Gdy usłyszała pytanie, zerknęłam niepewnie w stronę Engel’a, po czym,
nie mogąc się powstrzymać, parsknęłam śmiechem. Przez tą nasza rozmowę
zdążyłam już zapomnieć o papierach, stanowiących zawartość mojego
plecaka, oraz roli, która będzie wymagała ode mnie mówienia „mógłbym”,
„poszedłem” oraz „chciałbym”. Nie żeby przypomnienie mi o tych rzeczach
było złe (właściwie to wręcz przeciwnie), ale po prostu bawi mnie to, z
jaką łatwością potrafimy czasem zapomnieć o tych, zdawałoby się,
najistotniejszych szych rzeczach, wymagających szczególnej uwagi,
kosztem beztroskiej codzienności.
-Faceta.- wyjaśniłam, tłumaczyć tym jednym słowem powód mojej
wcześniejszej reakcji. Chłopak uniósł jedną brew, ciężko powiedzieć, czy
w geście rozbawienia, czy też niedowierzania, więc sprostowałam.- Gram
młodego księcia. Wczoraj nie było mnie na spotkani, na którym reszta
ustalała role, więc poprosiłam kumpli, by wybrali coś dla mnie…
-Przyjaźń to podstawa.- dorzucił Engel, niby to swobodnym tonem, choć
wiedziałam, że z trudem powstrzymywał się od śmiechu. Najwyraźniej miał
już jako takie wyobrażenie co do relacji, jaka łączy większość aktorów z
mojego teatru, choć nie sądzę, by wyobrażenia te były nietrafne.
Właściwie to nasza przyjaźń opiera się przede wszystkim na drobnych,
nieszkodliwych złośliwościach.
Wywróciłam oczami, z udawanym oburzeniem, choć przyłapałam się na tym, że również się uśmiecham.
-A śmiej się ile wlezie.- rzuciłam oskarżycielskim tonem, krzyżując ręce
na piersi.- Ale mogę zapewnić, że będę najlepszym księciem, jakiego
kiedykolwiek widziałeś na scenie.- dodałam dumnie.
-W to nie wątpię.- chłopak zaśmiał się, po czym dodał, uśmiechając się szelmowsko.- To było zaproszenie?
-CO? A w życiu, mowy nie ma!- odpowiedziałam od razu, niemalże
machinalnie, próbując jak najszybciej wybrnąć z tyj sytuacji, co
najwyraźniej jeszcze bardziej rozbawiło Engel’a. Poważnie, nie mam
pojęcia czemu, ale czasem w moich wypowiedziach i reakcjach jest coś
dziwnego, co wywołuje u wielu wilków i ludzi uśmiech. Zauważyłam to już
jakiś czas temu, choć jeszcze nie odkryłam, czym to może być.
-Skoro taka wola księcia…- chłopak uśmiechnął się złośliwie.
-Ej!- ostrzegłam z udawanym oburzeniem, choć nie mogąc się już dłużej powstrzymać, zaśmiałam się szczerze rozbawiona.
-Hej, Ramph… czy aktorstwo zawsze było tym, co chciałaś robić w życiu?- trochę zaskoczyła mnie ta nagła zmiana tematu.
-Słucham?
-Nic, po prostu rzadko spotyka się osoby, które w młodym wieku z takim
zaangażowaniem podchodzą do gry w teatrze.- wyjaśnił, a ja musiałam na
chwilę zajrzeć do swoich wspomnień, by doszukać się momentu, w którym
odnalazłam swoje powołanie.
-Cóż… właściwie to można powiedzieć, że od małego szczeniaka
występowałam z rodzeństwem i kuzynami na „scenie”. Co prawda, były to
zwykłe amatorskie improwizacje, ale dobrze się przy tym bawiliśmy.-
uśmiechnęłam się na wspomnienie tych szczenięcych czasów, kiedy żyłam
jeszcze w rodzinnej watasze. Każdy dzień był wówczas kolejną przygodą…
była z nas naprawdę pokręcona gromadka, choć obiecaliśmy sobie nie
tęsknić za sobą.- Ale to nie była jedyna rzecz, jaką się zajmowałam. Gdy
znalazłam się w mieście, pracowałam trochę w sklepie muzycznym. Później
poznałam kilka osób, z którymi przez krótki czas grałam w zespole
rock’owym, ale to chyba nie było „to coś”. Po prostu czegoś mi w nich
brakowało, wiesz o co mi chodzi?
Engel pokiwał w zamyśleniu głową.
-Chyba wiem. I co było potem?Zastanowiłam się przez chwilę.
-Potem..? Pamięta, ze gdy BLAST… to jest, nasz zespół się rozpadł, poszłam do teatru, obejrzeć przedstawienie. Właściwie to chyba znalazłam się tam zupełnie przypadkiem.- dodałam, zastanawiając się nad motywem moich ówczesnych działań.- W każdym bądź razie, po przedstawieniu poszłam porozmawiać z aktorami, a ci z początku wzięli mnie za chłopaka. Musiałam więc wyjaśnić im jak najszybciej, że jestem dziewczyną… i tak się poznaliśmy.- Uśmiechnęłam się, słysząc cichy śmiech Engel’a.
-To właśnie po tym zaproponowali Ci granie z nimi w teatrze?- zagaił.
-Nie, ale niewiele później. No i tak dotarliśmy do obecnego miejsca, koniec historii.
-Hm… ciekawe.- stwierdził chłopak, przyglądając mi się przez chwilę swymi brązowymi oczami.- Nie sądziłem, że miałaś też do czynienia ze światem muzyki.
-Cóż, nie mam wielkiego doświadczenia i na pewno wiele mi do szanownego pana brakuje. Proszę zostać moim mistrzem- rzuciłam złośliwie, po czym dodałam.- A co z Tobą?
-Co ze mną?- jak echo powtórzył Engel
-Zawsze chciałeś być wielofunkcyjnym artystą? Czy po prostu przez ten czas szukałeś dla siebie miejsca na świecie?
<Engel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz