sobota, 5 marca 2016

Od Engel'a - Historia

Co mogę powiedzieć? Moja historia jest dość trudna. Ot, wir kolorowych zdarzeń chaotycznie rozrzuconych w przestrzeni bez najmniejszego ładu i składu. Ciężko będzie to zebrać i przedstawić najważniejsze wydarzenia. No bo co jeśli uznam za ważne wydarzenia wspominania naprawdę nieistotne dla wszystkich poza mną? Podobno jestem artystą. Tacy jak ja mają nieco inne spojrzenie na wszystko. Na świat przyszedłem jako czwarty z szóstki swojego rodzeństwa... Engel ty nudziarzu. Więcej luzu. Wszystko się uda. Musi prawda? No to zacznę od nowa. Zgniotę kartkę z tym szajsem, wezmę nową, głęboki oddech i jedziemy.
A więc tak... Urodziłem się w uroczej, niezbyt dużej watasze zajmującej tylko dolinę pewnej rzeki, której nazwy nie dane mi było pamiętać. Piątka rodzeństwa i oboje rodziców. Raj na ziemi i tak dalej. Wszystko pięknie, żadnych wrogów i niczego co miałoby w jakimkolwiek stopniu skrzywić mi psychikę. Tylko, że czegoś mi tam brakowało. Coś było nie tak. Jakby ta dolina była dla mnie ciut za ciasna. Marzyły mi się podróże, te przygody, i może też odrobina ryzyka czy niebezpieczeństwa. W domu tego nie miałem. Skończyło się na tym, że postanowiłem wyruszyć w podróż. Bez planu i pomysłu, ale ze świadomością, że może już nigdy nie wrócę do domu. Liczyłem się z tym. Ale i tak postanowiłem wyjechać.
Błądziłem po świecie czasami jako wilk, czasami jako człowiek... Odkryłem, że (zabrzmi to melodramatycznie, ale trudno) żyję dla sztuki we wszelkiej postaci. Może z wyjątkiem filmowej, bo to nigdy mnie nie kręciło aż tak bardzo. Wtedy też z paczką ludzkich przyjaciół, bardzo podobnych do mnie założyliśmy nowy ruch nazwany przez nas "Neobohemą". Liczyło się tylko tworzenie, żadnych zleceń, żadnych norm. Nieco kontrowersyjnie się zachowywaliśmy odrzucając wszelkie proste szlaki, utarte przekonania, całą monotonię tego świata, ale za to byliśmy oryginalni. Myśleliśmy o sobie jako o kolorowych ptakach zamkniętych w klatce szarego świata. Dużo się wtedy działo. Czasami niezgodnie z prawem, czasem w zgodzie z nim, ale cały czas wbrew krytyce. Wolny styl, którego bezkompromisowe odrzucenie wszystkich reguł nie podoba się ludziom był jedyną radością. Z czasem jednak coś się popsuło. Nie powiem, żeby było źle. Neobohema nadal żyje, a ja tworzę w myśl jej założeń, ale jednak tamci ludzie... To nie było to. Miło wspominam te półtora roku, ale jednak to zdecydowanie przestało mi leżeć. Może po latach zrobię wielki powrót, ale jak na razie szukam swojej drogi z dala od świata.
No i jestem tu. Daleko od wszystkiego, ale z możliwością wycieczek do miasta. Idealne warunki. Swoją drogą okres Apokalipsy bardzo mi się przysłużył. Sporo wtedy powstało mimo że żyło się trudno. Ale to minęło. Teraz jestem członkiem Watahy Apokalipsy. Pewnie kiedyś znowu wyruszę w świat, ale póki co sprawdźmy co przyniesie czas...
Uff... W końcu. Nikt tego nie przeczyta. Schowanych w szufladzie papierów się nie czyta. No chyba, że jednak mi karzą to oddać. Wtedy pewnie drogi czytelniku zaczniesz się śmiać z mojej głupoty. No... To ten... Chyba już wszystko jest. Mogę zająć się czymś innym. Cześć!
Engel, bez odbioru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz