czwartek, 26 listopada 2015

Od Zero CD. Toxic'a

- W sumie to nie jest zły plan... Sam chciałem sprawdzić co tam jest... - powiedziałem wstając i przeciągając się. Razem poszliśmy w stronę opuszczonego miasteczka. Wyglądało wrogo. Tak jakby coś nie chciało, by ktokolwiek się tu zbliżał. Na dodatek niebo zakryły ciemne chmury i wiał wiatr. Mimowolnie zadrżałem. Aura tego miejsca naprawdę przyprawiała o dreszcze. Zatrzymałem się czujnie się rozglądając. Zarośnięte, stare ruiny stały tu w zupełnej ciszy. Od czasu do czasu było słychać tylko skrzypiące drzewo gdzieś w oddali.
- Milutko, nie? - zaśmiałem się nerwowo
- Noooo... - odpowiedział mi Toxic, równie zdenerwowany jak ja. Jeszcze przez chwilę staliśmy w ciszy. Pokręciłem głową i ruszyłem przed siebie. Martwą ciszę miasteczka zmącił cichy odgłos naszych łap stawianych na brukowej ulicy. A nawet i ten dźwięk wydawał się zbyt głośny...

<Toxic? To twoja przygoda>

Od Toxic'a CD. Zero

Przyglądałem się z mojego punktu widzenia dosc wielkiej sarnie. Podszedłem do niej bliżej i siadłem obok czekając aż Zero powróci. Po kilku minutach wrucił z dwoma sarnami w pysku. Położył je obok mojej i siadał na przeciwko.
-Nie będziesz jadł?
Zapytał patrząc sie na mnie.
-Będę, ale obawiam sie ze nawet jednej całej sarny nie zjem..
Uśmiechnąłem sie lekko i zacząłem jeść. Zero zrobił to samo i po chwili ja byłem syty. Moja sarna miała zjedzone pół kopyta a Zero zjadł co zabił.
-Chcesz moja?
Zpytalem i wskazałem łapa na zwierze. Zero tylko przytakną i zjadł. Śniadanie dostało zaliczone. Siadałem sobie pod drzewem by odpocząć a zero legną, tak zeby mu gałęzie nie przeszkadzały. Przy okazji położył pysk na przednich łapach.
-Zero.. Mam pomysł..
Basior spojrzał w moja strone pytająco.
-Co żeś wymyślił?
-Czy to prawda ze w poblirzu jest opuszczone miasteczko?
Zapytałem na co on lekko przytakną.
-Tak jest, a co? Idziesz szukać nawiedzonego domu?
Zaczęliśmy sie śmiać. Jak juz przestaliśmy to kontynuowałem.
-Moze przy okazji.. Chciałem je zwiedzić, co ty na to?
Zapytałem z usmiechem.

<Zero?>

niedziela, 22 listopada 2015

Od Raven'a - Historia

Nie jestem kolejnym wilkiem jak tysiące podobnych. Nie jestem też demonem jak wiele innych istnień. Nie jestem nawet człowiekiem jak ci, którzy przeżyli apokalipsę. Zapytasz więc czym jestem? Otóż jestem, czy raczej byłem aniołem. Wygnanym z Raju za zbrodnię, której nie popełniłem. Zarzucono mi zdradę w największej wojnie jaką widział ten świat i pozbawiono możliwości udowodnienia swojej niewinności. Zapytasz czy żałuję? Nie do końca. Miałem nadzieję, dom i rodzinę, a nawet piękną kobietę, którą bezpowrotnie straciłem. Stałem się upadłym i straciłem jedno ze skrzydeł. Gdyby nie pewne demony teraz tułałbym się po ludzkim świecie zupełnie przez wszystko zapomniany. Ale tak się nie stanie. Teraz również ja jestem demonem. Teraz mam Moc. I ta Moc musi mi wystarczyć. No bo czym innym jestem jeśli nie wysłannikiem samego Szatana? Może zarazą toczącą ten smutny, szary świat? Czas pokaże jak postąpię. Nauczyłem się nie powierzać swego życia losowi. Mój los zbyt dużo razy targnął się na moje życie, żebym mógł mu zaufać. Doświadczyłem wiele zła, jeszcze więcej go spowodowałem. Odrzuciłem światło, a tym samym nadzieję na odkupienie. Wrota Raju zamknęły się za mną bezpowrotnie. Tak, jestem zły. Wszędzie gdzie tylko się pojawiłem niosłem śmierć i zniszczenie. Tak było do teraz. Prawdopodobnie nic się nie zmieni na tym polu. Może poza faktem, że będę grzeczniejszy. Nie chcę po raz kolejny uciekać. Przez jakiś czas mieszkałem w Hadesie ciesząc się wszystkim co miał do zaoferowania. Jednak po pięćdziesięciu latach znudziło mnie takie życie. Pół wieku nieustannych balów może znudzić każdego. Nawet Księcia Ciemności. Bo widzisz, nie starzeję się. Od 1600 lat nie postarzyłem się nawet o dzień. Wciąż mam równe 19 ludzkich lat, zupełnie jak wtedy gdy mnie wygnano. Teraz wróciłem na ziemię. Już czas żeby tu trochę namieszać. Zaczynam ci współczuć, czytelniku. Uznałem jednak, iż powinieneś wiedzieć co sprowadziło mnie tutaj. Nuda. To jedno słowo odpowiada na to pytanie. Nudziłem się, więc przybyłem znaleźć sobie jakieś zajęcie. Zobaczymy co z tego wyniknie. Bo są rzeczy które musisz wiedzieć. Nazywam się Azeroth, lecz dla ciebie będę Raven'em i jestem najgorszym demonem jakiego spotkałeś...

Raven

:. Bloody Rainfall .: by Favetoni
Mister Zimy 2016

"Czasem zastanawiam się kto zaprojektował mój życiorys. Chciałbym pogratulować mu wyobraźni"



Imię: Jego prawdziwe imię brzmi Azeroth Sailence. Nikt o tym nie wie. Wszyscy używają jednego z licznych przezwisk.
Skróty: Ravi, albo Ravek, ale musisz się bardzo postarać, żeby pozwolił ci tak do siebie mówić. Każdy inny nieszczęśnik jeśli stanie się cud skończy tylko z połamanymi kośćmi.
Przezwisko: Jego zastępczym imieniem i przy okazji najczęściej wykorzystywanym przez całą ziemską hołotę mianem jest Raven [Rawen]. W jego towarzystwie można też usłyszeć Zdrajca czy Wygnaniec, a całkiem często także zwrot Książę Ciemności. Sam określa się mianem Białego Anioła Śmierci czy też Demona z Raju. Z satysfakcją słuchał również takich określeń jak Władca oraz Hrabia DeSangue. O jego uszy obijało się także hasło Upadły bądź Szatan nierzadko w komplecie z Demon. Niestety do tych wielce chwalebnych określeń dochodzą jeszcze inne, mniej dumnie brzmiące tytuły typu Albinos, Dziwadło, Zmora, Psychopata, Morderca, Wampir, Drapieżca lub też Koszmarnik. Czasem między ludźmi można usłyszeć o nim Athor.
Płeć: Basior
Wiek: Spytaj go. Prawdopodobnie uzyskasz dość ciekawą wiadomość wypowiedzianą dość aroganckim tonem "Widziałem na własne oczy upadek Cesarstwa Rzymskiego". To chyba wystarczy za jego wiek.
Charakter: Raven jest bardzo niezależny. Sam wyznacza sobie prawa i tylko ich przestrzega, a i to nie zawsze. Jakoś nigdy nie czuł się w obowiązku dbać o swoją opinię u innych. Nie potrzebuje do szczęścia nikogo, ani niczego. Tak naprawdę ledwie toleruje czyjąkolwiek obecność. Każde jego słowo wręcz ocieka sarkazmem lub ironią. Nigdy się nie poddaje i niezależnie od ceny jaką przyjdzie mu zapłacić dąży do celu. Nie usłyszysz z jego ust słów takich jak: "Nie dam rady" czy "To niemożliwe" - jego słownik nie przewiduje takich zwrotów. Często słyszy, że jest najbardziej upartą istotą na tym globie i przyznaje temu rację. W zastraszającej większości przypadków działa bez żadnego zastanowienia co w połączeniu z jego niesamowitym talentem do wpadania w kłopoty z reguły sprawia, że Demon musi kombinować, żeby przeżyć. W zasadzie lubi ten styl życia i nie zamierza nic zmieniać. Oczywiście o ile ma dostęp do wszelkich luksusów. Wychował się w willi w stolicy, potem dorobił kolejnej willi w Hadesie, więc zdążył się przyzwyczaić do armii służących, jedwabi, aksamitów, marmurów i wszystkiego czego tylko jego mroczna dusza zapragnie. Łatwo się denerwuje, a wręcz wpada we wściekłość. Brutalny czy gwałtowny to chyba zbyt łagodne słowo na opisanie go. Raven już dawno temu nauczył się nie okazywać żadnej litości. Z zimną krwią i bez mrugnięcia okiem potrafiłby zabić dziecko stojące na drodze do jego celów. Książę Ciemności ma lekką obsesję na punkcie mocy. Non stop dąży do tego by nikt i nic nie mogło go powstrzymać. I udaje mu się to, a mimo iż już jest silny z uporem maniaka nadal uczy się nowych zaklęć. Nie ma szacunku do niczego, nikogo nie traktuje jak równego sobie. Niewiele osób jest w stanie go pokonać i on o tym doskonale wie. Wszystkie uczucia ukrywa pod maską zimnej obojętności. Życie nauczyło go ostrożności i właśnie taką ostrożność zobaczysz w każdym jego ruchu. Nie znaczy to, że jest tchórzem, wręcz przeciwnie jest bardzo pewny siebie. Z przyjemnością przemaszerowałby przez salę pełną królów sam zachowując się po cesarsku i oczekując bezwzględnego posłuszeństwa. Ma swoją godność i robi wszystko żeby jej nie stracić. Nigdy nie rzuca słów na wiatr. Jeśli groził ci śmiercią, kiedyś spełni tą groźbę. Ma na to całą wieczność i nie obchodzi go to czy zrobi to jutro czy za 60 lat. Zawsze przygotowany na wszystko. Potrafi być odpowiedzialny czy troszkę mniej oschły tylko gdy mu się to opłaca. Od dawna przestał się bać czegokolwiek. Jednak żeby jeszcze nieco ubarwić jego charakter warto wspomnieć, że jest dżentelmenem i ma nienaganne maniery. Zachowa się szarmancko, drzwi przytrzyma czy nawet złoży pocałunek na dłoni albo wręczy kwiatka. Oczywiście tylko dla kobiet potrafi się postarać, a  i to nie zawsze mu się chce. Dziwnym zrządzeniem losu ma niesamowity dar przyciągania do siebie ludzi wbrew jego woli. Tłumaczy to tym, że jako drapieżnik wśród swoich ofiar zwabia je do siebie.
Cechy szczególne: Jeżeli kiedyś późną nocą spotkasz na ulicy w mieście ubranego w bardzo drogie ubrania młodego chłopaka o niemal białej cerze i włosach koloru świeżego śniegu, a do tego jeśli owy człowiek zmierzy cię drwiącym spojrzeniem głębokich, rubinowych oczu - bądź pewny, że właśnie spotkałeś swoją śmierć. Ewentualnie spotkasz go w kawalerce na poddaszu najlepszej gospody w mieście. Wtedy istnieje szansa iż będzie on posiadał również dwa bardzo charakterystyczne skrzydła. Prawe jest ptasie, czy też bardziej trafnie - anielskie, a lewe wygląda jak nietoperzowe i ma czysto demoniczne pochodzenie. Poza tym jest to młody mężczyzna, którego fryzura żyje własnym życiem i nie sposób nad nią zapanować. Nigdy nie miał wielkiej tężyzny fizycznej, nad czym ubolewa, bo w połączeniu z jego dość przeciętnym wzrostem sprawia, że wygląda on ciut mizerniej niż by sobie tego życzył.
Status: Epsilon
Stanowisko: Morderca
Partnerka: Może i by szukał, ale oficjalnie i publicznie nigdy w życiu się do tego nie przyzna. Zresztą i tak nie ma czasu bawić się w gierki.
Rodzina: Miał siostrę Deriirę i brata Revenlock'a. Jego matce było na imię Leriviie, a ojcowi Glaudring, chociaż z nimi nigdy nie łączyły go głębsze relacje. Obecnie dla niego nie istnieją i byłby wdzięczny gdyby tak zostało.
Przyjaciele: Takowych nie posiada.
Rasa: Demon
Żywioł: Czarna Magia
Moce:
- Jest potężnym magiem parającym się szlachetnym, chodź niebezpiecznym gatunkiem czarów znanym jako czarna magia.
-Potrafi wyczytać z aury większości żywych istot ich gatunek czy moc którą dysponują. Poza tym w ten sposób czasami wyszukuje sobie posiłku. Przydatne również gdy ktoś się przed nim ukrywa.
- Nauczył się całkiem sporej liczby języków z czego część z nich nie jest już w użyciu. Szczególnie upodobał sobie łacinę i włoski.
- Jest uzdolnionym alchemikiem
- Nieobca mu jest Perswazja. Poteżna umiejętność pozwalająca mu wpływać i manipulować innymi.
- Potrafi zmienić się kruka, kota lub mgłę. Jedynym haczykiem w tej jakże cudownej umiejętności jest fakt, że białe kruki ściągają na siebie niepożądaną uwagę, a niestety nie dane mu jest wyglądać inaczej.
- Ma nadnaturalnie wyostrzone zmysły, a w połączeniu z niesamowitymi osiągami i doskonałą formą fizyczną czyni go bardzo niebezpieczną osobą. Godnym podkreślenia jest też fakt iż ma on do dyspozycji całkiem silne instynkty, które tylko cudem trzyma na wodzy.
- Potrafi latać, co jest oczywiste skoro posiada on skrzydła. Jednak nie jest tak prosto - w powietrzu jedno zachowuje się inaczej od drugiego czego skutkiem jest to, że jego lotowi brakuje idealnej stabilności.
Inne:
- Kiedyś był aniołem, potem upadłym. Obecnie jest dumny ze swojej demonicznej kariery. I jeśli go spytasz o jego przeszłość nie skończy się to dobrze.
- W miarę trwale uszkodzić go można jedynie światłem słonecznym, drewnem dębu lub poświęconymi przedmiotami lub cieczami. Cała reszta zniknie bez śladu po jakimś czasie (w zależności od rodzaju rany i tego jak bardzo jest wygłodzony. Od kilku sekund do kilkunastu minut)
- Na jego dietę składa się wyłącznie krew, a wszelkie ludzkie jedzenie mu szkodzi i wywołuje odruch wymiotny. Stało się tak z powodu dość nieprzyjemnej kombinacji anielskich i demonicznych cech. Innym defektem wynikającym z tej kombinacji jest Seveil.
- Lepiej się módl byś nigdy nie zobaczył i nie odczuł czym jest Seveil, znany też jako Szał Krwi. To szczególny stan który wywołują tylko smak i zapach krwi. Raven dosłownie traci wtedy kontrolę nad swoim ciałem. Widziałeś kiedyś dziką, oszalałą bestię, bez skrupułów, rządzoną wyłącznie instynktami i pałającą nienawiścią do wszelkich ruchomych rzeczy w zasięgu wzroku? Lepiej, żebyś nie widział.
-Czasami zdarzy mu się zapomnieć i wypić nieco więcej niż powinien. Nie mniej najbardziej mu smakuje whisky i dobre czerwone wino.
- Dorobił się tytułu szlacheckiego i willi w Hadesie. Ma tam też sporo znajomych wśród elity. To stąd wziął się Hrabia DeSangue.
- Robi wszystko co w jego mocy żeby nie wychodzić w dzień na zewnątrz, ponieważ ryzykuje spaleniem żywcem. Jeśli to jednak jest konieczne osłania oczy białą przepaską, by chronić wzrok.
Lubi: - Niewiele jest rzeczy sprawiających mu przyjemność. Na pewno cieszy go spokój, a najlepiej kiedy jego oczy nie widzą nikogo.
- Jego świat stanowią bale i wszelkie spotkania towarzyskie.
- Ma słabość do róż i wcale się tego nie wstydzi.
Nie lubi: - W zasadzie irytują go wszelcy śmiertelnicy, ma alergię na zakochane pary i pogardza wielkimi przyjaźniami.
- Ma sporo wrogów, których szczerze nienawidzi, a całkiem sporo z nich jego nienawidzi jeszcze bardziej.
- Odrzuca wszelką pomoc i dobre rady w imię zasady "Nie mów mi jak mam żyć".
Historia: [LINK]
Sterujący: Apocalypse Rider
Inne zdjęcia: X X X X X X X X
Jako człowiek X X X X X X X X X X X X X X X

Ekwipunek: Cała sterta ksiąg i zwojów. Wszystko co potrzebne do tworzenia eliksirów oraz jego miecz - Ibraahil. Poza tym w miarę możliwości nie rozstaje się ze swoim amuletem chroniącym go przed Seveil.
Sakwa: 690 ZM
Umiejętności: Szybkość: 30
                        Siła: 40 
                        Zwinność: 35 
                        Wytrzymałość: 35
Punkty Awansu: 160 / 400
Upomnienia: 0/3

niedziela, 15 listopada 2015

Od Ehrendila CD. Snowbird

To nie było jedno z lepszych polowań. Już od początku szło źle. Jak na złość nie mogłem trafić na nic godnego mojej uwagi. Na tak bezowocnych poszukiwaniach spędziłem cały dzień błądząc wśród osobliwości Złych Ziemi. Kiedy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi nie zostało mi nic innego jak powoli zbierać się do domu.
Z wyraźną frustracją kopnąłem jeden z licznych czarnych kamieni. Potoczył się z łoskotem po ziemi i nagle zatrzymał. Przystanąłem. To nietypowe zjawisko rozbudziło moją ciekawość. Przyklęknąłem na ziemi badając co mogło wywołać owe tajemnicze zatrzymanie. Okazało się, że kamień wpadł w stary odcisk lwiej łapy. Rozejrzałem się dookoła szukając potwierdzenia dla swojej teorii. Kawałek dalej na kamieniu wyraźnie rysowały się ślady pazurów. To gryf. Jestem pewny, że tak. Zerwałem się z ziemi w myślach przeliczając wartość zdobyczy i z nową siłą ruszyłem jego tropem.
Okazało się że jego leże znajduje się niedaleko granicy z lasem należącym do watahy. A sądząc po śladach był to dorodny, zdrowy samiec. Wybornie wręcz. Zatrzymałem się u wejścia groty wydobywając z torby niewielką, zakorkowaną buteleczkę z Flamma Ferax - Wiecznym Ogniem. Mimo iż w buteleczce jasnym płomieniem palił się ogień sama buteleczka była chłodna. Przez chwilę stałem w wejściu nasłuchując, a potem ostrożnie zagłębiłem się w mrok groty. Podniosłem wyżej nad głowę Flamma Ferax rozglądając się. Coś trzasnęło mi pod nogami. Spojrzałem w dół. Pod stopami miałem kości. Cała podloga groty była nimi usłana. Starając się na nic nie nadepnąć wszedłem jeszcze głębiej do jaskini.
Dotarłem do sporych rozmiarów komory. Na jej środku na stosie piór i sierści spał gryf. Naprawdę był ogromny. Miał orli łeb i przednie łapy oraz pierzaste skrzydła. Tylna część jego ciała bez wątpienia była lwia. Włącznie z ogonem, którym bestia smargała na prawo i lewo nawet śpiąc. Wysunąłem miecz z pochwy. Czynności towarzyszył cichy syk. I ten nic nieznaczący dźwięk wystarczył, by bestia otworzyła swoje złote lwie ślepia. Spojrzał na mnie kłapiąc dziobem. Wstał z ziemi i przeciągnął się jak kot. Nie miałem nawet cienia szansy skutecznie zaatakować. Nie tutaj... Muszę zwabić go do lasu. Przerwało mi warczenie. Potężna bestia szykowała się do skoku. Cofnąłem się w stronę wyjścia z jaskini. Gryf podąrzył za mną najprawdopodobniej pragnąc pozbyć się intruza. Już po chwili tarasował mi wyjście. To przecież nie tak miało wyglądać... Skoczyłem na niego modląc się, żeby to nie był mój ostatni skok. Ledwo udało mi się drasnąć go gdzieś poniżej łopatki. Szybko wycofałem się poza zasięg szponów. Gryf zaskrzeczał wściekle atakując. Prześlizgnąłem się pod jego łapami i wypadłem na zewnątrz.
Po chwili z groty wyskoczył również gryf. Rzuciłem się w stronę lasu, ale mimo że biegłem ze wszystkich sił nie miałem szansy. Bestia mnie doganiała. Już po chwili biegłem na oślep wymijając drzewa. Gryf nadal był zbyt blisko mnie żebym mógł zaatakować nie ryzykując przy tym swojego życia. Przed sobą zobaczyłem nagły spadek terenu. Wyskoczyłem w powietrze chcąc złapać się gałęzi drzewa, ale nagle poczułem ostre szarpnięcie. Niczym szmaciana lalka przeleciałem w powietrzu i stoczyłem się na sam dół obniżenia. Prosto pod łapy pewnej wadery. Przez chwilę leżałem na wznak lekko oszołomiony czując palący ból w okolicach lędźwi. To jednak był bardzo zły pomysł... Zerwałem się z ziemi sycząc cicho i chwyciłem miecz całkowicie ignorując waderę. Na swojego przeciwnika nie musiałem zbyt długo czekać. Gryf spadł z nieba o mało co mnie nie trafiając. Odskoczyłem i ciąłem na odlew otwierając na szyi bestii rozległą ranę. Zaskoczony gryf cofnął się nieznacznie. Wykorzystałem to. Doskoczyłem do niego wbijając mu miecz w pierś. Gryf padł.
Wyrwałem miecz z ciała bestii i oparłem się na nim. Wszysko mnie bolało. Jednak najbardziej dokuczał mi ten rwący ból w okolicy lędźwi. Sięgnąłem do tyłu, żeby sprawdzić co sprawia mi aż tyle bólu. Skrzywiłem się lekko czując ciepłą krew w miejscu gdzie szpony gryfa rozorały mi plecy. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na zaskoczoną waderę.
- Wybacz najście pani. To był wypadek. - powiedziałem bez emocji. Wyciągnąłem z torby mocną linkę. Związałem nią tylne łapy gryfa i powoli zacząłem ciągnąć truchło w kierunku domu starając się ignorować fakt, że plecy bolą mnie tak bardzo, że aż robiło mi się słabo.

<Snowbird? Dziwne najście>

Od Snowbird CD. Ehrendila

Przez cały dzień nie robiłam nic innego, niż ćwiczenie nowych zaklęć. Skończyłam dopiero koło północy, kiedy brak sił zaczął mi doskwierać. Wyszłam z jaskini, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Od razu poczułam się lepiej. Rześkie powietrze dobrze mi zrobiło. Udałam się na spacer po granicach watahy, rozkoszując się wolną chwilą. Koło pierwszej nad ranem zaczęłam wracać do jaskini.

<Ehrendil?>

czwartek, 12 listopada 2015

Od Sorrow - Historia cz.3

Wyjechałam z miasta. Zatrzymywałam sie tylko w tedy kiedy koń sie zmęczył. Po drodze widziałam tyle wspaniałych zmutowanych stworzeń. Zawsze wiedziałam ze jestem wilkiem Chaosu. Jednym z nie wielu w dawnej watasze. Ale ledwo teraz czułam sie żywa. Tak jak by to było moje miejsce. Teraz mam radość widzac te wszystkie stwory. Jak one ze sobą walczą. Uwielbiam studiować innych. Jedna z cech kture mam, i kture mogą mi zostać negocjatorem. Jeździłam tak po świecie przez 1,5 lat. Żyjąc z upolowanych stworów, nie warzne jakich. Oczywiście zwracałam uwagę na to czy są zatrute czy nie. Muj koń zginą kilka tygodni przed dotarciem tutaj. Było mi go bardziej szkoda niż własnego ojca. Niż własnej wioski. Jak o tym tak teraz myśle, to chce mi sie śmiać. A czasami chce cos rozwalić. Zależy od nastroju. Gdy dotarłam do tej watachy zapoznałam sie z wielu rożnymi wilkami. Dopiero w tej oto watasze wypełniłam moje jedyne marzenie; Zostałam negocjatorem! Byłam pierwszy raz w życiu aż tak szczęśliwa. Niestety, albo nie niestety moje dawne przyzwyczajenia dostały. W ciąż nosze bandarze, i ubieram sie jak chłopak. Mowię tez trochu ciemniejszym głosem i mowię czesto na siebie sama jako chłopaka. Jeżeli muwię inaczej to jest to dla mnie dziwne. No ale cuż. To była moja historia za nim tu dotarłam. Reszta zależy do życia.

Od Sorrow - Historia cz.2

Moja matka na to miast o kturej pewnie sie będziecie upominać ze o niej nie wspominam, opuściła mnie z ojcem gdy miałam nie pełne 2 ludzkie lata. Nawet nie znam powodu dla czego to zrobiła. Po prostu poszła i nigdy nie wrucila. Lecz wracając do histori: Wszystko szło dobrze z treningami i wszystkim innym z punktu widzenia mojego ojca. Ja gdy trenowałam to nic nie czułam. Nawet nie myślałam ze mi to bedzie potrzebne, czy nawet warte nauki. Na co dzień owijałam moją pierś bandażem zeby nie widać było biustu. Gdy ktoś pytał czemu mam bandarz to zawsze była to jedna, jedyna odpowiedz: 'Trening'. Tak jak to muj ojciec nazywał. To był trening. Trening ktury miał zobaczyć ile wytrwam psychicznie. Na co dzień mniej i mniej mnie obchodziło. Jedyne co mnie trzymało przy życiu to wymagania ojca i moja marzenie by dostać negocjatorem. Gdy nadeszła apokalipsa to byłam ucieszona. Wiekzość wioski umarło. Ja i muj ojciec przeżyliśmy. Dziwnym cudem, ale przeżyliśmy. Gdy wybuch chaos w mieście muj ojciec sie tym nie przejmował. Zaczą tylko sie pakować i mówił że wyrusza w świat. Ja sie czułam wolna. Czułam że ten wybuch dał mi nowe życie. Postanowiłam też sie spakować, ale nie do końca. Zabrałam ze sobą broń, czyli dwa pistolety kture cały czas przy sobie nosze. Jeden scyzoryk i dodatkowe kule. Ojciec sie mi dziwnie przyglądał bo jeszcze nigdy samowolnie nie chciałam używać broni. Gdy juz byłam gotowa do wyjścia ojciec mnie zatrzymał. Kazał mi tutaj zostać. Zostac tu gdzie sie urodziłam. Urodziłam i w tym samym czasie zniszczyłam chwałę ojca bo nie urodziam sie jako chłopak. Po raz pierwszy poczułam taką pustkę. Nic nie mogło mnie zatrzymać. Wiedziałam że moje oczy straciły blask już jakiś czas temu, ale teraz były kompletnie puste. Bez uczuć. Widziałam tylko przerażony wyraz twarzy ojca, gdy mu przystawiłam naładowany pistolet do głowy. Mówiłam ze jeżeli mi nie pozwoli iźdć, to umrze. Tam i w tedy. Cały się trząs gdy mnie puścił. Zchowałam pistolet i wzięłam naszego jedynego konia. Jakiś czas temu nauczył mnie jakiś znajomy jeździć konno wiec wykorzystałam możliwość i to zrobiłam.

środa, 11 listopada 2015

Od Sorrow - Historia cz.1

Nienawidziłam mojej rodziny. Tak oto zaczniemy tą oto długa opowieść jak ja sie tu znalazłam.. Wiec tak: Wszystko sie zaczęło w moim dniu urodzin. Byłam pierwszym dzieckiem moich rodziców, i jak to sie okazało to na dodatek byłam jedynaczką. Tak zeby wszystkim umilić. A to że moja matka i ojciec liczyli na chłopca, to nie spodobał im sie fakt ze jestem przeciwieństwem ich wyobrażeń. Niestety ojciec nie postał na tym. Wychowywał mnie jak jego własnego syna. Nawet mi dał imie kture jest 'neutralnej płci', jednak zachował w moim imieniu zawiedzenie i nienawieść. Od kąd pamietam był dla mnie surowy. Nie pozwalał mi sie bawić lalkami. Lub jakimi innymi 'dziewczyńskimi' zabawkami. Ubrania miałam nosić takie jak inni chłopacy. Czyli spodnie i koszulki. Cieszyło mnie to bo nigdy nie lubiałam sukienek. Z resztą zasady mojego ojca były proste; Jestem chłopakiem, mam za wszelka cenę udawać chłopaka i nie robić nic za co by podejrzewali ze jestem dziewczyną. Pamietam też że wszystkim wmawiał ze jestem jego synem. Z początku mnie to cieszyło bo mogłam robić innym na złość, bawić sie w walki i inne bez komentarzy takich jak: 'Nie przystało to na dziewczynę sie bić!' Czy coś w tym stylu. W ogóle w mojej rodzinnej watasze były zasady prawie że ze średniowiecza. Wiele podobnego. Jednak były też różnice. Takie jak to że są inne bronie, inne ubrania i tak dalej. Nastepna żeczą ktura zmieniała wiele z mojego życia były ci dzienne treningi po szkole. Nie nawidzilam ich. Ta surowa cześć ojca ujawniała sie podczas tych treningów. Prubował mnie wrobić na wojownika czy skrytobójcę. Ja na to miast wolałam logikę. Zawsze pamietam ze po kryjemy grałam sama ze sobą w szachy jak przybierałam postać człowieka, ktura tak na prawde używało sie u nas prawie cały czas. Ojciec uczył mnie jak się posługiwać rożnymi broniami.

Od Ehrendila CD. Sorrow

- Mnie również miło, pani - uścisnąłem jej dłoń - A odpowiadając na wcześniejszą kwestię: Naturalnie. Jestem elfem
Powiedziałem puszczając jej rękę i lekko się cofając, żeby zrobić więcej miejsca. Przyjrzałem się dziewczynie. Nagle na moje ramię wskoczyła wiewiórka. Zaśmiałem się cicho, kiedy wiewiórka zeszła z ramienia na moją dłoń i pomachała mi łapką.
- Witaj Ezrealu - wolną dłonią wyszukałem w torbie orzeszka i podałem go wiewiórce. Ta przyjęła poczęstunek i odwróciła się, żeby pomachać Sorrow.

<Sorrow?>

piątek, 6 listopada 2015

Od Ehrendila CD. Snowbird

Wróciłem do siebie. Wyjąłem z szuflady biurka czystą kartkę papieru i pióro. Pisałem listy. Jeden do ojca, a drugi do przyjaciółki z dzieciństwa. Jedynej jaką miałem. Oba napisane listy schowałem do torby. Przewiesiłem ją przez ramię i dokładnie sprawdziłem jej zawartość. Na szczęście miałem wszystko. Wyszedłem z jaskini i udałem się w stronę złych ziemi przeglądając plik lekko zniszczonych kartek. Zlecenia. Ta forma polowań zawsze była bardziej opłacalna niż zwykłe wyłapywanie potworów. Poza tym zlecenia stanowią swego rodzaju wyzwanie, a ja lubię wyzwania. Tylko najpierw muszę sobie wybrać co złapię tym razem...

<Snowbird?>

Od Zero CD. Toxic'a

- No jasne, że tak - uśmiechnąłem się. Już po chwili szliśmy razem w stronę rozległej równiny rozciągającej się na wschód od lasu. Trawa, mimo tego, że była już jesień nadal była soczyście zielona. A co ważniejsze była trochę wyższa niż przeciętny wilk. Taka pamiątka po Apokalipsie.
- No... To teraz już musisz ty prowadzić. Ja prawie nic nie widzę - stwierdził Toxic.
Zaśmiałem się i rozejrzałem dookoła. Gdzieś tu muszą być... A są...
Jakieś 500 metrów od nas widziałem stadko. Pasły się spokojnie, zupełnie nieświadome zagrożenia. Lekko pochylony ruszyłem truchtem w ich stronę. Nie zauważyłem żadnej z nich dopóki jedna z saren nie wpadła mi pod łapy. Jednym ciosem złamałem jej kark i rozejrzałem się w poszukiwaniu kolejnych.
- Zaraz wrócę - rzuciłem do Toxic'a - Ta jest dla ciebie
Poszedłem skombinować sobie śniadanie.

<Toxic?>

czwartek, 5 listopada 2015

Od Toxic'a CD. Zero

Odwróciłem sie i zauważyłem zera.
-O, czesc Zero! Jak tam?
Zapytałem z usmiechem powitalnym patrząc na potężnego przyjaciela. Był dosc ładny dzien a liście z drzew spadały na główe Zera i pod moje łapy.
-Wlasnie szłem na polowanie
Odpowiedział Zero, przez co sam pomyślałem ze jeszcze śniadania nie jadłem.
-A mugl bym sie dołączyć?
Zapytałem uznając ze jestem głodny.

<Zero?>

Od Sorrow CD. Ehrendila

Przestałam warczeć na przybysza i odpowiedziałam na jego pytanie.
-Sorrow, co robisz na terenach Watahy Apokalipsy?
Czułam ze sierść wróciła do normy. Wpatrywałam sie w chłopaka.
-Jestem członkiem, prawdopodobnie tak jak ty..
Chłopak westchnął i spuścił ręce.
-Mam na imie Ehrendil, a ty?
-Sorrow
Przyglądałam sie mu dokładnie aż dostrzegłam coś nie spodziewanego.
-Jesteś elfem!
Stwierdziłam po szpiczastej uszach towarzysza i zmieniłam sie w człowieka by sie przywitać.
-Miło poznać
Uśmiechnęłam sie i podałam rękę nowemu.
<Ehrendil?>

wtorek, 3 listopada 2015

Od Snowbird CD. Ehrendila

Popatrzyłam za odbiegającym chłopakiem. Westchnęłam. Niewiele brakowało. Znów przybrałam swoją normalną postać i wróciłam do jaskini. Postanowiłam zrezygnować z pozostałej mi półgodzinnej przerwy na odpoczynek. Znając moje szczęście znów bym kogoś spotkała.
Dziś był piękny, upalny dzień. Niebo było bezchmurne. Nawet najlżejszy wiatr nie wiał. Leżałam przy wyjściu z jaskini, obserwując świat z cienia. Oczywiście nic się nie działo, ponieważ moja jaskinia znajdowała się na odludziu.
Skoro nie mam dzisiaj nic ciekawego do zrobienia, poćwiczę zaklęcia. Udałam się w głąb jaskini po moje księgi.
Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się szczególnie ciekawie.

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

Narzuciłem sobie dość szybkie tempo. Już po chwili zapomniałem o wszystkim, Liczył się teraz tylko rytmiczny odgłos moich kroków i las który mnie otaczał. Dobiegłem do jakiejś rzeki i zatrzymałem się na jej brzegu. Kucnąłem i napiłem się. Przez chwilę stałem w bezruchu, a potem kontynuowałem przebieżkę. Nawet nie bardzo wiem jakim cudem znalazłem Namidę. Nie mniej zaskoczyło mnie to.
- Racz mi wybaczyć to najście, pani - zatrzymałem się - Nie miałem takiego zamiaru - odwróciłem się żeby wrócić skąd przybiegłem.

<Snowbird? Czy raczej Namido?>

poniedziałek, 2 listopada 2015

Od Snowbird CD. Ehrendila

Siedziałam nad jeziorem, wsłuchując się w szum wiatru, koncert ptaków oraz delikatny plusk wody. Spojrzałam na słońce. Zostało mi tutaj jeszcze pół godziny. Za mało, ale dzisiaj nie miałam ochoty na towarzyskie spotkania. Już od bardzo dawna nie rozmawiałam z nikim, a jeszcze dłużej przez tak długi czas.
Dziwne, bo do wczoraj zastanawiałam się czy w ogóle potrafię mówić.
Wtem usłyszałam czyjaś kroki. Znowu?! Dlaczego akurat ja? Wyszłam tylko na godzinę.
Obcy był coraz bliżej i w ostatnim momencie zdążyłam przybrać formę Szamanki. I wtedy zza drzew wyszedł Ehrendil. 

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

Po pożegnaniu się z Namidą poszedłem do siebie. Co ciekawe moja jaskinia bardziej przypomina ludzkie mieszkanie niż grotę. A co ważniejsze miałem drzwi. Wyciągnąłem z torby dość masywny klucz i otworzyłem zamek. Oczywiście jasne wnętrze było idealnie czyste. Było tu dużo, bardzo dużo roślin, które lekko łagodziły surowe umeblowanie. No bo jak inaczej nazwać niską pryczę w kącie pomieszczenia zaścieloną wyłącznie jasnobrązową narzutą. Do tego tylko niezbyt duży stół na środku pomieszczenia i kilka krzeseł przy nim. Poza tym miałem tu tylko biurko, szafę i mały regał na książki. Nie było tu ani jednej niepotrzebnej ozdoby.
Zdjąłem z siebie całą broń i strój roboczy i poszedłem pod prysznic. Potem ubrany wyłącznie w luźne, materiałowe spodnie i z mokrymi włosami wziąłem sobie jabłko z misy stojącej w kuchni. Zjadłem je i poszedłem spać.

Wstałem o świcie, ubrałem się i wyszedłem pobiegać. Tak jak codziennie od dwustu lat.

<Snowbird?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

Spojrzałam na niego nieufnie.
- Przecież to nic takiego - powiedział, dostrzegłszy mój niepewny wzrok.
Westchnęłam. Może i ma rację.
- Dobrze - powiedziałam cicho i ruszyłam w kierunku jaskini. Po drodze nic nie mówiłam.
Kiedy już doszliśmy do celu, wymieniliśmy się tylko krótkim pożegnaniem i każdy poszedł w swoją stronę. Kiedy byłam już pewna, że jestem sama, powróciłam do swojej normalnej postaci.
Następnego dnia znów wstałam o świcie. Postanowiłam wyjść tylko na godzinę, aby rozprostować łapy. Stwierdziłam, że nie będę zmieniać postaci. O tej godzinie nie powinnam nikogo spotkać. Zresztą to tylko godzina. Jakie mogą być szanse, że kogoś spotkam?
Pierwsze promienie słońca odbijały się od mojego śnieżnobiałego futra. Ruszyłam w stronę jeziora, aby tam spędzić moją godzinę.

<Ehrendil?>

niedziela, 1 listopada 2015

Od Ehrendila CD. Snowbird

Wolnym krokiem ruszyliśmy przed siebie. Przez cały czas prowadziliśmy naszą rozmowę tak, by za dużo nie zdradzać. Ezrealowi Namida przypadła do gustu tak bardzo, że nie miał zamiaru z niej schodzić. Ja również czułem się dobrze w towarzystwie wadery. Tak nam upłynął czas do zachodu słońca.
- Czy uczynisz mi pani ten zaszczyt i pozwolisz odprowadzić się do domu? - spytałem.

<Snowbird?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

- Skąd możesz wiedzieć, jaka jestem? Nic o mnie nie wiesz. Nie znasz mnie. Nie możesz wiedzieć czy jestem dobra, czy zła - odpowiedziałam cicho.
W jednej chwili pojawił się przed moimi oczami obraz rodziców. To przeze mnie zginęli. To była koja wina.
- A jednak moja propozycja jest dalej aktualna - odparł
Spojrzałam na niego z ukosa. Jest chyba pierwszą osobą, która nie uciekła i chce ze mną spędzać czas.
Zastanowiłam się nad jego pytaniem. Czy coś ryzykuję? Czy powinnam? W sumie, to tylko spacer. Co może być złego w spacerze?
Skinęłam tylko głową na zgodę. 

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Snwbird

- A ja przestraszyłem ciebie, pani. Uznajmy to za rewanż.
Uniosłem wiewiórkę do swojej twarzy i powiedziałem cicho.
- Odrzuć strach przyjacielu, Namida nie zrobi ci krzywdy.
Wiewiórka przez chwilę uważnie obserwowała waderę, a potem wskoczyła na nią. Obserwowałem Ezreala z lekkim uśmiechem.
- Nie możesz być złą osobą, pani. Ezreal trzymałby się z daleka gdyby tak było, a ja wierzę jego osądowi. Masz ochotę pójść ze mną na spacer?

<Snowbird?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

Niepewnie podeszłam do malutkiego zwierzątka. Spojrzało na mnie przestraszone. Cofnęłam się spuszczając wzrok.
- Przepraszam.... - powiedziałam cicho
Ehrendil uśmiechnął się.
- Nie masz za co przepraszać.
- Mam - powiedziałam cofając się jeszcze o krok - przestraszyłam go.

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

- Namiada... - powtórzyłem - Piękne masz imię, pani.
Widać było, że wadera szuka drogi ucieczki. Trochę przykro, że nie chce ze mną rozmawiać. Nagle z drzewa prosto na moją głowę zeskoczyła ruda wiewiórka. Puchaty ogon zasłonił mi widok.
- Witaj Ezrealu - ściągnąłem zwierzątko z twarzy i delikatnie pogłaskałem. Wiewiórka wtuliła pyszczek w moją dłoń. Spojrzałem na waderę lekko rozbawiony.
- Namido. Oto jest Ezreal.

<Snowbird?>