poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Od Shiry

Mam dziś dość wszystkich... Nie wiem czemu, to jest po prostu fakt. Gdy rano spotkałam Nir tylko na nią warknęłam, Zero unikałam jak ognia, bo wiem jakby się to mogło skończyć, Toxicowi i Alis omal się do gardeł nie rzuciłam... A nawet się do mnie nie odezwali... Coś jest dziś nie tak... Pognałam przed siebie próbując w ten sposób wyładować wściekłość, pędziłam naprawdę szybko ale niewiele to pomagało. W pewnym momencie przebiegłam nawet przez stado jakichś stworzeń na złych ziemiach, słyszałam zaskoczone piski, jęki i kwiki ale nic mnie nie goniło... A szkoda... Bo przynajmniej miałabym powód by je rozszarpać. Przede mną nagle wyrosła przepaść. "cudownie" pomyślałam i spróbowałam się jeszcze bardziej rozpędzić i skoczyłam. Zatrzymałam się z poślizgiem po drugiej stronie, spojrzałam za siebie na chwilę z uznaniem i pognałam dalej. W zasięgu wzroku były mury miasta ludzi, daleko zaszłam... Nie myślałam o tym że z każdym krokiem głośniej szumi krew, że ślady moich pazurów nad przepaścią były tak głębokie. Kocham prędkość, nienawidzę kiedy ktoś mnie zatrzymuje ale niektórzy tego nie rozumieją... Pędząc przez miasto większość jego mieszkańców przede mną uciekała, słyszałam też krzyki przerażenia. Orzed bramą którą zamierzałam opuścić to miasto dostrzagłam lśniące w słońcu ostrza pik. Zabawne, myślałam że mnie tu nie chcą. Pochyliłam głowę i spróbowałam przyśpieszyć jeszcze trochę. Próby przeskoczenia nad strażnikami byłyby samobójstwem, więc zagram z nimi w "kto pierwszy stchórzy", co więcej mam zamiar wygrać. Byłam tuż przed nimi, zgrabnie uniknęłam broni i zanim z wściekłym warkotem dopadłam gardła strażnika dostrzegłam białka jego oczu błyskające w przerażeniu. Kolejne krzyki zagłuszone przez krew szumiącą w moich żyłach. Pobiegłam dalej, chyba gdy byłam zajęta robieniem sobie przejścia któryś z kumpli mojej ofiary zadrapał mnie tym żelastwem w bok. Czuję krew kapiącą mi z pyska, ale też ściekającą powoli z mojego boku. Nie mamsię po co zatrzymywać, rozchodzi się... Po chwili znów zobaczyłam znajome miejsca watahy, pędząc minęłam kogoś siedzącego nad notatkami, ciekawe czy mu je zachlapałam? Nieważne, wparowałam na polanę ku zaskoczeniu zgromadzonych,  powiodłam po nich szaleńczym wzrokiem, ciężko dysząc. Ktoś coś mówi? Nie wiem, nic nie słychać przez ten chałas... To moja krew tak głośno szumi, czy słyszę szept tuż przy moim uchu?
<Ktoś? Opo powstało w całości dzięki mojej flustracji i furii, więc... Jest takie a nie inne>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz