Twelve nie patrząc na kogo też wpadł, zniknął gdzieś pośród chaszczy i dalej zagłębiony w odwetach wyobraźni oraz logiki poszukiwał wypaczonego z hałasu miejsca, które spełni jego wymagania i pozwoli mu pracować nad dosyć ciężkim projektem. Ostatnio podjął się wynalezienia machiny pozwalającej latać nieuskrzydlonym. Musiał zasięgnąć do wynalazków z dalekiej przyszłości, bo jak na te czasy taka maszyna to nie lada wyczyn. Oczywiście istnieją balony, które unoszą się pod wpływem gorącego powietrza, ale Twelve'owi marzyła się konstrukcja niewielka, podręczna, będąca na wyciągnięcie ręki. Nie, nie skrzydła... A zresztą co ja, narratorka, będę się tu produkować skoro moje matematyczno-fizyczno-chemiczne pojęcie nie dosięga wiedzy Twelve'a? Jak zbuduje to zbuduje.
Po dosyć długiej tułaczce znalazł wreszcie miejsce godne odpoczynku. Usiadł pod drzewem tuż koło wody i zajął się liczeniem ignorując cały świat. Kiedy popada w wir tych swoich maszyn włącza się jakiś dziwny stan, który polega na dezaktywowaniu nerwów zbierających bodźce z otoczenia. Żyje we własnej wyobraźni zapominając o wielu realnych sprawach. Typowy introwertyk nie lubiący spędzać czasu w licznym towarzystwie, ogólnie najlepiej czuje się w gronie liczącym tylko jedną osobę, ewentualnie dwie.
Dopiero gdy do jego uszu dotarło kilka odgłosów pochodzących zapewne od oddychającej istoty, raczył zwrócić uwagę na swoje otoczenie.
Rzeczywiście ktoś tu jeszcze był, niewiarygodnej wielkości wilk, któremu z pewnością Twelve dosięgnąłby ledwo do połowy łap. Był to dosyć niecodzienny widok, bo chyba nie spotyka się takich wielkoludów co pięć minut. Ale z drugiej strony Twelve widział gorsze kreatury, którymi przeważnie stawali się jego kumple z jednej szkoły, wróć, laboratorium. Właściwie było zaledwie pięć procent szansy na sto, że nie dojdzie do żadnych mutacji kodu DNA, ale nikt już nie raczył o tym poinformować obiektów tych męczarni.
Myśląc o dziwnych przypadkach i dosyć sporym wzroście ów wilka, nie zauważył, że spod łapy uciekły mu wszystkie papierki. Większość zdążył złapać, jednak kilka jak na złość wpadło prosto na pysk wielkoluda, jakby wiedziały, że Dwanaście nie lubi rozmawiać z innymi.
- Przepraszam, to moje szkice - podszedł bliżej osobistości.
<Zero? Oddawaj! >.> Btw, sorry, że takie marne, ale nie chce mi się pisać xddd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz