wtorek, 19 kwietnia 2016

Od Ehrendila CD. Sorrow

- Ty naprawdę będziesz chora - zauważyłem - Jak wrócimy idziesz prosto do łóżka.
- No dobrze... Ale odpowiedź mi. Ile zarobimy?
- Za samą skórę 1000, potem jeszcze za resztę to tak za wszystko może 800. Szkoda, że nie ma to przekładu na walutę w watasze.
- Mhm... Dużo to wszystko warte... - stwierdziła Sorrow
- To nie jest łatwy, ani tani zawód to i wynagrodzenie musi być odpowiednie.
- Racja - znowu kichnęła.  Zerknąłem na nią z troską.
- Coś czuję, że będę cię niańczył szybciej niż myślisz.
- Będzie fantastycznie! - odpowiedziała śmiejąc się - Cały dzień w łóżku i ty spełniający wszystkie moje zachcianki.
- Hola, hola! Tak dobrze to nie ma - odparłem sam też się śmiejąc - Nie będę ci usługiwał księżniczko.

Reszta drogi upłynęła nam na miłej rozmowie. W trakcie której musiałem zasłonić twarz chustą, a na głowę narzuciłem kaptur. Co prawda i tak spod niego po ramieniu spływał mi pojedynczy siwy warkocz, ale trudno. Z tym nic nie zrobię. Za to wyglądam teraz niemal jak płatny morderca. Minąłem strażników w bramie znosząc ich pełne pogardy spojrzenia i skierowałem się tam gdzie zawsze - do Księżyca Łowcy.
- Nie lubisz tu być, prawda? - spytała Sorrow najwyraźniej zauważając moją zgarbioną sylwetkę i wbity w ziemię wzrok.
- Ano nie lubię, ale cóż mogę poradzić? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- Nic...
- No właśnie - otworzyłem i przytrzymałem drzwi gospody Łowców przepuszczając dziewczynę.
Zeszliśmy do piwnicy.
- Licencję proszę - usłyszałem ten sam znajomy głos co zawsze. Pochodził od Becky, malutkiej, pomarszczonej staruszki. Odsłoniłem twarz uśmiechając się.
- Witaj Becky - z wewnętrznej kieszeni płaszcza wyciągnąłem dokument i położyłem go na ladzie. - To Sorrow, biorę za nią odpowiedzialność.
- Dobrze, dobrze... Przypomnij mi kiedyśmy się to widzieli w Nilfgardzie? - spytała kładąc kartkę i pióro obok mojej licencji.
- Równo 60 lat temu moja droga. W czasach gdy byłaś jeszcze młodą łowczynią - odparłem podpisując dokument i opierając się o ladę.
- No i zobacz... Mam teraz już 80 i patrz jak wyglądam. Podczas ty masz już...
- 246.
- Właśnie. 246 i spójrz na siebie. Nadal jesteś młody - zaśmiała się - Świat jest niesprawiedliwy.
- Może dlatego ludzie mnie nie lubią - odpowiedziałem. Do porządku przywróciło mnie kichnięcie - Ale nie przyszedłem tu rozmawiać. Mam manykorę do sprzedania, także... Bywaj Becky! - zabrałem licencję.
- Do zobaczenia Ehrendilu - odpowiedziała odprowadzając mnie i Sorrow spojrzeniem.
Uśmiechnąłem się do dziewczyny idąc w najdalszy kąt pomieszczenia. Przy stole siedział wielki facet z blizną oszpecającą mu twarz. Nawet ja wyglądałem przy nim dość chuderlawo.
- Tak? - rzucił cichym, choć dudniącym głosem.
- Ja w sprawie zlecenia - oświadczyłem swobodnie. Może i mężczyzna wyglądał groźnie, ale mnie nie odbierał pewności siebie za to Sorrow odrobinkę tak, bo troszkę się za mną schowała - Mam mantykorę.
- Ile? - spytał
- Jedna, łowiska są już strasznie przetrzebione. Nie mniej poza skórą ze zlecenia mam też towar dodatkowy.
- Pokaż.
Postawiłem worek na stole cierpliwie czekając, aż Pośrednik sprawdzi towar.
- 1700 - stwierdził w końcu. Nie najgorzej i tak jak się tego mniej więcej spodziewałem. Skinąłem mu głową. Pośrednik wypłacił mi odpowiednią sumę, którą schowałem do sakiewki przy pasie i podszedł do sporej tablicy. Starł moje imię i przeniósł je kilka pozycji wyżej mniej więcej w połowie listy. Nadal słabe miejsce, ale da się to nadrobić. Rzuciłem jeszcze okiem na nazwiska tych, który są wyżej ode mnie. Sorrow znowu kichnęła.
- Wracamy do domu - zarządziłem ciągnąc ja za rękę w stronę wyjścia. Pozdrowiłem skinieniem Becky i wyszedłem z piwnic Księżyca Łowcy, a potem wprost na ulicę.

<Sorrow?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz