sobota, 30 stycznia 2016

Od Razor DO Kogoś

Jako że jestem nowa to postanowiłam pozwiedzać samotnie tereny. I przy okazji muszę się umyć, moje futro jest całe od błota.
Weszłam do lodowatej wody i wzięłam przyjemną, zimną i długą kąpiel. Potem dla zabawy wytarzałam się w śniegu. Siedziałam tak i usłyszałam szelest. Dochodził z krzaków za mną. Skąd wiem? Nie wasz interes. ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Odwróciłam łeb powoli. Krzaki się nie ruszały.
- No i po co się ukrywasz? - warknęłam - Przecież wiem gdzie jesteś!
Krzaki ponownie się poruszyły i wyszedł z nich jakiś wilk.

<Ktoś, coś?>

Od Razor - Historia

Urodziłam się w zwyczajnej watasze. Byłam zwyczajnym wilkiem, miałam zwyczajnych rodziców, nic nie wskazywało na to, jak potoczy się moje życie.
Wtedy lubiłam jeszcze inne wilki, jako szczeniak byłam bardzo ciekawska, lubiłam spędzać czas z innymi szczeniakami.
Pewnego jednak dnia moje plany na przyszłość legły w gruzach. W dniu moich urodzin do watahy wtargnął półmartwy wilk i wywołał straszną zarazę. Kilka wilków zostało zarażonych, jednak garstce ocalałych, w tym ja i moja matka, udało się uciec poza skażone tereny watahy. I tam dosięgnęła nas ta cała Apokalipsa. Większa część watahy zmutowała się. Po prostu się zmutowała. Niektóre z mutantów były słabe i padły z wycieńczenia. Przerażona musiałam skryć się pod wodą. Nie zdałam sobie jednak sprawy z czyhającego tu niebezpieczeństwa. Zaraz gdy znalazłam się pod poziomem wody coś do mnie podpłynęło i złapało za ogon.
Poczułam, jak mdleję.
Obudziłam się w zupełnie obcym miejscu. Na dziwnych, szarych bagnach. Spróbowałam wstać ale nie dałam rady. Gorączkowo przetarłam oczy. Uznałam że muszę koniecznie sprawdzić gdzie jestem. Przetarłam jeszcze raz oczy. Zauważyłam, że moje łapy są koloru błękitnego. Zdziwiło mnie to trochę, jednak zbytnio się nie przejęłam moim wyglądem. Przecież to na pewno głupi sen. To nie może dziać się naprawdę.
Kiedy nareszcie udało mi się podnieść poślizgnęłam się i wpadłam w bagno, które zaczęło mnie wciągać. Krzyczałam, ale to powodowało że coraz bardziej zatapiałam się pod ziemię. Nagle zobaczyłam jakiegoś szarego wilka. Biegł w moim kierunku. Kiedy do mnie dotarł pomógł mi wyjść z wody. Cała byłam oblepiona błotem.
Wilk spytał mnie czy nie dołączę do jego watahy. Oburzyłam się ze w tych terenach jest jakaś wataha. Wzruszyłam tylko ramionami. Wilk bezpiecznie przeprowadził mnie przez bagna do alfy watahy. Alfa zapytał mnie, jakiej jestem rasy. Odpowiedziałam mu, że nie mam pojęcia. Alfa przewrócił oczami. Warknął, że jestem wilkiem Lodu i że mam opuścić ten teren jak najszybciej.
Zaczęła się zbierać we mnie złość. Zacisnęłam zęby, ale czułam pewną potrzebę. Potrzebę zabicia. Wściekła stałam tam dalej i nagle wystrzeliłam jak z procy w kierunku jakiegoś brązowego wilka. Wgryzłam się w niego, a on zamarzł. Odskoczyłam zdezorientowana. Tak po prostu go...z a m r o z i ł a m? Wykonałam niepewnie kilka kroków w tył. Wilki zawyły i skoczyły w moim kierunku.
Rzuciłam się do ucieczki. Znalazłam jak najmniej bagniaste bagna. Biegłam kilka godzin, bez odpoczynku. Po przebiegnięciu kilku mil wycieńczona upadłam na ziemię. Znalazłam się na zupełnie nowych terenach.
Czyli jest to meta tej historii - W.A.

Od Scarlett CD. Raven'a

Jeny, jakie to wkurzające kogoś przepraszać. Nienawidzę tego uczucia, gdy muszę się przed kimś uniżać, tylko aby nie wyjść na wredną i bezuczuciową. No, ale w końcu była to moja wina, mam nauczkę, by następnym razem uważać, nawet przy tak prostej czynności jak otwieranie drzwi. Odwróciłam się, by spojrzeć na oddalającą się postać i trochę wbrew sobie uśmiechnęłam się na myśl o fioletowym siniaku, który można by porównać do rogu jednorożca. Pokręciłam głową i westchnęłam. Chyba naprawdę dość sporego guza mu nabiłam, aż do tego stopnia, że przypomina mi mi on mityczne stworzenie. A może ze mną coś nie tak?
-Hej! - zawołałam do niego. Wspominał, że wybiera się w stronę miasta. Może jednak powinnam zaprosić go na ciasto, tak w ramach przeprosin? Totalnie nie w moim stylu, ale i tak idziemy w tym samym kierunku, więc czemu nie? Poza tym, sama miałam zamiar wejść gdzieś, aby zjeść szarlotkę z lodami, czy sernik z owocami leśnymi...
Chłopak na dźwięk mojego głosu przystanął i odwrócił się kierując na mnie spojrzenie.
- Idziesz do miasta, tak? - zapytałam dość pewnym głosem. Mimo że było to pytanie retoryczne, skinął głową na znak potwierdzenia.
- Tak się składa, że zmierzam w tym kierunku, by kupić pewną rzecz koleżance. Moglibyśmy w sumie pójść razem. Miałbyś ochotę na jakieś ciasto? Znam taką przytulną kawiarenkę na przedmieściach... Spokojnie, to nie będzie randka! - gwałtownie zaprzeczyłam i chcąc nie chcąc zarumieniłam się – Wiesz, to... za...to. – a mówiąc „to” wskazałam palcem miejsce, gdzie nieszczęsne drzwi zetknęły się z jego głową.

<Raven? Wiem, że nie możesz jeść ludzkiego jedzenia, ale nic innego nie przyszło mi do głowy>

Loteria

1. Nagroda Główna - Naszyjnik Zmiany Postaci - Sorrow
2. 5pkt do najsłabszej umiejętności - Shira, Razor, Aida
3. 150 ZM - Scarlett, Nirvana, Shadow
4. 100 ZM - Seishin, Snowbird, Jethro, Toxic
5. 50 ZM - Peter, Ehrendil, Zero, Raven, Alissa

Razor


" Walcz, nawet jeśli wiesz, że przegrasz!"
http://orig09.deviantart.net/d189/f/2009/191/1/d/cuttle_ref_by_sugarfueled.png

Imię: Razor
Skróty: -
Przezwisko: -
Płeć: Wadera
Wiek: 3 lata
Charakter: Razor jest oschłą i chłodną waderą. Może tego po niej nie widać, ale tak jest. Ciężko się do niej zbliżyć, gdyż ona po prostu woli spędzać czas samotnie. Nie lubi gdy ktoś się jej narzuca. Trudno zdobyć u niej szacunek czy zaufanie. Co tu jeszcze o niej powiedzieć? Nic. Z czasem dowiesz się więcej.
Cechy szczególne: Kolorowe bransoletki na przednich łapach, kilka cienkich pasemek w przeplatanych kolorach czarnych i białych, kolczyki w uszach i dolnej wardze, pomarańczowe okulary założone na czoło, charakterystyczne dla wilków lodu futro o różnych odcieniach koloru niebieskiego.
Status: Omega
Stanowisko: Zwiadowca
Partner: Po co komu miłość
Rodzina: -
Przyjaciele: -
Rasa: Wilk Lodu
Żywioł: Lód
Moce: - Wytrzymywanie bardzo niskich temperatur, np spokojne nurkowanie pod lodem
- Picie wody i wypluwanie o niższej temperaturze
- Zamrażanie obiektów w otoczeniu
- Tworzenie lodu wszędzie
- Siła mocy zależy zazwyczaj od obecnego nastroju Razor.
Inne: - Razor jest uczulona na herbatę
-  Szybko się poci w umiarkowanych temperaturach, a każdej zimy zbiera lód który ma ją chłodzić latem by się zbytnio nie roztopiła.
Lubi: Jazda na lodzie, pływanie pod lodem, brodzenie w śniegu, spanie, bawienie się lodem i swoimi mocami. Woda naprawdę nie gryzie! Oprócz tych rzeczy Razor nade wszystko uwielbia walczyć z wilkami na śmierć i życie.
Nie lubi: Ciepła i wszystkiego co z ciepłem związane.
Historia: [LINK]
Sterujący: Ratinka
Galeria:

Ekwipunek: -
Sakwa: 110 ZM
Umiejętności: Szybkość: 40
                     Siła: 15
                     Zwinność: 30
                     Wytrzymałość: 20
Punkty Awansu: 30/ 200
Upomnienia: 2/3

piątek, 29 stycznia 2016

Od Aidy - Historia

Z tego co Aida pamięta to mieszkała kiedyś w watasze wilków magii, Nie pamięta za dobrze rodziców wie tylko że zawsze byli zimni, oschli i milsi do jej siostry, na początku nie potrafiła zrozumieć dlaczego tak jest ,ale później wszystko się wyjaśniło, niebyła ona wilkiem magii, tylko kolorów, dlatego wataha uważała ją za gorszą. Kiedyś jej rodzice wysłali ją pod opiekę dawnej koleżanki jej matki[ pod pretekstem że oni nie potrafią nauczyć jej korzystania z mocy], która prowadziła coś gustu sierociniec dla wyrzutków. Były tam prawie wszystkie rasy wilków. Aida miała tam nawet paru znajomych. Żyło się jej tam dobrze. Niestety nie było tam żadnego innego wilka kolorów więc jak czarować nie potrafiła tak nie potrafi do teraz. Choć nie ubolewa nad tym zbytnio, jak ona to stwierdziła ''Po pobycie tylu lat z moją pedantyczną kochającą czary rodzinką, to mam magii dość na całe życie" . Któregoś razu jak była już trochę starsza to postanowiły z koleżanką wyjechać do miasta, znaleźć prace[ Taaa już to widzę... Aida na tyle odpowiedzialna żeby pracować..] i założyć rodzinę. Oczywiście taki był tego zamysł a skończyło się zupełnie inaczej... Pieniądze które miały, wydały w pierwszych lepszych barach po drodze...[Już wcześniej zdarzało im się uciekać na imprezy lecz tu niestety niebyło nikogo kto by je pilnował więc czuły się taaaaakie dorosłe...]. Ostatnią imprezę, którą pamięta [ tak właściwie to w większości nie pamięta...] była w lesie. Grali w podchody i coś ich zaczęło tam gonić. Uczestnicy w panice rozbiegli się na 4 strony świata potykając się o wszystko i to był mniej więcej koniec. Po paru dniach Aidzie udało się wytrzeźwieć i znaleźć drogę powrotną do miasta lecz nie mogła nigdzie odszukać swojej towarzyszki. Szukała jej przez parę tygodni, niestety bez skutku. Na dodatek pieniądze się skończyły więc by zdobyć jedzenie próbowała polować na króliki [Ma na ich punkcie świra, nie wiadomo czemu..] Nie było to proste ale czasem się udawało. Pewnego razu podczas gonienia jakiegoś królika natknęła się na jakąś watahę. Zastanawiała się przez chwilę czy tam podejść ale zdecydowała się że tak! Udało się jej wyprosić by pozwolili jej zostać i tak oto znalazła sobie nowy dom.

środa, 27 stycznia 2016

Od Raven'a CD. Scarlett

- Rany... Aleś mi przywaliła - mruknąłem mierząc dziewczynę wzrokiem. Co za pech chciał, że z całym swoim nadludzkim refleksem nie zdążyłem odskoczyć? Trudno. Za nieostrożność się płaci. Teraz będę musiał pozbierać siebie i swoją godność z podłogi. Auć. Roztarłem bolące miejsce. Co mnie w ogóle pokusiło o to, żeby ten swój cholerny łeb pochylić?! Jak ja się pokażę gdziekolwiek z fioletowym siniakiem na czole? Pozostaje wierzyć w regenerację.
- Przepraszam - zaczęła tamta.
Westchnąłem i wstałem.
- Powiedz mi skąd ty masz tyle siły co? - rzuciłem chowając dłonie w kieszeniach płaszcza.
- Ja sama nie wiem... Na pewno nic ci nie jest?
- Jeśli jakimś cudem będę dla ciebie jeszcze milszy możesz śmiało podejrzewać wstrząs mózgu - rzuciłem niechętnie.
- Aż tak mocno dostałeś? - spuściła wzrok - Serio nie chciałam...
Zbyłem ją machnięciem ręką i poprawiłem swój ciemnoszary szalik. Chciałem iść do miasta. Szedłem do miasta. Czemu dalej nie idę do miasta? Dobre pytanie.
- Tak, tak... Nie chciałaś. Nieważne, Nie obchodzi mnie czego chciałaś, a czego nie chciałaś. Przesuń się, bo tarasujesz mi drogę do miasta, a wyobraź sobie, że mam tam dość ważną sprawę.
Nie czekając na przejście po prostu przecisnąłem się obok dziewczyny i szybkim krokiem poszedłem w swoją stronę.

<Scarlett?>

Od Scarlett DO Kogoś

Uwielbiam takie ranki, kiedy za oknem świat leży w otoczeniu białego puchu, a ja nie muszę wychodzić na zewnątrz, tylko spokojniutko, przy ciepłym kominku i cichym akompaniamencie miłej dla ucha muzyki klasycznej, mogę zagłębić się w lekturze i nie zwracać uwagi na otaczający mnie świat. To dopiero jest szczęście. A przynajmniej byłoby. Shit. Zapomniałam. Alis poprosiła mnie, bym kupiła jej jakiś arkusz do rysowania mapy gwiazd (istnieje coś takiego!?), a ja, nie wiem jakim cudem, się zgodziłam. No trudno. Pora więc pożegnać się ze Szczęściem i wracać do rzeczywistości. Z ciężkim sercem podniosłam się z wygodnego fotela, dokończyłam cytrynową herbatę i zerknęłam w kierunku szafy. Zdecydowałam się na stylowy, czarny płaszczyk, czerwoną czapkę i szalik, z myślą, że nie będę musiała biegać ani, ogólnie, uprawiać sportów. Ot zwyczajne wyjście na miasto. Dlatego też na stopy wsunęłam wysokie kozaki na lekkim obcasie. Pieniądze miałam w kieszeni, więc wystarczyło już tylko wyruszyć w jakże męczącą podróż do miasta. Ostatni raz spojrzałam na niedokończoną książkę, a ciche westchnięcie idealnie podsumowało mój ból. Moje 'szczęście' się dopiero zaczynało. Wychodząc zbyt dynamicznie otworzyłam drzwi i przy okazji walnęłam nimi kogoś. 
-O mój Boże, nic ci nie jest!? - wyrwało mi się i kucając przy nieznanej mi osobie zastanawiałam się jak jej pomóc. Usłyszałam stłumiony jęk i szelest materiału, gdy podnosił się do pozycji półleżącej.

<Ktoś?>

wtorek, 26 stycznia 2016

Od Nirvany CD. Zero

Stałam i wpatrywałam się w ,,zwierzątka" Zera.
- Naprawdę jestem ciekawa...czym był ten cień... - powiedziałam po chwili ciszy
- Wiem...zaraz się dowiemy - uśmiechnął się do mnie delikatnie.
Zero podszedł do swoich demonów, prawdopodobnie żeby zamienić z nimi słowo, jeśli można to tak nazwać.Nagle poczułam za sobą czyjąś obecność, to kolejny z tych cieni,zobaczyłam go a może ją...pewnie nie mają płci,w każdym razie gdy obróciłam się napięcie, było już za późno cień ten przewrócił mnie i zaczął bezwładnie targać po ziemi, Zero szybko przybiegł, zareagował niemal od razu i przemienił się w wilka, spojrzał na cień który możliwie widział w Zerze zagrożenie, bo od razu mnie puścił.
- Nirvana! Nic ci nie jest? - zapytał z troską
- Trochę się obtarłam... - powiedziałam odsłaniając swoją ranę na boku a on skrzywił się patrząc na nią.
- Trzeba to jak najszybciej opatrzyć - stwierdził i wziął mnie na ręce
- Dowiedziałeś się co to za demony? - zapytałam z ciekawości
- To te same co w tym opuszczonym hotelu - odpowiedział poważnie i odprawił swoje ,,zwierzątka"
- Mhm... - mruknęłam i szliśmy dalej przed siebie.
Zero najwyraźniej stwierdził, że woli nas prze - teleportować i dobrze, jak i dla mnie i dla niego.
Wniósł mnie do sypialni i poszedł po apteczkę, przyniósł bandaż i wodę utlenioną i delikatnie pokropił całą ranę, szczypało jak nie wiem ale trudno, potem obwiązał mnie dookoła bandażem i tyle.
Usiadłam w wygodniejszej pozycji a on obok mnie.
- Dziękuję, że mnie uratowałeś - odrzekłam i ucałowałam go czule, a on uśmiechnął się tylko.
- A co miałem zrobić? Za nic nie pozwoliłbym, żeby stało ci się coś poważnego - stwierdził poważniej i przytulił mnie opierając brodę o moją głowę.
<Zero?>

Od Raven'a CD. Alissy

Zasnęła. Po prostu zasnęła i tyle. Parsknąłem cicho. Ona jest taka nieostrożna. Chociaż prawdę powiedziawszy nie znam jej imienia. Nic o niej nie wiem może poza tym, że jest jednym z tych wilków obdarzonych magią. Prawie jak ja, chociaż nie do końca.
Nagle poczułem nieprzyjemne ssanie w okolicy żołądka. Oblizałem się. Jestem głodny, a ona jest tak blisko i całkiem bezbronna. Na samą myśl o tym poczułem lekkie mrowienie w dziąsłach. Po chwili mrowienie przeszło w lekkie pieczenie kiedy kły wysunęły mi się na pełną długość. Przeciągnąłem po ich językiem kalkulując skąd ewentualnie załatwić dla siebie jedzenia. Z tego co wiem atakowanie członków watahy dużo dobrego mi nie da. Pomijając oczywiście fakt, że moja ofiara czułaby potworny ból porównywalny z tym którego doświadcza się podczas rytuału przemiany w to czym stałem się obecnie albo tak jakby ktoś próbował wyrwać ci duszę. Koniec końców męczarnie, których nawet wrogom się nie życzy. Teoretycznie.
Wadera poruszyła się lekko. Skupiłem na niej wzrok. Nadal spała oddychając spokojnie. Słyszałem bicie jej serca, czułem "ten" zapach. Krew. Drażniła mnie i dekoncentrowała. Potęgowała uczucie głodu sprawiając mi tylko więcej problemów niż to wszystko warte. Przymknąłem oczy. Jakże łatwo byłoby teraz stracić nad sobą kontrolę. Zanim ktoś by odkrył co tu zaszło byłbym już daleko. To dobry plan. Miałby szansę się udać gdybym tylko miał gdzie uciekać. Na razie nie mam. Hades mi się znudził, większość ludzkich miast w okolicy to brudne, zabite dechami i nierzadko zawszawione dziury, a życie samemu w "dziczy" zdecydowanie mi nie odpowiada. Jakby nie spojrzeć żadnych perspektyw...
- Raven...? Dobrze się czujesz? Wyglądasz na nieobecnego - usłyszałem jeszcze lekko zaspany głos wadery. Zmrużyłem oczy starając się pohamować irytację i te swoje własne, "mroczne żądze". Musiało miąć już dobre kilka godzin.
- Świetnie - odpowiedziałem w końcu - Przerwałaś moją refleksję.
- Na temat?
Posłałem jej zirytowane spojrzenie.
- No dobrze... O nic nie pytałam. Która godzina?
- A skąd mam wiedzieć... Tu gdzie siedzę jest ciemno już od dobrych kilku godzin - prychnąłem.
Wadera wystawiła łeb przez szparę która została z wyjścia.
- Wygląda na to, że już się ściemniło...
Zerwałem się na równe łapy i podszedłem do wadery. Cudem oderwałem wzrok od miejsca gdzie pod jej skórą niemal widziałem te życiodajny płyn i przepchnąłem się obok.
- A ty gdzie? - spytała - Nadal pada...
Nie odpowiedziałem. Za bardzo mi się spieszyło, żeby cokolwiek odpowiedzieć. Im szybciej znajdę coś żywego, tym szybciej skończy się to przez co przechodzę.

<Alis?>

Od Zero CD. Nirvany

- Widziałem - odpowiedziałem przysuwając się jeszcze bliżej Nir. Zagwizdałem cicho. Po naszej prawej i lewej stronie pojawiły się dwa identyczne demony. Moi ulubieńcy...
- Cień - rzuciłem krótko - Przynieście mi to.
Oba demony natychmiast rzuciły się na poszukiwanie tego.
- Ciekawe masz zwierzaki wiesz? - zaśmiała się Nir.
- A spróbuj mi je rozpieścić kotku. Od razu mówię, że nie zgadzam się na ubieranie ich w żadne ciuszki - też się zaśmiałem.
- No co ty... Ja bym miała ubierać twoje... Co to w sumie jest? - spytała
- Demony. Zakładam, że kuzyni tych z opuszczonego miasta - odpowiedziałem.
- Aha... No to tym bardziej odpada. Demonów ci się zachciało. Nie mogłeś się zadowolić a przykład sową?
- Sowy są nudne. Mój znajomy ma sokoła, ale jakoś nie chciałem go dublować.
Nagle usłyszałem poruszenie niedaleko. Popatrzyłem tam natychmiast się koncentrując. Moje zwierzątka wracały. Zaraz się dowiemy czym był ten cień...

<Nirvana?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

Po drodze zastanawiałem się co zrobić. W normalnych warunkach zaciągnął bym to truchło do domu i rozłożył na czynniki pierwsze, a potem zabrał tylko to co cenne do miasta. Tak łatwiej zaleźć kupca na towar. Jednak jest to dość brudna i niezbyt elegancka praca, co biorąc pod uwagę obecność wadery, raczej nie wpłynie korzystnie na sytuację. W całości też uda mi się go komuś opchnąć. A taką przynajmniej mam nadzieję. Zatrzymałem się przed swoją jaskinią.
- Zaczekaj tutaj, dobrze? - spytałem wadery otwierając drzwi. Skinęła mi głową.
Po chwili wróciłem do niej ze sporym kawałkiem materiału. Czując na sobie czujne spojrzenie wadery rozłożyłem materiał na ziemi tuż obok gryfa, a potem wtoczyłem na niego martwe zwierzę. Dokładnie wytrzepałem jego sierść z ziemi i liści, a potem wróciłem do domu po wodę.
- Co robisz? - spytała w końcu wadera przyglądając się jak zmywam krew z piersi zwierzęcia.
- Czyszczę go, bo chcę zarobić - odpowiedziałem. Nie musiałem nawet na nią patrzeć, żeby poczuć jak lekko się wzdryga. No tak... - Nie jestem pewny czy wspominałem ci o tym wcześniej, pani, ale należę do kasty.
- Płatnych morderców? - spytała zimno
- Nie skądże... Jestem łowcą potworów - odpowiedziałem siląc się na obojętność. W skupieniu nadal zmywałem krew z piersi bestii. Namida już więcej się nie odezwała. Skończyłem przygotowywać swój towar.
- Chodźmy do miasta i miejmy to już za sobą - stwierdziłem w końcu.

<Snowbird? Namido?>

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Od Alissy CD. Raven'a

-Ciekawa odpowiedź- mruknęłam ledwo słyszalnie. Jeśli nawet usłyszał, w żaden sposób nie zareagował. Cóż, przynajmniej już nie patrzył na mnie takim dziwnym wzrokiem, jakby... mnie oceniał czy coś w tym stylu. Przynajmniej tak to odebrałam. Położyłam się. Podłoga jaskini była strasznie niewygodna.
-Wygląda na to, że chwilę tu z tobą posiedzę...- w tym miejscu  zrobiłam znaczącą pauzę.
-Raven. I tak, zważywszy na pogodę, raczej oczywiste, że tu utknęłaś- stwierdził obojętnym tonem. Potem zapadła cisza. Na parę... sekund.
-No więc... Jak właściwie się tu znalazłeś?- nie wytrzymałam.
-A czy to ważne?- odparł.
-Nie wiem, tylko jestem ciekawa- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
-Taak, wiem. Ale czasem po prostu nie mogę się powstrzymać- stwierdziłam. Raven nic na to nie odpowiedział. Po chwili ziewnęłam, zmęczona wcześniejszą wycieczką. Zwinęłam się w kłębek w kącie jaskini. Co jakiś czas zerkałam na towarzysza. Z jednej strony instynktownie czułam, że coś z nim jest nie tak. Ale póki co nie wydawał się być zły, tylko po prostu trochę... oschły? Pogrążona w rozmyślaniach nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.

<Raven?>

Od Alissy CD. Nirvany

-Nir!- krzyknęłam. Zmieniłam się w człowieka. Podbiegłam do Nir. Kiedy sprawdziłam, okazało się, że całe szczęście oddycha. Postanowiłam sprowadzić pomoc, ale nie wiedziałam co zrobić z nieprzytomną dziewczyną. Postanowiłam skombinować jakieś nosze. Wzięłam kurtkę Nir i przywiązałam do dwóch dużych i grubych gałęzi, które udało mi się znaleźć. Wturlałam Nir na nosze i... miałam ochotę walnąć się wielkim młotkiem w głowę. Zdałam sobie sprawę, że sama i tak tego nie uniosę. Więc rozmontowałam swoje dzieło i kombinowałam dalej. W końcu zarzuciłam sobie ręce Nir na szyję i ciągnęłam ją za sobą. Było to trochę męczące, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy. Gdy uszłam już spory kawał drogi, poczułam, że dziewczyna się poruszyła. Jakoś stanęła na ziemi.
-Jak się czujesz?- spytałam.
-W miarę dobrze...- odparła.
-Świetnie. Ale więcej nie odwalaj takich numerów, dobra?- mruknęłam, rozmasowując obolałe barki.

<Nirvana?>

Od Scarlett - Historia

Metropolia. Siedlisko mędrców. Wataha Umysłu. Takimi wyrażeniami można określić miejsce, w którym dokładnie 21 lipca o godz. 23:52 urodziła się Scarlett. Wataha znana jest z rozwiniętej technologii i nowoczesności, ponieważ ponad 85% wilków, które tam się osiedliła, były wilkami umysłu. Jako że jej rodzice byli znanymi i cenionymi wynalazcami, mieszkańcy liczyli, że ich dzieci odziedziczą talent i w przyszłości wprowadzą nowe ulepszenia dotyczące technologii.
Wilczyca miała dokładnie roczek, kiedy odkryła swój żywioł. Biegając z rówieśnikami, przewróciła się na wystającą, ostrą część kamienia, a z rany, która powstała, zaczęła powoli sączyć się krew. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że krople krwi, które upadły na ziemię, wyparowywały na ich oczach. Wtedy już wiedziano, że żywiołem Scarlett nie jest umysł, lecz krew. Dopiero później odkryto, że zmarły członek rodziny, rzeczywiście był wilkiem krwi, więc sprawa z jej umiejętnościami została wyjaśniona, lecz w watasze zrobiło się głośno. Nikt nie umiał nauczyć dziewczyny, posługiwania się owym żywiołem jak i zapewnić przyzwoitego nauczania. Los był po jej stronie, gdyż tydzień po wydarzeniu w tym miejscu pojawili się wędrowcy. Przybysze pochodzili z Zakonu Krwi i szukali osób, które mogłyby do nich przystąpić. Mieszkańcy z chęcią ugościli wędrowców, którzy zostali w ich miejscowości jeszcze przez dwa dni. Następnie wyruszyli z wilczycą do zakonu w kierunku południa, a dla Scarlett zaczął się nowy etap życia.
Dotarcie do celu zajęło im niecałe 4 dni marszu z krótkimi przerwami. Już wtedy Scarlett zaczęła kształtować swój charakterek, zmieniając swoimi kaprysami i ogólnie zachowaniem, podróż w piekło. Jako że była jednym z bardziej utalentowanych szczeniaków spośród nowych członków, starsi mrużyli oko na jej wybryki, co oczywiście, denerwowało Scarlett. W końcu zmęczeni stanęli przed celem podróży. Budynek był zbudowany w stylu gotyckim, z ostrymi łukami, wysokim sklepieniem oraz barwnymi witrażami. To tutaj spotkała swojego przyjaciela, czyli chłopaka o kruczoczarnych włosach oraz pięknych, złotych oczach. Jak się później okazało, nazywa się Warren i jest synem założyciela Zakonu Krwi, lecz jego żywiołem nie jest krew jak w przypadku Scarlett, lecz magia. Szybko znaleźli wspólny język i zostali przyjaciółmi. Zabawiał ją różnymi iluzjami, razem się uczyli i wspierali oraz jako jeden z nielicznych ze spokojem znosił jej złe dni. Był dla niej jak brat, chociaż Scarlett pragnęła czegoś więcej. Nauka w zakonie przebiegała stosunkowo gładko. Szybko opanowała podstawową wiedzę – a nawet pragnęła nauczyć się więcej, dlatego dużo czasu spędzała w bibliotece, która do dziś jest jej ulubionym miejscem. Do tej pory nie spotkała się z założycielem Zakonu – Dorianem. Lecz ten dzień musiał kiedyś nadejść. O 17:00 wszystkich członków poproszono o przyjście do sali głównej, by wysłuchać jego przemówienia. To był pierwszy element, za który go znielubiła – była akurat w trakcie pochłaniania bardzo ciekawej lektury(„Alchemia, czyli magia dla uczonych”). Drugą przyczyną było jego karygodne 20-minutowe spóźnienie, kiedy ona sama przyszła z 10 minut wcześniej. Lecz najgorszą częścią był sam monolog. Dorian opowiadał o rzeczach, z którymi Scarlett się nie zgadzała – przeczytawszy tak dużo książek, wyrobiła sobie opinie na pewne tematy. Drażniło ją głównie zdanie 'wszyscy jesteśmy równi', ponieważ uważała, że jednak się różnimy, choćby wiedzą, umiejętnościami itp. W końcu nie każdy może być najlepszy (<---jej słowa). Od tamtego momentu zaczęła układać plan, który miał zawierać dumne opuszczenie dotychczasowego miejsca pobytu (razem z Warrenem, oczywiście) oraz ośmieszenie założyciela zakonu. Stawiła sobie bardzo wysoką poprzeczkę, gdyż miała zamiar osiągnąć, jako jedyna osoba, dwa żywioły i tym samym pokazać, że nie każdy jest tak wyjątkowy jak ona. To był jej pierwszy, poważny plan, który wymagał jeszcze dopracowania. W międzyczasie szkoła zorganizowała pewnego rodzaju zawody, które miały za zadanie sprawdzić umiejętności w terenie, logicznego myślenia oraz radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach. Polegały na przetrwaniu samemu w lesie przez równy miesiąc. Starano się uniknąć wypadków śmiertelnych, dlatego towarzyszyły im utworzone przez wilków magii 'kamerki', które kontrolowały poczynania uczestników i w razie poważnego zagrożenia, wysyłano pomoc. Zdała z wynikiem bardzo dobrym - 86,2 (zaniżyła głównie siła). Tego samego dnia zdarzyło się coś, czego nie zapomni do końca swoich dni. Idąc do biblioteki oddać wcześniej wypożyczone książki na zachodnim dziedzińcu zobaczyła swój obiekt westchnień-Warrena. Jednak nie był sam. Towarzyszyła mu dziewczyna. Jej czerwone jak ogień włosy upięte były w kitkę, na sobie miała skąpą bluzeczkę, odsłaniającą spore atrybuty oraz równie krótkie spodenki spod których wystawały długie, zgrabne nogi. Scarlett nigdy wcześniej jej nie widziała na terenie zakonu, lecz nie to sprawiło, że się zatrzymała. Stała zamurowana, albowiem nieznana jej dziewczyna zawisła na Warrenie i wpiła się w jego usta, a on, wyraźnie zadowolony, objął ją mocno. Objęła go nogami, silne ręce przyjaciela Scarlett podtrzymywały jej pośladki, nadal nie przerywając pocałunków i coraz to odważniejszych i nieprzyzwoitych pieszczot. Wtedy to „dziewczyna Warrena” spojrzała w jej stronę. Scarlett zarumieniła się i szybko odwróciła wzrok, a następnie pobiegła w przeciwnym kierunku. Wieczorem poszła do najbliższego baru, pierwszy raz w życiu upiła się i... no cóż skończyła w łóżku z obcym facetem. I stało się to, czego się obawiała. Pojawiły się mdłości, wymioty, bóle, przestała miesiączkować, a po pewnym czasie brzuch zaczął się powiększać. Miała mieć dziecko z mężczyzną, którego nie znała. Jednak ostatecznie niemowle nie przyszło na świat. Nie była gotowa, by je mieć nie tylko psychicznie, ale też fizycznie, dlatego poroniła. Niby szczęście w nieszczęściu, ale uważała że, należy szanować każdą istotę, nawet tą, które jeszcze nie wyszło na świat-taki mały zarodek. Tydzień po tym odeszła, chcąc zakończyć ten nieszczęśliwy etap swojego życia i zacząć od nowa, zapomnieć o Warrenie, dziecku i tajemniczej dziewczynie.
***
Wesołe głosy słychać było już z daleka. Światło wywodzące się z ciepłego ogniska dawało poczucie bezpieczeństwa i odstraszało noc. Zapach jedzenia podrażnił moje nozdrza, tak, że nogi same pociągnęły mnie w tym kierunku, a mój żołądek jeszcze bardziej zaczął domagać się pożywienia. I tak się tam znalazłam. Na początku nieśmiało zapytałam o jedzenie i – jak wcześniej myślałam- chwilowe schronienie. Zachęcona przez członków tej radosnej gromadki sięgnęłam po sałatkę i zaczęłam łapczywie ją jeść. Ktoś wyciągnął gitarę i zaczął grać , a reszta, lekko pijana, fałszowała, że uszy bolały. Mimo woli uśmiechnęłam się, i przyłączyłam się do zabawy. Nie myślałam że zostanę tam dłużej, ale trudno też było mi opuścić tę watahę. Watahę Apokalipsy.

Shadow


"You've meet a terrible fate, haven't you?"
Imię: Shadow
Skróty: Sha
Przezwisko: wymyślcie jakieś jeśli chcecie
Płeć: Wadera
Wiek: 5 (wilczych)
Charakter: Jest tajemnicza i zamknięta w sobie. Zdolna do okaleczeń innych i siebie. Szybka i zwinna. Buntownicza i żywiołowa. Więcej dowiecie się potem.
Cechy szczególne: Ubiór
Status: Omega
Stanowisko: Morderca
Partner: kto by ją chciał? :")
Rodzina: Nie ma
Przyjaciele: Nie ma 
Rasa: Demon
Żywioł: Mrok
Moce: Egzorcyzm, możliwość wykrywania duchow.
Inne: ---
Lubi: Zabijać, wkurzać innych, okaleczać się, biegać
Nie lubi: Burzy, wody, natrętnych wilków
Historia: BRAK
Sterujący: Selena60
           Amulet

Ekwipunek: ----
Sakwa: 250 ZM
Umiejętności:
                 Szybkość: 25
                 Siła: 25
                 Zwinność: 25
                 Wytrzymałość: 25
Punkty Awansu: 0 / 200
Upomnienia: 3/3

piątek, 22 stycznia 2016

Od Toxic'a CD. Seishin

Byłem lekko zdziwiony faktem jak szybko sie zmieniają emocje Seishin. No cóż nic z tym nie zrobię, tym bardziej nie widzę w tym sensu jeżeli mi ten fakt nie przeszkadza. Patrzyłem na waderę zamyślony nad zadanym przez nia pytaniem.
-Nie jestem pewien.. Ale wiem że w pobliżu są jagody..
Oznajomiłem jak mi cokolwiek przyszło do głowy. Na jej pysku dostrzegłem usmiech. Widać było że była gotowa iść po jej towarzysza.
-W kturą strone..?
Zapytała dosłownie skakając od martwego Davro do drugiego trupa albo do pobliskich krzaków.
-Tędy
Powiedziałem spokojnie wstając i kierując sie w strone wielkich krzaków, zapelnionymi suchymi liściami kture szeleszczały za karzdym ruchem. Krzki ciągnęły się długimi szlakami, nie raz skręciliśmy w rożne strony w ciaz z nich nie wychodząc. Przez czas tam spędzony udało mi sie ogarnąć świetliste oczy. Następnie po jakims czasie udało nam sie z nich wydostać. Zatrzymałem sie i zrzuciłem z siebie suche liście kture na mnie pospadały. 
-Ile jeszcze..?
Usłyszałem marny głos Sei. Wygladała na zmęczona, nawet sie położyła.
-Juz prawie jesteśmy
Slyszac te słowa wskoczyła na wszystkie cztery znów pełna energii. Przyszłem pod gigantycznym korzeniem, za nim dostrzegając miska ktury sie objada kolorowymi jagodami. Mordkę miał cała tęczową a łapki trzymały kilka jagód gotowych do zjedzenia. Seishin bez dłuższego namysłu podbiegła do niego i go przytuliła.
-Nie znikaj tak...!
Jej głos drżał a z oczu spływały łzy. Jak siedziałem tylko z boku i sie rozglądałem do okoła, mając przeczucie że jestem blisko czegos mi znajomego. Znowu skacentrowalem wzrok na Seishin ktura znalazła sie przede mną, i wpatrywała mi sie w oczy.
-Gdzie teraz?
Zapytała tak jak by fakt ze jej misiek by zginą był juz nie istotny. Znów zacząłem myśleć czego my jesteśmy blizko, aż mnie po chwili olśniło. 
-Chyba wiem gdzie możemy iść..
Powiedziałem na co wadera się pochyliła w moją strone, a ja do tyłu. Jej oczy były pełne nadzieji że to nie bedzie jakies nudne miejsce.
-Gdzie?!
Zapytała jeszcze bardziej sie pochyliła mierząc tylko kilka cm pomiędzy mną i ją.
-Tam jest poligon, jeżeli chcesz możemy tam iźdć..
Wymamrotałem przekrzywiając głowę w lewo by wskazać kierunek. Seishin uśmiechnęła sie tym razem zadowolona i ruszyła w wskazany kierunek. Patrzyłem przez chwile jak sie oddala, a nastepnie dostrzegłem miśka ktury sie na mnie gapił.
-Coś nie tak..?
Zapytałem ale on tylko poszedł na waderą. Nie przejąłem się zbytnio tym ze zignorował moje pytanie, i podążyłem za resztą. Nie minęło nawet 5 minut zanim dotarliśmy do platformy latającej w powietrzu, nad wielką dziora w ziemi.
-Woow! Super..!
Wykrzyknęła wesoło Seishin patrząc w dół urwiska. Był on wypełniony przeróżnymi potworami kture tam powpadały w nie znany sposób. Podeszłam trochu bliżej ale nie stałem na samym skraju.
-Nie stuj tak blisko skraju bo zlecisz do tych potworów...
Ostrzegłem waderę ktura sie wychylała jak tylko mogła nad urwiskiem. Nastepnie zaczęła skakać w miejsc.
-Ale to sie dobrze trzym..
Przerwał jej odgłos ujeżdżającego kawałka ziemi na kturym stała. Chwile potem zaczęła zjeżdżać w dół. A to że nie w ciaz patrzyła w dół zamiast skoczyć na stały ląd to odruchowo ja złapałem za kark. Jak bym sie spoźnił o sekundę lub dwie a ta by w ciaz nic nie zrobiła to by było po niej. Wyciągnąłem ją do góry i puściłem ją jak juz stała stabilnie na wszystkich jej łapach.
-*BAKA! Coś ty myślała..?! Że może furia cie ochroni! Co? Może przed stworami, ale prędzej byś zemdlała przez upadek z co ma co naj mniej 50m i dostała przez nich pożarta. Zanim byś je zabiła. Zrozumiałaś? Nie zblirzaj sie do urwiska!
Wrzeszczałem na dziewczynę lekko zdenerwowany. Przecierz nie mogłem pozwolić członkowi watahy umrzeć na moich oczach. Musiałem ją złapać bo z tego co widziałem to wolała bym tam zlecieć i zabic potworki.
-Przepraszam..
Mruknęła cicho pod nosem, ze spuszczoną głową. Patrzyłem na nia przez chwile a nastepnie poszedłem w strone lewicującej małej platformy z kamienia.
-Zapamiętaj to i chodź, bo tylko wilki apokalipsy mogą aktywować tą windę. A innym sposobem by sie dostać do platformy to latanie.
Wytłumaczyłem dziewczynie ktura po chwili stała na 'windzie', wygladała na w ciaz pochmurną ale nie az tak jak chwile wcześniej. Tez weszłem na kamień, ktury nastepnie zaczną kierować sie w górę do platformy. Jak juz byliśmy w gorze to winda sie zatrzymała i z niej zeszliśmy. A naszym oczom ukazał sie domek w kturym było wszystko co potrzebne, jedyne co sie różniło to to ze było kilkanaście łóżek zamiast jednego.
-Oto poligon.. Tutaj mozesz używać wszystkie moce jakie tylko chcesz na tych stworkach i ogólnie w tej dziurze. Jedyne czego nie masz prawa rozwalić to oto domek no i jest tez ograniczenie jak wielka jest ten poligon.

<*Baka oznacza idiota/idiotka po japońsku, dla tych co nie wiedzieli. Seishi?>

wtorek, 19 stycznia 2016

Od Nirvany CD. Sorrow

Jakaś mała postać o kociej sylwetce wyszła zza krzaków, był to Echo jak mi wiadomo, kot Sorrow.
- Hej Echo - Sorrow uśmiechnęła się do kota i zmieniła się w człowieka.
Pozwoliłam sobie pogłaskać kota bo wydał się bardzo przyjazny.Przeciągnęłam się i położyłam się na trawie.Wpatrywałam się w księżyc i uśmiechałam się do towarzyszy.Wstałam i wskoczyłam do wody.
Po chwili byłam już dość głęboko i mogłam podziwiać ryby, które były widoczne dzięki światłu księżyca.Wypłynęłam na powierzchnię by nabrać powietrza a potem znów się zanurzyłam.
Wyszłam z wody i po raz kolejny otrzepałam się, Sorrow i Echo nadal tam byli i podziwiali gwiazdy.

<Sorrow? Wybacz, że krótko>

Od Raven'a CD. Seishin

Nie raz rzucały się na mnie kobiety. Ale nigdy tak...Poślizgnąłem się i za nim zdążyłem złapać równowagę rozjechałem się na wszystkie strony. Wadera zaśmiała się głośno. Warknąłem na nią wstając. Nagle moją uwagę przykuł misiek. Żywa zabaweczka tej oto dziwnej wadery.
- Tak w ogóle to jestem Seishin - przedstawiła się dalej się śmiejąc
- Zapamiętam sobie, że to ta co walnęła łbem w lód - warknąłem. Gdyby spojrzenie mogło zabijać właśnie leżałbym martwy.
- Ty też się wywróciłeś - stwierdziła
- Ale nie z winy własnej - odwróciłem się i spokojnym krokiem zszedłem z lodu, a potem poszedłem dalej przed siebie. Za sobą słyszałem ciche kroki wadery.
- Może znudzi cię chodzenie za mną co? - spytałem nie odwracając się.

<Seishin?>

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Od Raven'a CD. Alissy

- Jak już żeś tu wlazła to siedź - rzuciłem oschle - Gdzie poleziesz w taką pogodę?
Położyłem się na ziemi i oparłem głowę na przednich łapach patrząc na Alis. Nagle zatęskniłem za normalnym ludzkim łóżkiem w swojej willi. W zasadzie wszystko byłoby lepsze niż ta zimna, twarda i cholernie niewygodna podłoga jaskini. Jednak na nic więcej liczyć nie mogłem. Nagle Alis postanowiła otrzepać się ze śniegu. Stłumiłem warknięcie kiedy to co z niej spadło wylądowało na mnie, ale ona zdała się tego nie zauważyć.
- Czemu mnie tak obserwujesz? - spytała po chwili. Na moment odwróciłem od niej wzrok.
- Bo tak jest bezpieczniej.
Ta wadera nie stanowiła dla mnie zagrożenia. Przynajmniej nie teraz, ale kto wie... Widziałem już dużo. Wystarczająco, by móc założyć, że nawet najbardziej niegroźna istota może okazać się poważnym przeciwnikiem.

<Alis?>

Od Ehrendila CD. Sorrow

- Hmmm... - zmarszczyłem brwi wyciągając z kieszeni pogiętą kartkę. Rozprostowałem ją i przebiegłem wzrokiem po tekście. "... Mantykora... Skóry... 1000 monet za sztukę... Zagrożenie... Leże na wschód od miasta..."
- Idziemy tam - wskazałem kierunek.
- A dokładniej?
- A co to by była za zabawa gdyby było za łatwo? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie i schowałem kartkę. Wolnym krokiem ruszyłem w dobrym kierunku przy okazji dokładnie sprawdzając stan swojego uzbrojenia. Było tego dużo... Bardzo dużo, ale dobrze być przygotowanym na każdą możliwość.
Kiedy w końcu się ze wszystkim uporałem, byliśmy już tam gdzie powinniśmy. Na zachód od nas leżało miasto. Skręciłem w prawo i zacząłem uważnie przyglądać się otoczeniu. W tym fachu liczą się szczegóły. Czy raczej umiejętność odczytywania ich. Tylko, że teraz nie było czego analizować... Okolica wyglądała na niczym nietkniętą. To niedobrze. Przystanąłem i jeszcze raz się rozejrzałem.
- Coś nie tak? - spytała
- Chwilowe niepowodzenie. Zaraz znajdę trop - oświadczyłem pewnie. Kucnąłem, żeby zobaczyć świat z nieco niższej perspektywy i w końcu trafiłem. Ślad na ziemi. Dokładnie go zbadałem, żeby mieć pewność, że się nie pomyliłem, a potem ruszyłem tym tropem uśmiechając się pod nosem. To będzie dobre polowanie.

<Sorrow?>

niedziela, 17 stycznia 2016

Od Nirvany CD. Zero

- Do szczęścia nie potrzebuje niczego tylko ciebie - stwierdziłam i ucałowałam go
- Ale ja chcę ci sprawić przyjemność - mruknął z uśmiechem
- To może przejdziemy się jeszcze na spacer? - zapytałam radośnie
- Czemu nie... - przytulił mnie delikatnie i ruszyliśmy przed siebie.
Podążaliśmy tak przez miasto pełne ludzi z pół godziny.
Wymienialiśmy się co chwilę pełnymi radości spojrzeniami i splataliśmy swoje palce u rąk.
Gdy znaleźliśmy się na skraju miasta u bramy dokładniej nagle przed oczami przemknął nam jakiś dziwny cień.
- Widziałeś to? - zapytałam dociekliwie

<Zero? How creative xd>

czwartek, 14 stycznia 2016

Od Zero CD. Nirvany

- Mhm... - mruknąłem z ustami przy jej ustach. Przez chwilę jeszcze staliśmy trzymając się za ręce - To gdzie idziemy teraz? - spytałem w końcu.
- Nie wiem... Może coś zaproponuj?
Zamyśliłem się.
- To może chcesz na małe zakupy? U jubilera albo w odzieżowym? Ewentualnie gdzie tylko chcesz? - uśmiechałem się do niej.

<Nirvanka? Tak bardzo brak pomysłu... >

Od Nirvany CD. Alissy

Obróciłam się i spojrzałam w stronę przedmiotu, była to jakaś buteleczka z czerwonym płynem, powąchałam ją.
- To jakiś eliksir - stwierdziłam
- Tylko jaki? - powiedziała Alis
- Nie wiem, ale możemy to sprawdzić - uśmiechnęłam się do wadery.
Zmieniłam się w człowieka i wzięła do ręki ową buteleczkę.
Wypiłam jej zawartość i poczułam się z lekka nie dobrze...po chwili przed Alis zamiast mnie...choć byłam to ja stanął smok.
Alis otworzyła szeroko pyszczek i stała jak wryta przez chwilę.
Po paru chwilach zmieniłam się z powrotem w człowieka i upadłam na ziemię.

<Alis? Tak bardzo brak pomysłu...tak bardzo nie wiedzieć co napisać XD>

wtorek, 12 stycznia 2016

Od Alissy CD. Raven'a

Była piękna pogoda. Lekko prószył śnieg i świeciło chłodne, zimowe słońce. Postanowiłam wybrać się na wycieczkę. Chodziłam po terenie watahy przez kilka godzin. Przekąsiłam daer'a i chciałam już wracać, lecz nagle zaczęło się robić ciemno. Niewiele widziałam przez śnieg, którego spadało coraz więcej. Rozpętała się burza śnieżna. Poruszałam się strasznie powoli. Nawet nie byłam pewna czy idę w dobrym kierunku. Moja sierść była oblepiona śniegiem. Wreszcie obaczyłam jakąś jaskinię. Wpadłam do niej, zadowolona, że znalazłam schronienie. Jednak okazało się, że ktoś już tam był. Zamrugałam zaskoczona. Wilk bynajmniej nie był zachwycony moim przybyciem. Zawarczał.
-Kim jesteś?- spytał, jeżąc sierść. Niemal bezwiednie zrobiłam krok w tył, trochę wystraszona.
-Alis- przedstawiłam się cicho po chwili. - Przepraszam za wtargnięcie, nie wiedziałam, że ktoś tu jest. To... pójdę już- powiedziałam, z niechęcią myśląc o pogodzie na dworze. Obróciłam się z zamiarem wyjścia.
-No czekaj...- odezwał się basior.

<Raven?>

Od Alissy CD. Nirvany

Szłam niespiesznym krokiem. Nir zresztą też nie wyglądała jakby jej się spieszyło. Zadowolona oblizałam się po pysznym posiłku. Po dłuższej chwili tego spaceru dotarłyśmy do strumyka. Napiłyśmy się i ruszyłyśmy dalej. Nagle coś dziwnego mignęło mi parę metrów od nas.
-Nir, widziałam coś dziwnego...
-Co takiego?- spytała. Ruszyłam w kierunku tego czegoś. Przedmiot leżał częściowo zakopany w ziemi.
-Jak myślisz, co to może być?

<Nirvana? Tak bardzo brak pomysłu...>

Od Seishin DO Raven'a

Siedziałam na jakimś kamieniu nad jeziorem i przyglądałam się przedziwnym stworzeniom co chwila przepływającym pod lodem. Ktoś mógłby zapytać co takiego ciekawego jest w rybach. A ja powiem, że to nie były ryby. To z pewnością nie były ryby. Przynajmniej teraz.. Może kiedyś, przed apokalipsą. Przekręciłam łeb w prawo i uważniej przyjrzałam się niebieskiemu stworzeniu z trzema parami oczu i długim rozdwojonym na końcu ogonem. Nie. Teraz to z pewnością nie była ryba. Wyprostowałam się i rozciągnęłam ziewając. Odkąd dołączyłam do tej watahy nie sypiałam dobrze.
-Haha, mogłabyś zainwestować w poduszkę, wiesz?-zarechotała ciemna strona Kuro. Zerknęłam na niego z góry i przewróciłam oczami.
-Nie powinieneś się tak wymądrzać-mruknęłam zeskakując z kamienia na lód. Przez chwilę próbowałam utrzymać równowagę, jednak na nic się to zdało i po chwili walnęłam łbem w lód. Kuro zaczął się śmiać, z brzegu również doszedł moich uszu jakichś śmiech. Zerknęłam w tamtą stronę i zobaczyłam białego wilka z różnymi skrzydłami. Uśmiechnęłam się pod nosem i dźwignęłam się na łapach. Chwiejnym krokiem podeszłam do brzegu i ogonem złapałam wilka za łapę wciągając go na lód.
-Weeeeeee!-wrzasnęłam jadąc szybko po lodzie.


<Raven? Rozpoczęcie mega xd wybacz, nie mam żadnego pomysłu :c>

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Od Nirvany CD. Zero

- Możemy zamówić jakąś kawę? - zapytałam Zera
- Oczywiście - Zero odrzekł i poprosił o dwie kawy latte.
Usiadłam wygodniej na swoim miejscu i uśmiechałam się do Zera.
Położyłam rękę na jego dłoni a on delikatnie mnie pocałował.
Pod dłuższym momencie przyszła ta sama kelnerka z dwoma eleganckimi filiżankami kawy. Podziękowaliśmy kobiecie i zabraliśmy się za popijanie kawy.
W pewnym momencie wylałam trochę kawy, dzięki Bogu już chłodniejszej na spodnie Zera.
- Przepraszam, nie chciałam - powiedziała do Zera ze smutkiem i wzięłam serwetkę i zaczęłam suszyć jego spodnie.
- Nic się nie stało Nir - powiedział łagodnie
- To dobrze...niezdara ze mnie - mruknęła i dalej piłam kawę.
Po wypiciu Zero zapłacił i wyszliśmy z lokalu.
Przed ta małą restauracyjką zatrzymałam się, złapałam go za dwie ręce i patrzyłam mu w oczy.
- Kocham cię Zero - powiedziałam i pocałowałam go.

<Zero?>

niedziela, 10 stycznia 2016

Od Zero CD. Toxic'a

- Nie... - rzuciłem - Nie będę zabawką dla czegoś co nie jest większe ani silniejsze ode mnie.
Lady Morgana posłała mi zdziwione spojrzenie. To dobrze, że udało mi się ją chociaż odrobinkę zaskoczyć.
- Kłamiesz mały człowieczku - stwierdziła. Dziwne stwory otoczyły nas i zbliżyły się.
- Tak myślisz? - spytał Toxic. Posłałem mu przelotny uśmiech. My wiemy, że jestem od nich nieco... Bardziej rozbudowany. Kobieta przez chwilę przyglądała nam się mrużąc oczy. Nagle wykrzyknęła słowo w jakimś nieznanym dość twardym języku i rozpłynęła się w obłoku czarnej mgły. Zmieniłem się w wilka dokładnie w tym samym momencie w którym potwory rzuciły się na nas. Ze swoim rozmiarem ledwo zmieściłem się w korytarzu. Co ważniejsze Toxic prawie bez trudu zmieścił się pode mną. Warknąłem na stwory, które jak widać zawahały się. Powoli się wycofały. Tak jakby wiedziały o czymś o czym my nie wiedzieliśmy. Nagle poczułem ukłucie w tylną łapę. Podniosłem ją i kopnąłem strząsając z siebie przeciwnika nadal warcząc. Z przodu żaden nie odważył się mnie zaatakować. Niestety odwrócić się do tych z tyłu nie mogłem. Nagle usłyszałem trzask. Chwyciłem Toxic'a w zęby i podniosłem do góry.
- Co ty odwalasz?! - szarpnął się
- Schody... - wymamrotałem
- Może zmienisz się w człowieka? - szarpał się nadal. Warknąłem.
- Rzucą się na nas.
Już chciałem zrobić krok do przodu kiedy nagle deski pode mną zapadły się. Utknąłem w schodach. Szarpnąłem się do góry, ale nic to nie dało. Zawarczałem głośniej dalej starając się uwolnić.
- Postaw mnie - zarządził chłopak.
Wypuściłem go i kłapnąłem zębami na jakiegoś odważniejszego potwora. 
- W coś ty się wpakował? - spytał Toxic przechodząc za mnie
- Utknąłem jakbyś nie zauważył - szarpnąłem się znowu. Efekt był zupełnie odwrotny do zamierzonego, bo wpadłem głębiej. Nagle schody zatrzeszczały.
- O nie... - usłyszałem od Toxic'a. Poczułem, że mój towarzysz wskakuje na mnie. Schody lekko się osunęły, a potem runąłem w dół...
Druga klatka schodowa również nie wytrzymała. Zahaczyłem o sterczącą deskę i odwróciłem się bokiem. W podłogę parteru uderzyłem najpierw ja przy okazji wzniecając sporo kurzu. Toxic wylądował na mnie. Jęknąłem. Przyznam, że to zabolało. Lekko oszołomiony spojrzałem w górę. Stwory zniknęły. Tyle dobrze... Znowu położyłem głowę na ziemi i zamknąłem oczy. Ciekawe czy coś połamałem... Pomyślałem z przekąsem zastanawiając się nad tym jak szybko do siebie dojdę.

<Toxic?>

Od Seishin CD. Toxic'a

Zachichotałam, kiedy basior przedstawił mi dziwnego stwora z długimi kłami, pazurami i białymi oczami, które rejestrowały każdy mój ruch. Kątem oka widziałam, że wilk zajął się już swoim przeciwniku. Zamachałam ogonem i podskoczyłam w górę, gdy potwór skoczył w moją stronę. Wylądowałam na jego grzbiecie, a następnie z gracją się z niego ześlizgnęłam omijając łapami kolce. Nie było to specjalnie trudne zważając na moje szczupłe, małe łapki. Ze śmiechem uniknęłam następnego ataku. tak też było z kolejnymi, których unikałam to odbijając się od ziemi, to od drzewa czy kamieni. Po czwartym takim uniku zrobiło się to już nudne. Stanęłam przodem do rozwścieczonego już do granic możliwości stwora i ziewnęłam przeciągle. Fajna zabawa, ale na krótko. Davro stanął w miejscu i przyglądał mi się uważnie przeczuwając jakiś podstęp. Nieco poirytowana przewróciłam oczami i utworzyłam nad sobą prysznic, z którego zaczęła się lać czarna jak smoła woda. Widziałam jak stwór przekrzywiał głowę ze zdziwieniem. Zaśmiałam się pod nosem i pokazałam mu język co skłoniło go do ruszenia na mnie pędem. Wydał z siebie ryk wściekłości, który urwał się nagle w połowie. Uniosłam prawą przednią łapę do góry i potarłam pazurami o futro. Popatrzyłam na stworzenie, które z wielkim czarnym mieczem wbitym w plecy, leżało kilka centymetrów ode mnie. Uśmiechnęłam się pod nosem i odwróciłam by przyglądnąć się walce nowego kolegi. Skrzywiłam się, kiedy Toxic zatopił kły w oczach przeciwnika. Po całym moim ciele przeszły ciarki odrazy.
-Ochyda..-mruknęłam pod nosem, a po chwili zawołałam radośnie-Fajnie!
-Jak długo oglądasz?-zapytał oblizując pysk z kapiącej krwi. Przekręciłam łeb w prawo i przyjrzałam mu się uważnie.
-Chwilę-odparłam jakby nieobecna. Zatrzęsłam łbem i podeszłam do świecącego wilka-Wyglądasz jak choinka na święta-zaśmiałam się i otarłam mu pysk ogonem z resztek krwi. Nagle popatrzyłam na niego wielkimi oczami-Gdzie Kuro?!-wrzasnęłam w panice i zaczęłam szybko przeszukiwać najbliższą okolicę. Zrobiłam to w takim tempie, że już po minucie siedziałam przed Toxic'iem zalana łzami.
-Mój towarzysz się zgubiiiiiiiiił-zawyłam, a moje czarne łzy spływały po moich łapach i wsiąkały w ziemię.
-Na pewno się znajdzie-odezwał się basior. Położyłam się na ziemi i zakryłam łeb łapami.
-Nie znajdzie się-mruknęłam smutno-To jest Kuro.. Właśnie... To jest Kuro!-natychmiast się podniosłam. Kątem oka widziałam jak basior dziwnie mi się przygląda.
-Kuro to żarłok. Jeśli poszedł sam to poszedł tam gdzie jest jedzenie. A jeśli go zabrali to nie mam pojęcie gdzie on może być-zastanowiłam się przez chwilę i zapytałam ze słodkim uśmiechem-Macie może gdzieś tutaj jabłka?-zamrugałam uwodzicielsko.


<Toxic?>

sobota, 9 stycznia 2016

Od Toxic'a CD. Seishin

Spojrzałem na Sei. To na pewno nie było warczenie dochodzące od niej, lecz było to za nią. Zderzyłem sierść i przyglądałem sie dokładnie wszystkiemu co nas otaczało. Dzieki mojemu dobremu wzroku ciemność mi nie przeszkadzała, w ciąż widziałem wszystko. Sei też wstała, widać było że się cieszyła. Jej misiek miał wyraźnie inne zdanie. Znów usłyszałem warczenie, tym razem zródło odgłosu dochodziło za mnie. Szybko sie obróciłem i dostrzegłem dwa ślepia które dorównywały mojego wzrostu. Stworzenie podeszło do mnie trochu blirzej, na co zacząłem warczeć. Białe oczy stworzenia, wpatrywały sie w moje źrenice. Obserwowaliśmy sie na wzajem, gdy usłyszałem kroki z przeciwnej strony.
-Oto Davro..
Zaprezentowałem stwora Seishin ktura zauważyła drugiego po jej stronie. Nie byłem pewien co wymyśliła bo się koncentrowałem nad moim Davrem. Przygotowałem się do skoku, nie tracąc zwierzecia z oczu. Moje łapy pokrył kwas, nie raniąc mnie, ale w ziemi powstał dół w ziemi tam gdzie moje łapy stały. Następnie wskoczyłem na plecy Davro, wypalając mu odciski moich łap za pomocą kwasu. Potwór zaczął wrzeszczeć przez sprawiamy mu ból, następnie prubował mnie drapać jego długimi ostrymi pazurami. Żeby uniknąć jego ataku zeskoczyłem ze zwierzecia na bok. Gdy wylądowałem na ziemi moje łapy stały sie normalne, lecz na moim pysku ukazał sie psychopatyczny usmiech wraz z towarzyszącym mu śmiechem. Na dodatek moje oczy zaczęły śmiecić na kolor żółty. Dostrzegłem jak Seishin gdzies na przeciwko, bawiła sie z drugim Davro. Widać było że jest zadowolona tym, że nikt jej nie przeszkadza. Powróciłem do mojego stwora. Krew spływała mu po plecach, a dość że jego oczy były białe, ale można było dostrżedz w nich agresje. Nastepnie znów postanowiłem wskoczyć na jego grzbiet, tym razem zagłębiłem moje kły, w białych ślepcach Davro. Poczułem smak krwi w moim pysku, a na łapach czułem jak jego kły przedzierają się przez moją skórę. Nie puszczałem zwierzyny, wręcz przeciwnie. Zaciskałem szczęki , do czasu gdy usłyszałem i poczułem że czaszka Davra pęka. Potwór upadł a ja obliczałem pysk z krwi. Dostrzegłem że Seishin siedziała obok jej martwego Davro, i sie wpatruje w moje czyny.
-Jak długo oglądasz?
Zapytałem siadając na trupie, i prubujac ogarnąć mój usmiech, a tym bardziej światło dobiegające z moich oczu.

<Sei? Jak ty zabiłaś swojego?>

Od Seishin CD. Toxic'a

Machając powoli długim ogonem weszłam za basiorem do ciemnego lasu. Nie mogę powiedzieć, że las mnie nie zaciekawił, bo bym skłamała. Było... Ciemno. Miejscami nawet bardzo. Do głowy przyszedł mi pomysł, by rozjaśnić trochę tą ciemność. Zrównałam krok z Toxic'iem i stworzyłam z cienia latarkę. Wilk popatrzył na mnie nieco zdziwiony. Uśmiechnęłam się do niego pokazując wszystkie zęby i zapaliłam latarkę, która... Sprawiła, że było jeszcze ciemniej.
-Taki był twój zamysł?-zapytał basior. Parsknęłam śmiechem.
-A czego się spodziewałeś po latarce z cienia? Ja tam widzę lepiej-zaczęłam podskakiwać nadal idąc przed siebie. Skakałam tak jakiś czas, Kuro nie reagował na to zbyt dobrze, dlatego zszedł z mojego grzbietu. Co jakiś czas zerkałam w tył, by sprawdzić czy pluszak nadąża za nami, jednak wyglądało na to, że nie miał problemów z dorównaniem basiorowi i mi. W pewnym momencie zaczepiłam o coś łapami i zachwiałam się, a następnie uderzyłam w coś twardego. Z jękiem wylądowałam na pysku na jeszcze bardziej twardej ziemi. Latarka rozpłynęła się rozjaśniając nieco okolicę. Usłyszałam jak Toxic śmieje się pod nosem. Podniosłam się powoli i zatrzęsłam łbem by się otrząsnąć, jednak przysporzyło mi to tylko jeszcze większych zawrotów głowy. Cofnęłam się parę chwiejnych kroków i wpadłam na misia, który natychmiast znalazł się pod moim ogonem.
-Zabieraj ze mnie ten zadek!-wydarł się, a ja tylko usiadłam na nim wygodniej śmiejąc sie trochę psychopatycznie. Uderzyłam go kilka razy końcem ogona i wystawiłam kły chcąc zawarczeć. Jednak zrobił to za mnie ktoś inny. Zerknęłam na Toxic'a, a on na mnie. Zastanawiałam się co warczącego może kryć się w tych ciemnościach. Uśmiechnęłam się pod nosem. Cokolwiek to było gotowała się niezła zabawa.


<Toxic? Nie mam pomysłu, wybacz xd>

Od Zero CD. Nirvany

- No to może wezmę cię na obiad do miasta co? - zaproponowałem.
- Mhm... Chodźmy - Nirvana uśmiechnęła się do mnie.
Droga do miasta zleciała nam szybko. Rozmawialiśmy przez całą drogę. W sumie lokal wybrałem na chybił trafił. Niewielka restauracja niedaleko rynku. Wyglądała miło i dość przytulnie. Weszliśmy do niej i zajęliśmy stolik nieco na uboczu. Zaraz też przyszła do nas kelnerka. Zmierzyłem wzrokiem jej krótki fartuszek. Przyznam, że nie była brzydka. Młoda, urocza bruneta z dość ładną figurą. Uśmiechnąłem się do niej kiedy podała mi menu.
- To co zamawiamy kotku? - spytałem Nir.

 <Nirvanka?>

Od Raven'a CD. Alissy

Leciałem nad pokrytym śniegiem terenem watahy.W oddali zobaczyłem nadchodzącą zamieć śnieżną.Wypatrzyłem jakąś jaskinię i wylądowałem przed nią. Otrzepałem skrzydła ze śniegu i wszedłem do środka. Jaskinia nie była jakaś szczególnie duża, ani głęboka. Zmieściły by się do niej góra dwa wilki. Położyłem się i oparłem głowę na przednich łapach. Nie spuszczałem wzroku z wejścia.

Burza śnieżna rozszalała się na dobre. Nagle usłyszałem na zewnątrz jakieś kroki. Po chwili do groty wpadł jakiś oblepiony śniegiem wilk. Zawarczałem. Wilk zamrugał zaskoczony.
- Kim jesteś? - spytałem jeżąc sierść.

<Alissa?>

Od Toxic'a CD. Seishin

Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy wadera mi otuliła pysk, ogonem. Następnie widziałem jak sie oddala, a jej towarzysz, patrzył na mnie jak bym robił coś głupiego. To nie była dla mnie nowość, więc się tym nie przejąłem.
-Nie wiem czy skrytobójczyni potrzebuje ochrony, ale mogę ci potowarzyszyć
W końcu odpowiedziałem na jej zadane pytanie. Ruszyłem za nią, i tak nie miałem nic innego do robienia. A na Złych Ziemiach zawsze coś się dzieje. Szłem tusz obok wadery, w ciąż otrzymując dziwne spojrzenia od pluszaka.
-A tak w ogóle, z kąd wiedziałeś że jestem skrytobójcą?
Zapytała wadera po dłuższej chwili w ciszy. Ja zerknąłem tylko na nią, w ciąż idąc przede mnie.
-A może się przedstawmy, to może otrzymasz odpowiedzi?
Uśmiechnąłem się do niej powoli docierając do celu.
-No to jestem Seishin, a ty?
-Toxic, dla twej informacji twój 'łaskawy wilk' jest człąkiem rady
Slyszac że powtarzam słowa Seishin, ona zerknęła na miśka. Wyglądało to też jak by zrozumiała odpowiedź na jęj pierwsze pytanie. Droga ktura nas czekała była dość krutka, ale skoro Sei zamiast iść do prosta, skakała, biegła i uciekała. To droga stała sie dwa razy dłuższa. Nie było wiele toczonych rozmów. Opowiedziałem jej tylko jaki jest teren watahy, co sie gdzie znajduje i jak te różne miejsca mają na imię. Wiele zapamiętała, z większa te 'najważniejsze dla niej żeczy', jak to sama ujęła. Po skończeniu tego dziwnego spaceru dotarliśmy na Złe ziemie.
-No to panno Sei, zapraszam do jednego z ciekawszych miejsc..
Powiedziałem wchodząc do ciemnego lasu, do kturego w magiczny sposób, tylko mniejsza czesc światła słonecznego wpadała.

<Seishin? Przepraszam jeżeli opo jest krutkie..>

Od Seishin DO Toxic'a

Leżałam na grzbiecie pod jakimś drzewem bawiąc się czarną piłeczką zrobioną z cienia. Kuro spał chrapiąc smacznie na najniższej gałęzi. Musiałam przyznać jedno, odkąd pamiętam, a to przecież bardzo krótki odcinek czasu, nigdy tak chol.ernie się nie nudziłam. Przysięgam! Musiałam wymyślić sobie zajęcie.
-Coś ciekawego...-mruczałam cicho pod nosem-Coś niebezpiecznego.. Coś..-kły błysnęły mi w promieniach przedzierającego się słońca, kiedy uśmiechnęłam się chytrze. Piłeczka rozbiła się o mój nos wzniecając czarną chmurę cienia dookoła mnie. Przewróciłam się na bok, a następnie wstałam otrzepując się z trawy, ziemi i kurzu. Następnie odwróciłam się tyłem do drzewa, na którym smacznie spał mój towarzysz i po chwili z całej siły kopnęłam w pień tylnymi łapami. Drzewo nieznacznie się zatrzęsło, jednak na tyle mocno by pluszak zsunął się z gałęzi i runął prosto na łeb. Obudził się z wrzaskiem i popatrzył na mnie wściekły. Zachichotałam pod nosem i otuliłam jego łebek swoim puszystym ogonem.
-Oj, nie złość się tak..-zamruczałam próbując się nie śmiać. Miś pokręcił głową, zawarczał coś pod nosem i wskoczył na mój grzbiet.
-Możesz zdradzić mi po co mnie budziłaś w tak okrutny sposób?
-Nudzi mi się-stwierdziłam krótko, a po dłuższej chwili ciszy dodałam-Cóż miałam poradzić? Przyszedł mi do głowy pewien bardzo fajny pomysł..
-Chcesz kogoś zabić?-spytał domyślnie. Zaśmiałam sie pod nosem machając ogonem na wszystkie strony.
-A skąd w ogóle taki pomysł?-odparłam radośnie-Raczej mam ochotę na pobawienie się w krwawego kotka i przestraszoną myszkę..-warknęłam kiedy pluszak uderzył mnie w kark-Oj daj spokój. Jestem grzeczna.. Na razie..-dodałam ciszej, tak by mój towarzysz tego nie usłyszał.
-Więc co wymyśliłaś tym razem?
-Chcę się po prostu przejść po terenach, czy coś w tym złego?-przewróciłam oczami poirytowana.
-Nie, jeśli nie wybierasz się w stronę niebezpiecznych terenów-odparł jakiś dziwny głos, który z pewnością nie należał do pluszowego stworzenia. Zatrzymałam się i zerknęłam dyskretnie w tył. Kątem oka dostrzegłam sylwetkę wilka, oczywiście nieco większego ode mnie, aczkolwiek chudością, bardzo podoba mi się to nowe słowo, z pewnością mi dorównywał. Zaśmiałam się pod nosem i odwróciłam pysk bokiem.
-Przecież się tam nie wybieram, mój drogi panie.
-Idziesz dokładnie w stronę tych terenów.
-Ohhh.. Naprawdę?-spytałam z ironią-Nie miałam pojęcia-wysyczałam przez zęby-Czyżbyś chciał mi zakazać tam iść?
-Raczej tylko cię uprzedzić, że jest tam niebezpiecznie. I nie wszystkie wilki sobie radzą.
-Czyżby?-spytałam ponuro i powoli odwróciłam się do wilka, miał dość specyficzne ubarwienie sierści, podchodząc do niego z łbem tuż przy ziemi-Więc może łaskawy wilk, który tak dba o to by nic mi się nie stało przypilnował mnie i potowarzyszył mi, co..?-zmrużyłam oczy i nie czekając na odpowiedź wyprostowałam się. Odwróciłam się powoli otulając pysk basiora ogonem.


<Toxic?>

piątek, 8 stycznia 2016

Od Sorrow CD. Nirvany

Wpatrywałam się w kzieżyc. Zamyśliłam się przez co odcięłam od wszelkiego świata realnego. Siedziałam tam chwilę. Nirvana za ten czas wyszła z wody, i wytrząsneła wszelkie kropelki wody z jej sierści. Usiadła obok mnie i razem wpatrywaliśmy sie w nasze zródło światła.
-Ładny jest
Uznałam po dłuższej chwili ciszy. Nirvana przytaknęła, a następne co słyszałam to szelest z krzaków z kturych ja wyszłam.

<Ktoś? Nir? Sry ;-; Nie wiem co pisać..>

Od Sorrow CD. Ehrendila

Po zobaczeniu zdjęcia Mantykory, uśmiechnęłam się z zadowolenia. W koncu coś ciekawego się dzieje! Spojrzałam elfowi w oczy z radością. Nastepnie lekko przytaknęłam.
-Z chęcią, niech bedzie ciekawie!
Zapytałam szukając mojej broni. W końcu wyciągnęłam moje dwa kochane h&k p30l. Sprawdziłam czy są w nich naboje, niestety jednemu kilka brakowało więc uzupełniłam braki. Schowałam je, i upewniłem sie czy mój sztylet sie dobrze trzyma.
-Jestem gotowa do drogi, a tak w ogóle gdzie idziemy?
Oznajomilam i sie uśmiechnęłam. Byłam też ciekawa jego odpowiedzi.

<Ehrendil? Jezu.. Musze się podszkolić na temat tych polowań>

Od Toxic'a CD. Peter'a

To była bardzo krótka rozmowa. Ale skoro Peter postanowił zniknąć to postanowiłem za nim iść. Najpierw odprowadziłem do wzrokiem, a nastepnie sam sie zmieniłem w wilka i poszedłem za nim. Na szczęście mnie nie zauważył, a ja spokojnie go szpiegowałem. Kiedy dostrzegłem że położył sie na trawie i nigdzie sie nie wybiera, wyszedłem z ukrycia. Wilk patrzył w moją stronę. Podeszłem do niego i siadłem obok.
-Ty tak mało mówisz, czy po prostu nie masz o czym?
Zapytałem patrząc na towarzysza.

<Peter? Przepraszam że krótkie..>

Od Toxic'a CD. Zero

-Jeżeli mój wzrok w ciąż jest dobry.. To tak, widziałem
Odpowiedziałem wpatrując się w wejście do pokoju. To co widziałem nie wróżyło nic dobrego, w ręcz przeciwnie. Przyprawiało mnie o dreszcze których nie chciałbym znów dostać. Wolałbym tego czegoś nie spotkać sam na sam, bo pewnie by było po mnie.
-Ciekawe co o jest..
Powiedziałem patrząc za jakimś innym wyjściem z tego pokoju.
-Jeżeli dowiedzenie się tego oznacza następne spotkanie z tym czymś, to wolę nie wiedzieć
Odezwał się Zero wychodząc z ukrycia, nasienie podeszedl do drzwi sprawdzić czy cos innego jest w pobliżu. Też wstałem ale ja skierowałem sie w stronę okna kture mnie zaciekawiło. Wyglądało jak by było nowe. Wyróżniało sie od wszystkiego innego w tym pokoju. To okno było czyste. Przyglądałem się szkle chwile, następnie zobaczyłem w odbiciu jak Zero wychodzi z pomieszczenia więc wyszłem za nim. Nasz kierunek sie nie zmienił. Mieliśmy zwiedzić HOTEL, do końca. Lecz tym razem wszystkie nasze zmysły były bardziej czujne. Nawet moje od dawna wyostrzone zmysły były pożyteczne. Szliśmy jak cicho tylko mogliśmy. Niestety nie było to takie proste gdy wchodziliśmy do góry po następnych schodach. Tak jak ich poprzednicy strasznie skrzypiały. Coś mnie zaniepokoiło więc się zatrzymałem. Gdy Zero zauważył że za nim nie idę, też się zatrzymał.
-Jest zbyt cicho
Stwierdziłem patrzac za czymś co by było podejrzane. Przynajmniej bardziej niż te wszystkie znamia pozorów i ta wielka ilośc krwi. Popatrzyłem do góry. Było z byt ciemno by coś zobatrzeć. Weszłem kawałek do góry.
-Rozstaw światła
Rozkazałem stojąc na szczycie schodów. Stałem na ich końcu, a gdy światła sie zaświeciły ujrzałem coś czego wolałbym nie widzieć. Zero stał kilka schodów za mną, ale był tak samo zdziwiony jak ja.
-Widzę że doszliście naj dalej, ze wszystkich wędrowcy
Powiedziała Morgana. Dokładnie, to była ta sama kobieta co z obrazu. Stwór wyglądał jak jakiś przerośnięty pies, stojący u jej boku. Kobieta głaskała zwierze po głowie patrzac na nas. Ogólnie zaniepokoiło mnie to że wspomniała o innych ludzich. To pewnie do nich należała ta krew. Patrzyłem na nią z przerażeniem.
-I jak was wynagrodzić..?
Powiedziała kobieta z usmiechem. Podeszła do mnie, odstępem pomiędzy nami był jakis centymetr. "No wspaniale" pomyślałem "Jaka wspaniała smierć! Jak by cie na nic lepszego nie stało..." Kobieta pstryknęła palcami, co sprawiło że pojawiło sie więcej stworów.
-A może z was zrobić zabawki?
Przeszedł mnie dreszcz. W ogóle mi sie to nie podobało. Jedyne co mnie cieszyło to fakt że jeszcze żyje, ale nie do końca. Kątem oka widziałem że Zerowi też to się zbytnio nie podobało.

<Zero?>

czwartek, 7 stycznia 2016

Od Nirvany CD. Zero

- Rzeczywiście pięknie... - pocałowałam go - Może i nie mamy łyżew ale możemy pojeździć - stwierdziłam
- Oczywiście - uśmiechnął się do mnie
Weszliśmy na jezioro...,,Jest twarde" pomyślałam...na pewno jest. Ślizgaliśmy się przez parę minut...oczywiście nie obyło się bez upadków ale było przy tym dużo śmiechu. Po pewnym czasie wyszliśmy z ,,ślizgawki" a ja rzuciłam się w śnieg ze śmiechem a on obok mnie...przytuliłam go a on mnie, ogółem było bardzo przyjemnie.
Po tym wszystkim zgłodniałam więc zaproponowałam mały posiłek.

<Zero?>

środa, 6 stycznia 2016

Od Zero CD. Nirvany

Splotłem swoje palce z palcami dziewczyny i uśmiechnąłem się kiedy na mnie spojrzała.
- To gdzie idziemy? - spytała
- Zależy gdzie chcesz iść. Może do miasta? Albo nad jezioro? Podobno zamarzło i wygląda ślicznie - lekko ścisnąłem jej dłoń.
- Taak?
- Chodźmy zobaczyć - mrugnąłem do niej i pociągałem ją w stronę jeziora,
Po kilku minutach drogi dotarliśmy na miejsce. Rzeczywiście jezioro zamarzło i wyglądało pięknie. Zatrzymałem się żeby podziwiać widoki.
- Widzisz? Miałem rację - przytuliłem Nir.

<Nirvana?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

Spojrzałam na niego niepewna. Czy aby na pewno chce tam iść? Czy chce widzieć ten cały czarny rynek? Już sama nazwa mówi wiele. Pewnie będzie tam mnóstwo innych istot, takich jak ten gryf. Takich, którym się nie poszczęściło i przegrali walkę o życie.....
A może po prostu jestem przewrażliwiona - pomyślałam.
Tam będzie tłoczno. Mnóstwo osób, które zabijają dla zysku - usłyszałam cichy głos.
A może on miał rację.....
Spojrzałam na Ehrendila. Spotkałam go tylko kilka razy. To mało, aby określić, czy mu ufam.... A jednak coś mi mówi, abym z nim poszła.
Tak więc, po chwili wahania skinęłam głową na zgodę.
Chłopak ruszył przed siebie, ja zaś szłam kilka kroków za nim.

< Ehrendil ? >

Od Seishin - Historia

Gdyby ściany mogły mówić być może opowiedziałyby część mojej historii. Słuchałabym jej z wielką chęcią i zaciekawieniem. Może wtedy dowiedziałabym się czegoś o sobie. I o tym co stało się przed tym jak straciłam pamięć. Podniosłam się z ziemi i rozejrzałam w około. Od kilku dni, a ściślej mówiąc od momentu, w którym moja pamięć znów zapamiętuje to co się ze mną dzieje, byłam w ruinach spalonego domu. W nocy wiatr huczał przewijając się między dziurami w ścianach i resztkami powybijanych szyb. Przeciągnęłam się wyginając całe ciało w tył.
-Myślisz, że ktoś ci pomoże?-zaśmiał się ponuro Kuro. Jego ciemna strona znowu się odzywa, podczas gdy ta jasna wciąż śpi.
-A dlaczego mieliby mi nie pomóc?-zapytałam radośnie i w podskokach wyszłam z walącego się powoli domu. Pluszak spokojnie podreptał za mną trzymając na mojej sylwetce ponure spojrzenie. Zrobiłam obrót i rozejrzałam się po pustej ulicy. niby wszystko takie same, ale jednak inne. Gdzieś na horyzoncie dostrzegłam nikły ruch, więc złapałam swojego towarzysza za łapkę i pobiegłam pędem w stronę tego czegoś co się ruszało. Natychmiast na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech. Uwielbiałam biegać, ten wiatr smagający po policzkach, włosy rozwiane i podążające krok w krok za tobą. Innego zdania była ciemna strona Kuro, który targany wiatrem przypominał flagę, którą ciągnęłam za sobą mimo jego woli. Z każdym moim kolejnym krokiem ruszające się coś nabierało kształtów. Aż w końcu ukazało swoją prawdziwą formę. Zatrzymałam się gwałtownie. Pluszowa łapka Kuro wyślizgnęła się z mojego uścisku, a pluszak poleciał w przód przelatując nad kulącym się człowiekiem. Przechyliłam głowę w prawo i obserwowałam uważnie jak miś ląduje na swoim pyszczku prosto w jakiejś dziwnie połyskującej kałuży. Zakryłam usta palcami chichocząc cicho i przeniosłam spojrzenie na człowieka, który patrzył na mnie przerażonymi oczyma z poziomu ziemi. Uśmiechnęłam się szeroko wyciągając rękę w jego stronę.
-Seishin jestem!-zawołałam, na co mężczyzna skulił się jeszcze bardziej. Mój uśmiech nie stracił na mocy. Kucnęłam i przyjrzałam sie uważniej mężczyźnie.
-Odsuń się ode mnie potworze!-zawołał na tyle na ile pozwoliły mu resztki sił. Nieco zaskoczona otworzyłam oczy szerzej, a następnie się zaśmiałam.
-Nie jestem potworem. Jestem Seishin-uśmiechnęłam się jeszcze szerzej niż poprzednio.
-Jesteś..-próbował unieść się na jednaj ręce-Wszyscy jesteście potworami.
-Nie ładnie tak mówić-powiedziałam nieco spokojniej przekręcając głowę jeszcze bardziej w prawo.
-Nie słuchaj go. Wszystko zrzuca na młodych-usłyszałam głos jakiejś kobiety. Podniosłam na nią wzrok zdziwiona jej obecnością.
-A pani skąd się tu wzięła?
-Wyrosłam z kałuży-zaśmiała się i pomogła podnieść się mężczyźnie.
-Wie pani może co tu się stało?
-Wiem. A ty nie wiesz?-popatrzyła na mnie zdziwiona. Pokręciłam tylko głową. Kuro nieco wkurzony podszedł do mnie i kopnął mnie w kostkę. Zaśmiałam się i popatrzyłam na niego, a po chwili wzięłam go na ręce wycierając dłonią ubrudzony pyszczek.
-No cóż. Dwa lata temu miejsce miała straszliwa apokalipsa, który wyniszczyła zdecydowaną część ludzkości. Zwierzęta zaczęły mutować, a ludzie, którzy przeżyli starają się teraz żyć w zgodzie z naturą. Jednak nie wszystkim to wychodzi-spojrzała na mężczyznę. Uśmiechnęłam sie szeroko-Ty chyba nie jesteś stąd, co?-zapytała podejrzliwie. Pokręciłam głową.-W takim razie powinnaś wybrać się na drugi koniec miasta. Tam jest osoba, która być może powie ci coś o tobie, ponieważ również nie jest stąd. A teraz wybacz, musimy już iść.
Skinęłam głową obserwując uważnie oddalającą się parę. W sumie nie bardzo wiedziałam o czym mówi kobieta, ale postanowiłam jej posłuchać.
-Nie jestem przekonany, że powinniśmy tam iść-powiedział Kuro łagodnym głosem. Jego jasna strona najwyraźniej się obudziła.
-A ja najchętniej bym ci nakopał-warknął ostro pluszak.
-Też bym się z tobą poprzytulał, gdyby nie fakt, że jesteśmy jednością-przewrócił oczami.
-Chcesz się bić za takie głupie gadanie?!
Zaczęłam się śmiać nadal idąc przed siebie. Zawsze mieli kłótnie, z których ja miałam ubaw.

Jakieś pół godziny później znalazłam się na jakimś peronie. Zwolniłam kroku i szłam powoli dalej rozglądając się na około. Gdzie ja właściwie się znalazłam? To miejsce nie wyglądało jak miasto.. Zarośnięte, zapuszczone..
-Mówiłem, żeby tu nie iść-odezwał się pluszak wdrapując się na moją głowę.
-Kurde, Kuro.. Przez twój wielki zadek nic nie widzę!-zawołałam cofając się o kilka kroków, aż w końcu potknęłam się o coś i wyłożyłam się jak długa.
-Cho.lera... Widzisz co zrobiłeś?-syknęłam podnosząc się.
-Nie moja wina, że nie umiesz chodzić-powiedział odwracając się do mnie tyłem i krzyżując łapki. Udawał obrażonego, jak zwykle kiedy powiedziałam coś na temat jego wielkiego tyłka. Przynajmniej w tej kwestii obie strony się zgadzały. Nagle coś między gałęziami zawarczało głośno. Mój towarzysz podskoczył wystraszony, a po chwili chował się za moimi nogami.Popatrzyłam zaciekawiona na poruszające się krzaki i przybrałam wilczą formę. Usiadłam i zaczęłam machać długim ogonem na jedną i drugą stronę. Kuro uderzył się łapką w pyszczek, najwyraźniej ciemna strona przejęła kontrolę, i stanął obok mnie opierając się o jedną z moich łap i krzyżując swoje łapki na brzuchu. Po chwili z zarośli wyłonił się wielki wilk. Naprawdę był wielki. Wiedziałam, że jestem mała, ale nie, że aż tak. Wilk przerastał mnie ze cztery razy! Mimo to uśmiechnęłam sie szeroko.
-Co tutaj robisz?-zapytał patrząc na mnie z góry. Wyciągnęłam przednie łapy jeszcze bardziej przed siebie i przeciągnęłam się ziewając.
-Siedzę-mruknęłam patrząc w inną stronę-A taki wielki wilka jak ty? Co tutaj robi?-błysnęłam kłami.
-Czuwam nad swoją watahą. Jeśli zechciałabyś...
-Tak, jasne-podniosłam się przerywając mu-Podaj mi choć jeden powód, dla którego miałabym dołączyć do tej watahy?-zniżyłam łeb do ziemi i patrzyłam na wilka spod przymrużonych powiek. Nagle syknęłam głośno chowając pod siebie tylną łapę. Popatrzyłam zła na pluszaka, który patrzył na mnie z wymowną miną. Przewróciłam oczami i jednym ruchem ogona wrzuciłam go sobie na grzbiet. Następnie przywdziałam szeroki uśmiech i w podskokach podeszłam do wielkiego wilka.
-W takim razie masz nowego członka-pisnęłam radośnie i skoczyłam w krzaki, z których wyłonił się basior. I tak oto znalazłam się tutaj. W Watasze Apokalipsy.

Seishin

"Przeszłość już nie wróci. Nie ma sensu jej roztrząsać. Ale należy ją zapamiętać, bo to ona tworzy teraźniejszych nas."




Imię: Seishin
Skróty: Sei, Shin, jak jakieś jeszcze wymyślisz, będzie ok
Przezwisko: Możecie wymyślić sami
Głos
Płeć: Wadera
Wiek: Jak odzyska pamięć to powie
Charakter: Seishin jest waderą, która skrywa w sobie mroczny sekret, o którym nie wie prawie nikt. Czasem nawet ona zdaje się o nim zapominać. Na ogół jest uśmiechniętą, pełną życia wilczycą, której wszędzie jest pełno. Śmiało można stwierdzić, że jest dziecinna. Mała, trochę nieporadna i słodka. Tak przeważnie opisywała ją płeć przeciwna. Każdego potrafi doprowadzić do śmiechu, a tych większych ponuraków nawet do lekkiego uśmiechu. Wydaje w ogóle się nie znać życia, nie przestrzega ogólnie przyjętych zasad. Zawsze chodzi własną drogą i zachowuje się w sposób, który niektóre wilki przyprawia o niesmak. Nie da się przewidzieć jej reakcji, która z pewnością zaskoczy wszystkich. Na pewno jest szczera i nie zna takiego słowa jak "dyskrecja" czy też innych tego typu. Po prostu wali prosto z mostu, myśli prawie natychmiast ogłasza towarzyszom(oczywiście zdarzają się wyjątki). Zdarza się też, że mówi sama do siebie lub rozmawia ze swoim odbiciem. Mimo wszystko nie pozwoli sobą pomiatać, szydzić czy obrażać. Zna swoją wartość. "Normalną" i spokojną Seishin można spotkać baardzo rzadko.
Mimo wszystko potrafi pokazać pazury i kły ostre jak brzytwa. Umie być odpowiedzialna i z precyzją wykonywać powierzone jej zadania. Jeśli musi walczyć walczy do ostatniego ciosu. Nieważne czy ona od niego padnie czy przeciwnik.
Ta słodka, mała, niewinna wilczyca skrywa w sobie prawdziwego potwora... Prawdziwe uosobienie zła, bólu i pragnienia zemsty. Myślisz, że jesteś silny? Spróbuj uspokoić Seishin podczas furii. Zaślepiona urazami z przeszłości i chęcią zemsty na wszystkim co żyje skłonna jest zabić każdego na swojej drodze, bez względu na uczucia jakimi tego kogoś darzy, jego pozycją czy czymkolwiek innym. Najważniejsze jest to by go zniszczyć. Psychicznie i fizycznie.
Cechy szczególne: Nienaturalnie chude i smukłe ciało, długie uszy i ogon. Oraz jej wieczny towarzysz Kuro No Tenshi (na dole link do jego wyglądu)
Status: Omega
Stanowisko: Skrytobójca
Partner: Może ma kogoś na oku, może nie... Któż to wie?
Rodzina: Wiem tylko tyle, że ojciec był Wilkiem Mroku, a matka Śmierci
Przyjaciele: Jak na razie tylko Kuro No Tenshi
Rasa: Wilk Śmierci
Żywioł: Mrok.
Moce:
Furia - choć tak naprawdę to nie moc, a zaburzenie psychiczne... Lub coś w tym rodzaju. Wtedy przybiera nieco inną formę(pod postacią człowieka jej oczy zmieniają kolor) i staje się po prostu potworem. Nigdy nie wiadomo, kiedy wpadnie w furię. Najprawdopodobniej przyczyniają się do tego przedmioty, sytuacje, które przypominają jej o bolesnej przeszłości. Kiedy już się uspokoi, po dobrych kilku godzinach wariowania, jest kompletnie wyczerpana. Zarówno psychicznie jak i fizycznie. W czasie furii każdy jej ruch jest kilkukrotnie silniejszy niż zwykle.
Kurai kage - bardzo przydatne tworzenie różnych przedmiotów z cienia. Wykorzystuje to w walce jak i na co dzień. Wyrządza Seishin najmniej szkód, praktycznie żadnych. Jest też najmniej wymagająca, jeśli chodzi o energię. Chociaż, jeszcze zależy jakiej wielkości są przedmioty, które tworzy..
Mizutamari kage - zamiana w cień. Pod taką postacią łatwo przemieszczać się niezauważonym. O ile stanie sie cieniem nie jest kłopotliwe i męczące to powrót do swojego ciała już bardziej. Jednak nie na tyle by nie mieć potem siły walczyć i zabijać. Bardzo przydatne przy ataku z zaskoczenia.
Gensō - Seishin używając tej mocy jest w stanie przybrać dowolną formę czy to człowieka, jakiegoś przedmiotu, a nawet wilka. Przy zamianie w jakieś duże zwierzę moc zabiera dużo energii.
I inne tego typu związane z mrokiem, których Sei nie odkryła jeszcze. Oraz zmiana w człowieka.
Inne:
~Ma obsesje na punkcie jabłek(co z tego, że są radioaktywne?)
~W czasie apokalipsy zupełnie się zmieniła i straciła pamięć
~Czasem można z nią normalnie pogadać, ale trzeba wyczuć TEN moment
~Czasem zdarza się jej śpiewać
Lubi: Uwielbia drażnić się z wilkami i wygłupiać się (u niej to naturalne), noc, biegać, ganiać za wiatrem, wpatrywać się w niebo.
Nie lubi: Kłamstwa, oszustwa, nudy i wielu innych rzeczy, o których sama jeszcze nie wie.
Historia: [LINK]
Sterujący: Miśka098
Galeria:
Kuro No Tenshi
Umiejętności: Szybkość: 20 
                       Siła: 10
                       Zwinność: 50
                       Wytrzymałość: 20
Punkty Awansu: 50 / 200
Upomnienia: 3/3

Od Nirvany DO Sorrow

Akurat brałam kąpiel w wodospadzie, był już wieczór...usłyszałam czyjeś kroki, czym prędzej zmieniłam się w swoją wilczą postać.
- Halo?! Jest tu kto? - zapytałam nerwowo
- To tylko ja, spokojnie Nir - odezwał się kobiecy głos
- Kim jesteś? - zapytałam
- To ja Sorrow - wyszła zza krzaków i uśmiechnęła się w świetle księżyca było widać jej pysk.
- Co tu robisz? - zapytałam wadery.
- Akurat przechodziłam - stwierdziła - A ty?
- Akurat kąpiel brałam - odpowiedziałam
- Mhm...wybacz jeśli przeszkodziłam - rzuciła Sorrow i usiadła przy wodospadzie

<Sorrow?>

Od Alissy - Historia

Otworzyłam oczy. Byłam w jakimś miejscu, którego nie znałam. Było zimno i ciemno. A ja kompletnie nic nie pamiętałam. Wiedziałam, że mam na imię Alis. I to wszystko. Nie miałam kompletnie żadnych wspomnień. Wiedziałam, jak polować. Jednak poza tym nie wiedziałam nic. To… było dziwne uczucie. Wędrowałam przez pustkowia kilka dni. Polowałam, odkryłam, że patrzenie w nocy na gwiazdy to fascynujące zajęcie i starałam się cokolwiek sobie przypomnieć. Wreszcie któregoś wieczora zobaczyłam z daleka blask ogniska. Siedziało przy nim kilka wilków. Podeszłam do nich ostrożnie, żeby podsłuchać o czym rozmawiają. -… kolację. Dobra robota.- powiedział jeden z nich. Był gigantyczny. I to dosłownie. Dobre trzy razy większy od swoich towarzyszy. Nagle stąpnęłam na gałązkę. Ten cichy trzask wystarczył. Wszyscy spojrzeli w moim kierunku. Instynktownie rzuciłam się do ucieczki. Jednak nie zdążyłam. Ogromny basior zastąpił mi drogę. Z tyłu stanęła jedna z wader. Uświadomiłam sobie, że jestem otoczona. Pisnęłam ze strachu i się skuliłam.
- Kim jesteś i co tutaj robisz?- spytał szorstko wilk- gigant. Chyba był ich przywódcą. Zebrałam się i w końcu powiedziałam.
- Jestem Alis. Obudziłam się parę dni temu w jakimś obcym miejscu. Nic nie pamiętam. Zaczęłam po prostu… iść przed siebie…i…-  Chyba zobaczył, że się wystraszyłam, bo jego spojrzenie jakby złagodniało.
- Dobrze… Alis. Jestem Zero. Jeżeli faktycznie nic nie pamiętasz, możesz dołączyć do naszej watahy.
-Dziękuję- odparłam słabo. Tak poznałam moją watahę. Moją rodzinę. Od tamtego czasu próbuję odzyskać moje wspomnienia. I wierzę, że kiedyś mi się to uda.

Od Peter'a DO Toxic'a

Wyszedłem na dwór...było dosyć przyjemnie więc ruszyłem na polanę.
Siedział tam Toxic...o ile się orientuję.
Więc postanowiłem się przywitać.
- Cześć - rzuciłem i usiadłem
- O, cześć! - uśmiechnął się
- Co tam u ciebie? - spytałem obojętnie
- Dobrze... - stwierdził a ja zmieniłem się w wilka i ruszyłem na polowanie.
Zauważyłem dorodnego Daer 'a więc rzuciłem się na niego...wbiłem w niego moje zęby i przyjemny zapach krwi oraz świeżego mięsa sprawił, że od razu zabrałem się za jedzenie.
Po zjedzeniu położyłem się w trawie i usłyszałem szelest w krzakach.

<Toxic?>

Od Nirvany DO Alissy

Rano jak to mam w zwyczaju wyszłam na krótki spacer.
Kątem oka dostrzegłam Alissę więc podeszłam i uśmiechnęłam się.
- Cześć - rzuciłam z uśmiechem
- Hej - uśmiechnęła się lekko
- Jak się trzymasz...? - zapytałam
- Dość dobrze...a ty? - zapytała
- Również, masz ochotę na polowanie? - rzuciłam
- Pewnie! - odpowiedziała nieco pogodniej.
Udałyśmy się do pięknego lasu...gdzie zobaczyłyśmy dużego Ronar 'a więc to on stał się celem naszego polowania...zaczaiłyśmy się w krzakach a ja szepnęłam :
- Ty go bierz z tyłu a ja z przodu..
- Dobrze - odrzekła
Po chwili był już nasz a my zajadałyśmy się nim do syta.
Zostawiłyśmy jakieś resztki... i ruszyłyśmy przed siebie.

<Alissa?>

Od Nirvany DO Zero

Obudziłam się rano w swojej jaskini i wyszłam nad rzekę.
Był tam też Zero więc podbiegłam do niego zmieniając się w swoją ludzką postać.
- Cześć kochanie - uśmiechnęłam się
- Hej - uśmiechnął się i dał mi buziaka.
- Wyspałeś się? - zapytałam pogodnie
- Nie do końca... - ziewnął.
Usiedliśmy na trawie a promyki słońca delikatnie nas muskały, było dość ciepło.
- Może jesteś głodny? - zapytałam
- Niekoniecznie... - stwierdził i delikatnie mnie pocałował.
Uśmiechnęłam się i oparłam głową o jego ramię.
Siedzieliśmy tak przez dłuższy czas a potem bez słowa wstaliśmy i ruszyliśmy przed siebie.

<Zero?>

wtorek, 5 stycznia 2016

Od Ehrendila CD. Sorrow

Pogłaskałem wiewiórkę. W zasadzie miałem już plany na ten dzień.
- Wybacz mi Sorrow, lecz mam już zajęcie - powiedziałem patrząc na nią uważnie.
- Tak? A jakie jeśli mogę wiedzieć? - spytała zainteresowana.
- Szedłem na polowanie. Jestem... Łowcą potworów - wyznałem niechętnie.
- Aha... - zmarszczyła brwi przyglądając mi się.
- Może chciałabyś do mnie dołączyć? Twoja obecność tylko uświetni moje polowanie - uśmiechnąłem się lekko.
- A na co polujesz?
- Mantykora.
Sorrow popatrzyła na mnie pustym wzrokiem. Oczywiście. Nie rozumiała. Przecież nikt jej nie uczył bestiariusza. Wygrzebałem ze swojej torby starą lekko podniszczoną książkę. Jej skórzana okładka gdzieniegdzie była już wytarta. Szybko przekartkowałem ją szukając odpowiedniego wpisu, Strona 30... A jest. Odwróciłem bestiariusz w stronę dziewczyny i pokazałem jej ilustrację. Obrazek przedstawiał lwa z głową człowieka, skrzydłami smoka oraz ogonem skorpiona. Poza tym stronę pokrywały różne opisy i moje pismo. Lata temu uzupełniłem tę księgę we wszystkie potrzebne mi informacje.
- To jest mantykora. - powiedziałem po chwili - Więc jak będzie? Zechcesz mi towarzyszyć pani?

<Sorrow?>

Od Zero CD. Toxic'a

Odsunąłem się od schodów. Ta cisza to nic dobrego... Powoli otwarłem drzwi. Skrzypnęły cicho. Skinąłem na Toxic'a wchodząc do środka. Natychmiast do mnie dołączył.
- Co to za dźwięk? - spytał szeptem.
- Chyba nie chcę wiedzieć - odpowiedziałem cicho przeszukując pokój.
Podarte zasłony, dywan w strzępach, krew na łóżku... Tutaj też nie stało się nic dobrego. Nagle usłyszałem kroki na korytarzu. Coś sporego wybrało się na przechadzkę. Kucnąłem za łóżkiem tuż obok Toxic'a. Wbiłem wzrok w otwarte drzwi w myślach przeklinając siebie za to, że ich nie zamknąłem. A potem to zobaczyłem...
Najpierw pojawił się łeb. Wąski na końcu i lekko rozszerzony u podstawy. Z dwoma złotymi punktami po jednej stronie. Z pyska bestii sterczały i górne i dolne kły. Jej skóra była gładka i smoliście czarna. Ciało tego potwora było nienaturalnie chude. Nie dość że na długich łapach zakończonych wielkimi pazurami było rozmiarów dorosłego mężczyzny to jeszcze odstające żebra i naciągnięta skóra nadawały mu naprawdę przerażający wygląd. Ostatni naszym oczom ukazał się ogon. Długi jak bicz i tak samo chudy. Bestia smargała nim na prawo i lewo. A potem zniknęła nam z oczu, a jej kroki ucichły.
Jeszcze przez chwilę czekaliśmy w bezruchu wstrzymując oddech.
- Widziałeś to? - wykrztusiłem w końcu.

<Toxic?>

Od Toxic'a CD. Zero

Przyglądałem sie wyżłobienią zrobionym na ścianach i tak na prawde wszytkich powierzchniach w tym korytarzu. Nastepnie co wypełniało pomieszczenie to krew.
-Jak tu przytulnie..
-Ta, ciekawe co spowodowało te szkody
Zaro tez sie rozglądał. Podeszłem bliżej zadrapania i sie mu zacząłem sie mu przyglądać. Nie było tak dawno wyżłobione. Nastepnie dotknąłem krwi żeby sprawdzić czy jest tak samo świeża jak dziura obok. Na szczęście była troszku starsza.
-Mam chyba dobrą i złą nowinę..
Spojrzałem w strone Zera. On patrzył na mnie czekając na to co mam do powiedzenia.
-Ta dobra to to że krew nie jest aż taka nowa..
-Jak to "nie aż tak nowa"?
-No.. Ma chyba z dzień od kąd opuściła ciało ofiary
-Aha.. A ta zła..?
-Te ślady pozorów powstały prawdopodobnie dzisiaj rano..
-Czyli to co je zrobiło jest w ciaz w hotelu?
-Prawdopodobnie tak..
Rozmowe przerwał jakiś dziwny dźwięk dochodzący z dołu. To coś co wydawało tem dziwek raczej nie miało żadnych dobrych myśli o nas. Gdy dźwięk był przy schodach ucichł. Dopiero w tedy poczułem jak mnie dreszcz przechodzi, dla tego wziąłem krok w tył.

<Zero? Prosze bardzo..>