poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Od Kayli - Historia

Moja historia nie jest za bardzo ciekawa, ale ciesze się że chcesz jej posłuchać.
Zaczęło się od moich narodzin. Nigdy nie należałam do żadnej watahy, byłam tylko ja i moja mama. Była to wspaniała wadera która znała odpowiedz na wszelkie pytania, ale i tez była wspaniała wychowawczyni i nauczycielka. Podczas mych szczenięcych lat, nauczyłam się podstaw kultury do której należałyśmy. Dowiedziałam się ze jestem hybryda przez co nie mogła moja matka dołączyć do watahy ojca. A skoro była lisem to osobiście się przyzwyczaiła do życia samotnego. Wiedziała ze ryzykowała wydalenie ojca z jego watahy, przez to ze był jej partnerem. Raz mi opowiedziała ze zrezygnował z bycia jej partnerem po to by móc zostać w swojej watasze. Kiedy mi to opowiadała, mogłam dostrzec że jest smutna. Zawsze byłam posłusznym dzieckiem. Nie sprzeciwiałam się i robiłam wszystko by żyło nam się jak najłatwiej. Oczywiście jak i upolowany zając, tak i życie nie trwa wiecznie. Ciesze się ze moja mama umarła z powodu swojego wieku, a nie została przez nic zamordowana. Niestety było to bardzo smutne widzieć jedynego członka rodziny który umiera na twoich oczach. Byłam świadoma jej śmierci kiedy mi podarowała jedno ze swoich piór. Nauczyła mnie ze w naszej kulturze znaczy to, iż chcesz się pożegnać z ta osoba która otrzymuje jedno z twych piór, lub chcesz im wyznać swą miłość. Mogłam się domyślić ze tym razem chciała się pożegnać, wiec postanowiłam zachować to piórko wraz z moimi własnymi. Po jej śmierci wędrowałam sobie sama, i żyłam jak każdy inny lis, sam. Apokalipsa mnie ominęła, i się nawet z tego powodu ciesze. Niestety nigdy mnie nie nauczono pływać, co miało własne konsekwencje. Podczas tych zaburzeń pogodowych, natknęłam się na ulewę. A w raz z nią rzeka obok której nocowałam, powiększyła się. Zalała me legowisko i pociągnęła mnie z prądem. Byłam bezwładna, powoli ale pewnie się topiłam gdyż wszystko stało się czarne. Byłam pewna ze teraz nadeszła moja kolei pożegnać się z życiem. Ale nie, kiedy otwarłam oczy ukazał mi się mały człowiek. Wystraszyłam się, ale potem sobie uświadomiłam ze ona mnie uratowała. Zabrała mnie do domu i często ze mną rozmawiała. Nawet mnie nauczyła przemiany w człowieka. To była wspaniała osoba, ale oczywiście nie mogła mnie trzymać wiecznie. Kiedyś przestało jej starczyć pieniędzy na utrzymanie nas oboje, przez co znów wyruszyłam w podróż. Ta nie trwała tak długo bo kiedy opuściłam miasto poczułam zapach wilków. Kierowałam się tym zapachem z nadzieja ze może przyjmą kogoś takiego do watahy. I tak tez było! Zero, czyli Alfa, był bardzo miły i mnie przyjmą bez problemu. Tak oto znalazłam sobie dom w owej watasze, Watasze Apokalipsy.
Znów dziękuje ze chciałeś mnie wysłuchać i mam nadzieje ze nie zanudziłabyś cie na śmierć. Nie chciałabym żeby ktoś znów umarł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz