W ciąż idąc za Vest miałem na twarzy milutki uśmieszek. Wiedziałem że tylko ją bardziej zezłoszczę, więc na razie sobie odpuściłem śmiech.
-Nie jestem pewien, ale ci nawet podziękuje za te wszystkie wspaniałe przezwiska które mi właśnie nadałaś
Powiedziałem ironicznie, nie tracąc radochy w głosie. Wadera w ciąż szła przed siebie rzucając słowa za siebie.
-Weź spierdalaj, bo nie skończy się to dobrze..
Kontynuowała mi grożenie. Lecz mi to nie bardzo przeszkadzało, bo mój móżdżek pojmuje to co chce. A to że gróźb nigdy nie pojmuje, to nie moja wina.
-Hmm... Dzięki za propozycję ale nie
Vest się jeszcze bardziej zezłościła i w końcu obróciła się w moją stronę warcząc. Jej oczy były wypełnione złością, i jeżeli by mogły to by mnie zabiły.
-Vest, a może by się tak troszku uspokoić?
<Vest?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz