- Co cię tak bawi? - spytała sama się śmiejąc.
- To, że idziemy się baaawiiiiić - odpowiedziałem wesoło i przyspieszyłem tak, że teraz to ja lekko ciągnąłem za sobą dziewczynę.
Po krótkiej chwili biegu z przeszkodami w postaci drzew, krzaków i wszelkich innych zagradzających drogę pułapek w końcu gwałtownie zatrzymałem się na skraju polany. Ramph, która nie zdążyła wyhamować, z impetem wpadła na mnie wywracając nas obu.
- No dzięki... - mruknąłem opierając się na przedramionach - Zrobiłaś wielkie wejście.
- To twoja wina! Kto ci pozwolił tak nagle sobie stanąć?! - spytała z udawanym żalem siadając na ziemi obok i strzepując z siebie stare liście i gałązki.
- Fakt. Zawiniłem - przyznałem dalej leżąc na brzuchu na ziemi. Sięgałem ręką, żeby sprawdzić czy wyposażenie mojej torby też przetrwało kolizję. Miałem ogromną nadzieję, że tak. Bo chyba nie przeżyję jeśli coś się stanie...
- No nie... - jęknąłem z powrotem kładąc głowę na ziemi i nakrywając ją rękami.
- Co...? Engel... Co się stało? - spytała przysiadając się bliżej. Jedną ręką odwróciłem torbę w jej stronę pokazując wnętrze. A tam na samym środku leżał sobie trochę połamany i w dwóch częściach mój polaroid. I gdzie ja mam niby znaleźć nowy?
- Przykro mi z powodu aparatu - poczułem na ramieniu jej rękę - Nie przejmuj się, załatwimy ci nowy.
- A zapomnij... - odpowiedziałem nadal nie podnosząc głowy - Straciłem przyjaciela.
Ehh... Engel, sentymentalny dzieciaku. Bierz się w garść i zabieraj się bawić. Potem u siebie będziesz opłakiwał stratę i liczył czy wystarczy ci pieniędzy na nowy. Zganiłem sam siebie. Często tak robię. Dużo łatwiej się jakoś w sobie zebrać i działać dalej. Podniosłem głowę patrząc na dziewczynę. Patrzyła na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Widziałem coś co mogłoby być zawstydzeniem i poczuciem winy albo czymś takim. Uśmiechnąłem się odrobinę i nieco na siłę.
- Wszystko gra - zapewniłem całkowicie przecząc swoim wcześniejszym słowom - A my skoro już dotarliśmy na tę zabawę powinniśmy się bawić, a nie siedzieć nam moim rozwalonym polaroidem.
Podniosłem się z ziemi i zamknąłem torbę, a potem pomogłem wstać dziewczynie.
- Masz patyczki we włosach - sięgnęła dłonią i pościągała ze mnie wszelkie niepożądane kawałki ściółki. Przeczesałem włosy dłonią przywracając im kształt który określam mianem "twórczego nieładu". Co nie jest łatwe biorąc pod uwagę fakt, że moje włosy naturalnie są dość ciężkie i lubią układać się po swojemu.
- Chodźmy pozwiedzać i zobaczyć co możemy tu porobić - uśmiechnąłem się nadal uparcie starając się brzmieć i wyglądać na zadowolonego - Oczywiście poza tym, że nie wykręcisz się od zatańczenia ze mną minimum jednego tańca.
- Na pewno?
- Na 100%, ale najpierw...
Chwyciłem ją za rękę i poprowadziłem w stronę stołu zastawionymi napojami. Zignorowałem szereg alkoholi wszelkiej maści i rodzaju. To dla typów co to nie potrafią się normalnie zabawić i tyle. Ja szukam czegoś lepszego.
- Lemoniada! - całkiem zadowolony ze swojego odkrycia wziąłem dwa plastikowe kubeczki i nalałem do nich napoju. - Kocham lemoniadę - podałem dziewczynie jej kubeczek i upiłem łyka ze swojego. Ramph zaśmiała się przyjmując ode mnie jej część tego rajskiego przysmaku.
- Ty się śmiejesz, a ja ci powiem, że... - pociągnąłem nosem rozglądając się - Czuję kiełbaski z grill'a i właśnie sobie uświadomiłem, że jeszcze nic dzisiaj nie jadłem.
<Ramphilla? XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz