Gdyby nie moje białe włosy i praktycznie idealnie mleczna karnacja był bym niewidzialny w ciemności. Niestety nie jestem. I dzięki temu w moją stronę właśnie teraz idzie kobieta w czerni i bieli. Cóż... Wygląda mi na niezbyt skomplikowaną osobistość. Pozory mogą mylić. Zwłaszcza, że z niewyjaśnionych przyczyn nie mogę przeczytać jej aury.
- No heeeej! - zaczęła.
- Buonasera - mruknąłem.
Że też ze wszystkich wader musiałem trafić na tę? Cały świat przeciwko mnie. Jak zawsze.
- Co?
Przewróciłem oczami.
- Nic.
- Aleś ty milutki. Idziesz może na to całe... No to... Święto? - spytała całkiem zadowolona z siebie.
- Właśnie się rozmyśliłem - oznajmiłem odwracając się.
- Ej! ty też tam idziesz! Możemy pójść razem - chwyciła mnie za przedramię. Warknąłem na nią.
- O tak... O tym marzę...
- No to się cieszę. Idziemy! - zaczęła mnie ciągnąć w stronę polany. A ja zacząłem już obmyślać krwawą i bolesną zemstę.
<Lilith?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz