- Tylko pogratulować ci szczęścia. No jak nic za cel postawiłeś uwalenie mojej kurtki... Ty wiesz w ogóle ile w tych czasach kosztuje dobra skórzana kurtka szanowanego projektanta? - narzekałem zirytowany - Więcej niż twoje marne życie, śmiertelniku. Więcej niż cokolwiek co widziałeś. Najchętniej skręciłbym ci kark za pakowanie mnie w kłopoty.
- Dalej. Zrób to - mruknął tamten chodząc od ściany do ściany pewnie szukając jakiś tajemnych przejść.
- Uwierz, że mnie to kusi, ale średnio mi się chce wylecieć z następnej watahy - warknąłem na niego.
- Przyznaj, że nie umiałbyś mnie zabić. Jestem na to zbyt uroczy.
- Mylisz się - rzuciłem szczerząc kły.
- Fajne masz te siekacze. Służą do czegoś więcej niż straszenia dzieci?
- Taaak. Do rozrywania tych co mi się stawiają - wycedziłem podchodząc do niego i przyciskając go do brudnej, wilgotnej ściany tego śmierdzącego zatęchłym powietrzem więzienia.
- Blefujesz - odpowiedział tamten uśmiechając się do mnie.
Chwyciłem przód jego ubrania i jedną ręką uniosłem go w powietrze nadal przyciskając go do ściany. Zmrużyłem oczy zastanawiając się czy jestem w stanie trwale go nie uszkodzić. Zaryzykujmy co? Będzie bardzo zabawnie. Nachyliłem się lekko do niego i jednym z kłów rozpłatałem skórę na jego szyi. Nie tak głęboko, żeby od razu się wykrwawił, ale wystarczająco, żeby popłynęło dużo krwi. Oblizałem się. Nie. Byle czego się nie pije. Jeszcze bardziej sfrustrowany niż wcześniej puściłem go z lekką satysfakcją patrząc jak uderza w ziemię. A potem podszedłem do ściany po drugiej stronie i wcisnąłem jeden, teoretycznie ukryty przycisk. Otworzyły się drzwi.
- Ja nigdy nie żartuję - rzuciłem przez ramię i przeszedłem przez próg zamykając za sobą drzwi.
<Toxic?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz