piątek, 6 listopada 2015

Od Zero CD. Toxic'a

- No jasne, że tak - uśmiechnąłem się. Już po chwili szliśmy razem w stronę rozległej równiny rozciągającej się na wschód od lasu. Trawa, mimo tego, że była już jesień nadal była soczyście zielona. A co ważniejsze była trochę wyższa niż przeciętny wilk. Taka pamiątka po Apokalipsie.
- No... To teraz już musisz ty prowadzić. Ja prawie nic nie widzę - stwierdził Toxic.
Zaśmiałem się i rozejrzałem dookoła. Gdzieś tu muszą być... A są...
Jakieś 500 metrów od nas widziałem stadko. Pasły się spokojnie, zupełnie nieświadome zagrożenia. Lekko pochylony ruszyłem truchtem w ich stronę. Nie zauważyłem żadnej z nich dopóki jedna z saren nie wpadła mi pod łapy. Jednym ciosem złamałem jej kark i rozejrzałem się w poszukiwaniu kolejnych.
- Zaraz wrócę - rzuciłem do Toxic'a - Ta jest dla ciebie
Poszedłem skombinować sobie śniadanie.

<Toxic?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz