środa, 25 maja 2016

Od Lizzy CD. Ehrendila

Wybuchnęłam śmiechem. Naprawdę ten typiarz myślał że się mnie pozbędzie za pomocą roślinek?! Ha! Swoją drogą on je zaczarował za pomocą piosenki, ciekawe czy bez języka też mógłby tak się bawić... Sprawdzę to kiedyś. A na razie powinnam jeszcze poprzeszkadzać tej uroooczej parce. Zaczęłam cofać czas, przy okazji wchodząc z powrotem do jaskini. Nie jestem wciąż w stanie zatrzymywać czasu, ale mogę go cofać z różną szybkością i nikt nie może mnie wtedy zauważyć. Ciężko to wyjaśnić, naginanie czasu rządzi się dziwacznymi i zawiłymi regułami, potrzeba geniuszu żeby to zrozumieć i wyjaśnić.. Nie żebym ja była wybitnie inteligentna, mam lata praktyki i zryty mózg. Hihi. Rzuciłam się na łóżko i przywróciłam normalny bieg czasu. Idealnie. Dokładnie dwie sekundy temu zostałam wyrzucona przez okno.
- Co tylko chcesz...- drzwi do tej cudownej szopy (jak dla mnie to szopa, co poradzić) się otworzyły i urocza dwójka skierowała się w moją stronę. I, na wszystkie monstra tego świata, mina tego gościa gdy mnie zobaczył była niesamowita! Zaczęłam zwijać się ze śmiechu, a kipiąca wokół niego wściekłość tylko to potęgowała. Z kolei jego znajoma była trochę bardziej zdziwiona i niż zła. Siwogłowy coś chyba powiedział ale go nie dosłyszałam
- Okej.... okej- wzięłam kilka głębokich oddechów- Co..cośty tam mamrotał?
- Wynoś. Się.- wycedził przez zaciśnięte zęby
- Jeeeejku... Nie jesteśmy zbyt sympatyczni hmmm? -radośnie zeskoczyłam z łóżka. - Naprawdę nie umiesz się bawić. No proszę cię! Przyszłam pooglądać twoje zabawki, a ty wywalasz mnie przez okno. Nawet sam się nie pofatygowałeś żeby to zrobić, tylko jakiś bluszcz na mnie nasyłasz! Szczyt chamstwa, doprawdy... I nawet nie jesteś ciekaw jakim cudem się tu dostałam w tak krótkim czasie. No poczułam się urażona...
- Czemu nie pójdziesz wkurzać kogoś innego?- spytała dziewczyna
-Już mówiłam, siwogłowy ma fajne zabawki- uśmiechnęłam się- A tak w ogóle to jestem Lizzy- wyciągnęłam rękę do dziewczyny, na co jej rycerz w białych kudłach wysunął się do przodu jakby chciał ją ochronić przed... No chyba moją ręką
- Geez.... Co tak panikujesz? To nie tak że ją zabiję czy coś- przewróciłam oczami cofając rękę.
- Nie karz mi się powtarzać i wynoś się- siwy łeb był już najwyraźniej zmęczony tą sytuacją
- Po pierwsze: właśnie się powtórzyłeś. Po drugie: co mi zrobisz? Zaatakujesz bezbronną? Naprawdę?- spytałam trzepocząc rzęsami.
- Włamałaś się tu i masz broń....
- Oh! Masz na myśli Flammie'go? -przerwałam mu wyciągając miecz z pochwy, na co szary łeb wyciągnął sztylet
- Ej ej ej! Dobra! Wygrałeś! O panie.... straszny nie-człowieku! Błagam tylko nie nóż do masła! Już mnie nie ma!- wykrzyknęłam udając (bardzo z resztą kiepsko) przerażenie (to chyba przez fakt że ciągle się uśmiechałam byłam tak mało wiarygodna) i chowając Flamberga. Z podniesionymi rękami powoli skierowałam się do drzwi. - Niemniej było mi bardzo miło! Macie urocze mieszkanko, niedługo znowu się spotykamy tak?- wyszczerzyłam się jeszcze bardziej i zanim siwogłowy zdążył zareagować (mam przeczucie że bardzo chciał rzucić tym sztylecikiem w moją głowę, a ja lubię mój łeb) zniknęłam z jaskini. Za kilka godzin i tak wstanie słońce, a dzień daje dużo więcej możliwości do zabawy! Do tego wciąż nie wiem jak nazywa się siwy łeb i jego dziewczyna, a jako że należymy do jednej watahy będę musiała się tego dowiedzieć.
<Ehrendil..? Albo Sorrow, możemy w to wplątać Sorrow. Jestem za!>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz