- Prywatna korespondencja, swoją drogą żadnych pikantnych treści, sypialnia, pokoik dziecięcy z toną zabawek, rodzinne archiwum zdjęć, czyli nuda... No i stanowczo za dużo kurzu - zdałem relację - No i taka fajna błyskotka.
- Jaka? - spytał tamten podchodząc.
Wyciągałem z kieszeni srebrny, wyglądający na drogi naszyjnik z wielkim błękitnym kamieniem w środku. Obstawiam, że było to Lapis Lazuli.
- Podziwiaj znalezisko - powiedziałem obojętnie lekko kołysząc skarbem przed jego twarzą. Po chwili schowałem naszyjnik z powrotem do kieszeni i poszedłem prosto do drzwi prowadzących do piwnicy. Toxic oczywiście poszedł za mną. Stare drzwi nie chciały się otworzyć.
- To gdzie teraz skoro te drzwi nie chcą puścić? - spytał Toxic
- Ja i tak tam wejdę - oznajmiłem robiąc krok od drzwi.
Wygląda mi na to, że coś je blokuje od środka, więc...
- Apertus - mruknąłem wyciągając rękę w stronę drzwi. Granatowy dym spłynął z mojej dłoni i zniknął w szparze pod drzwiami. Te odskoczyły od futryny, ale nie otworzyły się. Nie tak to miało wyglądać. Podszedłem do drzwi i z całej siły w nie kopnąłem. Usłyszałem, że coś spada na dół, a kilka sekund po tym drzwi dosłownie wyrwane z zawiasów runęły po schodach śladem tamtych przedmiotów. Tak... Jestem dość sporo silniejszy niż norma.
- Panie przodem - ukłoniłem się przepuszczając swojego towarzysza w drzwiach.
<Toxic?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz