środa, 23 marca 2016

Od Zero CD. Toxic'a

To wszystko było dziwne... Bardzo dziwne i wbrew logice. No bo jak ze spalonego pokoju trafiłem do wymiaru snów? To musiał być wymiar snów. No bo przecież nigdzie na świecie nie ma idealnie płaskiej szarej ziemi, kłębów nieprzeniknionej białej mgły i gigantycznej szklanej ściany. No i Toxic za lekko zniekształcającą obraz przezroczystą taflą.Niczym dwoje tragicznie rozdzielonych kochanków, pomyślałem i parsknąłem śmiechem. W sumie to była reakcja jak każda inna  tym momencie. Nic nie przypasuje do tej sytuacji. Kiedy w końcu opanowałem nagły atak śmiechu i podniosłem wzrok napotkałem zdziwione spojrzenie Toxic'a. Machnąłem ręką dając mu do zrozumienia, że to nic.
Nagle stało się coś dziwnego. Chłopak gwałtownie się odwrócił i odbiegł. Popatrzyłem za nim zaskoczony. Coś się stało... Chyba...
- ZERO! - usłyszałem przerażony kobiecy wrzask. Brzmiał okropnie, ale bardzo znajomo. Przez chwilę tylko stałem w miejscu mrugając tępo i starając się połączyć wątki ze sobą. Krzyk się powtórzył, a mnie nagle oświeciło.
- Nirvana... - szepnąłem - Nirvanka... Nirvana!
Zerwałem się do biegu w kierunku skąd dobiegał dźwięk. Co ona tu do licha robi?! Biegłem tak szybko jak tylko się dało, parę razy o mało co się nie przewracając. Nagle ni stąd ni zowąd na ziemi przede mną pojawiła się kłoda. Nawet gdybym chciał zareagować nie miałem jak. Potknąłem się i runąłem jak długi na ziemię. Zakląłem pod nosem. Co mi jeszcze przeszkodzi.
- Zero...! - znowu usłyszałem jej głos. Tym razem brzmiało jakby szlochała. Zerwałem się z ziemi i z nową siłą pobiegłem.
Po kilku minutach znalazłem ją klęczącą wśród mgły. Była cała poraniona, a ubrania miała podarte. Klęknąłem obok niej i delikatnie ją objąłem.
- Zero... Przyszedłeś - wtuliła się we mnie łkając.
- Przecież nie mógłbym nie przyjść- odpowiedziałem delikatnie ją głaszcząc. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy lekko się kołysząc.
- Wszystko będzie dobrze Nir... - powiedziałem w końcu - Wyjdziemy z tego.
I wtedy stało się coś dziwnego. Nirvana zaczęła się zmieniać. I nie miało to nic wspólnego z jej stresującymi mnie przemianami w wilkołaka. Najpierw zrobiła się niewyraźna, a potem dosłownie przeniknęła mi przez ręce i ostatecznie zniknęła. Zostałem sam. Całkiem poważnie zaiepokojony i jeszcze bardziej zdezorientowany. Ciekawe czy Toxic też ma takie przygody...

<Toxic?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz