Urodziłam się w zwyczajnej watasze. Byłam zwyczajnym wilkiem, miałam
zwyczajnych rodziców, nic nie wskazywało na to, jak potoczy się moje
życie.
Wtedy lubiłam jeszcze inne wilki, jako szczeniak byłam bardzo ciekawska, lubiłam spędzać czas z innymi szczeniakami.
Pewnego jednak dnia moje plany na przyszłość legły w gruzach. W dniu
moich urodzin do watahy wtargnął półmartwy wilk i wywołał straszną
zarazę. Kilka wilków zostało zarażonych, jednak garstce ocalałych, w tym
ja i moja matka, udało się uciec poza skażone tereny watahy. I tam
dosięgnęła nas ta cała Apokalipsa. Większa część watahy zmutowała się.
Po prostu się zmutowała. Niektóre z mutantów były słabe i padły z
wycieńczenia. Przerażona musiałam skryć się pod wodą. Nie zdałam sobie
jednak sprawy z czyhającego tu niebezpieczeństwa. Zaraz gdy znalazłam
się pod poziomem wody coś do mnie podpłynęło i złapało za ogon.
Poczułam, jak mdleję.
Obudziłam się w zupełnie obcym miejscu. Na dziwnych, szarych bagnach.
Spróbowałam wstać ale nie dałam rady. Gorączkowo przetarłam oczy.
Uznałam że muszę koniecznie sprawdzić gdzie jestem. Przetarłam jeszcze
raz oczy. Zauważyłam, że moje łapy są koloru błękitnego. Zdziwiło mnie
to trochę, jednak zbytnio się nie przejęłam moim wyglądem. Przecież to
na pewno głupi sen. To nie może dziać się naprawdę.
Kiedy nareszcie udało mi się podnieść poślizgnęłam się i wpadłam w
bagno, które zaczęło mnie wciągać. Krzyczałam, ale to powodowało że
coraz bardziej zatapiałam się pod ziemię. Nagle zobaczyłam jakiegoś
szarego wilka. Biegł w moim kierunku. Kiedy do mnie dotarł pomógł mi
wyjść z wody. Cała byłam oblepiona błotem.
Wilk spytał mnie czy nie dołączę do jego watahy. Oburzyłam się ze w tych
terenach jest jakaś wataha. Wzruszyłam tylko ramionami. Wilk
bezpiecznie przeprowadził mnie przez bagna do alfy watahy. Alfa zapytał
mnie, jakiej jestem rasy. Odpowiedziałam mu, że nie mam pojęcia. Alfa
przewrócił oczami. Warknął, że jestem wilkiem Lodu i że mam opuścić ten
teren jak najszybciej.
Zaczęła się zbierać we mnie złość. Zacisnęłam zęby, ale czułam pewną
potrzebę. Potrzebę zabicia. Wściekła stałam tam dalej i nagle
wystrzeliłam jak z procy w kierunku jakiegoś brązowego wilka. Wgryzłam
się w niego, a on zamarzł. Odskoczyłam zdezorientowana. Tak po prostu
go...z a m r o z i ł a m? Wykonałam niepewnie kilka kroków w tył. Wilki
zawyły i skoczyły w moim kierunku.
Rzuciłam się do ucieczki. Znalazłam jak najmniej bagniaste bagna.
Biegłam kilka godzin, bez odpoczynku. Po przebiegnięciu kilku mil
wycieńczona upadłam na ziemię. Znalazłam się na zupełnie nowych
terenach.
Czyli jest to meta tej historii - W.A.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz