wtorek, 22 marca 2016

Od Ehrendila DO Sorrow - Święto

Święto Pierwszego Dnia Wiosny. Pamiętam jeszcze podobne zabawy w swoim domu. Cztery razy do roku, z okazji zmiany pory roku organizowane były huczne zabawy. Pamiętam, że jako dziecko razem z Erytreą czekaliśmy cały dzień szykując się i niecierpliwiąc. Byle by tylko pod wieczór dosłownie pobiec do pałacowych ogrodów. A tam zawsze czekały długie stoły pełne owoców, warzyw i wszelkich innych dobroci. Zawsze grała wspaniała muzyka. A te dekoracje... Powiedzmy szczerze - nigdzie takich nie ma. Nie istnieje też inne państwo w całości porośnięte puszczą. Nasze Królestwo jest po prostu wyjątkowe. I tak już pozostanie na wieki. Ja też jestem wieczny. Ale w sumie czy to jest ważne? Nie, nie jest. Nigdy nie było i nigdy nie będzie.

Ale do rzeczy... Święto jest tutaj, a nie w Królestwie, a ja mam przecież dziewczynę. Cóż... Jest między nami jakieś 240 lat różnicy, ale raczej to nie przeszkadza. Będę nieskromny mówiąc, że w zasadzie nadal mam ciało 19-latka, ale taka prawda. Zacznę się powoli starzeć dopiero za jakieś 600 lat. Dużo czasu mam. A Sorrow nie. I dlatego muszę zadbać, żeby miała wszystko czego będzie chcieć. Z tą zabawą włącznie. Tylko najpierw muszę ją dobudzić jakoś. Łatwiej powiedzieć niż zrobić.
- Hej Sorrow... - potrząsnąłem nią lekko.
- Mmmmm.... - mruknęła otulając się kołdrą i odwracając plecami do mnie.
- Sorrow - nachyliłem się nad nią. Moje włosy spadły mi na twarz i przy okazji na nią wyraźnie ją łaskocząc.
- Daj mi spaaaaać... - mruknęła.
- Ale naleśniki ci wystygną - odpowiedziałem - Z owocami i czekoladą.
- Naleśniki?! - zerwała się z łóżka przy okazji zaplątując się w moje włosy. Ona straciła równowagę i runęła na ziemię, a ja pociągnięty, zaraz za nią.
- I tobie również dzień dobry kochana - mruknąłem śmiejąc się.
- Tak, tak... Gdzie te naleśniki? - spytała wstając.
Rozłożyłem się wygodniej na podłodze.
- W kuchni, a gdzieżby indziej? Smacznego.
- Dziękuję, a ty?
- Ja już jadłem.
Odprowadziłem ją wzrokiem nadal wylegując się na drewnianym parkiecie. Dopiero po chwili wstałem i poszedłem za nią.
- Masz do wieczora czas, żeby się przygotować.
- Mhm... A na co? - spytała jedząc śniadanie.
Nalałem sobie soku z jabłek i oparłem się o krzesło na przeciwko.
- Idziemy na zabawę - mrugnąłem do niej upijając łyk soku.
- Naprawdę?
- Oczywiście. Dla ciebie wszystko - dopiłem sok i odstawiłem szklankę do zlewu - Jakby co idę na salę treningową. Znajdziesz mnie w części poświęconej siłowni - oznajmiłem wychodząc z kuchni.

<Sorrow?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz