Nuda, nuda, nuda. Ale w zasadzie czego się spodziewać po trzeciej w nocy w lesie? ... Właśnie
Jednak mam ja już pomysł na to co robić. Z racji że mój tak zwany współlokator gdzieś przepadł szukałam praktycznie każdego sposobu na zabicie nudy. Głównie siedziałam w podejrzanych knajpach w mieście gdzie nikogo nie obchodzi że jestem poszukiwana i udawałam pijaną. Hihi. Na samo wspomnienie zaczęłam się chichrać. Tak się zabawiałam aż do momentu w którym mały ptaszek wyćwierkał mi o bardzo ciekawym miejscu. Więc o to jestem, o trzeciej w nocy, w podskokach przemierzając ten niewielki odcinek lasu, w towarzystwie rytmicznego pobrzękiwania łańcucha i nucąc pod nosem Whispers In The Dark. O! To tutaj.
Stanęłam przed wejściem do jaskini, praktycznie identycznej jak ta w której mieszkam. Dobra, czas na sneaky akcję. Wślizgnęłam się do środka i powoli rozejrzałam. Typek do którego obecnie to miejsce jak mniemam należy spał sobie w najlepsze na pryczy, cośtam mu się ewidentnie śniło, sądząc po aurze emocji były to raczej spokojne sny. Musiałam się powstrzymać przed parsknięciem śmiechem. Szybko zlokalizowałam drzwi wbudowane w jedną ze ścian. Bingo. Nacisnęłam klamkę. Zamknięte... Co za strata. Uśmiechnęłam się przebiegle. Czas na moje niesamowite zdolności włamywacza. Strzeliłam cicho kostkami w palcach i zdjęłam pochwę z flambergiem z pleców. Złapałam za rękojeść miecza i zamachnęłam się od góry na zamek. Na szczęście rozwaliłam go jednym ciosem, robiąc przy tym niesamowity hałas który momentalnie zbudził śpiącego. Zanim ten jednak zdążył się zorientować co się stało wskoczyłam do pomieszczenia i cofnęłam czas. Tadaa! Zamek cały, typek śpi a ja w środku. Mały ptaszek mówił prawdę, otóż znalazłam się w wyjątkowo porządnym pomieszczeniu, pełnym rozmaitego sprzętu- zapewne do ćwiczeń- i broni. Masy broni. Wypolerowanej, poukładanej w rogach pomieszczenia, wiszącej na ścianach. Broń biała, dystansowa, miotana, etc, etc..
- Hej, Flammie może znajdziemy ci nowych znajomych co? - spytałam podekscytowana mój miecz. - Chcę katanę! - podskoczyłam jak mała dziewczynka biegając od ściany do ściany oglądając i wypróbowując coraz to inne typy broni (robiąc przy tym bajzel, ale kto by się tym przejmował). Kiedy próbowałam dosięgnąć ciekawie wyglądającą kuszę potrąciłam łokciem jakiś miecz, który potrącił halabardę, która wpadła na kolejny mieczyk i tak dalej, wywołując efekt domina i zwalając bardzo dużą ilość bardzo ciężkiej i bardzo głośnej broni na ziemię. Łatwo się chyba domyślić że huk był ogromny.
- Shit...- wymamrotałam. Już miałam cofać czas kiedy drzwi otworzyły się i zobaczyłam w nich bardzo obudzonego i dość wkurzonego, srebrnowłosego właściciela tej kolekcji. Jego zaskoczona mina była bezcenna! Uśmiechnęłam się najniewinniej jak umiem. Postanowiłam jednak nie cofać czasu, tak będzie zdecydowanie ciekawiej.
Jednak mam ja już pomysł na to co robić. Z racji że mój tak zwany współlokator gdzieś przepadł szukałam praktycznie każdego sposobu na zabicie nudy. Głównie siedziałam w podejrzanych knajpach w mieście gdzie nikogo nie obchodzi że jestem poszukiwana i udawałam pijaną. Hihi. Na samo wspomnienie zaczęłam się chichrać. Tak się zabawiałam aż do momentu w którym mały ptaszek wyćwierkał mi o bardzo ciekawym miejscu. Więc o to jestem, o trzeciej w nocy, w podskokach przemierzając ten niewielki odcinek lasu, w towarzystwie rytmicznego pobrzękiwania łańcucha i nucąc pod nosem Whispers In The Dark. O! To tutaj.
Stanęłam przed wejściem do jaskini, praktycznie identycznej jak ta w której mieszkam. Dobra, czas na sneaky akcję. Wślizgnęłam się do środka i powoli rozejrzałam. Typek do którego obecnie to miejsce jak mniemam należy spał sobie w najlepsze na pryczy, cośtam mu się ewidentnie śniło, sądząc po aurze emocji były to raczej spokojne sny. Musiałam się powstrzymać przed parsknięciem śmiechem. Szybko zlokalizowałam drzwi wbudowane w jedną ze ścian. Bingo. Nacisnęłam klamkę. Zamknięte... Co za strata. Uśmiechnęłam się przebiegle. Czas na moje niesamowite zdolności włamywacza. Strzeliłam cicho kostkami w palcach i zdjęłam pochwę z flambergiem z pleców. Złapałam za rękojeść miecza i zamachnęłam się od góry na zamek. Na szczęście rozwaliłam go jednym ciosem, robiąc przy tym niesamowity hałas który momentalnie zbudził śpiącego. Zanim ten jednak zdążył się zorientować co się stało wskoczyłam do pomieszczenia i cofnęłam czas. Tadaa! Zamek cały, typek śpi a ja w środku. Mały ptaszek mówił prawdę, otóż znalazłam się w wyjątkowo porządnym pomieszczeniu, pełnym rozmaitego sprzętu- zapewne do ćwiczeń- i broni. Masy broni. Wypolerowanej, poukładanej w rogach pomieszczenia, wiszącej na ścianach. Broń biała, dystansowa, miotana, etc, etc..
- Hej, Flammie może znajdziemy ci nowych znajomych co? - spytałam podekscytowana mój miecz. - Chcę katanę! - podskoczyłam jak mała dziewczynka biegając od ściany do ściany oglądając i wypróbowując coraz to inne typy broni (robiąc przy tym bajzel, ale kto by się tym przejmował). Kiedy próbowałam dosięgnąć ciekawie wyglądającą kuszę potrąciłam łokciem jakiś miecz, który potrącił halabardę, która wpadła na kolejny mieczyk i tak dalej, wywołując efekt domina i zwalając bardzo dużą ilość bardzo ciężkiej i bardzo głośnej broni na ziemię. Łatwo się chyba domyślić że huk był ogromny.
- Shit...- wymamrotałam. Już miałam cofać czas kiedy drzwi otworzyły się i zobaczyłam w nich bardzo obudzonego i dość wkurzonego, srebrnowłosego właściciela tej kolekcji. Jego zaskoczona mina była bezcenna! Uśmiechnęłam się najniewinniej jak umiem. Postanowiłam jednak nie cofać czasu, tak będzie zdecydowanie ciekawiej.
<Ehrendiiiil?~>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz