- Pewnie! Ale od razu mówię, że jutro nie będę w stanie chodzić - zaśmiałem się - Będziesz musiała zrobić mi śniadanie do łóżka.
- Dobrze, dobrze... Zrobię, ale chodź tańczyć - odpowiedziała.
Potańczyliśmy jeszcze trochę, a potem wróciliśmy na nasze poduszki. Odruchowo ją objąłem i wtuliłem twarz w jej włosy.
- Zero?
- Tak kochana?
- A co my będziemy robić przez resztę nocy? - spytała
- Hmmm... Zjadłbym coś - oznajmiłem w końcu - Najlepiej coś sporego.
- To co idziemy jeść? - spytała. Przytuliłem ją bardziej.
- Nie chce mi się - odpowiedziałem.
<Nirvana? Jakoś brakło mi lepszych pomysłów :/ >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święto. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 kwietnia 2016
Od Raven'a CD. Lilith - Święto
W sumie lubię robić na złość śmiertelnikom. Jest w tym coś takiego... Intrygującego. I mimo iż wyznaję zasadę, że ja i moja wieczność trzymamy się z dala od wszelkich śmiertelnych, problematycznych istot tym razem chyba zrobię wyjątek.
- Musiałbym się do niej zbliżyć na tyle, żeby widzieć jej oczy.
- Ohyda! Będziesz patrzył tej suce w oczy jakbyście byli zakochani?! Fuuuj! - skomentowała z obrzydzeniem. Powinienem przyznać jej racę. Mnie też to odrzuca.
- Takie są zasady. Wpływam tylko na tego, kto jest na tyle głupi, żeby spojrzeć mi w oczy - wyjaśniłem siląc się na cierpliwe tłumaczenie jak to działa.
- Rób co musisz tylko masz ją ośmieszyć.
- Nie będziesz mi mówić co mam robić - odparłem - Zrobię to na co będę mieć ochotę.
- Czyli?
- Zabiję ją. - nie czekając na reakcję dziewczyny wstałem i podszedłem do tamtej puszystej kobiety. Niech mój urok osobisty młodego dżentelmena zrobi cuda. Jak zwykle. Taaak... Muszę ją tak jakby trochę "uwieść" by wszystko się udało. Chociaż to może nie to słowo.
- Dobry wieczór - uśmiechnąłem się miło siadając na stołku obok kobiety. Wszystkie oczy jej orszaku posłały mi groźne spojrzenie, ale nie przejąłem się nimi. To ja tu jestem na szczycie łańcucha pokarmowego i to mnie należeć się będzie nagroda.
- Z kim mam nieprzyjemność? - spytała tamta wyniośle. Zaśmiałem się cicho.
- Świat zna mnie pod tytułem hrabia DeSangue, lecz dla pięknych kobiet zwę się Athorem - mrugnąłem do niej.
- Hrabia...? - spytała wytrzeszczając oczy - Pan wybaczy moje wcześniejsze słowa. Nie śmiałam przypuszczać... Hrabia... Coś takiego. Bardzo mi miło pana poznać...
- Proszę pani... Proszę się do mnie zwracać po imieniu - wtrąciłem w jej wypowiedź nadal nie tracąc miłego wyrazu twarzy. Chociaż miałem ochotę szczerze się skrzywić kiedy widziałem jej świńską twarz i ciało do złudzenia przypominające kawał tłustego boczku. Paskudztwo.
- Dobrze... Athorze, ale ty też nie mów do mnie "pani". Nazywam się Mirrabell, jestem dziedziczką wielkiego szlacheckiego rodu.
Kłamstwo. Jej puls przyspieszył co jest jasnym dowodem, że mnie okłamała co do tytułu. Mimo to ciągnąłem swoją grę dalej. Jej krew spłynie dziś do rynsztoka.
- Doprawdy to zaszczyt panią poznać Mirrabell.- ująłem jej dłoń i złożyłem na niej szybki pocałunek starając się zwalczyć mdłości, a potem pokonać odruch wytarcia ust o pierwszy lepszy kawał materiału. Czego się nie robi, żeby takie błędy nie chodziły ze mną po jednym świecie? Za Mirrabell widziałem Lilith. Przyciskała dłoń do ust obserwując nas i prawdopodobnie tak jak ja usiłowała opanować falę nudności.
Kobieta zaśmiała się i przysunęła do mnie ciut bliżej ku wyraźnej irytacji jej piesków. Żałosne. Tymczasem moja gra musiała trwać.
- Mirrabell, może opowiesz mi coś o sobie? - spytałem z uśmiechem którym podbijałem już serce nie jednej kobiety.
<Lilith?>
- Musiałbym się do niej zbliżyć na tyle, żeby widzieć jej oczy.
- Ohyda! Będziesz patrzył tej suce w oczy jakbyście byli zakochani?! Fuuuj! - skomentowała z obrzydzeniem. Powinienem przyznać jej racę. Mnie też to odrzuca.
- Takie są zasady. Wpływam tylko na tego, kto jest na tyle głupi, żeby spojrzeć mi w oczy - wyjaśniłem siląc się na cierpliwe tłumaczenie jak to działa.
- Rób co musisz tylko masz ją ośmieszyć.
- Nie będziesz mi mówić co mam robić - odparłem - Zrobię to na co będę mieć ochotę.
- Czyli?
- Zabiję ją. - nie czekając na reakcję dziewczyny wstałem i podszedłem do tamtej puszystej kobiety. Niech mój urok osobisty młodego dżentelmena zrobi cuda. Jak zwykle. Taaak... Muszę ją tak jakby trochę "uwieść" by wszystko się udało. Chociaż to może nie to słowo.
- Dobry wieczór - uśmiechnąłem się miło siadając na stołku obok kobiety. Wszystkie oczy jej orszaku posłały mi groźne spojrzenie, ale nie przejąłem się nimi. To ja tu jestem na szczycie łańcucha pokarmowego i to mnie należeć się będzie nagroda.
- Z kim mam nieprzyjemność? - spytała tamta wyniośle. Zaśmiałem się cicho.
- Świat zna mnie pod tytułem hrabia DeSangue, lecz dla pięknych kobiet zwę się Athorem - mrugnąłem do niej.
- Hrabia...? - spytała wytrzeszczając oczy - Pan wybaczy moje wcześniejsze słowa. Nie śmiałam przypuszczać... Hrabia... Coś takiego. Bardzo mi miło pana poznać...
- Proszę pani... Proszę się do mnie zwracać po imieniu - wtrąciłem w jej wypowiedź nadal nie tracąc miłego wyrazu twarzy. Chociaż miałem ochotę szczerze się skrzywić kiedy widziałem jej świńską twarz i ciało do złudzenia przypominające kawał tłustego boczku. Paskudztwo.
- Dobrze... Athorze, ale ty też nie mów do mnie "pani". Nazywam się Mirrabell, jestem dziedziczką wielkiego szlacheckiego rodu.
Kłamstwo. Jej puls przyspieszył co jest jasnym dowodem, że mnie okłamała co do tytułu. Mimo to ciągnąłem swoją grę dalej. Jej krew spłynie dziś do rynsztoka.
- Doprawdy to zaszczyt panią poznać Mirrabell.- ująłem jej dłoń i złożyłem na niej szybki pocałunek starając się zwalczyć mdłości, a potem pokonać odruch wytarcia ust o pierwszy lepszy kawał materiału. Czego się nie robi, żeby takie błędy nie chodziły ze mną po jednym świecie? Za Mirrabell widziałem Lilith. Przyciskała dłoń do ust obserwując nas i prawdopodobnie tak jak ja usiłowała opanować falę nudności.
Kobieta zaśmiała się i przysunęła do mnie ciut bliżej ku wyraźnej irytacji jej piesków. Żałosne. Tymczasem moja gra musiała trwać.
- Mirrabell, może opowiesz mi coś o sobie? - spytałem z uśmiechem którym podbijałem już serce nie jednej kobiety.
<Lilith?>
Od Engel'a CD. Ramphilli - Święto
Zaśmiałem się biegnąc obok Ramphilli.
- Co cię tak bawi? - spytała sama się śmiejąc.
- To, że idziemy się baaawiiiiić - odpowiedziałem wesoło i przyspieszyłem tak, że teraz to ja lekko ciągnąłem za sobą dziewczynę.
Po krótkiej chwili biegu z przeszkodami w postaci drzew, krzaków i wszelkich innych zagradzających drogę pułapek w końcu gwałtownie zatrzymałem się na skraju polany. Ramph, która nie zdążyła wyhamować, z impetem wpadła na mnie wywracając nas obu.
- No dzięki... - mruknąłem opierając się na przedramionach - Zrobiłaś wielkie wejście.
- To twoja wina! Kto ci pozwolił tak nagle sobie stanąć?! - spytała z udawanym żalem siadając na ziemi obok i strzepując z siebie stare liście i gałązki.
- Fakt. Zawiniłem - przyznałem dalej leżąc na brzuchu na ziemi. Sięgałem ręką, żeby sprawdzić czy wyposażenie mojej torby też przetrwało kolizję. Miałem ogromną nadzieję, że tak. Bo chyba nie przeżyję jeśli coś się stanie...
- No nie... - jęknąłem z powrotem kładąc głowę na ziemi i nakrywając ją rękami.
- Co...? Engel... Co się stało? - spytała przysiadając się bliżej. Jedną ręką odwróciłem torbę w jej stronę pokazując wnętrze. A tam na samym środku leżał sobie trochę połamany i w dwóch częściach mój polaroid. I gdzie ja mam niby znaleźć nowy?
- Przykro mi z powodu aparatu - poczułem na ramieniu jej rękę - Nie przejmuj się, załatwimy ci nowy.
- A zapomnij... - odpowiedziałem nadal nie podnosząc głowy - Straciłem przyjaciela.
Ehh... Engel, sentymentalny dzieciaku. Bierz się w garść i zabieraj się bawić. Potem u siebie będziesz opłakiwał stratę i liczył czy wystarczy ci pieniędzy na nowy. Zganiłem sam siebie. Często tak robię. Dużo łatwiej się jakoś w sobie zebrać i działać dalej. Podniosłem głowę patrząc na dziewczynę. Patrzyła na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Widziałem coś co mogłoby być zawstydzeniem i poczuciem winy albo czymś takim. Uśmiechnąłem się odrobinę i nieco na siłę.
- Wszystko gra - zapewniłem całkowicie przecząc swoim wcześniejszym słowom - A my skoro już dotarliśmy na tę zabawę powinniśmy się bawić, a nie siedzieć nam moim rozwalonym polaroidem.
Podniosłem się z ziemi i zamknąłem torbę, a potem pomogłem wstać dziewczynie.
- Masz patyczki we włosach - sięgnęła dłonią i pościągała ze mnie wszelkie niepożądane kawałki ściółki. Przeczesałem włosy dłonią przywracając im kształt który określam mianem "twórczego nieładu". Co nie jest łatwe biorąc pod uwagę fakt, że moje włosy naturalnie są dość ciężkie i lubią układać się po swojemu.
- Chodźmy pozwiedzać i zobaczyć co możemy tu porobić - uśmiechnąłem się nadal uparcie starając się brzmieć i wyglądać na zadowolonego - Oczywiście poza tym, że nie wykręcisz się od zatańczenia ze mną minimum jednego tańca.
- Na pewno?
- Na 100%, ale najpierw...
Chwyciłem ją za rękę i poprowadziłem w stronę stołu zastawionymi napojami. Zignorowałem szereg alkoholi wszelkiej maści i rodzaju. To dla typów co to nie potrafią się normalnie zabawić i tyle. Ja szukam czegoś lepszego.
- Lemoniada! - całkiem zadowolony ze swojego odkrycia wziąłem dwa plastikowe kubeczki i nalałem do nich napoju. - Kocham lemoniadę - podałem dziewczynie jej kubeczek i upiłem łyka ze swojego. Ramph zaśmiała się przyjmując ode mnie jej część tego rajskiego przysmaku.
- Ty się śmiejesz, a ja ci powiem, że... - pociągnąłem nosem rozglądając się - Czuję kiełbaski z grill'a i właśnie sobie uświadomiłem, że jeszcze nic dzisiaj nie jadłem.
- Co cię tak bawi? - spytała sama się śmiejąc.
- To, że idziemy się baaawiiiiić - odpowiedziałem wesoło i przyspieszyłem tak, że teraz to ja lekko ciągnąłem za sobą dziewczynę.
Po krótkiej chwili biegu z przeszkodami w postaci drzew, krzaków i wszelkich innych zagradzających drogę pułapek w końcu gwałtownie zatrzymałem się na skraju polany. Ramph, która nie zdążyła wyhamować, z impetem wpadła na mnie wywracając nas obu.
- No dzięki... - mruknąłem opierając się na przedramionach - Zrobiłaś wielkie wejście.
- To twoja wina! Kto ci pozwolił tak nagle sobie stanąć?! - spytała z udawanym żalem siadając na ziemi obok i strzepując z siebie stare liście i gałązki.
- Fakt. Zawiniłem - przyznałem dalej leżąc na brzuchu na ziemi. Sięgałem ręką, żeby sprawdzić czy wyposażenie mojej torby też przetrwało kolizję. Miałem ogromną nadzieję, że tak. Bo chyba nie przeżyję jeśli coś się stanie...
- No nie... - jęknąłem z powrotem kładąc głowę na ziemi i nakrywając ją rękami.
- Co...? Engel... Co się stało? - spytała przysiadając się bliżej. Jedną ręką odwróciłem torbę w jej stronę pokazując wnętrze. A tam na samym środku leżał sobie trochę połamany i w dwóch częściach mój polaroid. I gdzie ja mam niby znaleźć nowy?
- Przykro mi z powodu aparatu - poczułem na ramieniu jej rękę - Nie przejmuj się, załatwimy ci nowy.
- A zapomnij... - odpowiedziałem nadal nie podnosząc głowy - Straciłem przyjaciela.
Ehh... Engel, sentymentalny dzieciaku. Bierz się w garść i zabieraj się bawić. Potem u siebie będziesz opłakiwał stratę i liczył czy wystarczy ci pieniędzy na nowy. Zganiłem sam siebie. Często tak robię. Dużo łatwiej się jakoś w sobie zebrać i działać dalej. Podniosłem głowę patrząc na dziewczynę. Patrzyła na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Widziałem coś co mogłoby być zawstydzeniem i poczuciem winy albo czymś takim. Uśmiechnąłem się odrobinę i nieco na siłę.
- Wszystko gra - zapewniłem całkowicie przecząc swoim wcześniejszym słowom - A my skoro już dotarliśmy na tę zabawę powinniśmy się bawić, a nie siedzieć nam moim rozwalonym polaroidem.
Podniosłem się z ziemi i zamknąłem torbę, a potem pomogłem wstać dziewczynie.
- Masz patyczki we włosach - sięgnęła dłonią i pościągała ze mnie wszelkie niepożądane kawałki ściółki. Przeczesałem włosy dłonią przywracając im kształt który określam mianem "twórczego nieładu". Co nie jest łatwe biorąc pod uwagę fakt, że moje włosy naturalnie są dość ciężkie i lubią układać się po swojemu.
- Chodźmy pozwiedzać i zobaczyć co możemy tu porobić - uśmiechnąłem się nadal uparcie starając się brzmieć i wyglądać na zadowolonego - Oczywiście poza tym, że nie wykręcisz się od zatańczenia ze mną minimum jednego tańca.
- Na pewno?
- Na 100%, ale najpierw...
Chwyciłem ją za rękę i poprowadziłem w stronę stołu zastawionymi napojami. Zignorowałem szereg alkoholi wszelkiej maści i rodzaju. To dla typów co to nie potrafią się normalnie zabawić i tyle. Ja szukam czegoś lepszego.
- Lemoniada! - całkiem zadowolony ze swojego odkrycia wziąłem dwa plastikowe kubeczki i nalałem do nich napoju. - Kocham lemoniadę - podałem dziewczynie jej kubeczek i upiłem łyka ze swojego. Ramph zaśmiała się przyjmując ode mnie jej część tego rajskiego przysmaku.
- Ty się śmiejesz, a ja ci powiem, że... - pociągnąłem nosem rozglądając się - Czuję kiełbaski z grill'a i właśnie sobie uświadomiłem, że jeszcze nic dzisiaj nie jadłem.
<Ramphilla? XD>
sobota, 2 kwietnia 2016
Od Lilith CD. Raven'a - Święto
On go zahipnotyzował!? Woow to całkiem niezłe!
-Ty potrafisz zmusić ludzi by robili co chcesz? - Zapytałam podekscytowana
-Yhm. - Rzucił od niechcenia.
Po patrzyłam kątem oka na tą wredną pindę która wciąż tam siedziała i darła się na jakąś biedną kelnerkę że ma się pospieszyć z robieniem jej jedzenia bo ona nie będzie czekać wieków na głupie ciasto (Według mnie to jej już ciasta w zupełności wystarczy...)Miałam ochotę jeszcze coś jej zrobić, by nie była taka pewna siebie ale po mojemu to nie wyjdzie, znów tylko dostanę w twarz... A może by tak...
- Widzisz tą babę? - Zapytałam patrząc na chłopaka .- A mógłbyś ją tak zmusić do zrobienia czegoś...śmiesznego? Na przykład zatańczenia kankana na blacie lub wylania sobie na ten pusty łeb całej zawartości tego gara z sosem paprykowym? Uśmiechnęłam się prosząco.
-Ty potrafisz zmusić ludzi by robili co chcesz? - Zapytałam podekscytowana
-Yhm. - Rzucił od niechcenia.
Po patrzyłam kątem oka na tą wredną pindę która wciąż tam siedziała i darła się na jakąś biedną kelnerkę że ma się pospieszyć z robieniem jej jedzenia bo ona nie będzie czekać wieków na głupie ciasto (Według mnie to jej już ciasta w zupełności wystarczy...)Miałam ochotę jeszcze coś jej zrobić, by nie była taka pewna siebie ale po mojemu to nie wyjdzie, znów tylko dostanę w twarz... A może by tak...
- Widzisz tą babę? - Zapytałam patrząc na chłopaka .- A mógłbyś ją tak zmusić do zrobienia czegoś...śmiesznego? Na przykład zatańczenia kankana na blacie lub wylania sobie na ten pusty łeb całej zawartości tego gara z sosem paprykowym? Uśmiechnęłam się prosząco.
< Raven? >
piątek, 1 kwietnia 2016
Od Raven'a CD. Lilith - Święto
Zmierzyłem dziewczynę zamyślonym spojrzeniem. Stanąłem na przeciw niej lekko przekrzywiając głowę. Czułem krew. I nawet mnie kusiło, ale nie tym razem. Ująłem palcami podbródek dziewczyny i zmusiłem ją do podniesienia głowy. Unikała mojego wzroku co w sumie wyszło jej na dobre, bo wcale nie chciałem z nią rozmawiać.
- I co ja mam z tobą zrobić? - spytałem sadzając ją na swoim stołku przy barze, a sam oparłem się o ladę.
- Nie wiem... Ale to naprawdę nie ja... -zaczęła znowu. Żałosne...
- Siedź cicho - syknąłem - Próbuję myśleć.
- Nad czym? - spytała po chwili.
- Właśnie za ciebie wyleciałem z baru. Myślę jak mam to naprawić.
- Aham... Sorka.
Nagle poczułem, że ktoś zaciska mi rękę na ramieniu i siłą odwraca w swoją stronę. Przede mną stał ten sam gościu, który przytaszczył mi Lily.
- Mieliście się stąd zabierać! Jesteś głuchy?! - rzucił mi prosto w twarz przy okazji mnie opluwając. Wytarłem twarz wolą ręką krzywiąc się z niesmakiem.
- Nie jestem. Po prostu nie zwykłem słuchać gorszych od siebie śmiertelniku - wycedziłem. Tamten zamachnął się pięścią celując mi w szczękę, ale z łatwością zablokowałem jego rękę i odepchnąłem go tak, że poleciał na plecy. Towarzyszył temu śmiech Lilith, lekko zagłuszone przekleństwami tamtego. Ale ku jego nieszczęściu się nie poddał, tylko wstał i znowu do mnie podszedł.
- Nie będę drugi raz ostrzegał. Zabieraj stąd tę swoją panienkę i wynoś się.
- Wyjaśnijmy sobie dwie sprawy. Po pierwsze ledwo ją znam. Po drugie nawet raz nie ostrzegłeś, a wylądowałeś na ziemi - parsknąłem. Gościu podszedł jeszcze bliżej mnie. Wbiłem wzrok w jego nijakie szare tęczówki. Poczułem krótki błysk bólu który przeszył mi szczękę. Jasny dowód na to, że gdybym teraz się uśmiechnął z moich ust wystawałyby czubki kłów, a chwilę potem niemal poczułem jak moje własne źrenice najpierw się rozszerzają, a potem zwężają. Miałem tego mężczyznę w garści i lepiej, żeby moja sztuczka zadziałała.
- Posłuchaj mnie - zacząłem spokojnym, hipnotyzującym głosem - Zapomnisz wszystko co do tej pory widziałeś. Nas tu nie było, dopiero przed chwilą przyszliśmy. Odpowiedzialni za to ludzie zostali wyrzuceni...
- Sprawcy wyrzuceni... - powtórzył jak echo lekko nieprzytomnym głosem.
- Dokładnie. A ty czujesz nieodpartą potrzebę przyniesienia mi szklanki whisky.
Zamrugałem i odwróciłem wzrok zrywając połączenie. Facet jeszcze przez chwilę stał zdezorientowany.
- Kurde... Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że przyda ci się whisky, co? - spytał niepewnie.
- Bardzo dobrze. Właśnie o tym samym pomyślałem - uśmiechnąłem się do niego starając się nie wyglądać sztucznie. Gościu odwzajemnił uśmiech (co ja uznałem za obleśne) i poszedł mi po alkohol.
- Co właściwie zrobiłeś? - spytała mnie dziewczyna.
- Zwykłą sztuczkę zarezerwowaną dla Księcia Ciemności - wzruszyłem ramionami.
<Lilith?>
- I co ja mam z tobą zrobić? - spytałem sadzając ją na swoim stołku przy barze, a sam oparłem się o ladę.
- Nie wiem... Ale to naprawdę nie ja... -zaczęła znowu. Żałosne...
- Siedź cicho - syknąłem - Próbuję myśleć.
- Nad czym? - spytała po chwili.
- Właśnie za ciebie wyleciałem z baru. Myślę jak mam to naprawić.
- Aham... Sorka.
Nagle poczułem, że ktoś zaciska mi rękę na ramieniu i siłą odwraca w swoją stronę. Przede mną stał ten sam gościu, który przytaszczył mi Lily.
- Mieliście się stąd zabierać! Jesteś głuchy?! - rzucił mi prosto w twarz przy okazji mnie opluwając. Wytarłem twarz wolą ręką krzywiąc się z niesmakiem.
- Nie jestem. Po prostu nie zwykłem słuchać gorszych od siebie śmiertelniku - wycedziłem. Tamten zamachnął się pięścią celując mi w szczękę, ale z łatwością zablokowałem jego rękę i odepchnąłem go tak, że poleciał na plecy. Towarzyszył temu śmiech Lilith, lekko zagłuszone przekleństwami tamtego. Ale ku jego nieszczęściu się nie poddał, tylko wstał i znowu do mnie podszedł.
- Nie będę drugi raz ostrzegał. Zabieraj stąd tę swoją panienkę i wynoś się.
- Wyjaśnijmy sobie dwie sprawy. Po pierwsze ledwo ją znam. Po drugie nawet raz nie ostrzegłeś, a wylądowałeś na ziemi - parsknąłem. Gościu podszedł jeszcze bliżej mnie. Wbiłem wzrok w jego nijakie szare tęczówki. Poczułem krótki błysk bólu który przeszył mi szczękę. Jasny dowód na to, że gdybym teraz się uśmiechnął z moich ust wystawałyby czubki kłów, a chwilę potem niemal poczułem jak moje własne źrenice najpierw się rozszerzają, a potem zwężają. Miałem tego mężczyznę w garści i lepiej, żeby moja sztuczka zadziałała.
- Posłuchaj mnie - zacząłem spokojnym, hipnotyzującym głosem - Zapomnisz wszystko co do tej pory widziałeś. Nas tu nie było, dopiero przed chwilą przyszliśmy. Odpowiedzialni za to ludzie zostali wyrzuceni...
- Sprawcy wyrzuceni... - powtórzył jak echo lekko nieprzytomnym głosem.
- Dokładnie. A ty czujesz nieodpartą potrzebę przyniesienia mi szklanki whisky.
Zamrugałem i odwróciłem wzrok zrywając połączenie. Facet jeszcze przez chwilę stał zdezorientowany.
- Kurde... Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że przyda ci się whisky, co? - spytał niepewnie.
- Bardzo dobrze. Właśnie o tym samym pomyślałem - uśmiechnąłem się do niego starając się nie wyglądać sztucznie. Gościu odwzajemnił uśmiech (co ja uznałem za obleśne) i poszedł mi po alkohol.
- Co właściwie zrobiłeś? - spytała mnie dziewczyna.
- Zwykłą sztuczkę zarezerwowaną dla Księcia Ciemności - wzruszyłem ramionami.
<Lilith?>
Od Lilith CD. Raven'a - Święto
Ehhh no dobra. Czyli na razie muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie...Po 2 minutach gwałcenia serwetki spróbowałam przesypać sól do pieprzniczki przez te dziurki ale tylko ją rozsypałam więc zakryłam to serwetkami i zrobiłam minę typu "to nie ja". Nagle do baru weszła jakaś pięknisia ze swoim chłopakiem i jeszcze dwoma przydupasami. Widać było że to jakaś ważna osoba (Pewnie z miasta) ponieważ sam właściciel baru wyszedł zza lady by ją powitać. Była ubrana w różową bluzeczkę sweterek tego samego koloru i (o zgrozo) żółte legginsy! A nie należała do tych najchudszych... W ręce trzymała pomarańczowe smoothie w plastikowym pojemniku. I tym właśnie pojemnikiem (z zawartością!) oberwałam.
-Ej ty tam! Wyrzuć to za mnie! Rozkazała po czym usiadła na biednym barowym krzesełku które żałośnie zaskrzypiało pod jej ciężarem.
Starłam z twarzy resztki napoju, podniosłam pojemink . Jeszcze trochę zostało. Ruszyłam w jej kierunku.
-Ty, gówniaro! Nie kazałam ci przez przypadek tego wyrzucić! Rodzice nie nauczyli cię się zachowywać! Czy ty wiesz kim ja jestem?! Warknęła jadowitym tonem. Miała wyjątkowo nie przyjemny i skrzeczący głos.
-Ale ja miałam zamiar to wyrzucić. Tylko że ja segreguje śmieci a sądząc po tych twoich sztucznych rzęsach i 2 kg tapety wywnioskowałam że tu wyrzucać tworzywa sztuczne. Odpowiedziałam uśmiechając się po czym wylałam jej na tą cud blond perukę to co zostało w pojemniku.
-Przegięłaś mała dziwko! Warkną jeden z jej przydupasów i rzucił się na mnie.
Odsunęłam się i zarył w ladę, ale po chwili przyłączył się do niego jego koleżka...i ochrona baru... I teraz zaczęłam się zastanawiać, czy zmienić się w cień, rozwlec ich flaki po całym barze i zostać wsadzona do domu dla świrów (Nie chce tam wracać!) Nie...za dużo światków... Muszę stąd zwać. Pierwszego odepchnęłam nogą, zrobiłam unik schylając się przed ciosem nadchodzącym z boku nagle jeden zaszedł mnie od tyłu i walną w głowę. Inny złapał mnie za ręce i wykręcił je do tyłu. No i to był mniej więcej koniec walki. Oberwałam jeszcze raz profilaktycznie w twarz. Ochroniarz zamienił z właścicielem parę słów po czym zawlekli mnie do...Tego chłopaka który tu ze mną przyszedł!? Po jego twarzy było widać że bawiła go ta sytuacja. Radośnie wciąż popijał wino, jednak gdy ochroniarze do niego podeszli już się tak nie cieszył.
-Ty! Bierz stąd swoją durną towarzyszkę i wynoście się z baru!
On spojrzał na nich zaczął gadać że mnie nie zna ale oni stwierdzili że mają to gdzieś i i tak mamy się z stąd wynosić po czym ten dureń wreszcie mnie puścił i rzucił na ziemie i sobie poszedł.
Podniosłam się i starłam krew z policzka, popatrzyłam na niego.
-To nie moja wina! Oni zaczęli! Krzyknęłam z żalem w głosie próbując się wytłumaczyć po czym spuściłam głowę.
-Ej ty tam! Wyrzuć to za mnie! Rozkazała po czym usiadła na biednym barowym krzesełku które żałośnie zaskrzypiało pod jej ciężarem.
Starłam z twarzy resztki napoju, podniosłam pojemink . Jeszcze trochę zostało. Ruszyłam w jej kierunku.
-Ty, gówniaro! Nie kazałam ci przez przypadek tego wyrzucić! Rodzice nie nauczyli cię się zachowywać! Czy ty wiesz kim ja jestem?! Warknęła jadowitym tonem. Miała wyjątkowo nie przyjemny i skrzeczący głos.
-Ale ja miałam zamiar to wyrzucić. Tylko że ja segreguje śmieci a sądząc po tych twoich sztucznych rzęsach i 2 kg tapety wywnioskowałam że tu wyrzucać tworzywa sztuczne. Odpowiedziałam uśmiechając się po czym wylałam jej na tą cud blond perukę to co zostało w pojemniku.
-Przegięłaś mała dziwko! Warkną jeden z jej przydupasów i rzucił się na mnie.
Odsunęłam się i zarył w ladę, ale po chwili przyłączył się do niego jego koleżka...i ochrona baru... I teraz zaczęłam się zastanawiać, czy zmienić się w cień, rozwlec ich flaki po całym barze i zostać wsadzona do domu dla świrów (Nie chce tam wracać!) Nie...za dużo światków... Muszę stąd zwać. Pierwszego odepchnęłam nogą, zrobiłam unik schylając się przed ciosem nadchodzącym z boku nagle jeden zaszedł mnie od tyłu i walną w głowę. Inny złapał mnie za ręce i wykręcił je do tyłu. No i to był mniej więcej koniec walki. Oberwałam jeszcze raz profilaktycznie w twarz. Ochroniarz zamienił z właścicielem parę słów po czym zawlekli mnie do...Tego chłopaka który tu ze mną przyszedł!? Po jego twarzy było widać że bawiła go ta sytuacja. Radośnie wciąż popijał wino, jednak gdy ochroniarze do niego podeszli już się tak nie cieszył.
-Ty! Bierz stąd swoją durną towarzyszkę i wynoście się z baru!
On spojrzał na nich zaczął gadać że mnie nie zna ale oni stwierdzili że mają to gdzieś i i tak mamy się z stąd wynosić po czym ten dureń wreszcie mnie puścił i rzucił na ziemie i sobie poszedł.
Podniosłam się i starłam krew z policzka, popatrzyłam na niego.
-To nie moja wina! Oni zaczęli! Krzyknęłam z żalem w głosie próbując się wytłumaczyć po czym spuściłam głowę.
<Raven? Nie mam pomysłu na nic bardziej sensownego>
czwartek, 31 marca 2016
Od Ramphilli CD. Engel'a - Święto
Obrzuciłam chłopaka bystrym spojrzeniem, po czym uśmiechnęłam się przebiegle, odchrząkując teatralnie, w między czasie z przesadnym oddaniem poprawiając sobie włosy.
-Czyżbyś właśnie prosił mnie o przysługę?- spytałam, próbując naśladować drwiący ton, jakim, w moim mniemaniu, zwykły posługiwać się czarne charaktery. Właściwie, była to rola, którą odgrywałam chyba najczęściej w swoim życiu. Aczkolwiek, ten specyficzny (i, nie oszukujmy się, najłagodniejszy) rodzaj „złych postaci”, który nie obejmował ani ponurych spojrzeń mordercy, ani śmiechu psychopaty, a zaledwie złośliwy uśmiech i kilka drwin.
-Przysług? Zdaje mi się, że to właśnie ja oferuję wam pomoc.- Engel uniósł jedną brew, przyglądając mi się z lekkim rozbawieniem. Zupełnie, jakby właśnie zastanawiał się, z której to choinki się urwałam.
-Jak zwał, tak zwał.- machnęłam niedbale ręką, po czym, znów poprawiwszy teatralnie włosy, dodałam, ponownie wczuwając się w rolę.- Widzę jednak, iż musisz znajdować się w naprawdę ciężkim położeniu, skoro jesteś gotów zapomnieć o swej dumie i godności artysty, błagając na kolanach…
-Błagając na czym?!- Engel zaśmiał się, kręcąc z niedowierzaniem głową. Za chwilę jednak dostrzegłam w jego brązowych oczach dziwny błysk, kiedy uśmiech na jego twarzy zmienił się w przebiegły grymas.- Rad jestem, że masz na względzie mą godność, jednak pragnę zauważyć, iż owa umowa byłaby niczym innym, jak współpracą, a więc dostarczyłaby obustronnych korzyści.- wyjaśnił, przedrzeźniając mnie i sposób, w jaki mówiłam.- W takim wypadku ciężko jest mówić o przysłudze, czyż nie mam racji? A może przyznanie się do błędu byłoby dla Ciebie zbyt ciężkie, o złośliwe książątko?- Engel kontynuował swoją przemową, ja zaś powstrzymywałam się od wybuchnięcia śmiechem. Z resztą, sądząc po minie chłopaka, on też nieźle się przy tym bawił.
-Zbyt ciężkie? Dla mnie?- przyłożyłam dłoń do klatki piersiowej, a konkretnie, do miejsca, w którym każdy może najwyraźniej poczuć bicie swojego serca, by móc lepiej przedstawić zaskoczenie.- Nic z tych rzeczy!
-A więc mam rozumieć, że jednak przyznajesz się do błędu, tak?
-A w życiu! Nie ma żadnego błędu!
-No tak, jak mógłbym zapomnieć.- chłopak zauważył z udawanym przejęciem.- Przecież książę nigdy nie robi błędów…- to ostatnie stwierdzenie było tak przepełnione sarkazmem, że gdybyśmy go rozpuścili i wlali do naczynia, ten, pod wpływem zbyt dużej ilości, zacząłby się z niego wylewać. Niemniej, trzeba było to wszystko jakoś podchwycić! Jak przedstawienie, to na całego i nie wolno go skończyć, nim kurtyna nie opadnie, zasłaniając scenę.
-Oczywiście, że nie!- potwierdziłam z zadowoleniem jednym skinieniem głowy.
-I zgaduję, że dalej utrzymujesz, iż to wszystko jest przysługą?- Engel uniósł jedną brew, przyglądając mi się z powątpiewaniem. Szczerze, miałam naprawdę wielką nadzieję, że w tym momencie wiedział o mojej grze. W rzeczywistości przecież wcale tak nie myślałam. Przydałaby nam się pomoc, zwłaszcza kogoś tak zdolnego, bowiem do tej pory sami nie tylko pisaliśmy scenariusze i odgrywaliśmy role, ale także zajmowaliśmy się kostiumami, odpowiednim oświetleniem i dekoracją sceny. Byliśmy dość biednym teatrem, jeśli mam przedstawić naszą trupę z tej strony, ale przynajmniej zdolnym, a dla mnie od zawsze to liczyło się najbardziej. Poza tym, dzięki temu, że nie mamy wypchanych portfeli, nie ulegliśmy zarazie obecnego wieku, gorszej od samej apokalipsy- komercji.
-Dokładnie, nie potrzebujemy pomocy…- odpowiedziałam prędko, choć głos na chwilę zawisł mi między sylabami. Engel zrobił krok w moją stronę, co zmusiło mnie do minimalnego cofnięcia się, a przez to (na moje nieszczęście), zahaczenia nogą o korzeń, bądź cokolwiek, co rosło za mną. Zachwiałam się odrobinę, a chwilę później poczułam cudzą dłoń na swym przedramieniu.
-I ko tu nie potrzebuje pomocy?- chłopak posłał mi rozbawione spojrzenie. Ucieszyłam się w duchu, bowiem była to dla mnie oznaka, że nie brał moich wcześniejszych słów na poważnie.
Uśmiechnęłam się złośliwie, bez problemu podciągając się o własnych siłach, po czym odpowiedziałam na jego pierwsze pytanie, jakie zadał mi na początku. Tym razem, szczerze i bez żadnego grania.
-Jeśli tylko z nami wytrzymasz, chętnie skorzystamy z oferty. Dzięki.- to dodałam już zupełnie swobodnie.- Poważnie przyda nam się scenograf.Engel, najwyraźniej nie mogą się powstrzymać od uwagi, zauważył z odrobiną drwiny w głosie.
-I co, takie trudne to było?
Już miałam odpowiedzieć naszykowaną na szybko złośliwą uwagą, gdy do moich uszu dotarły radosne dźwięki, które od razu przypomniały mi o zabawie z okazji Święta Wiosny.
-Słyszysz?- zagaiłam, odwracając głowę w kierunku hałasów. Engel zrobił to samo, najwyraźniej również wyłapując dźwięki.- Choć!- krzyknęłam w stronę chłopaka, po czym bezceremonialnie złapałam go za rękę i niemalże pociągnęłam za sobą w kierunku polany. Biegliśmy tak dosłownie przez chwilę, gdyż nie minęło kilka sekund, a zrównaliśmy kroku.
<Engel? Sorki, że tak długo zwlekałam. Wenus brakus mnie dopadł *^*>
Od Raven'a CD. Lilith - Święto
- A co jest złego w przesiedzeniu całej nocy barze? - spytałem retorycznie racząc się dobrym, czerwonym winem.
- Może to, że jest nudne? - podsunęła nawet na sekundę nie siedząc w jednej pozycji.
- Śmiertelnicy... - wymamrotałem. Z nimi zawsze są tylko problemy.
- Co tam mruczysz?
- 'Fantastyczna dzisiaj pogoda' - skłamałem upijając następy łyk wina.
- Też tak sądzę. Odpowiesz na moje pytanie?
Zmarszczyłem brwi. O co ona mogła zapytać? A, no tak...
- Potem możemy potańczyć. Ewentualnie zostawię cię gdzieś i będę patrzył jak robisz z siebie pośmiewisko.
- Aleś ty miły...
- Tylko dla tych wyjątkowych cukiereczku - odpowiedziałem fałszywie słodkim głosem dopijając wino.
<Lilith?>
- Może to, że jest nudne? - podsunęła nawet na sekundę nie siedząc w jednej pozycji.
- Śmiertelnicy... - wymamrotałem. Z nimi zawsze są tylko problemy.
- Co tam mruczysz?
- 'Fantastyczna dzisiaj pogoda' - skłamałem upijając następy łyk wina.
- Też tak sądzę. Odpowiesz na moje pytanie?
Zmarszczyłem brwi. O co ona mogła zapytać? A, no tak...
- Potem możemy potańczyć. Ewentualnie zostawię cię gdzieś i będę patrzył jak robisz z siebie pośmiewisko.
- Aleś ty miły...
- Tylko dla tych wyjątkowych cukiereczku - odpowiedziałem fałszywie słodkim głosem dopijając wino.
<Lilith?>
sobota, 26 marca 2016
Od Alissy DO Kogoś- Święto
Siedziałam w moim mieszkaniu, pogrążona w lekturze, gdy
nagle usłyszałam odległe dźwięki muzyki. Jakaś impreza…? Ach, no tak! Przecież
dziś pierwszy dzień wiosny- przypomniałam sobie. Nikt mnie nie zaprosił, a
samej mi się nie chciało iść, więc uznałam, że zostanę w domu. Wróciłam do
książki. Po chwili jednak zaczęłam się zastanawiać… A w sumie co mi szkodzi się
zabawić? Najwyżej po prostu do kogoś dołączę. Przejrzałam szafę. Zdecydowałam
się na zwiewną białą sukienkę i balerinki. Włosy związałam w kucyk i
przewiązałam wstążką. Tak wystrojona, ruszyłam na imprezę. Nagle w tłumie
dostrzegłam znajomą twarz.
-Cześć!- przywitałam się.
<Ktoś?>
Od Engel'a CD. Ramphilli - Święto
Zastanowiłem się nad pytaniem. Jakby elegancko przedstawić kierujące mną wtedy motywy...?
- Ogólnie to moje rodzinne strony były dla mnie za ciasne. Brakowało mi czegoś - zdublowałem słowa Ramph. Trudno się mówi i odpowiada się dalej - Dalekie podróże, odrobina ryzyka... To chyba było to. A przynajmniej dlatego wyjechałem. Potem zepchnąłem to na dalszy plan. Głównie dlatego, że poznałem "przesympatyczną" grupę ludzi, która zwyczajnie wciągnęła mnie w środowisko artystyczne. Poeci, malarze, muzycy, filmowcy i tak dalej. Wszystkich ich no i mnie łączyło jedno, znaczy chcieliśmy jakoś zaistnieć. Tylko jakoś nie bardzo odpowiadały nam powszechnie przyjęte kanony.
- I tak powstała Neo-bohema? - spytała Ramphilla. Zmierzyłem ją lekko zamyślonym spojrzeniem usilnie starając się uporządkować w głowie wszelkie ważne wydarzenia.
- Taaak. Właśnie tak. Ale jako, że nie miałem specjalizacji byłem towarem powszechnie wykorzystywanym. Pomagałem chyba każdemu i przy okazji się czegoś uczyłem. No i masz... Projekt "Artysta Uniwersalny" zakończony sukcesem.
Zaśmiałem się lekko. Na drzewie niedaleko usiadła mała sówka. Była wprost urocza. Uśmiechnąłem się grzebiąc w torbie w poszukiwaniu polaroida. Ołówki, szkicownik, zdjęcie Ramph, długopis... Kurcze... Gorzej zawalone są chyba tylko damskie torebki. W końcu kiedy już rozważałem wyrzucenie wszystkiego na ziemię znalazłem to czego szukałem. Wydobyłem aparat z torby i nieco zbliżyłem się do ptaszka. Na tyle, żeby nie spłoszyć małego cudeńka, ale zdobyć dobry kadr. Pstryknąłem zdjęcie przy okazji płosząc sówkę. Po chwili polaroid wyrzucił z siebie gotowe zdjęcie. Chwyciłem je i pomachałem nim szybko, żeby zrobiło się takie jak trzeba. Rzuciłem na nie okiem. Niby zwykła fotografia przedstawiająca puchatą kulkę pierza z dwoma wielkimi bursztynowymi oczami wpatrzonymi w obiektyw na tle pierwszych pączków, ale jak dla mnie miało w sobie to "coś". Usłyszałem śmiech dziewczyny. Przeniosłem wzrok z sówki na zdjęciu na dziewczynę lekko przekrzywiając głowę w niemym pytaniu.
- Musiałeś prawda? - spytała nadal jeszcze rozbawiona.
- Miałem przegapić takie zdjęcie? - pokazałem jej fotografię - Nigdy!
- Oj dobrze, już dobrze... Zrozumiałam - odpowiedziała - Ile tak na oko zajmuje ci spacer? Wliczając przystanki.
- Bardzo śmieszne - prychnąłem sam też się śmiejąc - Uważaj, bo pewnego ranka obudzisz się ze swoją karykaturą wymalowaną na ścianie jaskini.
- To szantaż?
- Bardziej ostrzeżenie - wróciłem do studiowania fotografii jednocześnie grzebiąc w torbie w poszukiwaniu szkicownika i zdjęcia Ramphilli. Już po chwili i sówka i dziewczyna leżały bezpieczne pomiędzy kartkami, a aparat razem z dość grubym zeszytem znikały w odmętach mojej torby.
- Wiesz co było najśmieszniejsze? - spytała w końcu.
- No co? - uniosłem brew.
- Twoje skupienie - odpowiedziała ze złośliwym uśmieszkiem.
- Śmiej się, śmiej... A ja sobie to dorzucę do ogłoszenia.
- Pracy szukasz? - jej uśmieszek zrobił się szerszy.
- Praca jest poniżej poziomu mojej godności. To nie dla mnie, ale zlecenia są całkiem dobre. W sumie przez pewien czas byłem w stanie się z nich utrzymać i jeszcze odłożyć na gorsze czasy. A właśnie? Może tam gdzieś u ciebie jest miejsce, co?
- Chcesz grać? - spytała z autentycznym zdziwieniem.
- Nie będę kradł ci publiki, o złośliwe książątko - zadrwiłem - Ale mogę pomóc przy scenografii o ile nie znajdę nic lepszego - wzruszyłem ramionami.
<Ramphilla?>
Od Zero CD. Nirvany - Święto
- Oficjalnie otwieram obchody Święta Wiosny - powiedziałem zabierając ją na parkiet.
Potańczyliśmy trochę, a potem poszliśmy do szwedzkiego stołu napić się czegoś i ewentualnie zjeść. Chwyciłem za pysznie wyglądające ciasto. Smakowało tak, jak wyglądało. Wybornie.
- Smakuje ci? - spytała Nirvana.
Uśmiechnąłem się do niej ciepło.
- Jest przepyszne.
- Na tyle, że musiałeś sobie zostawić na później? - spytała ze śmiechem. Delikatnie sięgnęła palcem do kącika moich ust i starła trochę czekolady. Ja też się zaśmiałem.
- Najwidoczniej. Masz ochotę się czegoś napić?
- A ty?
Przyjrzałem się dostępnym rodzajom napojów.
- Co powiesz na oranżadę?
- Brzmi dobrze.
Już po chwili podawałem dziewczynie kubek.
- To teraz chodźmy sobie usiąść - powiedziałem wskazując na poduszki na ziemi.
<Nirvana?>
Potańczyliśmy trochę, a potem poszliśmy do szwedzkiego stołu napić się czegoś i ewentualnie zjeść. Chwyciłem za pysznie wyglądające ciasto. Smakowało tak, jak wyglądało. Wybornie.
- Smakuje ci? - spytała Nirvana.
Uśmiechnąłem się do niej ciepło.
- Jest przepyszne.
- Na tyle, że musiałeś sobie zostawić na później? - spytała ze śmiechem. Delikatnie sięgnęła palcem do kącika moich ust i starła trochę czekolady. Ja też się zaśmiałem.
- Najwidoczniej. Masz ochotę się czegoś napić?
- A ty?
Przyjrzałem się dostępnym rodzajom napojów.
- Co powiesz na oranżadę?
- Brzmi dobrze.
Już po chwili podawałem dziewczynie kubek.
- To teraz chodźmy sobie usiąść - powiedziałem wskazując na poduszki na ziemi.
<Nirvana?>
Od Ramphilli CD. Engel'a
Gdy usłyszała pytanie, zerknęłam niepewnie w stronę Engel’a, po czym,
nie mogąc się powstrzymać, parsknęłam śmiechem. Przez tą nasza rozmowę
zdążyłam już zapomnieć o papierach, stanowiących zawartość mojego
plecaka, oraz roli, która będzie wymagała ode mnie mówienia „mógłbym”,
„poszedłem” oraz „chciałbym”. Nie żeby przypomnienie mi o tych rzeczach
było złe (właściwie to wręcz przeciwnie), ale po prostu bawi mnie to, z
jaką łatwością potrafimy czasem zapomnieć o tych, zdawałoby się,
najistotniejszych szych rzeczach, wymagających szczególnej uwagi,
kosztem beztroskiej codzienności.
-Faceta.- wyjaśniłam, tłumaczyć tym jednym słowem powód mojej
wcześniejszej reakcji. Chłopak uniósł jedną brew, ciężko powiedzieć, czy
w geście rozbawienia, czy też niedowierzania, więc sprostowałam.- Gram
młodego księcia. Wczoraj nie było mnie na spotkani, na którym reszta
ustalała role, więc poprosiłam kumpli, by wybrali coś dla mnie…
-Przyjaźń to podstawa.- dorzucił Engel, niby to swobodnym tonem, choć
wiedziałam, że z trudem powstrzymywał się od śmiechu. Najwyraźniej miał
już jako takie wyobrażenie co do relacji, jaka łączy większość aktorów z
mojego teatru, choć nie sądzę, by wyobrażenia te były nietrafne.
Właściwie to nasza przyjaźń opiera się przede wszystkim na drobnych,
nieszkodliwych złośliwościach.
Wywróciłam oczami, z udawanym oburzeniem, choć przyłapałam się na tym, że również się uśmiecham.
-A śmiej się ile wlezie.- rzuciłam oskarżycielskim tonem, krzyżując ręce
na piersi.- Ale mogę zapewnić, że będę najlepszym księciem, jakiego
kiedykolwiek widziałeś na scenie.- dodałam dumnie.
-W to nie wątpię.- chłopak zaśmiał się, po czym dodał, uśmiechając się szelmowsko.- To było zaproszenie?
-CO? A w życiu, mowy nie ma!- odpowiedziałam od razu, niemalże
machinalnie, próbując jak najszybciej wybrnąć z tyj sytuacji, co
najwyraźniej jeszcze bardziej rozbawiło Engel’a. Poważnie, nie mam
pojęcia czemu, ale czasem w moich wypowiedziach i reakcjach jest coś
dziwnego, co wywołuje u wielu wilków i ludzi uśmiech. Zauważyłam to już
jakiś czas temu, choć jeszcze nie odkryłam, czym to może być.
-Skoro taka wola księcia…- chłopak uśmiechnął się złośliwie.
-Ej!- ostrzegłam z udawanym oburzeniem, choć nie mogąc się już dłużej powstrzymać, zaśmiałam się szczerze rozbawiona.
-Hej, Ramph… czy aktorstwo zawsze było tym, co chciałaś robić w życiu?- trochę zaskoczyła mnie ta nagła zmiana tematu.
-Słucham?
-Nic, po prostu rzadko spotyka się osoby, które w młodym wieku z takim
zaangażowaniem podchodzą do gry w teatrze.- wyjaśnił, a ja musiałam na
chwilę zajrzeć do swoich wspomnień, by doszukać się momentu, w którym
odnalazłam swoje powołanie.
-Cóż… właściwie to można powiedzieć, że od małego szczeniaka
występowałam z rodzeństwem i kuzynami na „scenie”. Co prawda, były to
zwykłe amatorskie improwizacje, ale dobrze się przy tym bawiliśmy.-
uśmiechnęłam się na wspomnienie tych szczenięcych czasów, kiedy żyłam
jeszcze w rodzinnej watasze. Każdy dzień był wówczas kolejną przygodą…
była z nas naprawdę pokręcona gromadka, choć obiecaliśmy sobie nie
tęsknić za sobą.- Ale to nie była jedyna rzecz, jaką się zajmowałam. Gdy
znalazłam się w mieście, pracowałam trochę w sklepie muzycznym. Później
poznałam kilka osób, z którymi przez krótki czas grałam w zespole
rock’owym, ale to chyba nie było „to coś”. Po prostu czegoś mi w nich
brakowało, wiesz o co mi chodzi?
Engel pokiwał w zamyśleniu głową.
-Chyba wiem. I co było potem?Zastanowiłam się przez chwilę.
-Potem..? Pamięta, ze gdy BLAST… to jest, nasz zespół się rozpadł, poszłam do teatru, obejrzeć przedstawienie. Właściwie to chyba znalazłam się tam zupełnie przypadkiem.- dodałam, zastanawiając się nad motywem moich ówczesnych działań.- W każdym bądź razie, po przedstawieniu poszłam porozmawiać z aktorami, a ci z początku wzięli mnie za chłopaka. Musiałam więc wyjaśnić im jak najszybciej, że jestem dziewczyną… i tak się poznaliśmy.- Uśmiechnęłam się, słysząc cichy śmiech Engel’a.
-To właśnie po tym zaproponowali Ci granie z nimi w teatrze?- zagaił.
-Nie, ale niewiele później. No i tak dotarliśmy do obecnego miejsca, koniec historii.
-Hm… ciekawe.- stwierdził chłopak, przyglądając mi się przez chwilę swymi brązowymi oczami.- Nie sądziłem, że miałaś też do czynienia ze światem muzyki.
-Cóż, nie mam wielkiego doświadczenia i na pewno wiele mi do szanownego pana brakuje. Proszę zostać moim mistrzem- rzuciłam złośliwie, po czym dodałam.- A co z Tobą?
-Co ze mną?- jak echo powtórzył Engel
-Zawsze chciałeś być wielofunkcyjnym artystą? Czy po prostu przez ten czas szukałeś dla siebie miejsca na świecie?
<Engel?>
czwartek, 24 marca 2016
Od Leny CD Venom'a - Święto
Okej... Powoli.. Właśnie żywa, oddychająca istota spytała mnie czy pójdę z nią na zabawę? Są dwie opcje. Albo to znowu jakiś głupi i dość dziwny żart, albo wszechświat zmierza ku zagładzie. Venom jednak nie wygląda mi na osobę, która robiłaby takie żarty, nawet przyznał mi się do homoseksualizmu żeby mnie przekonać, choć i tak w życiu bym nie uwierzyła że ktokolwiek próbuje mnie wyciągnąć na randkę.
- N-no skoro tak stawiasz s-sprawę... Chyba n-nie mam wyjścia- westchnęłam uśmiechając się na widok rozradowanego Venoma. - A-ale ostrzegam, n-nie jestem r-rozrywkową osobą i n-najpewniej będziesz się ze mną n-nudzić.
- Aj tam. Fajnie będzie. To o której się spotykamy?
- M-może za godzinę?- zaproponowałam
- Super! Zobaczysz że będzie fajnie!- gdy Venom wyszedł zastanawiałam się chwilę co zrobić. Jest już dość ciepło więc nie będę musiała siedzieć w wilczej postaci. Jako że nie jestem w posiadaniu żadnych bardziej eleganckich ubrań, założyłam dżinsy, białą bluzkę na krótkim rękawku i moją ulubioną brązową bluzę. Teraz tylko wystarczy trochę poczekać na Venoma, kto wie może faktycznie będzie fajnie?
<Venom?>
- N-no skoro tak stawiasz s-sprawę... Chyba n-nie mam wyjścia- westchnęłam uśmiechając się na widok rozradowanego Venoma. - A-ale ostrzegam, n-nie jestem r-rozrywkową osobą i n-najpewniej będziesz się ze mną n-nudzić.
- Aj tam. Fajnie będzie. To o której się spotykamy?
- M-może za godzinę?- zaproponowałam
- Super! Zobaczysz że będzie fajnie!- gdy Venom wyszedł zastanawiałam się chwilę co zrobić. Jest już dość ciepło więc nie będę musiała siedzieć w wilczej postaci. Jako że nie jestem w posiadaniu żadnych bardziej eleganckich ubrań, założyłam dżinsy, białą bluzkę na krótkim rękawku i moją ulubioną brązową bluzę. Teraz tylko wystarczy trochę poczekać na Venoma, kto wie może faktycznie będzie fajnie?
<Venom?>
Od Nirvany CD. Zero - Święto
- Oczywiście, że pójdziemy - uśmiechnęłam się przytulając mamę na pożegnanie.
Upewniłam się jeszcze, że wszystko z nią w porządku i wyszliśmy z jej domku.
Szliśmy w stronę naszej jaskini gdy nagle zobaczyłam tą piękną polankę... ,,Wiążemy z Zerem z nią pewne wspomnienia'' - powiedziałam w swojej głowie uśmiechając się sama do siebie. Gdy doszliśmy do naszej jaskini spojrzałam mu w oczy i pocałowałam go mocniej, zamruczał widocznie zadowolony.
- Zero, to ja pójdę się przebrać i wybierzemy się na polanę? - zapytałam
- Dobrze, ja poczekam - uśmiechnął się puszczając mi oczko.
Weszłam do jaskini i zaczęłam przeglądać moje sukienki, wybrałam jedną z nich, była bardzo ładna a prezentowała się tak
Zdecydowałam, że nałożę na nią czarną narzutkę i ubiorę buty na nie wysokim obcasie. Byłam gotowa więc wyszłam na zewnątrz widząc tam Zera. Uśmiechnęłam się i poszliśmy potańczyć.
W tle rozlegała się przyjemna dla uszu muzyka i można było tam zauważyć parę osób z naszej watahy.
Złapałam zera za rękę i uśmiechnęłam się szczerze.
<Zero?>
Upewniłam się jeszcze, że wszystko z nią w porządku i wyszliśmy z jej domku.
Szliśmy w stronę naszej jaskini gdy nagle zobaczyłam tą piękną polankę... ,,Wiążemy z Zerem z nią pewne wspomnienia'' - powiedziałam w swojej głowie uśmiechając się sama do siebie. Gdy doszliśmy do naszej jaskini spojrzałam mu w oczy i pocałowałam go mocniej, zamruczał widocznie zadowolony.
- Zero, to ja pójdę się przebrać i wybierzemy się na polanę? - zapytałam
- Dobrze, ja poczekam - uśmiechnął się puszczając mi oczko.
Weszłam do jaskini i zaczęłam przeglądać moje sukienki, wybrałam jedną z nich, była bardzo ładna a prezentowała się tak
Zdecydowałam, że nałożę na nią czarną narzutkę i ubiorę buty na nie wysokim obcasie. Byłam gotowa więc wyszłam na zewnątrz widząc tam Zera. Uśmiechnęłam się i poszliśmy potańczyć.
W tle rozlegała się przyjemna dla uszu muzyka i można było tam zauważyć parę osób z naszej watahy.
Złapałam zera za rękę i uśmiechnęłam się szczerze.
<Zero?>
Od Nirvany - Święto Wiosny
Rano jak zawsze wstałam i trzeba było zacząć przygotowywać poczęstunek, którego przygotowanie było moim obowiązkiem, a ja postawiłam sobie za cel zrobienie tortu i zdobycie napoi oraz innych dań. Zabrałam się do pracy,która raczej była monotonna ale sprawiała mi przyjemność. Na pierwszy ogień poszedł tort, upiekłam trzy warstwy biszkoptu i pokryłam go czekoladą oraz kolorowym lukrem a na czubku można było dostrzec dość okazałą wilczą głowę z kwiatami z sierści. Efekt był bardzo zachęcający. Przyszedł czas na napoje, uszykowałam kilka kartonów soku, a także alkoholi. Jednymi z głównych trunków było wino białe wytrawne, czerwone półwytrawne oraz sake i parę likierów o smakach pistacjowych, kokosowych i innych. Jeśli chodzi o inne przekąski to przygotowałam chipsy i przygotowałam kiełbaski na grilla. Po paru godzinach byłam wyrobiona i zmęczona padłam na kanapę zdecydowana usnąć.
środa, 23 marca 2016
Od Raven'a CD. Lilith - Święto
Stanąłem przed trudnym pytaniem natury filozoficzno-egzystencjalnej. 'Zjeść kilo hot dogów, czy jak to się tam zwało, i wymiotować pod stół... Czy też może znosić tą całą Lily przez resztę nocy. Oto jest pytanie.' Szybki bilans strat i korzyści... Dobra. Wytrzymam z nią. Nie będę niepotrzebnie sobie szkodził.
- Zapomnij.
- Ale ja chcę...
- A ja nie chcę. W zasadzie wcale nie musisz za mną łazić.
- Znasz tu kogoś? - spytała lekko zawiedziona - Chcesz do iego iść, tak?
Rozejrzałem się dookoła.
- Na moje nieszczęście nie.
- No to idziemy jeść hot dogi - nagle odzyskała całą radość.
- Nie!
- Ale... No ale dlaczego by nie? Nie lubisz hot dogów?
Zacisnąłem dłonie w pięści. Za dużo pytań.
- Litości... - mruknąłem - Idziemy najpierw napić się wina.
Bo na trzeźwo chyba nie zdzierżę, pomyślałem ponuro idąc w stronę stołu z napojami.
<Lilith?>
- Zapomnij.
- Ale ja chcę...
- A ja nie chcę. W zasadzie wcale nie musisz za mną łazić.
- Znasz tu kogoś? - spytała lekko zawiedziona - Chcesz do iego iść, tak?
Rozejrzałem się dookoła.
- Na moje nieszczęście nie.
- No to idziemy jeść hot dogi - nagle odzyskała całą radość.
- Nie!
- Ale... No ale dlaczego by nie? Nie lubisz hot dogów?
Zacisnąłem dłonie w pięści. Za dużo pytań.
- Litości... - mruknąłem - Idziemy najpierw napić się wina.
Bo na trzeźwo chyba nie zdzierżę, pomyślałem ponuro idąc w stronę stołu z napojami.
<Lilith?>
Od Lilith CD. Raven'a
Super! Jednak kogoś znalazłam! Co prawda mój nowy "przyjaciel" chyba nie za bardzo za mną przepada ale cóż! Może da radę to zmienić. Niektórzy na mój widok pierwsze co robili to wyciągali krzyże ale to tylko w tedy gdy zapomniałam zmienić się w człowieka i jako cień przeparadowałam przez miasto z nożem w ręce. Więc chyba mogło być gorzej.
-Tak w ogóle to Lily jestem. A ty? Zapytałam szczerząc się.
Mój towarzysz burkną tylko coś niezrozumiałego pod nosem co chyba znaczyło że nie jestem godna posiadania tej informacji.
Po jakimś czasie dotarliśmy na polanę. Pierwszym co rzuciło mi się w oczy było stoisko z hot dogami! Zawody w jedzeniu hot dogów na czas! Toż to genialne!
-Ej zobacz to! Krzyknęłam pokazując palcem na przedmiot mojego zainteresowania. -Pościgasz się ze mną w jedzeniu hotdogów na czas? Prooosze!
-Chyba śnisz...Warkną Chłopak.
-No weź! Obiecuję że jak ze mną wygrasz to dam Ci spokój i pójdę grzecznie do domu. Zrobiłam minę proszącego kotka.
<Raven?>
-Tak w ogóle to Lily jestem. A ty? Zapytałam szczerząc się.
Mój towarzysz burkną tylko coś niezrozumiałego pod nosem co chyba znaczyło że nie jestem godna posiadania tej informacji.
Po jakimś czasie dotarliśmy na polanę. Pierwszym co rzuciło mi się w oczy było stoisko z hot dogami! Zawody w jedzeniu hot dogów na czas! Toż to genialne!
-Ej zobacz to! Krzyknęłam pokazując palcem na przedmiot mojego zainteresowania. -Pościgasz się ze mną w jedzeniu hotdogów na czas? Prooosze!
-Chyba śnisz...Warkną Chłopak.
-No weź! Obiecuję że jak ze mną wygrasz to dam Ci spokój i pójdę grzecznie do domu. Zrobiłam minę proszącego kotka.
<Raven?>
wtorek, 22 marca 2016
Od Raven'a CD. Lilith - Święto
Gdyby nie moje białe włosy i praktycznie idealnie mleczna karnacja był bym niewidzialny w ciemności. Niestety nie jestem. I dzięki temu w moją stronę właśnie teraz idzie kobieta w czerni i bieli. Cóż... Wygląda mi na niezbyt skomplikowaną osobistość. Pozory mogą mylić. Zwłaszcza, że z niewyjaśnionych przyczyn nie mogę przeczytać jej aury.
- No heeeej! - zaczęła.
- Buonasera - mruknąłem.
Że też ze wszystkich wader musiałem trafić na tę? Cały świat przeciwko mnie. Jak zawsze.
- Co?
Przewróciłem oczami.
- Nic.
- Aleś ty milutki. Idziesz może na to całe... No to... Święto? - spytała całkiem zadowolona z siebie.
- Właśnie się rozmyśliłem - oznajmiłem odwracając się.
- Ej! ty też tam idziesz! Możemy pójść razem - chwyciła mnie za przedramię. Warknąłem na nią.
- O tak... O tym marzę...
- No to się cieszę. Idziemy! - zaczęła mnie ciągnąć w stronę polany. A ja zacząłem już obmyślać krwawą i bolesną zemstę.
<Lilith?>
- No heeeej! - zaczęła.
- Buonasera - mruknąłem.
Że też ze wszystkich wader musiałem trafić na tę? Cały świat przeciwko mnie. Jak zawsze.
- Co?
Przewróciłem oczami.
- Nic.
- Aleś ty milutki. Idziesz może na to całe... No to... Święto? - spytała całkiem zadowolona z siebie.
- Właśnie się rozmyśliłem - oznajmiłem odwracając się.
- Ej! ty też tam idziesz! Możemy pójść razem - chwyciła mnie za przedramię. Warknąłem na nią.
- O tak... O tym marzę...
- No to się cieszę. Idziemy! - zaczęła mnie ciągnąć w stronę polany. A ja zacząłem już obmyślać krwawą i bolesną zemstę.
<Lilith?>
Od Engel'a CD. Ramphilli - Święto
- Nie... To nie będzie konieczne. Zapisz mi to w nutach - zaśmiałem się wyciągając z torby aparat. Szybko upewniłem się, że wszystko gra i zrobiłem zdjęcie. Udało mi się uchwycić Ramph w momencie gdy kończyła wkładać wszystkie kartki do plecaka.
- Hej!
- Spokojnie mademoiselle, ja nie potrafię robić brzydkich zdjęć. - pokazałem jej zrobione zdjęcie - Dasz mi autograf?
- A po co ci to zdjęcie?
- Chciałbym zapamiętać kogo zaprosiłem - wyszczerzyłem się do niej wrzucając aparat do torby i zamykając ją.
Dziewczyna posłała mi rozbawione spojrzenie.
- Ty jesteś aktorką, prawda? - spytałem mimo że byłem pewny odpowiedzi. Widać po niej. No przynajmniej ja to widzę. Jestem pewny, że tamte kartki były scenariuszem.
- Tak... A ty to...?
- Artysta - odpowiedziałem
- To pojęcie dość ogólne. Możesz konkretniej?
- To trochę zajmie... - ostrzegłem - A więc tak... Jak miałaś szansę zobaczyć jestem fotografem. Malarzem, rzeźbiarzem, rysownikiem... Szkicuję i koloruję. Kiedyś miałem okazję projektować, a potem szyć ubrania. Nieobca mi obsługa kamery i tworzenie filmu. Jestem muzykiem, umiem śpiewać, czasami bawię się w DJ albo montuję swoje kawałki. Piszę wiersze, piosenki czy cokolwiek sobie wymarzysz. Jeśli dasz mi sprzęt zrobię ci tatuaż. Mogę uczynić z ciebie profesjonalną cospaly'erkę i przebrać za dowolną postać. I coś jeszcze...? A tak. Mam na kącie kilka sztuk na deskach teatru. No i mogę się zajmować charakteryzacją czy scenografią.
Uśmiechnąłem się widząc lekko skrywane zdziwienie na twarzy dziewczyny.
- Gdzie się takie osoby chowają?
- W Neo-Bohemie - odpowiedziałem - Witam u progu artystów nowej generacji. Mogłaś kiedyś usłyszeć o tym nurcie artystycznym.
- Chyba coś mi się obiło o uszy. Należysz do nich?
- Jestem jednym z jej siedmiu założycieli - pochwaliłem się - Przejdziemy się?
- Mhm... Będziesz się jeszcze musiał sporo tłumaczyć.
Zaśmiałem się.
- Co tylko chcesz - odpowiedziałem - Ale musisz mi zdradzić teraz coś o sobie.
- No dobrze. O czym chcesz usłyszeć? - spytała idąc w przypadkowym kierunku. Podążyłem za nią.
- O wszystkim. Zacznijmy od tego co teraz grasz.
<Ramph?>
Od Ramphilli CD. Engel'a - Święto
Siedziałam sama na niewielkiej skalnej półce, tuż przy mojej jaskini.
Obok siebie położyłam ciemny plecak w wojskowe plamy, o odcieniach
zgniłych owoców i przemoczonej trawy, na kolanach zaś trzymałam
scenariusz i kilka rękopisów. Nie było mnie wczoraj na spotkaniu,
podczas którego rozdzielaliśmy role, dlatego wieczorem poprosiłam Dean’a
( kolegę z teatru) o przekazanie pozostałym, aby wybrali coś dla mnie i
przysłali scenariusz, wraz z rozpiską ról. Zgodnie z umową, papiery
dostałam dziś rano, jednak na moje nieszczęście odczytanie szlaczków
nastawianych przez Dean’a (bo pismem nazwać tego nie można) graniczy z
cudem. A uwierzcie mi, w cieniu, gdzie połowa liter jest niewidoczna, a
drugą połowę muszę zgadywać, czytanie nie należy do najprostszych
czynności. Zapewne, gdyby nie smużka światła, padająca na półkę przez
małą szczelinę, z czystym sumieniem rzuciłabym to wszystko w ch*lerę. Co
prawda sam scenariusz pisany był już przez kogoś innego, więc nie będę
mieć najmniejszego problemu z czytaniem, nawet przy tak słabym świetle.
Ale na co komu cały tekst, skoro nie zna się granej roli?
Przeglądałam listę imion, nie wiem który już raz z rzędu, by znaleźć
krzaczki, które chociaż odrobinę przypominałyby kształtem „Ramphilla”.
Trzymałam kartkę tuż przy twarzy, by łatwiej rozszyfrować ten drobny,
tajemniczy kod, a przez głowę przeszła mi myśl, że jeśli kiedyś oślepnę,
przynajmniej będę wiedziała komu mam się odwdzięczyć. Jednak, gdy w
końcu odnalazłam swoje imię i odczytałam przydzieloną mi rolę,
pożałowałam tego, że tak bardzo się spieszyłam, by ją poznać.
-Co to znaczy „książę”?! parsknęłam cicho śmiechem, choć szczerze
powiedziawszy, w tamtym momencie nie do końca wiedziałam, jak mam na to
zareagować. Powierz kumplom wybór roli, dopasują do Ciebie postać
faceta.
Wywróciłam oczami, zastanawiając się czy kiedykolwiek zrobiłam światu
coś na tyle złego, by los tak mnie ukarał. No dobra, przesadzam. To nie
była znowu tak wielka kara… raczej jeden z najbardziej perfidnych i
kreatywnych żartów, jaki póki co ekipa z teatru mi wywinęła. Ale jeśli
za tym wszystkim stał Dean, dopilnuję, żeby w następnej sztuce grał on
kobietę. Z drugiej strony, męska rola może być całkiem ciekawym
doświadczeniem.
Z moich rozmyślań nagle wyrywa mnie czyjś głos:
-Ymmm… Cześć Ramph…- zdawał się dobiegać z oddali, choć mam świadomość
tego, że w rzeczywistości rozmówca stał blisko mnie. To moje myśli
zawsze płyną gdzieś daleko.
-Engel?- spytałam się niepewnie, przyglądając się chłopakowi z lekko
przekrzywioną głową. Pamiętałam jego rysy z naszego wcześniejszego
spotkania, jednak na co dzień widywałam tylu przypadkowych przechodniów,
że czasem ich imiona i twarze mieszały mi się w głowie, powoli zlewając
w całość, dlatego wolałam się upewnić, czy stojący obok chłopak był
tym, kim mi się wydawał. Ku mojej uldze, ciemnowłosy pokiwał na znak
potwierdzenia. Przyznam, że ucieszyłam się na widok kogoś znajomego.
No, może nie byliśmy sobie na tyle bliscy, by nazywać siebie
przyjaciółmi… przecież spotkaliśmy się kiedyś przez przypadek i to tylko
raz, a przez ten czas chyba więcej śpiewaliśmy, niż rozmawialiśmy, ale
wszystko może się jeszcze zmienić, prawda? Poza tym, na dobrą sprawę
każde towarzystwo jest milsze od spędzania czasu z zapisanymi kartkami.
Już chciałam odezwać się pierwsza, by spytać się chłopaka co go tutaj
sprowadza, gdy ten ubiegł mnie jeszcze zanim otworzyłam usta (a muszę
przyznać, że nie jest to łatwa sztuka).
On chciał… chciał wybrać się na zabawę? Ze mną? Zrobiłam wielkie oczy,
przyglądając się badawczo Engel’owi, a mojej uwadze nie umknął fakt, iż
chłopak zaczął bawić się rzemykiem na nadgarstku. Na chwilę z moich ust
zniknął uśmiech, lecz tylko po to, by po chwili znów się na nich
pojawić. Miałam wrażenie, że basior był nieco skrępowany, co sprawiło,
że sama zaczynałam czuć się niezręcznie. Nie lubiłam, gdy ludzie wokół
mnie, reagowali w taki sposób, więc postanowiłam jak najszybciej
rozluźnić atmosferę. Zaraz jednak coś do mnie dotarło… zabawa… chwila,
czy to przypadkiem nie było…
-Święto wiosny! To j u ż ?!- zdziwiłam się i zaczęłam w myślach liczyć
dni miesiąca. Ch*lera jasna, faktycznie! Chyba przez ten cały teatr
zaczynam tracić poczucie czasu.- Rany, jak ten czas szybko leci.-
odparłam, łapiąc się jedną ręką za swoje krótkie włosy.
Engel roześmiał się, widząc moją reakcję, co zdecydowanie rozluźniło atmosferę.
-To jak?- chłopak ponowił pytanie, choć jego ton był już znacznie pewniejszy siebie.
Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, właśnie w tym momencie dotarło do mnie,
że naprawdę zostałam zaproszona i to wszystko nie było tylko grą.
Zapewne, gdybym nie grała w tylu przedstawieniach i nie nauczyła się
przez ten czas nieświadomie panować nad niektórymi odruchami, mogłabym
się odrobinę zarumienić. Cóż, jeśli naprawdę chciał mnie zaprosić, to
czemu miałabym się nie zgodzić? Poza tym, wydaje mi się, że możemy mieć
kilka wspólnych tematów, a znalezienie bratniej duszy w tym wielkim
świecie, wcale nie jest takie łatwe. Poza tym, jeśli w watasze
organizowana jest zabawa, dlaczego mielibyśmy ją przegapić?
-Z przyjemnością.- uśmiechnęłam się, choć przypominało to bardziej
wyszczerz małego złodzieja, który pod osłoną nocy obrabował czyjś dom i
nie został nakryty, niż miły uśmiech dziewczyny, jednak nic na to nie
poradzę.- Mamy przypieczętować umowę krwią?- zażartowałam i zabrałam się
za pakowanie rękopisów do plecaka.
<Engel? Przyznam, że nie wiedziałam jak skończyć :P>
Subskrybuj:
Posty (Atom)