Twelve zabrał swoje kartki i dokładnie ułożył je według zaplanowanej wcześniej kolejności. Perfekcjonista jak się patrzy, uwielbiał poprawiać krzywo leżące, stojące przedmioty, a każdy drobny, nieplanowany szczegół przyprawiał go o mękę i cierpienie. Niestety był pełen nawyków, których można się nabawić obejmując stanowisko naukowca. Przestawał sypiać, jeść, a jedynym pożywieniem, jaki zażywał to resztki z polowań oraz napój zwany kawą. Stresował się w momentach popełnienia błędu teoretycznego. Popadał w izolatkę z własnej psychiki, zamykał się w sobie, liczył tylko na samotność. Doprowadzał się do granic życia i śmierci, długo tak nie pociągnie, więc jako narratorka mam zamiar mu pomóc narzucając dane czynności.
Twelve zirytowany błędnym wynikiem, odłożył kartki na bok i zerknął na liczbowego "kolegę".
- A tak właściwie dlaczego masz na imię "Zero"? - spytał unosząc brew. Być może jest jednym z ludzkich dzieci, które trafiły do tego paskudnego laboratorium, w którym Twelve otrzymał wilczą twarz?
<Zero? Jest pierwsze zdanie, sukces!>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz