Chodząc po lesie dostrzegłem rozwieszone kartki, wiecie takie co są żeby o czymś powiadomić, coś a'la list gończy. Zaciekawiony tym że mamy nowy event, zacząłem czytać z kartki. No oczywiście jedną zerwałem, bo było ich dość sporo. Widząc liczny wybór pomiędzy potworkami i tym że się różniły, zacząłem wyliczankę. Bo ja i wybieranie to nie jest zgrana para. Wyliczanka się skończyła na numerze 7. Wielka, włochata fasola z rogami. Tak jak bym nie mógł wybrać czegoś ciekawszego. No ale nie warto marnować czasu na rozpaczanie! Od razu wybrałem kierunek do jaskini Zera, mając nadzieję że tam będzie. Ku mojemu szczęściu spotkałem go przed jego jaskinią. Podszedłem do niego, a on na mnie spojrzał ciekaw co ja od niego chce.
-Oznajmiam dołączenie do eventu!
Powiedziałem podekscytowany. Basior tylko się lekko uśmiechną i przytakną głową na znak przyjęcia informacji.
-To powróć z trofeum a otrzymasz twoją nagrodę, powodzenia i dobrej zabawy
To była krotka rozmowa. Normalnie cześć i do widzenia, ale nie przeszkadzało mi to za bardzo. Po drodze pobiegłem do mojej jaskini i zabrałem moją torbę. Było w niej kilka eliksirów i mój sztylet. Wpakowałem do niej kartkę z informacją o evencie i opuściłem mój dom. Czas wyruszyć na polowanie! Podążyłem za wskazówkami na kartce którą co chwilę wyciągałem z torby. Wędrowałem przez jakiś czas, i dość często się gubiłem. Ale i tak jakimś cudem trafiłem do celu. Widząc przed sobą mutanta, schowałem się w krzakach. Papierek wylądował z powrotem do torby, i zacząłem się dokładnie przyglądać zwierzęciu. Było większe niż mi się wydawało. Jego stopy, czy jak to nazwać, tworzyły wielkie, głębokie odciski w ziemi. To coś jest może większe od Zera! Nie zdziwił bym się jak by tak było. Rogi były czarne, a przez znaki które na nich były to wyglądały jak by przepływała przez nie lawa. Kiedy zwierzę sobie ziewnęło ukazały się wszystkie zęby. Widziałem te dwa przednie, podobne do węża, ale nie myślałem że te z tyłu też są takie ostre. No cóż jak by na to nie patrzeć to miał dość mało zębów. Przez co z pewnością nie wezmę tego jako trofeum, może rogi..? Ładne są, więc czemu nie. Jeżeli nie znajdę nic lepszego oczywiście. No ale teraz czas wymyślić jak pokonać to coś. Hmm.. Z tego co wiem to jest silne, wielkie i ciężkie. Co nie jest zbyt trudne do dostrzeżenia. Więc trzeba wymyślić plan, lub po prostu improwizować. Raczej to drugie, bo widzę że zwierze zaczęło się oddalać. Dobra, nazwijmy to coś ''Grzesio'', bo nie chce mi się wymyślać licznych słów dla tego czegoś. Ekhem.. więc Grzesio zaczął się oddalać. Zgadując po terenie pewnie kierował się w stronę swojej jaskini, bo jedyne co tu było to kamienie.. no i ten krzaczek za którym się chowam, ale on znajduje się na przełączy pomiędzy kamielizną a lasem. Postanowiłem po prostu iść za Grzesiem bo raczej mnie nie usłyszy. Po pierwsze nie ma na nim żadnego znaku który by powiedział że ma uszy... pewnie jest podobny do jaszczurki. Przez to pewnie słyszy słabo bo ma te wielkie rogi, które pewnie zakrywają położenie uszu. Po drugie kiedy chodzi to tyle hałasuje że nie słyszę swoich własnych myśli. A żeby było lepiej to za sobą dostawia głębokie ślady które muszę omijać, bo nie chce mi się z nich potem wyłazić. Ten spacer za Grzesiem nie trwał długo. Najwyraźniej nie szedł do jaskini bo zatrzymał się na otwartej powierzchni. Nie byłem pewien co zrobić, więc po prostu wskoczyłem w jedną z dziur i się w niej schowałem. Miałem nadzieje że Grzesiek mnie nie zobaczy, bo postanowiłem go podglądać z tej dziury i zauważyłem że odwraca głowę do tyłu. Jego oczy były wypełnione pustką, i nie zawierały niczego co mogło przypominać pupila. Z tej perspektywy w której ja Grzesia widziałem, to wygląda strasznie. No ale jak by na to nie patrzeć to potwór jest. Więc postanowiłem zaglądnąć do mej torby. Zacząłem przeglądać te kochane, przeróżne eliksiry które kiedyś stworzyłem. Fajna zabawa jak już się wciągniesz. A więc tak, eliksir który wyciągnąłem z torby był czerwony i świecił się w świetle słońca. Otworzyłem szklaną butelkę i wypiłem zawartość. Pewnie się ciekawicie co on zrobił, ale zobaczycie jak nastanie tego kolei. Więc wyszedłem sobie z dziury i spojrzałem na Grzesia. On się obrócił,dostrzegając mnie zaczął warczeć. Chwile potem sięgnął po mnie jego wielką łapą z wielkimi pazurami. Nim ona zdążyła we mnie uderzyć, postanowiłem na nią skoczyć. Kiedy Grzesio podniósł łapę by mnie zrzucić skoczyłem na jego wielki róg. A potem dalej na ten mniejszy. Stojąc tam złapałem się jego sierści bo zaczął kręcić głową bym zleciał. Kiedy się poddał, pewnie go głowa zabolała lub się mu zrobiło nie dobrze, zeskoczyłem mu na łeb. Najwyraźniej mu się to nie spodobało więc sięgną po mnie łapą. Zdążyłem wyciągnąć sztylet z torby i wbiłem mu go w łapę. Wiem że to pewnie tylko go trochę ukuło i pewnie bardziej drażniło, no ale co mnie tam. Zanim mu wbiłem sztylet udało mi się go zamoczyć w innym eliksirze, inaczej znanym jako trucizna. Nie trwało to długo nim ręka zaczęła tracić wygląd ''żywości'' (piękne słowo). Wyglądała na wyschniętą i Grzesia uniemożliwiłem jej użytku. Następnie powoli i spokojnie zeszedłem w wzdłuż głowy i dotarłem do jego oczu. Spojrzałem w nie, tak by zobaczył całą moją twarz do góry nogami. Następnie się uśmiechnąłem i ponownie mu wbiłem sztylet (niestety nie dostawiłem go w łapie), tym razem w jego oko. Ten proces trwał dłużej więc spokojnie sobie siadłem na jego łebku, i patrzyłem jak nasz kochany Grzesio powoli usychał. Mnie się nic nie stało, bo ten eliksir (jak kilka trucizn) działa tylko wewnątrz żywej postaci. Podczas czekania zmieniłem się w człowieka i wyczyściłem moją broń z trucizny. Grzesio się szarpał i w ogóle, a ja nie spadałem z głowy bo przywiązałem się tymi jego baaaardzo długimi kudłami. Widząc jak Grześ zabiera swój ostatni dech, i jego oczy tracą swoją barwę, odplątałem się ze sierści i znów zmieniłem w wilka. Zeskoczyłem z głowy, i dopiero teraz mi się przyda to do czego użyłem ten czerwony eliksir. Tak, dopiero po walce. Zadowolony przyglądałem się rogom które zachowały swoją posturę i kolor. Czerwony płyn dodał mi siły, takiej że bez problemu wyrwałem róg z głowy Grzesia. Wybrałem tego większego do oddania jako trofeum, a tego mniejszego sobie sam zachowam. Tego mniejszego za pomocą magii skurczyłem, więc teraz znajdywał on się w mojej torbie. A ten większy leciał nade mną. Kilka minut później dotarłem z powrotem do jaskini Zera który tam na mnie najwyraźniej czekał. Pokazując mu rug z wielkim uśmiechem usiadłem zmęczony u jego łap. Wielki przedmiot spadł prosto obok mnie przez co nastąpił podmuch wiatru. Wytrzepałem się z z piasku i ziemi następnie czekałem na to co powie Zero.
-Więc widzę że wybrałeś numer 7?
Zobaczyłem uśmiech na jego twarzy następnie podał mi torbę która zawierała kilka przedmiotów.
-Oto twoja nagroda
Powiedział. Ja podziękowałem, pożegnałem się i poszedłem w stronę mojej jaskini zadowolony, i gotowy by wykonać plan na resztę dnia; iść spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz