piątek, 1 kwietnia 2016

Od Raven'a CD. Lilith - Święto

Zmierzyłem dziewczynę zamyślonym spojrzeniem. Stanąłem na przeciw niej lekko przekrzywiając głowę. Czułem krew. I nawet mnie kusiło, ale nie tym razem. Ująłem palcami podbródek dziewczyny i zmusiłem ją do podniesienia głowy. Unikała mojego wzroku co w sumie wyszło jej na dobre, bo wcale nie chciałem z nią rozmawiać.
- I co ja mam z tobą zrobić? - spytałem sadzając ją na swoim stołku przy barze, a sam oparłem się o ladę.
- Nie wiem... Ale to naprawdę nie ja... -zaczęła znowu. Żałosne...
- Siedź cicho - syknąłem - Próbuję myśleć.
- Nad czym? - spytała po chwili.
- Właśnie za ciebie wyleciałem z baru. Myślę jak mam to naprawić.
- Aham... Sorka.
Nagle poczułem, że ktoś zaciska mi rękę na ramieniu i siłą odwraca w swoją stronę. Przede mną stał ten sam gościu, który przytaszczył mi Lily.
- Mieliście się stąd zabierać! Jesteś głuchy?! - rzucił mi prosto w twarz przy okazji mnie opluwając. Wytarłem twarz wolą ręką krzywiąc się z niesmakiem.
- Nie jestem. Po prostu nie zwykłem słuchać gorszych od siebie śmiertelniku - wycedziłem. Tamten zamachnął się pięścią celując mi w szczękę, ale z łatwością zablokowałem jego rękę i odepchnąłem go tak, że poleciał na plecy. Towarzyszył temu śmiech Lilith, lekko zagłuszone przekleństwami tamtego. Ale ku jego nieszczęściu się nie poddał, tylko wstał i znowu do mnie podszedł.
- Nie będę drugi raz ostrzegał. Zabieraj stąd tę swoją panienkę i wynoś się.
- Wyjaśnijmy sobie dwie sprawy. Po pierwsze ledwo ją znam. Po drugie nawet raz nie ostrzegłeś, a wylądowałeś na ziemi - parsknąłem. Gościu podszedł jeszcze bliżej mnie. Wbiłem wzrok w jego nijakie szare tęczówki. Poczułem krótki błysk bólu który przeszył mi szczękę. Jasny dowód na to, że gdybym teraz się uśmiechnął z moich ust wystawałyby czubki kłów, a chwilę potem niemal poczułem jak moje własne źrenice najpierw się rozszerzają, a potem zwężają. Miałem tego mężczyznę w garści i lepiej, żeby moja sztuczka zadziałała.
- Posłuchaj mnie - zacząłem spokojnym, hipnotyzującym głosem - Zapomnisz wszystko co do tej pory widziałeś. Nas tu nie było, dopiero przed chwilą przyszliśmy. Odpowiedzialni za to ludzie zostali wyrzuceni...
- Sprawcy wyrzuceni... - powtórzył jak echo lekko nieprzytomnym głosem.
- Dokładnie. A ty czujesz nieodpartą potrzebę przyniesienia mi szklanki whisky.
Zamrugałem i odwróciłem wzrok zrywając połączenie. Facet jeszcze przez chwilę stał zdezorientowany.
- Kurde... Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że przyda ci się whisky, co? - spytał niepewnie.
- Bardzo dobrze. Właśnie o tym samym pomyślałem - uśmiechnąłem się do niego starając się nie wyglądać sztucznie. Gościu odwzajemnił uśmiech (co ja uznałem za obleśne) i poszedł mi po alkohol.
- Co właściwie zrobiłeś? - spytała mnie dziewczyna.
- Zwykłą sztuczkę zarezerwowaną dla Księcia Ciemności - wzruszyłem ramionami.

<Lilith?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz