Gdy poczułam chłód przewiewający przez moją nie zbyt długa sierść, przebudziłam sie. Otwarłam oczy i dostrzegłam waderę. Spoglądała na mnie i przytaknęła witając. Odpowiedziałam tym samym gestem. Nie byłam pewna czym był ten lekki wiaterek, ale czegoś takiego jeszcze nie czułam w taki dzień jak ten. Postanowiłam powstać z trawy. Kiedy juz stałam na wszystkich czterech, wytrzepałem z sierści trawę i zeschniętą ziemię. Pozostał po moim ciele ślad na trawie, która była przygnieciona. Zaczęłam się przyglądać waderze. Podobała mi się jej sierść, pełna rożnych wzorów. Uśmiechnęłam się lekko i nie przejmując się jak wadera może zareagować postanowiłam się przywitać. Bo z tego co wiem to jeszcze się nie znamy.
-Miło poznać, jestem Kayla. A ty?
Wadera ani trochu zdziwiona tym że porozumiewam się telepatycznie odpowiedziała.
-Zwą mnie Nazgar, Dusza Wschodu
-Jaki fajny tytuł
Dodałam uśmiechając się do niej.
<Nazgar?>
wtorek, 31 maja 2016
Od Toxic'a CD Zero
-Wiesz.. Nie chce o tym wspominać..
Wymamrotałem w ogóle nie zadowolony tym co widziałem.
-Krótko mówiąc spotkałem kochanego Raven'a który znów mnie wkurzył..
Zacząłem opowiadać i zrobiłem krótką pauzę zastanawiając się co dalej opowiadać. Wiem ze i tak by poznał prawdę ale nie chce tego pamietać.
-I to tyle? A myślałem ze było więcej..
Zapytał Zero lekko zdziwiony, No i chyba trochu zawiedziony tym ze tylko to mnie załamało.
-Znalazła tam tez się Alis.. Była razem z Ravenem, jako partnerzy... Ja wiem ze szans nie mam, ale żeby mój własny mużdrzek był przeciwko mnie to już źle..
Westchnąłem i przewróciłem oczami na moje własne słowa. Nastąpiła cisza, ale nie na długo. Bo mój wzrok przykuła głowa panny. Zaczęła się tyrać w stronę ciała co mnie przyprawiło o dreszcze. Wskazałem na przedmiot a Zero się spojrzał pytająco.
-To chyba nie jest dobry znak..
Powiedziałem po czym towarzysz spoglądał w kierunek który wskazywałem. Głowa juz dotarła do ciała i zaczęła się zraszać.
-Kurde..
-Chyba będzie cza wymyślić jakiś inny sposób jej zabicia..
Skomentowałem i cofnąłem o krok gdy siało zaczęło się podnosić. I to nie normalnie. Po prostu leżała a po chwili tak jak by była opętana, co na pewno jest, wstała bez użycia żadnych kończyn. W tym momencie zaczęła lewitować nad ziemią. To sprawiło ze Zero tez się cofnął o krok tak by ona nie zaatakowała o najpierw. Bo to raczej przewidziane ze taki miała zamiar, po tym jak on jej odciął głowę.
<Zero?>
Wymamrotałem w ogóle nie zadowolony tym co widziałem.
-Krótko mówiąc spotkałem kochanego Raven'a który znów mnie wkurzył..
Zacząłem opowiadać i zrobiłem krótką pauzę zastanawiając się co dalej opowiadać. Wiem ze i tak by poznał prawdę ale nie chce tego pamietać.
-I to tyle? A myślałem ze było więcej..
Zapytał Zero lekko zdziwiony, No i chyba trochu zawiedziony tym ze tylko to mnie załamało.
-Znalazła tam tez się Alis.. Była razem z Ravenem, jako partnerzy... Ja wiem ze szans nie mam, ale żeby mój własny mużdrzek był przeciwko mnie to już źle..
Westchnąłem i przewróciłem oczami na moje własne słowa. Nastąpiła cisza, ale nie na długo. Bo mój wzrok przykuła głowa panny. Zaczęła się tyrać w stronę ciała co mnie przyprawiło o dreszcze. Wskazałem na przedmiot a Zero się spojrzał pytająco.
-To chyba nie jest dobry znak..
Powiedziałem po czym towarzysz spoglądał w kierunek który wskazywałem. Głowa juz dotarła do ciała i zaczęła się zraszać.
-Kurde..
-Chyba będzie cza wymyślić jakiś inny sposób jej zabicia..
Skomentowałem i cofnąłem o krok gdy siało zaczęło się podnosić. I to nie normalnie. Po prostu leżała a po chwili tak jak by była opętana, co na pewno jest, wstała bez użycia żadnych kończyn. W tym momencie zaczęła lewitować nad ziemią. To sprawiło ze Zero tez się cofnął o krok tak by ona nie zaatakowała o najpierw. Bo to raczej przewidziane ze taki miała zamiar, po tym jak on jej odciął głowę.
<Zero?>
Od Vestarii CD. Venom'a
Kopnęłam łapami w powietrzu rozpaczliwie walcząc o oddech. Wiłam się i wyrywałam, jak zawsze cholera, na marne. Mogłam sobie bić skrzydłami i robić wszystko inne co mi się podobało, ale ten fatalny zjeb i tak mnie nie puszczał. Dookoła nas pojawiło się kilka moich wiernych kopii. Wrzeszczały, biegały, skakały... Wszystko. Siały ogólny rozpiździel jak zawsze kiedy chodziło o moje życie. Same się pojawiają i same się odwołają kiedy zagrożenie minie. Chłopak tylko na chwilę się rozproszył i nieznacznie poluzował uchwyt. Zaraz potem z jednak przypomniał sobie kto tu teraz kogo męczy i zacisnął dłonie szczerząc się jak wariat.
- Podoba ci się? Chcesz jeszcze? - wrzeszczał śmiejąc się.
- ... Zjeb... - wyrzuciłam z siebie słabo. Ciemniało mi przed oczami i ogółem licho wyszło.
- Ej! nie waż się mdleć! Jaka to będzie zabawa kiedy nie będziesz przytomna?! - potrząsnął mną.
Nie odpowiedziałam. Oto ja, Vestaria, jedna z Cudownej Trójki z Mordowni, która zwiała od zmarnowania sobie życia w pierdlu zostanę zabita przez tego niedorozwoja. NIE! Nie ma szans! Mimo poważnych problemów skupiłam wzrok na oczach tamtego. Przez całe kilka cennych sekund intensywnie patrzyłam mu w je jego obrzydliwe ślepia, jednak w końcu udało mi się przeryć jego mózg i wrzucić tam wizję samej siebie. Martwej i nieruchomej. Zadziałało.
- Już umarłaś?! - ryknął puszczając mnie. Grzmotnęłam o ziemię aż zadzwoniło. Po chwili Venom czy jak mu tam było wymierzył mi porządnego kopniaka. Skrzywiłam się i odczołgałam kawałek dalej, żeby chociaż względnie złapać oddech. A on dalej pastwił się nad 'moimi zwłokami'. Ugh... Wariat. Tak czy siak długo tu sobie nie zostanę. Zebrałam się w sobie na tyle, żeby wstać z ziemi i powlekłam się w losową stronę. Nie zaszłam zbyt daleko, gdy usłyszałam nieco inny głos. Tak jakby w tym idiocie mieszkały dwie dusze.
- Co do cholery?
- Gówno - wymamrotałam w końcu obierając kierunek. Zalezę do rzeki chociażby nie wiem co.
<Venom?>
- Podoba ci się? Chcesz jeszcze? - wrzeszczał śmiejąc się.
- ... Zjeb... - wyrzuciłam z siebie słabo. Ciemniało mi przed oczami i ogółem licho wyszło.
- Ej! nie waż się mdleć! Jaka to będzie zabawa kiedy nie będziesz przytomna?! - potrząsnął mną.
Nie odpowiedziałam. Oto ja, Vestaria, jedna z Cudownej Trójki z Mordowni, która zwiała od zmarnowania sobie życia w pierdlu zostanę zabita przez tego niedorozwoja. NIE! Nie ma szans! Mimo poważnych problemów skupiłam wzrok na oczach tamtego. Przez całe kilka cennych sekund intensywnie patrzyłam mu w je jego obrzydliwe ślepia, jednak w końcu udało mi się przeryć jego mózg i wrzucić tam wizję samej siebie. Martwej i nieruchomej. Zadziałało.
- Już umarłaś?! - ryknął puszczając mnie. Grzmotnęłam o ziemię aż zadzwoniło. Po chwili Venom czy jak mu tam było wymierzył mi porządnego kopniaka. Skrzywiłam się i odczołgałam kawałek dalej, żeby chociaż względnie złapać oddech. A on dalej pastwił się nad 'moimi zwłokami'. Ugh... Wariat. Tak czy siak długo tu sobie nie zostanę. Zebrałam się w sobie na tyle, żeby wstać z ziemi i powlekłam się w losową stronę. Nie zaszłam zbyt daleko, gdy usłyszałam nieco inny głos. Tak jakby w tym idiocie mieszkały dwie dusze.
- Co do cholery?
- Gówno - wymamrotałam w końcu obierając kierunek. Zalezę do rzeki chociażby nie wiem co.
<Venom?>
Nariel
Imię: Nariel
Skróty: Nel
Przezwisko: tylko siostra je znała i nikt po za nią go nie pozna
Płeć: Wadera
Wiek: 6
Charakter: Nel jest bardzo skryta w sobie, nie lubi z nikim rozmawiać, boi się odrzucenia i dla tego też obiecała sobie, że nigdy nie będzie miała przyjaciół (oczywiście przy pierwszej lepszej okazji łamie postanowienie). Osamotniona przez kilka miesięcy wykształcała w sobie drugą świadomość, która była by jak jej siostra odważna, inteligentna i towarzyska, niestety nie udało jej się zastąpić swojego charakteru drugą wersją. Nastąpiło jednak coś niespodziewanego, była od siebie inna jako człowiek i jako wilki. W ludzkiej skórze- twarda i silna natomiast w wilczej- słaba i delikatna. Czasami zdarzało jej się cofnąć w rozwoju i przez kilka dni była dzieckiem takim samym jak przed apokalipsą, było to dość kłopotliwe tym bardziej, że kiedy wracała do pierwotnej postaci nie pamiętała co robiła przez ten czas. Pomijając szczegóły, wilcza Nel ma kompleks niższości dość łatwo na nią wpłynąć i jest nadmiernym pesymistą za to człowiecza Nel jest tego zupełnym przeciwieństwem.
Cechy szczególne: Pomyślmy, cóż samo pomieszanie zielonego z niebieskim jest dziwne, po za tym nosi na głowie czaszkę wyszczerbioną z lewej strony. Na pysku ma wymalowaną czerwoną linie, która w jej mniemaniu ma oznaczać wieczną żałobę...(oczywiście po siostrze). Posiada tak, że uszy przypominające kształtem te rysiów i ogon który podczas pełni pokrywa się piórami. (Lepiej by było gdyby nie jadła tej całej zmutowanej zieleniny …)
Status: Omega
Stanowisko: Czarny Mag
Partner: dla którego charakteru wybrać…
Rodzina: bliźniacza siostra (martwa?)
Przyjaciele: Nie ma
Rasa: Wilk Księżyca
Żywioł: Woda
Moce: -Potrafi oddychać pod wodą
-Zmieniać jej stan skupienia
-Porozumiewać się telepatycznie w językach zwierząt głębinowych
-Podczas pełni sama jest w stanie zamienić się w wodę
-Może stać się człowiekiem pod warunkiem, że przed przemianą powierzy księżycowi swoją pierwsza osobowość.
Inne:- Kiedy jeden raz stanie się cieczą musi minąć co najmniej kilka dni aby mogła wrócić do pierwotnej postaci
-Czasami rozmawia z drzewami, które jak pewnie łatwo zgadnąć nie odpowiadają jej.
-Kocha słuchać muzyki ale, że bardzo rzadko ma taka okazje sama sobie podśpiewuje.
Lubi: Grać na fortepianie i gitarze, wszystko co jest z bakaliami, czasami sobie porysować i pływać.
Nie lubi: Gadatliwych osobników, pochmurnych nocy, różowego, wspominania przeszłości.
Historia: [LINK]
Sterujący: nariel
Sakwa: 130 ZM
Umiejętności: Szybkość: 45
Siła: 5
Zwinność: 40
Wytrzymałość: 10
Punkty Awansu: 30 / 200
Upomnienia: 0/3
Od Nirvany CD. Zero
- Hmm... - mruknęłam myśląc przez dłuższą chwilę - Może by tak coś upolować? - zapytałam spontanicznie.
- Czemu nie, dawno nie jadłem jakiejś dziczyzny - powiedział Zero i się uśmiechnął.
- No to w drogę - powiedziała zmieniając się w wilka i wychodząc z jaskini, zaraz za mną pojawił się Zero. Przez dłuższą chwilę maszerowaliśmy w ciszy do lasku. Szturchnęłam go delikatnie rozluźniając atmosferę, i pobiegłam przed siebie, zaczął mnie gonić, przy lasku jest dość duża górka, z której łatwo się stoczyć więc ślepo biegnąc przed siebie spadłam z tej górki a Zero na mnie. Wstałam i otrzepując się polizałam go z satysfakcją po nosie,a on tylko się uśmiechnął bo patrząc na mój wilczy rozmiar a jego to prędzej by mnie zjadł. ,,No ale cóż, do rzeczy"...- pomyślałam sobie wstając i zauważając Daer'a. Ustawiając się do szybkiego i efektownego skoku na zwierze, które niczego nie jest świadome nie może wydać najmniejszego dźwięku. Rozluźnia kończyny i oddaje długi skok wprost na zdobycz, wbija w nią swoje kły i zabija.
Bierze pierwszego gryza i patrzy na Zera.
- No dalej, teraz twoja kolej - uśmiecha się.
- Czemu nie, dawno nie jadłem jakiejś dziczyzny - powiedział Zero i się uśmiechnął.
- No to w drogę - powiedziała zmieniając się w wilka i wychodząc z jaskini, zaraz za mną pojawił się Zero. Przez dłuższą chwilę maszerowaliśmy w ciszy do lasku. Szturchnęłam go delikatnie rozluźniając atmosferę, i pobiegłam przed siebie, zaczął mnie gonić, przy lasku jest dość duża górka, z której łatwo się stoczyć więc ślepo biegnąc przed siebie spadłam z tej górki a Zero na mnie. Wstałam i otrzepując się polizałam go z satysfakcją po nosie,a on tylko się uśmiechnął bo patrząc na mój wilczy rozmiar a jego to prędzej by mnie zjadł. ,,No ale cóż, do rzeczy"...- pomyślałam sobie wstając i zauważając Daer'a. Ustawiając się do szybkiego i efektownego skoku na zwierze, które niczego nie jest świadome nie może wydać najmniejszego dźwięku. Rozluźnia kończyny i oddaje długi skok wprost na zdobycz, wbija w nią swoje kły i zabija.
Bierze pierwszego gryza i patrzy na Zera.
- No dalej, teraz twoja kolej - uśmiecha się.
<Zero?>
poniedziałek, 30 maja 2016
Od Lilith CD. Raven'a
Po prostu sobie poszedł?! Ehhh a ja myślałam że się może jednak jakoś dogadamy...Ruszyłam za nim w celu dalszego uprzykrzania mu życia moją osobą gdy nagle przez przypadek wpadłam na jakiegoś gościa. Facet trochę starszy ode mnie ze słuchawkami na uszach i bluzą z kapturem .
-Jak łazisz!!! Krzykną i odepchną mnie a ja wybuchnęłam śmiechem.
-Wariatka… Burkną pod nosem i odwrócił się.
-Dlaczego wy wszyscy jesteście taaaaacy?? Wciąż się śmiałam. –Kolejna osoba którą dzisiaj spotykam jest wredna… Uśmiechnij się! Powiedziałam szczerząc się jak psychopatka.
-Pfff spieprzaj! Warkną i już chciał odejść ale mu nie pozwoliłam nagle przypomniałam sobie o małym nożyku którego mam w bucie. Że też nie wpadłam na to w barze! Zanim ten zdążył się zoriętować stałam obok niego i przyciskałam mu nóż do policzka. W tym momencie gość stracił całą swoją pewność siebie i zaczął mnie błagać bym go puściła. Lecz ja nie miałam zamiaru go słuchać, przycisnęłam nóż mocniej i wyryłam mu piękny uśmiech. Facet wrzeszczał przeraźliwie i wciąż błagał mnie bym go puściła.
-No dobrze! Skończyłam! Zakrzyknęłam radośnie. Chociaż jeszcze… hmmmm O! Już wiem!
-Zobacz! Wskazałam palcem na ulicę przed nami. Biegnij! Tylko slalomem! Dodałam
Gość chyba jednak nie zrozumiał bo rzucił się pędem po lini prostej w stronę wyjścia z ciemnej uliczki lecz po chwili leżał już martwy z nożem wbitym w tył głowy.
-Ehhh mówiłam żebyś biegł slalomem! Jak biegniesz prosto to nie ma takiej zabawy! Skomentowałam poczym wyjęłam swój nożyk z trupa , wytarłam go z krwi o jego bluzę i ruszyłam kontynuować poszukiwanie wcześniej wspomnianego towarzysza.
-Jak łazisz!!! Krzykną i odepchną mnie a ja wybuchnęłam śmiechem.
-Wariatka… Burkną pod nosem i odwrócił się.
-Dlaczego wy wszyscy jesteście taaaaacy?? Wciąż się śmiałam. –Kolejna osoba którą dzisiaj spotykam jest wredna… Uśmiechnij się! Powiedziałam szczerząc się jak psychopatka.
-Pfff spieprzaj! Warkną i już chciał odejść ale mu nie pozwoliłam nagle przypomniałam sobie o małym nożyku którego mam w bucie. Że też nie wpadłam na to w barze! Zanim ten zdążył się zoriętować stałam obok niego i przyciskałam mu nóż do policzka. W tym momencie gość stracił całą swoją pewność siebie i zaczął mnie błagać bym go puściła. Lecz ja nie miałam zamiaru go słuchać, przycisnęłam nóż mocniej i wyryłam mu piękny uśmiech. Facet wrzeszczał przeraźliwie i wciąż błagał mnie bym go puściła.
-No dobrze! Skończyłam! Zakrzyknęłam radośnie. Chociaż jeszcze… hmmmm O! Już wiem!
-Zobacz! Wskazałam palcem na ulicę przed nami. Biegnij! Tylko slalomem! Dodałam
Gość chyba jednak nie zrozumiał bo rzucił się pędem po lini prostej w stronę wyjścia z ciemnej uliczki lecz po chwili leżał już martwy z nożem wbitym w tył głowy.
-Ehhh mówiłam żebyś biegł slalomem! Jak biegniesz prosto to nie ma takiej zabawy! Skomentowałam poczym wyjęłam swój nożyk z trupa , wytarłam go z krwi o jego bluzę i ruszyłam kontynuować poszukiwanie wcześniej wspomnianego towarzysza.
<Raven? Wreszcie coś napisałam!!!>
niedziela, 29 maja 2016
Od Ehrendila CD. Lizzy
- Mam jej dość... - padłem na łóżko i ukryłem twarz w poduszce.
- Ja też - tuż obok siebie poczułem Sorrow. Zaraz potem zaczęła bawić się moimi włosami - Co z nią zrobimy?
- Na dobry początek trzymajmy ją z dala od zbrojowni. A najlepiej z dala od naszego domu. - odwróciłem głowę w stronę dziewczyny i uśmiechnąłem się lekko.
- Dobry pomysł... A teraz bądźmy grzeczni i idźmy spać jak wszyscy normali ludzie.
- I elfy - zaśmiałem się.
- Prawda... Dobrej nocy.
Obudziłem się z samego rana. Sorrow jeszcze spała, jak co rano. Uważając by nie zbudzić dziewczyny wstałem i poszedłem do kuchni zrobić śniadanie. Zjadłem swoją porcję, względnie poprawiłem włosy, ubrałem się i wyszedłem pobiegać. Kolejny zwykły dzień zaczęty typowym codziennym 'rytuałem'. Tylko teraz ciągnęło się za mną widmo sprzątania zbrojowni.
Gdy wróciłem, całkiem przyjemnie zmęczony, Sorrow właśnie jadła zostawione dla niej jedzenie.
- Cześć - przywitała się machając mi.
- Kvetha - odpowiedziałem przechodząc do kuchni. Wziąłem szklankę wody i usiadłem na krześle obok dziewczyny. Upiłem łyka.
- Biegałeś?
- Jak codzień. A uprzedzając twoje następne pytanie... Nie, nie widziałem nic ciekawego. Poza tym musimy sprzątać. Im szybciej tym lepiej.
- Taak... To co? Idziemy?
Dopiłem wodę.
- Idziemy.
Zajęło nam to całe dwie godziny. Trzeba było od nowa zawiesić wszystko na hakach, ułożyć na półkach, poustawiać stojaki, skompletować zbroje...
- Czasem żałuję, że tyle tego mam... - mruknąłem kiedy skończyliśmy.
- Mhm... Ja też - zaśmiała się Sorrow - Ale udało nam się.
- Owszem - przytuliłem dziewczynę z uśmiechem - A teraz możemy porobić coś ciekawszego.
- To znaczy?
- Coś wymyślimy...
<Lizzy? Sorrow będzie, ale jak będzie gotowa>
Od Nazgar CD. Aidy
- Dokąd zmierzasz Bitewny Gromie?
W odpowiedzi dumny ptak z krzykiem wzbił się w niebo i zniknął z mojego pola widzenia zostawiając mnie sam na sam z moim pytaniem. Delikatnie uniosłam w górę kąciki moich ust patrząc tam, gdzie zniknął mój skrzydlaty towarzysz. Zapowiada się ciepła, cudowna noc. Spokój i cisza, żadnych niepokojących mnie zjaw czy wilków. Tylko ja i las dookoła. Co może być piękniejszego?
- Czeeeeeeść! - podskoczyłam nerwowo słysząc głos. To by było na tyle jeśli chodzi o mój spokój... Nie odezwałam się jednak śledząc wzrokiem zbliżającą się do mnie waderę. Zatrzymała się przy mnie i zaczekała aż w końcu się przywitam.
- Witaj.
- Jak się nazywasz? Co tu robisz? Masz jakieś plany? Idziemy gdzieś? - zasypała mnie gradem pytań pod którym lekko się skuliłam. Starym nawykiem cofnęłam się lekko.
- Zwą mnie Nazgar, Dusza Wschodu - przedstawiłam się.
- Świetnie! Ja jestem Aida! - zaśmiała się tamta - Wybierasz się ze mną do miasta?
- Umh... Wolałabym nie.
W odpowiedzi dumny ptak z krzykiem wzbił się w niebo i zniknął z mojego pola widzenia zostawiając mnie sam na sam z moim pytaniem. Delikatnie uniosłam w górę kąciki moich ust patrząc tam, gdzie zniknął mój skrzydlaty towarzysz. Zapowiada się ciepła, cudowna noc. Spokój i cisza, żadnych niepokojących mnie zjaw czy wilków. Tylko ja i las dookoła. Co może być piękniejszego?
- Czeeeeeeść! - podskoczyłam nerwowo słysząc głos. To by było na tyle jeśli chodzi o mój spokój... Nie odezwałam się jednak śledząc wzrokiem zbliżającą się do mnie waderę. Zatrzymała się przy mnie i zaczekała aż w końcu się przywitam.
- Witaj.
- Jak się nazywasz? Co tu robisz? Masz jakieś plany? Idziemy gdzieś? - zasypała mnie gradem pytań pod którym lekko się skuliłam. Starym nawykiem cofnęłam się lekko.
- Zwą mnie Nazgar, Dusza Wschodu - przedstawiłam się.
- Świetnie! Ja jestem Aida! - zaśmiała się tamta - Wybierasz się ze mną do miasta?
- Umh... Wolałabym nie.
środa, 25 maja 2016
Od Venom'a CD. Vestarii
Czułem lekką uciechę z tego że dziewczyna powróciła. Mogłem teraz ja się nią pobawić. Chociaż wiedziałem że to uczucie nie jest zbyt prawidłowe. Zawsze w tych nie bardzo dobrych monetach nuci się to dziać. Rozchodzi się o mą drugą połowę. Jak by na to nie patrzeć jestem wilkiem Yin-Yang i powinienem się z tym liczyć, lecz mnie i tak zmiana nie dokończ się podoba. Choć pewnie zmieniam zdanie jak się przemieniam, krótko mówiąc szaleje. Niektórzy to nawet chcieli przezywać furią gdyż to stanowczo ona nie jest. Po prostu staje się lekko opętany i tyle. A fakt który mnie teraz drażnił był ten że właśnie się zmieniam i nie mogę nic zaradzić. Niech się dzieje co się ma dziać. Na szczęście nie widać wielkiej różnicy w moim wyglądzie gdy jestem człowiekiem.
-Zależy czego mi ma być mało.. Bo z chęcią się odwdzięczę.
Odpowiedziałem na pytanie wadery uśmiechając się, dość normalnie. Oczywiście można było słyszeć nutkę szaleństwa w moim głosie. Ta zaś warknęła na mnie głośniej w wciąż grożącej mi pozycji. Nie wiele potem poczułem że moja kontrola, której i tak było mało, nie mola już powstrzymywać przemiany. Nagle na mojej twarzy umieszczono szanowny uśmiech szaleńca. Moje krwiste oczy wypełniła pustka, co ładnie współgrało z uśmieszkiem. Vest się to nie spodobało. Postanowiła się na mnie rzucić, najwyraźniej chciała to zakończyć jak najprędzej. W momencie którym Vest była nad ziemią, ale jeszcze do mnie nie odskoczyła, użyłem magi by ta ja odepchnęła do tyłu. Taką siłą że ukończyła lot dobijając do jednego z dalszych drzew. Kiedy już leżała obok pniu na ziemi zacząłem się do niej zbliżać.
-Ojej, to nie miało tak być!
Mówiłem udając lekko zszokowanego.
-Powinienem rzucić cie o wiele dalej!
Prawie ze wrzasnąłem szczerząc się szaleńczo. Jedna ręką chwyciłem puchatą osobę za szyje i podniosłem do góry tak bym mógł ja dusić.
<Vest? Jeju w końcu coś mam!>
-Zależy czego mi ma być mało.. Bo z chęcią się odwdzięczę.
Odpowiedziałem na pytanie wadery uśmiechając się, dość normalnie. Oczywiście można było słyszeć nutkę szaleństwa w moim głosie. Ta zaś warknęła na mnie głośniej w wciąż grożącej mi pozycji. Nie wiele potem poczułem że moja kontrola, której i tak było mało, nie mola już powstrzymywać przemiany. Nagle na mojej twarzy umieszczono szanowny uśmiech szaleńca. Moje krwiste oczy wypełniła pustka, co ładnie współgrało z uśmieszkiem. Vest się to nie spodobało. Postanowiła się na mnie rzucić, najwyraźniej chciała to zakończyć jak najprędzej. W momencie którym Vest była nad ziemią, ale jeszcze do mnie nie odskoczyła, użyłem magi by ta ja odepchnęła do tyłu. Taką siłą że ukończyła lot dobijając do jednego z dalszych drzew. Kiedy już leżała obok pniu na ziemi zacząłem się do niej zbliżać.
-Ojej, to nie miało tak być!
Mówiłem udając lekko zszokowanego.
-Powinienem rzucić cie o wiele dalej!
Prawie ze wrzasnąłem szczerząc się szaleńczo. Jedna ręką chwyciłem puchatą osobę za szyje i podniosłem do góry tak bym mógł ja dusić.
<Vest? Jeju w końcu coś mam!>
Od Lizzy CD. Ehrendila
Wybuchnęłam śmiechem. Naprawdę ten typiarz myślał że się mnie pozbędzie za pomocą roślinek?! Ha! Swoją drogą on je zaczarował za pomocą piosenki, ciekawe czy bez języka też mógłby tak się bawić... Sprawdzę to kiedyś. A na razie powinnam jeszcze poprzeszkadzać tej uroooczej parce. Zaczęłam cofać czas, przy okazji wchodząc z powrotem do jaskini. Nie jestem wciąż w stanie zatrzymywać czasu, ale mogę go cofać z różną szybkością i nikt nie może mnie wtedy zauważyć. Ciężko to wyjaśnić, naginanie czasu rządzi się dziwacznymi i zawiłymi regułami, potrzeba geniuszu żeby to zrozumieć i wyjaśnić.. Nie żebym ja była wybitnie inteligentna, mam lata praktyki i zryty mózg. Hihi. Rzuciłam się na łóżko i przywróciłam normalny bieg czasu. Idealnie. Dokładnie dwie sekundy temu zostałam wyrzucona przez okno.
- Co tylko chcesz...- drzwi do tej cudownej szopy (jak dla mnie to szopa, co poradzić) się otworzyły i urocza dwójka skierowała się w moją stronę. I, na wszystkie monstra tego świata, mina tego gościa gdy mnie zobaczył była niesamowita! Zaczęłam zwijać się ze śmiechu, a kipiąca wokół niego wściekłość tylko to potęgowała. Z kolei jego znajoma była trochę bardziej zdziwiona i niż zła. Siwogłowy coś chyba powiedział ale go nie dosłyszałam
- Okej.... okej- wzięłam kilka głębokich oddechów- Co..cośty tam mamrotał?
- Wynoś. Się.- wycedził przez zaciśnięte zęby
- Jeeeejku... Nie jesteśmy zbyt sympatyczni hmmm? -radośnie zeskoczyłam z łóżka. - Naprawdę nie umiesz się bawić. No proszę cię! Przyszłam pooglądać twoje zabawki, a ty wywalasz mnie przez okno. Nawet sam się nie pofatygowałeś żeby to zrobić, tylko jakiś bluszcz na mnie nasyłasz! Szczyt chamstwa, doprawdy... I nawet nie jesteś ciekaw jakim cudem się tu dostałam w tak krótkim czasie. No poczułam się urażona...
- Czemu nie pójdziesz wkurzać kogoś innego?- spytała dziewczyna
-Już mówiłam, siwogłowy ma fajne zabawki- uśmiechnęłam się- A tak w ogóle to jestem Lizzy- wyciągnęłam rękę do dziewczyny, na co jej rycerz w białych kudłach wysunął się do przodu jakby chciał ją ochronić przed... No chyba moją ręką
- Geez.... Co tak panikujesz? To nie tak że ją zabiję czy coś- przewróciłam oczami cofając rękę.
- Nie karz mi się powtarzać i wynoś się- siwy łeb był już najwyraźniej zmęczony tą sytuacją
- Po pierwsze: właśnie się powtórzyłeś. Po drugie: co mi zrobisz? Zaatakujesz bezbronną? Naprawdę?- spytałam trzepocząc rzęsami.
- Włamałaś się tu i masz broń....
- Oh! Masz na myśli Flammie'go? -przerwałam mu wyciągając miecz z pochwy, na co szary łeb wyciągnął sztylet
- Ej ej ej! Dobra! Wygrałeś! O panie.... straszny nie-człowieku! Błagam tylko nie nóż do masła! Już mnie nie ma!- wykrzyknęłam udając (bardzo z resztą kiepsko) przerażenie (to chyba przez fakt że ciągle się uśmiechałam byłam tak mało wiarygodna) i chowając Flamberga. Z podniesionymi rękami powoli skierowałam się do drzwi. - Niemniej było mi bardzo miło! Macie urocze mieszkanko, niedługo znowu się spotykamy tak?- wyszczerzyłam się jeszcze bardziej i zanim siwogłowy zdążył zareagować (mam przeczucie że bardzo chciał rzucić tym sztylecikiem w moją głowę, a ja lubię mój łeb) zniknęłam z jaskini. Za kilka godzin i tak wstanie słońce, a dzień daje dużo więcej możliwości do zabawy! Do tego wciąż nie wiem jak nazywa się siwy łeb i jego dziewczyna, a jako że należymy do jednej watahy będę musiała się tego dowiedzieć.
- Co tylko chcesz...- drzwi do tej cudownej szopy (jak dla mnie to szopa, co poradzić) się otworzyły i urocza dwójka skierowała się w moją stronę. I, na wszystkie monstra tego świata, mina tego gościa gdy mnie zobaczył była niesamowita! Zaczęłam zwijać się ze śmiechu, a kipiąca wokół niego wściekłość tylko to potęgowała. Z kolei jego znajoma była trochę bardziej zdziwiona i niż zła. Siwogłowy coś chyba powiedział ale go nie dosłyszałam
- Okej.... okej- wzięłam kilka głębokich oddechów- Co..cośty tam mamrotał?
- Wynoś. Się.- wycedził przez zaciśnięte zęby
- Jeeeejku... Nie jesteśmy zbyt sympatyczni hmmm? -radośnie zeskoczyłam z łóżka. - Naprawdę nie umiesz się bawić. No proszę cię! Przyszłam pooglądać twoje zabawki, a ty wywalasz mnie przez okno. Nawet sam się nie pofatygowałeś żeby to zrobić, tylko jakiś bluszcz na mnie nasyłasz! Szczyt chamstwa, doprawdy... I nawet nie jesteś ciekaw jakim cudem się tu dostałam w tak krótkim czasie. No poczułam się urażona...
- Czemu nie pójdziesz wkurzać kogoś innego?- spytała dziewczyna
-Już mówiłam, siwogłowy ma fajne zabawki- uśmiechnęłam się- A tak w ogóle to jestem Lizzy- wyciągnęłam rękę do dziewczyny, na co jej rycerz w białych kudłach wysunął się do przodu jakby chciał ją ochronić przed... No chyba moją ręką
- Geez.... Co tak panikujesz? To nie tak że ją zabiję czy coś- przewróciłam oczami cofając rękę.
- Nie karz mi się powtarzać i wynoś się- siwy łeb był już najwyraźniej zmęczony tą sytuacją
- Po pierwsze: właśnie się powtórzyłeś. Po drugie: co mi zrobisz? Zaatakujesz bezbronną? Naprawdę?- spytałam trzepocząc rzęsami.
- Włamałaś się tu i masz broń....
- Oh! Masz na myśli Flammie'go? -przerwałam mu wyciągając miecz z pochwy, na co szary łeb wyciągnął sztylet
- Ej ej ej! Dobra! Wygrałeś! O panie.... straszny nie-człowieku! Błagam tylko nie nóż do masła! Już mnie nie ma!- wykrzyknęłam udając (bardzo z resztą kiepsko) przerażenie (to chyba przez fakt że ciągle się uśmiechałam byłam tak mało wiarygodna) i chowając Flamberga. Z podniesionymi rękami powoli skierowałam się do drzwi. - Niemniej było mi bardzo miło! Macie urocze mieszkanko, niedługo znowu się spotykamy tak?- wyszczerzyłam się jeszcze bardziej i zanim siwogłowy zdążył zareagować (mam przeczucie że bardzo chciał rzucić tym sztylecikiem w moją głowę, a ja lubię mój łeb) zniknęłam z jaskini. Za kilka godzin i tak wstanie słońce, a dzień daje dużo więcej możliwości do zabawy! Do tego wciąż nie wiem jak nazywa się siwy łeb i jego dziewczyna, a jako że należymy do jednej watahy będę musiała się tego dowiedzieć.
<Ehrendil..? Albo Sorrow, możemy w to wplątać Sorrow. Jestem za!>
Od Aidy DO Kogoś
Ehhh dawno nie robiłam nic ciekawego. Jest piątek wieczór a ja siedzę sama w domu…Fajnie by było się gdzieś przejść, coś wypić i po imprezować. Co prawda ostatnio jak ruszyłam sięz domu to wpadłam do jakiejś dziwnej dziury, ale tym razem nie będzie tak źle…Chyba. Dobra! Nie będę tu siedzieć bo zwariuję! Wziełam tylko szybko moją torbęi ruszyłam na poszukiwanie towarzystwa. W grupie zawsze raźniej! Po niecałym pół godziny łażenia po terenach watahy (Udało mi się nigdzie nie wpaść ani nic nie zepsuć!!Szok!) Zauważyłam w oddali jakąś postać. Trzeba wreszcie sięz kimś zaprzyjaźnić. Ruszyłam w tamtym kierunku.
<Ktoś?>
Od Aidy DO Kogoś
Ehhh dawno nie robiłam nic ciekawego. Jest piątek wieczór a ja siedzę sama w domu…Fajnie by było się gdzieś przejść, coś wypić i po imprezować. Co prawda ostatnio jak ruszyłam sięz domu to wpadłam do jakiejś dziwnej dziury, ale tym razem nie będzie tak źle…Chyba. Dobra! Nie będę tu siedzieć bo zwariuję! Wziełam tylko szybko moją torbęi ruszyłam na poszukiwanie towarzystwa. W grupie zawsze raźniej! Po niecałym pół godziny łażenia po terenach watahy (Udało mi się nigdzie nie wpaść ani nic nie zepsuć!!Szok!) Zauważyłam w oddali jakąś postać. Trzeba wreszcie sięz kimś zaprzyjaźnić. Ruszyłam w tamtym kierunku.
<Ktoś?>
wtorek, 24 maja 2016
Od Ehrendila CD. Lizzy
Przez kilka sekund jak skamieniały wpatrywałem się tylko we włamywaczkę. Zawsze. Za każdym razem moja zbrojownia ściąga jakieś niepożądane osóbki do mojego domu. Jedyny minus jej posiadania.
- Co ty tu do licha ciężkiego robisz? - spytałem kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Yyyy... Zwiedzam? - wyszczerzyła się nieznajoma. Westchnąłem uciskając palcami nasadę nosa.
- Opuść mój dom - zażądałem.
- Jeszcze nie - odparła.
W tym samym momencie przyszła Sorrow. Jeszcze zaspana i w mojej (nieużywanej nigdy) koszulce. Przytuliła się do mnie, a ja objąłem ją ręką. Przetarła oczy i ziewnęła.
- Zapraszałeś kogoś Ehrendil? Teraz?
- Nie Sorrow. Mamy niezapowiedzianego gościa. Na szczęście zaraz idzie.
- Ładnie to tak podejmować za mnie decyzję? - spytała tamta bezczelnie spacerując i podnosząc z ziemi moją broń, oglądając ją, wypróbowując i znów porzucając.
- Owszem. Bo jesteś w moim domu i to ja decyduję - rzuciłem zły - Poza tym traktujesz moją broń tak, jakbyś była na wyprzedaży. A ja nie mam zamiaru oddawać ci żadnej z nich.
- A nie słyszałeś nigdy o tym, że trzeba się dzielić? - spytała tamta słodko i roześmiała się.
- Lie ata Ruhnon Naumnon et. - poskarżyłem się cicho Sorrow.
- Jest jak co? - spytała.
- Jak plagi Ruhnon. Kiedyś ci opowiem tę legendę.
- Uhm... Możesz już stąd sobie iść? - spytała tamtej - Chciałabym już iść spać.
- Stoicie w przejściu. Zresztą i tak nigdzie nie idę.
- Właśnie, że idziesz - odparłem - Albo sam cię stąd wyciągnę.
- Nie radzę - stwierdziła tamta radośnie - Większym od ciebie potrafię skopać tyłek.
- Bez wątpienia. Wszak ludzie to istoty słabe - prychnąłem - Ja człowiekiem nie jestem.
- Że co?
- Nic. Wyjdź z tego domu i już nigdy nie wracaj.
- Eeeee... Nie. Jeszcze nie. Dostanę katanę?
- Nie dostaniesz nic - zgromiłem ją wściekłym spojrzeniem.
- Wyluzuj. Dobrze się razem bawimy.
- Daj już spokój... - westchnęła Sorrow.
- Drzwi są tam... Chociaż pewnie sama tam trafisz. - odsunąłem się robiąc miejsce.
- A jak. Ale nie idę.
- Co ja ci zrobiłem...
- Masz fajne zabawki. A moje zabawki szukają kolegów wśród twoich zabawek.
Zanuciłem cicho jedną z ciekawszych pieśni. Przez pojedyncze okno wlały się do środka gałęzie, które unieruchomiły włamywaczkę i wyciągnęły ją na zewnątrz. Zatrzasnąłem okno z hukiem.
- Chyba rano trzeba będzie tu sprzątnąć.
- Taak... Ale teraz chodźmy spać.
- Co tylko chcesz.
Wychodząc z pokoju zamknąłem za sobą drzwi i poszedłem za dziewczyną.
<Lizzy?>
Od Zero CD. Nirvany
- Nudzę się - zacząłem - Powinienem pracować, ale mi się nie chce.
- Aleś ty leniwy - odpowiedziała Nir śmiejąc się cicho.
- Możliwe kotku. Bardzo możliwe... Chociaż lubię mieć coś do roboty.
- To coś sobie znajdź? Czy może nie ma co zrobić?
- To jest Wataha Apokalipsy, Nir... Tu zawsze jest coś do roboty - zaśmiałem się.
- Fakt. No to co będziemy robić?
- Nie mam bladego pojęcia...
<Nir? Serio nie mam pojęcia xD>
- Aleś ty leniwy - odpowiedziała Nir śmiejąc się cicho.
- Możliwe kotku. Bardzo możliwe... Chociaż lubię mieć coś do roboty.
- To coś sobie znajdź? Czy może nie ma co zrobić?
- To jest Wataha Apokalipsy, Nir... Tu zawsze jest coś do roboty - zaśmiałem się.
- Fakt. No to co będziemy robić?
- Nie mam bladego pojęcia...
<Nir? Serio nie mam pojęcia xD>
poniedziałek, 23 maja 2016
Od Lizzy DO Ehrendila
Nuda, nuda, nuda. Ale w zasadzie czego się spodziewać po trzeciej w nocy w lesie? ... Właśnie
Jednak mam ja już pomysł na to co robić. Z racji że mój tak zwany współlokator gdzieś przepadł szukałam praktycznie każdego sposobu na zabicie nudy. Głównie siedziałam w podejrzanych knajpach w mieście gdzie nikogo nie obchodzi że jestem poszukiwana i udawałam pijaną. Hihi. Na samo wspomnienie zaczęłam się chichrać. Tak się zabawiałam aż do momentu w którym mały ptaszek wyćwierkał mi o bardzo ciekawym miejscu. Więc o to jestem, o trzeciej w nocy, w podskokach przemierzając ten niewielki odcinek lasu, w towarzystwie rytmicznego pobrzękiwania łańcucha i nucąc pod nosem Whispers In The Dark. O! To tutaj.
Stanęłam przed wejściem do jaskini, praktycznie identycznej jak ta w której mieszkam. Dobra, czas na sneaky akcję. Wślizgnęłam się do środka i powoli rozejrzałam. Typek do którego obecnie to miejsce jak mniemam należy spał sobie w najlepsze na pryczy, cośtam mu się ewidentnie śniło, sądząc po aurze emocji były to raczej spokojne sny. Musiałam się powstrzymać przed parsknięciem śmiechem. Szybko zlokalizowałam drzwi wbudowane w jedną ze ścian. Bingo. Nacisnęłam klamkę. Zamknięte... Co za strata. Uśmiechnęłam się przebiegle. Czas na moje niesamowite zdolności włamywacza. Strzeliłam cicho kostkami w palcach i zdjęłam pochwę z flambergiem z pleców. Złapałam za rękojeść miecza i zamachnęłam się od góry na zamek. Na szczęście rozwaliłam go jednym ciosem, robiąc przy tym niesamowity hałas który momentalnie zbudził śpiącego. Zanim ten jednak zdążył się zorientować co się stało wskoczyłam do pomieszczenia i cofnęłam czas. Tadaa! Zamek cały, typek śpi a ja w środku. Mały ptaszek mówił prawdę, otóż znalazłam się w wyjątkowo porządnym pomieszczeniu, pełnym rozmaitego sprzętu- zapewne do ćwiczeń- i broni. Masy broni. Wypolerowanej, poukładanej w rogach pomieszczenia, wiszącej na ścianach. Broń biała, dystansowa, miotana, etc, etc..
- Hej, Flammie może znajdziemy ci nowych znajomych co? - spytałam podekscytowana mój miecz. - Chcę katanę! - podskoczyłam jak mała dziewczynka biegając od ściany do ściany oglądając i wypróbowując coraz to inne typy broni (robiąc przy tym bajzel, ale kto by się tym przejmował). Kiedy próbowałam dosięgnąć ciekawie wyglądającą kuszę potrąciłam łokciem jakiś miecz, który potrącił halabardę, która wpadła na kolejny mieczyk i tak dalej, wywołując efekt domina i zwalając bardzo dużą ilość bardzo ciężkiej i bardzo głośnej broni na ziemię. Łatwo się chyba domyślić że huk był ogromny.
- Shit...- wymamrotałam. Już miałam cofać czas kiedy drzwi otworzyły się i zobaczyłam w nich bardzo obudzonego i dość wkurzonego, srebrnowłosego właściciela tej kolekcji. Jego zaskoczona mina była bezcenna! Uśmiechnęłam się najniewinniej jak umiem. Postanowiłam jednak nie cofać czasu, tak będzie zdecydowanie ciekawiej.
Jednak mam ja już pomysł na to co robić. Z racji że mój tak zwany współlokator gdzieś przepadł szukałam praktycznie każdego sposobu na zabicie nudy. Głównie siedziałam w podejrzanych knajpach w mieście gdzie nikogo nie obchodzi że jestem poszukiwana i udawałam pijaną. Hihi. Na samo wspomnienie zaczęłam się chichrać. Tak się zabawiałam aż do momentu w którym mały ptaszek wyćwierkał mi o bardzo ciekawym miejscu. Więc o to jestem, o trzeciej w nocy, w podskokach przemierzając ten niewielki odcinek lasu, w towarzystwie rytmicznego pobrzękiwania łańcucha i nucąc pod nosem Whispers In The Dark. O! To tutaj.
Stanęłam przed wejściem do jaskini, praktycznie identycznej jak ta w której mieszkam. Dobra, czas na sneaky akcję. Wślizgnęłam się do środka i powoli rozejrzałam. Typek do którego obecnie to miejsce jak mniemam należy spał sobie w najlepsze na pryczy, cośtam mu się ewidentnie śniło, sądząc po aurze emocji były to raczej spokojne sny. Musiałam się powstrzymać przed parsknięciem śmiechem. Szybko zlokalizowałam drzwi wbudowane w jedną ze ścian. Bingo. Nacisnęłam klamkę. Zamknięte... Co za strata. Uśmiechnęłam się przebiegle. Czas na moje niesamowite zdolności włamywacza. Strzeliłam cicho kostkami w palcach i zdjęłam pochwę z flambergiem z pleców. Złapałam za rękojeść miecza i zamachnęłam się od góry na zamek. Na szczęście rozwaliłam go jednym ciosem, robiąc przy tym niesamowity hałas który momentalnie zbudził śpiącego. Zanim ten jednak zdążył się zorientować co się stało wskoczyłam do pomieszczenia i cofnęłam czas. Tadaa! Zamek cały, typek śpi a ja w środku. Mały ptaszek mówił prawdę, otóż znalazłam się w wyjątkowo porządnym pomieszczeniu, pełnym rozmaitego sprzętu- zapewne do ćwiczeń- i broni. Masy broni. Wypolerowanej, poukładanej w rogach pomieszczenia, wiszącej na ścianach. Broń biała, dystansowa, miotana, etc, etc..
- Hej, Flammie może znajdziemy ci nowych znajomych co? - spytałam podekscytowana mój miecz. - Chcę katanę! - podskoczyłam jak mała dziewczynka biegając od ściany do ściany oglądając i wypróbowując coraz to inne typy broni (robiąc przy tym bajzel, ale kto by się tym przejmował). Kiedy próbowałam dosięgnąć ciekawie wyglądającą kuszę potrąciłam łokciem jakiś miecz, który potrącił halabardę, która wpadła na kolejny mieczyk i tak dalej, wywołując efekt domina i zwalając bardzo dużą ilość bardzo ciężkiej i bardzo głośnej broni na ziemię. Łatwo się chyba domyślić że huk był ogromny.
- Shit...- wymamrotałam. Już miałam cofać czas kiedy drzwi otworzyły się i zobaczyłam w nich bardzo obudzonego i dość wkurzonego, srebrnowłosego właściciela tej kolekcji. Jego zaskoczona mina była bezcenna! Uśmiechnęłam się najniewinniej jak umiem. Postanowiłam jednak nie cofać czasu, tak będzie zdecydowanie ciekawiej.
<Ehrendiiiil?~>
środa, 11 maja 2016
Od Nazgar DO Kayli
Ze snu zbudził mnie chłód. Niezwykły, lecz mnie bliższy niż cokolwiek tutaj. Ziąb wywołany obecnością ducha. Otworzyłam jedno oko i rozejrzałam się. Szare, słabe światło sączące się przez wejście do jaskini wskazywało na świt. Poza tym nic się nie zmieniło. Duch, jeśli takowy nadal tu był nie pojawił się. Westchnęłam chowając twarz w poduszce. Cała ich sterta służyła mi za posłanie.
- Jeżeli nie masz zamiaru mi się pokazać i wyjaśnić jak mogę pomóc daj mi spać - wymamrotałam sennie. Chłód tylko się wzmógł. Odszukałam ręką odrzucony na bok koc i naciągnęłam go na siebie. Skuliłam się okrywając się szczelniej. Zamknęłam oczy uparcie starając się zasnąć. Im słabsza dusza tym większe ma problemy z komunikacją. Sądząc po metodzie tej zjawy trafiła mi się naprawdę słabiutka. Gdy w końcu zasnęłam po raz kolejny zaatakował mnie chłód. Z ociąganiem otworzyłam oczy i ziewnęłam rozciągając się. Obok mojego łóżka stał chłopak. Nastoletni, ludzki. Taki zwyczajny. O łagodnie pokręconych brązowych włosach i szaro-niebieskich oczach. Całkiem nie brzydki jeśli nie liczyć tego, że cały był ubrudzony krwią i poznaczony ranami.
- Jak zginąłeś? - spytałam - Możesz powiedzieć mi cokolwiek?
Chłopak zmarszczył brwi i rozpłynął się w powietrzu. Oczywiście nie pamięta. Wróci, gdy tylko będzie miał coś więcej do przekazania i być może odkryje jak to zrobić.
Po raz kolejny spojrzałam w stronę wylotu z jaskini. Światło wskazywało wczesny ranek. Z niezadowolonym pomrukiem podniosłam się z posłania i uporządkowałam je. Potem doprowadziłam do porządku siebie. Przez chwilę zastanawiałam się nad tym jak wyjść. W końcu zdecydowałam się na swoją czworonożną wersję i swobodnym truchtem opuściłam jaskinię. Słońce nie grzało jeszcze zbyt mocno i wiał chłodny, a przez to przyjemny wiaterek. Ptaki ćwierkały. Aż trudno uwierzyć, że Apokalipsa nie była tylko złym snem. Na raz chłód wrócił potężną falą, która na moment zaparła mi dech. Pod drzewem niedaleko stał ten sam nastolatek.
- Wiesz już coś o sobie? - spytałam. Ku mojemu zdziwieniu skinął głową. Musiał umrzeć niedawno skoro tak szybko sobie przypomina - Pokaż mi co wiesz.
Zjawa odwróciła się i podryfowała przed siebie. Nie tracąc czasu ruszyłam za nią. Niedługo trwało gdy chłopak znów się rozmył. Zatrzymałam się zapamiętując to miejsce. Musi mieć znaczenie. Choć z pozoru to zwykła polanka w lesie na której jakiś wilk postanowił uciąć sobie drzemkę. Bezszelestnie podeszłam do owej istoty. To wadera. Zmrużyłam oczy uparcie szukając w pamięci jej imienia. Musiałam się poddać. Takich informacji nie posiadłam. Duch chłopaka zmaterializował się przede mną jakby domagając się mojej uwagi. Nie odezwał się. Tylko smutno patrzył chłodząc powietrze wokół. I to wystarczyło, żeby zbudzić waderę. Dusza przerażona efektem który wywołała natychmiast zniknęła, a ja cofnęłam się szybko. Po chwili wadera patrzyła wprost na mnie. Skinęłam jej głową na powitanie zachowując bezpieczny dystans i mierząc ją czujnym spojrzeniem.
- Jeżeli nie masz zamiaru mi się pokazać i wyjaśnić jak mogę pomóc daj mi spać - wymamrotałam sennie. Chłód tylko się wzmógł. Odszukałam ręką odrzucony na bok koc i naciągnęłam go na siebie. Skuliłam się okrywając się szczelniej. Zamknęłam oczy uparcie starając się zasnąć. Im słabsza dusza tym większe ma problemy z komunikacją. Sądząc po metodzie tej zjawy trafiła mi się naprawdę słabiutka. Gdy w końcu zasnęłam po raz kolejny zaatakował mnie chłód. Z ociąganiem otworzyłam oczy i ziewnęłam rozciągając się. Obok mojego łóżka stał chłopak. Nastoletni, ludzki. Taki zwyczajny. O łagodnie pokręconych brązowych włosach i szaro-niebieskich oczach. Całkiem nie brzydki jeśli nie liczyć tego, że cały był ubrudzony krwią i poznaczony ranami.
- Jak zginąłeś? - spytałam - Możesz powiedzieć mi cokolwiek?
Chłopak zmarszczył brwi i rozpłynął się w powietrzu. Oczywiście nie pamięta. Wróci, gdy tylko będzie miał coś więcej do przekazania i być może odkryje jak to zrobić.
Po raz kolejny spojrzałam w stronę wylotu z jaskini. Światło wskazywało wczesny ranek. Z niezadowolonym pomrukiem podniosłam się z posłania i uporządkowałam je. Potem doprowadziłam do porządku siebie. Przez chwilę zastanawiałam się nad tym jak wyjść. W końcu zdecydowałam się na swoją czworonożną wersję i swobodnym truchtem opuściłam jaskinię. Słońce nie grzało jeszcze zbyt mocno i wiał chłodny, a przez to przyjemny wiaterek. Ptaki ćwierkały. Aż trudno uwierzyć, że Apokalipsa nie była tylko złym snem. Na raz chłód wrócił potężną falą, która na moment zaparła mi dech. Pod drzewem niedaleko stał ten sam nastolatek.
- Wiesz już coś o sobie? - spytałam. Ku mojemu zdziwieniu skinął głową. Musiał umrzeć niedawno skoro tak szybko sobie przypomina - Pokaż mi co wiesz.
Zjawa odwróciła się i podryfowała przed siebie. Nie tracąc czasu ruszyłam za nią. Niedługo trwało gdy chłopak znów się rozmył. Zatrzymałam się zapamiętując to miejsce. Musi mieć znaczenie. Choć z pozoru to zwykła polanka w lesie na której jakiś wilk postanowił uciąć sobie drzemkę. Bezszelestnie podeszłam do owej istoty. To wadera. Zmrużyłam oczy uparcie szukając w pamięci jej imienia. Musiałam się poddać. Takich informacji nie posiadłam. Duch chłopaka zmaterializował się przede mną jakby domagając się mojej uwagi. Nie odezwał się. Tylko smutno patrzył chłodząc powietrze wokół. I to wystarczyło, żeby zbudzić waderę. Dusza przerażona efektem który wywołała natychmiast zniknęła, a ja cofnęłam się szybko. Po chwili wadera patrzyła wprost na mnie. Skinęłam jej głową na powitanie zachowując bezpieczny dystans i mierząc ją czujnym spojrzeniem.
<Kayla?>
Od Nazgar - Historia
Moja historia nie jest ani długa, ani nazbyt ciekawa. Nie ma w niej nagłych zwrotów akcji, całych tabunów wrogich mi istot, pościgów czy innych podobnych tworów. Zwyczajne życie indiańskiej dziewczyny z plemienia Ohatikayo, czyli Wilków-Ludzi. Żadnej córki wodza. Pochodzę z szanowanej, chociaż niewyróżniającej się niczym rodziny. Tylko, że ja nie jestem do końca zwyczajna. Poczęta w największe z naszych świąt, gdy dusze chodzą po ziemi, urodzona jako w połowie duch z matki żywiołu Ognia i ojca żywiołu Śmierci. Hybryda nieprzystosowana do życia we własnej rodzinie. Zbyt wiele strachu budziła w plemieniu Dusza Wschodu, oj zbyt wiele. Oczy widzące zmarłych nie są mile widziane w tamtych stronach, a prawdę powiedziawszy ja również nie czułam się komfortowo znosząc taką sytuację. Dobrowolnie odeszłam. Z doliną Ohatikayo rozstałam się w przyjaźni, lecz nie sposób było nie dostrzegać wyrazów szczerej ulgi na wiadomość o moim odejściu. W trakcie swojej tułaczki nigdy nie narzekałam na brak towarzystwa. Czasem jedna, czasem wiele dusz na raz kręciło w moim towarzystwie. Przyciągam je jak magnes. Przychodzą, oczekują pomocy, a ja chcąc mieć choć chwilowy spokój robię co w mojej mocy by pomóc im przedostać się do Kyriess, "naszej" Krainy Umarłych. Tak czy siak pod postacią wilka pokonałam wiele kilometrów, a pod postacią człowieka niemal drugie tyle. Na ogół trzymałam się z daleka od ludzi i ich siedzib, lecz czasem, ranna bądź schorowana musiałam zwracać się do ich o pomoc. Apokalipsa zastała mnie daleko na południu i nie wspominam jej za dobrze. nagle znalazłam się w obcym, zupełnie innym środowisku. Przetrwałam wyłącznie dlatego, że duchy istot 'poległych' przede mną służyły mi radą i ostrzeżeniem. Błąkałam się w takim świecie jeszcze przez jakiś czas. W końcu dziwnym zbiegiem okoliczności trafiłam na specyficzną postać. Ogromy, niezbyt miło wyglądający basior, który mimo wszystko wydał mi się godny zaufania. Nie pomyliłam się. Zero, Alpha Watahy Apokalipsy uznał, że skoro i tak przygarnia zbłąkane duszyczki które los przygna w te strony to i dla takiej specyficznej istoty jak ja znajdzie się miejsce.
piątek, 6 maja 2016
Od Nirvany CD. Zero
Wstałam rano i zrobiłam nam pyszne śniadanie.Obudziłam Zera delikatnym pocałunkiem i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i dokładnie się umyłam, łącznie z włosami. Wychodząc spod strumienia wody zobaczyłam Zerusia stojącego na środku łazienki.
- Ty podglądaczu! - krzyknęłam śmiejąc się i równocześnie szybko owijając się ręcznikiem.
- Tylko tyle? - zapytał szczerząc się zawadiacko.
Puściłam mu tylko oczko i podeszłam do lusterka.
Przemyłam twarz wodą i wytarłam ją po czym zabrałam się za wykonanie subtelnego makijażu. Zero cały czas bacznie mi się przyglądał. Po skończeniu zabawy z kosmetykami pocałowałam go i odeszłam do kuchni by zjeść śniadanie. Zjadłam 2,3 kanapki i pozmywałam naczynia. Wszystko ładnie uporządkowałam w naszej jaskini, od kuchni do sypialni. Zadowolona z siebie usiadłam na kanapie wtulając się w Zera.
- Ty podglądaczu! - krzyknęłam śmiejąc się i równocześnie szybko owijając się ręcznikiem.
- Tylko tyle? - zapytał szczerząc się zawadiacko.
Puściłam mu tylko oczko i podeszłam do lusterka.
Przemyłam twarz wodą i wytarłam ją po czym zabrałam się za wykonanie subtelnego makijażu. Zero cały czas bacznie mi się przyglądał. Po skończeniu zabawy z kosmetykami pocałowałam go i odeszłam do kuchni by zjeść śniadanie. Zjadłam 2,3 kanapki i pozmywałam naczynia. Wszystko ładnie uporządkowałam w naszej jaskini, od kuchni do sypialni. Zadowolona z siebie usiadłam na kanapie wtulając się w Zera.
środa, 4 maja 2016
Od Raven'a CD. Lilith
-"My"?! Nie przypominam sobie, żebym cię lubił - oświadczyłem chłodno nawet nie patrząc na swoją rozmówczyni.
- Czyli wracasz do bycia nudziarzem tak? - spytała.
Gwałtownie odwróciłem się w jej stronę błyskając kłami.
- Wcale nie musisz za mną łazić - rzuciłem zły - Mam gdzieś ciebie i to co się z tobą stanie.
Lilith cofnęła się lekko, ale zaraz przyjęła tę samą pewną siebie postawę.
- Coś ty taki zły? Coś cię użarło? - spytała bezczelnie uśmiechając się.
- Widać mam swoje powody - rozejrzałem się dookoła szukając wzrokiem żywego człowieka. Ponoć demon jak głodny to zły, więc...
- Szukasz czegoś?
- Tylko szczęścia, ale ostatnio marnie mi idzie - rzuciłem czym zasłużyłem sobie na wybuch śmiechu dziewczyny. Skrzywiłem się - Idź sobie...
- No raczej nie. Podoba mi się drażnienie się z tobą - pokazała mi język. Przewróciłem oczami.
- A rób co chcesz, ale nie gwarantuję, że wyjdziesz z tego cało.
- Pffff... Jakbym się bała - odparła.
- Jak chcesz. Na twoją odpowiedzialność - nagle podchwyciłem znajomy odgłos kroków. Odwróciłem się węsząc. Zupełnie nie dbałem o swoją opinię u tej dziewczyny. Wcale mnie ona nie obchodzi.
- Jesteś chory psychicznie? - spytała śmiejąc się.
Machnąłem na nią ręką.
- Siedź, że cicho - syknąłem nasłuchując. Po chwili obrałem kierunek i szybkim krokiem ruszyłem w stronę swojej ofiary. Dziewczyna, młoda i na wysokich obcasach. Takie są najlepsze.
- Gdzie leziesz?
- Na kolację - odparłem zirytowany. Chcę krwi! Muszę ją dostać. Potrząsnąłem głową skupiając się na czekającym mnie polowaniu.
<Lilith?>
- Czyli wracasz do bycia nudziarzem tak? - spytała.
Gwałtownie odwróciłem się w jej stronę błyskając kłami.
- Wcale nie musisz za mną łazić - rzuciłem zły - Mam gdzieś ciebie i to co się z tobą stanie.
Lilith cofnęła się lekko, ale zaraz przyjęła tę samą pewną siebie postawę.
- Coś ty taki zły? Coś cię użarło? - spytała bezczelnie uśmiechając się.
- Widać mam swoje powody - rozejrzałem się dookoła szukając wzrokiem żywego człowieka. Ponoć demon jak głodny to zły, więc...
- Szukasz czegoś?
- Tylko szczęścia, ale ostatnio marnie mi idzie - rzuciłem czym zasłużyłem sobie na wybuch śmiechu dziewczyny. Skrzywiłem się - Idź sobie...
- No raczej nie. Podoba mi się drażnienie się z tobą - pokazała mi język. Przewróciłem oczami.
- A rób co chcesz, ale nie gwarantuję, że wyjdziesz z tego cało.
- Pffff... Jakbym się bała - odparła.
- Jak chcesz. Na twoją odpowiedzialność - nagle podchwyciłem znajomy odgłos kroków. Odwróciłem się węsząc. Zupełnie nie dbałem o swoją opinię u tej dziewczyny. Wcale mnie ona nie obchodzi.
- Jesteś chory psychicznie? - spytała śmiejąc się.
Machnąłem na nią ręką.
- Siedź, że cicho - syknąłem nasłuchując. Po chwili obrałem kierunek i szybkim krokiem ruszyłem w stronę swojej ofiary. Dziewczyna, młoda i na wysokich obcasach. Takie są najlepsze.
- Gdzie leziesz?
- Na kolację - odparłem zirytowany. Chcę krwi! Muszę ją dostać. Potrząsnąłem głową skupiając się na czekającym mnie polowaniu.
<Lilith?>
Od Raven'a CD. Toxic'a
Im głębiej w podziemie tym gorzej się czułem. Powiedzmy sobie szczerze. Jestem łowcą przystosowanym do tropienia wszelkich istot żywych z pomocą wszelkich zmysłów. Logiczne, więc iż od takiego stężenia zgnilizny, pleśni i rozkładu w powietrzu aż ciężko mi się oddychało. Poza tym smród był niemal nie do wytrzymania. Ale czy ktoś o tym pomyślał? Ten pajac którego topem właśnie zmierzam na pewno nie. Jest ograniczoną ciemnotą. Skończonym idiotą aspirującym do bycia równie irytującym co moje rodzeństwo. Westchnąłem sfrustrowany.
- Aż tak ci ciężko? - spytał tamten. W jego głosie wyraźnie brzmiała złośliwa satysfakcją. Prxewróciłem oczami.
- W każdym możliwym calu jestem od ciebie lepszy. Zabiłbym cię gdybym miał na to ochotę...
- Jakoś jeszcze tego nie zrobiłeś.
- Bo w ten sposób Alissa by mnie znienawidziła.
- Odczep się od Alis! - warknął tamten gwałtownie się zatrzymując. O mało co na niego nie wpadłem uśmiechając się do siebie. I oto trafiłem w czuły punkt naszego Toxica.
- Odpuść sobie stary. Mam większe szanse niż ty.
- Znam ja dłużej niż ty kretynie.
- Ale ja jestem przystojniejszy, lepiej zbudowany i pociągający. No i jestem prawdziwym dżentelmenem oraz znacznie wyróżniam się wyglądem. I w przeciwieństwie do ciebie mnie wychowano w dbałości o swój nienaganny wygląd - podsumowałem - Coś jeszcze?
<Toxic?>
- Aż tak ci ciężko? - spytał tamten. W jego głosie wyraźnie brzmiała złośliwa satysfakcją. Prxewróciłem oczami.
- W każdym możliwym calu jestem od ciebie lepszy. Zabiłbym cię gdybym miał na to ochotę...
- Jakoś jeszcze tego nie zrobiłeś.
- Bo w ten sposób Alissa by mnie znienawidziła.
- Odczep się od Alis! - warknął tamten gwałtownie się zatrzymując. O mało co na niego nie wpadłem uśmiechając się do siebie. I oto trafiłem w czuły punkt naszego Toxica.
- Odpuść sobie stary. Mam większe szanse niż ty.
- Znam ja dłużej niż ty kretynie.
- Ale ja jestem przystojniejszy, lepiej zbudowany i pociągający. No i jestem prawdziwym dżentelmenem oraz znacznie wyróżniam się wyglądem. I w przeciwieństwie do ciebie mnie wychowano w dbałości o swój nienaganny wygląd - podsumowałem - Coś jeszcze?
<Toxic?>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)