piątek, 1 kwietnia 2016

Od Lilith CD. Raven'a - Święto

Ehhh no dobra. Czyli na razie muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie...Po 2 minutach gwałcenia serwetki spróbowałam przesypać sól do pieprzniczki przez te dziurki ale tylko ją rozsypałam więc zakryłam to serwetkami i zrobiłam minę typu "to nie ja". Nagle do baru weszła jakaś pięknisia ze swoim chłopakiem i jeszcze dwoma przydupasami. Widać było że to jakaś ważna osoba (Pewnie z miasta) ponieważ sam właściciel baru wyszedł zza lady by ją powitać. Była ubrana w różową bluzeczkę sweterek tego samego koloru i (o zgrozo) żółte legginsy! A nie należała do tych najchudszych... W ręce trzymała pomarańczowe smoothie w plastikowym pojemniku. I tym właśnie pojemnikiem (z zawartością!) oberwałam.
-Ej ty tam! Wyrzuć to za mnie! Rozkazała po czym usiadła na biednym barowym krzesełku które żałośnie zaskrzypiało pod jej ciężarem.
Starłam z twarzy resztki napoju, podniosłam pojemink . Jeszcze trochę zostało. Ruszyłam w jej kierunku.
-Ty, gówniaro! Nie kazałam ci przez przypadek tego wyrzucić! Rodzice nie nauczyli cię się zachowywać! Czy ty wiesz kim ja jestem?! Warknęła jadowitym tonem. Miała wyjątkowo nie przyjemny i skrzeczący głos.
-Ale ja miałam zamiar to wyrzucić. Tylko że ja segreguje śmieci a sądząc po tych twoich sztucznych rzęsach i 2 kg tapety wywnioskowałam że tu wyrzucać tworzywa sztuczne. Odpowiedziałam uśmiechając się po czym wylałam jej na tą cud blond perukę to co zostało w pojemniku.
-Przegięłaś mała dziwko! Warkną jeden z jej przydupasów i rzucił się na mnie.
Odsunęłam się i zarył w ladę, ale po chwili przyłączył się do niego jego koleżka...i ochrona baru... I teraz zaczęłam się zastanawiać, czy zmienić się w cień, rozwlec ich flaki po całym barze i zostać wsadzona do domu dla świrów (Nie chce tam wracać!) Nie...za dużo światków... Muszę stąd zwać. Pierwszego odepchnęłam nogą, zrobiłam unik schylając się przed ciosem nadchodzącym z boku nagle jeden zaszedł mnie od tyłu i walną w głowę. Inny złapał mnie za ręce i wykręcił je do tyłu. No i to był mniej więcej koniec walki. Oberwałam jeszcze raz profilaktycznie w twarz. Ochroniarz zamienił z właścicielem parę słów po czym zawlekli mnie do...Tego chłopaka który tu ze mną przyszedł!? Po jego twarzy było widać że bawiła go ta sytuacja. Radośnie wciąż popijał wino, jednak gdy ochroniarze do niego podeszli już się tak nie cieszył.
-Ty! Bierz stąd swoją durną towarzyszkę i wynoście się z baru!
On spojrzał na nich zaczął gadać że mnie nie zna ale oni stwierdzili że mają to gdzieś i i tak mamy się z stąd wynosić po czym ten dureń wreszcie mnie puścił i rzucił na ziemie i sobie poszedł.
Podniosłam się i starłam krew z policzka, popatrzyłam na niego.
-To nie moja wina! Oni zaczęli! Krzyknęłam z żalem w głosie próbując się wytłumaczyć po czym spuściłam głowę.
<Raven? Nie mam pomysłu na nic bardziej sensownego>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz