Zasnęła. Po prostu zasnęła i tyle. Parsknąłem cicho. Ona jest taka nieostrożna. Chociaż prawdę powiedziawszy nie znam jej imienia. Nic o niej nie wiem może poza tym, że jest jednym z tych wilków obdarzonych magią. Prawie jak ja, chociaż nie do końca.
Nagle poczułem nieprzyjemne ssanie w okolicy żołądka. Oblizałem się. Jestem głodny, a ona jest tak blisko i całkiem bezbronna. Na samą myśl o tym poczułem lekkie mrowienie w dziąsłach. Po chwili mrowienie przeszło w lekkie pieczenie kiedy kły wysunęły mi się na pełną długość. Przeciągnąłem po ich językiem kalkulując skąd ewentualnie załatwić dla siebie jedzenia. Z tego co wiem atakowanie członków watahy dużo dobrego mi nie da. Pomijając oczywiście fakt, że moja ofiara czułaby potworny ból porównywalny z tym którego doświadcza się podczas rytuału przemiany w to czym stałem się obecnie albo tak jakby ktoś próbował wyrwać ci duszę. Koniec końców męczarnie, których nawet wrogom się nie życzy. Teoretycznie.
Wadera poruszyła się lekko. Skupiłem na niej wzrok. Nadal spała oddychając spokojnie. Słyszałem bicie jej serca, czułem "ten" zapach. Krew. Drażniła mnie i dekoncentrowała. Potęgowała uczucie głodu sprawiając mi tylko więcej problemów niż to wszystko warte. Przymknąłem oczy. Jakże łatwo byłoby teraz stracić nad sobą kontrolę. Zanim ktoś by odkrył co tu zaszło byłbym już daleko. To dobry plan. Miałby szansę się udać gdybym tylko miał gdzie uciekać. Na razie nie mam. Hades mi się znudził, większość ludzkich miast w okolicy to brudne, zabite dechami i nierzadko zawszawione dziury, a życie samemu w "dziczy" zdecydowanie mi nie odpowiada. Jakby nie spojrzeć żadnych perspektyw...
- Raven...? Dobrze się czujesz? Wyglądasz na nieobecnego - usłyszałem jeszcze lekko zaspany głos wadery. Zmrużyłem oczy starając się pohamować irytację i te swoje własne, "mroczne żądze". Musiało miąć już dobre kilka godzin.
- Świetnie - odpowiedziałem w końcu - Przerwałaś moją refleksję.
- Na temat?
Posłałem jej zirytowane spojrzenie.
- No dobrze... O nic nie pytałam. Która godzina?
- A skąd mam wiedzieć... Tu gdzie siedzę jest ciemno już od dobrych kilku godzin - prychnąłem.
Wadera wystawiła łeb przez szparę która została z wyjścia.
- Wygląda na to, że już się ściemniło...
Zerwałem się na równe łapy i podszedłem do wadery. Cudem oderwałem wzrok od miejsca gdzie pod jej skórą niemal widziałem te życiodajny płyn i przepchnąłem się obok.
- A ty gdzie? - spytała - Nadal pada...
Nie odpowiedziałem. Za bardzo mi się spieszyło, żeby cokolwiek odpowiedzieć. Im szybciej znajdę coś żywego, tym szybciej skończy się to przez co przechodzę.
<Alis?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz