Imię: Nirvana
Skróty: Nira, Vana, Nir i co tam jeszcze wymyślicie.
Przezwisko: -
Głos:
Płeć: Wadera
Wiek: Ukończyła niedawno pięć wiosen (ok. 20 lat)
Charakter: Nivana to piękna młoda i inteligentna kobieta. Brzydzi się formą ,,rozrywki" jaką dla niektórych jest zabijanie. Ma zmienny ale intrygujący charakter. Uwielbia dobrą zabawę ze znajomymi. Nie specjalną przyjemność sprawia jej picie ale od czasu do czasu nie zaszkodzi, prawda? Jest uosobieniem dobroci i miłości co wcale nie znaczy, że da sobie wejść na głowę. Potrafi być chłodna i poważna jeśli chodzi o stosunki z osobami postronnymi, które ją irytują. Jest dobrze wychowaną dziewczyną. Jest bardzo odpowiedzialna i dojrzała. Można powiedzieć, że wręcz grzeszy urodą i walorami fizycznymi.
Cechy szczególne: Niebieskie wzory na futrze, które utrudniają jej polowanie. Podobno zostały jej nadane w dzieciństwie przez pewną boginię. Ma w jednym uchu nadgryzienie, które niestety otrzymała niegdyś w ,,prezencie" od pewnej wadery. Jej kolczyki w uszach? Była nastolatką i chciała ozdobić swoje ciało piercing'iem. Dwa kolczyki w jednym uchu i jeden w wardze.
Status: Alfa
Stanowisko: Alfa / Wyrocznia
Partner: Najcudowniejszy chłopak na świecie Zero.
Rodzina: Matka - Reia, Ojciec - Teito (martwy).
http://66.media.tumblr.com/5a61943a3c782f5c83147d277e7a6828/tumblr_nrxwu49PxI1uqknwro1_500.pngPrzyjaciele: Toxic, Alissa
Rasa: Wilk Mroku
Żywioł: Czasu
Moce:
- Cofa się w czasie
- Posiada umiejętność podróży w przyszłość
- Potrafi zatrzymać czas
- Przemiana w człowieka
- Od niedawna przemiana w wilkołaczą, dość dużą kreaturę
- Kilka innych drobnych niespodzianek
- Dosłownie wszystko związane z czasem
Inne: Nir ma za sobą dość przykrą przeszłość, związaną z jej ojcem, który nie zginął w apokalipsie lecz na jej oczach gdy była jeszcze małą dziewczynką.
Lubi: Oglądanie gwiazd pod osłoną nocy, polowanie, spędzanie czasu z przyjaciółmi.
Nie lubi: Przeklinania, sarkazmu, dziecinności,
Historia: [LINK]
Sterujący: MROW
Galeria: X X X
             
Ekwipunek: -
Sakwa: 350 ZM
Umiejętności: Szybkość: 100
                       Siła: 24
                       Zwinność: 50
                       Wytrzymałość: 26
Punkty Awansu: max.
Upomnienia: 0/3

Shira


 "In the End. As you fade into the night. Who will tell the story of your life?And who will remember your last goodbye? 'Cause it's the end I'm not afraid to die."


Imię: Shira
Skróty: Shi, Shirka (nie radzę używać tego drugiego....)
Głos
Płeć: Wadera
Wiek: 4 lata
Charakter: bystra, przebiegła, uparta, ma dość dziwne poczucie humoru, nie jest szczególnie przyjacielska i otwarta, ale może być naprawdę dobrą przyjaciółką, w stosunku do obcych jest mocno nieśmiała, ale poza tym niewiele rzeczy może ją wystraszyć,jest uczciwa i nigdy nie zapomina jeśli ktoś coś dla niej zrobił, to tyczy się zarówno tych dobrych jak i złych rzeczy. Czasem mówi i działa bardzo impulsywnie i bez zastanowienia.
Cechy szczególne: dużo bransoletek, dziwna blizna na lewej, tylnej łapie...
Status: Członek Rady Najwyższej
Stanowisko: Członek rady/ Skrytobójca
Partner: Jethro
Rodzina: daleeeeko
Przyjaciele: Zero, Toxic, Alissa
Rasa:Wilk duszy
Żywioł: magia
Moce:
 - wykrywa różnego rodzaju magię (eliksiry, zaklęcia itp)
- przyzywa duchy
- manipulacja energią (przekierowuje niektóre zaklęcia)
- telekineza
- chwyta duchy i zmusza do posłuszeństwa
- zmienia się w człowieka
- jeszcze parę niespodzianek
Inne:nikomu nigdy nie chciała powiedzieć skąd się wzięła jej blizna, która ma dość dziwne właściwości, świeci gdy w pobliżu jest magia i inne "paranormalne" zjawiska, czasem wywołuje nagły, potworny ból.
Lubi:  pływać, skakać z wyjątkowo dużych wysokości (uwielbia być wysoko), poznawać świat, przebywać w dość dziwnych miejscach ( np. Złe Ziemie, Jaskinia Skazańców), fascynują ją nowe rzeczy, uwielbia pakować się w niebezpieczeństwa. Bardzo często dla samego kaprysu sprzeciwia się konkretnym poleceniom.
Nie lubi: Ognia unika jak... ognia, nie chce powiedzieć czemu, zaglądanie do cudzego umysłu napawa ją wstrętem, w tłumie czuje się niezręcznie i zawsze próbuje się z niego wymknąć, nie lubi zbyt wiele się martwić, jak ktoś próbuje ukryć przed nią prawdę, histeryzujących i zbyt nachalnych wilków
Historia: [link]
Sterujący: Firepos
Galeria: X X
Jako człowiek

Ekwipunek: stara skórzana torba i kilka butelek i flakonów z różnego rodzaju zawartością
Sakwa: 140 ZM
Umiejętności: Szybkość: 60
                       Siła: 35
                       Zwinność: 57
                       Wytrzymałość: 53
Punkty Awansu: max.
Upomnienia: 0/3

Araxsjel "Zero"

"Czasem ciemność mieszka w nas i czasem wygrywa"

Imię: Araxsjel, ale nikt nie może tak mówić. Nikt poza Toxic'iem, Alissą i Nirvaną o tym nie wie, a nawet oni wiedzą, żeby się tak do niego nie zwracać.
Skróty: Arax... Chociaż już dawno wszyscy o tym zapomnieli, ku radości Zero.
Przezwisko: Zero, Zeruś, Blackfire, Juliet - Toxic rości sobie wyłączność do tego tytułu.
Płeć: Basior, widać przecież.
Wiek: 6 lat
Charakter: Zero, Zero, Zero... Co by tu o nim? Może zacznijmy od wyjaśnienia skąd się wzięło to szlachetne miano. W sumie nawet on sam do końca nie wie. Od początku tłumaczy to sobie tak: Skoro po Apokalipsie zaczął życie od zera, a ze starego życia zostało mu dokładnie tyle samo, plus dodał do tego ilość swoich znajomych w tamtym czasie. Wyszło mu piękne, eleganckie i całkiem przyzwoicie brzmiące Zero. I tak mu już zostało. Blackfire jest osobą średnio skomplikowaną. Nie ma czasu, ani ochoty na knucie intryg. Powie ci co myśli i raczej będzie oczekiwał od ciebie tego samego. No bo po co marnować czas, słowa i energię na niepotrzebne kombinowanie? Właśnie. Tym bardziej nie ma to sensu, kiedy zarządza się watahą. I tutaj Zero stara się jak najlepiej wykazać. Ma czas dla każdego, z każdym pogada, posłucha o problemach, czasami doradzi, rozwiąże jakiś problem. Raczej nie zaniedbuje obowiązków, których, prawdę powiedziawszy nie ma zbyt dużo. Pomijając fakt, że nigdy nie zależało mu na władzy i jakoś niespecjalnie stara się o prawo do samodzielnego "władania " swoją watahą zdarza mu się dominować w towarzystwie. Głównie dlatego, że jeszcze nie znalazł się taki, który chociaż zasugerował mu małą przepychankę o bycie Alphą watahy, a tak przecież też mogłoby się zdarzyć. Póki co wzrostem i posturą zdecydowanie odstrasza ewentualnych śmiałków. Niestety średnio lubi rozmawiać z kimś przy okazji albo non stop się schylając albo odgarniając sprzed twarzy (czy raczej pyska) gałęzie, więc na ogół rozmawia tylko pod postacią człowieka. Jest wtedy milej i wygodniej, a Zeruś robi wszystko żeby żyło mu się dobrze. Czasami bywa arogancki czy trochę chamski, zwłaszcza gdy ma gorszy dzień. Jest osobą inteligentną. Może nie jakoś wybitnie, ale nazwanie go tępą górą mięśni będzie obelgą. Po Apokalipsie dostał moc, której tak naprawdę nie da się długo kontrolować, więc denerwowanie go skutkuje wybuchem. Na nieszczęście okolicy - dosłownie. Zero jest wstanie zrobić własną mini-apokalipsę i zmieść z powierzchni ziemi cały kawał lasu, ewentualnie pół miasta. Przywykł do tego, że niezależnie czy jest człowiekiem czy wilkiem ściąga na siebie uwagę. Już mu to nie przeszkadza. Na ogół jest milczący, wręcz ponury i trzeba z niego wyciągać każdą informację. Na jego ustach dość rzadko widać uśmiech. Dopiero w towarzystwie kwitnie. Ze znajomymi twarzami będzie się śmiał, żartował i ogólnie dusza towarzystwa z niego. O ile już kogoś polubi, a łatwo nie ufa nowym. Toleruje wszystkich, ale nie pozwoli sobie wejść na głowę. Woli budzić respekt w nowych członkach niż od razu się z nimi przyjaźnić. To powoduje, że jest nieco oderwany od reszty. Jednak ma dziewczynę dla której zrobi wszystko. Jest jego księżniczką i oczkiem w jego głowie i prędzej sam umrze niż pozwoli komuś ją skrzywdzić. Miewa czasem przejawy bardzo romantycznego myślenia, ale na jego szczęście niezbyt często. Nigdy nie warto zapominać o tym, że jest nieprzewidywalny i czasami działa wbrew wszelkiej logice.
Nice and toasty by xKoday
Cechy szczególne: Basior który nieco ponad dwukrotnie przewyższa wzrostem dorosłego człowieka. Ma całkiem niezłą, ale mimo wszystko potężną sylwetkę. O obfitej, gładkiej czarnej sierści i jeszcze ciemniejszymi znaczeniami w kształcie płomieni na łapach i ogonie.  Stąd wziął się przydomek "Blackfire". Poza tym ma też czarne końcówki całkiem długiej grzywki. No i charakterystyczną czerwoną "twarz" na piersi. Pomijając wzrost - inną mutacją był i nadal jest nienaturalnie długi język dodatkowy ozdobiony przez Zero kolczykiem. Kolejne takie ozdóbki ma pod wargami. W lewym uchu ma trzy kolczyki, w prawym tylko dwa. Jako człowiek też zdecydowanie odbiega od reszty. Szczupły i doskonale umięśniony. Ma się czym chwalić w lecie z czego na ogół korzysta część damskiej grupy watahy. A rozmawiając z nim możesz mieć problem z oderwaniem wzroku od jego przepełnionych powagą, lekko rozświetlonych energią, która w nim krąży, rubinowych oczu i dwóch pionowych czarnych kresek biegnących od oczu do niemal linii szczęki. Większą część klatki piersiowej i pleców Zero pokrywa symetryczny czarny tatuaż. Poza tym ma jeszcze rękaw na lewej ręce i pojedynczy, pomarańczowy tatuaż na ramieniu prawej.
Status: Alpha
Stanowisko: Alpha, okazjonalnie też sędzia.
Partnerka: Znów brak...
Rodzina:
Miksa - partnerka (martwa)
Bevin i Tazio - synowie (martwi)
Celeste - córka (martwa)
Przyjaciele: Sketch. A z tych żywych i całkiem nowych to Toxic i Alissa.
Żywioł: Czarna Magia
Rasa: Wilk Zniszczenia
Moce: Jego organizm nieustannie wytwarza energię która musi być na bieżąco redukowana. Jedną myślą potrafi przewrócić drzewo czy też sprawić, że wielki głaz poleci w niebo. Zero potrafi z pomocą żywiołów zmieść z powierzchni ziemi cały kawał lasu, polanę, cały budynek albo cokolwiek innego, a czasem gdy energii jest więcej niż potrafi kontrolować wydostaje się ona pod postacią eksplozji, ewentualnie dwóch albo całej serii... Dość dobrze opanował władanie czarną magią, ale nadal przed nim sporo nauki. Potrafi przyzwać dwa podobne do niego demony. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie są to potężne bestie, ale i tak budzą grozę, więc nie potrzebuje silniejszych istot.
Inne:
- Jest wdowcem, a po swojej żonie zachował jej ulubiony naszyjnik. I mimo że znowu ma dziewczynę nadal kocha swoją pierwszą prawdziwą miłość oraz trójkę swoich martwych dzieci.
- Jego zewnętrzna powłoka sprawia wrażenie typka z serii "bez kija nie podchodź, a z kijem w ogóle" jednak wszyscy wiemy, że pozory lubią mylić. Zagrożeniem jest tylko wtedy gdy się wścieka.
- Dzięki Apokalipsie ma niemal pełną odporność na wszelkie trunki. Zero poczuje, że coś wypił dopiero około 20... butelki.
- Myśli o sobie jako o chodzącej bombie atomowej.
- Zjada naprawdę dużo i jako wilk i jako człowiek, a pomimo tego nadal ma idealną sylwetkę - usprawiedliwia to tym, że chodzący generator energii też potrzebuje paliwa.
- Jego ulubionym kolorem jest czarny i czerwony, a ulubioną porą dnia zmierzch.
- Jeśli brakuje ci mocnych wrażeń odwiedź go wcześnie rano. Zero na ogół sypia nago.
Lubi: - Czyż poligon w ogniu nie jest najcudowniejszym widokiem na ziemi? A i owszem. Zero uwielbia właśnie tam siać kontrolowany chaos i zniszczenie razem z Toxic'iem. Niech żyją Synowie Apokalipsy!
- Poza tym jest kawa. Bez kawy Zeruś prawdopodobnie nie wstał by z łóżka, a o funkcjonowaniu nie wspominając.
- No i jeszcze są zabawy. Najlepsze są te obficie skropione alkoholami, ale przecież upicie go praktycznie graniczy z cudem, więc... Cóż. I tak te są najlepsze.
Nie lubi: - Tego uczucia kiedy wie, że powinien, a nie ma kontroli.
- Zdecydowanie nie lubi też kiedy ktoś go drażni czy prowokuje - to tak jakby samobójca szukał spektakularnego sposobu na odejście ze świata jego kosztem.
- Jest też tym typem człowieka, który czerpie radość z zakupów (przez pierwsze 15 minut), a potem już jest tylko gorzej.
Historia: [LINK]
Sterujący: Apocalypse Rider
Galeria: Medalion jego żony
Inne zdjęcia: X X X X X X X X X X X X
Podczas używania swojej mocy: X X X
Jego demony: X X X X X
Jako człowiek: X X X X X X X X X X X X X

Ekwipunek: Medalion swojej żony. Posiada na własność dwa ogromne miecze przyozdobione czaszkami i jeden zapasowy, który dostał od Nirvany. Mieszkanie... Tego do kieszeni raczej się nie schowa, ale ma mieszkanie w swojej ogromnej jaskini.
Sakwa: 330 ZM
Umiejętności: Szybkość: 50 
                       Siła:70 
                       Zwinność: 30 
                       Wytrzymałość: 50
Punkty Awansu: max.
Upomnienia: 0/3