Uśmiechnęłam się do niego uroczo.
- Wal się.
- Cieszę się, że się ze mną zgadzasz.
Prychnęłam na niego krzyżując ręce na klatce piersiowej z miną obrażonego dziecka. Czemu o ie może mi dać spokoju? Utknęłam na tym cholernym drzewie tylko dlatego, że jakiś upośledzony niedorozwój blokuje mi zejście. Wprost cudownie.
- Długo tu jeszcze posiedzimy? - spytał tamten.
Przewróciłam oczami uparcie milcząc. Nie odezwę się do niego dopóki nie wymyślę stosownej obelgi. Nie i koniec.
- No? Pytam czy długo tu posiedzimy?
Nie odzywaj się Vest, nie odzywaj się Vest, nie odzyw...
- Hallo? Odpowiesz?
Jemu zaraz się znudzi. Pewnie tak.
- Ziemia do Vest? Jesteś tam w ogóle?!
- Daj mi spokój odjebańcu! - wrzasnęłam na całe gardło wściekła.
- Dobra, dobra... To długo tu jeszcze posiedzimy?
W ciągu tylko minuty zużyłam większość znanych sobie (w większości bardzo kreatywnych) wulgaryzmów. I wszystkie rzucone były w basiora. Na koniec całej tej szopki zeskoczyłam chłopakowi na głowę. Szybko się pozbierałam i odbiegłam w przypadkowym kierunku. Byle dalej od niego.
<Venom?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz