poniedziałek, 4 stycznia 2016

Od Zero CD. Toxic'a

- Cóż... Stoi sobie -stwierdziłem dokładnie oglądając przedmiot.
- To wiem geniuszu - odparował Toxic - Chodziło mi o to, że to dziwne.
- Tutaj wszystko jest dziwne, ale chyba masz trochę racji. Na razie go nie dotykajmy. Chcę przejrzeć ten hotel do końca - postanowiłem. Mój towarzysz skinął mi w odpowiedzi. Wyszliśmy z pokoju. Przystanąłem i rozejrzałem się. Na przeciwko drzwi wisiała kolejna fotografia. Niestety nic nie mogłem zobaczyć przez grubą warstwę kurzu. Widziałem tu już sporo zdjęć. Fragmenty historii hotelu uwiecznione aparatem nieznanego fotografa, portrety obsługi hotelu, pierwsi goście i całkiem sporo fotografii przedstawiających sam budynek w latach świetności. Wszystkie czarno-białe. Podszedłem do ściany i niedbałym gestem starłem kurz. To zdjęcie było inne.
Przedstawiało smukłą kobietę ubraną w długą, białą i zwiewną suknię. Stała prosto w jakimś ciemnym pomieszczeniu i wyglądała iście królewsko. Długie jasne włosy spadały łagodnymi falami na jej ramiona i znikały za jej dość drobną sylwetką. Dumnie unosiła głowę i zdawało się, że patrzyła na mnie z wyższością. Niby nic dziwnego gdyby nie fakt, że jej oczy były zupełnie czarne. Pozbawione białek czy tęczówek i martwe, jakbym patrzył w dwie dziury na jej pięknej, wyniosłej twarzy.
Przeszedł mnie dreszcz. W tej kobiecie było coś wrogiego. Tak bardzo mrocznego... Pod spodem zobaczyłem doklejoną karteczkę. Zerwałem ją. Ozdobnym pismem ktoś nakreślił jakieś słowa. Atrament już nieco wyblakł i wyrazy częściowo zniknęły, ale niemal bez trudu odczytałem napis.
- Lady Miranda Morgana - powiedziałem na głos.
- Co? - na korytarzu pojawił się Toxic i podszedł do mnie.
- No ta kobieta - wskazałem portret - Nazywa się Lady Miranda Morgana... Kimkolwiek była. Zobacz te jej oczy.
- Dziwne - odpowiedział Toxic ubierając w słowa moje myśli na jej temat.
- Właśnie. I wisi na przeciwko gramofonu... - zamyśliłem się na moment - Może to jej zabawka?
- Może... Rozejrzyjmy się tu jeszcze.
- Mhm... - oderwałem wzrok od kobiety i skierowałem się na schody prowadzące na piętro. Coraz mniej mi się ten hotel podobał. Wspiąłem się na skrzypiące schody.
Przez cały budynek przebiegał wąski korytarz. Po obu jego stronach w równych odstępach były drewniane drzwi. Ze ścian odchodziła farba, a stary dywan leżał podarty na ziemi. Nie było tu światła, a przez brudne okna na obu końcach korytarza nie wpadało za dużo światła. Jakby tego było mało ściany, brudny sufit i podłogę pokrywały bruzdy i wyżłobienia. Tak jakby ktoś albo coś przeorało je pazurami. Zmrużyłem oczy. Powietrze wokół mnie zamigotało.
- Co kombinujesz? - spytał Toxic odsuwając się lekko.
- Światło... - mruknąłem.
Migoczące światło przybrało postać wstęgi i rozciągnęło się na całą długość korytarza, a potem zaczęło świecić. Najpierw przygasało słabe, ale po chwili cały korytarz zalewało mocne, białe światło. Wciągnąłem z sykiem powietrze. Ściany pokrywały rozmazane ślady krwi, a na podłodze było jej jeszcze więcej...

<Toxic? Mroczne sekrety...>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz