sobota, 31 października 2015

Od Sorrow DO Ehrendila

Był środek dna ale wydawało sie ze bedzie padać, przez te pochmurne niebo kture zasłaniało slonce całkowicie. Wyszłam z jaskini i skierowałam sie w stronę polany, gdzie zazwyczaj ktoś jest. Podczas gdy tam szłam to kopałam pzednimi łapami wszystkie opadnięte liście o rożnych barwach pomiędzy czerwonym i zielonym. Wydawało sie ze to trwało wieki dotrzeć do celu. Jak juz byłam na skraju polany to zauważyłam ze ta też była pełna jesiennych liści. Lekki powiewający wiatr pozwalał liściom latać tam i spowrotem tworząc dosc głośnie szeleszczenie. Postanowiłam sie położyć pod jednym z pobliskich drzew zeby poobserwować polanę o tej porze roku.
-Tyle sie zmienia pomiędzy każdą z pór roku że możliwe jest zauważyć nawet te najmniejsze zmiany.
Myślałam na głos. Mój glos był dosc cichy, prawie ze nie słyszalny przez samą siebie. Leżałam tam i podziwiałam krajobraz tej oto dosc sporej polany. Gdzie nie gdzie było jeszcze widać zielone plamy trawy, ktura sie ujawniała pomiędzy szybujacymi liściami. Nie wiele po tym jak sie położyłam, to zobaczyłam ze krzaki na przeciwko mnie sie ruszają. Nie wyglądało to na sprawke wiatru więc skupiłam święceń uwagi na to miejsce. Chwile pózniej ujawnił sie tam człowiek, z dosc długimi włosami. Na dodatek to chyba był mężczyzna. Napięcie wstałam na równe łapy i zjeżyła mi sie sierść. Zaczęłam lekko warczeć w stronę merczyzny, będąc gotowa na walkę. Walkę kturej tak na prawde nie chciałam, bo przyszłam tylko żeby odpocząć.

<Ehrendil?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz