środa, 11 maja 2016

Od Nazgar DO Kayli

Ze snu zbudził mnie chłód. Niezwykły, lecz mnie bliższy niż cokolwiek tutaj. Ziąb wywołany obecnością ducha. Otworzyłam jedno oko i rozejrzałam się. Szare, słabe światło sączące się przez wejście do jaskini wskazywało na świt. Poza tym nic się nie zmieniło. Duch, jeśli takowy nadal tu był nie pojawił się. Westchnęłam chowając twarz w poduszce. Cała ich sterta służyła mi za posłanie.
- Jeżeli nie masz zamiaru mi się pokazać i wyjaśnić jak mogę pomóc daj mi spać - wymamrotałam sennie. Chłód tylko się wzmógł. Odszukałam ręką odrzucony na bok koc i naciągnęłam go na siebie. Skuliłam się okrywając się szczelniej. Zamknęłam oczy uparcie starając się zasnąć. Im słabsza dusza tym większe ma problemy z komunikacją. Sądząc po metodzie tej zjawy trafiła mi się naprawdę słabiutka. Gdy w końcu zasnęłam po raz kolejny zaatakował mnie chłód. Z ociąganiem otworzyłam oczy i ziewnęłam rozciągając się. Obok mojego łóżka stał chłopak. Nastoletni, ludzki. Taki zwyczajny. O łagodnie pokręconych brązowych włosach i szaro-niebieskich oczach. Całkiem nie brzydki jeśli nie liczyć tego, że cały był ubrudzony krwią i poznaczony ranami.
- Jak zginąłeś? - spytałam - Możesz powiedzieć mi cokolwiek?
Chłopak zmarszczył brwi i rozpłynął się w powietrzu. Oczywiście nie pamięta. Wróci, gdy tylko będzie miał coś więcej do przekazania i być może odkryje jak to zrobić.
Po raz kolejny spojrzałam w stronę wylotu z jaskini. Światło wskazywało wczesny ranek. Z niezadowolonym pomrukiem podniosłam się z posłania i uporządkowałam je. Potem doprowadziłam do porządku siebie. Przez chwilę zastanawiałam się nad tym jak wyjść. W końcu zdecydowałam się na swoją czworonożną wersję i swobodnym truchtem opuściłam jaskinię. Słońce nie grzało jeszcze zbyt mocno i wiał chłodny, a przez to przyjemny wiaterek. Ptaki ćwierkały. Aż trudno uwierzyć, że Apokalipsa nie była tylko złym snem. Na raz chłód wrócił potężną falą, która na moment zaparła mi dech. Pod drzewem niedaleko stał ten sam nastolatek.
- Wiesz już coś o sobie? - spytałam. Ku mojemu zdziwieniu skinął głową. Musiał umrzeć niedawno skoro tak szybko sobie przypomina - Pokaż mi co wiesz.
Zjawa odwróciła się i podryfowała przed siebie. Nie tracąc czasu ruszyłam za nią. Niedługo trwało gdy chłopak znów się rozmył. Zatrzymałam się zapamiętując to miejsce. Musi mieć znaczenie. Choć z pozoru to zwykła polanka w lesie na której jakiś wilk postanowił uciąć sobie drzemkę. Bezszelestnie podeszłam do owej istoty. To wadera. Zmrużyłam oczy uparcie szukając w pamięci jej imienia. Musiałam się poddać. Takich informacji nie posiadłam. Duch chłopaka zmaterializował się przede mną jakby domagając się mojej uwagi. Nie odezwał się. Tylko smutno patrzył chłodząc powietrze wokół. I to wystarczyło, żeby zbudzić waderę. Dusza przerażona efektem który wywołała natychmiast zniknęła, a ja cofnęłam się szybko. Po chwili wadera patrzyła wprost na mnie. Skinęłam jej głową na powitanie zachowując bezpieczny dystans i mierząc ją czujnym spojrzeniem.
<Kayla?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz