niedziela, 20 grudnia 2015

Aida


"Wszystkim dogodzić się nie da, ale wszystkich wkurzyć to żaden problem."





Imię: Aida
Skróty: Adi
Przezwisko: -
Płeć: Wadera
Wiek: 2,5
Charakter: Jest roztrzepana i niecierpliwa najpierw robi potem myśli, ale również lojalna i szczera [czasem aż nadto].Ma mocny łeb do alkoholu niestety przez swoje zamiłowanie do imprez często budzi się w lesie totalnie nie wiedząc gdzie się znajduje...Lubi głupie żarty i denerwują ją ludzie którzy udają że są mądrzy i nie mają ani trochę poczucia humoru.
Cechy szczególne: Próbuje się za wszelką cenę ne wyróżniać, lecz w swojej chorobliwie pedantycznej rodzinie to wręcz graniczy z cudem.
Status: Omega
Stanowisko: Nocny strażnik.
Partner: " A na co to komu... nie dość mam problemów?!"
Rodzina: Chyba żyją nie utrzymuje już z nimi kontaktu
Przyjaciele: Jak on tam miał Janek? , Franek?... ehh i tak nigdy ich nie zapamiętuje . Dla Aidy pojęcie przyjaciel równa się towarzysz na jeden wieczór imprezy..
Rasa: Wilk Kolorów
Żywioł: Nieodkryty
Moce: Nie lubi magi więc jej nie używa
Inne: Jest dyslektyczką
Lubi: Dobrą zabawę [u ludzi najbardziej ceni szczerość, denerwują ją ludzie którzy oszukują]
Nie lubi :spisków, szpiegów i ustalanie strategi [najchętniej rzuciła by się na wroga z maczetą od razu]
Historia: [LINK]
Sterujący: Alicy
Galeria: -

Ekwipunek: Nie posiada żadnych rodzinnych ani magicznych świecidełek
Sakwa: 100 ZM
Umiejętności: Szybkość:30
                        Siła:20 
                        Zwinność:15 
                        Wytrzymałość:40
Punkty Awansu: 150 / 200
Upomnienia: 2/3

niedziela, 13 grudnia 2015

Od Ehrendila CD. Snowbird

- Dziękuję pani - odpowiedziałem kłaniając się lekko.
- Co zrobisz z gryfem? - spytała dość chłodno.
- Sprzedam na czarnym rynku. Mogę ci wszystko pokazać, jeśli chcesz.
Spojrzałem na truchło gryfa. Nie podoba mi się ta czerwona plama na piersi bestii. Obniża wartość całego łupu. Potem spróbuję się jej pozbyć. Sięgnąłem do torby, żeby wyciągnąć z niej fiolkę zielonkawego płynu o mocno ziołowym zapachu. Odkorkowałem ją i wypiłem zawartość.
- Neutralizator. Całkowicie blokuje odczuwanie bólu - odpowiedziałem na niezadane pytanie wadery.
Skinęła głową najwyraźniej usatysfakcjonowana faktem, że nie musi się odzywać. Przeciągnąłem się. Nie mam całej nocy. Podjąłem więc przerwany marsz w stronę swojego mieszkania.
- Więc jak będzie pani? Zechcesz mi towarzyszyć? - spytałem.

<Snowbird?>

piątek, 4 grudnia 2015

Od Snowbird CD. Ehrendila

Spojrzałam zaskoczona na chłopaka. Wszystko wydawała się wydarzyć tak szybko, niby w ułamku sekundy. Dopiero po krótkiej chwili udało mi się otrząsnąć z zaskoczenia. Przyjrzałam się powoli oddalającemu się Ehrendilowi. Zauważyłam paskudną ranę na jego boku. Przy każdym kroku się lekko krzywił. Zaraz, zaraz..... gdzie on się chce wybierać z taką raną. Przecież to może być niebezpieczne. Podbiegłam do niego i zagrodziłam mu drogę.
- Coś się stało? - spytał zdziwiony.
Skinęłam głową.
- Rana - powiedziałam. Nie lubię za dużo mówić i w tym przypadku stwierdziłam, że nie trzeba mówić nadto.
- To nic - odpowiedział
- Pomogę.
Nie czekając na odpowiedź chłopaka, podeszłam do niego, położyłam łapę na jego ranie i wypowiedziałam zaklęcie. Po chwili paskudna rana zaczęła się goić, pozostawiając na skórze lekko zaczerwienione blizny. Spuściłam wzrok zła na siebie, że nie mogę z tym nic zrobić.
- Przez pewien czas będziesz czuć tępy ból - powiedziałam i odeszłam kawałek od niego.

<Ehrendil?>

czwartek, 26 listopada 2015

Od Zero CD. Toxic'a

- W sumie to nie jest zły plan... Sam chciałem sprawdzić co tam jest... - powiedziałem wstając i przeciągając się. Razem poszliśmy w stronę opuszczonego miasteczka. Wyglądało wrogo. Tak jakby coś nie chciało, by ktokolwiek się tu zbliżał. Na dodatek niebo zakryły ciemne chmury i wiał wiatr. Mimowolnie zadrżałem. Aura tego miejsca naprawdę przyprawiała o dreszcze. Zatrzymałem się czujnie się rozglądając. Zarośnięte, stare ruiny stały tu w zupełnej ciszy. Od czasu do czasu było słychać tylko skrzypiące drzewo gdzieś w oddali.
- Milutko, nie? - zaśmiałem się nerwowo
- Noooo... - odpowiedział mi Toxic, równie zdenerwowany jak ja. Jeszcze przez chwilę staliśmy w ciszy. Pokręciłem głową i ruszyłem przed siebie. Martwą ciszę miasteczka zmącił cichy odgłos naszych łap stawianych na brukowej ulicy. A nawet i ten dźwięk wydawał się zbyt głośny...

<Toxic? To twoja przygoda>

Od Toxic'a CD. Zero

Przyglądałem się z mojego punktu widzenia dosc wielkiej sarnie. Podszedłem do niej bliżej i siadłem obok czekając aż Zero powróci. Po kilku minutach wrucił z dwoma sarnami w pysku. Położył je obok mojej i siadał na przeciwko.
-Nie będziesz jadł?
Zapytał patrząc sie na mnie.
-Będę, ale obawiam sie ze nawet jednej całej sarny nie zjem..
Uśmiechnąłem sie lekko i zacząłem jeść. Zero zrobił to samo i po chwili ja byłem syty. Moja sarna miała zjedzone pół kopyta a Zero zjadł co zabił.
-Chcesz moja?
Zpytalem i wskazałem łapa na zwierze. Zero tylko przytakną i zjadł. Śniadanie dostało zaliczone. Siadałem sobie pod drzewem by odpocząć a zero legną, tak zeby mu gałęzie nie przeszkadzały. Przy okazji położył pysk na przednich łapach.
-Zero.. Mam pomysł..
Basior spojrzał w moja strone pytająco.
-Co żeś wymyślił?
-Czy to prawda ze w poblirzu jest opuszczone miasteczko?
Zapytałem na co on lekko przytakną.
-Tak jest, a co? Idziesz szukać nawiedzonego domu?
Zaczęliśmy sie śmiać. Jak juz przestaliśmy to kontynuowałem.
-Moze przy okazji.. Chciałem je zwiedzić, co ty na to?
Zapytałem z usmiechem.

<Zero?>

niedziela, 22 listopada 2015

Od Raven'a - Historia

Nie jestem kolejnym wilkiem jak tysiące podobnych. Nie jestem też demonem jak wiele innych istnień. Nie jestem nawet człowiekiem jak ci, którzy przeżyli apokalipsę. Zapytasz więc czym jestem? Otóż jestem, czy raczej byłem aniołem. Wygnanym z Raju za zbrodnię, której nie popełniłem. Zarzucono mi zdradę w największej wojnie jaką widział ten świat i pozbawiono możliwości udowodnienia swojej niewinności. Zapytasz czy żałuję? Nie do końca. Miałem nadzieję, dom i rodzinę, a nawet piękną kobietę, którą bezpowrotnie straciłem. Stałem się upadłym i straciłem jedno ze skrzydeł. Gdyby nie pewne demony teraz tułałbym się po ludzkim świecie zupełnie przez wszystko zapomniany. Ale tak się nie stanie. Teraz również ja jestem demonem. Teraz mam Moc. I ta Moc musi mi wystarczyć. No bo czym innym jestem jeśli nie wysłannikiem samego Szatana? Może zarazą toczącą ten smutny, szary świat? Czas pokaże jak postąpię. Nauczyłem się nie powierzać swego życia losowi. Mój los zbyt dużo razy targnął się na moje życie, żebym mógł mu zaufać. Doświadczyłem wiele zła, jeszcze więcej go spowodowałem. Odrzuciłem światło, a tym samym nadzieję na odkupienie. Wrota Raju zamknęły się za mną bezpowrotnie. Tak, jestem zły. Wszędzie gdzie tylko się pojawiłem niosłem śmierć i zniszczenie. Tak było do teraz. Prawdopodobnie nic się nie zmieni na tym polu. Może poza faktem, że będę grzeczniejszy. Nie chcę po raz kolejny uciekać. Przez jakiś czas mieszkałem w Hadesie ciesząc się wszystkim co miał do zaoferowania. Jednak po pięćdziesięciu latach znudziło mnie takie życie. Pół wieku nieustannych balów może znudzić każdego. Nawet Księcia Ciemności. Bo widzisz, nie starzeję się. Od 1600 lat nie postarzyłem się nawet o dzień. Wciąż mam równe 19 ludzkich lat, zupełnie jak wtedy gdy mnie wygnano. Teraz wróciłem na ziemię. Już czas żeby tu trochę namieszać. Zaczynam ci współczuć, czytelniku. Uznałem jednak, iż powinieneś wiedzieć co sprowadziło mnie tutaj. Nuda. To jedno słowo odpowiada na to pytanie. Nudziłem się, więc przybyłem znaleźć sobie jakieś zajęcie. Zobaczymy co z tego wyniknie. Bo są rzeczy które musisz wiedzieć. Nazywam się Azeroth, lecz dla ciebie będę Raven'em i jestem najgorszym demonem jakiego spotkałeś...

Raven

:. Bloody Rainfall .: by Favetoni
Mister Zimy 2016

"Czasem zastanawiam się kto zaprojektował mój życiorys. Chciałbym pogratulować mu wyobraźni"



Imię: Jego prawdziwe imię brzmi Azeroth Sailence. Nikt o tym nie wie. Wszyscy używają jednego z licznych przezwisk.
Skróty: Ravi, albo Ravek, ale musisz się bardzo postarać, żeby pozwolił ci tak do siebie mówić. Każdy inny nieszczęśnik jeśli stanie się cud skończy tylko z połamanymi kośćmi.
Przezwisko: Jego zastępczym imieniem i przy okazji najczęściej wykorzystywanym przez całą ziemską hołotę mianem jest Raven [Rawen]. W jego towarzystwie można też usłyszeć Zdrajca czy Wygnaniec, a całkiem często także zwrot Książę Ciemności. Sam określa się mianem Białego Anioła Śmierci czy też Demona z Raju. Z satysfakcją słuchał również takich określeń jak Władca oraz Hrabia DeSangue. O jego uszy obijało się także hasło Upadły bądź Szatan nierzadko w komplecie z Demon. Niestety do tych wielce chwalebnych określeń dochodzą jeszcze inne, mniej dumnie brzmiące tytuły typu Albinos, Dziwadło, Zmora, Psychopata, Morderca, Wampir, Drapieżca lub też Koszmarnik. Czasem między ludźmi można usłyszeć o nim Athor.
Płeć: Basior
Wiek: Spytaj go. Prawdopodobnie uzyskasz dość ciekawą wiadomość wypowiedzianą dość aroganckim tonem "Widziałem na własne oczy upadek Cesarstwa Rzymskiego". To chyba wystarczy za jego wiek.
Charakter: Raven jest bardzo niezależny. Sam wyznacza sobie prawa i tylko ich przestrzega, a i to nie zawsze. Jakoś nigdy nie czuł się w obowiązku dbać o swoją opinię u innych. Nie potrzebuje do szczęścia nikogo, ani niczego. Tak naprawdę ledwie toleruje czyjąkolwiek obecność. Każde jego słowo wręcz ocieka sarkazmem lub ironią. Nigdy się nie poddaje i niezależnie od ceny jaką przyjdzie mu zapłacić dąży do celu. Nie usłyszysz z jego ust słów takich jak: "Nie dam rady" czy "To niemożliwe" - jego słownik nie przewiduje takich zwrotów. Często słyszy, że jest najbardziej upartą istotą na tym globie i przyznaje temu rację. W zastraszającej większości przypadków działa bez żadnego zastanowienia co w połączeniu z jego niesamowitym talentem do wpadania w kłopoty z reguły sprawia, że Demon musi kombinować, żeby przeżyć. W zasadzie lubi ten styl życia i nie zamierza nic zmieniać. Oczywiście o ile ma dostęp do wszelkich luksusów. Wychował się w willi w stolicy, potem dorobił kolejnej willi w Hadesie, więc zdążył się przyzwyczaić do armii służących, jedwabi, aksamitów, marmurów i wszystkiego czego tylko jego mroczna dusza zapragnie. Łatwo się denerwuje, a wręcz wpada we wściekłość. Brutalny czy gwałtowny to chyba zbyt łagodne słowo na opisanie go. Raven już dawno temu nauczył się nie okazywać żadnej litości. Z zimną krwią i bez mrugnięcia okiem potrafiłby zabić dziecko stojące na drodze do jego celów. Książę Ciemności ma lekką obsesję na punkcie mocy. Non stop dąży do tego by nikt i nic nie mogło go powstrzymać. I udaje mu się to, a mimo iż już jest silny z uporem maniaka nadal uczy się nowych zaklęć. Nie ma szacunku do niczego, nikogo nie traktuje jak równego sobie. Niewiele osób jest w stanie go pokonać i on o tym doskonale wie. Wszystkie uczucia ukrywa pod maską zimnej obojętności. Życie nauczyło go ostrożności i właśnie taką ostrożność zobaczysz w każdym jego ruchu. Nie znaczy to, że jest tchórzem, wręcz przeciwnie jest bardzo pewny siebie. Z przyjemnością przemaszerowałby przez salę pełną królów sam zachowując się po cesarsku i oczekując bezwzględnego posłuszeństwa. Ma swoją godność i robi wszystko żeby jej nie stracić. Nigdy nie rzuca słów na wiatr. Jeśli groził ci śmiercią, kiedyś spełni tą groźbę. Ma na to całą wieczność i nie obchodzi go to czy zrobi to jutro czy za 60 lat. Zawsze przygotowany na wszystko. Potrafi być odpowiedzialny czy troszkę mniej oschły tylko gdy mu się to opłaca. Od dawna przestał się bać czegokolwiek. Jednak żeby jeszcze nieco ubarwić jego charakter warto wspomnieć, że jest dżentelmenem i ma nienaganne maniery. Zachowa się szarmancko, drzwi przytrzyma czy nawet złoży pocałunek na dłoni albo wręczy kwiatka. Oczywiście tylko dla kobiet potrafi się postarać, a  i to nie zawsze mu się chce. Dziwnym zrządzeniem losu ma niesamowity dar przyciągania do siebie ludzi wbrew jego woli. Tłumaczy to tym, że jako drapieżnik wśród swoich ofiar zwabia je do siebie.
Cechy szczególne: Jeżeli kiedyś późną nocą spotkasz na ulicy w mieście ubranego w bardzo drogie ubrania młodego chłopaka o niemal białej cerze i włosach koloru świeżego śniegu, a do tego jeśli owy człowiek zmierzy cię drwiącym spojrzeniem głębokich, rubinowych oczu - bądź pewny, że właśnie spotkałeś swoją śmierć. Ewentualnie spotkasz go w kawalerce na poddaszu najlepszej gospody w mieście. Wtedy istnieje szansa iż będzie on posiadał również dwa bardzo charakterystyczne skrzydła. Prawe jest ptasie, czy też bardziej trafnie - anielskie, a lewe wygląda jak nietoperzowe i ma czysto demoniczne pochodzenie. Poza tym jest to młody mężczyzna, którego fryzura żyje własnym życiem i nie sposób nad nią zapanować. Nigdy nie miał wielkiej tężyzny fizycznej, nad czym ubolewa, bo w połączeniu z jego dość przeciętnym wzrostem sprawia, że wygląda on ciut mizerniej niż by sobie tego życzył.
Status: Epsilon
Stanowisko: Morderca
Partnerka: Może i by szukał, ale oficjalnie i publicznie nigdy w życiu się do tego nie przyzna. Zresztą i tak nie ma czasu bawić się w gierki.
Rodzina: Miał siostrę Deriirę i brata Revenlock'a. Jego matce było na imię Leriviie, a ojcowi Glaudring, chociaż z nimi nigdy nie łączyły go głębsze relacje. Obecnie dla niego nie istnieją i byłby wdzięczny gdyby tak zostało.
Przyjaciele: Takowych nie posiada.
Rasa: Demon
Żywioł: Czarna Magia
Moce:
- Jest potężnym magiem parającym się szlachetnym, chodź niebezpiecznym gatunkiem czarów znanym jako czarna magia.
-Potrafi wyczytać z aury większości żywych istot ich gatunek czy moc którą dysponują. Poza tym w ten sposób czasami wyszukuje sobie posiłku. Przydatne również gdy ktoś się przed nim ukrywa.
- Nauczył się całkiem sporej liczby języków z czego część z nich nie jest już w użyciu. Szczególnie upodobał sobie łacinę i włoski.
- Jest uzdolnionym alchemikiem
- Nieobca mu jest Perswazja. Poteżna umiejętność pozwalająca mu wpływać i manipulować innymi.
- Potrafi zmienić się kruka, kota lub mgłę. Jedynym haczykiem w tej jakże cudownej umiejętności jest fakt, że białe kruki ściągają na siebie niepożądaną uwagę, a niestety nie dane mu jest wyglądać inaczej.
- Ma nadnaturalnie wyostrzone zmysły, a w połączeniu z niesamowitymi osiągami i doskonałą formą fizyczną czyni go bardzo niebezpieczną osobą. Godnym podkreślenia jest też fakt iż ma on do dyspozycji całkiem silne instynkty, które tylko cudem trzyma na wodzy.
- Potrafi latać, co jest oczywiste skoro posiada on skrzydła. Jednak nie jest tak prosto - w powietrzu jedno zachowuje się inaczej od drugiego czego skutkiem jest to, że jego lotowi brakuje idealnej stabilności.
Inne:
- Kiedyś był aniołem, potem upadłym. Obecnie jest dumny ze swojej demonicznej kariery. I jeśli go spytasz o jego przeszłość nie skończy się to dobrze.
- W miarę trwale uszkodzić go można jedynie światłem słonecznym, drewnem dębu lub poświęconymi przedmiotami lub cieczami. Cała reszta zniknie bez śladu po jakimś czasie (w zależności od rodzaju rany i tego jak bardzo jest wygłodzony. Od kilku sekund do kilkunastu minut)
- Na jego dietę składa się wyłącznie krew, a wszelkie ludzkie jedzenie mu szkodzi i wywołuje odruch wymiotny. Stało się tak z powodu dość nieprzyjemnej kombinacji anielskich i demonicznych cech. Innym defektem wynikającym z tej kombinacji jest Seveil.
- Lepiej się módl byś nigdy nie zobaczył i nie odczuł czym jest Seveil, znany też jako Szał Krwi. To szczególny stan który wywołują tylko smak i zapach krwi. Raven dosłownie traci wtedy kontrolę nad swoim ciałem. Widziałeś kiedyś dziką, oszalałą bestię, bez skrupułów, rządzoną wyłącznie instynktami i pałającą nienawiścią do wszelkich ruchomych rzeczy w zasięgu wzroku? Lepiej, żebyś nie widział.
-Czasami zdarzy mu się zapomnieć i wypić nieco więcej niż powinien. Nie mniej najbardziej mu smakuje whisky i dobre czerwone wino.
- Dorobił się tytułu szlacheckiego i willi w Hadesie. Ma tam też sporo znajomych wśród elity. To stąd wziął się Hrabia DeSangue.
- Robi wszystko co w jego mocy żeby nie wychodzić w dzień na zewnątrz, ponieważ ryzykuje spaleniem żywcem. Jeśli to jednak jest konieczne osłania oczy białą przepaską, by chronić wzrok.
Lubi: - Niewiele jest rzeczy sprawiających mu przyjemność. Na pewno cieszy go spokój, a najlepiej kiedy jego oczy nie widzą nikogo.
- Jego świat stanowią bale i wszelkie spotkania towarzyskie.
- Ma słabość do róż i wcale się tego nie wstydzi.
Nie lubi: - W zasadzie irytują go wszelcy śmiertelnicy, ma alergię na zakochane pary i pogardza wielkimi przyjaźniami.
- Ma sporo wrogów, których szczerze nienawidzi, a całkiem sporo z nich jego nienawidzi jeszcze bardziej.
- Odrzuca wszelką pomoc i dobre rady w imię zasady "Nie mów mi jak mam żyć".
Historia: [LINK]
Sterujący: Apocalypse Rider
Inne zdjęcia: X X X X X X X X
Jako człowiek X X X X X X X X X X X X X X X

Ekwipunek: Cała sterta ksiąg i zwojów. Wszystko co potrzebne do tworzenia eliksirów oraz jego miecz - Ibraahil. Poza tym w miarę możliwości nie rozstaje się ze swoim amuletem chroniącym go przed Seveil.
Sakwa: 690 ZM
Umiejętności: Szybkość: 30
                        Siła: 40 
                        Zwinność: 35 
                        Wytrzymałość: 35
Punkty Awansu: 160 / 400
Upomnienia: 0/3

niedziela, 15 listopada 2015

Od Ehrendila CD. Snowbird

To nie było jedno z lepszych polowań. Już od początku szło źle. Jak na złość nie mogłem trafić na nic godnego mojej uwagi. Na tak bezowocnych poszukiwaniach spędziłem cały dzień błądząc wśród osobliwości Złych Ziemi. Kiedy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi nie zostało mi nic innego jak powoli zbierać się do domu.
Z wyraźną frustracją kopnąłem jeden z licznych czarnych kamieni. Potoczył się z łoskotem po ziemi i nagle zatrzymał. Przystanąłem. To nietypowe zjawisko rozbudziło moją ciekawość. Przyklęknąłem na ziemi badając co mogło wywołać owe tajemnicze zatrzymanie. Okazało się, że kamień wpadł w stary odcisk lwiej łapy. Rozejrzałem się dookoła szukając potwierdzenia dla swojej teorii. Kawałek dalej na kamieniu wyraźnie rysowały się ślady pazurów. To gryf. Jestem pewny, że tak. Zerwałem się z ziemi w myślach przeliczając wartość zdobyczy i z nową siłą ruszyłem jego tropem.
Okazało się że jego leże znajduje się niedaleko granicy z lasem należącym do watahy. A sądząc po śladach był to dorodny, zdrowy samiec. Wybornie wręcz. Zatrzymałem się u wejścia groty wydobywając z torby niewielką, zakorkowaną buteleczkę z Flamma Ferax - Wiecznym Ogniem. Mimo iż w buteleczce jasnym płomieniem palił się ogień sama buteleczka była chłodna. Przez chwilę stałem w wejściu nasłuchując, a potem ostrożnie zagłębiłem się w mrok groty. Podniosłem wyżej nad głowę Flamma Ferax rozglądając się. Coś trzasnęło mi pod nogami. Spojrzałem w dół. Pod stopami miałem kości. Cała podloga groty była nimi usłana. Starając się na nic nie nadepnąć wszedłem jeszcze głębiej do jaskini.
Dotarłem do sporych rozmiarów komory. Na jej środku na stosie piór i sierści spał gryf. Naprawdę był ogromny. Miał orli łeb i przednie łapy oraz pierzaste skrzydła. Tylna część jego ciała bez wątpienia była lwia. Włącznie z ogonem, którym bestia smargała na prawo i lewo nawet śpiąc. Wysunąłem miecz z pochwy. Czynności towarzyszył cichy syk. I ten nic nieznaczący dźwięk wystarczył, by bestia otworzyła swoje złote lwie ślepia. Spojrzał na mnie kłapiąc dziobem. Wstał z ziemi i przeciągnął się jak kot. Nie miałem nawet cienia szansy skutecznie zaatakować. Nie tutaj... Muszę zwabić go do lasu. Przerwało mi warczenie. Potężna bestia szykowała się do skoku. Cofnąłem się w stronę wyjścia z jaskini. Gryf podąrzył za mną najprawdopodobniej pragnąc pozbyć się intruza. Już po chwili tarasował mi wyjście. To przecież nie tak miało wyglądać... Skoczyłem na niego modląc się, żeby to nie był mój ostatni skok. Ledwo udało mi się drasnąć go gdzieś poniżej łopatki. Szybko wycofałem się poza zasięg szponów. Gryf zaskrzeczał wściekle atakując. Prześlizgnąłem się pod jego łapami i wypadłem na zewnątrz.
Po chwili z groty wyskoczył również gryf. Rzuciłem się w stronę lasu, ale mimo że biegłem ze wszystkich sił nie miałem szansy. Bestia mnie doganiała. Już po chwili biegłem na oślep wymijając drzewa. Gryf nadal był zbyt blisko mnie żebym mógł zaatakować nie ryzykując przy tym swojego życia. Przed sobą zobaczyłem nagły spadek terenu. Wyskoczyłem w powietrze chcąc złapać się gałęzi drzewa, ale nagle poczułem ostre szarpnięcie. Niczym szmaciana lalka przeleciałem w powietrzu i stoczyłem się na sam dół obniżenia. Prosto pod łapy pewnej wadery. Przez chwilę leżałem na wznak lekko oszołomiony czując palący ból w okolicach lędźwi. To jednak był bardzo zły pomysł... Zerwałem się z ziemi sycząc cicho i chwyciłem miecz całkowicie ignorując waderę. Na swojego przeciwnika nie musiałem zbyt długo czekać. Gryf spadł z nieba o mało co mnie nie trafiając. Odskoczyłem i ciąłem na odlew otwierając na szyi bestii rozległą ranę. Zaskoczony gryf cofnął się nieznacznie. Wykorzystałem to. Doskoczyłem do niego wbijając mu miecz w pierś. Gryf padł.
Wyrwałem miecz z ciała bestii i oparłem się na nim. Wszysko mnie bolało. Jednak najbardziej dokuczał mi ten rwący ból w okolicy lędźwi. Sięgnąłem do tyłu, żeby sprawdzić co sprawia mi aż tyle bólu. Skrzywiłem się lekko czując ciepłą krew w miejscu gdzie szpony gryfa rozorały mi plecy. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na zaskoczoną waderę.
- Wybacz najście pani. To był wypadek. - powiedziałem bez emocji. Wyciągnąłem z torby mocną linkę. Związałem nią tylne łapy gryfa i powoli zacząłem ciągnąć truchło w kierunku domu starając się ignorować fakt, że plecy bolą mnie tak bardzo, że aż robiło mi się słabo.

<Snowbird? Dziwne najście>

Od Snowbird CD. Ehrendila

Przez cały dzień nie robiłam nic innego, niż ćwiczenie nowych zaklęć. Skończyłam dopiero koło północy, kiedy brak sił zaczął mi doskwierać. Wyszłam z jaskini, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Od razu poczułam się lepiej. Rześkie powietrze dobrze mi zrobiło. Udałam się na spacer po granicach watahy, rozkoszując się wolną chwilą. Koło pierwszej nad ranem zaczęłam wracać do jaskini.

<Ehrendil?>

czwartek, 12 listopada 2015

Od Sorrow - Historia cz.3

Wyjechałam z miasta. Zatrzymywałam sie tylko w tedy kiedy koń sie zmęczył. Po drodze widziałam tyle wspaniałych zmutowanych stworzeń. Zawsze wiedziałam ze jestem wilkiem Chaosu. Jednym z nie wielu w dawnej watasze. Ale ledwo teraz czułam sie żywa. Tak jak by to było moje miejsce. Teraz mam radość widzac te wszystkie stwory. Jak one ze sobą walczą. Uwielbiam studiować innych. Jedna z cech kture mam, i kture mogą mi zostać negocjatorem. Jeździłam tak po świecie przez 1,5 lat. Żyjąc z upolowanych stworów, nie warzne jakich. Oczywiście zwracałam uwagę na to czy są zatrute czy nie. Muj koń zginą kilka tygodni przed dotarciem tutaj. Było mi go bardziej szkoda niż własnego ojca. Niż własnej wioski. Jak o tym tak teraz myśle, to chce mi sie śmiać. A czasami chce cos rozwalić. Zależy od nastroju. Gdy dotarłam do tej watachy zapoznałam sie z wielu rożnymi wilkami. Dopiero w tej oto watasze wypełniłam moje jedyne marzenie; Zostałam negocjatorem! Byłam pierwszy raz w życiu aż tak szczęśliwa. Niestety, albo nie niestety moje dawne przyzwyczajenia dostały. W ciąż nosze bandarze, i ubieram sie jak chłopak. Mowię tez trochu ciemniejszym głosem i mowię czesto na siebie sama jako chłopaka. Jeżeli muwię inaczej to jest to dla mnie dziwne. No ale cuż. To była moja historia za nim tu dotarłam. Reszta zależy do życia.

Od Sorrow - Historia cz.2

Moja matka na to miast o kturej pewnie sie będziecie upominać ze o niej nie wspominam, opuściła mnie z ojcem gdy miałam nie pełne 2 ludzkie lata. Nawet nie znam powodu dla czego to zrobiła. Po prostu poszła i nigdy nie wrucila. Lecz wracając do histori: Wszystko szło dobrze z treningami i wszystkim innym z punktu widzenia mojego ojca. Ja gdy trenowałam to nic nie czułam. Nawet nie myślałam ze mi to bedzie potrzebne, czy nawet warte nauki. Na co dzień owijałam moją pierś bandażem zeby nie widać było biustu. Gdy ktoś pytał czemu mam bandarz to zawsze była to jedna, jedyna odpowiedz: 'Trening'. Tak jak to muj ojciec nazywał. To był trening. Trening ktury miał zobaczyć ile wytrwam psychicznie. Na co dzień mniej i mniej mnie obchodziło. Jedyne co mnie trzymało przy życiu to wymagania ojca i moja marzenie by dostać negocjatorem. Gdy nadeszła apokalipsa to byłam ucieszona. Wiekzość wioski umarło. Ja i muj ojciec przeżyliśmy. Dziwnym cudem, ale przeżyliśmy. Gdy wybuch chaos w mieście muj ojciec sie tym nie przejmował. Zaczą tylko sie pakować i mówił że wyrusza w świat. Ja sie czułam wolna. Czułam że ten wybuch dał mi nowe życie. Postanowiłam też sie spakować, ale nie do końca. Zabrałam ze sobą broń, czyli dwa pistolety kture cały czas przy sobie nosze. Jeden scyzoryk i dodatkowe kule. Ojciec sie mi dziwnie przyglądał bo jeszcze nigdy samowolnie nie chciałam używać broni. Gdy juz byłam gotowa do wyjścia ojciec mnie zatrzymał. Kazał mi tutaj zostać. Zostac tu gdzie sie urodziłam. Urodziłam i w tym samym czasie zniszczyłam chwałę ojca bo nie urodziam sie jako chłopak. Po raz pierwszy poczułam taką pustkę. Nic nie mogło mnie zatrzymać. Wiedziałam że moje oczy straciły blask już jakiś czas temu, ale teraz były kompletnie puste. Bez uczuć. Widziałam tylko przerażony wyraz twarzy ojca, gdy mu przystawiłam naładowany pistolet do głowy. Mówiłam ze jeżeli mi nie pozwoli iźdć, to umrze. Tam i w tedy. Cały się trząs gdy mnie puścił. Zchowałam pistolet i wzięłam naszego jedynego konia. Jakiś czas temu nauczył mnie jakiś znajomy jeździć konno wiec wykorzystałam możliwość i to zrobiłam.

środa, 11 listopada 2015

Od Sorrow - Historia cz.1

Nienawidziłam mojej rodziny. Tak oto zaczniemy tą oto długa opowieść jak ja sie tu znalazłam.. Wiec tak: Wszystko sie zaczęło w moim dniu urodzin. Byłam pierwszym dzieckiem moich rodziców, i jak to sie okazało to na dodatek byłam jedynaczką. Tak zeby wszystkim umilić. A to że moja matka i ojciec liczyli na chłopca, to nie spodobał im sie fakt ze jestem przeciwieństwem ich wyobrażeń. Niestety ojciec nie postał na tym. Wychowywał mnie jak jego własnego syna. Nawet mi dał imie kture jest 'neutralnej płci', jednak zachował w moim imieniu zawiedzenie i nienawieść. Od kąd pamietam był dla mnie surowy. Nie pozwalał mi sie bawić lalkami. Lub jakimi innymi 'dziewczyńskimi' zabawkami. Ubrania miałam nosić takie jak inni chłopacy. Czyli spodnie i koszulki. Cieszyło mnie to bo nigdy nie lubiałam sukienek. Z resztą zasady mojego ojca były proste; Jestem chłopakiem, mam za wszelka cenę udawać chłopaka i nie robić nic za co by podejrzewali ze jestem dziewczyną. Pamietam też że wszystkim wmawiał ze jestem jego synem. Z początku mnie to cieszyło bo mogłam robić innym na złość, bawić sie w walki i inne bez komentarzy takich jak: 'Nie przystało to na dziewczynę sie bić!' Czy coś w tym stylu. W ogóle w mojej rodzinnej watasze były zasady prawie że ze średniowiecza. Wiele podobnego. Jednak były też różnice. Takie jak to że są inne bronie, inne ubrania i tak dalej. Nastepna żeczą ktura zmieniała wiele z mojego życia były ci dzienne treningi po szkole. Nie nawidzilam ich. Ta surowa cześć ojca ujawniała sie podczas tych treningów. Prubował mnie wrobić na wojownika czy skrytobójcę. Ja na to miast wolałam logikę. Zawsze pamietam ze po kryjemy grałam sama ze sobą w szachy jak przybierałam postać człowieka, ktura tak na prawde używało sie u nas prawie cały czas. Ojciec uczył mnie jak się posługiwać rożnymi broniami.

Od Ehrendila CD. Sorrow

- Mnie również miło, pani - uścisnąłem jej dłoń - A odpowiadając na wcześniejszą kwestię: Naturalnie. Jestem elfem
Powiedziałem puszczając jej rękę i lekko się cofając, żeby zrobić więcej miejsca. Przyjrzałem się dziewczynie. Nagle na moje ramię wskoczyła wiewiórka. Zaśmiałem się cicho, kiedy wiewiórka zeszła z ramienia na moją dłoń i pomachała mi łapką.
- Witaj Ezrealu - wolną dłonią wyszukałem w torbie orzeszka i podałem go wiewiórce. Ta przyjęła poczęstunek i odwróciła się, żeby pomachać Sorrow.

<Sorrow?>

piątek, 6 listopada 2015

Od Ehrendila CD. Snowbird

Wróciłem do siebie. Wyjąłem z szuflady biurka czystą kartkę papieru i pióro. Pisałem listy. Jeden do ojca, a drugi do przyjaciółki z dzieciństwa. Jedynej jaką miałem. Oba napisane listy schowałem do torby. Przewiesiłem ją przez ramię i dokładnie sprawdziłem jej zawartość. Na szczęście miałem wszystko. Wyszedłem z jaskini i udałem się w stronę złych ziemi przeglądając plik lekko zniszczonych kartek. Zlecenia. Ta forma polowań zawsze była bardziej opłacalna niż zwykłe wyłapywanie potworów. Poza tym zlecenia stanowią swego rodzaju wyzwanie, a ja lubię wyzwania. Tylko najpierw muszę sobie wybrać co złapię tym razem...

<Snowbird?>

Od Zero CD. Toxic'a

- No jasne, że tak - uśmiechnąłem się. Już po chwili szliśmy razem w stronę rozległej równiny rozciągającej się na wschód od lasu. Trawa, mimo tego, że była już jesień nadal była soczyście zielona. A co ważniejsze była trochę wyższa niż przeciętny wilk. Taka pamiątka po Apokalipsie.
- No... To teraz już musisz ty prowadzić. Ja prawie nic nie widzę - stwierdził Toxic.
Zaśmiałem się i rozejrzałem dookoła. Gdzieś tu muszą być... A są...
Jakieś 500 metrów od nas widziałem stadko. Pasły się spokojnie, zupełnie nieświadome zagrożenia. Lekko pochylony ruszyłem truchtem w ich stronę. Nie zauważyłem żadnej z nich dopóki jedna z saren nie wpadła mi pod łapy. Jednym ciosem złamałem jej kark i rozejrzałem się w poszukiwaniu kolejnych.
- Zaraz wrócę - rzuciłem do Toxic'a - Ta jest dla ciebie
Poszedłem skombinować sobie śniadanie.

<Toxic?>

czwartek, 5 listopada 2015

Od Toxic'a CD. Zero

Odwróciłem sie i zauważyłem zera.
-O, czesc Zero! Jak tam?
Zapytałem z usmiechem powitalnym patrząc na potężnego przyjaciela. Był dosc ładny dzien a liście z drzew spadały na główe Zera i pod moje łapy.
-Wlasnie szłem na polowanie
Odpowiedział Zero, przez co sam pomyślałem ze jeszcze śniadania nie jadłem.
-A mugl bym sie dołączyć?
Zapytałem uznając ze jestem głodny.

<Zero?>

Od Sorrow CD. Ehrendila

Przestałam warczeć na przybysza i odpowiedziałam na jego pytanie.
-Sorrow, co robisz na terenach Watahy Apokalipsy?
Czułam ze sierść wróciła do normy. Wpatrywałam sie w chłopaka.
-Jestem członkiem, prawdopodobnie tak jak ty..
Chłopak westchnął i spuścił ręce.
-Mam na imie Ehrendil, a ty?
-Sorrow
Przyglądałam sie mu dokładnie aż dostrzegłam coś nie spodziewanego.
-Jesteś elfem!
Stwierdziłam po szpiczastej uszach towarzysza i zmieniłam sie w człowieka by sie przywitać.
-Miło poznać
Uśmiechnęłam sie i podałam rękę nowemu.
<Ehrendil?>

wtorek, 3 listopada 2015

Od Snowbird CD. Ehrendila

Popatrzyłam za odbiegającym chłopakiem. Westchnęłam. Niewiele brakowało. Znów przybrałam swoją normalną postać i wróciłam do jaskini. Postanowiłam zrezygnować z pozostałej mi półgodzinnej przerwy na odpoczynek. Znając moje szczęście znów bym kogoś spotkała.
Dziś był piękny, upalny dzień. Niebo było bezchmurne. Nawet najlżejszy wiatr nie wiał. Leżałam przy wyjściu z jaskini, obserwując świat z cienia. Oczywiście nic się nie działo, ponieważ moja jaskinia znajdowała się na odludziu.
Skoro nie mam dzisiaj nic ciekawego do zrobienia, poćwiczę zaklęcia. Udałam się w głąb jaskini po moje księgi.
Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się szczególnie ciekawie.

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

Narzuciłem sobie dość szybkie tempo. Już po chwili zapomniałem o wszystkim, Liczył się teraz tylko rytmiczny odgłos moich kroków i las który mnie otaczał. Dobiegłem do jakiejś rzeki i zatrzymałem się na jej brzegu. Kucnąłem i napiłem się. Przez chwilę stałem w bezruchu, a potem kontynuowałem przebieżkę. Nawet nie bardzo wiem jakim cudem znalazłem Namidę. Nie mniej zaskoczyło mnie to.
- Racz mi wybaczyć to najście, pani - zatrzymałem się - Nie miałem takiego zamiaru - odwróciłem się żeby wrócić skąd przybiegłem.

<Snowbird? Czy raczej Namido?>

poniedziałek, 2 listopada 2015

Od Snowbird CD. Ehrendila

Siedziałam nad jeziorem, wsłuchując się w szum wiatru, koncert ptaków oraz delikatny plusk wody. Spojrzałam na słońce. Zostało mi tutaj jeszcze pół godziny. Za mało, ale dzisiaj nie miałam ochoty na towarzyskie spotkania. Już od bardzo dawna nie rozmawiałam z nikim, a jeszcze dłużej przez tak długi czas.
Dziwne, bo do wczoraj zastanawiałam się czy w ogóle potrafię mówić.
Wtem usłyszałam czyjaś kroki. Znowu?! Dlaczego akurat ja? Wyszłam tylko na godzinę.
Obcy był coraz bliżej i w ostatnim momencie zdążyłam przybrać formę Szamanki. I wtedy zza drzew wyszedł Ehrendil. 

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

Po pożegnaniu się z Namidą poszedłem do siebie. Co ciekawe moja jaskinia bardziej przypomina ludzkie mieszkanie niż grotę. A co ważniejsze miałem drzwi. Wyciągnąłem z torby dość masywny klucz i otworzyłem zamek. Oczywiście jasne wnętrze było idealnie czyste. Było tu dużo, bardzo dużo roślin, które lekko łagodziły surowe umeblowanie. No bo jak inaczej nazwać niską pryczę w kącie pomieszczenia zaścieloną wyłącznie jasnobrązową narzutą. Do tego tylko niezbyt duży stół na środku pomieszczenia i kilka krzeseł przy nim. Poza tym miałem tu tylko biurko, szafę i mały regał na książki. Nie było tu ani jednej niepotrzebnej ozdoby.
Zdjąłem z siebie całą broń i strój roboczy i poszedłem pod prysznic. Potem ubrany wyłącznie w luźne, materiałowe spodnie i z mokrymi włosami wziąłem sobie jabłko z misy stojącej w kuchni. Zjadłem je i poszedłem spać.

Wstałem o świcie, ubrałem się i wyszedłem pobiegać. Tak jak codziennie od dwustu lat.

<Snowbird?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

Spojrzałam na niego nieufnie.
- Przecież to nic takiego - powiedział, dostrzegłszy mój niepewny wzrok.
Westchnęłam. Może i ma rację.
- Dobrze - powiedziałam cicho i ruszyłam w kierunku jaskini. Po drodze nic nie mówiłam.
Kiedy już doszliśmy do celu, wymieniliśmy się tylko krótkim pożegnaniem i każdy poszedł w swoją stronę. Kiedy byłam już pewna, że jestem sama, powróciłam do swojej normalnej postaci.
Następnego dnia znów wstałam o świcie. Postanowiłam wyjść tylko na godzinę, aby rozprostować łapy. Stwierdziłam, że nie będę zmieniać postaci. O tej godzinie nie powinnam nikogo spotkać. Zresztą to tylko godzina. Jakie mogą być szanse, że kogoś spotkam?
Pierwsze promienie słońca odbijały się od mojego śnieżnobiałego futra. Ruszyłam w stronę jeziora, aby tam spędzić moją godzinę.

<Ehrendil?>

niedziela, 1 listopada 2015

Od Ehrendila CD. Snowbird

Wolnym krokiem ruszyliśmy przed siebie. Przez cały czas prowadziliśmy naszą rozmowę tak, by za dużo nie zdradzać. Ezrealowi Namida przypadła do gustu tak bardzo, że nie miał zamiaru z niej schodzić. Ja również czułem się dobrze w towarzystwie wadery. Tak nam upłynął czas do zachodu słońca.
- Czy uczynisz mi pani ten zaszczyt i pozwolisz odprowadzić się do domu? - spytałem.

<Snowbird?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

- Skąd możesz wiedzieć, jaka jestem? Nic o mnie nie wiesz. Nie znasz mnie. Nie możesz wiedzieć czy jestem dobra, czy zła - odpowiedziałam cicho.
W jednej chwili pojawił się przed moimi oczami obraz rodziców. To przeze mnie zginęli. To była koja wina.
- A jednak moja propozycja jest dalej aktualna - odparł
Spojrzałam na niego z ukosa. Jest chyba pierwszą osobą, która nie uciekła i chce ze mną spędzać czas.
Zastanowiłam się nad jego pytaniem. Czy coś ryzykuję? Czy powinnam? W sumie, to tylko spacer. Co może być złego w spacerze?
Skinęłam tylko głową na zgodę. 

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Snwbird

- A ja przestraszyłem ciebie, pani. Uznajmy to za rewanż.
Uniosłem wiewiórkę do swojej twarzy i powiedziałem cicho.
- Odrzuć strach przyjacielu, Namida nie zrobi ci krzywdy.
Wiewiórka przez chwilę uważnie obserwowała waderę, a potem wskoczyła na nią. Obserwowałem Ezreala z lekkim uśmiechem.
- Nie możesz być złą osobą, pani. Ezreal trzymałby się z daleka gdyby tak było, a ja wierzę jego osądowi. Masz ochotę pójść ze mną na spacer?

<Snowbird?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

Niepewnie podeszłam do malutkiego zwierzątka. Spojrzało na mnie przestraszone. Cofnęłam się spuszczając wzrok.
- Przepraszam.... - powiedziałam cicho
Ehrendil uśmiechnął się.
- Nie masz za co przepraszać.
- Mam - powiedziałam cofając się jeszcze o krok - przestraszyłam go.

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

- Namiada... - powtórzyłem - Piękne masz imię, pani.
Widać było, że wadera szuka drogi ucieczki. Trochę przykro, że nie chce ze mną rozmawiać. Nagle z drzewa prosto na moją głowę zeskoczyła ruda wiewiórka. Puchaty ogon zasłonił mi widok.
- Witaj Ezrealu - ściągnąłem zwierzątko z twarzy i delikatnie pogłaskałem. Wiewiórka wtuliła pyszczek w moją dłoń. Spojrzałem na waderę lekko rozbawiony.
- Namido. Oto jest Ezreal.

<Snowbird?>

sobota, 31 października 2015

Od Snowbird CD. Ehrendila

- Znałam już wiele osób, które składały przysięgi i je łamali. Dlaczego z tobą miałoby być inaczej?
- Już ci to mówiłem.
Zmierzyłam go wzrokiem. Może i nie miał złych intencji, ale nie zamierzam mu ufać. Za dużo razy zostałam oszukana i przez to miałam problemy.
- Mogę poznać twoje imię? - spytał
Spuściłam wzrok. Dlaczego ja jeszcze z nim rozmawiam? Dziś miał być spokojny dzień, który spędzę sama, tak jak każdy inny. Powinnam siedzieć w ciemnej jaskini, odcięta od reszty świata...
- Więc......? - nie odpuszczał
- Namida - powiedziałam.
Na razie nie ufam mu na tyle, aby zdradzać swoją prawdziwą tożsamość. Zresztą po co mu ona? I tak pewnie sobie zaraz pójdzie. Tak jak każdy. Tak jest zawsze.

<Ehrendil?>

Od Zera DO Toxic'a

Kiedy wstałem słońce stało już wysoko na niebie. Przeciągnąłem się i wolnym krokiem wyszedłem z jaskini. Postanowiłem zapolować. Oczywiście przy moich rozmiarach na jeden posiłek składały się średnio dwie sarny. W miarę szybkim krokiem ruszyłem w stronę gdzie najczęściej udawało mi się złapać sarnę. Liście pode mną szeleściły gdzieś z góry spadały na mnie kolejne. Gdzieś z lewej z drzewa na drzewo przeskoczyła wiewiórka. Nagle usłyszałem kroki kogoś innego. Zatrzymałem się rozglądając dookoła. Po chwili między drzewami zauważyłem wilka.
- Cześć Toxic - schyliłem się, żeby gałęzie nie zasłaniały mi widoku.

<Toxic?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

- Wiem, że nie masz powodów mi zaufać. Ja tobie również jeszcze nie ufam, ale nie musisz uciekać na sam mój widok - powiedziałem spokojnie - Ponadto przysięgam na Jasne Królestwo, że świadomie nie zrobię ci krzywdy.
Specjalnie użyłem najpoważniejszej przysięgi jaką może dać elf.
- Skąd mam mieć pewność, że nie złamiesz przysięgi? - spytała
- Przysięga na Jasne Królestwo to przysięga na wieki, pani. A elfy zawsze dotrzymują danego słowa. - odpowiedziałem szczerze. Nie spuszczałem z niej czujnego spojrzenia dopóki się nie odezwała.

<Snowbird?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

Spojrzałam na niego nieufnie.
- Nie jesteś wilkiem - odpowiedziałam
- Nie, nie jestem.
- Więc jak możesz należeć do watahy?
- To długa historia.
Cofnęłam się do tyłu i rozprostowałam skrzydła.
- Znów zamierzasz uciekać? Nic ci nie zrobię - powiedział
- Tego jeszcze nie wiem - odpowiedziałam cicho.

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Sorrow

Dziwny ze mnie elf. Należę do watahy wilków. A te reagują naprawdę dziwnie - uciekają, warczą, a nawet atakują... No cóż. Być może z czasem się przyzwyczają.
Dywan kolorowych liści cicho szeleścił mi pod stopami kiedy przedzierałem się przez las. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego gdzie idę, dopóki nie usłyszałem warczenia. Przystanąłem na skraju polany i rozejrzałem się. Niedaleko pod drzewem stała wadera. Nastroszyła sierść i warczała na mnie. Westchnąłem cicho i podniosłem ręce w geście kapitulacji.
- Dane mi będzie poznać twoje imię zanim mnie zaatakujesz? - spytałem

<Sorrow?>

Od Sorrow DO Ehrendila

Był środek dna ale wydawało sie ze bedzie padać, przez te pochmurne niebo kture zasłaniało slonce całkowicie. Wyszłam z jaskini i skierowałam sie w stronę polany, gdzie zazwyczaj ktoś jest. Podczas gdy tam szłam to kopałam pzednimi łapami wszystkie opadnięte liście o rożnych barwach pomiędzy czerwonym i zielonym. Wydawało sie ze to trwało wieki dotrzeć do celu. Jak juz byłam na skraju polany to zauważyłam ze ta też była pełna jesiennych liści. Lekki powiewający wiatr pozwalał liściom latać tam i spowrotem tworząc dosc głośnie szeleszczenie. Postanowiłam sie położyć pod jednym z pobliskich drzew zeby poobserwować polanę o tej porze roku.
-Tyle sie zmienia pomiędzy każdą z pór roku że możliwe jest zauważyć nawet te najmniejsze zmiany.
Myślałam na głos. Mój glos był dosc cichy, prawie ze nie słyszalny przez samą siebie. Leżałam tam i podziwiałam krajobraz tej oto dosc sporej polany. Gdzie nie gdzie było jeszcze widać zielone plamy trawy, ktura sie ujawniała pomiędzy szybujacymi liściami. Nie wiele po tym jak sie położyłam, to zobaczyłam ze krzaki na przeciwko mnie sie ruszają. Nie wyglądało to na sprawke wiatru więc skupiłam święceń uwagi na to miejsce. Chwile pózniej ujawnił sie tam człowiek, z dosc długimi włosami. Na dodatek to chyba był mężczyzna. Napięcie wstałam na równe łapy i zjeżyła mi sie sierść. Zaczęłam lekko warczeć w stronę merczyzny, będąc gotowa na walkę. Walkę kturej tak na prawde nie chciałam, bo przyszłam tylko żeby odpocząć.

<Ehrendil?>

piątek, 30 października 2015

Od Ehrendila CD. Snowbird

Owa postać odbiegła. Postanowiłem pobiec za nią. Zabrałem płaszcz i torbę i wspiąłem się na drzewo. Po gałęziach dogoniłem wilka. Jednak postanowiłem nie opuszczać kryjówki. Przynajmniej na razie. Już po chwili zorientowałem się, iż jest to wadera. Po dłuższej chwili zeskoczyłem na ziemię niedaleko niej. Pewnie znowu się wystraszy. Zdaję sobie sprawę z tego jak wyglądam.
Długi czarny płaszcz z obszernym kapturem do tego również czarna chusta zakrywająca dolną część twarzy. Proste kawałki pancerza ze smoczej skóry rozmieszczone w strategicznych miejscach... No i uzbrojenie. Miecz z elfiej stali połyskujący przy boku, cztery sztylety plus dwa serafickie ostrza. Kusza na plecach, a tuż pod nią wekiera. Tak. Z całą pewnością można się mnie było przestraszyć.
- Zaczekaj... Nie bój się mnie - odsłoniłem twarz i odrzuciłem kaptur odsłaniając spiczaste uszy - Jestem Ehrendil z Watahy Apokalipsy.

<Snowbird?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

Nieznajomy mnie zauważył. Niedobrze. Poza tym, był to człowiek. Człowiek! Nie powinno go tu być.
- Kim jesteś? - ponowił pytanie.
Położyłam po sobie uszy i skuliłam się. Przestraszyłam się. Rozejrzałam się dookoła. Nie powinno mnie tu być już od początku. Zaczęłam uciekać w głąb lasu.Nie zwracając uwagi na drogę, więc, jak to było do przewidzenia, po dość niedługim czasie zgubiłam się.
Świetnie - pomyślałam - ten dzień nie mógł być lepszy...
Nerwowo przenosiłam wzrok z jednego drzewa na drugi. Starałam się uchwycić każdy szczegół, w nadziei, że coś będzie wyglądać znajomo. I jak można się domyślić, nic nie rozpoznałam. Westchnęłam. Wolnym krokiem ruszyłam przed siebie. W końcu kiedyś będę musiałam gdzieś dojść.

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

Szukałem odpowiedniego miejsca na trening. Nie mogę sobie pozwolić na spadek formy. Mój ojciec z całą pewnością by tego nie pochwalał. Tak więc w końcu zatrzymałem się w lesie. Widziałem stąd jakąś polanę, ale nie wchodziłem na nią. Zdjąłem z ramienia swoją skórzaną torbę i odwiesiłem ją na gałąź drzewa. Tak samo potraktowałem mój płaszcz. Wykonałem kilka ćwiczeń rozciągających i wyciągnąłem miecz. Cięcie, blokada, wypad, sztych, powrót, znowu cięcie... Powtarzałem całe sekwencje i większość znanych sobie kombinacji. Nagle usłyszałem trzask pękającej gałązki. Zamarłem w bezruchu patrząc w kierunku dźwięku. Jakaś postać przyglądała mi się zza drzew.
- Kim jesteś? - spytałem

<Snowbird?>

Od Snowbird DO Ehrendila

Dziś zapowiadał się piękny dzień. Wstałam o świcie, zbudzona pierwszymi promieniami słońca. Wstałam i przeciągnęłam się. Było jeszcze wcześnie, więc postanowiłam się przejść po terenach watahy. Ostatnio zaobserwowałam, że o tej porze praktycznie żaden wilk nie wychodzi z jaskini, co działa na moją korzyść. Ja codziennie, z tego właśnie powodu, budziłam się o świcie.
Wyszłam z jaskini i rozejrzałam się dookoła. Świat zaczął budzić się do życia. Pierwsze ptaki zaczęły nucić swoje symfonie, pąki kwiatów rozwijać się, a wiatr zbudzony powoli dawał o sobie znać, nawołując, aby o nim nie zapomnieć. Ruszyłam przed siebie, myśląc nad celem mojej podróży. Może nad jakieś jezioro? Nie..... dziś będzie tam pełno wilków. Albo jakaś polana? Nie, to też nie? Góry? Nie.
Westchnęłam. Naprawdę nie ma miejsca, gdzie mogłabym spokojnie przesiedzieć cały dzień ciesząc się tylko towarzystwem samotności?
Już wiem! Może powinnam udać się do lasu. Jest tam jedno zaciszne miejsce. Trzeba zboczyć trochę z drogi. Przejście jest praktycznie niewidoczne, na moje szczęście. Sama trafiłam na nie przez przypadek.
Droga prowadziła do niewielkiej polanki, z trzech stron otoczonej lasem, a z jednej ogromną, skalną górą, z której, do niewielkiego jeziorka, wpadał malutki wodospad.
To chyba było moje ulubione miejsce.
Tak więc postanowiłam trochę poćwiczyć zaklęcia. Ostatnio to zaniedbałam. I właśnie na tym minęły mi dwie godziny. Resztę dnia spędziłam nad przy niewielkim jeziorku, przyglądając się wodospadowi. Tak. Naprawdę było tu pięknie.
I właśnie wtedy usłyszałam jakiś hałas. Ktoś tu idzie? Ale jak? Przecież.... przecież to niemożliwe. Choć nie, z moim szczęściem to jest bardzo prawdopodobne. Zmieniłam więc swoją postać na Szamankę. Miałam nadzieje, że jeżeli ów nieznajomy mnie zobaczy, stwierdzi, iż nie ma tu czego szukać i sobie pójdzie.

<Ehrendil?>

sobota, 17 października 2015

Od Petera - Historia

Co by tu opowiadać...matkę zamknięto w więzieniu i nie miałem dokąd iść.
Długo się błąkałem nie mając co ze sobą zrobić.
Pewnego dnia zdesperowany zauważyłem sporą grupkę wilków.
Podszedłem do nich i się przedstawiłem :

- Witajcie, jestem Peter...czy to jest jakaś wataha? - spytałem pewny w głosie
- Tak to Wataha Apokalipsy - oznajmił nieco ponad 3 metrowy wilk
- Czy mógłbym tu dołączyć? - spytałem lekko niepewnie
- Oczywiście, że tak - powiedział basior i lekko się uśmiechnął
- Dziękuję - kiwnąłem z uznaniem i usiadłem

Tak właśnie znalazłem swój nowy dom, zobaczymy co będzie dalej.

Peter

  

,,Nie odkładaj na jutro tego, co trzeba zniszczyć dzisiaj."


https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/01/fd/30/01fd30ee8f5f80002203dd3b9883f675.jpg

Imię: Peter
Skróty: -
Przezwisko: -
Głos
Płeć: Basior
Wiek: 4 lata, jako człowiek : 18 lat
Charakter: Peter jest dosyć odważny jak i również pewny siebie. Lubi towarzystwo,a tym bardziej kobiet. Jeśli się z kimś zwiąże jest wierny. Uwielbia ryzyko i walkę. Bardzo często miewa ,,prorocze" sny.
Cechy szczególne: -
Status: Omega
Stanowisko: Morderca
Partnerka: Szuka
Rodzina: Matka - Lynda
Przyjaciele: Na razie nikt...
Rasa: Wilk Księżyca
Żywioł: Powietrze
Moce:
- tworzy potężne huragany
- włada wiatrem
- i wszystko co związane z jego żywiołem
- zmiana w człowieka
Inne: -
Lubi: Palić,pić,dobrą zabawę.
Nie lubi: Męczących wilków,
Historia: [link]
Sterujący: MROW
Galeria:
Miecz

Ekwipunek: mały miecz
Sakwa: 150 ZM
Umiejętności: Szybkość: 30
                        Siła: 20
                        Zwinność: 10 
                       Wytrzymałość: 40
Punkty Awansu: 20 / 200
Upomnienia: 0/3

Od Ehrendila - Historia

Cóż tu mówić... Urodziłem się w Królestwie. Od siódmego roku życia potrafię posługiwać się nożem, od dziesiątego - strzelać z łuku. Ojciec mnie nie oszczędzał. Należał do Gwardii Królewskiej i dbał o to by jego syn potrafił o siebie zadbać. Matka zmarła krótko po moich 13 urodzinach. Była dobrą kobietą. Naturalnie po jej śmierci nie miał się kto mną zajmować. Ojca pochłaniały obowiązki, a ja zamieszkałem w pałacu. Można powiedzieć, że "przygarnęła" mnie Królowa. Dorastałem z jej córką. Codzienne treningi pochłaniały większość mojego czasu, a noce spędzałem na nauce. Mimo niewielkiej ilości wolnego czasu czułem się w pałacu jak intruz. To nie był mój dom. Postanowiłem odejść. Pójść w świat. Takie rzeczy się zdarzają. Oczywiście bez zawodu byłbym nikim. Więc jestem Łowcą. Poluję na potwory. Apokalipsa mnie ominęła, bo właśnie wtedy cudownym zrządzeniem losu przebywałem pod ziemią. Podziemne miasta zamieszkiwane przez podobne do mnie, lecz nieco inne elfy. Tamte, w przeciwieństwie do mnie, żyją tylko pod ziemią. Niestety, stąd też musiałem odejść. Jakkolwiek piękne były owe miasta nie potrafiłem w nich żyć. Brakowało mi wiatru i tęskniłem za słońcem. Jednak gdy wyszedłem na powierzchnię... Powiedzmy, że dużo się zmieniło w ciągu tych kilku miesięcy...

****

Naciągnąłem kaptur na głowę chowając się przed niechcianymi spojrzeniami. I deszczem. Ulewa trwała już od trzech dni zamieniając drogi w grząskie bagno. Mój czarny płaszcz, teraz ciężki od wody łopotał na wietrze. Ale ja szedłem dalej nie zwracając uwagi na błoto oblepiające moje buty. Przy pasie czułem ciężar miecza. Zabawne jak ten zimny, twardy metal dodawał mi otuchy przed tym co miało się stać. Niejako spartaczyłem robotę. Owszem zabiłem demona terroryzującego miasto. Niestety nie uratowałem pewnej dziewczynki - córki radcy miasta. A teraz mam się spotkać z tym człowiekiem. To nie będzie przyjemne spotkanie...

I miałem rację. Już po kilku minutach uciekałem konno mając za sobą pół miasta strażników. Nie mieli szansy mnie złapać, co nie zwalniało mnie od myślenia. Jedyny plus, że przestało padać. A szybki galop pomógł wysuszyć ubranie. Co prawda nie wiem czyj to koń, ale jest szybki. Odjechałem jeszcze spory kawałek od miasta zanim zatrzymałem konia. Zeskoczyłem na ziemię i przeciągnąłem się. Wyłuskałem z kieszeni kilka złotych monet - moje ostatnie oszczędności - i wsunąłem je do juki przy siodle. Jedna, druga, trzecia, czwarta, piąta... W ten sposób pozbyłem się całego złota. Odesłałem konia z powrotem w stronę miasta. Znajdzie drogę do stajni. Do zachodu słońca szedłem pieszo wzdłuż drogi. A potem oddaliłem się nieco od głównego traktu i rozpaliłem ogień. Chyba mam gdzieś tu jeszcze jakieś jagody... Przeszukałem sporą skórzaną torbę i znalazłem to czego szukałem. A potem zmorzył mnie sen.

Obudził mnie hałas. Ognisko wygasło, a na mnie kropił właśnie chłodny deszcz. Niedaleko mnie zauważyłem parę ślepi. Powoli podniosłem się z ziemi i sięgnąłem po sztylet. Wilk, bo z całą pewnością były to wilcze ślepia, zbliżył się nieco.
- Idź stąd... - syknąłem w stronę zwierzęcia
- Nie - odpowiedział mi damski głos. Przesłyszałem się? Czy ten wilk coś właśnie powiedział?
- No nie patrz na mnie jak na ósmy cud świata - prychnęła wadera
Odwróciłem wzrok. Więc dobrze... Wadera mówiła. Wziąłem głębszy oddech.
Przez resztę nocy rozmawiałem z wilkiem. Shira, bo tak nazywała się owa wadera stwierdziła, że nie zabije mnie przynajmniej na razie. Za to ja zgodziłem się dołączyć do Watahy Apokalipsy. Teraz przynajmniej mam swoją jaskinię.

Ehrendil


"Nie ma czegoś takiego jak uczciwa walka. W walce wykorzystuje się każdą przewagę i każdą sposobność, jaka się nadarza."

Imię: Ehrendil
Skróty: Nie toleruje żadnych skróceń, a wręcz są dla niego obraźliwe. Taka kultura i cóż poradzić.
Przezwisko: Łowca albo zwyczajnie Elf.
Głos
Płeć: Basior, czy bardziej trafnie - Mężczyzna.
Wiek: Jest jeszcze młody jak na elfa. Ma dopiero 246 lat. I jeszcze przez co najmniej 200 lat będzie wyglądał na 20-latka.
Charakter: Ehrendil ma problem z publicznym wyrażaniem uczuć. Wygląda to tak jakby się wstydził, ale tak nie jest. On po prostu nie potrafi się zdobyć na poufałości w towarzystwie. Jest powściągliwy i raczej większość myśli zachowuje wyłącznie dla siebie. Na co dzień jest surowy i poważny, zdaje się nawet, że bez jakiegokolwiek poczucia humoru. Na szczęście to tylko pozory, bo przy pewnej pani Elf okazuje się być dziecinny. Tylko przy owej kobiecie szczerze się śmieje i żartuje. Jest fatalnym przykładem bycia wegetarianinem z potrzeby, a nie wyboru. Mdli go na samą myśl o tym, że ktoś może zabić i zjeść zwierzę. Bierze się to stąd, że jako elf czystej krwi ma "zakodowaną" w genach miłość do wszelkich istot żywych. Zamiast polować na jelenie czy króliki woli się z nimi zaprzyjaźnić. Tak już ma, co paradoksalnie nie przeszkadza mu w wykonywanej przez niego pracy. Ehrendil dosłownie ma licencję na zabijanie, ku szczęściu wilków, ludzi i całej reszty Bogu ducha winnych istot na zabijanie potworów. Taką profesję sobie wybrał i oczyszcza świat z całego tego bałaganu jaki robią chimery, olbrzymy, mantykory i cała reszta stworzeń którymi straszy się dzieci. Lubi swoją pracę. Tak naprawdę nic innego nie robił przez całe swoje dość już długie życie. W wieku 6 lat umiał już walczyć i rzucać nożem, a od 10.roku życia przestał chybiać strzelając z łuku. Potem było już tylko lepiej. Teraz ma swoją prywatą zbrojownię w której można zaleźć znakomitą większość rodzajów broni. Elf preferuje jednak broń białą. Szczególnym uczuciem darzy błękitny sztylet na demony o pięknie brzmiącym imieniu "Nakir" i miecz typu półtorak z elfiej stali, który nie zasłynął jeszcze na tyle, by nosić imię. Trudno trafić do grona jego znajomych, jeśli nie odkupuje się od niego towarów lub ma się pecha popełnić na początku kilka nieetycznych gaf. Jest bardzo wyczulony na zachowanie innych. I mimo że sam nie świeci idealnym przykładem w każdej dziedzinie potrafi się przyzwoicie zachowywać. Ma też nieco staroświecki sposób mówienia teraz już lekko uwspółcześniony przebywaniem w towarzystwie zwykłych ludzi. Ogólnie rzecz biorąc jest po prostu inny niż reszta. Ma inną kulturę i tradycję, wyznaje inną religię i przestrzega kanonów obowiązujących w Królestwie - kraju elfów. Na pewno pozostanie wiernym jednej, jako iż jest kompletnie nieczuły na starania innych kobiet i nie pozwoli im na dużo. Elf jest pewny siebie, ale są sytuacje w których najchętniej schowałby się z pola widzenia. Nigdy nie ucieknie od walki i nie zawaha się. Jest pewny swoich umiejętności, a o broń dba z niemal pedanterią. Nie dziwne więc, że gdy widzi kogoś kto nie potrafi sobie poradzić czy też należycie zadbać o swój oręż nie potrafi się powstrzymać od uwagi na ten temat. Bywa w tym wyniosły czym nie zaskarbi sobie raczej sympatii upomnianego. W gruncie rzeczy to jednak całkiem uprzejma osoba.
Cechy szczególne: Poza tym, że wilkiem jest tylko w ostateczności, ma sięgające poniżej kolan najczęściej zaplecione w prosty warkocz połączony z charakterystyczną dla niego fryzurą siwe włosy. Innym szczegółem w wyglądzie bez wątpienia przyciągającym uwagę są jego spiczaste uszy przyozdobione kolczykami. Godny podkreślenia jest też fakt, iż Ehrendil nie rozstaje się ze swoimi ulubionymi przedmiotami w postaci kilku sztyletów, miecza, kuszy lub łuku czy innych zasilających jego zbrojownię rzeczy. Na zewnątrz praktycznie zawsze ma też lekki pancerz ze smoczej skóry i elfiej stali i nieodłączny czarny płaszcz swojej kasty. No i jest szczupłej, lecz bardzo dobrze umięśnionej (dzięki ponad 200-letniemu treningowi) budowy ciała. W wilczej wersji wyróżnia się jedynie szczupłą sylwetką.
Status: Epsilon
Stanowisko: Łowca
Partnerka: Sorrow
Rodzina: Jego ojciec jest Kapitanem Królewskiej Gwardii, ale obecnie nie wie nawet czy jego syn żyje czy nie... Matka już od dawna nie oddycha, a rodzeństwa nie posiada.
Przyjaciele: Erytrea, córka Królowej. Wychował się z nią w pałacu i jest jedyną taką osobą na świecie. Na jego sympatię trzeba zasłużyć...
Rasa: Elf
Żywioł: Natura
Moce:
- Jego głos ma moc. Kiedy nuci zwierzęta z okolicy zbierają się dookoła, trawa i drzewa nachylają się ku niemu, kwiaty rosną... Wtedy to on ma nad nimi kontrolę, ale nie nadużywa tego przywileju.
- Lepiej niż ktokolwiek inny rozumie zwierzęta, zna mowę wiatru i ziemi. Dzięki temu jest w stanie dowiadywać się naprawdę przydatnych rzeczy.
- Ma dar uzdrawiania kosztem własnej energii. Znaczy to też tyle, że usiłując uleczyć kogoś kto właściwie już umiera może sam umrzeć.
- Jest pod każdym względem fizycznie lepszy niż jakikolwiek człowiek będzie.
- Dawno temu nabył umiejętność bezszelestnego poruszania się w każdym terenie, więc nie robi mu różnicy czy skrada się przez piaski pustyni, las jesienią czy też po gałęziach drzew.
- perfekcyjnie włada przeróżnymi rodzajami broni, preferuje jednak broń białą.
Inne:
- Jest przedstawicielem jednego z nielicznych zawodów niegodnych - Łowcą Potworów. Z tego powodu nie wolno mu przebywać w mieście dłużej niż to konieczne. Ma też dostęp wyłącznie do "Księżyca Łowcy", czyli domu w którym zbierają się inni z jego kasty, żeby handlować, jeść i spędzać czas poza polowaniami.
- Jego jaskinia jest przystosowana do życia w niej w ludzkiej postaci i zawsze panuje w niej nienaganny porządek. Nawet jeśli dzięki temu, że Sorrow mieszka razem z nim ma dwa razy więcej sprzątania.
-Nikt nigdy, przenigdy i w żadnym wypadku nie ma prawa dotykać jego ukochanych "zabawek". Oczywiście jest pewna pani która jest wyjątkiem od tej reguły, chociaż dzięki jej wspaniałomyślności tego nie robi.
- Ma dość specyficzny sposób ubierania się i raczej kiepsko się czuje w koszulkach i dżinsach. Ogólnie raczej nie dopuszcza do siebie nowości (nawet do kanapy ledwo się przekonał). Żyje sobie spokojnie z dala od "nowoczesności" i jest z tego bardzo zadowolony.
- Ma dwóch przyjaciół w postaci zwierząt. Zazdrosną o niego wiewiórkę o imieniu Ezreal i jelenia - Wędrowca.
Lubi: - Nie przesadzę twierdząc, że treningi to całe jego życie. Mowa tu przecież o kimś kto bez problemu jest w stanie zrobić szpagat czy podniesie grubo ponad 100 kg. Kocha ćwiczyć i prawdopodobnie będzie to robił aż do samej śmierci.
- Jego ulubionym kolorem jest jasna zieleń. Kocha od wschody i zachody słońca, no i ma słabość do kwiatów.
- Z całą pewnością też szczególne miejsce w jego sercu zajmuje pewien pokój w którym mieści się cały jego arsenał.
- Przyjemność sprawia mu też zdobywanie wiedzy. Zna już na pamięć calutki bestiariusz.
Nie lubi: - Nieproszonych gości. Nikt nie irytuje go bardziej.
- W zasadzie nie toleruje też chamskich, ograniczonych umysłowo czy sprzedających swoją godność osób.
- Oczywiście wszelkie uszczerbki na zdrowiu odniesione w skutek mordowania potworów też nie leżą w gronie miłych dla niego rzeczy. Trudno cieszyć się z wybitego barku czy rozpłatanego uda...
- Stroni od alkoholu. Za powód podaje fakt, że ma nieprzyzwoicie słabą głowę.
Historia: [LINK]
Sterujący: Apocalypse Rider

Ekwipunek: Na stałe (pomijając tonę broni) nosi ze sobą Triskelion na łańcuszku - znak przynależności do Królestwa. Pomimo że tak naprawdę nie musi i nie powinien go już nosić, ale nie potrafi się z nim rozstać. Zawsze ma też przy sobie starą i nieskończenie pojemną magiczną torbę. W środku trzyma różne pomoce do polowania typu bełty do kuszy, trucizny, specjalne olejki, Flamma Ferax (- czyli wieczny ogień w butelce), trochę jedzenia oraz piersiówkę z winem Radhika, które jest bardzo mocne i szybko rozgrzewa. Wśród tych wszelkich przedmiotów szczególny sentyment czuje do zniszczonej, dość brzydkiej z wyglądu książki. Bestiariusza uzupełnionego jego prywatnymi notatkami.
Sakwa: 380 ZM
Umiejętności:  Szybkość: 35
                        Siła: 25
                        Zwinność: 30
                        Wytrzymałość: 30 
Punkty Awansu: 150 / 400

czwartek, 8 października 2015

Od Shiry CD. Jethro

Gdy pizza się skończyła usiadłam wygodniej w fotelu pijąc jeszcze zimne pepsi. Rozglądałam się po ludziach. Jakieś dziecko zaczęło płakać, ktoś upuścił kawałek pizzy, jeszcze inni głośno o czymś dyskutowali. Za oknem zrobiło się ciemniej, chmury całkowicie zasłoniły słońce a deszcz zaczął bębnić o parapety.
- Lubię burzę.-stwierdziłam patrząc przez okno i bawiąc się kroplami deszczu spływającymi po drugiej stronie szyby. Jeth się dołączył i zamarażał niektóre z nich. Powstawały w ten sposób całkiem ładne wzorki i szybko większość szyby była oszroniona. Zebrałam kilka większych kropli i zaczęłam jeździć nimi w tę i z powrotem powiększając jeszcze kulę wody. Za oknem jakiś facet przechodził szybko koło budynku, zatrzymał się gdy zobaczył okno przy którym siedzieliśmy. Uśmiechnęłam się do niego i zmieniłam wodę na szybie tak że wyglądała trochę jak ręka i nią pomachałam. Facet gapił się na mnie chwilę i uciekł a ja parsknęłam śmiechem.
- To jest aż smutne- powiedziałam odwracając się do Jetha
- Co? Że go wystraszyłaś?
- Nie, to jak potrafią uciekać przed taką niewinną sztuczką...- w tym momencie do pizzerii wpadła około dziewięcioletnia dziewczynka. Rozejrzała się po pomieszczeniu a gdy nas zobaczyła uśmiechnęła się i podbiegła do mnie
- Znaleźliśmy to pudełko!- zawołała dumna z siebie i podała mi mały przedmiot owinięty starą szmatą. Zerknęłam na Jetha który chyba nic nie ogarnął i uśmiechnęłam się do dziecka chowając zawiniątko w torbie.
- Dobra robota. To dla was -podałam dziewczynce kilka monet na co ta uśmiechnęła się jeszcze szerzej i wybiegła. Jeth patrzył na mnie pytająco podnosząc brew
- Nic ważnego- machnęłam ręką- idziemy gdzieś?

<Jeth? xd sry że tyle to trwało ... xd >

czwartek, 24 września 2015

Od Jethro CD. Shiry

Pierwsze co trafiło na nasz stolik to dwie szklanki z pepsi. Przyniosła je ta sama kobieta która wcześniej zabrała troche nietypowe zamówienie. Chyba była naprawde znudzona swoją pracą, bo znowu nawet na nas nie spojżała. Ci ludzie.... Ich życie jest takie nudne ...
Shi zaczęła się rozglądać i dopiero teraz zauważyłem że nie jesteśmy tu sami. Przy innych stolikach siedziało kilka osób, które co jakiś czas spoglądało w naszą stronę.
- Hm... Mam wrażenie że się na nas gapią...
-A ja mam taką pewność - stwierdziłem odwracając wzrok od tych ludzi i usmiechając się do Shi.
Po chwili w końcu kelnerka przynosi ową pizze. Wyglądała....tak sobie. Ale pachniała całkiem spoko. I przy okazji własnie zdałem sobie sprawe z tego że jestem głodny.
- Jak to pachnie... - zauważa Shi i wyciąga ręke by wziąść kawałek pokrojonej pizzy. Ja również postanawiam spróbować. Taak. Trzeba przyznać, że smakuje świetnie. Zwłaszcza teraz kiedy żołądek doprasza się jedzenia.
-Chyba będe tu przychodził częściej - kończę swój kawałek pizzy i biorę szklankę. Coś mi się zdaje że ludzie się patrzą ale niezbyt mnie to obchodzi. Shi również jest zadowolona a bynajmniej tak wygląda. Usmiecham się pod nosem na tą myśl. To dziwne...
Po jakimś czasie po raz kolejny przychodzi znudzona kelnerka tym razem z rachunkiem w dłoni. Zacząłem szukać w kieszeniach kasy i na szczęście znalazłem to co zostało mi po poprzedniej wyprawie do miasta. Zapłaciłem jej i wróciłem do zajadania się pizzą. Nawet nie zauważyłem kiedy pizza zniknęła...

<Shi? Taak bardzo brak weny ;-; >

Od Shiry CD. Jethro

-Yyyyy...- Nie spodziewałam się tu dziś nikogo znajomego więc przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć- Przyszłam się tylko rozejrzeć. Nudzi mi się dziś i chciałam zobaczyć czy dzieje się coś ciekawego
- I coś się ciekawego dzieje?- spytał. Ufff... Dobrze czasem umieć kłamać
- Nie. Stara bieda, wiesz... Tu jakieś morderstwo, tam strzelanina. Ludzie narzekają... No a ty co tu robisz?
- To samo co ty. Nudzę się- padła odpowiedź.
- To może pójdziemy na pizze? Słyszałam że jest całkiem niezła.- uśmiechnęłam się. W zasadzie nigdy pizzy nie jadłam. Słyszałam jak dzieciarnia mówiła coś o pizzerii więc ich spytałam o co chodzi. Patrzyli się na mnie jak na wariatkę.
- Jasne, prowadź.- no więc zaczęłam się rozglądać za tą pizzerią przypominając sobie instrukcję dzieciarni jak tam dotrzeć. Prosto od bramy do drugiego skrzyżowania, w lewo, prosto, w lewo i na końcu przy murach. Budynek wyglądał dość zwyczajnie. Kilka większych okien, jedne drzwi. Zero szyldów czy jakichś oznaczeń. Gdyby nie to że przez okna widziałam jakąś  Iladę i kilka przypraw na niej stojących minęłabym to miejsce nawet się nieoglądając. Otwieraniu drzwi towarzyszył dźwięk dzwoneczków. W środku było ciepło i całkiem przytulnie. Wszystkie meble były drewniane a przy oknach zamiast krzeseł były obite brązową skórą siedziska. Największe wrażenie robił zapach rozmaitych przypraw i sosów. Usiadłam przy jednym z okien w rogu pomieszczenia, a Jeth usiadł naprzeciwko. Po chwili przyszła do nas znudzona kelnerka z notesem
- Mogę przyjąć zamówienie?- spytała wyciągając długopis. Brzmiała prawie jak automat nawet nie chciało jej się na nas spojrzeć.
- Yyy... - spojrzałam na Jeth'a a ten tylko wzruszył ramionami najwyraźniej też nie wiedząc co powiedzieć- Jakąś pizzę?
- I coś do picia. -dodał, a kelnerka w końcu na nas zerknęła po czym wróciła za ladę i zniknęła za drzwiami, najpewniej do kuchni. Usłyszałam jeszcze jak woła do kogoś by dał co tam ma na zbyciu. I parsknęłam śmiechem.

<Hue Hue Jeth?... Głodna się zrobiłam xd>

środa, 23 września 2015

Scarlett

 "Pustą głową łatwiej jest potakiwać"



Imię: Scarlett
Zdrobnienia: Scar
Przezwisko: Oprócz obraźliwych? Brak.
Płeć: Wadera
Wiek: 3,5
Charakter: Scarlett to typ pedantycznego wilka, zawodowej perfekcjonistki i dumnej reprezentantki potężnej rasy- Żywiołu Krwi, której pasją jest nadzorowanie dosłownie wszystkiego. To co wyróżnia się z jej chorego wręcz pedantyzmu musi być natychmiastowo usunięte. Każdy jej ruch jest zaplanowany, pewny siebie, nie pozwala sobie na potknięcia lub choćby na najmniejsze błędy. Oprócz wyniosłej osoby, Scarlett ma jeszcze jedną, ważną, charakterystyczną dla niej cechę. Jest to arogancja, czyli bezczelne lekceważenie innych połączone z wyniosłością oraz wyolbrzymioną pewnością siebie. Często używa wulgaryzmów lub innych obraźliwych słów w stosunku do innych wilków, szczególnie gdy jest obrażana oraz ignorowana. Większość osób, które z nią przebywały, wie że przekleństwa są nieodłączną częścią jej życia, więc po pewnym czasie przestali na nie reagować, co oczywiście, bardzo Scarlett denerwuje. Na pierwszy rzut można by stwierdzić, że to taka kapryśna księżniczka-jak czegoś nie dostanie, to się wścieka, uważa się za najważniejszą, a jej ignorowanie jest równe z gniewem, pod postacią 'niewinnych' psikusów. Nie lubi bezpośredniego kontaktu z drugą osobą(jest to też związane z strachem do brudu i chorób), dlatego jej specjalnością okazały się pułapki i inne mechanizmy. To jakieś noże śmigną tuż nad twoją głową, a to stępią ci się pazury lub w twojej potrawie jakimś cudem znajdzie się środek usypiający. Lecz to co różni Scarlett od naburmuszonej panienki to zachowanie – słodziaśna laleczka to nie jej bajka.
Scarlett przeważnie przyjmuję postawę surowej i chłodnej w stosunku do innych wilków, gdyż w pewnym sensie czuje się od nich lepsza, ale traktuje ich z szacunkiem. Utworzenie watahy, czy chociaż przetrwanie w tak niebezpiecznych czasach, budzi w wilczycy uznanie dla alfy. Nie znaczy to jednak, że warto jej ufać. Czasem celowo udaje przyjaciela, by później wykorzystać oszukanego do swoich intryg. To ona wyznacza osoby, z którymi jest szczera i lojalna wobec nich. W końcu przetrwają tylko najsilniejsi. Podobnie jest z nowo przybyłymi. Lodowate spojrzenie to pewnego rodzaju gra aktorska, która ma na celu trzymanie nowicjuszy daleko od siebie. A jakie zdanie ma o sobie? Uważa się przede wszystkim za osobę sprawiedliwą i zdolną do poświęceń. Nie jest to do końca prawdą, ponieważ nie odda życia za byle jaką osobę, jeżeli w ogóle za kogoś odda. Natomiast potrafi poświęcić kilka wilków, dla dobra misji, jeżeli sytuacja tego od niej wymaga. Kolejną cechą, którą w sobie ceni to samodzielność. Jako 2,5 letnia wadera została poddana testom, które polegały na przetrwaniu miesiąca samemu w lesie(sojusze nie wchodziły w grę). Było to doświadczenie jak najbardziej bezpieczne-w razie zagrożenia życia, pomoc szybko nadchodziła, chociaż nie obyło się bez ofiar śmiertelnych. Zdała z wynikiem 86,2%-ocenę zaniżyła siła, która nie jest mocną stroną Scarlett. Inteligencja to rzecz, którą chwali się najbardziej i uświadamia to innym przy każdej nadarzającej się sytuacji. Świadczą o tym stworzone przez nią ciekawe mechanizmy i wymyślanie strategii, które już nie raz odniosły sukces. Lecz jak każdy, ma jakieś luki w wiedzy. O ile fizyka oraz myślenie przestrzenne przychodzą wilczycy z łatwością, to jej plany nie przewidują zdolności magicznych, jakimi posługuje się wróg. Z perspektywy osoby trzeciej, Scarlett rzeczywiście dysponuje szerokim zakresem wiedzy, a konstrukcje przez nią tworzone, budzą niemały podziw, lecz chwaląc się tym tylko uniża sobie punktów inteligencji. Jak można się domyślić, wadera próbuje być jedynym wilkiem, który posiada dwa, a nawet więcej żywiołów. Jako że jej prawowitą mocą jest krew, to stara się wykształcić umysł tak, by dorównać wilkom umysłu. Jak na razie jej prace wymagają doszlifowania i w porównaniu do przedstawicieli żywiołu , do którego dąży, jest jeszcze daleko.
Empatia nie leży w jej naturze, ale to nie znaczy że lubi siać cierpienie i ból, a tym bardziej torturować innych w celu uzyskania cennych informacji(uznaje to za brudną robotę, którą wykonują osoby gorsze od niej). O wiele większą satysfakcje daje jej pokonanie kogoś sprytem i doskonałą strategią aniżeli siłą. Nie zawsze działa fair wobec innych, podglądając i podsłuchując rywali lub, co gorsza, knując plany przeciwko niczego niespodziewających się osobach.
Pomimo że jest Wilkiem Krwi, żywi się samymi roślinami(głównie wilczymi jagodami lub innymi owocami)- jest wegetarianką. To dość specyficzna rzecz, szczególnie jeśli chodzi o drapieżniki, lecz jej organizm odrzuca krew inną niż jej(DEA 1.2), dlatego woli całkowicie zrezygnować z mięsa niż narazić siebie na mdłości i inne przykrości. Ogólnie rzecz biorąc jej organizm jest bardzo słaby, co ogranicza jej możliwości. Nie może pić za dużo eliksirów i innych substancji, ze względów zdrowotnych(dreszcze, rozwolnienie(biedna Scarlett)), jak już wspomniano - unika mięsa i nie raz miała złamaną kość z powodu upadku z nie tak dużej wysokości. Słaba głowa, to kolejna dolegliwość w dodatku najmniej przez nią lubiana. Upita Scarlett wygląda jak nie-Scarlett. Gadając bez sensu, zachowując się niestosownie jak i również chwiejnie trzymając się na nogach z wywieszonym językiem chichocze jak mała dziewczynka, cały czas pijąc coraz więcej podawanego trunku. I to wszystko po dwóch kieliszkach pozornie niegroźnie wyglądającego alkoholu. Krótko mówiąc traci samokontrolę, co w jej przypadku jest najgorszą rzeczą, jaka w jej życiu mogła się zdarzyć.
Drugą 'najgorszą rzeczą jaka może się zdarzyć' jest wyjście na jaw jej największej tajemnicy, co jednocześnie zalicza się jako jej słabość. Scarlett na zabój zakochała się w przyjacielu z dzieciństwa, a jest to równoznaczne z niemożnością panowania nad swoim ciałem. Przy nim czuje się jak kłębek nerwów, nie może wydobyć z siebie słowa, a co dopiero ułożyć składne zdanie w jego obecności. Trudno powiedzieć, czy basior zdaje sobie sprawę z uczuć wilczycy i czy odwzajemnia tę miłość(patrz-może później coś wymyślę), ale na pewno uważa ją za ważną część jego życia.
Cechy szczególne:
-Jaskrawo-niebieskie oczy, które zwiększają efekt 'lodowatego spojrzenia'
-Zbyt długi i zbyt puchaty ogon. Przeszkadza w walce, wymaga długiej pielęgnacji i specjalnych płynów, by był taki, jak być powinien. Gdyby mogła, chętnie by go sobie skróciła.
-Smukła sylwetka jest efektem bezmięsnej diety.
Status: Omega
Stanowisko: strateg
Partner: szalenie zakochana w przyjacielu z dzieciństwa – Warrenie
Rodzina: Matka – Madelaine(żywa, mieszka w rodzinnym watasze), Ojciec-Max(zdradzał Madelaine z inną waderą, więc Scarlett darzy go nienawiścią), siostry bliźniaczki - Macy oraz Megan(poszły szkolić się jako wojowniczki do Watahy Skalnych Wojowników)
Przyjaciele: Oprócz wcześniej wspomnianego Warrena, Scarlett ma jeszcze jedną, bliską chociaż dość nietypową przyjaciółkę-Kinę. Zwariowana i trochę prześmiewcza wilczyca o zbuntowanym charakterze. Totalne przeciwieństwa, a jednak znalazły wspólny język.
Rasa: Wilk Krwi
Żywioł: Krew
Moce:
-Krew jako broń. Specjalnie tworzy ranę w swoim ciele, by z niej czerpać krew. Może sprawić, by zmieniła stan skupienia , temperaturę oraz kształt, w ten sposób tworząc broń-ostrza, odłamki, itp. Istnieją przypadki wśród wilków, gdzie można przyczynić się do śmierci rywala, zabijając go od środka. Scarlett do nich nie należy.
-Leczenie/zabijanie innych, lecz musi mieć z tym wilkiem kontakt fizyczny. Oczywiście ma to związek z jej żywiołem. Wymaga to od niej dużego skupienia i wysiłku, ale jest w stanie zatrzymać lub wznowić pracę serca(w końcu serce pompuje krew).
-zamiana w człowieka, lecz z pewnymi ograniczeniami(tylko 2 razy dziennie). Tej mocy najczęściej używa do niektórych czynności manualnych(by zbudować jakąś konstrukcje) jakimi nie może się posługiwać pod postacią wilka(posiadanie kciuka to dobra rzecz). Tak to nie widzi potrzeby jej
posiadania, gdyż człowiek ma słabszy węch, słuch, wzrok oraz jest wolniejsza.
Inne:
Pewnie nikomu nie chciało się czytać charakteru, więc powtórzę niektóre jej cechy w 'inne'.
-Pomimo że jest zwierzęciem drapieżnym, nie je mięsa-jest wegetarianką. Jej organizm odrzuca inną krew, niż jej.
-Dąży do zdobycia, jako jedyny wilk(albo jeden z nielicznych), dwóch żywiołów. Jej najbliższym celem jest żywioł umysłu.
-Należała kiedyś do Zakonu Krwi(gdzie gromadziły się wilki tej rasy), lecz zrezygnowała, ponieważ nie zgadzała się z podglądami rządzących.
-Wataha, z której pochodzi jest znana z dużej ilości wilków umysłu.
-Umie biegle posługiwać się trzema językami
Lubi: czystość, naukę(szczególnie fizykę), ciszę, bycie podziwianą, egzotyczne owoce(jadła tylko raz), ciepłe kąpiele w źródłach(bo dobrze robią na sierść), gorącą czekoladę oraz kawę, dobrą książkę(dla rozluźnienia czytuje kryminały), muzykę klasyczną
Nie lubi: zbyt skomplikowanej magii(w tym powieści fantasy), imprez, alkoholu(za słaba głowa) tłoku, BRUDU, hałasu, szczeniaków, par, które okazują miłość w miejscu publicznym, zimna, kretynów, 'zabawowych' jak i nachalnych wilków, sprzeciwu, wygłupów, nieodpowiedzialności itd.
Historia: [LINK]
Sterujący: ScarlettHayes
Galeria:

Ekwipunek: Należy zacząć od magicznej torby, która pomieści wszystko co tam włoży. Dostała ją na 3 urodziny od zaprzyjaźnionego wilka(magika) z Zakonu Krwi.
-książki(dużo książek)
-sznurki, druciki, śrubokręty, śrubki itp.
-ołówek i notesik
-wygodną poduszkę(to bardzo ważna rzecz)
-szczotka do włosów
-olejki, kremy, szampony, żele itp.
-o! młotek!
-lampka do czytania w nocy
-zapas żywności(głównie zieleniny) i czekolady(to też bardzo ważna rzecz)
-nóż(tylko jeden-jej ulubiony)
W skrócie mówiąc wiele niepotrzebnych dupereli, które jej zdaniem są niezbędne do przetrwania.
Sakwa: 250 ZM
Umiejętności: Szybkość: 78
                        Siła:12 
                        Zwinność:33 
                        Wytrzymałość:10
Punkty Awansu: 80/200
Upomnienia: 0/3