wtorek, 24 maja 2016

Od Ehrendila CD. Lizzy

Przez kilka sekund jak skamieniały wpatrywałem się tylko we włamywaczkę. Zawsze. Za każdym razem moja zbrojownia ściąga jakieś niepożądane osóbki do mojego domu. Jedyny minus jej posiadania.
- Co ty tu do licha ciężkiego robisz? - spytałem kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Yyyy... Zwiedzam? - wyszczerzyła się nieznajoma. Westchnąłem uciskając palcami nasadę nosa.
- Opuść mój dom - zażądałem.
- Jeszcze nie - odparła.
W tym samym momencie przyszła Sorrow. Jeszcze zaspana i w mojej (nieużywanej nigdy) koszulce. Przytuliła się do mnie, a ja objąłem ją ręką. Przetarła oczy i ziewnęła.
- Zapraszałeś kogoś Ehrendil? Teraz?
- Nie Sorrow. Mamy niezapowiedzianego gościa. Na szczęście zaraz idzie.
- Ładnie to tak podejmować za mnie decyzję? - spytała tamta bezczelnie spacerując i podnosząc z ziemi moją broń, oglądając ją, wypróbowując i znów porzucając.
- Owszem. Bo jesteś w moim domu i to ja decyduję - rzuciłem zły - Poza tym traktujesz moją broń tak, jakbyś była na wyprzedaży. A ja nie mam zamiaru oddawać ci żadnej z nich.
- A nie słyszałeś nigdy o tym, że trzeba się dzielić? - spytała tamta słodko i roześmiała się.
- Lie ata Ruhnon Naumnon  et. - poskarżyłem się cicho Sorrow.
- Jest jak co? - spytała.
- Jak plagi Ruhnon. Kiedyś ci opowiem tę legendę.
- Uhm... Możesz już stąd sobie iść? - spytała tamtej - Chciałabym już iść spać.
- Stoicie w przejściu. Zresztą i tak nigdzie nie idę.
- Właśnie, że idziesz - odparłem - Albo sam cię stąd wyciągnę.
- Nie radzę - stwierdziła tamta radośnie - Większym od ciebie potrafię skopać tyłek.
- Bez wątpienia. Wszak ludzie to istoty słabe - prychnąłem - Ja człowiekiem nie jestem.
- Że co?
- Nic. Wyjdź z tego domu i już nigdy nie wracaj.
- Eeeee... Nie. Jeszcze nie. Dostanę katanę?
- Nie dostaniesz nic - zgromiłem ją wściekłym spojrzeniem.
- Wyluzuj. Dobrze się razem bawimy.
- Daj już spokój... - westchnęła Sorrow.
- Drzwi są tam... Chociaż pewnie sama tam trafisz. - odsunąłem się robiąc miejsce.
- A jak. Ale nie idę.
- Co ja ci zrobiłem...
- Masz fajne zabawki. A moje zabawki szukają kolegów wśród twoich zabawek.
Zanuciłem cicho jedną z ciekawszych pieśni. Przez pojedyncze okno wlały się do środka gałęzie, które unieruchomiły włamywaczkę i wyciągnęły ją na zewnątrz. Zatrzasnąłem okno z hukiem.
- Chyba rano trzeba będzie tu sprzątnąć.
- Taak... Ale teraz chodźmy spać.
- Co tylko chcesz.
Wychodząc z pokoju zamknąłem za sobą drzwi i poszedłem za dziewczyną.

<Lizzy?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz