środa, 6 stycznia 2016

Od Seishin - Historia

Gdyby ściany mogły mówić być może opowiedziałyby część mojej historii. Słuchałabym jej z wielką chęcią i zaciekawieniem. Może wtedy dowiedziałabym się czegoś o sobie. I o tym co stało się przed tym jak straciłam pamięć. Podniosłam się z ziemi i rozejrzałam w około. Od kilku dni, a ściślej mówiąc od momentu, w którym moja pamięć znów zapamiętuje to co się ze mną dzieje, byłam w ruinach spalonego domu. W nocy wiatr huczał przewijając się między dziurami w ścianach i resztkami powybijanych szyb. Przeciągnęłam się wyginając całe ciało w tył.
-Myślisz, że ktoś ci pomoże?-zaśmiał się ponuro Kuro. Jego ciemna strona znowu się odzywa, podczas gdy ta jasna wciąż śpi.
-A dlaczego mieliby mi nie pomóc?-zapytałam radośnie i w podskokach wyszłam z walącego się powoli domu. Pluszak spokojnie podreptał za mną trzymając na mojej sylwetce ponure spojrzenie. Zrobiłam obrót i rozejrzałam się po pustej ulicy. niby wszystko takie same, ale jednak inne. Gdzieś na horyzoncie dostrzegłam nikły ruch, więc złapałam swojego towarzysza za łapkę i pobiegłam pędem w stronę tego czegoś co się ruszało. Natychmiast na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech. Uwielbiałam biegać, ten wiatr smagający po policzkach, włosy rozwiane i podążające krok w krok za tobą. Innego zdania była ciemna strona Kuro, który targany wiatrem przypominał flagę, którą ciągnęłam za sobą mimo jego woli. Z każdym moim kolejnym krokiem ruszające się coś nabierało kształtów. Aż w końcu ukazało swoją prawdziwą formę. Zatrzymałam się gwałtownie. Pluszowa łapka Kuro wyślizgnęła się z mojego uścisku, a pluszak poleciał w przód przelatując nad kulącym się człowiekiem. Przechyliłam głowę w prawo i obserwowałam uważnie jak miś ląduje na swoim pyszczku prosto w jakiejś dziwnie połyskującej kałuży. Zakryłam usta palcami chichocząc cicho i przeniosłam spojrzenie na człowieka, który patrzył na mnie przerażonymi oczyma z poziomu ziemi. Uśmiechnęłam się szeroko wyciągając rękę w jego stronę.
-Seishin jestem!-zawołałam, na co mężczyzna skulił się jeszcze bardziej. Mój uśmiech nie stracił na mocy. Kucnęłam i przyjrzałam sie uważniej mężczyźnie.
-Odsuń się ode mnie potworze!-zawołał na tyle na ile pozwoliły mu resztki sił. Nieco zaskoczona otworzyłam oczy szerzej, a następnie się zaśmiałam.
-Nie jestem potworem. Jestem Seishin-uśmiechnęłam się jeszcze szerzej niż poprzednio.
-Jesteś..-próbował unieść się na jednaj ręce-Wszyscy jesteście potworami.
-Nie ładnie tak mówić-powiedziałam nieco spokojniej przekręcając głowę jeszcze bardziej w prawo.
-Nie słuchaj go. Wszystko zrzuca na młodych-usłyszałam głos jakiejś kobiety. Podniosłam na nią wzrok zdziwiona jej obecnością.
-A pani skąd się tu wzięła?
-Wyrosłam z kałuży-zaśmiała się i pomogła podnieść się mężczyźnie.
-Wie pani może co tu się stało?
-Wiem. A ty nie wiesz?-popatrzyła na mnie zdziwiona. Pokręciłam tylko głową. Kuro nieco wkurzony podszedł do mnie i kopnął mnie w kostkę. Zaśmiałam się i popatrzyłam na niego, a po chwili wzięłam go na ręce wycierając dłonią ubrudzony pyszczek.
-No cóż. Dwa lata temu miejsce miała straszliwa apokalipsa, który wyniszczyła zdecydowaną część ludzkości. Zwierzęta zaczęły mutować, a ludzie, którzy przeżyli starają się teraz żyć w zgodzie z naturą. Jednak nie wszystkim to wychodzi-spojrzała na mężczyznę. Uśmiechnęłam sie szeroko-Ty chyba nie jesteś stąd, co?-zapytała podejrzliwie. Pokręciłam głową.-W takim razie powinnaś wybrać się na drugi koniec miasta. Tam jest osoba, która być może powie ci coś o tobie, ponieważ również nie jest stąd. A teraz wybacz, musimy już iść.
Skinęłam głową obserwując uważnie oddalającą się parę. W sumie nie bardzo wiedziałam o czym mówi kobieta, ale postanowiłam jej posłuchać.
-Nie jestem przekonany, że powinniśmy tam iść-powiedział Kuro łagodnym głosem. Jego jasna strona najwyraźniej się obudziła.
-A ja najchętniej bym ci nakopał-warknął ostro pluszak.
-Też bym się z tobą poprzytulał, gdyby nie fakt, że jesteśmy jednością-przewrócił oczami.
-Chcesz się bić za takie głupie gadanie?!
Zaczęłam się śmiać nadal idąc przed siebie. Zawsze mieli kłótnie, z których ja miałam ubaw.

Jakieś pół godziny później znalazłam się na jakimś peronie. Zwolniłam kroku i szłam powoli dalej rozglądając się na około. Gdzie ja właściwie się znalazłam? To miejsce nie wyglądało jak miasto.. Zarośnięte, zapuszczone..
-Mówiłem, żeby tu nie iść-odezwał się pluszak wdrapując się na moją głowę.
-Kurde, Kuro.. Przez twój wielki zadek nic nie widzę!-zawołałam cofając się o kilka kroków, aż w końcu potknęłam się o coś i wyłożyłam się jak długa.
-Cho.lera... Widzisz co zrobiłeś?-syknęłam podnosząc się.
-Nie moja wina, że nie umiesz chodzić-powiedział odwracając się do mnie tyłem i krzyżując łapki. Udawał obrażonego, jak zwykle kiedy powiedziałam coś na temat jego wielkiego tyłka. Przynajmniej w tej kwestii obie strony się zgadzały. Nagle coś między gałęziami zawarczało głośno. Mój towarzysz podskoczył wystraszony, a po chwili chował się za moimi nogami.Popatrzyłam zaciekawiona na poruszające się krzaki i przybrałam wilczą formę. Usiadłam i zaczęłam machać długim ogonem na jedną i drugą stronę. Kuro uderzył się łapką w pyszczek, najwyraźniej ciemna strona przejęła kontrolę, i stanął obok mnie opierając się o jedną z moich łap i krzyżując swoje łapki na brzuchu. Po chwili z zarośli wyłonił się wielki wilk. Naprawdę był wielki. Wiedziałam, że jestem mała, ale nie, że aż tak. Wilk przerastał mnie ze cztery razy! Mimo to uśmiechnęłam sie szeroko.
-Co tutaj robisz?-zapytał patrząc na mnie z góry. Wyciągnęłam przednie łapy jeszcze bardziej przed siebie i przeciągnęłam się ziewając.
-Siedzę-mruknęłam patrząc w inną stronę-A taki wielki wilka jak ty? Co tutaj robi?-błysnęłam kłami.
-Czuwam nad swoją watahą. Jeśli zechciałabyś...
-Tak, jasne-podniosłam się przerywając mu-Podaj mi choć jeden powód, dla którego miałabym dołączyć do tej watahy?-zniżyłam łeb do ziemi i patrzyłam na wilka spod przymrużonych powiek. Nagle syknęłam głośno chowając pod siebie tylną łapę. Popatrzyłam zła na pluszaka, który patrzył na mnie z wymowną miną. Przewróciłam oczami i jednym ruchem ogona wrzuciłam go sobie na grzbiet. Następnie przywdziałam szeroki uśmiech i w podskokach podeszłam do wielkiego wilka.
-W takim razie masz nowego członka-pisnęłam radośnie i skoczyłam w krzaki, z których wyłonił się basior. I tak oto znalazłam się tutaj. W Watasze Apokalipsy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz