- A w zasadzie co takiego ci potrzebne?
- ym... Z-zioła, nasiona, wyciągi z roślin, m-może jakieś narządy zwierząt, surowica... - wyliczałam przez chwilę zapominając, że ktokolwiek mnie słucha. Mogę przysiąc że moje policzki zrobiły się czerwone. - N-no i... w-wiesz... P-podobne rz-rzeczy
- A sprawdzałaś czy nie mają tego wszystkiego w mieście?- spytał uprzejmie
- N-nie, słyszałam ż-że jest gdzieś w o-okolicy, ale nie w-wiem gdzie.
- Tak się składa że ja wiem, jeśli chcesz mogę cię zaprowadzić- w zasadzie to nie jest taki zły pomysł. Pokiwałam głową, na co Venom znów się uśmiechnął
- Świetnie, no to chodźmy.- droga nie była aż tak długa, basior raz na jakiś czas próbował mnie zagadywać, jednak i tak pojawiały się kilkuminutowe momenty ciszy. Przed bramą miasta przybraliśmy ludzkie postaci. Zrobiłam się trochę nerwowa, jako że na ulicach był lekki tłum. Ludzie jednak wydawali się zbyt pochłonięci swoimi codziennymi sprawami by zauważyć naszą obecność. Rzuciłam mojemu towarzyszowi szybkie spojrzenie w niemej prośbie by szybko nas stąd ewakuował.
<Venom?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz