czwartek, 21 kwietnia 2016

Od Lilith CD. Raven'a

Patrzyłam jeszcze chwilę na tą lafiryndę z której wylatywały wnętrzności. Bosz... Z tego co ona przez całe swoje marne życie zżarła można by spokojnie wyżywić małą wieś ! Ehhh też bym się pobawiła w wyflaczanie ludzi...No ale cóż gruba baba się zepsuła ( albo raczej została zepsuta) więc trzeba by znaleźć innych ludzi... Chociaż pan w białym garniturku i okularach chyba się troszkę zdenerwuje...Cuż pomyślę nad tym później...
Przemieniłam się z powrotem w człowieka, wylazłam z mojej kryjówki i ruszyłam w stronę gdzie poszedł chłopak. po jakimś czasie go zauważyłam.
-No powiem Ci że to było naprawdę niezłe!Na początku myślałam, że jesteś takim poważnym nudziarzem ale jednak się myliłam! Powiedziałam wesoło.
-To jak? Co teraz robimy? Dodałam po chwili.
< Raven?>

środa, 20 kwietnia 2016

Od Toxic'a CD Raven'a

Przyznam ze ciało umarlaka nie było dla mnie czym nowym. Ale żeby zdechło (dostało zabite) za ściana to może troszeczkę nowe. Choć już widziałem podobne akcje. Przyglądając się osobę uznałem ze to nie jest człowiek. No może troszku podobne. Pewnie by to było zombie, ale nawet tego nie przypominało. Bardziej jakaś dziwna hybrydę. A hybrydy nie są dobre, jednym dowodem jest to albinoskie coś co najwyraźniej ma mnie dość.
-Wiesz, mam dziwne przeczucie ze one mogą żyć w stadach..
Próbowałem skomunikować Ravenowi, ale najwyraźniej mnie nie słuchał. Bo jak się odwróciłem z powrotem w jego stronę to gdzieś tam łaził. Przewróciłem oczami i nie zwlekając na to ze czerwonooki szukał wyjścia wszedłem sobie w szparę w ścianie. Przy okazji bardziej ja rozrywając, tak by była kapkę większa. Kiedy przedostałem się na druga stronę, dostrzegłem jakieś ciemniejsze, wyższe przejście. Nie miałem zielonego pojęcia gdzie mogło prowadzić, ale z weselnym głosem zawołałem;
-Możliwe ze znalazłem Narnię!
Wychyliłem się za zniszczoną ścianę, która mi teraz posługiwała bardziej za drzwi. Dostrzegłem jak Raven coś tam mówi sam do siebie. Jeżeli się nie mylę to znów o mnie narzeka. Ale w tym monecie nie było to ważne. Nie czekając na towarzysza, powróciłem do norki i zacząłem powoli się przez nią przemieszczać. Im dalej się znalazłem tym wyżej było, i trudniej było złapać oddech. Pewnie zmieszałem w dalsze podziemia. A sam zapach zgnilizny i grzyba przypominał mi zapach śmierci. Pozwólmy sobie to tak nazwać. Kierowałem się w stronę śmierci. Nie mam pojęcia czy kochanek kurteczki za mną polazł czy nie, ale byłem pewien ze nie mam jak się nawrócić. Wiec kontynuowałem moja mała podróż.

<Raven?>

wtorek, 19 kwietnia 2016

Od Ehrendila CD. Sorrow

- Ty naprawdę będziesz chora - zauważyłem - Jak wrócimy idziesz prosto do łóżka.
- No dobrze... Ale odpowiedź mi. Ile zarobimy?
- Za samą skórę 1000, potem jeszcze za resztę to tak za wszystko może 800. Szkoda, że nie ma to przekładu na walutę w watasze.
- Mhm... Dużo to wszystko warte... - stwierdziła Sorrow
- To nie jest łatwy, ani tani zawód to i wynagrodzenie musi być odpowiednie.
- Racja - znowu kichnęła.  Zerknąłem na nią z troską.
- Coś czuję, że będę cię niańczył szybciej niż myślisz.
- Będzie fantastycznie! - odpowiedziała śmiejąc się - Cały dzień w łóżku i ty spełniający wszystkie moje zachcianki.
- Hola, hola! Tak dobrze to nie ma - odparłem sam też się śmiejąc - Nie będę ci usługiwał księżniczko.

Reszta drogi upłynęła nam na miłej rozmowie. W trakcie której musiałem zasłonić twarz chustą, a na głowę narzuciłem kaptur. Co prawda i tak spod niego po ramieniu spływał mi pojedynczy siwy warkocz, ale trudno. Z tym nic nie zrobię. Za to wyglądam teraz niemal jak płatny morderca. Minąłem strażników w bramie znosząc ich pełne pogardy spojrzenia i skierowałem się tam gdzie zawsze - do Księżyca Łowcy.
- Nie lubisz tu być, prawda? - spytała Sorrow najwyraźniej zauważając moją zgarbioną sylwetkę i wbity w ziemię wzrok.
- Ano nie lubię, ale cóż mogę poradzić? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- Nic...
- No właśnie - otworzyłem i przytrzymałem drzwi gospody Łowców przepuszczając dziewczynę.
Zeszliśmy do piwnicy.
- Licencję proszę - usłyszałem ten sam znajomy głos co zawsze. Pochodził od Becky, malutkiej, pomarszczonej staruszki. Odsłoniłem twarz uśmiechając się.
- Witaj Becky - z wewnętrznej kieszeni płaszcza wyciągnąłem dokument i położyłem go na ladzie. - To Sorrow, biorę za nią odpowiedzialność.
- Dobrze, dobrze... Przypomnij mi kiedyśmy się to widzieli w Nilfgardzie? - spytała kładąc kartkę i pióro obok mojej licencji.
- Równo 60 lat temu moja droga. W czasach gdy byłaś jeszcze młodą łowczynią - odparłem podpisując dokument i opierając się o ladę.
- No i zobacz... Mam teraz już 80 i patrz jak wyglądam. Podczas ty masz już...
- 246.
- Właśnie. 246 i spójrz na siebie. Nadal jesteś młody - zaśmiała się - Świat jest niesprawiedliwy.
- Może dlatego ludzie mnie nie lubią - odpowiedziałem. Do porządku przywróciło mnie kichnięcie - Ale nie przyszedłem tu rozmawiać. Mam manykorę do sprzedania, także... Bywaj Becky! - zabrałem licencję.
- Do zobaczenia Ehrendilu - odpowiedziała odprowadzając mnie i Sorrow spojrzeniem.
Uśmiechnąłem się do dziewczyny idąc w najdalszy kąt pomieszczenia. Przy stole siedział wielki facet z blizną oszpecającą mu twarz. Nawet ja wyglądałem przy nim dość chuderlawo.
- Tak? - rzucił cichym, choć dudniącym głosem.
- Ja w sprawie zlecenia - oświadczyłem swobodnie. Może i mężczyzna wyglądał groźnie, ale mnie nie odbierał pewności siebie za to Sorrow odrobinkę tak, bo troszkę się za mną schowała - Mam mantykorę.
- Ile? - spytał
- Jedna, łowiska są już strasznie przetrzebione. Nie mniej poza skórą ze zlecenia mam też towar dodatkowy.
- Pokaż.
Postawiłem worek na stole cierpliwie czekając, aż Pośrednik sprawdzi towar.
- 1700 - stwierdził w końcu. Nie najgorzej i tak jak się tego mniej więcej spodziewałem. Skinąłem mu głową. Pośrednik wypłacił mi odpowiednią sumę, którą schowałem do sakiewki przy pasie i podszedł do sporej tablicy. Starł moje imię i przeniósł je kilka pozycji wyżej mniej więcej w połowie listy. Nadal słabe miejsce, ale da się to nadrobić. Rzuciłem jeszcze okiem na nazwiska tych, który są wyżej ode mnie. Sorrow znowu kichnęła.
- Wracamy do domu - zarządziłem ciągnąc ja za rękę w stronę wyjścia. Pozdrowiłem skinieniem Becky i wyszedłem z piwnic Księżyca Łowcy, a potem wprost na ulicę.

<Sorrow?>

Nazgar


Native Wolf character auction by TaraviAdopts „Wysychające rzeki uczą nas modlitwy o deszcz”
 
Imię: Jedno z jej licznych imion brzmi Nazgar i tylko ono jest prawdziwe.
Skróty: Naza, Naz, Aza, Ar... Wszystko byle nie „Gar”.
Przezwisko: Jej przydomkiem jest szlachetne miano Dusza Wschodu. W świecie znają ją też pod imionami Mau, Szassa, Zjawa, Mara, Obserwatorka, Wędrowczyni, Czaszka, Wilczyca, Medium, Szamanka, Tancerka Snu, Mędrczyni i wiele, wiele innych.
Głos
Płeć: To oczywiste, że Wilczyca jest waderą.
Wiek: Niedawno skończyła trzecią wiosnę.
Charakter: To nieco wycofana dziewczyna, która niemal nigdy się nie odzywa. Czasami nawet słyszy pytania o to czy jest niema. Lecz gdy w końcu się odezwie każde jej słowo jest przemyślane, a całe wypowiedzi brzmią inteligentnie. Przenigdy się nie zająknęła. Nie będzie owijać w bawełnę i niezależnie od tego co ma powiedzieć nie złagodzi faktów, by były łatwiejsze do zniesienia. Nie będzie też kłamać, ani nie zatai części prawdy. Spytana odpowie obojętnie wszystko tak jak jest naprawdę i koniec. Nikt nie może mieć do niej o to pretensji. Jest nad wyraz poważną osobą, która w opinii wielu nie ma za grosz poczucia humoru. Doceni trafnie rzuconą uwagę, ale nie nawykła śmiać się z dowcipów. Jest samotniczką i wszystko przeżywa w sobie, zatem można opisać ją jako introwertyczkę. Z tytułu swojego pochodzenia wydaje się nieco oderwana od rzeczywistości. Jej chłodny dystans do wszystkiego jest zarówno zaletą jak i wadą, z powodu jej częstych skłonności do refleksji nad nieraz błahymi powodami. Czaszka bardzo dobrze czuje się w towarzystwie jej własnych myśli. Na drugim miejscu w skali jej preferowanych towarzyszy znajdują się inne zwierzęta niż wilki (najlepiej nie obdarzone zdolnością mówienia), następnie wszelkie dusze na które jest skazana, a dopiero potem wilki. Ludzi praktycznie nie toleruje. W ich świecie czuje się po prostu zagubiona. Nawet przyznałaby, że ją ludzkie miasta trochę przerażają. Mimo to jednak nie jest tchórzem i dba o swoje. Nie da sobie wejść na głowę i ciężko ją do czegokolwiek przekonać. Zwłaszcza jeżeli to nie leży w jej przekonaniach. Naza raczej stroni od nieuzasadnionej przemocy i stara się pokojowo rozwiązywać konflikty, jednak gdy nie da się inaczej potrafi sprawnie uderzyć, powalić przeciwnika, a potem uciec by nie narażać się na poważne uszczerbki na zdrowi czy życiu. Rzadko się w czymkolwiek udziela z własnej nieprzymuszonej woli, lecz gdy już do tego dojdzie daje z siebie 200%. To perfekcjonistka w każdym calu dla której albo coś jest zrobione jak trzeba albo w ogóle nie jest zrobione. Ma niewielkie problemy z zaufaniem innym i na pewno nie będzie się zwierzać ze wszystkich swoich tajemnic osobie z którą dopiero co zaczęła rozmawiać. Jest wierną i lojalną towarzyszką jeśli uda jej się przekonać do danej osoby, jednak nie przywiązuje się łatwo. To wolna dusza, która potrzebuje swobody, a narzucanie się jej powoduje skutek odwrotny do zamierzonego. Nazgar jest niezależna i w większości przypadków radzi sobie sama. Gdy jednak potrzeba jej pomocy dobrze wie do kogo powinna się o takową pomoc zwrócić, lecz przychodzi jej to z trudem. Ma nawyk zbierania i zatrzymywania dla siebie informacji. Czego nie wie na podstawie obserwacji się dowie i prawdopodobnie się nie pomyli. Mau nigdy nie odmówi pomocy, jeżeli jest w stanie zrobić cokolwiek. Z ciężkim sercem odmówi tylko wtedy, gdy rzeczywiście nie jest w stanie w żaden sposób pomóc. Jest osobą która szanuje i toleruje wszystkich, co wcale nie przeszkadza jej żywić drobnych uraz do istot, które ją zawiodły. 
http://wallpapers.wallhaven.cc/wallpapers/full/wallhaven-240725.jpg
Cechy szczególne: Nazgar nigdy nie grzeszyła wzrostem, ale tak naprawdę nigdy nie chciała mieć imponującej postury. Cieszy się tym co ma. Jest całkiem dumna ze swojej długiej, jedwabistej sierści w kilku odcieniach brązu z domieszką bieli i beżu oraz fantazyjnych wzorów które się z tego połączenia wytworzyły. W sumie jest to o tyle cudowne, że wśród roślin Wilczyca jest znacznie trudniejsza do zauważenia niż mogłoby się to wydawać. Uwagę przyciąga tylko i wyłącznie czerwona „maska” na jej oczach i pełne powagi spojrzenie oczu w kolorze bezchmurnego nieba. Poza tym wadera zwykła ozdabiać uszy, kark i nasadę ogona piórami, które w dzieciństwie dostała. Jest to znak jej plemienia i za nic w świecie nie przestanie tak się ozdabiać. Poza tym ma opaskę na lewej łapie i skromny drewniany wisiorek zawieszony na rzemyku na szyi. W swojej ludzkiej postaci zdecydowanie odbiega wyglądem od reszty. Pomijając jej pospolite, dość długie i brązowe włosy. Dziewczyna ma o dziwo intensywnie fioletowe oczy w których często da się zobaczyć przeróżne zawirowania czy inne dziwne (fascynujące) twory. Dodaje sobie wzrostu czerwonym pióropuszem ozdobionym wielką czaszką ptaka, futrem, piórami i całą resztą „udziwnień”. Poza tym jej strój jest jak najbardziej taki jak być powinien. Nazgar jest Indianką i właśnie tak wygląda. Z toną amuletów, koralików, piór, malowanych wzorów na ciele itd. W dłoni często dzierży kostur ozdobiony motywem orła – jej przewodnika.
Status: Omega
Stanowisko: Najważniejsza Szamanka
Partner: Czy znajdzie się takowy? Czas pokaże… Jednak Aza nie wierzy do końca w miłość.
Rodzina: Dobrowolnie się jej zrzekła, ale Zjawa nie ma im tego za złe, bo w końcu nigdy nie pasowała do swoich rodzicieli, ani rodzeństwa.
Przyjaciele: „Ulewa jest mą siostrą, strumień bratem” Tak, to chyba odpowiada na zadane pytanie. Kiedyś darzyła przyjaźnią Ahigę, ale ona już jest w niebie. Szczególną sympatią darzy Bitewnego Groma i Gwiazdę Wieczorną.
Rasa: Identyfikuje się z Wilkami Duszy, chociaż jej pochodzenie jest nieco bardziej skomplikowane. W rzeczywistości Nazgar jest w połowie duchem, z domieszką krwi Wilków Śmierci i Ognia.
Żywioł: Trochę Dusza, trochę Śmierć… Trudno to jasno stwierdzić, lecz jednak dużo bliżej jej do Duszy.
Moce: - Jej najlepiej rozwiniętym talentem jest dar widzenia i komunikowania się ze zmarłymi. Nie potrafi tego wyciszyć, ani odciąć się od wszelkich dusz atakujących jej umysł, lecz potrafi to osłabić by móc normalnie funkcjonować.
- Jeśli wystarczająco się skoncentruje potrafi przenikać przez ściany albo dowolną materię nieożywioną. Czasami odważa się też na zastosowanie tej umiejętności na ciałach żywych istot, ale wiąże się to z ryzykiem. Nazgar może wtedy utknąć w ciele danego stworzenia.
- Pod wpływem emocji zdarza jej się znikać. Co ciekawe może wtedy latać i bez ograniczeń przenikać przez obiekty. Stan ten zwykła nazywać „Stanem Duszy”.
- Jedną z jej mocy jest umiejętność wykradania duszy. Bezbronna ofiara zapada wtedy w głęboki sen z którego obudzi się dopiero gdy Mara uzna, że pora już zwrócić ducha ciału.
- Może na jakiś czas przywołać z zaświatów dowolną posłuszną jej duszę, a nawet zamknąć ją w martwym ciele lub przedmiocie. W obu przypadkach następuje również ożywienie.
- Ożywienie (Tego nikomu nie trzeba tłumaczyć, prawda?) zużywa jednak niemal niemożliwe pokłady jej sił witalnych doprowadzając ją tym samym na sam skraj śmierci.
- Przez dotyk jest w stanie wyczuć czy daną osobę w niedalekiej przyszłości czeka śmierć i czasem także, jaka to będzie śmierć.
- Może czerpać z sił życiowych organizmów osłabiając je lub uśmiercając, czy też oddać swoje – osłabiając siebie.
- Jest w stanie podnieść temperaturę. Niestety o niewiele gdyż bardziej dominujące są w niej geny Wilka Śmierci niż Ognia. Może wywołać też iskrę oraz niewielki płomień.
Inne: - Najbliższymi jej istotami są orzeł – Bitewny Grom i klacz jednorożca – Gwiazda Wieczorna inaczej nazywana Hesperos. Oboje są obdarzeni umiejętnościami magicznymi.
- Potrafi śpiewać, lecz robi to tylko wtedy gdy wymaga tego rzucany przez nią czar.
Lubi: - Kocha kwiaty i wszelkie inne rośliny.
- O dziwo lubi jeść słodkie rzeczy (co dla niektórych jeszcze dziwniejsze wcale nie ma na tym punkcie obsesji)
- Jej ulubionym kolorem jest błękitny.
Nie lubi: - Nachalnego, odbierającego wolność towarzystwa narzucających się jej osób. Tak najszybciej da się ją do siebie zniechęcić.
- Nie znosi zimna. Na szczęście rzadko marznie, więc nie robi jej to problemów.
- Ma lekki lęk wysokości i zdecydowanie lepiej czuje się pod ziemią niż nad nią.
Historia: [LINK]
Sterujący: Apocalypse Rider
Galeria: Bitewny Grom

Ekwipunek: Jakieś fiolki z dziwnymi, aczkolwiek przydatnymi substancjami, łapacz snów i kilka innych talizmanów. Poza tym ma wyrzeźbiony ze smoczej kości sztylet, którego częściej używa jako ozdoby niż broni. Zawsze ma też przy sobie woreczek pełen niezwykłych, leczących lekkie rany jagód.
Sakwa: 120 ZM
Umiejętności:  Szybkość: 40 Siła: 15 Zwinność: 20 Wytrzymałość: 25
Punkty Awansu: 50 / 200
Upomnienia: 0/3

Od Sorrow CD Ehrendil'a

Chwile sobie tak stałam owinięta ręcznikiem, spoglądając na Ehrendila. Miałam akurat sobie udzielić głosu gdy to mi przerwało kichnięcie. Ehrendil spojrzał na mnie zdziwiony, z resztą tak samo jak ja.
-Jeżeli udało mi się złapać przeziębienie przez ten uroczy zimny prysznic, to będziesz mnie niańczył
Uśmiechnęłam się pod nosem, wiedząc ze i tak nie ma innego wyboru. Ten znów odwrócił się w stronę lustra i można było usłyszeć jak cicho wzdycha. Kiedy juz skończył rozplątywać moje kochane warkoczyki znów odwrócił się w moja stronę i podszedł bliżej.
-Przecież i tak juz cię musze niańczyć
Zaśmiał się lekko i dał mi całusa zanim sobie poszedł odnajdywać ubrania. Bo oczywiście musiał mi się tu wtrącić kiedy miałam zamiar zużyć cała ciepła wodę zanim mi tu miał wejść. No ale plany mi się prawie zawsze zmieniają, wiec co za różnica. No może tylko ta ze mogłam w końcu złapać to przeziębienie co mi się nasila przez dłuższy czas. Po tej dość długiej chwili namysłu postanowiłam się przebrać w czyste ubrania, które nie były tak wspaniale zakrwawione jak te poprzednie. Jak już skończyłam to postanowiłam sobie coś zjeść. Zabrałam sobie jabłko i podążyłem w stronę kochanego elfa. Ten się szykował do wyjścia. Jak by na to nie patrzeć to trzeba sprzedać kochany łup, i dopilnować żeby ten nie spadł jeszcze niżej w rankingu. Wiesz.. Zdarza się ze zarażam inne osoby lenistwem. Ale co ja na to poradzę? Nic. Nie widzę sensu zmieniać tego co jest. Mnie tak wygodniej. Widząc ze Ehrendil ma zamiar opuścić mnie (choć by pewnie i tak tego nie zrobił), to zaczęłam się ubierać. Zabrałam ze sobą tez szalik, tak dla pewności żeby przeziębienie się nie nasiliło, jeżeli tam jest. Pozbieraliśmy co zbędne do sprzedaży i ruszyliśmy w stronę miasta.
-Jak myślisz, ile zarobimy? I nie zdziwię sie jeżeli spadłeś w rankingu
Mówiłam spoglądając na mojego partnera katem oka. Oczywiście zniszczyło tą wspaniałą chwilę następne kichnięcie.

<Ehrendil?>

Od Kayli CD Leny

Kiedy juz się przebudziłam na tyle żeby moje oczy zdołały się przyzwyczaić do światła dziennego, które powoli zanikało za chmury. Dostrzegłam dziewczynę którą coś łapie ze mnie do przezroczystego pojemnika. Jak dostrzegłam ze to pająk to nie drgnęłam. W przeciwieństwie do wielu osób, nie boje się ich. Nauczono mnie ze każda istota która żyje, istnieje z jakiegoś powodu. Dla tego jak coś zabijesz to powinieneś podziękować za ich istnienie, lub szanować inne żywe istoty z szacunkiem. Kiedy dziewczyna podziwiała pająka z podziwem, ja się jej przyglądałam. Nie byłam pewna co o niej myślec. Ale nie chce jej oceniać, oczywiście to by było głupie postanowienie. Kiedy dziewczyna odwróciła wzrok od pojemnika i spojrzała na mnie, nie byłam pewna co zrobić. Obawiałam się ze jak od razu zacznę się z nią komunikować w jej głowie, to uzna mnie za wariatkę. Ale ja sadze ze jetem dość normalna osoba, oczywiście nie wliczając w to ze nie mam głosu. Po chwili namysłu zmieniłam się w człowieka i usiadłam sobie obok różowo-włosej. Ta w ciąż się mi przyglądała. Nie watpię w fakt ze pewnie sobie pomyślała ze ze mną jest coś nie tak. Lub uzna ze ta cisza jest dość krępująca. Szczerze mówiąc ja juz się do takich cisz przyzwyczaiłam, ale nie zaprzeczę ze nie lubię rozmawiać jak juz mam okazje.
-J-Jak M-masz na i-imię?
Ciszę przerwał głos nowo poznanej mi osoby. Postanowiłam siegnąć po jakiś patyczek i napisałam 'Kayla' w ziemi. Następnie się lekko uśmiechnęłam do dziewczyny.
-M-miło poznać
'A ty?' Dopisałam obok.

<Lenka?>

niedziela, 17 kwietnia 2016

Od Lizzy - Historia

Piękny poranek, słońce jeszcze nie wzniosło się nad korony drzew a po ziemi ciągnęła się mgła. Ptaki rozmaitych rodzajów ćwierkotały nad placem. Czasem wydaje mi się że istnieją tylko po to by mnie denerwować. W tym jakże radosnym ćwierkotaniu wykryłam kilka jakże słodkich pokrakiwań kruków. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, wiem na co czekają. Na wspomnianym placu stało sporo ludzi, poubieranych w ciemne płaszcze i kożuchy, faktycznie dzisiejszy poranek nie należy do najcieplejszych. Wciągnęłam powietrze nosem, przytrzymując je w płucach na kilka sekund. Mój uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej wyczuwając te wszystkie piękne emocje. Raźnym, lekkim krokiem ruszyłam wybrukowaną ulicą w stronę tłumu, każdemu korkowi towarzyszyło wesołe pobrzękiwanie łańcuchów. Motłoch rozstępował się na mój widok, rzucając mi nienawistne spojrzenia. Ahhh, cudownie. Celem mojej małej wycieczki było proste, drewniane podium, mające być ostatnim moim przystankiem. Szubienica. Stając dumnie na środku, na drewnianej zapadni spoglądałam na osoby na czele tłumu. Rodziny ofiar. Blade, zapłakane twarze o czerwonych od łez oczach wpatrujących się we mnie z nienawiścią i strachem. Tak, to ja. To ja odebrałam waszych ojców, mężów i synów. Wasze matki, siostry i żony. Uśmiechałam się gdy kat zakładał mi pętlę na szyi. Gdzieś po mojej lewej rozległ się donośny, męski głos. Odczytanie win. Nie słuchałam, wiem co zrobiłam. Dalej wpatrywałam się w pogrążonych w żałobie. Oczy rozszerzyły mi się w niedowierzaniu, a mój uśmiech nieco zbladł gdy spostrzegłam sześcioletniego chłopca, kurczowo trzymającego się rękawa matczynego płaszcza. Niewysoki, blady, jeszcze mizerniejszy niż pamiętam, płakał. Łzy tak pięknie podkreślały szmaragdowy odcień jego tęczówek. TAK NIE MOŻE BYĆ! Zabiłam go do cholery! Te durne gały powinny dawno zostać zeżarte przez larwy. To jakaś halucynacja? Nieee... Czuję jego rozpacz. Oooh. To musi być jego brat! Bliźniaki! No oczywiście! Pamiętam jak z oczu tego drugiego uleciała iskra życia. Teraz, patrząc na jego brata również nie widzę tej iskry. Niesamowite! Wybuchnęłam śmiechem. Zabiłam jednego, a i tak uśmierciłam dwóch! Patrzyłam dzieciakowi w te puste gały i się śmiałam. Strach, porażający strach który od niego bił... Nie trzeba nawet specjalnych zdolności by go wyczuć! Mężczyzna czytający moje zbrodnie zamilkł. Przez tłum przebiegł szmer rozmów. Zwijałabym się ze śmiechu gdyby nie sznur przytrzymujący mnie w pionie. Gdy napad radości minął, a na moich ustach zagościł kpiący uśmiech mężczyzna znów się odezwał
- Czy przyznajesz się do winy?
- Oczywiście- odparłam bez wahania, założę się że dopisali mi kilka niewyjaśnionych zbrodni. Ale nie przeszkadza mi to
- Co masz na swoją obronę?
- Tylko słabi się bronią.- wyszczerzyłam się. Poczułam jak pętla powoli zaczyna się zaciskać. Zaraz zwolnią klapę... Tylko chwila. Pięć, cztery, trzy, dwa. Wybiłam się w powietrze sekundę przed usunięciem się desek spod moich stóp, zmieniłam formę i złapałam ogonem belę nade mną. Łańcuchy same ześlizgnęły się z moich łap, po chwili dołączył do nich sznur. Nie obrzuciłam żałosnej tłuszczy nawet jednym spojrzeniem gdy pognałam w stronę lasu, za mną ciągnęły się zszokowane i przerażone krzyki. Jeszcze tu wrócę, ale nie dziś. Gdy nie byłam już w stanie wyczuć strachu żałosnych mieszkańców miasteczka zwolniłam i znów zmieniłam postać. Cudny las, szkoda że nie ma tu zabawek. No cóż, jutro wrócę na stare śmieci, choć teraz będzie to już trochę nudne. Zrobiłam może kilka kroków gdy poczułam coś zimnego na mojej szyi, razem z oh, jak dobrze mi znanym brzękotem łańcucha. Odruchowo chciałam odbiec od tego dźwięku, jednak ku mojemu zaskoczeniu moje ciało nie chciało współpracować z nogami, w następnej sekundzie moje plecy z impetem uderzyły w ziemię. Patrzyłam zaskoczona na korony drzew, leżąc w bezruchu. Nade mną pojawiła się męska sylwetka. Wyczułam zaintrygowanie, nie strach. Za kogo on się uważa?! Zmieniłam formę, a metal na mojej szyi o dziwo dostosował się do tej zmiany, ponownie idealnie przylegając do skóry. Zaczęłam wściekle ujadać, próbując chlasnąć nieznajomego ogonem. Chłopak stał wyprostowany, z rękami w kieszeniach, a jednak nie byłam w stanie go dosięgnąć, ilekroć byłam o centymetry od uderzenia go zza jego pleców wystrzeliwały łańcuchy, które boleśnie odbijały ciosy. Nie wiem jak on to zrobił, ale muszę przyznać, jestem pod niejakim wrażeniem. Nie przestawałam ujadać, choć nie miałam żadnej szansy na dosięgnięcie obcej zabawki.
- Oplułaś się
- ...- co? Zamknęłam się, patrząc chłopakowi w oczy. Nieee, on tego nie powiedział. Nie powiedział najbardziej bezsensownej rzeczy jaka w tej sytuacji mogła zostać powiedziana. Po trzech sekundach wybuchłam śmiechem. Niesamowite! Tarzałam się po ziemi ze śmiechu przez dobre kilka minut. W międzyczasie chłopak chyba coś do mnie mówił. Gdy skończyłam się śmiać zorientowałam się że coś szoruje mnie w plecy, albo raczej to ja szoruję plecami po ziemi. Obcy szedł niczym niewzruszony, podczas gdy jakaś niewidzialna siła ciągnęła za łańcuch. Gapiłam się na jego plecy z rozbawieniem. Ciekawe czy był na egzekucji? Mogłabym go teraz spokojnie zabić... Ale w sumie mam wrażenie, że może być ciekawie jeśli jeszcze zostawię go przy życiu. Pozwoliłam się tak ciągnąć przez kolejnych kilkanaście minut, próbując wyciągnąć z gościa jakieś informacje. Niestety, milczał jak trup. Nie trwało to jednak długo gdy dotarliśmy do jakiejś polany. Wyszczerzyłam się, czuję więcej zabawek! Mój nowy znajomy rozmawiał z jakimś innym gostkiem, jak się domyśliłam przywódcą tejże ciekawej zgrai. Obok niego stała jakaś dziewczyna, do której zaczęłam się durno szczerzyć. Rzuciła mi zdezorientowane spojrzenie, na co tylko bardziej się wyszczerzyłam. Pan alfa też raz po raz na mnie spoglądał, chyba troszku się zdenerwował. Po chwili przytaknął w stronę kolegi od łańcucha. Potem zaczęliśmy się oddalać od tej przeuroczej dwójki (ja dalej szorowałam plecami po ziemi), wytknęłam dziewczynie język na pożegnanie i polanę przysłoniły mi drzewa. No, więc tak mniej więcej się znalazłam w tej rozkosznej wataszce, typek z łańcuchami nie zamierza mnie spuszczać ze smyczy, ale nie przeszkadza mi to. Jeszcze nigdy nie bawiłam się w tresowanego pieska, więc może być ciekawie. Czuję że będę się dobrze bawić z nowymi zabawkami.

Lizzy

"bez emocji nie da się żyć" -a mi się wydawało że bez tlenu

Imię: Lizzy
Skróty: Liz, Izzy
Przezwisko: Psycho (dla drogich przyjaciół którzy nie ogarniają angielskiego- czyta się "Sajko"), Kitty
Płeć: Wadera
Wiek: 3 lata
Charakter: Liz jest... Specyficzna. Na ogół zachowuje się jak typowa psychopatka, a jedyną emocją jaką okazuje jest pusta radość. Prawie cały czas się szczerzy i dość często wybucha opętańczym śmiechem bez konkretnego powodu. Lubi zwracać na siebie uwagę, jest głośna, wszędzie jej pełno, można by ją uznać za duszę towarzystwa, jednak jest nią jedynie do momentu w którym wyciąga broń. Nie odczuwa strachu, jednak nie wykazuje szczególnej odwagi, przede wszystkim myśli o sobie i o tym, by mieć jakąś rozrywkę. Nie ma żadnego poszanowania do życia, cudzego czy własnego, podstawowe wartości moralne traktuje jak żart, nie okazuje przywiązania do swoich "zabawek", co za tym idzie ciężko znaleźć w niej choć krztynę lojalności, nie jest kimś godnym zaufania, nawet jeśli kiedyś zdarzyło się jej kogoś obdarzyć większą sympatią niż resztę, nigdy się do tego nie przyznała i nie przyzna. Podobnie jak do jakichkolwiek altruistycznych zapędów które może przejawiać. Jest hipokrytką, nie zna się zbytnio na dyplomacji (ze zwłokami się nie dyskutuje), choć potrafi skutecznie udawać niewiniątko. Jej ciekawość przekroczyła już wszelkie granice. Uważa się za niepoprawną optymistkę (nie ważne ile jest wody w szklance, w końcu się zbije a wtedy będzie można kogoś pociąć szkłem). Jest kilka rzeczy nie związanych z ogólną destrukcją i zniszczeniem które sprawiają jej radość, choć ich lista nie jest długa. Zdarza jej się płakać, choć nie jest to powodowane żadnym negatywnym uczuciem, zazwyczaj nie zdaje sobie sprawy z tego, że płyną łzy dopóki ktoś nie zwróci na to jej uwagi, wtedy nie wie nawet co się dzieje z jej oczami. Bardzo rzadko dostaje czegoś na kształt "napadu płaczu", zachowuje się wtedy jak zupełnie inna osoba, jest to jednak niezwykle rzadkie i nigdy nie pamięta tych sytuacji.
Cechy szczególne: 47 blizn po ranach kłutych zadanych nożem w okolicach serca i klatki piersiowej, długi, silny ogon (nie chcielibyście nim dostać, do tego świetnie się sprawuje przy wieelu okazjach), ma też tendencje do mruczenia i innych, dość kocich zachowań
Status: Omega
Stanowisko: Morderca
Partner/Partnerka: oooh, miałam wiieeele różnych zabawek, niestety. Szybko się nudzą i łatwo psują
Rodzina: a jak myślisz?
Przyjaciele: Mad Hatter, Jinny, Drak, Grin... A, że stąd? No to niee
Rasa: Wilk Czasu (prawdopodobnie przed apokalipsą wilk uczuć)
Żywioł: Czas (edołłłłł)
Moce:
- cofanie się w czasie (to nie to samo co cofanie czasu, bo cofnąć czas to każdy głupi potrafi)- na odległość jedynie kilku minut wstecz, razem z nią cofnie się wszystko co będzie trzymać (kiepsko działa z istotami żywymi, miesza im w łbach)
- "reset"- całkowite cofnięcie się czasoprzestrzeni do Pierwszego Dnia (nie uwierzycie ile razy już z tego korzystałam)
- wyczuwanie emocji (nie wiem skąd to mam)
- Wolfsong- czterotonowe melodie o specyficznych właściwościach, między innymi niwelują odczucie upływającego czasu, z reguły kiepsko działają na słuchających
znajdzie się pewnie jeszcze parę trików, o których nawet liz jeszcze nie wie
Inne: Ponoć czasem miewa przebłyski normalności, kilku swoim zabawkom nawet pozwoliła żyć. Dlaczego? Jest wiele teorii
Lubi: uwielbia Gry, krew, akcję, wybuchy, śmierć i wszystko co z nią związane, o dziwo lubi też śpiewać... i jak się ją drapie za uszami xD
Nie lubi: nudzić się, jak ją ktoś próbuje pouczać, jak przerywają jej Grę, przesłodzonego gadania zakochanych
Historia: [Link]
Sterujący: Geneza
Galeria:
Jako wilk, X, X, X, X

Ekwipunek: czaszka wilka, kastet, flamberg (zmodyfikowany, półtora ręczny), claymore, lewak, saksa, karwarz, pamiętnik niejakiej Jane, cała paleta farb w sprayu, niezwykle wygodna obróżka z adamanium, z doczepionym łańcuchem
Sakwa: 140 ZM
Umiejętności: Szybkość: 20
                       Siła: 30
                       Zwinność: 20
                       Wytrzymałość: 30
Punkty Awansu: 40 / 200
Upomnienia: 0/3

Od Zero CD. Nirvany

- Jestem wykończony - poskarżyłem się mojej Nirvance.
- Ja też... Nie mam siły iść do domu - zaśmiała się.
- O! Na to to akurat mam jeszcze siłę. Idziemy spaaaać - ziewnąłem, a potem śmiejąc się cicho porwałem dziewczynę na ręce i ruszyłem do domu. Naszego domu.
Po drodze wtuliła się we mnie  zamknęła oczy. Uśmiechnąłem się. Wyglądała tak uroczo drzemiąc mi na rękach.
- Zero...? - mruknęła w końcu kiedy układałem ją w łóżku.
- Tak? - spytałem patrząc na nią.
- Kocham cię.
- Ja ciebie i tak bardziej - nachyliłem się do niej i pocałowałem ją w czoło - Dobranoc najukochańsza.
- Dobranoc skarbie - powiedziała jeszcze zanim zasnęła. Otuliłem ją kołdrą i poszedłem do kuchni jeszcze coś zjeść.
A potem po prostu padłem na łóżko obok Nir i wcisnąłem się pod kołdrę. Przytuliłem dziewczynę i bez problemu zasnąłem.

<Nirvana?>

Od Zero CD. Toxic'a

- A to jeszcze nic! - kobieta wesoło klasnęła w dłonie - Będzie znacznie, znacznie gorzej niż teraz. Postaram się - zapowiedziała.
Zacisnąłem usta w wąską kreskę zastanawiając się co zrobić. Wpadł mi do głowy taki jeden pomysł, ale... W sumie, co mi szkodzi spróbować. Wyciągnąłem ręce na boki. Po chwili i w jednej i w drugiej poczułem znajomy ciężar. Witajcie moje kochane skarby, rzuciłem w myślach widząc zaskoczenie i nutkę niepokoju na twarzy kobiety. Widać nie spodziewała się tego, że mam moje cudne miecze. Lepiej chyba to nazwać przerośniętymi tasakami, ale ja nigdy nie dbałem o nazewnictwo. Ma to ostrze i rękojeść - czyli według mojej logiki jest mieczem. Uśmiechnąłem się z wyższością podchodząc do kobiety.
- Czyżbym znów cię czymś zaskoczył? - uniosłem do góry brew pytając z typową dla siebie arogancją - Gwarantuję, że z nami nie wygrasz, więc może pora dać nam spokój?
- Nie. Dopóki jesteście moimi zabawkami - odparła fałszywie pewnym głosem.
Parsknąłem cichym śmiechem.
- Nikt nie będzie przegrzebywał mi mózgu, by stworzyć iluzję. Zwłaszcza ku uciesze kogoś takiego jak ty - rzuciłem groźnie unosząc miecz tak, by jego czubek oparł się na obojczyku kobiety. Odruchowo przełknęła ślinę. - Wypuść nas i znajdź sobie inne zabawki.
- Nie możesz mnie zabić. Mnie nie da się zabić! - wykrzyczała mi w twarz.
- Może i nie, ale powiedz mi jak radzisz sobie z odciętą głową?
Błyskawicznie zmieniłem położenie mieczy tworząc coś na wzór wielkich nożyc i z całej siły ścisnąłem. Głowa kobiety z głośnym chrupnięciem odskoczyła od karku i potoczyła się do moich stóp. Kopnąłem ją z obrzydzeniem patrząc jak reszta jej ciała bezładnie spada na ziemię.
- Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś - usłyszałem za sobą głos Toxic'a.
- Wiesz... W zasadzie dałem jej wybór - wzruszyłem ramionami odwracając się do niego. Na plecach czułem jej martwy, nieruchomy wzrok od którego po kręgosłupie przebiegł mi dreszcz. Zignorowałem to jednak.
- Nie uważasz, że poszło za łatwo? - spytał mój towarzysz.
- Tak. Uważam, że poszło za łatwo - odpowiedziałem odsyłając miecze tam, skąd przyszły i podchodząc do Toxic'a - Pewnie jeszcze ją zobaczymy.
- Mhm... Masz krew na twarzy - zauważył z wyrazem twarzy którego nie potrafiłem zinterpretować.
- Oh... - szybko wytarłem twarz - Dzięki.
- Nie ma sprawy. Ta cała lady mówiła o iluzjach. Co ci pokazała?
- Wykorzystała Nirvanę. Podała mi jej pobitą i poranioną wersję. O mało co zawału nie dostałem - stwierdziłem ponuro starając się odsunąć od siebie ten widok. Nigdy więcej nie chcę tego oglądać. - A ty? Co tobie pokazała? - spytałem.

<Toxic?>

sobota, 16 kwietnia 2016

Od Alissy CD. Toxic'a

Hmm… Gdzie by tu pójść…
-A może… tam!- zaproponowałam z pełnymi ustami. Sklep, który wskazałam miał śliczny drewniany szyld a na wystawie widziałam różne błyskotki. Znajdował się prawie naprzeciwko tego ze słodyczami. Było w nim pełno pięknych rzeczy: śliczne stare zegarki, biżuteria, breloczki, figurki. Biegałam od jednego drobiazgu do drugiego. W pewnym momencie zobaczyłam breloczek, taki w kształcie połówki serca. Wydawało mi się, że już go gdzieś widziałam… Nagle poczułam zawroty i silny ból głowy. Toxic spojrzał na mnie z niepokojem.
-Alis, wszystko w porządku?- zapytał. Kiwnęłam głową. To w końcu nic takiego.
-Jesteś pewna?- dopytywał się.

-Tak…- nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami. – Jestem pew…- urwałam, czując, że tracę świadomość. Usłyszałam tylko swoje imię, zanim całkiem odpłynęłam.

<Toxic? Przepraszam, że dopiero teraz, że tak krótko i wgl... >

piątek, 15 kwietnia 2016

Od Lilith CD. Raven'a

Przyglądałam się wszystkiemu uważnie. Nie powiem...Zdziwiło mnie że on (Wciąż nie znam jego imienia!) tak po prostu chce ją zabić...Myślałam o czymś bardziej zabawnym i poniżającym niż...ale należy się suce! Chyba... No, ale wracając. Najbardziej jednak zadziwiała mnie postawa chłopaka. Mówił to wszystko z takim przekonaniem jak by było prawdą (Może jest? Nie wiem...). W każdym bądź razie babsztyl na to poszedł. Więc teraz tylko pozostało mi siedzieć i obserwować jak to się dalej potoczy...

<Raven? Wybacz, że takie krótkie ale nie mam pomysłu>

środa, 13 kwietnia 2016

Od Raven'a CD. Toxic'a

- Tylko jeśli jest się słabym śmiertelnikiem - prychnąłem - Ja tam wszystko dobrze widziałem. Mój przygłupi towarzysz tylko przewrócił oczami. Jemu chyba płacą za drażnienie mojej osoby. Jakoś by mnie to nie zdziwiło. Pociągnąłem nosem bardziej z odruchu niż konieczności rozpoznania terenu i natychmiast zasłoniłem nis i usta rękawem. Rozkład, stęchlizna, grzyb i pleśń. Dużo wszystkiego. Czemu takie podziemia nie mogą na przykład pachnieć różami?! 
- Jakiś ty wrażliwy - zadrwił sobie Toxic. Już otworzyłem usta, żeby odpowiedzieć mu jakąś naprędce naszykowaną uwagą, ale po przeciwnej stronie usłyszałem chrobot. Jasny sygnał, że coś jest za ścianą. Zamknąłem usta momentalnie ignorując blondyna i lekko przekrzywiłem głowę nasłuchując.
- Nic mi nie odp...
- Ciii! - syknąłem dodatkowo podkreślając swoje słowa gestem. Znowu zachrobotało. Ciut bliżej.
- No, ale...
- Zamknij się do cholery! - warknąłem powoli kierując się w stronę skąd dochodził dźwięk. Dotknąłem palcami ściany nadal nasłuchując. A potem złożyłem dłoń w pięść i uderzyłem w środek deski. Ta pękła i załamała się do środka skąd dobiegł nas stłumiony wrzask, a zaraz potem ciche rzężenie. Coś przebiłem. Pochyliłem się zaglądając w szczelinę. Siedziała tam taka sama pokraka jak ta u góry.
- Dwa do zera dla mnie - zaśmiałem się pod nosem - Nie miałeś farta kuzynie - dodałem jeszcze ciszej.
Wyprostowałem się i zrobiłem krok w tył robiąc miejsce temu ciekawskiemu śmiertelnikowi którego aktualnie niańczę, a potem, gdy on był jeszcze zajęty oglądaniem stygnących zwłok i gadaniem do siebie (bo ja go nie słuchałem) bezszelestnie się wycofałem żeby odszukać przejście dalej.
<Toxic?>

wtorek, 12 kwietnia 2016

Od Vestarii CD. Venom'a

- Nie, nie umiem! Bo tak mi się kurwa podoba! - wydarłam się.
Odwróciłam się gotowa odejść, ale powstrzymał mnie głos basiora.
- Umiesz tylko kląć i uciekać? - spytał z nutką drwiny w głosie.
- Umiem też bić zjebie - wykonałam bardzo zręczny pół obrót i korzystając z zamachu spoliczkowałam Venoma. Zachwiał się robiąc krok w tył. Ja w tym czasie wymierzyłam mu całkiem solidny cios w żołądek szczerząc się z satysfakcją.
- Ofiara losu - zaśmiałam się widząc go zgiętego w pół. A potem nie siląc się na uprzejmości zwyczajnie podniosłam do góry nogę tym samym uderzając swojego "przyjaciela" kolanem w czoło. To mu powinno wystarczyć. Wyminęłam go i nadal się śmiejąc swobodnym krokiem odeszłam. Póki co nie miał jeszcze ochoty mnie znów doganiać. Jedno muszę mu przyznać, udało mu się wprawić mnie w dobry nastrój. Powinnam częściej go bić. To jest tak bardzo zabawne.
- Vest! - usłyszałam za sobą. Brzmiało to jakoś tak śmiesznie słabo. Przewróciłam oczami i zerknęłam przez ramię na irytujące źródło dźwięków.
- Czego? Jeszcze ci mało? - warknęłam momentalnie tracąc dobry humor. Zmieniłam się w wilka szczerząc kły. Jeśli podejdzie dość blisko ugryzę i odlecę.

<Venom?>

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Od Ehrendil CD. Sorrow

- Sorrow... - spojrzałem na nią błagalnie.
- Co? - spytała rozbawiona.
- Nie drocz się ze mną. Proszę. - przysunąłem się do niej, a ona znów się odsunęła chichocząc. Westchnąłem cicho. Co ja z nią mam? Zwariuję kiedyś. Przeczesałem dłonią luźne włosy i przytuliłem ją do siebie. Tym razem nie zaprotestowała. Musnąłem ustami jej czoło, potem nos i na koniec usta. Pocałowałem ją po raz kolejny wodząc dłońmi po jej talii i biodrach.
- Ehrendil... - mruknęła - Przeszkadzasz mi się z tobą drażnić.
- Trudno. Tym razem to ja decyduję co będę z tobą robić - uśmiechnąłem się.
Niedługo potem skończyła się ciepła woda, jednak ja tam byłem zadowolony z tego co osiągnąłem. Co mogę powiedzieć? Było bardzo przyjemnie. Zakręciłem wodę i wyszedłem spod prysznica. Sorrow wyszła tuż za mną. Owinąłem ją ręcznikiem uśmiechając się. Drugi ręcznik zawiązałem sobie na biodrach i podszedłem do lustra żeby porządnie rozczesać sobie te swoje włosy.

<Sorrow?>

Od Nirvany CD. Zero

- No to chciałeś jeść,a teraz ci się nie chce? - zaśmiałam się
- A no - też się zaśmiał i ucałował mnie delikatnie.
Siedzieliśmy tak jeszcze dłuższą chwilę a ja postanowiłam podejść do bufetu.
Nalałam sobie troszkę wódki do kieliszka i wypiłam.
Przysiadłam się znów do Zera i zdjęłam buty.
Uśmiechnął się i objął mnie, zaczęło się robić ciemno ale ponieważ zapowiadało się na pokaz fajerwerków więc ciemność mi nie przeszkadzała.
W pewnym momencie Zero wstał i zaczął tworzyć niesamowite obrazki z ognia, które rozpościerały się na bardzo dużą powierzchnię nieba.
Uśmiechałam się z podziwem aż w końcu postanowiłam się przyłączyć.
Zaczęłam tworzyć neonowe wzory, które też robiły wrażenie na publiczności składającej się z naszej watahy.
Zero w pewnym momencie mrugnął do mnie i wiedziałam, że to czas na stworzenie czegoś niesamowitego razem.
Utworzyłam dość duży wzór a on przyłączył swój do mojego. W rezultacie otrzymaliśmy dwa wilki przypominające nas...zaraz,zaraz...to byliśmy my!
Zachwycona otworzyłam usta i uśmiechnęłam się do mojej bratniej duszy.
Resztę wieczoru spędziliśmy na tworzeniu kombinacji na niebie.
Dopiero około 4:00 udaliśmy się na odpoczynek.
<Zero?>

Od Leny CD Kayli

Wiosna. Nareszcie! Wszystko budzi się do życia. Nigdy nie potrafiłam usiedzieć w jednym miejscu, kiedy przychodziła ta pora roku. Wiązało się to zazwyczaj z tym, że pod koniec dnia ktoś musiał mnie wyciągać z jakiejś dziury, ściągać z drzewa albo wyprowadzać z bagien. Tsaaa.... No nic! Takie moje szczęście. Ale, ale, ale, ale.... Wracając do teraźniejszości... Z samego rana wystrzeliłam z jaskini i przez jakieś pół godziny latałam po lesie jak dzika, to tu, to tam. To goniłam za jakimś kolorowym ptakiem w poszukiwaniu jego gniazda, to zobaczyłam jakieś kwiaty, albo znowu jakiś przepięknie kolorowy motyl przykuł moją uwagę. Czułam się jakbym znowu była szczeniakiem i bawiła się z przyjaciółmi w poszukiwaczy skarbów w jakichś zapomnianych zakątkach lasu. Moje bieganie miało jednak cel, mianowicie szukałam (jak zawsze) różnych ziół. Przy okazji rozglądałam się też za pająkami, głównie tymi jadowitymi. Wiele osób nielubi tych stworzonek, jednak ja uważam że są poniekąd urocze. Co jest uroczego w włochatych stawonogach? W zasadzie sama nie wiem, po prostu, uważam że nie są aż takie złe i straszne. Zazwyczaj musiałam czekać z poszukiwaniami jadowitych pająków do lata, gdyż większość z nich jest ciepłolubna i nie pokazują się w innych porach roku. Jednak apokalipsa zmieniła bardzo wiele w ekosystemie, więc nie jest chyba aż tak wielkim zaskoczeniem fakt, że natknęłam się już na kilka ptaszników. Jednak nigdzie nie mogłam znaleźć ptasznika tygrysiego, co bardzo mnie martwiło. Nie widziałam tych przyjemniaczków już w zeszłym roku, a należą one do moich ulubionych pajęczaków. Dużo czasu minęło zanim w końcu jednego spostrzegłam, na oko miał trochę ponad 7 cm długości, co oznacza że to musi być samica. Byłam tak zajęta pająkiem że w pierwszej chwili nie zwróciłam uwagi na czym siedzi, a w zasadzie na kim... Ptasznik radośnie wygrzewał się na grzbiecie jakiejś wadery.
- Psssst- podeszłam do śpiącego wilka, próbując ją obudzić nie płosząc przy tym pająka - Ej, pobudka -wadera powoli otworzyła oczy- Tylko się nie ruszaj...- nieznajoma obserwowała mnie uważnie gdy podchodziłam do jej grzbietu, ale na szczęście się nie ruszała. Ukąszenie ptasznika tygrysiego nie jest niebezpieczne, nie jest nawet szczególnie bolesne, ale są to pająki dość płochliwe, więc nie chciałam żeby mi uciekł. Zmieniłam się w człowieka i sięgnęłam do torby po przezroczysty pojemnik (tak wiem, trzymam dziwne rzeczy w torbie), po czym powoli przysunęłam go do pająka, drugą ręką popychając go w stronę pojemnika. Sekundę później zadowolona zamykałam wieczko, siadając po turecku na ziemi i podziwiając pająka. Minęło kilka sekund zanim przypomniałam sobie o waderze, która dalej mi się przyglądała.

Od Sorrow CD Ehrendil'a

Przerwałam pocałunek Ehrendila kiedy weszliśmy pod strumień cieplej wody. Postanowiłam w tedy z nów pobawić się jego włosami. Co nie było żadna nowością. Ten spojrzał trochu znudzony i zawiedziony na mnie, kiedy ja zaczęłam mu płatać warkocza z części jego długich włosów.
-Znowu się będziesz droczyć?
Zapytał trochu markotnieje z nadzieja w oczach ze powiem 'nie'. Niestety tak nie było i spojrzałam mu w oczy.
-A co jeżeli będę?
Uśmiechnęłam się sarkastycznie i palcem sobie rysowałam wzorki po jego klatce.

<Ehrendil? Non pomysłu ale plan wykonany! Zero zaległości! YAY>

Od Kayli DO Kogoś

Leżałam sobie sama w lesie i oglądałam otoczenie. Czasami widziałam jak jakieś ptaszki sobie latały tam i z powrotem. Niebo tez było piękne i zapowiadała się ładna pogoda. Choć nigdy nie wiadomo bo można było dostrzec oznaki ciemnych chmur deszczowych. Położyłam pyszczek na przednich łapach i postanowiłam się zdrzemnąć. Byłam bardzo zmęczona, a na terenach watahy czułam się bezpiecznie. Drzemka nie trwała długo nim ktoś mnie obudził. Powoli otwarłam oczy i dostrzegłam jakiegoś wilka. Nie byłam nawet pewna której płci ta osoba była, bo mój wzrok był jeszcze zamazany.

<Ktoś?>

Od Kayli DO Kogoś

Leżałam sobie sama w lesie i oglądałam otoczenie. Czasami widziałam jak jakieś ptaszki sobie latały tam i z powrotem. Niebo tez było piękne i zapowiadała się ładna pogoda. Choć nigdy nie wiadomo bo można było dostrzec oznaki ciemnych chmur deszczowych. Położyłam pyszczek na przednich łapach i postanowiłam się zdrzemnąć. Byłam bardzo zmęczona, a na terenach watahy czułam się bezpiecznie. Drzemka nie trwała długo nim ktoś mnie obudził. Powoli otwarłam oczy i dostrzegłam jakiegoś wilka. Nie byłam nawet pewna której płci ta osoba była, bo mój wzrok był jeszcze zamazany.

<Ktoś?>

Od Kayli DO Kogoś

Leżałam sobie sama w lesie i oglądałam otoczenie. Czasami widziałam jak jakieś ptaszki sobie latały tam i z powrotem. Niebo tez było piękne i zapowiadała się ładna pogoda. Choć nigdy nie wiadomo bo można było dostrzec oznaki ciemnych chmur deszczowych. Położyłam pyszczek na przednich łapach i postanowiłam się zdrzemnąć. Byłam bardzo zmęczona, a na terenach watahy czułam się bezpiecznie. Drzemka nie trwała długo nim ktoś mnie obudził. Powoli otwarłam oczy i dostrzegłam jakiegoś wilka. Nie byłam nawet pewna której płci ta osoba była, bo mój wzrok był jeszcze zamazany.

<Ktoś?>

Od Kayli - Historia

Moja historia nie jest za bardzo ciekawa, ale ciesze się że chcesz jej posłuchać.
Zaczęło się od moich narodzin. Nigdy nie należałam do żadnej watahy, byłam tylko ja i moja mama. Była to wspaniała wadera która znała odpowiedz na wszelkie pytania, ale i tez była wspaniała wychowawczyni i nauczycielka. Podczas mych szczenięcych lat, nauczyłam się podstaw kultury do której należałyśmy. Dowiedziałam się ze jestem hybryda przez co nie mogła moja matka dołączyć do watahy ojca. A skoro była lisem to osobiście się przyzwyczaiła do życia samotnego. Wiedziała ze ryzykowała wydalenie ojca z jego watahy, przez to ze był jej partnerem. Raz mi opowiedziała ze zrezygnował z bycia jej partnerem po to by móc zostać w swojej watasze. Kiedy mi to opowiadała, mogłam dostrzec że jest smutna. Zawsze byłam posłusznym dzieckiem. Nie sprzeciwiałam się i robiłam wszystko by żyło nam się jak najłatwiej. Oczywiście jak i upolowany zając, tak i życie nie trwa wiecznie. Ciesze się ze moja mama umarła z powodu swojego wieku, a nie została przez nic zamordowana. Niestety było to bardzo smutne widzieć jedynego członka rodziny który umiera na twoich oczach. Byłam świadoma jej śmierci kiedy mi podarowała jedno ze swoich piór. Nauczyła mnie ze w naszej kulturze znaczy to, iż chcesz się pożegnać z ta osoba która otrzymuje jedno z twych piór, lub chcesz im wyznać swą miłość. Mogłam się domyślić ze tym razem chciała się pożegnać, wiec postanowiłam zachować to piórko wraz z moimi własnymi. Po jej śmierci wędrowałam sobie sama, i żyłam jak każdy inny lis, sam. Apokalipsa mnie ominęła, i się nawet z tego powodu ciesze. Niestety nigdy mnie nie nauczono pływać, co miało własne konsekwencje. Podczas tych zaburzeń pogodowych, natknęłam się na ulewę. A w raz z nią rzeka obok której nocowałam, powiększyła się. Zalała me legowisko i pociągnęła mnie z prądem. Byłam bezwładna, powoli ale pewnie się topiłam gdyż wszystko stało się czarne. Byłam pewna ze teraz nadeszła moja kolei pożegnać się z życiem. Ale nie, kiedy otwarłam oczy ukazał mi się mały człowiek. Wystraszyłam się, ale potem sobie uświadomiłam ze ona mnie uratowała. Zabrała mnie do domu i często ze mną rozmawiała. Nawet mnie nauczyła przemiany w człowieka. To była wspaniała osoba, ale oczywiście nie mogła mnie trzymać wiecznie. Kiedyś przestało jej starczyć pieniędzy na utrzymanie nas oboje, przez co znów wyruszyłam w podróż. Ta nie trwała tak długo bo kiedy opuściłam miasto poczułam zapach wilków. Kierowałam się tym zapachem z nadzieja ze może przyjmą kogoś takiego do watahy. I tak tez było! Zero, czyli Alfa, był bardzo miły i mnie przyjmą bez problemu. Tak oto znalazłam sobie dom w owej watasze, Watasze Apokalipsy.
Znów dziękuje ze chciałeś mnie wysłuchać i mam nadzieje ze nie zanudziłabyś cie na śmierć. Nie chciałabym żeby ktoś znów umarł.

niedziela, 10 kwietnia 2016

Od Toxic'a CD Zero

Po tym jak Zero machną ręka na to ze nie ma zamiaru podzielić się faktem czemu się śmiał to usłyszałem coś dziwnego. Oczywiście był to głos, prawidłowiej dwa głosy. Odwróciłem się napięcie i ruszyłem w stronę niewyraźnych głosów. Im bardziej się zbliżyłem tym łatwiej je było rozpoznać. Po krótkiej chwili mogłem bez problemu słyszeć ze jeden należał do mężczyzny a drugi do kobiety. Zatrzymałem się i wsłuchałem w głosy. Prawie ze od razu je rozpoznałem. Ten jeden należał do osoby której tak na prawdę nienawidzę, był to Raven. Drugi należał do Alis. Lekko się zaniepokoiłem tym ze oni się tu znajdują. Znów podążyłem w stronę tej dwójki aż ukazali się moim oczom. Alis się cieszyła a Raven się uśmiechał pod nosem gdy mnie dostrzegł. Dziewczyna tez mnie zauważyła i się uśmiechnęła.
-Nie cieszysz się ze jesteśmy razem?
Zapytała po czym złapała Raven'a za rękę. Czułem jak by coś przebiło się przez moje serce. Następnie czułem jak gniew próbował nade mną zapanować. Podszedłem spokojnie do Raven'a i jedna ręką chwyciłem go za kołnierz.
-Co ty wyrabiasz?!
Gniew już prawie mnie opanował. Ale byłem jeszcze świadom swych czynów. Poczułem jak jedna łza spływa mi po policzku. A następnie Raven się uśmiechną pod nosem i dumnym głosem wypowiedział kilka słów.
-Robię to czego ty nie umiesz dokonać.
Akurat kiedy miałem umieścić mą pieść na jego uśmiechniętej twarzy znikną. Jak i on tak i Alis. Nie miałem zielonego pojęcia co się dzieje. Postanowiłem wytrzeć łez i się chociaż trochę ogarnąć. Nie wiele później znalazłem się przed Zerem. Wciąż nie ogarniałem niczego, ale to pewnie musiał być wymiar snów czy coś. Podeszłam do towarzysza.
-Co tu się dzieje?
Zapytałem spokojnym tonem wciąż się ogarniając. Kiedy Zero miał coś powiedzieć naszym uszom ukazał się śmiech. Okropny, szalony śmiech. Ani Zerowi ani mi się nie podobał. Oboje odwróciliśmy głowy w stronę śmiechu po czym ukazała się ukochana wiedźma którą z chęcią oboje byśmy zabili. Jak już przestała się śmiać to do nas podeszła dumnie.
-Żebyście widzieli wasze reakcje na te łagodne iluzje
Kobieta zaczęła chichotać a ja katem oka spojrzałem na Zera. Jemu pewnie tez jakieś iluzje wymyśliła.

<Zero?>

Od Toxic'a CD Raven'a

Przyłożyłem rękę do rany na karku. Spoglądałem na dłoń, i widząc ze jest pełna mej własnej krwi uśmiechnąłem się pod nosem. W tej chwili cieszyłem się ze umiem leczyć mniejsze rany, tak jak na przykład ta którą ja teraz otrzymałem od tego okropnego anioła. Nie trwało to długo nim rana na moim karku się zagoiła. Pozostawiła za sobą tylko krwawą plamę na bluzie. Będzie następna bluza do kosza. Cóż, mnie na tym tak bardzo nie zależy, jak Raven'owi na jego kurtce. Co on w ogóle w niej widzi? To przecież zwykła skórzana kurtka którą można kupić w sklepie. A nie! Bo to jest kurtka stworzona przez jakiegoś projektanta. Co mnie to niby obchodzi? Nic, a nic. Powoli powstałem z ziemi i otrzepałem się z kurzu. Następnie podążyłem za naszym księciem i tak samo jak on zamknąłem za sobą drzwi. Moim oczom ukazało się pomieszczenie w którym za ściany funkcjonowały stare deski, a za podłogę goły kamień. Widać było ze deski maja już kilka lat i w każdej chwili mogą się rozwalić. Pomieszczenie było większe od poprzedniego, ale nie można powiedzieć że było duże. Rozglądałem się po pokoju i dostrzegłem jakiś włącznik wiec go użyłem. Znów można było usłyszeć ruch jakiejś maszyny.
-Znów coś musiałeś wcisnąć?!
Usłyszałem poirytowany głos Raven'a a następnie zobaczyłem jak nastaje światło w pomieszczeniu. Po czym uśmiechnąłem się pod nosem i odpowiedziałem Raven'owi zadowolony.
-Jak by na to nie patrzeć to światło pod ziemiami to dobra rzecz

<Raven?>

Od Vestarii DO Kogoś

Kałuże na brukowej drodze rozchlapywały się na boki zupełnie przemaczając moje trampki, kiedy przez nie przebiegałam. Była już ciemno i lało jak z cebra, więc kurczowo trzymając ręką kaptur długiej peleryny, żeby nie zsunął mi się z głowy wyglądałam jak cień.
- Zatrzymaj się! Jesteś aresztowana! - dobiegło do mnie gdzieś z tyłu. Kilku strażników właśnie wypadło zza rogu wzburzając te same kałuże, które ja dosłownie przed chwilą. Naciągnęłam kaptur jeszcze bardziej pochylając się do przodu i biegnąc niemal na oślep przyspieszyłam. Minęłam kilka latarni i gwałtownie skręciłam ślizgając się na mokrych kamieniach. Wpadłam w ciemny zaułek przeklinając pod nosem fakt, iż nie widzę zupełnie nic. Nie trwało to, więc długo kiedy zderzyłam się ze ścianą.
- Ugh! Cholera jasna by to wzięła! - warknęłam mamrocząc kolejną wiązankę przekleństw. Kto to widział robić ślepe uliczki dokładnie tam gdzie ja chcę uciekać?! Odwróciłam się na pięcie gotowa pomknąć w drogę powrotną, ale kroki strażników były zbyt blisko. Nie zdążę...  Podniosłam wzrok starając się zauważyć jak wysoko sięga mur. Oczywiście nie widziałam.
- Tu jest! - usłyszałam. Szybko rzuciłam okiem przez ramię. U wlotu uliczki stała ciemna postać z pałką w ręce, kolejne powoli zbierały się za nią. No to pięknie. Mają mnie. Witaj pieprzona Mordownio! Tym razem spotkamy się na dużo dłużej niż 5 lat... Kopnęłam w ścianę wkładając w to całą swoją furię. Gdyby nie ona byłabym już daleko i wolna. I nagle wpadł mi do głowy pomysł. Całkiem genialny zresztą. Stworzyłam swoją wierną kopię w miejscu gdzie stałam, sama znikając przed wzrokiem strażników. A potem skuliłam się w kącie każąc swojej imitacji wspiąć się na mur wbrew wszelkiej logice.
Odczekałam chwile aż strażnicy przestali być zbici w jedną ciasną grupkę i wykorzystując okazję prześlizgnęłam się obok nich. Po paru metrach znowu stałam się widzialna i szybkim krokiem ruszyłam w dół ulicy.
- Niezła akcja - usłyszałam. Podskoczyłam wbrew własnej woli.
- Nosz kurwa. Czego mnie straszysz zjebie?

<Ktoś?>

Od Venom'a CD Vestarii

Przyznam że kiedy dziewczyna mi skoczyła na głowę, to ważyła jak piórko. Głowa mnie rozbolała i nie miałem zamiaru się ruszyć z miejsca. Widząc ze czerwonowłosa się oddala to postanowiłem się chociaż trochę ogarnąć. Za pomocą magii zatrzymałem dziewczynę i powoli wstałem. Ta nie mogąc się ruszać spojrzała na mnie morderczym spojrzeniem. Gdy powoli do niej podchodziłem, próbując pozbyć się bólu głowy, ta wysyłała w moja stronę wszelkie przekleństwa i przezwiska jakie tylko znała. Sprawiało mnie to o większy ból głowy niż już miałem.
-Weź się zamknij..
Wymamrotałem i znów skorzystałem z mych mocy magicznych by ja uciszyć. Spojrzałem na nią katem oka. Jeżeli by można było kogoś zabić wzrokiem, leżał bym tu teraz martwy. Na szczęście jest to nie możliwe a ja w spokoju sięgnąłem do torby i wyciągnąłem jeden mały eliksir. Postanowiłem go wypić, a nie cała minutę później głowa mnie już nie bolała. Pozwoliłem znów dziewczynie mówić. Ta znów zaczęła z przekleństwami i wyzwiskami. Wzdychnąłem i spojrzałem na nią trochu znudzony.
-A ty czasami umiesz powiedzieć coś innego niż same przekleństwa i wyzwiska?
Zapytałem i podciąłem ja wolno, tak żeby znów mogła się ruszać. Byłem ciekaw czy znów ucieknie, czy może mnie zaatakuje.

<Vest?>

czwartek, 7 kwietnia 2016

Od Ehrendila - "4" (EVENT cz.1)

Księżyc Łowcy z Gildią Łowców to wspaniałe miejsce. Znaczy się, jedyne do którego mam legalny dostęp, więc co za tym idzie też najlepsze. Można tam posłuchać o tym co nowego w mieście, dobrze zjeść i wyspać się - czyli z całą pewnością nie mogę narzekać. Właśnie teraz tam zmierzam ciągnąc przez biedną dzielnicę miasta wór pełen różnych skór i innych towarów.
- Patrz mamo! Pan z długimi uszami! - podbiegła do mnie malutka dziewczynka i objęła moje nogi. Miała na sobie uroczą różową sukieneczkę i kapelusik w tym samym kolorze. Zwróciła swoje błękitne oczka na moją twarz. Uśmiechnąłem się miło.
- Marion! Nie podchodź! - jakaś elegancka kobieta siłą odciągnęła ode mnie dziecko i zasłoniła je własnym ciałem mierząc mnie groźnym spojrzeniem. Odruchowo sięgnąłem ręką do ucha co tylko pogorszyło sprawę, bo wzrok kobiety stwardniał jeszcze bardziej, więc szybko ją opuściłem i splotłem dłonie za plecami unikając wzroku kobiety.
- Dziwadło - fuknęła tylko - Marion pamiętaj! Nie wolno ci rozmawiać, ani nawet podchodzić do takich jak on - zaczęła strofować córkę nie dbając o to czy to słyszę czy nie - To nie są ludzie i nigdy nimi nie byli. Nigdy takim nie ufaj! To są diabelskie istoty.
- Przepraszam panią - zacząłem ściągając na siebie jej nienawistne spojrzenie - Należę do rasy elfów, Dzieci Natury. Nie mam nic wspólnego z mocami nieczystymi - sprostowałem.
- Widzisz Marion?! Jeszcze ma czelność kłamać prosto w oczy! Jest niebezpieczny! - chwyciła dziecko za rękę i tak szybko odeszła, że malutka dziewczynka o mało co się nie przewróciła.
Westchnąłem i narzuciłem na głowę kaptur chowając swoje uszy przed wzrokiem ludzi. Boją się mnie. Tak jest zawsze. Oczyszczam świat z potworów by żyło im się lepiej w zamian dostając wyłącznie przerażone spojrzenia i całą masę wyzwisk. No ale cóż... Taki los.
Otworzyłem drzwi Księżyca Łowcy i nadal ciągnąć za sobą worek z łupem, odruchowo skierowałem się na schody prowadzące do piwnicy. No i całego centrum handlu. Postawiłem swój worek na krawędzi schodów i odwróciłem się jeszcze, żeby poszukać wzrokiem znajomych twarzy. Przerwała mi seria głuchych łupnięć. Błyskawicznie się odwróciłem, by zauważyć jeszcze jak worek wraz z cenną zawartością obija się o ostatnie schody. Na szczęście się nie rozwiązał. Zbiegłem do niego i szybko otworzyłem sprawdzając w jakim stanie jest zawartość. Nic się trwale nie uszkodziło, a ja mogłem odetchnąć z ulgą.
- Licencję proszę - usłyszałem nieco skrzeczący damski głos. Za krótką ladą siedziała mała, pomarszczona staruszka z okularami na nosie.
- Mnie nie poznajesz, Becky? - spytałem śmiejąc się. Wyciągnąłem z wewnętrznej kieszeni płaszcza rzeczony dokument i położyłem go na ladzie.
- Poznaję, poznaję Ehrendilu. Ale wiesz jakie są zasady - zerknęła w kartki nawet nie patrząc na moją licencję. Znała numer na pamięć, więc po chwili znów mogłem schować swoją własność i ruszyć na poszukiwanie pośrednika, który odkupi ode mnie towary.

Ciąg dalszy nastąpi...

Od Erika - Historia

Siedząc na grubszej gałęzi, w pełnym skupieniu obserwowałem moją przyszłą ofiarę. Już od dłuższego czasu nie natrafiło się nic lepszego, a tu proszę. Nieopodal pasła się młoda sarna. Spory kawał łańcucha poszybował w jej kierunku oplatając się dookoła jej szyi. Przez chwilę próbowała się oswobodzić wierzgając i tarzając się po ziemi, ale niewiele jej to dało. Zeskoczyłem na ziemie dopiero kiedy miałem pewność, że zwierzak leży trupem. Pociągnąłem za sobą łańcuch nadal opleciony dookoła zwłok, nawet nie trudząc się by zrobić to używając własnej siły. Skierowałem się do swojej tymczasowej jaskini 

Padał deszcz a strugi wody wpadały prosto do jaskini. Rozpaliłem tu małe ognisko, ale pewnie zaraz zgaśnie... Opierając głowę na łapach wpatrywałem się w płomienie. Musiałem się osuszyć bo ulewa złapała mnie już kiedy chciałem wracać, a droga nie należała do krótkich. Wstałem powoli zmieniając się w ludzką postać i ściągnąłem kawał sarniego uda z ognia. Jednak niezaspokojony od tygodnia apetyt nagle został zastąpiony chęcią wymiotowania. Zdecydowanie nie mam ochoty jeść. Wyskubałem kilka małych kawałków mięsa, które z trudem przechodziły przez gardło. Ale trudno. Nie mam zamiaru jeszcze umierać a już na pewno nie z głodu. A kto wie kiedy trafi się następne żarcie? W końcu położyłem się na wilgotnej ziemi z powrotem zmieniając swoją formę. 

Pierwsze z czego zdałem sobie sprawę to to że ognisko wygasło. Chyba niedawno bo nadal czuć było dym drapiący w nozdrza. Ale nie to mnie obudziło. Podniosłem łeb próbując ogarnąć czas, miejsce i okoliczności w których się tu znalazłem. Kiedy już uporządkowałem sobie wszystko w głowie zdecydowałem się rozejrzeć za tym irytującym, ciągłym mlaskaniem. Tylko to nie pasowało do niczego. W drugim kącie siedział jakiś wilk, chyba basior, pewności nie mam, i w najlepsze pałaszował MOJĄ sarnę. Kiedy tylko zauważył, że się na niego gapie chwycił mięso w zęby i wybiegł. Nawet nie miałem ochoty za nim biec a z resztą i tak bym go nie dogonił, był zdecydowanie za szybki. W końcu postanowiłem wyjść i się przewietrzyć. Nie dany mi był jednak spokój bo przed jaskinią stał kolejny basior. Wielki basior. 
-Sorry, tak się składa że już nie mam więcej sarenek...-rzuciłem i minąłem gościa, ale byłem pewien, że gapi się na mnie wyczekująco. -Coś nie tak....? 
-Jesteś na terenach mojej watahy. Co tu robisz? 
-Dobra, dobra. Jak chcesz to mogę stąd iść choćby teraz. Nie musisz udawać miłego 
-Czyli nie jesteś zbłąkaną duszyczką i nie chcesz dołączyć? 
-A co bym z tego miał? 
-Teoretycznie...nic. 
-No ok. To gdzie mogę się ulokować.

Erik

http://orig06.deviantart.net/be7c/f/2015/301/5/b/foxglove1texture_by_xsaebre-d9eqgt9.png"Jestem dobry w tym co robię, chociaż to co robię nie jest dobre"
http://pre13.deviantart.net/e93d/th/pre/f/2014/179/1/a/master_of_magnetism_by_creepy9-d7obtns.png 
Imię: Erik
Skróty: -
Przezwisko: -
Głos
Płeć: Basior
Wiek: 4 lata
Charakter: Erik nie należy do osobników ufających wszystkim. Jest raczej ostrożny w dobieraniu sobie przyjaciół. Miewa też swoje humory kiedy ma wszystko i wszystkich w dupie. Pomimo tego jest jednak towarzyski i lubi przebywać wśród znajomych. Bywa też uparty - nalega tak długo jak uzna to za słuszne. Lubi stawiać na swoim i często udaje, że wie wszystko. Stawia swój honor ponad wszystko i co za tym idzie - rzadko przyznaje sie do błędów które popełnia.
Cechy szczególne: tatuaż z nr 214 782 na przedramieniu
Status: Omega
Stanowisko: Łowca
Partnerka: -
Rodzina: -
Przyjaciele: toleruje wszystkich
Rasa: Wilk Magii
Żywioł: Metal
Moce:
-całkowicie kontroluje wszelkie odmiany metalu i przedmioty z niego wykonane
Inne:
-kiepska orientacja w terenie
Lubi:
-Wszelkie alkohole
-Spać
-Książki
Nie lubi:
-Nadmiernego, niepotrzebnego wysiłku
-arogantów
-poczucia odpowiedzialności
Historia
Sterujący: mismis001
Galeria: X

Ekwipunek: kawał łańcucha wykonanego z adamantium (niemal niezniszczalny metal), który zawsze ma przy sobie
Sakwa: 120 ZM
Umiejętności: Szybkość: 20  
                     Siła: 30
                     Zwinność: 30
                     Wytrzymałość: 20
Punkty Awansu: 30 / 200
Upomnienia: 0/3

wtorek, 5 kwietnia 2016

Od Zero CD. Nirvany - Święto

- Pewnie! Ale od razu mówię, że jutro nie będę w stanie chodzić - zaśmiałem się - Będziesz musiała zrobić mi śniadanie do łóżka.
- Dobrze, dobrze... Zrobię, ale chodź tańczyć - odpowiedziała.
Potańczyliśmy jeszcze trochę, a potem wróciliśmy na nasze poduszki. Odruchowo ją objąłem i wtuliłem twarz w jej włosy.
- Zero?
- Tak kochana?
- A co my będziemy robić przez resztę nocy? - spytała
- Hmmm... Zjadłbym coś - oznajmiłem w końcu - Najlepiej coś sporego.
- To co idziemy jeść? - spytała. Przytuliłem ją bardziej.
- Nie chce mi się - odpowiedziałem.

<Nirvana? Jakoś brakło mi lepszych pomysłów :/ >

Od Raven'a CD. Lilith - Święto

W sumie lubię robić na złość śmiertelnikom. Jest w tym coś takiego... Intrygującego. I mimo iż wyznaję zasadę, że ja i moja wieczność trzymamy się z dala od wszelkich śmiertelnych, problematycznych istot tym razem chyba zrobię wyjątek.
- Musiałbym się do niej zbliżyć na tyle, żeby widzieć jej oczy.
- Ohyda! Będziesz patrzył tej suce w oczy jakbyście byli zakochani?! Fuuuj! - skomentowała z obrzydzeniem. Powinienem przyznać jej racę. Mnie też to odrzuca.
- Takie są zasady. Wpływam tylko na tego, kto jest na tyle głupi, żeby spojrzeć mi w oczy - wyjaśniłem siląc się na cierpliwe tłumaczenie jak to działa.
- Rób co musisz tylko masz ją ośmieszyć.
- Nie będziesz mi mówić co mam robić - odparłem - Zrobię to na co będę mieć ochotę.
- Czyli?
- Zabiję ją. - nie czekając na reakcję dziewczyny wstałem i podszedłem do tamtej puszystej kobiety. Niech mój urok osobisty młodego dżentelmena zrobi cuda. Jak zwykle. Taaak... Muszę ją tak jakby trochę "uwieść" by wszystko się udało. Chociaż to może nie to słowo.
- Dobry wieczór - uśmiechnąłem się miło siadając na stołku obok kobiety. Wszystkie oczy jej orszaku posłały mi groźne spojrzenie, ale nie przejąłem się nimi. To ja tu jestem na szczycie łańcucha pokarmowego i to mnie należeć się będzie nagroda.
- Z kim mam nieprzyjemność? - spytała tamta wyniośle. Zaśmiałem się cicho.
- Świat zna mnie pod tytułem hrabia DeSangue, lecz dla pięknych kobiet zwę się Athorem - mrugnąłem do niej.
- Hrabia...? - spytała wytrzeszczając oczy - Pan wybaczy moje wcześniejsze słowa. Nie śmiałam przypuszczać... Hrabia... Coś takiego. Bardzo mi miło pana poznać...
- Proszę pani... Proszę się do mnie zwracać po imieniu - wtrąciłem w jej wypowiedź nadal nie tracąc miłego wyrazu twarzy. Chociaż miałem ochotę szczerze się skrzywić kiedy widziałem jej świńską twarz i ciało do złudzenia przypominające kawał tłustego boczku. Paskudztwo.
- Dobrze... Athorze, ale ty też nie mów do mnie "pani". Nazywam się Mirrabell, jestem dziedziczką wielkiego szlacheckiego rodu.
Kłamstwo. Jej puls przyspieszył co jest jasnym dowodem, że mnie okłamała co do tytułu. Mimo to ciągnąłem swoją grę dalej. Jej krew spłynie dziś do rynsztoka.
- Doprawdy to zaszczyt panią poznać Mirrabell.- ująłem jej dłoń i złożyłem na niej szybki pocałunek starając się zwalczyć mdłości, a potem pokonać odruch wytarcia ust o pierwszy lepszy kawał materiału. Czego się nie robi, żeby takie błędy nie chodziły ze mną po jednym świecie? Za Mirrabell widziałem Lilith. Przyciskała dłoń do ust obserwując nas i prawdopodobnie tak jak ja usiłowała opanować falę nudności.
Kobieta zaśmiała się i przysunęła do mnie ciut bliżej ku wyraźnej irytacji jej piesków. Żałosne. Tymczasem moja gra musiała trwać.
- Mirrabell, może opowiesz mi coś o sobie? - spytałem z uśmiechem którym podbijałem już serce nie jednej kobiety.

<Lilith?>