niedziela, 10 stycznia 2016

Od Seishin CD. Toxic'a

Zachichotałam, kiedy basior przedstawił mi dziwnego stwora z długimi kłami, pazurami i białymi oczami, które rejestrowały każdy mój ruch. Kątem oka widziałam, że wilk zajął się już swoim przeciwniku. Zamachałam ogonem i podskoczyłam w górę, gdy potwór skoczył w moją stronę. Wylądowałam na jego grzbiecie, a następnie z gracją się z niego ześlizgnęłam omijając łapami kolce. Nie było to specjalnie trudne zważając na moje szczupłe, małe łapki. Ze śmiechem uniknęłam następnego ataku. tak też było z kolejnymi, których unikałam to odbijając się od ziemi, to od drzewa czy kamieni. Po czwartym takim uniku zrobiło się to już nudne. Stanęłam przodem do rozwścieczonego już do granic możliwości stwora i ziewnęłam przeciągle. Fajna zabawa, ale na krótko. Davro stanął w miejscu i przyglądał mi się uważnie przeczuwając jakiś podstęp. Nieco poirytowana przewróciłam oczami i utworzyłam nad sobą prysznic, z którego zaczęła się lać czarna jak smoła woda. Widziałam jak stwór przekrzywiał głowę ze zdziwieniem. Zaśmiałam się pod nosem i pokazałam mu język co skłoniło go do ruszenia na mnie pędem. Wydał z siebie ryk wściekłości, który urwał się nagle w połowie. Uniosłam prawą przednią łapę do góry i potarłam pazurami o futro. Popatrzyłam na stworzenie, które z wielkim czarnym mieczem wbitym w plecy, leżało kilka centymetrów ode mnie. Uśmiechnęłam się pod nosem i odwróciłam by przyglądnąć się walce nowego kolegi. Skrzywiłam się, kiedy Toxic zatopił kły w oczach przeciwnika. Po całym moim ciele przeszły ciarki odrazy.
-Ochyda..-mruknęłam pod nosem, a po chwili zawołałam radośnie-Fajnie!
-Jak długo oglądasz?-zapytał oblizując pysk z kapiącej krwi. Przekręciłam łeb w prawo i przyjrzałam mu się uważnie.
-Chwilę-odparłam jakby nieobecna. Zatrzęsłam łbem i podeszłam do świecącego wilka-Wyglądasz jak choinka na święta-zaśmiałam się i otarłam mu pysk ogonem z resztek krwi. Nagle popatrzyłam na niego wielkimi oczami-Gdzie Kuro?!-wrzasnęłam w panice i zaczęłam szybko przeszukiwać najbliższą okolicę. Zrobiłam to w takim tempie, że już po minucie siedziałam przed Toxic'iem zalana łzami.
-Mój towarzysz się zgubiiiiiiiiił-zawyłam, a moje czarne łzy spływały po moich łapach i wsiąkały w ziemię.
-Na pewno się znajdzie-odezwał się basior. Położyłam się na ziemi i zakryłam łeb łapami.
-Nie znajdzie się-mruknęłam smutno-To jest Kuro.. Właśnie... To jest Kuro!-natychmiast się podniosłam. Kątem oka widziałam jak basior dziwnie mi się przygląda.
-Kuro to żarłok. Jeśli poszedł sam to poszedł tam gdzie jest jedzenie. A jeśli go zabrali to nie mam pojęcie gdzie on może być-zastanowiłam się przez chwilę i zapytałam ze słodkim uśmiechem-Macie może gdzieś tutaj jabłka?-zamrugałam uwodzicielsko.


<Toxic?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz