Niemal sparaliżowana patrzyłam jak chłopak uderza swojego, jak
wywnioskowałam, brata. Widziałam
spojrzenia ludzi, gdy wściekły Raven- a raczej Azeroth- wychodził. Przestraszone
spojrzenia. W sumie trudno się dziwić- cios wyglądał boleśnie. Zastanawiałam
się czy iść za nim, czy dać mu najpierw trochę ochłonąć. Miałam milion pytań,
ale uznałam, że lepiej będzie chwilę zaczekać. W końcu postanowiłam podejść do blondyna,
który już prawie doszedł do siebie.
-Umm… Jesteś bratem Ravena, prawda?
-Masz na myśli Azerotha? Tak, prawda-odpowiedział z
uśmieszkiem.
-Jestem Revenlock. A ty to…?
-Alis- przedstawiłam się.- Więc… czym go tak wkurzyłeś?-
Revenlock się zamyślił.
-To długa historia, stare dzieje… A zresztą niech braciszek
sam ci opowie!
-Tylko że właśnie polazł sobie w diabły- zauważyłam, patrząc
w kierunku drzwi.
- No prooszę!- Spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym „I co ja
mam z tobą zrobić?”.
-Naprawdę uważam, że sam powinien ci przekazać tyle ile
będzie chciał. Poza tym, na co ci ta informacja?
-Zwykła, ludzka ciekawość.- Revenlock się roześmiał.
-Mało przekonujący argument.- Dobra, spróbujmy inaczej.
-To chociaż pomóż mi go znaleźć- poprosiłam, patrząc
błagalnie.
-Ale zdajesz sobie sprawę jak on zareaguje jeśli mnie
zobaczy?- Zaklęłam pod nosem. O tym nie pomyślałam.
-To może przynajmniej masz jakiś pomysł gdzie on mógłby
pójść?- Ostatnia deska ratunku…
-No raczej nie bardzo… Bóg wie gdzie go poniosło-
stwierdził. Noż kurde!
-W takim razie poradzę sobie sama. Żegnaj, Revenlock.-
Obróciłam się i ruszyłam do drzwi.
-Miło było cię poznać!- usłyszałam zanim je zamknęłam. Hm…
Gdzie on mógł pójść… Rozglądałam się uważnie, sprawdzałam każdą uliczkę. Przeszłam
w ten sposób chyba połowę miasta, ale po Ravenie nie było śladu. Zaczęłam się
wkurzać.
-No gdzie cię wcięło?!- krzyknęłam sfrustrowana, wyżywając
się na jakimś niewinnym kamieniu. Westchnęłam zrezygnowana i postanowiłam
wrócić do gospody. Gdy już wydawało mi się, że jestem niedaleko, wylądowałam w
jakimś zaułku, którego na pewno wcześniej nie mijałam. Zmarszczyłam brwi.
-Znowu się zgubiłam…? –pomyślałam na głos. Nagle moją uwagę
przyciągnął jakiś błysk bieli na dachu. Hmm… ? A to ciekawe… Zaczęłam kombinować jak się wspiąć na ten
dach. Sama nie wiem, jak tego dokonałam, ale z pomocą rynny i okien jakoś się
udało. Na szczęście wysiłek się opłacił- Raven jak gdyby nigdy nic siedział
sobie na dachu.
-Ty!- krzyknęłam. Patrzył na mnie nieco zaskoczony.
-Co ty… sobie... wyo… brażasz… ?!- wysapałam, z trudnością
łapiąc oddech.
-No proszę, znalazłaś mnie- rzucił. Usiadłam koło niego,
dysząc ciężko.
-Oczywiście! Mnie się tak łatwo nie pozbędziesz. Nie bez
wyjaśnień- powiedziałam gdy już mogłam normalnie oddychać.
-Jesteś prawie tak samo uparta jak mój brat.
-Tak, tak, to już wiemy… A teraz opowiadaj, panie Azeroth.
Bo jak nie, to przysięgam, że zrzucę cię z tego dachu- "zagroziłam", dobrze
wiedząc, że i tak nigdy bym tego nie zrobiła.
<Raven?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz