- Mhm... Chodźmy - Nirvana uśmiechnęła się do mnie.
Droga do miasta zleciała nam szybko. Rozmawialiśmy przez całą drogę. W sumie lokal wybrałem na chybił trafił. Niewielka restauracja niedaleko rynku. Wyglądała miło i dość przytulnie. Weszliśmy do niej i zajęliśmy stolik nieco na uboczu. Zaraz też przyszła do nas kelnerka. Zmierzyłem wzrokiem jej krótki fartuszek. Przyznam, że nie była brzydka. Młoda, urocza bruneta z dość ładną figurą. Uśmiechnąłem się do niej kiedy podała mi menu.
- To co zamawiamy kotku? - spytałem Nir.
<Nirvanka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz