- Mam jej dość... - padłem na łóżko i ukryłem twarz w poduszce.
- Ja też - tuż obok siebie poczułem Sorrow. Zaraz potem zaczęła bawić się moimi włosami - Co z nią zrobimy?
- Na dobry początek trzymajmy ją z dala od zbrojowni. A najlepiej z dala od naszego domu. - odwróciłem głowę w stronę dziewczyny i uśmiechnąłem się lekko.
- Dobry pomysł... A teraz bądźmy grzeczni i idźmy spać jak wszyscy normali ludzie.
- I elfy - zaśmiałem się.
- Prawda... Dobrej nocy.
Obudziłem się z samego rana. Sorrow jeszcze spała, jak co rano. Uważając by nie zbudzić dziewczyny wstałem i poszedłem do kuchni zrobić śniadanie. Zjadłem swoją porcję, względnie poprawiłem włosy, ubrałem się i wyszedłem pobiegać. Kolejny zwykły dzień zaczęty typowym codziennym 'rytuałem'. Tylko teraz ciągnęło się za mną widmo sprzątania zbrojowni.
Gdy wróciłem, całkiem przyjemnie zmęczony, Sorrow właśnie jadła zostawione dla niej jedzenie.
- Cześć - przywitała się machając mi.
- Kvetha - odpowiedziałem przechodząc do kuchni. Wziąłem szklankę wody i usiadłem na krześle obok dziewczyny. Upiłem łyka.
- Biegałeś?
- Jak codzień. A uprzedzając twoje następne pytanie... Nie, nie widziałem nic ciekawego. Poza tym musimy sprzątać. Im szybciej tym lepiej.
- Taak... To co? Idziemy?
Dopiłem wodę.
- Idziemy.
Zajęło nam to całe dwie godziny. Trzeba było od nowa zawiesić wszystko na hakach, ułożyć na półkach, poustawiać stojaki, skompletować zbroje...
- Czasem żałuję, że tyle tego mam... - mruknąłem kiedy skończyliśmy.
- Mhm... Ja też - zaśmiała się Sorrow - Ale udało nam się.
- Owszem - przytuliłem dziewczynę z uśmiechem - A teraz możemy porobić coś ciekawszego.
- To znaczy?
- Coś wymyślimy...
<Lizzy? Sorrow będzie, ale jak będzie gotowa>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz