Revenlock. Po 70 latach znowu mnie znalazł. Nie wyglądał dużo starzej, ale na jego nieszczęście przybywa mu latek i to widać. Cóż... Ponad 1700 lat jednak zrobiło swoje. Ale to nie jest miejsce, ani powód do takich refleksji. Podszedłem do niego i zacisnąłem dłoń na jego ramieniu.
- Wyjaśnisz mi co ty tu, do cholery, robisz? - warknąłem do niego. Uśmiechnął się do mnie wesoło.
- Też tęskniłem braciszku...
- Daj mi spokój! - wrzasnąłem przy okazji zwracając na nas uwagę całej okolicy - Ostatnio jasno dałem ci do zrozumienia, że dopóki nie zdechniesz nie chcę cię widzieć na oczy. Więc zabieraj się z mojego kawałka świata i zjeżdżaj z powrotem do Cennetu!
- Ty się nigdy nie zmienisz co? - spytał strząsając moja rękę ze swojego ramienia i wstał. Zakląłem pod nosem. Był ode mnie wyższy o pół głowy i nieco szerszy w barkach. Zawsze wyglądałem przy nim jakoś mizerniej niż w rzeczywistości.
- Nigdy... Nie... Zamierzam... Się... Zmieniać - wycedziłem - Zrozum to w końcu idioto!
Zacisnąłem zęby kiedy ostry ból przeszył moje dziąsła i szczękę. Oto i kły. Z dziką radością rozerwałbym temu typowi gardło i patrzył jak powoli się wykrwawia i topi we własnej krwi. Zmrużyłem oczy racząc się tą cudowną wizją.
- Azeroth... Uspokój się - zaczął powoli. Posłałem mu spojrzenie które wręcz ociekało furią. Właśnie Alis i reszta mieli szansę poznać moje imię. Będę musiał teraz elegancko kłamać tamtej dziewczynie.
- Nie nazywaj mnie tak nigdy więcej - odpowiedziałem zaciskając dłonie w pięści.
- Dlaczego by nie Azeroth? Tak masz na imię. - odpowiedział spokojnie z lekkim uśmieszkiem na ustach.
- Zamilcz - uderzyłem go pięścią w żołądek. Skrzywił się i zgiął w pół z dość głośnym stęknięciem. Pozwoliłem żeby na dosłownie na sekundę na mojej twarzy wykwitł wyraz satysfakcji i po chwili znowu został zastąpiony wściekłością. Zmierzyłem wzrokiem ludzi dookoła i przepchnąłem się do wyjścia, co bardzo trudne nie było zważywszy na to, że chętnie schodzili mi z drogi. Wypadłem na ulicę i szybkim krokiem skierowałem się do pobliskiego zaułka i wspiąłem na dach. Wystawiłem twarz do podmuchu lodowatego powietrza. Moja kurtka załopotała na wietrze. I dobrze. Skoro Lock nie wyjedzie to ja to zrobię. Pozostaje pytanie gdzie? Westchnąłem i usiadłem opierając się o komin. Dlaczego znowu mnie to spotkało? Czy ja nie mogę w spokoju pobyć w jednym miejscu więcej niż miesiąc?
<Alis?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz