wtorek, 22 marca 2016

Od Ramphilli CD. Engel'a - Święto

Siedziałam sama na niewielkiej skalnej półce, tuż przy mojej jaskini. Obok siebie położyłam ciemny plecak w wojskowe plamy, o odcieniach zgniłych owoców i przemoczonej trawy, na kolanach zaś trzymałam scenariusz i kilka rękopisów. Nie było mnie wczoraj na spotkaniu, podczas którego rozdzielaliśmy role, dlatego wieczorem poprosiłam Dean’a ( kolegę z teatru) o przekazanie pozostałym, aby wybrali coś dla mnie i przysłali scenariusz, wraz z rozpiską ról. Zgodnie z umową, papiery dostałam dziś rano, jednak na moje nieszczęście odczytanie szlaczków nastawianych przez Dean’a (bo pismem nazwać tego nie można) graniczy z cudem. A uwierzcie mi, w cieniu, gdzie połowa liter jest niewidoczna, a drugą połowę muszę zgadywać, czytanie nie należy do najprostszych czynności. Zapewne, gdyby nie smużka światła, padająca na półkę przez małą szczelinę, z czystym sumieniem rzuciłabym to wszystko w ch*lerę. Co prawda sam scenariusz pisany był już przez kogoś innego, więc nie będę mieć najmniejszego problemu z czytaniem, nawet przy tak słabym świetle. Ale na co komu cały tekst, skoro nie zna się granej roli?
Przeglądałam listę imion, nie wiem który już raz z rzędu, by znaleźć krzaczki, które chociaż odrobinę przypominałyby kształtem „Ramphilla”. Trzymałam kartkę tuż przy twarzy, by łatwiej rozszyfrować ten drobny, tajemniczy kod, a przez głowę przeszła mi myśl, że jeśli kiedyś oślepnę, przynajmniej będę wiedziała komu mam się odwdzięczyć. Jednak, gdy w końcu odnalazłam swoje imię i odczytałam przydzieloną mi rolę, pożałowałam tego, że tak bardzo się spieszyłam, by ją poznać.
-Co to znaczy „książę”?! parsknęłam cicho śmiechem, choć szczerze powiedziawszy, w tamtym momencie nie do końca wiedziałam, jak mam na to zareagować. Powierz kumplom wybór roli, dopasują do Ciebie postać faceta.
Wywróciłam oczami, zastanawiając się czy kiedykolwiek zrobiłam światu coś na tyle złego, by los tak mnie ukarał. No dobra, przesadzam. To nie była znowu tak wielka kara… raczej jeden z najbardziej perfidnych i kreatywnych żartów, jaki póki co ekipa z teatru mi wywinęła. Ale jeśli za tym wszystkim stał Dean, dopilnuję, żeby w następnej sztuce grał on kobietę. Z drugiej strony, męska rola może być całkiem ciekawym doświadczeniem.
Z moich rozmyślań nagle wyrywa mnie czyjś głos:
-Ymmm… Cześć Ramph…- zdawał się dobiegać z oddali, choć mam świadomość tego, że w rzeczywistości rozmówca stał blisko mnie. To moje myśli zawsze płyną gdzieś daleko.
-Engel?- spytałam się niepewnie, przyglądając się chłopakowi z lekko przekrzywioną głową. Pamiętałam jego rysy z naszego wcześniejszego spotkania, jednak na co dzień widywałam tylu przypadkowych przechodniów, że czasem ich imiona i twarze mieszały mi się w głowie, powoli zlewając w całość, dlatego wolałam się upewnić, czy stojący obok chłopak był tym, kim mi się wydawał. Ku mojej uldze, ciemnowłosy pokiwał na znak potwierdzenia. Przyznam, że ucieszyłam się na widok kogoś znajomego. No, może nie byliśmy sobie na tyle bliscy, by nazywać siebie przyjaciółmi… przecież spotkaliśmy się kiedyś przez przypadek i to tylko raz, a przez ten czas chyba więcej śpiewaliśmy, niż rozmawialiśmy, ale wszystko może się jeszcze zmienić, prawda? Poza tym, na dobrą sprawę każde towarzystwo jest milsze od spędzania czasu z zapisanymi kartkami.
Już chciałam odezwać się pierwsza, by spytać się chłopaka co go tutaj sprowadza, gdy ten ubiegł mnie jeszcze zanim otworzyłam usta (a muszę przyznać, że nie jest to łatwa sztuka).
On chciał… chciał wybrać się na zabawę? Ze mną? Zrobiłam wielkie oczy, przyglądając się badawczo Engel’owi, a mojej uwadze nie umknął fakt, iż chłopak zaczął bawić się rzemykiem na nadgarstku. Na chwilę z moich ust zniknął uśmiech, lecz tylko po to, by po chwili znów się na nich pojawić. Miałam wrażenie, że basior był nieco skrępowany, co sprawiło, że sama zaczynałam czuć się niezręcznie. Nie lubiłam, gdy ludzie wokół mnie, reagowali w taki sposób, więc postanowiłam jak najszybciej rozluźnić atmosferę. Zaraz jednak coś do mnie dotarło… zabawa… chwila, czy to przypadkiem nie było…
-Święto wiosny! To j u ż ?!- zdziwiłam się i zaczęłam w myślach liczyć dni miesiąca. Ch*lera jasna, faktycznie! Chyba przez ten cały teatr zaczynam tracić poczucie czasu.- Rany, jak ten czas szybko leci.- odparłam, łapiąc się jedną ręką za swoje krótkie włosy.
Engel roześmiał się, widząc moją reakcję, co zdecydowanie rozluźniło atmosferę.
-To jak?- chłopak ponowił pytanie, choć jego ton był już znacznie pewniejszy siebie.
Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, właśnie w tym momencie dotarło do mnie, że naprawdę zostałam zaproszona i to wszystko nie było tylko grą. Zapewne, gdybym nie grała w tylu przedstawieniach i nie nauczyła się przez ten czas nieświadomie panować nad niektórymi odruchami, mogłabym się odrobinę zarumienić. Cóż, jeśli naprawdę chciał mnie zaprosić, to czemu miałabym się nie zgodzić? Poza tym, wydaje mi się, że możemy mieć kilka wspólnych tematów, a znalezienie bratniej duszy w tym wielkim świecie, wcale nie jest takie łatwe. Poza tym, jeśli w watasze organizowana jest zabawa, dlaczego mielibyśmy ją przegapić?
-Z przyjemnością.- uśmiechnęłam się, choć przypominało to bardziej wyszczerz małego złodzieja, który pod osłoną nocy obrabował czyjś dom i nie został nakryty, niż miły uśmiech dziewczyny, jednak nic na to nie poradzę.- Mamy przypieczętować umowę krwią?- zażartowałam i zabrałam się za pakowanie rękopisów do plecaka.

<Engel? Przyznam, że nie wiedziałam jak skończyć :P>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz