sobota, 30 stycznia 2016
Od Razor DO Kogoś
Weszłam do lodowatej wody i wzięłam przyjemną, zimną i długą kąpiel. Potem dla zabawy wytarzałam się w śniegu. Siedziałam tak i usłyszałam szelest. Dochodził z krzaków za mną. Skąd wiem? Nie wasz interes. ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Odwróciłam łeb powoli. Krzaki się nie ruszały.
- No i po co się ukrywasz? - warknęłam - Przecież wiem gdzie jesteś!
Krzaki ponownie się poruszyły i wyszedł z nich jakiś wilk.
<Ktoś, coś?>
Od Razor - Historia
Wtedy lubiłam jeszcze inne wilki, jako szczeniak byłam bardzo ciekawska, lubiłam spędzać czas z innymi szczeniakami.
Pewnego jednak dnia moje plany na przyszłość legły w gruzach. W dniu moich urodzin do watahy wtargnął półmartwy wilk i wywołał straszną zarazę. Kilka wilków zostało zarażonych, jednak garstce ocalałych, w tym ja i moja matka, udało się uciec poza skażone tereny watahy. I tam dosięgnęła nas ta cała Apokalipsa. Większa część watahy zmutowała się. Po prostu się zmutowała. Niektóre z mutantów były słabe i padły z wycieńczenia. Przerażona musiałam skryć się pod wodą. Nie zdałam sobie jednak sprawy z czyhającego tu niebezpieczeństwa. Zaraz gdy znalazłam się pod poziomem wody coś do mnie podpłynęło i złapało za ogon.
Poczułam, jak mdleję.
Obudziłam się w zupełnie obcym miejscu. Na dziwnych, szarych bagnach. Spróbowałam wstać ale nie dałam rady. Gorączkowo przetarłam oczy. Uznałam że muszę koniecznie sprawdzić gdzie jestem. Przetarłam jeszcze raz oczy. Zauważyłam, że moje łapy są koloru błękitnego. Zdziwiło mnie to trochę, jednak zbytnio się nie przejęłam moim wyglądem. Przecież to na pewno głupi sen. To nie może dziać się naprawdę.
Kiedy nareszcie udało mi się podnieść poślizgnęłam się i wpadłam w bagno, które zaczęło mnie wciągać. Krzyczałam, ale to powodowało że coraz bardziej zatapiałam się pod ziemię. Nagle zobaczyłam jakiegoś szarego wilka. Biegł w moim kierunku. Kiedy do mnie dotarł pomógł mi wyjść z wody. Cała byłam oblepiona błotem.
Wilk spytał mnie czy nie dołączę do jego watahy. Oburzyłam się ze w tych terenach jest jakaś wataha. Wzruszyłam tylko ramionami. Wilk bezpiecznie przeprowadził mnie przez bagna do alfy watahy. Alfa zapytał mnie, jakiej jestem rasy. Odpowiedziałam mu, że nie mam pojęcia. Alfa przewrócił oczami. Warknął, że jestem wilkiem Lodu i że mam opuścić ten teren jak najszybciej.
Zaczęła się zbierać we mnie złość. Zacisnęłam zęby, ale czułam pewną potrzebę. Potrzebę zabicia. Wściekła stałam tam dalej i nagle wystrzeliłam jak z procy w kierunku jakiegoś brązowego wilka. Wgryzłam się w niego, a on zamarzł. Odskoczyłam zdezorientowana. Tak po prostu go...z a m r o z i ł a m? Wykonałam niepewnie kilka kroków w tył. Wilki zawyły i skoczyły w moim kierunku.
Rzuciłam się do ucieczki. Znalazłam jak najmniej bagniaste bagna. Biegłam kilka godzin, bez odpoczynku. Po przebiegnięciu kilku mil wycieńczona upadłam na ziemię. Znalazłam się na zupełnie nowych terenach.
Czyli jest to meta tej historii - W.A.
Od Scarlett CD. Raven'a
-Hej! - zawołałam do niego. Wspominał, że wybiera się w stronę miasta. Może jednak powinnam zaprosić go na ciasto, tak w ramach przeprosin? Totalnie nie w moim stylu, ale i tak idziemy w tym samym kierunku, więc czemu nie? Poza tym, sama miałam zamiar wejść gdzieś, aby zjeść szarlotkę z lodami, czy sernik z owocami leśnymi...
Chłopak na dźwięk mojego głosu przystanął i odwrócił się kierując na mnie spojrzenie.
- Idziesz do miasta, tak? - zapytałam dość pewnym głosem. Mimo że było to pytanie retoryczne, skinął głową na znak potwierdzenia.
- Tak się składa, że zmierzam w tym kierunku, by kupić pewną rzecz koleżance. Moglibyśmy w sumie pójść razem. Miałbyś ochotę na jakieś ciasto? Znam taką przytulną kawiarenkę na przedmieściach... Spokojnie, to nie będzie randka! - gwałtownie zaprzeczyłam i chcąc nie chcąc zarumieniłam się – Wiesz, to... za...to. – a mówiąc „to” wskazałam palcem miejsce, gdzie nieszczęsne drzwi zetknęły się z jego głową.
<Raven? Wiem, że nie możesz jeść ludzkiego jedzenia, ale nic innego nie przyszło mi do głowy>
Loteria
2. 5pkt do najsłabszej umiejętności - Shira, Razor, Aida
3. 150 ZM - Scarlett, Nirvana, Shadow
4. 100 ZM - Seishin, Snowbird, Jethro, Toxic
5. 50 ZM - Peter, Ehrendil, Zero, Raven, Alissa
Razor
piątek, 29 stycznia 2016
Od Aidy - Historia
środa, 27 stycznia 2016
Od Raven'a CD. Scarlett
- Przepraszam - zaczęła tamta.
Westchnąłem i wstałem.
- Powiedz mi skąd ty masz tyle siły co? - rzuciłem chowając dłonie w kieszeniach płaszcza.
- Ja sama nie wiem... Na pewno nic ci nie jest?
- Jeśli jakimś cudem będę dla ciebie jeszcze milszy możesz śmiało podejrzewać wstrząs mózgu - rzuciłem niechętnie.
- Aż tak mocno dostałeś? - spuściła wzrok - Serio nie chciałam...
Zbyłem ją machnięciem ręką i poprawiłem swój ciemnoszary szalik. Chciałem iść do miasta. Szedłem do miasta. Czemu dalej nie idę do miasta? Dobre pytanie.
- Tak, tak... Nie chciałaś. Nieważne, Nie obchodzi mnie czego chciałaś, a czego nie chciałaś. Przesuń się, bo tarasujesz mi drogę do miasta, a wyobraź sobie, że mam tam dość ważną sprawę.
Nie czekając na przejście po prostu przecisnąłem się obok dziewczyny i szybkim krokiem poszedłem w swoją stronę.
Od Scarlett DO Kogoś
wtorek, 26 stycznia 2016
Od Nirvany CD. Zero
- Naprawdę jestem ciekawa...czym był ten cień... - powiedziałam po chwili ciszy
- Wiem...zaraz się dowiemy - uśmiechnął się do mnie delikatnie.
Zero podszedł do swoich demonów, prawdopodobnie żeby zamienić z nimi słowo, jeśli można to tak nazwać.Nagle poczułam za sobą czyjąś obecność, to kolejny z tych cieni,zobaczyłam go a może ją...pewnie nie mają płci,w każdym razie gdy obróciłam się napięcie, było już za późno cień ten przewrócił mnie i zaczął bezwładnie targać po ziemi, Zero szybko przybiegł, zareagował niemal od razu i przemienił się w wilka, spojrzał na cień który możliwie widział w Zerze zagrożenie, bo od razu mnie puścił.
- Nirvana! Nic ci nie jest? - zapytał z troską
- Trochę się obtarłam... - powiedziałam odsłaniając swoją ranę na boku a on skrzywił się patrząc na nią.
- Trzeba to jak najszybciej opatrzyć - stwierdził i wziął mnie na ręce
- Dowiedziałeś się co to za demony? - zapytałam z ciekawości
- To te same co w tym opuszczonym hotelu - odpowiedział poważnie i odprawił swoje ,,zwierzątka"
- Mhm... - mruknęłam i szliśmy dalej przed siebie.
Zero najwyraźniej stwierdził, że woli nas prze - teleportować i dobrze, jak i dla mnie i dla niego.
Wniósł mnie do sypialni i poszedł po apteczkę, przyniósł bandaż i wodę utlenioną i delikatnie pokropił całą ranę, szczypało jak nie wiem ale trudno, potem obwiązał mnie dookoła bandażem i tyle.
Usiadłam w wygodniejszej pozycji a on obok mnie.
- Dziękuję, że mnie uratowałeś - odrzekłam i ucałowałam go czule, a on uśmiechnął się tylko.
- A co miałem zrobić? Za nic nie pozwoliłbym, żeby stało ci się coś poważnego - stwierdził poważniej i przytulił mnie opierając brodę o moją głowę.
Od Raven'a CD. Alissy
Od Zero CD. Nirvany
- Cień - rzuciłem krótko - Przynieście mi to.
Oba demony natychmiast rzuciły się na poszukiwanie tego.
- Ciekawe masz zwierzaki wiesz? - zaśmiała się Nir.
- A spróbuj mi je rozpieścić kotku. Od razu mówię, że nie zgadzam się na ubieranie ich w żadne ciuszki - też się zaśmiałem.
- No co ty... Ja bym miała ubierać twoje... Co to w sumie jest? - spytała
- Demony. Zakładam, że kuzyni tych z opuszczonego miasta - odpowiedziałem.
- Aha... No to tym bardziej odpada. Demonów ci się zachciało. Nie mogłeś się zadowolić a przykład sową?
- Sowy są nudne. Mój znajomy ma sokoła, ale jakoś nie chciałem go dublować.
Nagle usłyszałem poruszenie niedaleko. Popatrzyłem tam natychmiast się koncentrując. Moje zwierzątka wracały. Zaraz się dowiemy czym był ten cień...
Od Ehrendila CD. Snowbird
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Od Alissy CD. Raven'a
Od Alissy CD. Nirvany
Od Scarlett - Historia
Wilczyca miała dokładnie roczek, kiedy odkryła swój żywioł. Biegając z rówieśnikami, przewróciła się na wystającą, ostrą część kamienia, a z rany, która powstała, zaczęła powoli sączyć się krew. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że krople krwi, które upadły na ziemię, wyparowywały na ich oczach. Wtedy już wiedziano, że żywiołem Scarlett nie jest umysł, lecz krew. Dopiero później odkryto, że zmarły członek rodziny, rzeczywiście był wilkiem krwi, więc sprawa z jej umiejętnościami została wyjaśniona, lecz w watasze zrobiło się głośno. Nikt nie umiał nauczyć dziewczyny, posługiwania się owym żywiołem jak i zapewnić przyzwoitego nauczania. Los był po jej stronie, gdyż tydzień po wydarzeniu w tym miejscu pojawili się wędrowcy. Przybysze pochodzili z Zakonu Krwi i szukali osób, które mogłyby do nich przystąpić. Mieszkańcy z chęcią ugościli wędrowców, którzy zostali w ich miejscowości jeszcze przez dwa dni. Następnie wyruszyli z wilczycą do zakonu w kierunku południa, a dla Scarlett zaczął się nowy etap życia.
Dotarcie do celu zajęło im niecałe 4 dni marszu z krótkimi przerwami. Już wtedy Scarlett zaczęła kształtować swój charakterek, zmieniając swoimi kaprysami i ogólnie zachowaniem, podróż w piekło. Jako że była jednym z bardziej utalentowanych szczeniaków spośród nowych członków, starsi mrużyli oko na jej wybryki, co oczywiście, denerwowało Scarlett. W końcu zmęczeni stanęli przed celem podróży. Budynek był zbudowany w stylu gotyckim, z ostrymi łukami, wysokim sklepieniem oraz barwnymi witrażami. To tutaj spotkała swojego przyjaciela, czyli chłopaka o kruczoczarnych włosach oraz pięknych, złotych oczach. Jak się później okazało, nazywa się Warren i jest synem założyciela Zakonu Krwi, lecz jego żywiołem nie jest krew jak w przypadku Scarlett, lecz magia. Szybko znaleźli wspólny język i zostali przyjaciółmi. Zabawiał ją różnymi iluzjami, razem się uczyli i wspierali oraz jako jeden z nielicznych ze spokojem znosił jej złe dni. Był dla niej jak brat, chociaż Scarlett pragnęła czegoś więcej. Nauka w zakonie przebiegała stosunkowo gładko. Szybko opanowała podstawową wiedzę – a nawet pragnęła nauczyć się więcej, dlatego dużo czasu spędzała w bibliotece, która do dziś jest jej ulubionym miejscem. Do tej pory nie spotkała się z założycielem Zakonu – Dorianem. Lecz ten dzień musiał kiedyś nadejść. O 17:00 wszystkich członków poproszono o przyjście do sali głównej, by wysłuchać jego przemówienia. To był pierwszy element, za który go znielubiła – była akurat w trakcie pochłaniania bardzo ciekawej lektury(„Alchemia, czyli magia dla uczonych”). Drugą przyczyną było jego karygodne 20-minutowe spóźnienie, kiedy ona sama przyszła z 10 minut wcześniej. Lecz najgorszą częścią był sam monolog. Dorian opowiadał o rzeczach, z którymi Scarlett się nie zgadzała – przeczytawszy tak dużo książek, wyrobiła sobie opinie na pewne tematy. Drażniło ją głównie zdanie 'wszyscy jesteśmy równi', ponieważ uważała, że jednak się różnimy, choćby wiedzą, umiejętnościami itp. W końcu nie każdy może być najlepszy (<---jej słowa). Od tamtego momentu zaczęła układać plan, który miał zawierać dumne opuszczenie dotychczasowego miejsca pobytu (razem z Warrenem, oczywiście) oraz ośmieszenie założyciela zakonu. Stawiła sobie bardzo wysoką poprzeczkę, gdyż miała zamiar osiągnąć, jako jedyna osoba, dwa żywioły i tym samym pokazać, że nie każdy jest tak wyjątkowy jak ona. To był jej pierwszy, poważny plan, który wymagał jeszcze dopracowania. W międzyczasie szkoła zorganizowała pewnego rodzaju zawody, które miały za zadanie sprawdzić umiejętności w terenie, logicznego myślenia oraz radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach. Polegały na przetrwaniu samemu w lesie przez równy miesiąc. Starano się uniknąć wypadków śmiertelnych, dlatego towarzyszyły im utworzone przez wilków magii 'kamerki', które kontrolowały poczynania uczestników i w razie poważnego zagrożenia, wysyłano pomoc. Zdała z wynikiem bardzo dobrym - 86,2 (zaniżyła głównie siła). Tego samego dnia zdarzyło się coś, czego nie zapomni do końca swoich dni. Idąc do biblioteki oddać wcześniej wypożyczone książki na zachodnim dziedzińcu zobaczyła swój obiekt westchnień-Warrena. Jednak nie był sam. Towarzyszyła mu dziewczyna. Jej czerwone jak ogień włosy upięte były w kitkę, na sobie miała skąpą bluzeczkę, odsłaniającą spore atrybuty oraz równie krótkie spodenki spod których wystawały długie, zgrabne nogi. Scarlett nigdy wcześniej jej nie widziała na terenie zakonu, lecz nie to sprawiło, że się zatrzymała. Stała zamurowana, albowiem nieznana jej dziewczyna zawisła na Warrenie i wpiła się w jego usta, a on, wyraźnie zadowolony, objął ją mocno. Objęła go nogami, silne ręce przyjaciela Scarlett podtrzymywały jej pośladki, nadal nie przerywając pocałunków i coraz to odważniejszych i nieprzyzwoitych pieszczot. Wtedy to „dziewczyna Warrena” spojrzała w jej stronę. Scarlett zarumieniła się i szybko odwróciła wzrok, a następnie pobiegła w przeciwnym kierunku. Wieczorem poszła do najbliższego baru, pierwszy raz w życiu upiła się i... no cóż skończyła w łóżku z obcym facetem. I stało się to, czego się obawiała. Pojawiły się mdłości, wymioty, bóle, przestała miesiączkować, a po pewnym czasie brzuch zaczął się powiększać. Miała mieć dziecko z mężczyzną, którego nie znała. Jednak ostatecznie niemowle nie przyszło na świat. Nie była gotowa, by je mieć nie tylko psychicznie, ale też fizycznie, dlatego poroniła. Niby szczęście w nieszczęściu, ale uważała że, należy szanować każdą istotę, nawet tą, które jeszcze nie wyszło na świat-taki mały zarodek. Tydzień po tym odeszła, chcąc zakończyć ten nieszczęśliwy etap swojego życia i zacząć od nowa, zapomnieć o Warrenie, dziecku i tajemniczej dziewczynie.
***
Wesołe głosy słychać było już z daleka. Światło wywodzące się z ciepłego ogniska dawało poczucie bezpieczeństwa i odstraszało noc. Zapach jedzenia podrażnił moje nozdrza, tak, że nogi same pociągnęły mnie w tym kierunku, a mój żołądek jeszcze bardziej zaczął domagać się pożywienia. I tak się tam znalazłam. Na początku nieśmiało zapytałam o jedzenie i – jak wcześniej myślałam- chwilowe schronienie. Zachęcona przez członków tej radosnej gromadki sięgnęłam po sałatkę i zaczęłam łapczywie ją jeść. Ktoś wyciągnął gitarę i zaczął grać , a reszta, lekko pijana, fałszowała, że uszy bolały. Mimo woli uśmiechnęłam się, i przyłączyłam się do zabawy. Nie myślałam że zostanę tam dłużej, ale trudno też było mi opuścić tę watahę. Watahę Apokalipsy.
Shadow
piątek, 22 stycznia 2016
Od Toxic'a CD. Seishin
Byłem lekko zdziwiony faktem jak szybko sie zmieniają emocje Seishin. No cóż nic z tym nie zrobię, tym bardziej nie widzę w tym sensu jeżeli mi ten fakt nie przeszkadza. Patrzyłem na waderę zamyślony nad zadanym przez nia pytaniem.
-Nie jestem pewien.. Ale wiem że w pobliżu są jagody..
Oznajomiłem jak mi cokolwiek przyszło do głowy. Na jej pysku dostrzegłem usmiech. Widać było że była gotowa iść po jej towarzysza.
-W kturą strone..?
Zapytała dosłownie skakając od martwego Davro do drugiego trupa albo do pobliskich krzaków.
-Tędy
Powiedziałem spokojnie wstając i kierując sie w strone wielkich krzaków, zapelnionymi suchymi liściami kture szeleszczały za karzdym ruchem. Krzki ciągnęły się długimi szlakami, nie raz skręciliśmy w rożne strony w ciaz z nich nie wychodząc. Przez czas tam spędzony udało mi sie ogarnąć świetliste oczy. Następnie po jakims czasie udało nam sie z nich wydostać. Zatrzymałem sie i zrzuciłem z siebie suche liście kture na mnie pospadały.
-Ile jeszcze..?
Usłyszałem marny głos Sei. Wygladała na zmęczona, nawet sie położyła.
-Juz prawie jesteśmy
Slyszac te słowa wskoczyła na wszystkie cztery znów pełna energii. Przyszłem pod gigantycznym korzeniem, za nim dostrzegając miska ktury sie objada kolorowymi jagodami. Mordkę miał cała tęczową a łapki trzymały kilka jagód gotowych do zjedzenia. Seishin bez dłuższego namysłu podbiegła do niego i go przytuliła.
-Nie znikaj tak...!
Jej głos drżał a z oczu spływały łzy. Jak siedziałem tylko z boku i sie rozglądałem do okoła, mając przeczucie że jestem blisko czegos mi znajomego. Znowu skacentrowalem wzrok na Seishin ktura znalazła sie przede mną, i wpatrywała mi sie w oczy.
-Gdzie teraz?
Zapytała tak jak by fakt ze jej misiek by zginą był juz nie istotny. Znów zacząłem myśleć czego my jesteśmy blizko, aż mnie po chwili olśniło.
-Chyba wiem gdzie możemy iść..
Powiedziałem na co wadera się pochyliła w moją strone, a ja do tyłu. Jej oczy były pełne nadzieji że to nie bedzie jakies nudne miejsce.
-Gdzie?!
Zapytała jeszcze bardziej sie pochyliła mierząc tylko kilka cm pomiędzy mną i ją.
-Tam jest poligon, jeżeli chcesz możemy tam iźdć..
Wymamrotałem przekrzywiając głowę w lewo by wskazać kierunek. Seishin uśmiechnęła sie tym razem zadowolona i ruszyła w wskazany kierunek. Patrzyłem przez chwile jak sie oddala, a nastepnie dostrzegłem miśka ktury sie na mnie gapił.
-Coś nie tak..?
Zapytałem ale on tylko poszedł na waderą. Nie przejąłem się zbytnio tym ze zignorował moje pytanie, i podążyłem za resztą. Nie minęło nawet 5 minut zanim dotarliśmy do platformy latającej w powietrzu, nad wielką dziora w ziemi.
-Woow! Super..!
Wykrzyknęła wesoło Seishin patrząc w dół urwiska. Był on wypełniony przeróżnymi potworami kture tam powpadały w nie znany sposób. Podeszłam trochu bliżej ale nie stałem na samym skraju.
-Nie stuj tak blisko skraju bo zlecisz do tych potworów...
Ostrzegłem waderę ktura sie wychylała jak tylko mogła nad urwiskiem. Nastepnie zaczęła skakać w miejsc.
-Ale to sie dobrze trzym..
Przerwał jej odgłos ujeżdżającego kawałka ziemi na kturym stała. Chwile potem zaczęła zjeżdżać w dół. A to że nie w ciaz patrzyła w dół zamiast skoczyć na stały ląd to odruchowo ja złapałem za kark. Jak bym sie spoźnił o sekundę lub dwie a ta by w ciaz nic nie zrobiła to by było po niej. Wyciągnąłem ją do góry i puściłem ją jak juz stała stabilnie na wszystkich jej łapach.
-*BAKA! Coś ty myślała..?! Że może furia cie ochroni! Co? Może przed stworami, ale prędzej byś zemdlała przez upadek z co ma co naj mniej 50m i dostała przez nich pożarta. Zanim byś je zabiła. Zrozumiałaś? Nie zblirzaj sie do urwiska!
Wrzeszczałem na dziewczynę lekko zdenerwowany. Przecierz nie mogłem pozwolić członkowi watahy umrzeć na moich oczach. Musiałem ją złapać bo z tego co widziałem to wolała bym tam zlecieć i zabic potworki.
-Przepraszam..
Mruknęła cicho pod nosem, ze spuszczoną głową. Patrzyłem na nia przez chwile a nastepnie poszedłem w strone lewicującej małej platformy z kamienia.
-Zapamiętaj to i chodź, bo tylko wilki apokalipsy mogą aktywować tą windę. A innym sposobem by sie dostać do platformy to latanie.
Wytłumaczyłem dziewczynie ktura po chwili stała na 'windzie', wygladała na w ciaz pochmurną ale nie az tak jak chwile wcześniej. Tez weszłem na kamień, ktury nastepnie zaczną kierować sie w górę do platformy. Jak juz byliśmy w gorze to winda sie zatrzymała i z niej zeszliśmy. A naszym oczom ukazał sie domek w kturym było wszystko co potrzebne, jedyne co sie różniło to to ze było kilkanaście łóżek zamiast jednego.
-Oto poligon.. Tutaj mozesz używać wszystkie moce jakie tylko chcesz na tych stworkach i ogólnie w tej dziurze. Jedyne czego nie masz prawa rozwalić to oto domek no i jest tez ograniczenie jak wielka jest ten poligon.
<*Baka oznacza idiota/idiotka po japońsku, dla tych co nie wiedzieli. Seishi?>
wtorek, 19 stycznia 2016
Od Nirvany CD. Sorrow
- Hej Echo - Sorrow uśmiechnęła się do kota i zmieniła się w człowieka.
Pozwoliłam sobie pogłaskać kota bo wydał się bardzo przyjazny.Przeciągnęłam się i położyłam się na trawie.Wpatrywałam się w księżyc i uśmiechałam się do towarzyszy.Wstałam i wskoczyłam do wody.
Po chwili byłam już dość głęboko i mogłam podziwiać ryby, które były widoczne dzięki światłu księżyca.Wypłynęłam na powierzchnię by nabrać powietrza a potem znów się zanurzyłam.
Wyszłam z wody i po raz kolejny otrzepałam się, Sorrow i Echo nadal tam byli i podziwiali gwiazdy.
Od Raven'a CD. Seishin
- Tak w ogóle to jestem Seishin - przedstawiła się dalej się śmiejąc
- Zapamiętam sobie, że to ta co walnęła łbem w lód - warknąłem. Gdyby spojrzenie mogło zabijać właśnie leżałbym martwy.
- Ty też się wywróciłeś - stwierdziła
- Ale nie z winy własnej - odwróciłem się i spokojnym krokiem zszedłem z lodu, a potem poszedłem dalej przed siebie. Za sobą słyszałem ciche kroki wadery.
- Może znudzi cię chodzenie za mną co? - spytałem nie odwracając się.
<Seishin?>
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Od Raven'a CD. Alissy
Położyłem się na ziemi i oparłem głowę na przednich łapach patrząc na Alis. Nagle zatęskniłem za normalnym ludzkim łóżkiem w swojej willi. W zasadzie wszystko byłoby lepsze niż ta zimna, twarda i cholernie niewygodna podłoga jaskini. Jednak na nic więcej liczyć nie mogłem. Nagle Alis postanowiła otrzepać się ze śniegu. Stłumiłem warknięcie kiedy to co z niej spadło wylądowało na mnie, ale ona zdała się tego nie zauważyć.
- Czemu mnie tak obserwujesz? - spytała po chwili. Na moment odwróciłem od niej wzrok.
- Bo tak jest bezpieczniej.
Ta wadera nie stanowiła dla mnie zagrożenia. Przynajmniej nie teraz, ale kto wie... Widziałem już dużo. Wystarczająco, by móc założyć, że nawet najbardziej niegroźna istota może okazać się poważnym przeciwnikiem.
Od Ehrendila CD. Sorrow
niedziela, 17 stycznia 2016
Od Nirvany CD. Zero
- Ale ja chcę ci sprawić przyjemność - mruknął z uśmiechem
- To może przejdziemy się jeszcze na spacer? - zapytałam radośnie
- Czemu nie... - przytulił mnie delikatnie i ruszyliśmy przed siebie.
Podążaliśmy tak przez miasto pełne ludzi z pół godziny.
Wymienialiśmy się co chwilę pełnymi radości spojrzeniami i splataliśmy swoje palce u rąk.
Gdy znaleźliśmy się na skraju miasta u bramy dokładniej nagle przed oczami przemknął nam jakiś dziwny cień.
- Widziałeś to? - zapytałam dociekliwie
czwartek, 14 stycznia 2016
Od Zero CD. Nirvany
Od Nirvany CD. Alissy
- To jakiś eliksir - stwierdziłam
- Tylko jaki? - powiedziała Alis
- Nie wiem, ale możemy to sprawdzić - uśmiechnęłam się do wadery.
Zmieniłam się w człowieka i wzięła do ręki ową buteleczkę.
Wypiłam jej zawartość i poczułam się z lekka nie dobrze...po chwili przed Alis zamiast mnie...choć byłam to ja stanął smok.
Alis otworzyła szeroko pyszczek i stała jak wryta przez chwilę.
Po paru chwilach zmieniłam się z powrotem w człowieka i upadłam na ziemię.
wtorek, 12 stycznia 2016
Od Alissy CD. Raven'a
Od Alissy CD. Nirvany
-Nir, widziałam coś dziwnego...
-Co takiego?- spytała. Ruszyłam w kierunku tego czegoś. Przedmiot leżał częściowo zakopany w ziemi.
-Jak myślisz, co to może być?
Od Seishin DO Raven'a
-Haha, mogłabyś zainwestować w poduszkę, wiesz?-zarechotała ciemna strona Kuro. Zerknęłam na niego z góry i przewróciłam oczami.
-Nie powinieneś się tak wymądrzać-mruknęłam zeskakując z kamienia na lód. Przez chwilę próbowałam utrzymać równowagę, jednak na nic się to zdało i po chwili walnęłam łbem w lód. Kuro zaczął się śmiać, z brzegu również doszedł moich uszu jakichś śmiech. Zerknęłam w tamtą stronę i zobaczyłam białego wilka z różnymi skrzydłami. Uśmiechnęłam się pod nosem i dźwignęłam się na łapach. Chwiejnym krokiem podeszłam do brzegu i ogonem złapałam wilka za łapę wciągając go na lód.
-Weeeeeee!-wrzasnęłam jadąc szybko po lodzie.
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Od Nirvany CD. Zero
niedziela, 10 stycznia 2016
Od Zero CD. Toxic'a
Od Seishin CD. Toxic'a
-Ochyda..-mruknęłam pod nosem, a po chwili zawołałam radośnie-Fajnie!
-Jak długo oglądasz?-zapytał oblizując pysk z kapiącej krwi. Przekręciłam łeb w prawo i przyjrzałam mu się uważnie.
-Chwilę-odparłam jakby nieobecna. Zatrzęsłam łbem i podeszłam do świecącego wilka-Wyglądasz jak choinka na święta-zaśmiałam się i otarłam mu pysk ogonem z resztek krwi. Nagle popatrzyłam na niego wielkimi oczami-Gdzie Kuro?!-wrzasnęłam w panice i zaczęłam szybko przeszukiwać najbliższą okolicę. Zrobiłam to w takim tempie, że już po minucie siedziałam przed Toxic'iem zalana łzami.
-Mój towarzysz się zgubiiiiiiiiił-zawyłam, a moje czarne łzy spływały po moich łapach i wsiąkały w ziemię.
-Na pewno się znajdzie-odezwał się basior. Położyłam się na ziemi i zakryłam łeb łapami.
-Nie znajdzie się-mruknęłam smutno-To jest Kuro.. Właśnie... To jest Kuro!-natychmiast się podniosłam. Kątem oka widziałam jak basior dziwnie mi się przygląda.
-Kuro to żarłok. Jeśli poszedł sam to poszedł tam gdzie jest jedzenie. A jeśli go zabrali to nie mam pojęcie gdzie on może być-zastanowiłam się przez chwilę i zapytałam ze słodkim uśmiechem-Macie może gdzieś tutaj jabłka?-zamrugałam uwodzicielsko.
sobota, 9 stycznia 2016
Od Toxic'a CD. Seishin
-Oto Davro..
Zaprezentowałem stwora Seishin ktura zauważyła drugiego po jej stronie. Nie byłem pewien co wymyśliła bo się koncentrowałem nad moim Davrem. Przygotowałem się do skoku, nie tracąc zwierzecia z oczu. Moje łapy pokrył kwas, nie raniąc mnie, ale w ziemi powstał dół w ziemi tam gdzie moje łapy stały. Następnie wskoczyłem na plecy Davro, wypalając mu odciski moich łap za pomocą kwasu. Potwór zaczął wrzeszczeć przez sprawiamy mu ból, następnie prubował mnie drapać jego długimi ostrymi pazurami. Żeby uniknąć jego ataku zeskoczyłem ze zwierzecia na bok. Gdy wylądowałem na ziemi moje łapy stały sie normalne, lecz na moim pysku ukazał sie psychopatyczny usmiech wraz z towarzyszącym mu śmiechem. Na dodatek moje oczy zaczęły śmiecić na kolor żółty. Dostrzegłem jak Seishin gdzies na przeciwko, bawiła sie z drugim Davro. Widać było że jest zadowolona tym, że nikt jej nie przeszkadza. Powróciłem do mojego stwora. Krew spływała mu po plecach, a dość że jego oczy były białe, ale można było dostrżedz w nich agresje. Nastepnie znów postanowiłem wskoczyć na jego grzbiet, tym razem zagłębiłem moje kły, w białych ślepcach Davro. Poczułem smak krwi w moim pysku, a na łapach czułem jak jego kły przedzierają się przez moją skórę. Nie puszczałem zwierzyny, wręcz przeciwnie. Zaciskałem szczęki , do czasu gdy usłyszałem i poczułem że czaszka Davra pęka. Potwór upadł a ja obliczałem pysk z krwi. Dostrzegłem że Seishin siedziała obok jej martwego Davro, i sie wpatruje w moje czyny.
-Jak długo oglądasz?
Zapytałem siadając na trupie, i prubujac ogarnąć mój usmiech, a tym bardziej światło dobiegające z moich oczu.
Od Seishin CD. Toxic'a
-Taki był twój zamysł?-zapytał basior. Parsknęłam śmiechem.
-A czego się spodziewałeś po latarce z cienia? Ja tam widzę lepiej-zaczęłam podskakiwać nadal idąc przed siebie. Skakałam tak jakiś czas, Kuro nie reagował na to zbyt dobrze, dlatego zszedł z mojego grzbietu. Co jakiś czas zerkałam w tył, by sprawdzić czy pluszak nadąża za nami, jednak wyglądało na to, że nie miał problemów z dorównaniem basiorowi i mi. W pewnym momencie zaczepiłam o coś łapami i zachwiałam się, a następnie uderzyłam w coś twardego. Z jękiem wylądowałam na pysku na jeszcze bardziej twardej ziemi. Latarka rozpłynęła się rozjaśniając nieco okolicę. Usłyszałam jak Toxic śmieje się pod nosem. Podniosłam się powoli i zatrzęsłam łbem by się otrząsnąć, jednak przysporzyło mi to tylko jeszcze większych zawrotów głowy. Cofnęłam się parę chwiejnych kroków i wpadłam na misia, który natychmiast znalazł się pod moim ogonem.
-Zabieraj ze mnie ten zadek!-wydarł się, a ja tylko usiadłam na nim wygodniej śmiejąc sie trochę psychopatycznie. Uderzyłam go kilka razy końcem ogona i wystawiłam kły chcąc zawarczeć. Jednak zrobił to za mnie ktoś inny. Zerknęłam na Toxic'a, a on na mnie. Zastanawiałam się co warczącego może kryć się w tych ciemnościach. Uśmiechnęłam się pod nosem. Cokolwiek to było gotowała się niezła zabawa.
Od Zero CD. Nirvany
- Mhm... Chodźmy - Nirvana uśmiechnęła się do mnie.
Droga do miasta zleciała nam szybko. Rozmawialiśmy przez całą drogę. W sumie lokal wybrałem na chybił trafił. Niewielka restauracja niedaleko rynku. Wyglądała miło i dość przytulnie. Weszliśmy do niej i zajęliśmy stolik nieco na uboczu. Zaraz też przyszła do nas kelnerka. Zmierzyłem wzrokiem jej krótki fartuszek. Przyznam, że nie była brzydka. Młoda, urocza bruneta z dość ładną figurą. Uśmiechnąłem się do niej kiedy podała mi menu.
- To co zamawiamy kotku? - spytałem Nir.
Od Raven'a CD. Alissy
Burza śnieżna rozszalała się na dobre. Nagle usłyszałem na zewnątrz jakieś kroki. Po chwili do groty wpadł jakiś oblepiony śniegiem wilk. Zawarczałem. Wilk zamrugał zaskoczony.
- Kim jesteś? - spytałem jeżąc sierść.
Od Toxic'a CD. Seishin
-Nie wiem czy skrytobójczyni potrzebuje ochrony, ale mogę ci potowarzyszyć
W końcu odpowiedziałem na jej zadane pytanie. Ruszyłem za nią, i tak nie miałem nic innego do robienia. A na Złych Ziemiach zawsze coś się dzieje. Szłem tusz obok wadery, w ciąż otrzymując dziwne spojrzenia od pluszaka.
-A tak w ogóle, z kąd wiedziałeś że jestem skrytobójcą?
Zapytała wadera po dłuższej chwili w ciszy. Ja zerknąłem tylko na nią, w ciąż idąc przede mnie.
-A może się przedstawmy, to może otrzymasz odpowiedzi?
Uśmiechnąłem się do niej powoli docierając do celu.
-No to jestem Seishin, a ty?
-Toxic, dla twej informacji twój 'łaskawy wilk' jest człąkiem rady
Slyszac że powtarzam słowa Seishin, ona zerknęła na miśka. Wyglądało to też jak by zrozumiała odpowiedź na jęj pierwsze pytanie. Droga ktura nas czekała była dość krutka, ale skoro Sei zamiast iść do prosta, skakała, biegła i uciekała. To droga stała sie dwa razy dłuższa. Nie było wiele toczonych rozmów. Opowiedziałem jej tylko jaki jest teren watahy, co sie gdzie znajduje i jak te różne miejsca mają na imię. Wiele zapamiętała, z większa te 'najważniejsze dla niej żeczy', jak to sama ujęła. Po skończeniu tego dziwnego spaceru dotarliśmy na Złe ziemie.
-No to panno Sei, zapraszam do jednego z ciekawszych miejsc..
Powiedziałem wchodząc do ciemnego lasu, do kturego w magiczny sposób, tylko mniejsza czesc światła słonecznego wpadała.
Od Seishin DO Toxic'a
-Coś ciekawego...-mruczałam cicho pod nosem-Coś niebezpiecznego.. Coś..-kły błysnęły mi w promieniach przedzierającego się słońca, kiedy uśmiechnęłam się chytrze. Piłeczka rozbiła się o mój nos wzniecając czarną chmurę cienia dookoła mnie. Przewróciłam się na bok, a następnie wstałam otrzepując się z trawy, ziemi i kurzu. Następnie odwróciłam się tyłem do drzewa, na którym smacznie spał mój towarzysz i po chwili z całej siły kopnęłam w pień tylnymi łapami. Drzewo nieznacznie się zatrzęsło, jednak na tyle mocno by pluszak zsunął się z gałęzi i runął prosto na łeb. Obudził się z wrzaskiem i popatrzył na mnie wściekły. Zachichotałam pod nosem i otuliłam jego łebek swoim puszystym ogonem.
-Oj, nie złość się tak..-zamruczałam próbując się nie śmiać. Miś pokręcił głową, zawarczał coś pod nosem i wskoczył na mój grzbiet.
-Możesz zdradzić mi po co mnie budziłaś w tak okrutny sposób?
-Nudzi mi się-stwierdziłam krótko, a po dłuższej chwili ciszy dodałam-Cóż miałam poradzić? Przyszedł mi do głowy pewien bardzo fajny pomysł..
-Chcesz kogoś zabić?-spytał domyślnie. Zaśmiałam sie pod nosem machając ogonem na wszystkie strony.
-A skąd w ogóle taki pomysł?-odparłam radośnie-Raczej mam ochotę na pobawienie się w krwawego kotka i przestraszoną myszkę..-warknęłam kiedy pluszak uderzył mnie w kark-Oj daj spokój. Jestem grzeczna.. Na razie..-dodałam ciszej, tak by mój towarzysz tego nie usłyszał.
-Więc co wymyśliłaś tym razem?
-Chcę się po prostu przejść po terenach, czy coś w tym złego?-przewróciłam oczami poirytowana.
-Nie, jeśli nie wybierasz się w stronę niebezpiecznych terenów-odparł jakiś dziwny głos, który z pewnością nie należał do pluszowego stworzenia. Zatrzymałam się i zerknęłam dyskretnie w tył. Kątem oka dostrzegłam sylwetkę wilka, oczywiście nieco większego ode mnie, aczkolwiek chudością, bardzo podoba mi się to nowe słowo, z pewnością mi dorównywał. Zaśmiałam się pod nosem i odwróciłam pysk bokiem.
-Przecież się tam nie wybieram, mój drogi panie.
-Idziesz dokładnie w stronę tych terenów.
-Ohhh.. Naprawdę?-spytałam z ironią-Nie miałam pojęcia-wysyczałam przez zęby-Czyżbyś chciał mi zakazać tam iść?
-Raczej tylko cię uprzedzić, że jest tam niebezpiecznie. I nie wszystkie wilki sobie radzą.
-Czyżby?-spytałam ponuro i powoli odwróciłam się do wilka, miał dość specyficzne ubarwienie sierści, podchodząc do niego z łbem tuż przy ziemi-Więc może łaskawy wilk, który tak dba o to by nic mi się nie stało przypilnował mnie i potowarzyszył mi, co..?-zmrużyłam oczy i nie czekając na odpowiedź wyprostowałam się. Odwróciłam się powoli otulając pysk basiora ogonem.
piątek, 8 stycznia 2016
Od Sorrow CD. Nirvany
-Ładny jest
Uznałam po dłuższej chwili ciszy. Nirvana przytaknęła, a następne co słyszałam to szelest z krzaków z kturych ja wyszłam.
Od Sorrow CD. Ehrendila
-Z chęcią, niech bedzie ciekawie!
Zapytałam szukając mojej broni. W końcu wyciągnęłam moje dwa kochane h&k p30l. Sprawdziłam czy są w nich naboje, niestety jednemu kilka brakowało więc uzupełniłam braki. Schowałam je, i upewniłem sie czy mój sztylet sie dobrze trzyma.
-Jestem gotowa do drogi, a tak w ogóle gdzie idziemy?
Oznajomilam i sie uśmiechnęłam. Byłam też ciekawa jego odpowiedzi.
Od Toxic'a CD. Peter'a
-Ty tak mało mówisz, czy po prostu nie masz o czym?
Zapytałem patrząc na towarzysza.
Od Toxic'a CD. Zero
Odpowiedziałem wpatrując się w wejście do pokoju. To co widziałem nie wróżyło nic dobrego, w ręcz przeciwnie. Przyprawiało mnie o dreszcze których nie chciałbym znów dostać. Wolałbym tego czegoś nie spotkać sam na sam, bo pewnie by było po mnie.
-Ciekawe co o jest..
Powiedziałem patrząc za jakimś innym wyjściem z tego pokoju.
-Jeżeli dowiedzenie się tego oznacza następne spotkanie z tym czymś, to wolę nie wiedzieć
Odezwał się Zero wychodząc z ukrycia, nasienie podeszedl do drzwi sprawdzić czy cos innego jest w pobliżu. Też wstałem ale ja skierowałem sie w stronę okna kture mnie zaciekawiło. Wyglądało jak by było nowe. Wyróżniało sie od wszystkiego innego w tym pokoju. To okno było czyste. Przyglądałem się szkle chwile, następnie zobaczyłem w odbiciu jak Zero wychodzi z pomieszczenia więc wyszłem za nim. Nasz kierunek sie nie zmienił. Mieliśmy zwiedzić HOTEL, do końca. Lecz tym razem wszystkie nasze zmysły były bardziej czujne. Nawet moje od dawna wyostrzone zmysły były pożyteczne. Szliśmy jak cicho tylko mogliśmy. Niestety nie było to takie proste gdy wchodziliśmy do góry po następnych schodach. Tak jak ich poprzednicy strasznie skrzypiały. Coś mnie zaniepokoiło więc się zatrzymałem. Gdy Zero zauważył że za nim nie idę, też się zatrzymał.
-Jest zbyt cicho
Stwierdziłem patrzac za czymś co by było podejrzane. Przynajmniej bardziej niż te wszystkie znamia pozorów i ta wielka ilośc krwi. Popatrzyłem do góry. Było z byt ciemno by coś zobatrzeć. Weszłem kawałek do góry.
-Rozstaw światła
Rozkazałem stojąc na szczycie schodów. Stałem na ich końcu, a gdy światła sie zaświeciły ujrzałem coś czego wolałbym nie widzieć. Zero stał kilka schodów za mną, ale był tak samo zdziwiony jak ja.
-Widzę że doszliście naj dalej, ze wszystkich wędrowcy
Powiedziała Morgana. Dokładnie, to była ta sama kobieta co z obrazu. Stwór wyglądał jak jakiś przerośnięty pies, stojący u jej boku. Kobieta głaskała zwierze po głowie patrzac na nas. Ogólnie zaniepokoiło mnie to że wspomniała o innych ludzich. To pewnie do nich należała ta krew. Patrzyłem na nią z przerażeniem.
-I jak was wynagrodzić..?
Powiedziała kobieta z usmiechem. Podeszła do mnie, odstępem pomiędzy nami był jakis centymetr. "No wspaniale" pomyślałem "Jaka wspaniała smierć! Jak by cie na nic lepszego nie stało..." Kobieta pstryknęła palcami, co sprawiło że pojawiło sie więcej stworów.
-A może z was zrobić zabawki?
Przeszedł mnie dreszcz. W ogóle mi sie to nie podobało. Jedyne co mnie cieszyło to fakt że jeszcze żyje, ale nie do końca. Kątem oka widziałem że Zerowi też to się zbytnio nie podobało.
czwartek, 7 stycznia 2016
Od Nirvany CD. Zero
- Oczywiście - uśmiechnął się do mnie
Weszliśmy na jezioro...,,Jest twarde" pomyślałam...na pewno jest. Ślizgaliśmy się przez parę minut...oczywiście nie obyło się bez upadków ale było przy tym dużo śmiechu. Po pewnym czasie wyszliśmy z ,,ślizgawki" a ja rzuciłam się w śnieg ze śmiechem a on obok mnie...przytuliłam go a on mnie, ogółem było bardzo przyjemnie.
Po tym wszystkim zgłodniałam więc zaproponowałam mały posiłek.
środa, 6 stycznia 2016
Od Zero CD. Nirvany
- To gdzie idziemy? - spytała
- Zależy gdzie chcesz iść. Może do miasta? Albo nad jezioro? Podobno zamarzło i wygląda ślicznie - lekko ścisnąłem jej dłoń.
- Taak?
- Chodźmy zobaczyć - mrugnąłem do niej i pociągałem ją w stronę jeziora,
Po kilku minutach drogi dotarliśmy na miejsce. Rzeczywiście jezioro zamarzło i wyglądało pięknie. Zatrzymałem się żeby podziwiać widoki.
- Widzisz? Miałem rację - przytuliłem Nir.
Od Snowbird CD. Ehrendila
A może po prostu jestem przewrażliwiona - pomyślałam.
Tam będzie tłoczno. Mnóstwo osób, które zabijają dla zysku - usłyszałam cichy głos.
A może on miał rację.....
Spojrzałam na Ehrendila. Spotkałam go tylko kilka razy. To mało, aby określić, czy mu ufam.... A jednak coś mi mówi, abym z nim poszła.
Tak więc, po chwili wahania skinęłam głową na zgodę.
Chłopak ruszył przed siebie, ja zaś szłam kilka kroków za nim.
Od Seishin - Historia
-Myślisz, że ktoś ci pomoże?-zaśmiał się ponuro Kuro. Jego ciemna strona znowu się odzywa, podczas gdy ta jasna wciąż śpi.
-A dlaczego mieliby mi nie pomóc?-zapytałam radośnie i w podskokach wyszłam z walącego się powoli domu. Pluszak spokojnie podreptał za mną trzymając na mojej sylwetce ponure spojrzenie. Zrobiłam obrót i rozejrzałam się po pustej ulicy. niby wszystko takie same, ale jednak inne. Gdzieś na horyzoncie dostrzegłam nikły ruch, więc złapałam swojego towarzysza za łapkę i pobiegłam pędem w stronę tego czegoś co się ruszało. Natychmiast na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech. Uwielbiałam biegać, ten wiatr smagający po policzkach, włosy rozwiane i podążające krok w krok za tobą. Innego zdania była ciemna strona Kuro, który targany wiatrem przypominał flagę, którą ciągnęłam za sobą mimo jego woli. Z każdym moim kolejnym krokiem ruszające się coś nabierało kształtów. Aż w końcu ukazało swoją prawdziwą formę. Zatrzymałam się gwałtownie. Pluszowa łapka Kuro wyślizgnęła się z mojego uścisku, a pluszak poleciał w przód przelatując nad kulącym się człowiekiem. Przechyliłam głowę w prawo i obserwowałam uważnie jak miś ląduje na swoim pyszczku prosto w jakiejś dziwnie połyskującej kałuży. Zakryłam usta palcami chichocząc cicho i przeniosłam spojrzenie na człowieka, który patrzył na mnie przerażonymi oczyma z poziomu ziemi. Uśmiechnęłam się szeroko wyciągając rękę w jego stronę.
-Seishin jestem!-zawołałam, na co mężczyzna skulił się jeszcze bardziej. Mój uśmiech nie stracił na mocy. Kucnęłam i przyjrzałam sie uważniej mężczyźnie.
-Odsuń się ode mnie potworze!-zawołał na tyle na ile pozwoliły mu resztki sił. Nieco zaskoczona otworzyłam oczy szerzej, a następnie się zaśmiałam.
-Nie jestem potworem. Jestem Seishin-uśmiechnęłam się jeszcze szerzej niż poprzednio.
-Jesteś..-próbował unieść się na jednaj ręce-Wszyscy jesteście potworami.
-Nie ładnie tak mówić-powiedziałam nieco spokojniej przekręcając głowę jeszcze bardziej w prawo.
-Nie słuchaj go. Wszystko zrzuca na młodych-usłyszałam głos jakiejś kobiety. Podniosłam na nią wzrok zdziwiona jej obecnością.
-A pani skąd się tu wzięła?
-Wyrosłam z kałuży-zaśmiała się i pomogła podnieść się mężczyźnie.
-Wie pani może co tu się stało?
-Wiem. A ty nie wiesz?-popatrzyła na mnie zdziwiona. Pokręciłam tylko głową. Kuro nieco wkurzony podszedł do mnie i kopnął mnie w kostkę. Zaśmiałam się i popatrzyłam na niego, a po chwili wzięłam go na ręce wycierając dłonią ubrudzony pyszczek.
-No cóż. Dwa lata temu miejsce miała straszliwa apokalipsa, który wyniszczyła zdecydowaną część ludzkości. Zwierzęta zaczęły mutować, a ludzie, którzy przeżyli starają się teraz żyć w zgodzie z naturą. Jednak nie wszystkim to wychodzi-spojrzała na mężczyznę. Uśmiechnęłam sie szeroko-Ty chyba nie jesteś stąd, co?-zapytała podejrzliwie. Pokręciłam głową.-W takim razie powinnaś wybrać się na drugi koniec miasta. Tam jest osoba, która być może powie ci coś o tobie, ponieważ również nie jest stąd. A teraz wybacz, musimy już iść.
Skinęłam głową obserwując uważnie oddalającą się parę. W sumie nie bardzo wiedziałam o czym mówi kobieta, ale postanowiłam jej posłuchać.
-Nie jestem przekonany, że powinniśmy tam iść-powiedział Kuro łagodnym głosem. Jego jasna strona najwyraźniej się obudziła.
-A ja najchętniej bym ci nakopał-warknął ostro pluszak.
-Też bym się z tobą poprzytulał, gdyby nie fakt, że jesteśmy jednością-przewrócił oczami.
-Chcesz się bić za takie głupie gadanie?!
Zaczęłam się śmiać nadal idąc przed siebie. Zawsze mieli kłótnie, z których ja miałam ubaw.
Jakieś pół godziny później znalazłam się na jakimś peronie. Zwolniłam kroku i szłam powoli dalej rozglądając się na około. Gdzie ja właściwie się znalazłam? To miejsce nie wyglądało jak miasto.. Zarośnięte, zapuszczone..
-Mówiłem, żeby tu nie iść-odezwał się pluszak wdrapując się na moją głowę.
-Kurde, Kuro.. Przez twój wielki zadek nic nie widzę!-zawołałam cofając się o kilka kroków, aż w końcu potknęłam się o coś i wyłożyłam się jak długa.
-Cho.lera... Widzisz co zrobiłeś?-syknęłam podnosząc się.
-Nie moja wina, że nie umiesz chodzić-powiedział odwracając się do mnie tyłem i krzyżując łapki. Udawał obrażonego, jak zwykle kiedy powiedziałam coś na temat jego wielkiego tyłka. Przynajmniej w tej kwestii obie strony się zgadzały. Nagle coś między gałęziami zawarczało głośno. Mój towarzysz podskoczył wystraszony, a po chwili chował się za moimi nogami.Popatrzyłam zaciekawiona na poruszające się krzaki i przybrałam wilczą formę. Usiadłam i zaczęłam machać długim ogonem na jedną i drugą stronę. Kuro uderzył się łapką w pyszczek, najwyraźniej ciemna strona przejęła kontrolę, i stanął obok mnie opierając się o jedną z moich łap i krzyżując swoje łapki na brzuchu. Po chwili z zarośli wyłonił się wielki wilk. Naprawdę był wielki. Wiedziałam, że jestem mała, ale nie, że aż tak. Wilk przerastał mnie ze cztery razy! Mimo to uśmiechnęłam sie szeroko.
-Co tutaj robisz?-zapytał patrząc na mnie z góry. Wyciągnęłam przednie łapy jeszcze bardziej przed siebie i przeciągnęłam się ziewając.
-Siedzę-mruknęłam patrząc w inną stronę-A taki wielki wilka jak ty? Co tutaj robi?-błysnęłam kłami.
-Czuwam nad swoją watahą. Jeśli zechciałabyś...
-Tak, jasne-podniosłam się przerywając mu-Podaj mi choć jeden powód, dla którego miałabym dołączyć do tej watahy?-zniżyłam łeb do ziemi i patrzyłam na wilka spod przymrużonych powiek. Nagle syknęłam głośno chowając pod siebie tylną łapę. Popatrzyłam zła na pluszaka, który patrzył na mnie z wymowną miną. Przewróciłam oczami i jednym ruchem ogona wrzuciłam go sobie na grzbiet. Następnie przywdziałam szeroki uśmiech i w podskokach podeszłam do wielkiego wilka.
-W takim razie masz nowego członka-pisnęłam radośnie i skoczyłam w krzaki, z których wyłonił się basior. I tak oto znalazłam się tutaj. W Watasze Apokalipsy.
Seishin
Imię: Seishin
Skróty: Sei, Shin, jak jakieś jeszcze wymyślisz, będzie ok
Przezwisko: Możecie wymyślić sami
Głos
Płeć: Wadera
Wiek: Jak odzyska pamięć to powie
Charakter: Seishin jest waderą, która skrywa w sobie mroczny sekret, o którym nie wie prawie nikt. Czasem nawet ona zdaje się o nim zapominać. Na ogół jest uśmiechniętą, pełną życia wilczycą, której wszędzie jest pełno. Śmiało można stwierdzić, że jest dziecinna. Mała, trochę nieporadna i słodka. Tak przeważnie opisywała ją płeć przeciwna. Każdego potrafi doprowadzić do śmiechu, a tych większych ponuraków nawet do lekkiego uśmiechu. Wydaje w ogóle się nie znać życia, nie przestrzega ogólnie przyjętych zasad. Zawsze chodzi własną drogą i zachowuje się w sposób, który niektóre wilki przyprawia o niesmak. Nie da się przewidzieć jej reakcji, która z pewnością zaskoczy wszystkich. Na pewno jest szczera i nie zna takiego słowa jak "dyskrecja" czy też innych tego typu. Po prostu wali prosto z mostu, myśli prawie natychmiast ogłasza towarzyszom(oczywiście zdarzają się wyjątki). Zdarza się też, że mówi sama do siebie lub rozmawia ze swoim odbiciem. Mimo wszystko nie pozwoli sobą pomiatać, szydzić czy obrażać. Zna swoją wartość. "Normalną" i spokojną Seishin można spotkać baardzo rzadko.
Mimo wszystko potrafi pokazać pazury i kły ostre jak brzytwa. Umie być odpowiedzialna i z precyzją wykonywać powierzone jej zadania. Jeśli musi walczyć walczy do ostatniego ciosu. Nieważne czy ona od niego padnie czy przeciwnik.
Ta słodka, mała, niewinna wilczyca skrywa w sobie prawdziwego potwora... Prawdziwe uosobienie zła, bólu i pragnienia zemsty. Myślisz, że jesteś silny? Spróbuj uspokoić Seishin podczas furii. Zaślepiona urazami z przeszłości i chęcią zemsty na wszystkim co żyje skłonna jest zabić każdego na swojej drodze, bez względu na uczucia jakimi tego kogoś darzy, jego pozycją czy czymkolwiek innym. Najważniejsze jest to by go zniszczyć. Psychicznie i fizycznie.
Status: Omega
Stanowisko: Skrytobójca
Partner: Może ma kogoś na oku, może nie... Któż to wie?
Rodzina: Wiem tylko tyle, że ojciec był Wilkiem Mroku, a matka Śmierci
Przyjaciele: Jak na razie tylko Kuro No Tenshi
Rasa: Wilk Śmierci
Żywioł: Mrok.
Moce:
Furia - choć tak naprawdę to nie moc, a zaburzenie psychiczne... Lub coś w tym rodzaju. Wtedy przybiera nieco inną formę(pod postacią człowieka jej oczy zmieniają kolor) i staje się po prostu potworem. Nigdy nie wiadomo, kiedy wpadnie w furię. Najprawdopodobniej przyczyniają się do tego przedmioty, sytuacje, które przypominają jej o bolesnej przeszłości. Kiedy już się uspokoi, po dobrych kilku godzinach wariowania, jest kompletnie wyczerpana. Zarówno psychicznie jak i fizycznie. W czasie furii każdy jej ruch jest kilkukrotnie silniejszy niż zwykle.
Kurai kage - bardzo przydatne tworzenie różnych przedmiotów z cienia. Wykorzystuje to w walce jak i na co dzień. Wyrządza Seishin najmniej szkód, praktycznie żadnych. Jest też najmniej wymagająca, jeśli chodzi o energię. Chociaż, jeszcze zależy jakiej wielkości są przedmioty, które tworzy..
Mizutamari kage - zamiana w cień. Pod taką postacią łatwo przemieszczać się niezauważonym. O ile stanie sie cieniem nie jest kłopotliwe i męczące to powrót do swojego ciała już bardziej. Jednak nie na tyle by nie mieć potem siły walczyć i zabijać. Bardzo przydatne przy ataku z zaskoczenia.
Gensō - Seishin używając tej mocy jest w stanie przybrać dowolną formę czy to człowieka, jakiegoś przedmiotu, a nawet wilka. Przy zamianie w jakieś duże zwierzę moc zabiera dużo energii.
I inne tego typu związane z mrokiem, których Sei nie odkryła jeszcze. Oraz zmiana w człowieka.
Inne:
~Ma obsesje na punkcie jabłek(co z tego, że są radioaktywne?)
~W czasie apokalipsy zupełnie się zmieniła i straciła pamięć
~Czasem można z nią normalnie pogadać, ale trzeba wyczuć TEN moment
~Czasem zdarza się jej śpiewać
Lubi: Uwielbia drażnić się z wilkami i wygłupiać się (u niej to naturalne), noc, biegać, ganiać za wiatrem, wpatrywać się w niebo.
Nie lubi: Kłamstwa, oszustwa, nudy i wielu innych rzeczy, o których sama jeszcze nie wie.
Historia: [LINK]
Sterujący: Miśka098
Galeria:
Kuro No Tenshi
Punkty Awansu: 50 / 200
Od Nirvany DO Sorrow
- Halo?! Jest tu kto? - zapytałam nerwowo
- To tylko ja, spokojnie Nir - odezwał się kobiecy głos
- Kim jesteś? - zapytałam
- To ja Sorrow - wyszła zza krzaków i uśmiechnęła się w świetle księżyca było widać jej pysk.
- Co tu robisz? - zapytałam wadery.
- Akurat przechodziłam - stwierdziła - A ty?
- Akurat kąpiel brałam - odpowiedziałam
- Mhm...wybacz jeśli przeszkodziłam - rzuciła Sorrow i usiadła przy wodospadzie
Od Alissy - Historia
- Kim jesteś i co tutaj robisz?- spytał szorstko wilk- gigant. Chyba był ich przywódcą. Zebrałam się i w końcu powiedziałam.
- Jestem Alis. Obudziłam się parę dni temu w jakimś obcym miejscu. Nic nie pamiętam. Zaczęłam po prostu… iść przed siebie…i…- Chyba zobaczył, że się wystraszyłam, bo jego spojrzenie jakby złagodniało.
- Dobrze… Alis. Jestem Zero. Jeżeli faktycznie nic nie pamiętasz, możesz dołączyć do naszej watahy.
-Dziękuję- odparłam słabo. Tak poznałam moją watahę. Moją rodzinę. Od tamtego czasu próbuję odzyskać moje wspomnienia. I wierzę, że kiedyś mi się to uda.
Od Peter'a DO Toxic'a
Siedział tam Toxic...o ile się orientuję.
Więc postanowiłem się przywitać.
- Cześć - rzuciłem i usiadłem
- O, cześć! - uśmiechnął się
- Co tam u ciebie? - spytałem obojętnie
- Dobrze... - stwierdził a ja zmieniłem się w wilka i ruszyłem na polowanie.
Zauważyłem dorodnego Daer 'a więc rzuciłem się na niego...wbiłem w niego moje zęby i przyjemny zapach krwi oraz świeżego mięsa sprawił, że od razu zabrałem się za jedzenie.
Po zjedzeniu położyłem się w trawie i usłyszałem szelest w krzakach.
Od Nirvany DO Alissy
Kątem oka dostrzegłam Alissę więc podeszłam i uśmiechnęłam się.
- Cześć - rzuciłam z uśmiechem
- Hej - uśmiechnęła się lekko
- Jak się trzymasz...? - zapytałam
- Dość dobrze...a ty? - zapytała
- Również, masz ochotę na polowanie? - rzuciłam
- Pewnie! - odpowiedziała nieco pogodniej.
Udałyśmy się do pięknego lasu...gdzie zobaczyłyśmy dużego Ronar 'a więc to on stał się celem naszego polowania...zaczaiłyśmy się w krzakach a ja szepnęłam :
- Ty go bierz z tyłu a ja z przodu..
- Dobrze - odrzekła
Po chwili był już nasz a my zajadałyśmy się nim do syta.
Zostawiłyśmy jakieś resztki... i ruszyłyśmy przed siebie.
Od Nirvany DO Zero
Był tam też Zero więc podbiegłam do niego zmieniając się w swoją ludzką postać.
- Cześć kochanie - uśmiechnęłam się
- Hej - uśmiechnął się i dał mi buziaka.
- Wyspałeś się? - zapytałam pogodnie
- Nie do końca... - ziewnął.
Usiedliśmy na trawie a promyki słońca delikatnie nas muskały, było dość ciepło.
- Może jesteś głodny? - zapytałam
- Niekoniecznie... - stwierdził i delikatnie mnie pocałował.
Uśmiechnęłam się i oparłam głową o jego ramię.
Siedzieliśmy tak przez dłuższy czas a potem bez słowa wstaliśmy i ruszyliśmy przed siebie.
wtorek, 5 stycznia 2016
Od Ehrendila CD. Sorrow
- Wybacz mi Sorrow, lecz mam już zajęcie - powiedziałem patrząc na nią uważnie.
- Tak? A jakie jeśli mogę wiedzieć? - spytała zainteresowana.
- Szedłem na polowanie. Jestem... Łowcą potworów - wyznałem niechętnie.
- Aha... - zmarszczyła brwi przyglądając mi się.
- Może chciałabyś do mnie dołączyć? Twoja obecność tylko uświetni moje polowanie - uśmiechnąłem się lekko.
- A na co polujesz?
- Mantykora.
Sorrow popatrzyła na mnie pustym wzrokiem. Oczywiście. Nie rozumiała. Przecież nikt jej nie uczył bestiariusza. Wygrzebałem ze swojej torby starą lekko podniszczoną książkę. Jej skórzana okładka gdzieniegdzie była już wytarta. Szybko przekartkowałem ją szukając odpowiedniego wpisu, Strona 30... A jest. Odwróciłem bestiariusz w stronę dziewczyny i pokazałem jej ilustrację. Obrazek przedstawiał lwa z głową człowieka, skrzydłami smoka oraz ogonem skorpiona. Poza tym stronę pokrywały różne opisy i moje pismo. Lata temu uzupełniłem tę księgę we wszystkie potrzebne mi informacje.
- To jest mantykora. - powiedziałem po chwili - Więc jak będzie? Zechcesz mi towarzyszyć pani?
Od Zero CD. Toxic'a
- Co to za dźwięk? - spytał szeptem.
- Chyba nie chcę wiedzieć - odpowiedziałem cicho przeszukując pokój.
Podarte zasłony, dywan w strzępach, krew na łóżku... Tutaj też nie stało się nic dobrego. Nagle usłyszałem kroki na korytarzu. Coś sporego wybrało się na przechadzkę. Kucnąłem za łóżkiem tuż obok Toxic'a. Wbiłem wzrok w otwarte drzwi w myślach przeklinając siebie za to, że ich nie zamknąłem. A potem to zobaczyłem...
Najpierw pojawił się łeb. Wąski na końcu i lekko rozszerzony u podstawy. Z dwoma złotymi punktami po jednej stronie. Z pyska bestii sterczały i górne i dolne kły. Jej skóra była gładka i smoliście czarna. Ciało tego potwora było nienaturalnie chude. Nie dość że na długich łapach zakończonych wielkimi pazurami było rozmiarów dorosłego mężczyzny to jeszcze odstające żebra i naciągnięta skóra nadawały mu naprawdę przerażający wygląd. Ostatni naszym oczom ukazał się ogon. Długi jak bicz i tak samo chudy. Bestia smargała nim na prawo i lewo. A potem zniknęła nam z oczu, a jej kroki ucichły.
Jeszcze przez chwilę czekaliśmy w bezruchu wstrzymując oddech.
- Widziałeś to? - wykrztusiłem w końcu.
Od Toxic'a CD. Zero
-Jak tu przytulnie..
-Ta, ciekawe co spowodowało te szkody
Zaro tez sie rozglądał. Podeszłem bliżej zadrapania i sie mu zacząłem sie mu przyglądać. Nie było tak dawno wyżłobione. Nastepnie dotknąłem krwi żeby sprawdzić czy jest tak samo świeża jak dziura obok. Na szczęście była troszku starsza.
-Mam chyba dobrą i złą nowinę..
Spojrzałem w strone Zera. On patrzył na mnie czekając na to co mam do powiedzenia.
-Ta dobra to to że krew nie jest aż taka nowa..
-Jak to "nie aż tak nowa"?
-No.. Ma chyba z dzień od kąd opuściła ciało ofiary
-Aha.. A ta zła..?
-Te ślady pozorów powstały prawdopodobnie dzisiaj rano..
-Czyli to co je zrobiło jest w ciaz w hotelu?
-Prawdopodobnie tak..
Rozmowe przerwał jakiś dziwny dźwięk dochodzący z dołu. To coś co wydawało tem dziwek raczej nie miało żadnych dobrych myśli o nas. Gdy dźwięk był przy schodach ucichł. Dopiero w tedy poczułem jak mnie dreszcz przechodzi, dla tego wziąłem krok w tył.