czwartek, 31 marca 2016

Od Ramphilli CD. Engel'a - Święto

Obrzuciłam chłopaka bystrym spojrzeniem, po czym uśmiechnęłam się przebiegle, odchrząkując teatralnie, w między czasie z przesadnym oddaniem poprawiając sobie włosy.
-Czyżbyś właśnie prosił mnie o przysługę?- spytałam, próbując naśladować drwiący ton, jakim, w moim mniemaniu, zwykły posługiwać się czarne charaktery. Właściwie, była to rola, którą odgrywałam chyba najczęściej w swoim życiu. Aczkolwiek, ten specyficzny (i, nie oszukujmy się, najłagodniejszy) rodzaj „złych postaci”, który nie obejmował ani ponurych spojrzeń mordercy, ani śmiechu psychopaty, a zaledwie złośliwy uśmiech i kilka drwin.
-Przysług? Zdaje mi się, że to właśnie ja oferuję wam pomoc.- Engel uniósł jedną brew, przyglądając mi się z lekkim rozbawieniem. Zupełnie, jakby właśnie zastanawiał się, z której to choinki się urwałam.
-Jak zwał, tak zwał.- machnęłam niedbale ręką, po czym, znów poprawiwszy teatralnie włosy, dodałam, ponownie wczuwając się w rolę.- Widzę jednak, iż musisz znajdować się w naprawdę ciężkim położeniu, skoro jesteś gotów zapomnieć o swej dumie i godności artysty, błagając na kolanach…
-Błagając na czym?!- Engel zaśmiał się, kręcąc z niedowierzaniem głową. Za chwilę jednak dostrzegłam w jego brązowych oczach dziwny błysk, kiedy uśmiech na jego twarzy zmienił się w przebiegły grymas.- Rad jestem, że masz na względzie mą godność, jednak pragnę zauważyć, iż owa umowa byłaby niczym innym, jak współpracą, a więc dostarczyłaby obustronnych korzyści.- wyjaśnił, przedrzeźniając mnie i sposób, w jaki mówiłam.- W takim wypadku ciężko jest mówić o przysłudze, czyż nie mam racji? A może przyznanie się do błędu byłoby dla Ciebie zbyt ciężkie, o złośliwe książątko?- Engel kontynuował swoją przemową, ja zaś powstrzymywałam się od wybuchnięcia śmiechem. Z resztą, sądząc po minie chłopaka, on też nieźle się przy tym bawił.
-Zbyt ciężkie? Dla mnie?- przyłożyłam dłoń do klatki piersiowej, a konkretnie, do miejsca, w którym każdy może najwyraźniej poczuć bicie swojego serca, by móc lepiej przedstawić zaskoczenie.- Nic z tych rzeczy!
-A więc mam rozumieć, że jednak przyznajesz się do błędu, tak?
-A w życiu! Nie ma żadnego błędu!
-No tak, jak mógłbym zapomnieć.- chłopak zauważył z udawanym przejęciem.- Przecież książę nigdy nie robi błędów…- to ostatnie stwierdzenie było tak przepełnione sarkazmem, że gdybyśmy go rozpuścili i wlali do naczynia, ten, pod wpływem zbyt dużej ilości, zacząłby się z niego wylewać. Niemniej, trzeba było to wszystko jakoś podchwycić! Jak przedstawienie, to na całego i nie wolno go skończyć, nim kurtyna nie opadnie, zasłaniając scenę.
-Oczywiście, że nie!- potwierdziłam z zadowoleniem jednym skinieniem głowy.
-I zgaduję, że dalej utrzymujesz, iż to wszystko jest przysługą?- Engel uniósł jedną brew, przyglądając mi się z powątpiewaniem. Szczerze, miałam naprawdę wielką nadzieję, że w tym momencie wiedział o mojej grze. W rzeczywistości przecież wcale tak nie myślałam. Przydałaby nam się pomoc, zwłaszcza kogoś tak zdolnego, bowiem do tej pory sami nie tylko pisaliśmy scenariusze i odgrywaliśmy role, ale także zajmowaliśmy się kostiumami, odpowiednim oświetleniem i dekoracją sceny. Byliśmy dość biednym teatrem, jeśli mam przedstawić naszą trupę z tej strony, ale przynajmniej zdolnym, a dla mnie od zawsze to liczyło się najbardziej. Poza tym, dzięki temu, że nie mamy wypchanych portfeli, nie ulegliśmy zarazie obecnego wieku, gorszej od samej apokalipsy- komercji.
-Dokładnie, nie potrzebujemy pomocy…- odpowiedziałam prędko, choć głos na chwilę zawisł mi między sylabami. Engel zrobił krok w moją stronę, co zmusiło mnie do minimalnego cofnięcia się, a przez to (na moje nieszczęście), zahaczenia nogą o korzeń, bądź cokolwiek, co rosło za mną. Zachwiałam się odrobinę, a chwilę później poczułam cudzą dłoń na swym przedramieniu.
-I ko tu nie potrzebuje pomocy?- chłopak posłał mi rozbawione spojrzenie. Ucieszyłam się w duchu, bowiem była to dla mnie oznaka, że nie brał moich wcześniejszych słów na poważnie.
Uśmiechnęłam się złośliwie, bez problemu podciągając się o własnych siłach, po czym odpowiedziałam na jego pierwsze pytanie, jakie zadał mi na początku. Tym razem, szczerze i bez żadnego grania.
-Jeśli tylko z nami wytrzymasz, chętnie skorzystamy z oferty. Dzięki.- to dodałam już zupełnie swobodnie.- Poważnie przyda nam się scenograf.
Engel, najwyraźniej nie mogą się powstrzymać od uwagi, zauważył z odrobiną drwiny w głosie.
-I co, takie trudne to było?
Już miałam odpowiedzieć naszykowaną na szybko złośliwą uwagą, gdy do moich uszu dotarły radosne dźwięki, które od razu przypomniały mi o zabawie z okazji Święta Wiosny.
-Słyszysz?- zagaiłam, odwracając głowę w kierunku hałasów. Engel zrobił to samo, najwyraźniej również wyłapując dźwięki.- Choć!- krzyknęłam w stronę chłopaka, po czym bezceremonialnie złapałam go za rękę i niemalże pociągnęłam za sobą w kierunku polany. Biegliśmy tak dosłownie przez chwilę, gdyż nie minęło kilka sekund, a zrównaliśmy kroku.

<Engel? Sorki, że tak długo zwlekałam. Wenus brakus mnie dopadł *^*>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz