Przez kilka sekund jak skamieniały wpatrywałem się tylko we włamywaczkę. Zawsze. Za każdym razem moja zbrojownia ściąga jakieś niepożądane osóbki do mojego domu. Jedyny minus jej posiadania.
- Co ty tu do licha ciężkiego robisz? - spytałem kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Yyyy... Zwiedzam? - wyszczerzyła się nieznajoma. Westchnąłem uciskając palcami nasadę nosa.
- Opuść mój dom - zażądałem.
- Jeszcze nie - odparła.
W tym samym momencie przyszła Sorrow. Jeszcze zaspana i w mojej (nieużywanej nigdy) koszulce. Przytuliła się do mnie, a ja objąłem ją ręką. Przetarła oczy i ziewnęła.
- Zapraszałeś kogoś Ehrendil? Teraz?
- Nie Sorrow. Mamy niezapowiedzianego gościa. Na szczęście zaraz idzie.
- Ładnie to tak podejmować za mnie decyzję? - spytała tamta bezczelnie spacerując i podnosząc z ziemi moją broń, oglądając ją, wypróbowując i znów porzucając.
- Owszem. Bo jesteś w moim domu i to ja decyduję - rzuciłem zły - Poza tym traktujesz moją broń tak, jakbyś była na wyprzedaży. A ja nie mam zamiaru oddawać ci żadnej z nich.
- A nie słyszałeś nigdy o tym, że trzeba się dzielić? - spytała tamta słodko i roześmiała się.
- Lie ata Ruhnon Naumnon et. - poskarżyłem się cicho Sorrow.
- Jest jak co? - spytała.
- Jak plagi Ruhnon. Kiedyś ci opowiem tę legendę.
- Uhm... Możesz już stąd sobie iść? - spytała tamtej - Chciałabym już iść spać.
- Stoicie w przejściu. Zresztą i tak nigdzie nie idę.
- Właśnie, że idziesz - odparłem - Albo sam cię stąd wyciągnę.
- Nie radzę - stwierdziła tamta radośnie - Większym od ciebie potrafię skopać tyłek.
- Bez wątpienia. Wszak ludzie to istoty słabe - prychnąłem - Ja człowiekiem nie jestem.
- Że co?
- Nic. Wyjdź z tego domu i już nigdy nie wracaj.
- Eeeee... Nie. Jeszcze nie. Dostanę katanę?
- Nie dostaniesz nic - zgromiłem ją wściekłym spojrzeniem.
- Wyluzuj. Dobrze się razem bawimy.
- Daj już spokój... - westchnęła Sorrow.
- Drzwi są tam... Chociaż pewnie sama tam trafisz. - odsunąłem się robiąc miejsce.
- A jak. Ale nie idę.
- Co ja ci zrobiłem...
- Masz fajne zabawki. A moje zabawki szukają kolegów wśród twoich zabawek.
Zanuciłem cicho jedną z ciekawszych pieśni. Przez pojedyncze okno wlały się do środka gałęzie, które unieruchomiły włamywaczkę i wyciągnęły ją na zewnątrz. Zatrzasnąłem okno z hukiem.
- Chyba rano trzeba będzie tu sprzątnąć.
- Taak... Ale teraz chodźmy spać.
- Co tylko chcesz.
Wychodząc z pokoju zamknąłem za sobą drzwi i poszedłem za dziewczyną.
<Lizzy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz